piątek, 27 stycznia 2017

Zabawy z gimpem~

 Na wstępie - rozpiski będą, jak mi wróci wena 😂 Nie lubię niczego pisać na siłę ^^
Szczerze mówiąc, od czasu zamknięcia My Monster High, brakowało mi trochę grafiki i innych tego typu spraw. Dlatego też wzięłam się do gimpa, aby sprawdzić, czy jeszcze coś z tego potrafię :P Efektem są graficzne wersje moich OC - Amai i... Kamiko!  
Znalezione obrazy dla zapytania akazawa izumi gif
Dopiero w trakcie kolorowania jej włosów zorientowałam się, że jest bardzo podobna do Izumi Akazawy z Another. Chyba podświadomie, bo postać z gifa powyżej jest właśnie moją ulubioną. Kamiko jeszcze nie znacie. Powstała spontanicznie, opierając się o Diabolik Lovers. Jeszcze tego samego dnia, kiedy powstał jej szkic, powstała także grafika. Dość szybko się z nią uporałam:
Kamiko, jak i Amai otrzymały ode mnie dwie wersje, bo zechciało mi się bawić z brushami. Mundurek postaci powyżej był wzorowany na tym, który nosi zazwyczaj Yui Komori. Chyba największą udręką były jej oczy, bo nie był to kompletnie mój styl. Przewiduję także drugą wersję dla niej, jednakże już w normalnym stroju.

A tutaj znana wam postać. Na blogu pokazywałam jej szkic. Pokolorowany wygląda znacznie lepiej (może kiedyś wstawię też szkic Kamiko...). Jest to prawdopodobnie ostatni wpis z nią, jako Amai, gdyż w oryginalnej grze ma zostać dodana postać o tym samym imieniu, dlatego też od teraz będę nazywać ją Amaya Himitsu. OC z Yandere Simulator była robiona zdecydowanie wcześniej od Kamiko.
Znalezione obrazy dla zapytania akazawa izumi gif
Możliwe, że jeśli będzie mi się chciało, napiszę o obu jakieś fanfiction. Na razie jednak jestem zajęta bardziej Kuroshitsuji, dlatego po nowe opowieści oraz nowe rozdziały † Dark Side † (jest ich już 12), polecam udać się na Wattpada. Z racji tego, że zaczynam ferie, możliwe, że będę pisała więcej, więc... do napisania ^_^

