sobota, 24 grudnia 2016

† Dark Side † Chapter 8: The Photography

Wesołych Świąt! Ostatnio nie miałam zbytnio ani czasu, ani chęci na blogowanie. Na szczęście rozpoczęły się święta, gdzie będę mogła wypoczywać przy ulubionej pisaninie i spędzać czas ze znajomymi oraz rodziną, Z okazji świąt, na moim wattpadzie pojawiło się bożonarodzeniowe opowiadanie o Sebastianie i Cielu. W planach mam jeszcze kilka opowieści i mam nadzieję, że moja wena mnie przez święta nie opuści, bo byłoby kiepsko :D 
Obie młode damy były dość zaskoczone reakcją Oscara, który wydawał się wręcz ogarnięty strachem, na sam dźwięk ich imion. Trista nie mogła dłużej znieść jego pustego spojrzenia, więc postanowiła przejąć inicjatywę i zapytała go o to, czy w związku z ich nazwiskami, coś sprawiło mu kłopot, na co ten nieśmiało pokiwał przecząco głową. Widać było, że mocno się denerwował, przez zaistniałą sytuację.
— Co ci się stało? — dopytywała Anabelle, przekrzywiając głowę, niczym zaintrygowany kocur.
Chłopak jednak znów wyminął pytanie zwykłą prośbą o nieprzejmowanie się nim. Nie wyglądał na zadowolonego. Trista podeszła do niego i jako, iż był wyższy od niej, za pomocą dłoni opuściła jego podbródek tak, że teraz mógł spojrzeć w jej oczy.
— O co chodzi? Nie udawaj, że nic się nie stało. — spytała podirytowana, a na czole chłopaka było widać kropelki potu.
— O nic. Przepraszam, muszę iść się przewietrzyć. — odpowiedział smutno i omijając Tristę udał się do ogródka.
Przyjaciółki podążały tuż za nim. Kroczyły bardzo ostrożnie, aby Oscar tego nie zauważył. Chłopak usiadł na jednym ze schodków altany ogrodowej i mówił sam do siebie, licząc, że nikt go nie usłyszy.
— Cholera. Przecież to one... w co ja się wpakowałem?! — spytał po cichu sam siebie.
Dziewczynki ukryte w krzakach zastanawiały się najpierw nad tym, o co mu może chodzić i skąd je zna. Trista, nie znosząc, gdy ktoś tak perfidnie zachowuje się w stosunku do niej, bądź Anabelle, wyszła z krzaków i szybko podeszła do Oscar'a, stając naprzeciw niemu.
— Nie masz prawa w taki sposób postępować w stosunku do nas. Czy chcesz, czy nie, jesteś teraz naszym gościem i wypada, abyś okazał trochę wdzięczności i chociaż odpowiedział na nasze pytania.— zaczęła z grymasem na twarzy. Oscar patrzył się na nią przez chwilę, po czym odwrócił wzrok. Trista westchnęła i przyłożyła dłoń do czoła. — Anabelle, mam dość przebywania w towarzystwie tego chłopaka. — oznajmiła, spoglądając w stronę krzaków, w których schowana była brunetka.
— Popieram Tristę. — powiedziała zimnym tonem kruczowłosa, wychodząc z ukrycia. Chłopak przestraszył się, jednak Anabelle zagrodziła mu drogę ucieczki. — Mówże. Skąd nas znasz?
Po słowach przyjaciółki, Trista spokojnie zbliżyła się do Oscara. Szatyn zaczął się poważnie niepokoić. W końcu miał do czynienia ze sławnymi Mrocznymi Przyjaciółkami.
— Lepiej, abyście się do mnie nie zbliżały. Jestem dla was niebezpieczny. — powiedział cicho w stronę blondynki. Anabelle rozejrzała się wokoło. Cała służba była w rezydencji, jednak w pomieszczeniach, gdzie nie było widoku na ogród. Sprawnym ruchem wyłożyła swój sztylet i przytknęła chłopakowi do gardła.
— Nie zawaham się tego użyć w naszej własnej obronie. — mówiąc to, młodsza z przyjaciółek unieruchomiła chłopaka.
