środa, 31 sierpnia 2016

† Dark Side † Chapter 2: The Invitation

Ostatnio naszła mnie wena na pisanie. Dzięki temu powstały kolejne rozdziały Halloween's Bride (szósty, siódmy i ósmy) . Dodatkowo, na moim wattpadzie pojawił się także one-shot z udziałem Vincenta, taty Ciela (Fatherly Mystery) oraz one-shot o przeżyciach Lizzy po stracie narzeczonego (Little Dead World). Zapewne niedługo zabiorę się za kończenie historii o Halloweenowej Narzeczonej. W planach mam także napisanie coś o Amai Himitsu z tego wpisu. Nie wiem jednak, czy wszystkie moje plany będą zrealizowane, bo jak dobrze wiecie, niedługo rozpoczęcie roku szkolnego. Tak jak zapowiadałam, w następnym poście będzie o Yandere Simulator, a niedługo po nim, trzecia część opowiadania o losach Anabelle i Tristy. Jeśli już przy nich jesteśmy, czas na chapter drugi!:
 Następnego dnia dziewczynki ubrały się oraz zjadły śniadanie. Nigdy nie lubiły pomocy ze strony innych, dlatego zazwyczaj same się przebierały. Tylko przy małych detalach pomagała im służba. Po posiłku poprosiły ich oddanego lokaja, Christophera, o herbatę i przedsięwzięły kroki do jednego z pokoi wypoczynkowych. Był stosunkowo mały, ale urokliwy. Beżowa tapeta idealnie komponowała się z wykwintną zastawą, z której piły dziewczynki. Można było znaleźć tam różne stare meble z mahoniu, na których stały różne pamiątki. Przy niektórych ramkach widoczne były pęknięcia lub zbite szybki. Mimo, że zawsze chciano je wymienić, Anabelle nigdy na to nie pozwalała. Czarnowłosa dziewczynka była zbyt sentymentalna. Brunetka spoglądała na nie, kiedy wraz ze swoją przyjaciółką delektowały się herbatą. Chwilę wytchnienia i relaksu przerwała Maya.
 — Jak się miewają panienki? Proszę rzucić okiem. Dziś przyszedł ten list. — Powiedziała guwernantka, podając zapieczętowaną kopertę do rąk jasnowłosej. Anabelle z podekscytowaniem wyrwała Triście to, co trzymała. Było to zaproszenie na bal, o którym chodziło tyle plotek. Organizowała je bardzo wpływowa osoba, dlatego mogłoby się wydawać, że każdy w mieście mówił w ostatnim czasie jedynie o tym.
 — Jednak pogłoski okazały się prawdziwe. Bal! Świetnie! — Anabelle zaklaskała w dłonie, odkładając zaproszenie na mahoniowy stolik.
 — Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić, Anabelle. — powiedziała Trista, biorąc łyk herbaty. Czarnowłosa zaczęła cieszyć się jak malutkie dziecko, od razu wstała i zaczęła udawać, że z kimś tańczy. Nagle przerwała. Odwróciła się do przyjaciółki z radosnym oświadczeniem.
 — O nie, Trista! My. Nie ja, a my będziemy się dobrze bawić! — wypowiadając to, szeroko się uśmiechnęła z myślą o wspólnym czasie, spędzonym w towarzystwie przystojnych i wpływowych, młodych gentlemanów. Triście nie spodobała się ta wizja. Prychnęła.
 — Bawić? Jak w czymś takim można widzieć zabawę? Prowadzenie brudnych interesów, sprytnie przykryte pod nazwą "bal", która nie rzuca na siebie żadnych podejrzeń. Nonsens. — dziewczynka krytycznym wzrokiem spojrzała na swoją filiżankę, podążając wzrokiem za resztką herbaty, która w niej została.
 — Ah, nie bądź taka! Wszędzie widzisz spiski, a ich przecież nie ma!