sobota, 14 stycznia 2017

† Dark Side † Chapter 10: The Contest

Chyba uciekam od bloggera, jak tylko mogę. Nie przeczę, że pisanie postów tutaj jest zdecydowanie najwygodniejsze, biorąc pod uwagę moje wcześniejsze doświadczenia z pingerem i innymi tego typu platformami. Mimo wszystko, zdecydowanie bardziej wolę kontakt z czytelnikami. Odnoszę wrażenie, że na wattpadzie jest on większy. Może dlatego ciągle nie napisałam żadnej rozpiski. Znaczy się, mam już zaczęte, aczkolwiek nie mam ochoty na skończenie ich. Weny także. 
— Wszędzie was szukałem. Mogłyście mi powiedzieć gdzie jesteście. — powiedział szatyn, kładąc na ogrodowym stoliku porcelanowe, ozdobne filiżanki i naczynie z kostkami cukru.
— Pomyliłeś się. — zwróciła mu uwagę Trista.
— Znów coś źle zrobiłem!? Nie nadaję się do tego... To herbaty różne są? A ta, to jaka? — powiedział zirytowany swoją pomyłką. Przez ostatnie lata nie był w żadnych zamożnych rodzinach. Nie był kompletnie przyzwyczajony do usługiwania komuś. Sam był sobie przez wiele lat panem. Wiedział jednak, że była to raczej jedyna możliwość, aby został z przyjaciółkami, próbując naprawić zło, które wyrządził jego ojciec. W duchu, miał ogromną nadzieję, że go dopadną, jednak aby nie narazić całej reszty swojej rodziny, wolał milczeć o swoim nazwisku.
— Różana. — odparła spokojnie Anabelle.
Cały czas bała się poplamić swoją sukienkę. Oczami wyobraźni, chłopak miał już na głowie jedną z trzymanych przez nią i Tristę filiżanek. Jednak na całe szczęście, kruczowłosa również lubiła ten rodzaj herbaty, dlatego tym bardziej podarowała mu tę pomyłkę. Oscar usiadł na schodkach altany. Mając widok na karocę, którą mieli przyozdabiać Maya i Christopher. Zapytał się dziewczynek, gdzie jest ich guwernantka,
— Czy wszyscy mają dziś dużo zajęć? Widzę, że Christopher pracuje bardzo ciężko. Wielka karoca, a ozdabia ją sam. Może powinienem mu pomóc? — zaproponował chłopak, odwracając się do Tristy i Anabelle. Blondynka od razu odłożyła filiżankę na stolik, spoglądając na lokaja. Uniosła jedną brew i rozejrzała się za Mayą, która miała w tym czasie być na dole.
— Tak, idź. Dyskretnie dopytaj się też, gdzie jest Maya. Powinna być teraz z nim. — odpowiedziała nieufnie, przechylając głowę w stronę Christophera.
Chłopiec darzył go sympatią. Uważał, że jako jedyny nie jest tak sztywny jak reszta służących, jednak traktował go z pewnym dystansem. W końcu widział, jak próbował okraść dziewczynki. Od razu ruszył się z miejsca i podszedł do niego, oferując pomoc. Lokaj serdecznie się do niego uśmiechnął i podał wstążki, które powinien zawiesić. Sam wziął marchewkę i podał ją jednemu z koni, klepiąc go po grzbiecie.
— Dziękuję ci, chłopcze, za pomoc. Maya nie miała dziś dla mnie czasu. Zawiesiła może z dwie kokardy i poszła do kuchni. — powiedział smutno, robiąc sobie małą przerwę. Karoca była już prawie gotowa, jedynie potrzebowała paru ostatnich ozdób. Była wyczyszczona do połysku, a wszystkie konie zdawały się być najedzone, wyszczotkowane i szczęśliwe.
— W kuchni? Byłem tam robić herbatę dla panienek. Nie widziałem jej. — Oscar spojrzał się ze zdziwieniem na lokaja, przywieszając równocześnie jedną ze wstążek.
— Tak przynajmniej mi powiedziała.
Lokaj zaczynał się poważnie zastanawiać nad tym, co przekazała mu guwernantka. Po trochu był na nią trochę zły, że praktycznie cała praca przypadła jemu. Był jednak stosunkowo pogodnym człowiekiem. Nie umiał się zbyt długo na kogoś gniewać. Po wypiciu herbaty przez dziewczynki, lokaj i Oscar podeszli do nich, oznajmiając, że karoca jest już gotowa.
— Wyśmienicie. Jeszcze tylko jutro i bal! Ah, mam nadzieję, że będzie tam dużo młodych dżentelmenów. Oczywiście mam na myśli takich, którzy dobrze tańczą. Nienawidzę, kiedy ktoś depcze mi po nogach. - powiedziała uradowana Anabelle, która już widziała siebie na parkiecie, na którym miałaby balować do późna. Niestety potem uświadomiła sobie, co obiecała przyjaciółce. Może i była niezrównoważona pod względem emocji, ale zawsze przykładała się do spełniania wszelkich obietnic. — Nie zabawimy tam długo, ostatnio jestem okrutnie zmęczona. — poprawiła się później, widząc oczekującą minę Tristy.
— A właśnie, kto organizuje ten bal? Mogę jechać tam z wami? — zapytał podekscytowany Oscar. Blondynka prychnęła śmiechem. Może i mogłyby go zabrać, jednak odrobinę bały się, że zrobi tam coś głupiego, a one musiałyby się za niego wstydzić. W końcu mieli się tam zjawić sami ważni goście. — Co cię tak rozśmieszyło? — zapytał rozczarowany chłopak. Wiedział już, co od niej usłyszy. Pożałował nawet swojego pytania.
— Nie zabierzemy cię tam. Towarzyszyć nam będzie tylko Christopcher. — odpowiedziała z dozą satysfakcji, widząc załamanego Oscara. Anabelle poparła zdanie przyjaciółki, jednak po części było jej szkoda chłopaka. Później uświadomiła sobie, że na pewno nie umiałby zatańczyć, gdyby ktokolwiek go poprosił.
— Umiesz tańczyć, że chcesz się tam wybrać? — zapytała podejrzliwie kruczowłosa, poprawiając jedną ze swoich czarnych falban przy sukience.
— No, nie za bardzo... — powiedział zakłopotany.
— Tak więc tym bardziej nie ma opcji, abyśmy cię tam zabrały. — upewniła się w swojej decyzji Trista.
— Poczekaj. Proponuję pewien układ. Czy dziś nie miałaś się uczyć nowego utworu? Będziesz nam przygrywać, a ja uczyć tego ciamajdę tańczyć. Zapewni mi to uciechę taką, że nawet nie masz pojęcia. — zaproponowała kruczowłosa i spojrzała ironicznie na przyjaciółkę, a następnie podeszła srogo do Oscara. — Już widzę twoje upadki i potknięcia. — szepnęła cicho do chłopaka.