— Grimmwell... Killheart... — szeptał w niedowierzaniu chłopak. Przed oczami miał tylko obraz, gdy przysłuchuje się rozmowy ojca z ich ówczesnym gościem, podczas gdy on siedział na dywanie i bawił się jedną ze swoich drewnianych kolejek, które kolekcjonował. W pamięci słyszał wszystko, co wtedy mówiono, jednak nie umiał jednoznacznie określić, kto ich wtedy odwiedził. Anabelle była przestraszona zachowaniem chłopca. Zachowywał się, jakby czegoś się obawiał, co dało jej podstawy do tego, aby również miała się na baczności.
— Gadaj! — nakazała Anabelle, przytykając ostrzę do gardła Oscara jeszcze bliżej. Srebrny sztylet drażnił delikatną, lekko opaloną skórę chłopaka.
— Idźmy gdzieś, gdzie nikt nie będzie nas śledził. — zaproponował cicho.
Triście od razu na myśl przyszła fabryka. Gdyby próbował czegoś, co zagroziłoby im, nie miałby szansy ucieczki. Byłby to ich teren. Oddalony na tyle, że nikt nie usłyszałby jego krzyków. Anabelle wypuściła go, grożąc śmiercią, jeśli spróbowałby im uciec. Trista udała się po Christophera, który miałby ich tam zawieść. Biegnąc po krwistym dywanie w korytarzu, znalazła poszukiwanego przez nią lokaja.
— Mamy ochotę pokazać fabrykę naszemu gościowi. Masz nas tam zabrać. — rozkazała swoim chłodnym tonem.
Mężczyzna z lekkim uśmiechem ukłonił się i poszedł za jedną ze swoich panienek. Anabelle prowadząc chłopca do karocy, szła za nim krok, w krok. Cała trójka wsiadła do pastelowego powozu. Przez całą drogę do celu, nikt się nie odezwał. Kiedy już zajechali na miejsce, dziewczynki jak zwykle, poprosiły, aby lokaj poczekał na ich powrót w karocy.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
Anabelle i Trista zaprowadziły go do najmniejszego pokoju, jaki był w fabryce. Nie było w nim nic, poza stołem i parą krzeseł. Wszędzie unosił się zapach spalenizny. Starsza z przyjaciółek wzięła z drugiego pokoju niewielką świecę. Zasiadła do stołu i nakazała Oscarowi zrobić to samo. Anabelle stała koło nich.
— Zacznij. — nakazała blondynka, dając charakterystyczny gest dłonią.
— Od czego? — zapytał, nieznacznie uśmiechając.
Spokojnej dotąd Anabelle, puściły nerwy. Wzięła szybkim ruchem świecę ze stołu i zbliżyła się niebezpiecznie do Oscara. Na stół spadło wtedy kilka kropel roztopionego wosku, które niczym wróżba, ułożyły się na kształt niewielkiej strzały, której grot wskazywał szatyna.
— Najlepiej od początku. — odparła z grymasem, oświetlając jego twarz, przez co zmusiła go do przymrużenia oczu.