Maya zauważyła, że młode damy wymieniają się dość osobistymi spostrzeżeniami. Poczuła się zakłopotana i wyszła z pokoju.
 — A tej co? Ah... No, tak. To Maya. — skomentowała zachowanie guwernantki, Anabelle.
 — Chyba po raz pierwszy wyszła w odpowiednim momencie... — dodała po chwili Trista. Blondynka poczęła oglądać zaproszenie. Było ono bardzo ładnie ozdobione i wykonane z należytą precyzją.
 — Zgadzam się z tobą. Czy było napisane na zaproszeniu coś o tym, o której i kiedy będzie bal? Nie doczytałam go. — powiedziała nieśmiało czarnowłosa dziewczynka, spoglądając na swoją sukienkę.
 — Owszem, w przyszłym tygodniu, o 18:00. — Przeczytała Trista, nieznacznie kiwając głową.
 — Świetnie! Ubiorę się w moją najnowszą, czerwoną suknię. Jest piękna! — Anabelle znów zaczęła się cieszyć. Jej buzię znów przyozdabiał szeroki, sztuczny uśmieszek.
 — Tylko nie wracaj za późno. Martwię się, że w końcu uzależnisz się od przyjęć jeszcze bardziej, niż od twoich kokard. — Trista zaśmiała się lekko, zasłaniając usta dłonią. Chwilę później wzięła filiżankę z powrotem do ręki i zaczęła się nią bawić.
 — Wolę się bawić i cieszyć życiem! Daruj sobie zbędne insynuacje. Pamiętaj, moja droga. Życie ma się tylko jedno, a śmierć może przyjść kiedykolwiek. Trzeba wykorzystać powierzony czas.
Anabelle zrobiła poważną minę. Nie chciała wysłuchiwać kazań swojej starszej towarzyszki. Uwielbiała wszelkiego rodzaju przyjęcia i starała się nie opuszczać ich zbytnio. Była duszą towarzystwa, w przeciwieństwie do Tristy.
 — Śmierć? — Trista odwróciła wzrok od filiżanki i spojrzała na Anabelle. — Owszem, śmierć może przyjść kiedykolwiek. ''Wtedy" jej uniknęłyśmy. Drugi raz może się nie udać. Przynajmniej dla ciebie. — dodała po chwili, wstając od stołu. Przeszła obok kruczowłosej i zatrzymała się przy niej. — Takie bale mogą być jeszcze bardziej niebezpieczne, niż ci się wydaje. Jedyne, o co cię proszę, to żebyś zachowała ostrożność.
 — Zamilcz. Proszę cię, zamilcz już. — Anabelle skierowała swój smutny wzrok w podłogę. — Nie chcę pamiętać o niczym, co wtedy się zdarzyło. Choć i tak to wspomnienie utkwiło we mnie na dobre. Codziennie śni mi się to samo od paru lat. Te same sceny. — Dziewczynka podeszła do okna, które miało widok wprost na ogródek.

http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif

Trudno uwierzyć, że wtedy, w tym samym ogródku, bawiły się razem, robiąc dla siebie wianki. Były jeszcze za małe na poważne bale. Choć tamten urządzano akurat na ich cześć, nie były nim zbytnio zainteresowane. Jak to dzieci.
 — Pomyśleć, że ten bal miał być nasz. Był robiony u nas i dla nas...
Anabelle zaczęła jeździć palcem po szybie. Jakby chciała przez nią przejść i cofnąć się w czasie. Pragnęła tam wrócić. Ostrzec wszystkich na czas. Niestety były to tylko jej złudne marzenia. Ogródek uważała za miejsce wybawienia. To było jej ulubione miejsce. Jej rozmyślania przerwano, gdy do pokoju weszła Caroline. Rozgadana dziewczyna, która sprawiała wrażenie wiecznie wesołej. Była dość śmieszna i chętna do różnych gier oraz zabaw ze swoimi panienkami. Jej wadą było rozkojarzenie. Wydawać by się mogło, że nawet ona nie mogła za sobą nadążyć.