— Naprawdę chcesz go zabrać? Może przysporzyć nam tylko kłopotów. Christopher w zupełności nam wystarczy. — mruknęła blondynka do Anabelle. Christopher jednak zauważył, że kiedy go zabraknie przy panienkach, chciałby mieć dobrego następce. Zaproponował, że będzie trzymał chłopca blisko siebie, aby ten mógł się przy nim uczyć. — Jak uważacie. No, dobrze. Zgadzam się, jednak później nie chcę się za niego wstydzić. Mam nadzieję, że dobrze go przypilnujesz. — blondynka westchnęła. Widząc uradowaną minę Anabelle, skierowała się do swojego pokoju, z zamiarem wzięcia stamtąd swojego instrumentu. Za nią poszła jej przyjaciółka. — Naprawdę nauczysz go tańczyć w dwa dni? W sumie, jakby się nad tym zastanowić, również chciałabym zobaczyć jak potyka się i upada na podłogę. — podsumowała Trista, spoglądając kątem oka na kruczowłosą, która w tamtym momencie miała wielki uśmiech na twarzy.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
Minęło parę chwil. Blondynka wzięła z pokoju skrzypce i zapukała do pokoju Anabelle. Ta, otwierając jej drzwi, wkładała jednocześnie buty, opierając się o framugę.
— Mądrze. Podeptałby ci jeszcze tę balową sukienkę. — zauważyła przyjaciółka, widząc, że kruczowłosa przebrała się w swój codzienny strój.
— Chodź do sali balowej. Pewnie Oscar już tam na nas czeka. — powiedziała Anabelle. Dziewczynki przedsięwzięły kroki w kierunku głównego korytarza. Schodząc po schodach, zauważyły, że drzwi do sali balowej są otwarte. Trista niepewnie weszła do środka, rozglądając się.
— Gdzie on jest? — zapytała, wchodząc do środka. Cała sala była pięknie udekorowana. Wszędzie było wiele wstążek i kokard. Można było odnieść wrażenie, że całe wydarzenie miało się odbyć właśnie w rezydencji Grimmwell'ów oraz Killheart'ów. Anabelle poczęła wołać Oscara.
— Dobrze, nie chce iść na bal, nie ma sprawy. — podsumowała blondynka, poprawiając swój turkusowo-czarny kapelusz.
— Ale ja tak bardzo chciałam nauczyć go tańczyć! Ah, widok naszego nowego służącego, leżącego na wznak na tej pięknie umytej podłodze...
Anabelle westchnęła. Kruczowłosa oparła się o ścianę i kątem oka popatrzyła na portrety znajdujące się na ścianach. Wtem zza jednej z kolumn wyskoczył Oscar, strasząc ją. Z przerażenia upadła na podłogę, dysząc.
— Ha! I kto tu będzie całować dziś podłogę? — powiedział dumny z siebie chłopak. Anabelle nie podzieliła jego entuzjazmu, wyjęła spod sukienki sztylet i ze złością zaczęła go gonić.
— Już ja ci pokażę! Zabiję cię! Pożałujesz! Jak śmiałeś żartować sobie ze mnie, Lady Grimmwell!? — krzyczała na całą salę, goniąc Oscara, który widać miał z tego niezłą radochę. Zrobili parę kółek wokół sali, aż w końcu kruczowłosa zapędziła go w jeden z kątów sali. Trista westchnęła z dozą zawodu. Poprawiając grzywkę, uśmiechnęła się ironicznie.
— Anabelle, jeśli masz go już zabić, zrób to. Ta dziecinada mnie bawi. — powiedziała blondynka, powstrzymując śmiech.
— No, ale to on zaczął! — kruczowłosa próbowała się tłumaczyć. Stanęła przed przyjaciółką, krzyżując ręce. Trista, ignorując wszystko, chwyciła za swoje skrzypce i zaczęła grać. Anabelle zrozumiała, że wyraźnie dała jej znak, że miała się przestać wygłupiać.
— Wyłaź z tego kąta, niemądry nicponiu. — nakazała kruczowłosa, uśmiechając się sztucznie do chłopaka. Ten z pewną dozą satysfakcji, podał rękę dziewczynce.
— Czy mogę prosić pannę do tańca, Lady Grimmwell? — zapytał z dozą złośliwości. Najmłodsza z dziewczynek nie przejęła się tym i przyjęła prośbę.
Niedługo potem, Oscar przekonał się, na co się pisał. Anabelle była urodzoną duszą towarzystwa. To ona zazwyczaj dominowała w tańcu. Wirowała z chłopakiem przez całą salę i na wszystkie kierunki. Skupiona na graniu blondynka od czasu do czasu spoglądała na nich, nie mając zamiaru przegapić jakiejś wpadki Oscara. Po godzinie chłopak padł na podłogę, rozkładając się na niej na wznak.
— Ja już odpadam. Przerwa! — mruknął pod nosem, jęcząc ze zmęczenia.
Czarnowłosa oparła się o ścianę, uśmiechając się jeszcze bardziej, natomiast Trista odłożyła skrzypce i podeszła z groźną miną do chłopaka.
— Wstawaj. Przy wszystkich też nam się tak położysz? To rozkaz. Natychmiast. — powiedziała oziębłym tonem.
— A dajże spokój. Ty tylko brzdąkasz na skrzypcach, to nie jest aż tak męczące. — podsumował zmęczony Oscar. Blondynka uniosła w lekkim zdziwieniu jedną brew.
— Doprawdy? Na czym umiesz coś zagrać? — zapytała zgryźliwie. Chłopak odparł, że na pianinie. Anabelle zrobiła groźną minę, sądząc, że chce on z nią rywalizować. Trista przytaknęła i zaproponowała przejście do pomieszczenia, gdzie można było tańczyć oraz znajdował się tam fortepian. Wędrując na ostatnie piętro, trafili do sali, gdzie wszystkie ściany były w kolorze łososiowym. Pomieszczenie wyglądało o wiele skromniej, niż sala balowa. Głównie dlatego, że na końcu pokoju był umieszczony bogato zdobiony instrument. Trista pokazała ręką na fortepian, dając pozwolenie chłopakowi, aby zaczął grać. Usiadła na małym krzesełku, patrząc na Anabelle, która zrobiła zdziwioną minę.
— Mam sama ze sobą tańczyć? To uwłacza mojej pozycji. — powiedziała wywyższającym się tonem.
— Zapomnij. — odrzekła blondynka, zdając sobie sprawę, że Anabelle chciałaby, aby ona zajęła miejsce chłopaka.
— W porządku! To niech sobie gra sam, ja będę siedzieć tak długo, aż nie znajdę sobie pary do tańca. — powiedziała zdenerwowana kruczowłosa, siadając na krzesełku koło przyjaciółki. Oscar niepewnie rozejrzał się i zaczął grać. Niestety, widocznie dawno tego nie robił. Dźwięki wydobywające się spod jego palców były bardzo nieskładne i niezgrabne. Zdając sobie sprawę z tego, że jego melodia daleko odbiega od tej zapisanej, przerwał i przyznał się, że już zapomniał, jak się to robiło.