— W porządku... — westchnął. Zrozumiał, że skończyły się żarty. — To prawdopodobnie mój ojciec zabił waszą rodzinę. — dodał stanowczo. Anabelle rozszerzyła szeroko oczy. Siedząca przy stole Trista, przekrzywiła z niedowierzaniem głowę. — Kiedy byłem mały, bawiłem się w moim pokoju, który sąsiadował z salą konferencyjną. Tamtego dnia wszyscy mówili o wielkim balu, który odbędzie się na waszą cześć. Drzwi były niedomknięte, a ja ciekawski. Zbliżyłem się, nasłuchując. I to był mój błąd. Ojciec z kimś rozmawiał, nikogo o tym głosie nie znałem. Umówili się na to masowe morderstwo. Wiedzieli, że wszyscy ważni goście będą w waszej rezydencji. Za to zlecenie mieli mu nieźle zapłacić. W tej całej wymianie zdań przewijały się właściwie tylko wasze nazwiska. Dlatego tak się przestraszyłem, kiedy je po tylu latach ponownie usłyszałem. Parę dni po tym wszystkim, widziałem ojca, który kłócił się z moją matką. Wymachiwał jakimś listem. Krzyczał, że ''te cholerne bachory przeżyły!'' i użalał się nad swoim niedopatrzeniem. Był wściekły, że dostanie tylko połowę z tego, co mu obiecano. Rok później, ten bydlak zamordował moją matkę. On pobił ją na śmierć! Ja... ja nie mogłem żyć już więcej z tym potworem. Uciekłem zaraz po pogrzebie. To on zabił waszych rodziców! Daję głowę! — krzyknął przez łzy, ujawniając część ze swoich strasznych wspomnień. Przepełniony chęcią odwetu i nienawiścią, powiedział wręcz wszystko, kiedy poczuł, że został przyparty do muru. Dojrzał przysłowiowe światełko w tunelu, którymi były przyjaciółki. Mogły mu one posłużyć za narzędzia do swojej prywatnej zemsty. Krople łez ściekały po jego policzkach, gdy ten przypomniał sobie wszystkie sceny z życia w rodzinnej rezydencji. Anabelle nie mogła w to wszystko uwierzyć. Jej oczy zrobiły się momentalnie szklane.
— Łżesz! To nie może być prawda! Nie może! — zbliżyła się do chłopaka jeszcze bliżej. Odkładając świeczkę na stole, wyjęła z pod sukienki swój sztylet. Patrzyła się lodowatym wzrokiem na Oscara, aż jego krzesło dotknęło ściany. Nie miał on gdzie uciekać. Kruczowłosa trzymała nad nim swoją broń i bez chwili zawahania wymierzyła cios w nogę chłopaka, lekko go przy tym raniąc. Słysząc jego krzyk, przestała.— Nie mogę... Nie mogę cię zabić. — powiedziała z płaczem i wybiegła z pokoju, zostawiając go z Tristą. Brunetka zatrzymała przy drzwiach pokoju, który był na przeciwko. Usiadła na podłogę i również, tak samo jak Oscar, zaczęła ronić łzy. Z początku, blondynka również chciała pozbawić chłopca życia, jednak potem uznała, że mógłby im się jeszcze przydać. Uśmiechnęła się lekko.
— Mam nadzieję, że spodoba ci się pomysł, aby być naszą lalką. Pociąganie za sznurki zostaw nam. — powiedziała tajemniczo. Oscar utkwił w niej swój przestraszony wzrok. Chciał im zbiec, ale z powodu rany nogi nie miał zbytnio dużych szans na ucieczkę. — Teraz wybacz mi na chwilę. — dodała Trista, zamykając drzwi. Przyjaciółka schyliła się nad płaczącą Anabelle i z pewną dozą ironii zapytała, czemu płacze.
— Ja... Ja nie myślałam.. Już nic nie wiem! — krzyknęła i schowała twarz w dłoniach.
— Przecież on będzie idealny. Doprowadzi nas do zabójcy. Powinnaś się cieszyć. — Trista podała rękę przyjaciółce, nakłaniając ją do podniesienia się z podłogi.
— Jedźmy już. — odparła zapłakana kruczowłosa. Blondynka delikatnie zasugerowała, aby otarła łzy. Dodatkowo, trzeba było jakoś opatrzyć Oscara, aby nikt nic nie podejrzewał. Kiedy wszyscy byli już gotowi, obolały chłopak z należytym posłuszeństwem wsiadł do karocy. Lokaj nie zwrócił uwagi na to, że jedna z dziewczynek ma zapuchnięte oczy. Był do nich odwrócony. Wyraźnie zmęczony pracowitym dniem westchnął pod nosem, że chciałby już położyć się spać. — Oczywiście Christopher. Dziś to Oscar będzie nas obsługiwał. Niech się przyzwyczaja. — powiedziała z pewną dozą złości Anabelle.
