środa, 12 października 2016

† Dark Side † Chapter 4: The Exercises

Z tym blogiem zawsze wychodzi tak, że na miesiąc przypada około jedna, może dwie notki. Jakoś tak. W poprzednim wpisie wspominałam, że starałam się chwycić za aparat i zrobić kilka zdjęć i w sumie z niektórych fotografii jestem nawet zadowolona. Chociaż nadal w głębi duszy czuję, że to chyba już nie to. Rysunki pieczołowicie zbieram i uznałam, że lepiej będzie, jakbym zrobiła post, kiedy zbierze się ich dostatecznie dużo. Dlatego dzisiaj trochę biednie, bo daję jedynie rozdział opowiadania oraz informację, że ostatni rozdział Halloween's Bride na moim wattpadzie pojawi się 30 października - dokładnie dzień przed Halloween (poprzednie rozdziały: 11121314). 
Trista westchnęła i odsunęła pistolet od Lorda Lightsunner'a.
— Dobrze, możesz się pobawić, ale w takim wypadku musisz mi obiecać, że wrócisz wcześniej z balu u Hrabiego Crossmaide'a, dobrze?
— Oczywiście. Ta rozrywka jest tego warta. — zgodziła się Anabelle i podeszła do kobiety, wyciągając sztylet. Ostrzem wskazała na nią.
— Będziesz patrzył, jak umiera. — zwróciła się do mężczyzny przybierając nieco psychiczny uśmieszek. Isaac ocknął się z transu i zasłonił żonę swoim ciałem, rzucając wyzywające spojrzenie.
— Nie będą mi groziły jakieś niewychowane dziewuchy! Wypuśćcie nas! — krzyknął, lecz w jego oczach dalej czaiła się niepewność.
— Niewychowane? Nie jesteśmy niewychowane, w przeciwieństwie do państwa. — odpowiedziała ponurym tonem Trista i westchnęła. — Dlaczego nigdy nie są posłuszni, Anabelle? Może, gdyby nie stawiali oporu, ich życie dobiegłoby kresu w nieco łagodniejszy sposób, niż miało to miejsce u reszty naszych gości.
— Masz rację. — odparła ciemnowłosa i zbliżyła się o krok do pary, przy czym zmarszczyła brwi, ogarniając wzrokiem szlachcica, który ewidentnie chciał bronić swojej żony. — Odsuń się, zasłaniasz mi widok. — syknęła zdenerwowana. Nagle brwi dziewczynki uniosły się do góry, kiedy zorientowała się, że mężczyzna złapał ją za jej chude, jasne nadgarstki.
— Nie rozkazuj mi, smarkulo! — wykrzyczał jej prosto w twarz.
— Nie masz prawa tak się do niej odzywać, nędzna szumowino. — wtrąciła Trista, zbliżając się do niego. Szybko wyjęła z kieszeni płaszcza noże do rzucania i wycelowała w Lorda. Ostrza były rzucone na tyle mocno, że przyszpiliły go do ściany, ale i także w taki sposób, że nie zraniły przy tym ofiary. Uwolniona z uścisku mężczyzny brunetka, zrobiła naprawdę zdegustowaną minę, pocierając obolałe ręce. Nie zaszczyciła Lightsunner'a nawet pogardliwym spojrzeniem, aby wyrazić swoją niechęć do irytującego, a zarazem bezradnego wówczas człowieka.
— Co do...?! — zdenerwował się, próbując jednocześnie wyswobodzić się od ostrzy
— Przecież zwykły bachor nie może aż tak mocno rzucać! Czym ty jesteś?!
Trista udała zdziwioną minę.
— Jak to ''czym''? Jestem Trista Killheart, dziedziczka rodu Killheart - czymże, chociaż poprawniej, kimże innym miałabym być? — odparła i poprawiła swoje czarne rękawiczki.
— Ty... — zaczął, jednak nie miał szansy skończyć. Anabelle przyłożyła swój sztylet do jego twarzy i przejechała nim po linii ust. Lord zaczął krzyczeć, jednak nikt z zewnątrz nie mógł go usłyszeć. Ciemnowłosa dziewczynka zbliżyła się do jego ciągle przerażonej żony. Złapała ją za rękę i pociągnęła do góry, wbijając sztylet w nadgarstek. Kobieta krzyknęła w bólu. Anabelle wyciągnęła ostrze i przejechała nim wzdłuż ramienia, po czym, wciąż trzymając osłabioną i boleśnie poranioną dłoń kobiety w górze, zwróciła się do Tristy.
— Tristo, czy byłabyś tak miła...?
Bez zbędnych słów jasnowłosa rzuciła nóż w stronę uniesionej ręki Niny. Ta czynność sprawiła, że wrzeszcząca w agonii kobieta została przygwożdżona do ściany. Cały ciężar jej ciała był przeniesiony na przebitą ostrzem dłoń. Anabelle postanowiła zabawić się w artystę i na klatce piersiowej kobiety zaczęła rysować sztyletem, zostawiając po nim krwawe rany. Dziewczynka odsunęła się od ofiary, pokazując swoje dzieło. Mąż kobiety patrzył w niedowierzaniu, krzycząc do niej.
— I jak ci się podoba? — spytała, uśmiechając się szeroko. Jej twarz była poplamiona krwią, która mocno kontrastowała z jej dużymi, szmaragdowymi oczami. Trista nagrodziła młodszą przyjaciółkę kilkoma krótkimi oklaskami.
— Jeśli mogę coś zasugerować... — stwierdziła i wycelowała nożem do rzucania w stronę serca kobiety.