Jak widzicie, wolę się skupić na opowiadaniach. Wybaczcie. Nie zmienia to faktu, że nadal będę tu redagować. Tylko częstotliwość postów i ich zawartość może być trochę pogorszona. Niedługo zbliżają się ferie. Może wtedy znajdę czas na bloga. To jednak tylko moje gdybania. Następne rozdziały Dark Side będą już pojawiać się na wattpadzie. Na sam koniec daję muzykę z najnowszej części Kuroshitsuji - nie mogę się doczekać ^_^


sobota, 7 stycznia 2017

† Dark Side † Chapter 9: The Hangover

Szczerze mówiąc, ostatnio złapałam przysłowiowego lenia na bloggera. Do rozpiski próbowałam usiąść wielokrotnie. Albo kończyło się to zmianą tematu przewodniego, albo stwierdzeniem, że chyba nie powinnam nic pisać na siłę. Skupiłam się wyłącznie na pisaniu i przesiadywaniu na wattpadzie. Szczerze mówiąc, pogubiłam się w tym, ile rozdziałów Welcome Home zdążyło wyjść od ostatniego postu, także po prostu powiem, że zainteresowani powinni szukać mnie tutaj.
 
Oscar zdawał się być zaintrygowany starą fotografią. Dopytywał o wszystkie osoby ze zdjęcia, porównując stopień podobieństwa przyjaciółek do ich rodziców. Ukrywał to, że odrobinę zazdrościł Anabelle. Chociażby tego, iż miała po nich dobre wspomnienia. Na końcu zostawił sobie omówienie najmłodszej dziewczynki z całej trójki. Wskazał na nią, pytając o jej imię.
— Nie musisz sobie zaprzątać nią głowy. — mruknęła Anabelle i odwróciła wzrok, unikając odpowiedzi. Z jej oczu znów zaczęły lecieć łzy. Odstawiła zdjęcie na półkę i ze złością spojrzała się na chłopaka.— Teraz to już nieważne! Nikt oprócz nas z tej fotografii nie żyje! To wszystko przez twojego ojca! — krzyknęła w przypływie złości, wstając od stolika. Przestraszony Oscar próbował ją jakoś uspokoić, jednak to nic nie dawało. W końcu znów zaczęła płakać i rzuciła się na łóżko. — Przynieś mi trochę wina. To jest rozkaz. — powiedziała poważnym tonem.
Chłopak przytaknął jej tępo, pospiesznie wychodząc z pokoju. Zamykając drzwi, postanowił jednak spytać się jej przyjaciółki, czy może podać brunetce to, czego sobie zażyczyła. Blondynka wychyliła się zza książki, unosząc jedną brew.
— Anabelle i alkohol? Nie jest mi to obce. Czasem trochę sobie naleje, jeśli ma zły nastrój lub stresujący dzień. To nic zdrożnego. Zdarza jej się też wypić trochę do obiadu. — odparła chłodno, wracając do lektury.
Wedle życzenia, Oscar przyniósł kruczowłosej to, czego sobie zażyczyła. Było tego jednak trochę za dużo, gdyż postawił przed nią kieliszek i całą butelkę. Dało się usprawiedliwić chłopaka tym, że to był jego pierwszy wieczór jako sługa, a sam nigdy nie miał alkoholu w ustach. Brunetka nieznacznie uśmiechnęła się z jego niedopatrzenia. Stwierdziła, że im więcej, tym lepiej, gdyż skutecznie mogła zapomnieć o całym jej bólu. Nie upomniała się, oddając się w objęcia nałogu. Trista, po skończeniu lektury, postanowiła sprawdzić, co się dzieje u Anabelle. Czasem alkohol miał na nią zły wpływ, przez co bywała bardziej agresywna i drażliwa, niż zwykle, jednak w większości przypadków sprawiał, że zasypiała szybciej niż zazwyczaj. Weszła do pokoju bez pukania. Była odrobinę zdziwiona, gdy zastała brunetkę leżącą na swoim łóżku w dość nietypowej pozycji z butelką w ręku.
— Anabelle? — spytała swoim obojętnym tonem. Brunetka odpowiedziała jej pomrukiwaniem, unosząc przy tym pytająco jedną brew. Czarnowłosa miała mocno czerwone policzki i nie umiała skupić wzroku na przyjaciółce. Wniosek nasuwał się jeden. Anabelle nadużyła alkoholu. — Gdzie ten pajac? Dał jej całą butelkę. Przecież już na pierwszy rzut oka, to za dużo jak dla tak młodej damy. — syknęła do siebie Trista, ostrożnie otwierając drzwi na korytarz. Wysunęła się delikatnie i rozejrzała. Chłopca nie było. Poważnym tonem nakazała Anabelle zostać w pokoju i pod żadnym pozorem nie wychodzić z niego. Nie chciała, aby żaden służący zobaczył ją w takim stanie. Znalazła Oscara koło pokoi Mayi i Christophera. Na szczęście oboje byli wtedy gdzie indziej. Na korytarzu, gdzie znajdowała się Trista z szatynem, nie było praktycznie nikogo, jednak dziewczyna nie chciała unosić głosu. — Wiedziałam, że nie jesteś zbyt bystry, ale upijać moją przyjaciółkę? Bardzo nierozsądne posunięcie. — powiedziała stanowczo, prowadząc go z powrotem do pokoju kruczowłosej. Kiedy oboje zastali śpiącą Anabelle, chłopcu ulżyło. Miał pewność, że nie będzie musiał wysłuchiwać kazań blondynki. Niestety, gdy najmłodsza z domowników usłyszała, że drzwi zamykają się za nimi, od razu się zbudziła. Chwiejnym krokiem podeszła do Oscara, łapiąc go za koszulę. Nie zauważyła nawet, że jej sukienka była podwinięta, a jedna pończocha zjechała jej prawie do kostki.
— Czego tu szukasz, zabójco? Zabiłeś mnie od środka. Zabiję cię! Zabiję! — powiedziała na głos. Chciała wyjąć już swoją broń, jednak szukała ją nie po tej stronie, co zawsze trzymała. — Nie daruję ci, zamorduję wszystkich. Wszystkich, którzy ośmielili się zabrać moją rodzinę do grobu. Obudzisz się z poderżniętym gardłem! — dodała po chwili, nie mogąc znaleźć swojego ostrza.
— Dość już Anabelle, jesteś kompletnie pijana, wracaj do łóżka. — nakazała blondynka, odsuwając ją od chłopca. Brunetka uśmiechnęła się szeroko.
— Nie ochronisz go, zabiorę go ze sobą i tobą do grobu. Wszyscy pójdziemy do piekła! Morderców będę katować do ich powolnej agonii. — dziewczynka zaśmiała się i pokazała palcem na Oscara, jednak chwiała się przy tym na wszystkie strony i ciężko było ustalić, czy aby na pewno to na niego wskazywała. — Jesteśmy na dobrej drodze! Będę wreszcie szczęśliwa! Wydrę mu to szczęście, które mi bezczelnie zabrał! — krzyczała dalej.
Trista próbowała jakoś uciszyć przyjaciółkę, która zdecydowanie za głośno wypowiadała się na temat nowego służącego. Gdy wszystko zaczęło wymykać się spod kontroli, usadziła ją tak, jak najdelikatniej umiała. Gestami kazała wyjść na korytarz chłopcu, aby sprawdził, czy nikt nie usłyszał ich rozmowy. Po parunastu minutach pilnowania przyjaciółki, blondynka zobaczyła, że ta w końcu na nowo usnęła.
— Popilnuję jej, choć to ewidentnie twoja wina. Na cholerę dałeś jej tyle alkoholu?! Przecież każdy by zauważył, że to dla niej za dużo. Czasem była agresywna po kieliszku wina, ale nigdy się nie upiła. — powiedziała srogo Trista, patrząc na Oscara lodowatym wzrokiem.
— Przepraszam, nie wiedziałem. — odparł wystraszony. Wciąż przed oczami miał Anabelle, która przeklinała go za wszystkie swoje niepowodzenia.