Trista spojrzała na nią pouczającym wzrokiem. Nie powinna okazywać swojej złości lokajowi, bo mógłby zacząć się nimi bardziej, niż zwykle, interesować. Chłopiec przytaknął kruczowłosej w milczeniu. Był całkowicie przestraszony obecnością przyjaciółek. Po namyśle uznał, że służba u nich będzie swego rodzaju pokutą, w zamian za grzechy znienawidzonego przez niego ojca oraz pewnego rodzaju zapłatą, za przyszłe spełnienie jego odwetu na nim. Będąc już na miejscu, młodsza z dziewczynek zamknęła się w pokoju. Niewzruszona blondynka uczyniła to samo, zaszywając się z książką oraz nowymi utworami na jej skrzypce. W tym samym czasie, Anabelle użalała się nad swoim losem. Roniąc łzy, usiadła przy stoliku z białym obrusem i oglądała stare zdjęcia. Oscar za to rozglądał się po domu. Zapoznawał się z innymi służącymi. Przyglądając się im, miał pewność, że nie darzą go ani przyjacielskim nastawieniem, ani ufnością.
— Dobrze chłopcze, zaprowadzę cię do twojego pokoju. W rezydencji jest ich na tyle dużo, że będziesz miał swój własny. Tylko nic nie zniszcz. — zaczepiła go w końcu Maya, z nieodłączną wyższością w głosie.
Kiedy Oscar zobaczył swój pokój, ucieszył się z posiadania własnego kąta. Usiadł ostrożnie na swoim łóżku i uśmiechnął się do guwernantki dziewczynek, na znak, że wszystko mu się podoba. Maya poprawiła tylko swoje brązowe włosy, odsłaniając siwe pasma. Wyszła, zostawiając chłopca samego, przewracając przy tym oczami.
— Powinienem sprawdzić, jak się mają. Mam nadzieję, że tym razem nie będą mnie próbować zasztyletować, zabić, spalić, utopić... — Oscar roześmiał się, wymieniając sposoby, jakie mogłyby wymyślić przyjaciółki, na pozbycie się go. Wstał z łóżka i poszedł korytarzem do pokoi dziewczynek. Po jakimś czasie usłyszał cichy płacz Anabelle. Zapukał do jej pokoju. Nie otrzymując odpowiedzi o możliwości wejścia, otworzył niepewnie drzwi.
— Czego chcesz? — zapytała cicho dziewczynka.
— Niczego, przechadzałem się po korytarzu. Sprawdzam, czy niczego nie potrzebujecie. Czemu płaczesz? — zapytał z troską, jednocześnie odsuwając się od niej. Bał się, że znów najmłodsza z domowników będzie miała swoje humory.
— Chcę tego co dawniej. Wiem, że proszę o dużo, ale popatrz. Skoro ty uchyliłeś rąbka swojej historii, uczynię to samo. — kruczowłosa podała chłopcu zdjęcie rodziny Grimmwell'ów i Killheart'ów. Na czarno-białej fotografii uwieczniony został piknik. Stan zdjęcia pozostawał wiele do życzenia. Było bardzo zniszczone i poplamione jakąś brązową cieczą. Najprawdopodobniej była to zaschnięta krew. Na dużym, ciemnoszarym kocyku znajdowały się dwie, przytulone do siebie kobiety. Blondynka była mamą Tristy, natomiast ciemniejszy kolor włosów posiadała rodzicielka Anabelle. Pomiędzy nimi było troje dzieci. Oscar rozpoznał w jednym z nich swojego rozmówcę. Trzymała ona wtedy pluszowego, dużego misia z białą kokardą. Za jedną łapkę chwyciła go mała Trista. Obok przyjaciółek była jeszcze mniejsza dziewczynka. Jej kolor włosów ciężko było zdefiniować, gdyż były one zdecydowanie jaśniejsze od Anabelle, aczkolwiek nie była to blondynka. Miała na sobie jasną sukienkę. Za roześmianymi kobietami i dziećmi stało dwóch mężczyzn z równie uśmiechniętymi twarzami. Jeden z nich nosił okulary. Oboje mieli czarne włosy.
— Który to twój tata? — spytał chłopiec, przyglądając się uważnie zdjęciu.
— Ten tutaj. — odparła smutno Anabelle, pokazując mężczyznę w czarnych okularach i szarawym stroju.