— Nie, tylko nie to! Zrobię wszystko, co chcecie, ale nie zabijajcie jej! — wrzeszczał mężczyzna, szamocząc się na ścianie. Jasnowłosa zignorowała to i rzuciła drugim nożem, który idealnie wbił się w cel. Kobieta krzyknęła. To ostatni dźwięk, który wydała w całym swoim życiu. Z jej ran sączyła się krew, zmieniając barwę jej żółtej sukni na głęboką czerwień. Po paru chwilach, w skutek wykrwawienia, umarła. Zwisała ze ściany jak bezwładna marionetka.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
Anabelle odwróciła się do męża kobiety.
— Twoja kolej. — powiedziała wesoło i radosnym krokiem ruszyła ku niemu. Ponownie przejechała ostrzem po jego twarzy, tym razem nadając ranie kształt uśmiechu. — Oj, nie rób takiej ponurej miny. Uśmiechnij się! Przecież lada chwila dołączysz do swojej ukochanej żony! — powiedziała urażonym tonem. Przyłożyła dwa palce do kącików jego zakrwawionych ust. Nagle zza drzwi dobiegł jakiś hałas. Mężczyzna rozszerzył oczy w przerażeniu, kiedy usłyszał zbliżające się kroki i dobrze mu znane głosy.
— Mamo? Tato? Gdzie jesteście? Słyszeliśmy krzyki. — powiedział Henry, pukając do drzwi. — Proszę, otwórzcie nam!
Isaac chciał krzyknąć do nich, aby uciekali, jednak nagle poczuł narastający ból w gardle. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że Anabelle wepchnęła mu sztylet do ust.
— Ciśśśś... Nie chcesz ich przestraszyć, prawda? — powiedziała, przykładając palec do ust. Trista podeszła do drzwi i otworzyła je z cichym, metalicznym skrzypieniem. Swoim drobnym ciałem zasłaniała cały widok, więc dzieci nie miały wtedy pojęcia, co się wydarzyło wewnątrz.
— Przepraszam, czy widziałaś naszych rodziców, Lady Killheart? Obudziliśmy się w powozie, ale nikogo w środku nie było... Lokaj nam powiedział, że poszli do fabryki. — zaczął zmartwiony chłopiec. Jasnowłosa nieznacznie się uśmiechnęła.
— Są tutaj. — odparła i położyła dłonie na ramionach dzieci, zachęcając je do wejścia. Gdy już były w środku, odsunęła się i zamknęła drzwi. Henry i Marie rozszerzyli szeroko oczy na widok martwej matki i konającego ojca.
— Mamo! Tato! — zaczęli krzyczeć. Rodzeństwo odbiegło do Lorda Lightsunner'a. Mężczyzna starał się cokolwiek powiedzieć, jednak uniemożliwiał mu to sztylet. Po chwili Anabelle szybkim ruchem go wyciągnęła, a z gardła ofiary trysnął strumień krwi.
— Załatw to szybko, dobrze? Najpierw dzieci, a później będziesz mogła torturować faceta do woli. — powiedziała lodowatym tonem Trista. Ciemnowłosa zbliżyła się do Henry'ego i Marie, którzy zaczęli się cofać. Po chwili zdali sobie sprawę, że znajdują się w kącie pomieszczenia. Anabelle spojrzała na dzieci. Ich oczy były pełne strachu, a na dziecięcych twarzach widać było przerażenie. Dziewczynka przypomniała sobie, jak to ona jeszcze niedawno znajdowała się na ich miejscu. Bez rodziców, bez żadnej opieki... W tym momencie się zawahała. Jej ukochany sztylet był wtedy cały czas podniesiony w górze. Coś ją blokowało i nie mogła zadać ofiarom ani jednego ciosu. Trista spojrzała na nią i zmrużyła oczy.
— Belle? — wypowiedziała z nutą zniecierpliwienia w głosie — Na co czekasz? Zabij ich. — ponaglała blondynka. Anabelle dalej stała nieruchomo i chociaż bardzo starała się wykonać prośbę przyjaciółki, nie mogła tego zrobić. Po prostu nie mogła. Jasnowłosa wyciągnęła pistolet i wystrzeliła pojedynczą kulą najpierw w Marie, a potem w Henry'ego. Nigdy nie lubiła, gdy jej przyjaciółka się wahała. W takich sytuacjach wyręczała ją, chociaż nie do końca podobało się to blondynce. Oczywiście, nie miała nic przeciwko zabijaniu. Mogłaby się pozbyć każdego, zachowując przy tym zimną krew. Anabelle w końcu wyrwała się z transu. Popatrzyła na trupy dzieci i bez słowa wróciła do mężczyzny. W milczeniu zaczęła odcinać jego palce, a następnie ręce. Salę wypełniły pełne agonii krzyki. Po skończeniu czynności dziewczynka wzięła od Tristy noże do rzucania.
— Zawsze chciałam się nauczyć rzucać nożami... — powiedziała z uśmiechem, zapominając o chwili słabości. — Ciekawe, czy trafię jego głowę.
Anabelle zaczęła rzucać sztyletami. Parę z nich wbiło się w klatkę piersiową mężczyzny, niektóre w szyję, a jeszcze inne w ścianę obok. Brunetka rzucała dalej, a gdy nóż w końcu trafił w głowę Lorda zaczęła podskakiwać z radości.

W tym tygodniu naprawdę nie miałam na nic czasu, a szczególnie w weekend, który uważam, że spożytkowałam dobrze. W niedziele zostałam chrzestną, a z kolei w sobotę poznałam osobiście MagdęMarikę oraz jej siostrę. Było naprawdę miło i chciałabym kiedyś to powtórzyć ♥ Tymczasem trzymajcie się i do napisania.