— Żeby nawet nie umieć wina nalać... Widać, że jesteś prosty. Aż ciężko mi sobie wyobrazić, że kiedyś przesiadywałeś w rodzinnej, bogatej rezydencji. Gdyby ktoś nas teraz usłyszał, byłoby niezłe widowisko. Musielibyśmy oboje się ostro tłumaczyć. — podsumowała Trista, oddalając się od niego. Będąc już na końcu korytarza, nakazała mu pilnować Anabelle. Wielka szkoda, że wszystko to, co mówili między sobą oraz wszystkie groźby kruczowłosej, usłyszała ich guwernantka, która wtedy przechodziła tym korytarzem. Maya usiadła na stołku w pokoju obok i rozmyślała, jak wykorzystać zdobyte informacje. Nie była osobą godną zaufania. Judasz ówczesnych czasów. Sprzedałaby przyjaciela za marne grosze. Jednak nie zawsze taka była. Przed śmiercią państwa Grimmwell i Killheart utraciła całą swoją radość. Gdy była młoda, zaskarbiła sobie sympatię rodziców dziewczynek. To był jeden z nielicznych powodów, przez które Anabelle i Trista słuchały się jej w jakimś stopniu.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
Następnego dnia, Maya unikała dziewczynek. Wszelkimi sposobami próbowała je omijać, by nie spotkać się z nimi twarzą w twarz. Niestety było to nieuniknione. Za dwa dni miał się odbyć hucznie ogłaszany bal. W rezydencji trwały ostatnie przygotowania. Kobieta włóczyła się po korytarzach ze spuszczoną głową. Co jakiś czas ktoś wołał ją do pomocy. Na jej nieszczęście, oddany lokaj, Christopher poprosił, aby przystroiła z nim karocę. W tym celu musiała przejść przez piętro, gdzie mieściły się pokoje młodych dam. Postanowiła jak najszybciej zejść na dół. Przyspieszonym krokiem szła przez cały korytarz, niestety Anabelle ją zatrzymała.
— Ta sukienka jest cudowna! Do tego jeszcze rozpuszczę włosy, włożę moją ulubioną biżuterię, a na głowie będę miała czerwoną kokardę z białą koronką. Madeline i Caroline nie mogą się dogadać w kwestii mojego obuwia. Czarne, czerwone czy posrebrzane? — powiedziała radośnie dziewczynka i stanęła na drodze guwernantki, prezentując swoją kreację na wszystkie sposoby. Gdy tylko podwinęła sukienkę, Maya zobaczyła, że nie ma na sobie żadnych butów. Normalnie okrzyczałaby ją za taki wybryk, ale tym razem spuściła głowę i odparła, żeby wzięła czarną parę.
— Proszę, proszę, co się stało? Anabelle biega boso, a nasza kochana panna Maya nie reaguje. Nasi rodzice byliby daleko zawiedzeni. — podsumowała Trista, wychylając się ze swojego pokoju. Była ubrana w długą, ciemnofioletową suknię z pojedynczymi, białymi i jasnoniebieskimi falbanami. Jej blade ramiona były w całości skryte pod materiałem, a na dłoniach gościły czarne, skórzane rękawiczki, które nosiła niemal od zawsze. Gdzieniegdzie w jej stroju widać było czarne róże, w tym jedna z nich była wpięta w jej jasne włosy, będące upięte w dwie, długie kitki. Oparła się o framugę drzwi i z dozą satysfakcji spojrzała na guwernantkę. Dodała, że po jej zachowaniu, posądziłaby ją o to, że coś przeskrobała.
— Stłukłam rano dwie z tych ozdobnych filiżanek. To aż tak bardzo widać? — powiedziała nieśmiało Maya, kłamiąc dziewczynkom w żywe oczy. Blondynka nie uwierzyła jej. Coś w jej wnętrzu podpowiadało jej, że to nie o to chodziło. Zrezygnowała jednak z dalszych docinek, słysząc nawoływanie lokaja, który był już przy powozie, czekając na kobietę.
— Idź już! Co tak stoisz!? — krzyknęła Anabelle. Była wściekła, że Maya ''stłukła część zastawy''. Nie wiedziała, że wtedy kłamała. Brunetka podeszła niepewnie do przyjaciółki. Była jeszcze obolała po wczorajszym, bo od czasu do czasu przykładała rękę do głowy i ciężko łapała pion. — Przepraszam. — powiedziała cicho. Nie mówiła już nawet za co, Trista doskonale to wiedziała. — Tak w ogóle, to świetnie wyglądasz! — dodała po chwili bez namysłu.
— Nie musisz zmieniać tematu. Przecież to nie była wyłącznie twoja wina. — odparła, nie odpowiadając na pochwałę przyjaciółki, Trista.
— Wiesz... Po wczorajszym wciąż boli mnie głowa. Jednak cóż, uznaję zasadę, że jak nic cię nie boli, to wtedy można się zacząć martwić. — Anabelle uśmiechnęła się, jednak po chwili złapała się za głowę. Nadal czuła się niewyraźnie, ale myśl o balu kazała jej wstać z łóżka i nie pokazywać swoich słabości. Sądziła, że gdyby cały dzień przeleżała w swoim pokoju, służący mogliby się domyślić, że coś jest nie tak i prosić o odpuszczenie sobie udziału w balu.
— Może poproszę o herbatę dla ciebie i mnie? Dobrze by ci zrobiła. Ja również chętnie bym wypiła trochę. — szepnęła blondynka i spojrzała z troską na młodszą przyjaciółkę. Kiedy kruczowłosa przytaknęła, wyrażając tym samym chęć wprowadzenia pomysłu Tristy w życie, Gdy tylko znalazły się na zielonkawym korytarzu służących, zapukały do pokoju Oscara. Nieprzyzwyczajony do wczesnego wstawania chłopak, otworzył niemrawo drzwi. Przetarł jedno oko i w lekkim szoku spojrzał na dziewczynki, a potem na zegarek.
— Ty bezczelny leniu! — nakrzyczała na niego kruczowłosa.
— Powinieneś wiedzieć, że jako sługa musisz wstawać o wiele wcześniej od nas. Tymczasem śpisz sobie w najlepsze. Chyba sobie kpisz. — Trista zmarszczyła brwi, patrząc na skołowanego chłopaka, który szybko chciał się przygotować do spędzenia tego dnia.
— Przepraszam! Co sobie panienki życzycie? Dajcie mi pięć minut, a będę gotowy! Dam sobie rękę uciąć, że zdążę się wyszykować! — Oscar zaczął się tłumaczyć, jednocześnie w pośpiechu czesząc swoje ciemne włosy.
— Jeśli dajesz, chętnie ją odrąbię przy najbliższej okazji! Nadal jestem na ciebie wściekła. — odburknęła Anabelle, którą za chwilę skarciła wzrokiem przyjaciółka, chociaż korytarz był całkowicie pusty. Wszyscy byli czymś zajęci, aby jak najlepiej przygotować panienkę Killheart i Grimmwell do balu. Po słowach czarnowłosej Oscar zamknął im drzwi przed nosem, aby móc się w spokoju ubrać. — Jak śmiesz zamykać się przede mną! Masz tu natychmiast wracać!
Rozzłoszczona kruczowłosa zaczęła walić w drzwi. Trista jedynie westchnęła z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Po paru minutach Oscar wyszedł do nich, przepraszając kolejny raz za wszytko. Anabelle nadal była obrażona. Wywyższającym się tonem, kazała mu przynieść dla niej i Tristy ich ulubioną herbatę - Earl Grey. Szatyn szybko je wyminął, kierując się do kuchni. Przyjaciółki zasiadły tym razem w altanie ogrodowej. Róże owinięte o altanowe deski bardzo ładnie komponowała się z czerwono-różowymi świecami, które stały wówczas na drewnianym, białym stoliku.
— Założę się, że ten dureń pomyli herbaty. — skomentowała pod nosem Anabelle, opierając głowę na dłoni.
— Niemożliwe. Wszystko jest przecież podpisane. Nawet Caroline umie je odróżnić. — odparła bez emocji Trista. Widząc zmęczonego chłopaka, niosącego dla nich herbaty, blondynka uśmiechnęła się ironicznie. — Stąd już czuję, że to nie ta. Postaraj się nie wylać mu tego na głowę, bo widzę, że dziś wyjątkowo jesteś na niego wściekła. Zabrudzisz sukienkę.
Trista miała już przed oczami scenariusz mokrego Oscara, który się pomylił. Po usłyszeniu ostatniego zdania Anabelle aż podskoczyła. Jej balowa, czerwona sukienka ubrudzona herbatą? Wtedy dopiero dostałaby szału.
 