Możliwe, że w następnym poście będzie rozpiska, ale jeszcze muszę się zastanowić, o czym dokładnie. Sugestie w komentarzach mile widziane. Narysowałam także kilka rysunków, jednak... jest tego za mało, żeby to pokazać, ale skrupulatnie wszystko zbieram! Szczęśliwego Nowego Roku, misie ^_^ Tak na wypadek, jakby następny post ukazał się dopiero w styczniu ;)

sobota, 10 grudnia 2016

† Dark Side † Chapter 7: The Discovery

Zbliżają się święta i czuć ten świąteczny nastrój. Nie mogę się doczekać Klasowej Wigilii oraz innych eventów z okazji Bożego Narodzenia. Zdecydowanie czuję klimat, kiedy słyszę w radiowęźle nieśmiertelne Last Christmas lub All I Want For Christmas Is You. Do piosenek k-popowych również dodałam kilka świątecznych pozycji. Jak na razie, do zimowej przerwy świątecznej zostało tylko 9 dni szkolnych :3 Tymczasem wrzucam rozdział. Trochę nie wyliczyłam czasowo mojego dodawania części historii, bo pewnie zimowy rozdział wypadnie w lipcu, ale mniejsza z tym... XD 
Trista zapewniła przestraszoną Anabelle, że nie powinna się niczego bać, kiedy przebywały razem. Przyjaciółki zeszły na dół, do ogrodu, na który był widok z okna. Ciemnowłosa pozostawała cały czas w pewnej odległości za starszą przyjaciółką. Trista podeszła do krzaków i uważnie zmierzyła je wzrokiem. Odwróciła się i zaczęła iść wzdłuż chodnika. Stukot jej niewielkich obcasów zagłuszał umiarkowany wiatr.
— Uciekł. — powiedziała krótko.
Anabelle zaczęła się nerwowo rozglądać, bojąc się o własne życie. Nie wiedziała, kto lub co mogło być wcześniej w krzakach. W końcu zauważyła kawałek materiału, wystający zza drzewa za nimi. Udając, że go nie zauważyła, dała wyraźny znak przyjaciółce, że intruz kryje się właśnie tam. Trista na sygnał przyjaciółki poszła ścieżką prowadzącą w stronę, jaką wskazała jej Belle.
— Myślę, że udał się w stronę ogrodu. Rozdzielmy się. — powiedziała z zawiedzeniem, ale gdy wystarczająco zbliżyła się do drzewa, natychmiast pobiegła w stronę nieproszonego gościa. Jedną ręką złapała go za kołnierz, a drugą za nadgarstek. Gdy rozpoznała przybysza, zawołała zielonooką, powiadamiając o swoim małym ''odkryciu''. Intruzem okazał się wcześniej spotkany przez nie złodziejaszek.
— Ty bezczelny prostaku! Jak śmiesz zakradać się do naszej rezydencji?! — wybuchnęła z wściekłością Belle, na widok znajomego jej chłopca.
— Oooch, a jeszcze niedawno tak się o niego martwiłaś. — wtrąciła Trista, przez co policzki brunetki niemal natychmiast zapłonęły.
— Ja?! Ja... ja nigdy! — odparła nieco chaotycznie, próbując się usprawiedliwić. — Mógłby pomarzyć o zaprzątaniu moich myśli! — dodała urażona, krzyżując ręce.
— Jak tam chcesz. Wiem swoje. Porozmawiajcie sobie, gołąbeczki. — odpowiedziała jasnowłosa, wzruszając ramionami. Krótko potem oswobodziła chłopaka.
— Ja, no... przepraszam, że za wami poszedłem. — odezwał się nieśmiało chłopak.
— Zamilcz! Któż ci pozwolił iść za nami?! Czego tu szukasz?!
Kruczowłosej dziewczynce znów przydarzył się problem z własnym nastrojem. Była tak wściekła, że aż bliska wyciągnięcia swojego ulubionego sztyletu. Oczywiście Trista przyglądała się wszystkiemu kawałek dalej, komentując wszystko pod nosem, opierając przy tym policzek na dłoni. Mówiła, że cała sytuacja wydawała się być urocza. Naturalnie, z pewną dozą ironii.