 — Posprzątaj tu. — ''powitała'' ją chłodno Trista, wskazując brudne szklanki po herbacie i malutki talerzyk z pozostałościami ciastek.
 — Oczywiście. Myślałam, że panienki mnie wołają. Przesłyszałam się widocznie, ale skoro już jestem potrzebna... — Caroline obdarzyła obie panienki szczerym uśmiechem, zabierając wszystkie naczynia z mahoniowego stolika.
 — Zostawiłaś łyżeczkę. — Anabelle podała pokojówce, to co pozostawiła na meblu.
 — Przepraszam, jestem dziś trochę rozkojarzona. — pokojówka nadstawiła pozostałe talerze, aby czarnowłosa dorzuciła do nich trzymaną łyżeczkę.
 — Jak zawsze. — dodała pod nosem brunetka, po czym odwróciła się do swojej przyjaciółki.
 — Mam nadzieję, że weźmiesz sobie moje słowa do serca. — powiedziała Trista i wyszła z pokoju. Na korytarzu minęła się ona z ich lokajem. Mężczyzna zatrzymał ją.
 — Przepraszam, że przeszkadzam, ale mam ważną informację. Gdzie panienka idzie? — zapytał zdziwiony Christopher. Za przyjaciółką wybiegła Anabelle, słysząc lokaja.
 — Cóż się stało?  —  zapytała, poprawiając swój zaczesany na bok, kruczoczarny kucyk.
 — Dziś wieczorem zaszczyci nas swoją obecnością lord Lightsunner. Interesuje go fabryka, która należy do panienek. Chciałby z wami porozmawiać w jej sprawie.
Państwo Grimmwell i Killheart prowadzili razem bardzo dobrze prosperującą firmę, która zajmowała się produkowaniem powozów konnych. Te rody szlacheckie można było wielokrotnie chwalić za ich precyzyjnie wykonane wyroby. Wiele modelów świetnie się sprzedawało, zapewniając obu rodzinom stabilność finansową i bardzo dogodne życie. W ich rodzinnym mieście była tylko jedna fabryka. Rodzice dziewczynek często ją odwiedzali, kontrolując pracowników.
 — Kolejny zarozumiały bufon, który chce odkupić naszą fabrykę... — skomentowała pod nosem Anabelle. Widać nie była zadowolona z wizyty gościa, jednak zadeklarowała, że ugoszczą go należycie.
 — Wizyta bez wcześniejszej zapowiedzi? Brak profesjonalizmu... — podsumowała Trista.
 — Przykro mi, ale jedynie przekazuję tę informację. — lokaj uśmiechnął się, pokłonił się i oddalił.
 — No, zobaczymy jak to będzie. I tak nie jestem skłonna do oddania fabryki. Jest tam dużo niewykorzystanych pomieszczeń, do tego przynosi bardzo duże zyski. Ludzie są w tych czasach bardzo wygodni. — Anabelle próbowała dyskutować w tej sprawie ze swoją przyjaciółką, spacerując obok niej korytarzem, jednak blondynka poprosiła ją, aby porozmawiać o tym później.
To by było na tyle. Rozpiskę postaram się dodać jakoś pod koniec tygodnia, jeśli ogarnę się do tego czasu z rzeczami do szkoły. Tymczasem żegnam się z wami i mam nadzieję, że któreś z opowiadań przypadło wam do gustu, bo zapewne nie będą one ostatnie. O fanfictionach będę was informowała w przyszłych postach, jednak jeśli ktoś chciałby być ze wszystkim na bieżąco, polecam zaglądać na wattpada. W następnym wpisie pewnie będę narzekać na mój nowy plan i tak dalej, jednak zachęcam, bo będzie o grze, która bardzo mi się ostatnio spodobała~