Po odejściu z My Monster High, wydaje mi się, że największą radość sprawia mi właśnie pisanie. Sądzę, że do 10 rozdziału, Dark Side będzie publikowany tutaj, natomiast rozdziały od 11+, już tylko na moim profilu. Dzięki temu, rozdziały będą wychodziły szybciej. Co nie znaczy, że na blogu nie będzie nowych wpisów - będą, ale jak najdzie mnie wena na rozpiski. Chętnie dowiedziałabym się, o czym chcielibyście przeczytać. Tematy, którymi chciałabym się zająć to Pastel Goth, gry horror rpg oraz portale społecznościowe. Oby mi wyszło... Co do rysunków, ostatnio naszła mnie wena na jeden szkic, ale to wciąż w moim mniemaniu za mało... *ciche westchnięcie*

sobota, 24 grudnia 2016

† Dark Side † Chapter 8: The Photography

Wesołych Świąt! Ostatnio nie miałam zbytnio ani czasu, ani chęci na blogowanie. Na szczęście rozpoczęły się święta, gdzie będę mogła wypoczywać przy ulubionej pisaninie i spędzać czas ze znajomymi oraz rodziną, Z okazji świąt, na moim wattpadzie pojawiło się bożonarodzeniowe opowiadanie o Sebastianie i Cielu. W planach mam jeszcze kilka opowieści i mam nadzieję, że moja wena mnie przez święta nie opuści, bo byłoby kiepsko :D 
Obie młode damy były dość zaskoczone reakcją Oscara, który wydawał się wręcz ogarnięty strachem, na sam dźwięk ich imion. Trista nie mogła dłużej znieść jego pustego spojrzenia, więc postanowiła przejąć inicjatywę i zapytała go o to, czy w związku z ich nazwiskami, coś sprawiło mu kłopot, na co ten nieśmiało pokiwał przecząco głową. Widać było, że mocno się denerwował, przez zaistniałą sytuację.
— Co ci się stało? — dopytywała Anabelle, przekrzywiając głowę, niczym zaintrygowany kocur.
Chłopak jednak znów wyminął pytanie zwykłą prośbą o nieprzejmowanie się nim. Nie wyglądał na zadowolonego. Trista podeszła do niego i jako, iż był wyższy od niej, za pomocą dłoni opuściła jego podbródek tak, że teraz mógł spojrzeć w jej oczy.
— O co chodzi? Nie udawaj, że nic się nie stało. — spytała podirytowana, a na czole chłopaka było widać kropelki potu.
— O nic. Przepraszam, muszę iść się przewietrzyć. — odpowiedział smutno i omijając Tristę udał się do ogródka.
Przyjaciółki podążały tuż za nim. Kroczyły bardzo ostrożnie, aby Oscar tego nie zauważył. Chłopak usiadł na jednym ze schodków altany ogrodowej i mówił sam do siebie, licząc, że nikt go nie usłyszy.
— Cholera. Przecież to one... w co ja się wpakowałem?! — spytał po cichu sam siebie.
Dziewczynki ukryte w krzakach zastanawiały się najpierw nad tym, o co mu może chodzić i skąd je zna. Trista, nie znosząc, gdy ktoś tak perfidnie zachowuje się w stosunku do niej, bądź Anabelle, wyszła z krzaków i szybko podeszła do Oscar'a, stając naprzeciw niemu.
— Nie masz prawa w taki sposób postępować w stosunku do nas. Czy chcesz, czy nie, jesteś teraz naszym gościem i wypada, abyś okazał trochę wdzięczności i chociaż odpowiedział na nasze pytania.— zaczęła z grymasem na twarzy. Oscar patrzył się na nią przez chwilę, po czym odwrócił wzrok. Trista westchnęła i przyłożyła dłoń do czoła. — Anabelle, mam dość przebywania w towarzystwie tego chłopaka. — oznajmiła, spoglądając w stronę krzaków, w których schowana była brunetka.
— Popieram Tristę. — powiedziała zimnym tonem kruczowłosa, wychodząc z ukrycia. Chłopak przestraszył się, jednak Anabelle zagrodziła mu drogę ucieczki. — Mówże. Skąd nas znasz?
Po słowach przyjaciółki, Trista spokojnie zbliżyła się do Oscara. Szatyn zaczął się poważnie niepokoić. W końcu miał do czynienia ze sławnymi Mrocznymi Przyjaciółkami.
— Lepiej, abyście się do mnie nie zbliżały. Jestem dla was niebezpieczny. — powiedział cicho w stronę blondynki. Anabelle rozejrzała się wokoło. Cała służba była w rezydencji, jednak w pomieszczeniach, gdzie nie było widoku na ogród. Sprawnym ruchem wyłożyła swój sztylet i przytknęła chłopakowi do gardła.
— Nie zawaham się tego użyć w naszej własnej obronie. — mówiąc to, młodsza z przyjaciółek unieruchomiła chłopaka.
— Grimmwell... Killheart... — szeptał w niedowierzaniu chłopak. Przed oczami miał tylko obraz, gdy przysłuchuje się rozmowy ojca z ich ówczesnym gościem, podczas gdy on siedział na dywanie i bawił się jedną ze swoich drewnianych kolejek, które kolekcjonował. W pamięci słyszał wszystko, co wtedy mówiono, jednak nie umiał jednoznacznie określić, kto ich wtedy odwiedził. Anabelle była przestraszona zachowaniem chłopca. Zachowywał się, jakby czegoś się obawiał, co dało jej podstawy do tego, aby również miała się na baczności.
— Gadaj! — nakazała Anabelle, przytykając ostrzę do gardła Oscara jeszcze bliżej. Srebrny sztylet drażnił delikatną, lekko opaloną skórę chłopaka.
— Idźmy gdzieś, gdzie nikt nie będzie nas śledził. — zaproponował cicho.
Triście od razu na myśl przyszła fabryka. Gdyby próbował czegoś, co zagroziłoby im, nie miałby szansy ucieczki. Byłby to ich teren. Oddalony na tyle, że nikt nie usłyszałby jego krzyków. Anabelle wypuściła go, grożąc śmiercią, jeśli spróbowałby im uciec. Trista udała się po Christophera, który miałby ich tam zawieść. Biegnąc po krwistym dywanie w korytarzu, znalazła poszukiwanego przez nią lokaja.
— Mamy ochotę pokazać fabrykę naszemu gościowi. Masz nas tam zabrać. — rozkazała swoim chłodnym tonem.
Mężczyzna z lekkim uśmiechem ukłonił się i poszedł za jedną ze swoich panienek. Anabelle prowadząc chłopca do karocy, szła za nim krok, w krok. Cała trójka wsiadła do pastelowego powozu. Przez całą drogę do celu, nikt się nie odezwał. Kiedy już zajechali na miejsce, dziewczynki jak zwykle, poprosiły, aby lokaj poczekał na ich powrót w karocy.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
Anabelle i Trista zaprowadziły go do najmniejszego pokoju, jaki był w fabryce. Nie było w nim nic, poza stołem i parą krzeseł. Wszędzie unosił się zapach spalenizny. Starsza z przyjaciółek wzięła z drugiego pokoju niewielką świecę. Zasiadła do stołu i nakazała Oscarowi zrobić to samo. Anabelle stała koło nich.
— Zacznij. — nakazała blondynka, dając charakterystyczny gest dłonią.
— Od czego? — zapytał, nieznacznie uśmiechając.
Spokojnej dotąd Anabelle, puściły nerwy. Wzięła szybkim ruchem świecę ze stołu i zbliżyła się niebezpiecznie do Oscara. Na stół spadło wtedy kilka kropel roztopionego wosku, które niczym wróżba, ułożyły się na kształt niewielkiej strzały, której grot wskazywał szatyna.
— Najlepiej od początku. — odparła z grymasem, oświetlając jego twarz, przez co zmusiła go do przymrużenia oczu.