— Mam was dosyć! — krzyknęła na całe gardło Anabelle, decydując się na powrót do wnętrza rezydencji z wyjątkowo niezadowolonym wyrazem twarzy. Zamknęła za sobą drzwi z hukiem. Skołowany chłopak nie wiedział co uczynić, więc zwyczajnie podszedł do Tristy, aby zacząć rozmowę. Rozważał ucieczkę z ogrodu, jednak coś podpowiadało mu, że przyjaciółki raczej nie mogłyby go skrzywdzić, a przynajmniej nie dotkliwie...
— To... tym razem nie będziesz chciała mnie zabić ani wykręcić rąk? — zaczął zaczepnie złodziejaszek.
— Nie mówię, że nie chciałabym tego zrobić, ale ze względu na mą przepełnioną empatią przyjaciółkę odpuszczę sobie tę przyjemność — zripostowała, spoglądając na Oscara. — W każdym razie, jako nasz gość, pomińmy fakt, że nieproszony, powinieneś zostać przyjęty w naszej rezydencji z należytym szacunkiem. Tak więc, czy raczyłbyś towarzyszyć mi i mojej nieobecnej koleżance przy obiedzie? Wówczas porozmawiamy na temat twojego pojawienia się w tym miejscu.
Chłopakowi na krótką chwilę odebrało mowę, nie był zapraszany na wykwintne obiady od bardzo dawna. Wahał się, czy przyjąć zaproszenie. Był przy tym jednak świadomy, że okazja taka jak ta, mogłaby się nie powtórzyć. Niepewnie pokiwał głową na znak aprobaty. Ich rozmowę przerwała Maya, która niespodziewanie pojawiła się w drzwiach wejściowych.
— Tristo Killheart! Cóż to za młodzieniec? I czemu się tu znajduje bez mojej wiedzy? — zaczęła uszczypliwie guwernantka.
— Oj, Mayu, spokojnie. Przecież doskonale wiesz, kto w tym domu lubi towarzystwo dżentelmenów i to bynajmniej nie jestem ja. — zaczęła, zbliżając się do niani. — Wszystko wytłumaczę wraz z Anabelle przy obiedzie, więc bądź cierpliwa. Chodźmy, Oscarze. — skinęła głową w stronę chłopaka, a ten, odrobinę zawstydzony, poszedł za Tristą, mówiąc zwykłe ''dobrze". Maya wwierciła swój zabójczy wzrok w złodziejaszka, mrużąc przy tym oczy.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
Wchodząc do jadalni, minęli się z Anabelle na korytarzu. Trzymała ona jakieś zawiniątka.
— Chcę być wobec ciebie kwita. Załatwiłam ci to. Syn Christophera je nosił, gdy był w podobnym wieku. — powiedziała, dając chłopcu nowe ubrania. Stare miały parę dziur. Szczególnie ta od ostrza przyjaciółek mocno rzucała się w oczy. Kiedy chłopak poszedł się przebrać, przyjaciółki zostały same. — Niech zgadnę. Zaprosiłaś go? Słuchaj, lubię młodych dżentelmenów, ale z niego ani nie dżentelmen, ani nie jest w moim guście. — dodała kruczowłosa po kilku minutach ciszy. W jej głosie było widać, że jest zła, ale jednocześnie cieszy się, że chłopak zostanie u nich na posiłek.
— Wmawiaj to sobie dalej. — powiedziała jasnowłosa, uśmiechając się. Trista naprawdę lubiła dokuczać Anabelle, aczkolwiek robiła to rzadko, bo doskonale wiedziała, że brunetka nie miała zbyt dużego dystansu do siebie. — Będziemy musiały się wytłumaczyć Mayi. — zamyśliła się nieco. —Ty się tym zajmiesz czy wolisz zostawić to mnie?
Anabelle prychnęła w odpowiedzi. Złapała Tristę za ramię i oznajmiła, że wolałaby, aby osobiście wszystkiego dopilnowała. Zwyczajnie bała się, że Maya mogła odebrać chłopca źle, jeśli blondynka by go przedstawiła.