— W porządku... — westchnął. Zrozumiał, że skończyły się żarty. — To prawdopodobnie mój ojciec zabił waszą rodzinę. — dodał stanowczo. Anabelle rozszerzyła szeroko oczy. Siedząca przy stole Trista, przekrzywiła z niedowierzaniem głowę. — Kiedy byłem mały, bawiłem się w moim pokoju, który sąsiadował z salą konferencyjną. Tamtego dnia wszyscy mówili o wielkim balu, który odbędzie się na waszą cześć. Drzwi były niedomknięte, a ja ciekawski. Zbliżyłem się, nasłuchując. I to był mój błąd. Ojciec z kimś rozmawiał, nikogo o tym głosie nie znałem. Umówili się na to masowe morderstwo. Wiedzieli, że wszyscy ważni goście będą w waszej rezydencji. Za to zlecenie mieli mu nieźle zapłacić. W tej całej wymianie zdań przewijały się właściwie tylko wasze nazwiska. Dlatego tak się przestraszyłem, kiedy je po tylu latach ponownie usłyszałem. Parę dni po tym wszystkim, widziałem ojca, który kłócił się z moją matką. Wymachiwał jakimś listem. Krzyczał, że ''te cholerne bachory przeżyły!'' i użalał się nad swoim niedopatrzeniem. Był wściekły, że dostanie tylko połowę z tego, co mu obiecano. Rok później, ten bydlak zamordował moją matkę. On pobił ją na śmierć! Ja... ja nie mogłem żyć już więcej z tym potworem. Uciekłem zaraz po pogrzebie. To on zabił waszych rodziców! Daję głowę! — krzyknął przez łzy, ujawniając część ze swoich strasznych wspomnień. Przepełniony chęcią odwetu i nienawiścią, powiedział wręcz wszystko, kiedy poczuł, że został przyparty do muru. Dojrzał przysłowiowe światełko w tunelu, którymi były przyjaciółki. Mogły mu one posłużyć za narzędzia do swojej prywatnej zemsty. Krople łez ściekały po jego policzkach, gdy ten przypomniał sobie wszystkie sceny z życia w rodzinnej rezydencji. Anabelle nie mogła w to wszystko uwierzyć. Jej oczy zrobiły się momentalnie szklane.
— Łżesz! To nie może być prawda! Nie może! — zbliżyła się do chłopaka jeszcze bliżej. Odkładając świeczkę na stole, wyjęła z pod sukienki swój sztylet. Patrzyła się lodowatym wzrokiem na Oscara, aż jego krzesło dotknęło ściany. Nie miał on gdzie uciekać. Kruczowłosa trzymała nad nim swoją broń i bez chwili zawahania wymierzyła cios w nogę chłopaka, lekko go przy tym raniąc. Słysząc jego krzyk, przestała.— Nie mogę... Nie mogę cię zabić. — powiedziała z płaczem i wybiegła z pokoju, zostawiając go z Tristą. Brunetka zatrzymała przy drzwiach pokoju, który był na przeciwko. Usiadła na podłogę i również, tak samo jak Oscar, zaczęła ronić łzy. Z początku, blondynka również chciała pozbawić chłopca życia, jednak potem uznała, że mógłby im się jeszcze przydać. Uśmiechnęła się lekko.
— Mam nadzieję, że spodoba ci się pomysł, aby być naszą lalką. Pociąganie za sznurki zostaw nam. — powiedziała tajemniczo. Oscar utkwił w niej swój przestraszony wzrok. Chciał im zbiec, ale z powodu rany nogi nie miał zbytnio dużych szans na ucieczkę. — Teraz wybacz mi na chwilę. — dodała Trista, zamykając drzwi. Przyjaciółka schyliła się nad płaczącą Anabelle i z pewną dozą ironii zapytała, czemu płacze.
— Ja... Ja nie myślałam.. Już nic nie wiem! — krzyknęła i schowała twarz w dłoniach.
— Przecież on będzie idealny. Doprowadzi nas do zabójcy. Powinnaś się cieszyć. — Trista podała rękę przyjaciółce, nakłaniając ją do podniesienia się z podłogi.
— Jedźmy już. — odparła zapłakana kruczowłosa. Blondynka delikatnie zasugerowała, aby otarła łzy. Dodatkowo, trzeba było jakoś opatrzyć Oscara, aby nikt nic nie podejrzewał. Kiedy wszyscy byli już gotowi, obolały chłopak z należytym posłuszeństwem wsiadł do karocy. Lokaj nie zwrócił uwagi na to, że jedna z dziewczynek ma zapuchnięte oczy. Był do nich odwrócony. Wyraźnie zmęczony pracowitym dniem westchnął pod nosem, że chciałby już położyć się spać. — Oczywiście Christopher. Dziś to Oscar będzie nas obsługiwał. Niech się przyzwyczaja. — powiedziała z pewną dozą złości Anabelle.
Trista spojrzała na nią pouczającym wzrokiem. Nie powinna okazywać swojej złości lokajowi, bo mógłby zacząć się nimi bardziej, niż zwykle, interesować. Chłopiec przytaknął kruczowłosej w milczeniu. Był całkowicie przestraszony obecnością przyjaciółek. Po namyśle uznał, że służba u nich będzie swego rodzaju pokutą, w zamian za grzechy znienawidzonego przez niego ojca oraz pewnego rodzaju zapłatą, za przyszłe spełnienie jego odwetu na nim. Będąc już na miejscu, młodsza z dziewczynek zamknęła się w pokoju. Niewzruszona blondynka uczyniła to samo, zaszywając się z książką oraz nowymi utworami na jej skrzypce. W tym samym czasie, Anabelle użalała się nad swoim losem. Roniąc łzy, usiadła przy stoliku z białym obrusem i oglądała stare zdjęcia. Oscar za to rozglądał się po domu. Zapoznawał się z innymi służącymi. Przyglądając się im, miał pewność, że nie darzą go ani przyjacielskim nastawieniem, ani ufnością.
— Dobrze chłopcze, zaprowadzę cię do twojego pokoju. W rezydencji jest ich na tyle dużo, że będziesz miał swój własny. Tylko nic nie zniszcz. — zaczepiła go w końcu Maya, z nieodłączną wyższością w głosie.
Kiedy Oscar zobaczył swój pokój, ucieszył się z posiadania własnego kąta. Usiadł ostrożnie na swoim łóżku i uśmiechnął się do guwernantki dziewczynek, na znak, że wszystko mu się podoba. Maya poprawiła tylko swoje brązowe włosy, odsłaniając siwe pasma. Wyszła, zostawiając chłopca samego, przewracając przy tym oczami.
— Powinienem sprawdzić, jak się mają. Mam nadzieję, że tym razem nie będą mnie próbować zasztyletować, zabić, spalić, utopić... — Oscar roześmiał się, wymieniając sposoby, jakie mogłyby wymyślić przyjaciółki, na pozbycie się go. Wstał z łóżka i poszedł korytarzem do pokoi dziewczynek. Po jakimś czasie usłyszał cichy płacz Anabelle. Zapukał do jej pokoju. Nie otrzymując odpowiedzi o możliwości wejścia, otworzył niepewnie drzwi.
— Czego chcesz? — zapytała cicho dziewczynka.
— Niczego, przechadzałem się po korytarzu. Sprawdzam, czy niczego nie potrzebujecie. Czemu płaczesz? — zapytał z troską, jednocześnie odsuwając się od niej. Bał się, że znów najmłodsza z domowników będzie miała swoje humory.
— Chcę tego co dawniej. Wiem, że proszę o dużo, ale popatrz. Skoro ty uchyliłeś rąbka swojej historii, uczynię to samo. — kruczowłosa podała chłopcu zdjęcie rodziny Grimmwell'ów i Killheart'ów. Na czarno-białej fotografii uwieczniony został piknik. Stan zdjęcia pozostawał wiele do życzenia. Było bardzo zniszczone i poplamione jakąś brązową cieczą. Najprawdopodobniej była to zaschnięta krew. Na dużym, ciemnoszarym kocyku znajdowały się dwie, przytulone do siebie kobiety. Blondynka była mamą Tristy, natomiast ciemniejszy kolor włosów posiadała rodzicielka Anabelle. Pomiędzy nimi było troje dzieci. Oscar rozpoznał w jednym z nich swojego rozmówcę. Trzymała ona wtedy pluszowego, dużego misia z białą kokardą. Za jedną łapkę chwyciła go mała Trista. Obok przyjaciółek była jeszcze mniejsza dziewczynka. Jej kolor włosów ciężko było zdefiniować, gdyż były one zdecydowanie jaśniejsze od Anabelle, aczkolwiek nie była to blondynka. Miała na sobie jasną sukienkę. Za roześmianymi kobietami i dziećmi stało dwóch mężczyzn z równie uśmiechniętymi twarzami. Jeden z nich nosił okulary. Oboje mieli czarne włosy.
— Który to twój tata? — spytał chłopiec, przyglądając się uważnie zdjęciu.
— Ten tutaj. — odparła smutno Anabelle, pokazując mężczyznę w czarnych okularach i szarawym stroju.