— Chwileczkę, przecież zostaje jeszcze Christopher! On go rozpozna! — dodała przestraszona brunetka. — Słuchaj, ja muszę wszystko poodkręcać, aby nasz lokaj nie powiedział niczego głupiego. W tym czasie postaraj się trochę i wyciśnij z niego to nazwisko lub ... cokolwiek więcej o nim.
Anabelle bardzo się spieszyło, gdyż chciała jak najszybciej znaleźć Christophera. Pobiegła szybko po schodach na górę i zniknęła w jednym z korytarzy.
— Wycisnąć?  — powtórzyła blondynka, uśmiechając się do siebie. — Mam szczerą nadzieję, że chodziło jej o dosłowny przekaz... — dodała pod nosem, czekając na Oscara.
Gdy miała już zamiar ponaglić gościa, chłopak wyszedł z łazienki, oglądając wszystkie guziki nowej, śnieżnobiałej koszuli. Do kompletu dostał od kruczowłosej czarne spodnie. Ubrania były odrobinę przyduże, aczkolwiek nie zmieniało to faktu, że szatyn wyglądał w nich znacznie lepiej. Prezentował się schludnie, niczym skromny, mieszczański nastolatek. Nie czując się komfortowo w nowych ubraniach, Oscar poprosił o opinię Tristę.
— Prezentujesz się lepiej. To na pewno, jednakże nie musisz się aż tak przejmować wyglądem. To odrobinę bezsensowne. — odparła obojętnym tonem, zmierzając chłopaka od stóp do głów. — A tak w ogóle, jak się nazywasz? Znam imię, jednak umknęło mi nazwisko.
— Zapomniałem... — powiedział smutno. Aby uniknąć gniewnego spojrzenia jasnowłosej, odwrócił głowę, rozglądając się po domu.
— Może jednak podzieliłbyś się ze mną tą informacją? Nie jest mi do niczego potrzebna, jednak zrzędząca kobieta, która wcześniej miałeś ''przyjemność'' spotkać, może skutecznie się na ciebie uwziąć, jeśli się nie przedstawisz i wywrzesz przez to złe wrażenie. — powiedziała bez ogródek.
On jednak dalej nie zamierzał zdradzić swojego nazwiska. Nadal używał dość niedorzecznego wytłumaczenia, iż zapomniał, jak się nazywa. Wyminął Tristę z zamiarem znalezienia Anabelle. Chciał uniknąć jej natarczywych pytań.
— Cholerny smarkacz. — prychnęła z niezadowoleniem. Szybko pobiegła w jego stronę i złapała go za ręce, po czym przygwoździła go do ściany. — Nie chcę mi się z tobą bawić, gówniarzu, więc dla własnego dobra lepiej mi powiedz. — zbliżyła się do jego twarzy. — Chyba, że chcesz to załatwić inaczej...
— Ja... Ja... — dukał chłopiec. Oscar miał przerażenie w oczach i nie miał pojęcia, co powinien odpowiedzieć dociekliwej blondynce. W tamtej chwili po schodach zeszła wyczekiwana przez niego Anabelle.
— Hej?! Co tu się u diabła dzieje!? — krzyknęła i podbiegła do nich, a następnie poprosiła, aby Trista go puściła, przez co rozdzieliła ich. — Może nietrafnie się wyraziłam. — westchnęła żałośnie.
Brunetka nachyliła się do Tristy i wyszeptała jej na ucho, że powinna była uczynić to bardziej subtelnie. Aby rozluźnić nieco atmosferę, podeszła do Oscara, któremu zaproponowała zwiedzanie rezydencji. Odchodząc, powiedziała tylko przyjaciółce, że sprawa z Christopherem została załatwiona i weszła z chłopcem po schodach na piętro. Blondynka pożegnała się z nimi kpiącym ''żegnajcie, gołąbeczki'', machając w ich stronę. To prawda, że subtelność nie była jej mocną stroną. Wolała załatwiać sprawy szybko, skutecznie i bez zbędnych świadków.
— Dzięki, Anabelle. — podziękował cicho Oscar i popatrzył na kruczowłosą dziewczynkę, będąc już na piętrze. Belle od razu odskoczyła od niego, bulwersując się. Oświadczyła, iż nie jest jego koleżanką, aby zwracał się do niej, nie uwzględniając jej tytułu. Szatyn nie bardzo rozumiał swój błąd. — Dawno nie byłem w żadnej rezydencji czy na jakimś wytwornym dworze. Wybacz. - przeprosił i lekko się ukłonił, przez co Anabelle uśmiechnęła się z miną satysfakcji.
Oprowadzając gościa po domu, próbowała go dyskretnie wypytywać o jakieś detale z jego życia przed ucieczką. Dowiedziała się tylko, że jego ojciec był szlachcicem na usługach samej królowej. Nastał czas posiłku. Wszyscy zebrali się do jadalni. Pięknie udekorowany stół miał zastawione tylko trzy miejsca. Służba czekała już na obie panienki oraz gościa. Wchodząc, Anabelle i Oscar zastali Tristę, czekającą na nich przed drzwiami. Cała trójka zasiadła przy stole.
— Mam do obwieszczenia dość nietypową nowinę. — powiedziała Anabelle, wstając od stołu z kieliszkiem jej ulubionego wina. — Ponieważ Christopher jest już człowiekiem w sędziwym wieku, ten oto Oscar będzie jego pomocnikiem i jeżeli przyjmie tę ofertę, zamieszka z nami. — dodała. Słysząc jej słowa, chłopiec doznał szoku. Patrzył się na kruczowłosą w dość dziwny sposób. Jakby nabrał jakiś wątpliwości i chciał się ze wszystkiego wycofać. Spoglądając jednak na Tristę, która posłała mu dość nieprzyjemne spojrzenie, zawahał się to zrobić. Anabelle dokończyła, że będzie on czymś w rodzaju ''chłopca na posyłki''. Kiedy ktokolwiek z służby będzie potrzebował pomocy, Oscar miałby obowiązek zrobić co w jego mocy, aby tę pomoc udzielić.
— Chwileczkę! Nie mam nic w tej sprawie do powiedzenia?! — krzyknęła w oburzeniu Maya, wysunąwszy się z szeregu służących, który stał wówczas pod ścianą.
— Nie. — odparła Anabelle, słodko się uśmiechając.
Wkurzona guwernantka przeprosiła wszystkich i wyszła zaczerpnąć świeżego powietrza. Po skończonym posiłku, Oscar podbiegł do kruczowłosej. Chciał się wymigać od przyjęcia go do rezydencji. Uważał, że do nich nie pasuje.
— Lady Anabelle, nie to, że nie jestem wdzięczny, bo wręcz przeciwnie, ale nie wiem, czy moja obecność nie sprawi wam kłopotów. — powiedział szatyn, stając na drodze przyjaciółkom.
— Grimmwell'owie zawsze dbali, aby ich gość był jak najlepiej przyjęty. Ponieważ sądzę, że jesteś tego wart, mam zamiar zatrzymać cię tu.
Anabelle spojrzała swoim lodowatym wówczas wzrokiem, na jego niebieskie, pełne obaw oczy. Cofnął się on o krok do tyłu, kiedy usłyszał nazwisko dziewczyny. Spanikowany, chciał jak najszybciej opuścić rezydencje, choć w głębi serca wolałby zostać i pomóc przyjaciółkom.
— To... skoro ty jesteś Anabelle Grimmwell, to ty...? — powiedział niepewnie, patrząc się na blondynkę, stojącą obok Belle. — Trista Killheart? — odpowiedział sobie sam na wcześniejsze pytanie, na co blondynka pokiwała twierdząco głową. Oscar zrozumiał, że nie mógł z nimi zostać, słysząc znajome nazwiska Mrocznych Przyjaciółek.
 
Możliwe, że zepnę się w przyszły weekend i naskrobię jakiegoś ''specjala'' w rodzaju one-shota. Nie wiem jeszcze tylko z czego... Zależy to w zasadzie od rodzaju mojej weny. W grę wchodzą także rysunki. Jeśli chodzi o kolejną rozpiskę, pewnie zrobię ją jakoś w przerwę świąteczną. Mam zamiar powrócić do opisywania stylów, tak w ramach wstępu.