Możliwe, że w następnym poście będzie rozpiska, ale jeszcze muszę się zastanowić, o czym dokładnie. Sugestie w komentarzach mile widziane. Narysowałam także kilka rysunków, jednak... jest tego za mało, żeby to pokazać, ale skrupulatnie wszystko zbieram! Szczęśliwego Nowego Roku, misie ^_^ Tak na wypadek, jakby następny post ukazał się dopiero w styczniu ;)

sobota, 10 grudnia 2016

† Dark Side † Chapter 7: The Discovery

Zbliżają się święta i czuć ten świąteczny nastrój. Nie mogę się doczekać Klasowej Wigilii oraz innych eventów z okazji Bożego Narodzenia. Zdecydowanie czuję klimat, kiedy słyszę w radiowęźle nieśmiertelne Last Christmas lub All I Want For Christmas Is You. Do piosenek k-popowych również dodałam kilka świątecznych pozycji. Jak na razie, do zimowej przerwy świątecznej zostało tylko 9 dni szkolnych :3 Tymczasem wrzucam rozdział. Trochę nie wyliczyłam czasowo mojego dodawania części historii, bo pewnie zimowy rozdział wypadnie w lipcu, ale mniejsza z tym... XD 
Trista zapewniła przestraszoną Anabelle, że nie powinna się niczego bać, kiedy przebywały razem. Przyjaciółki zeszły na dół, do ogrodu, na który był widok z okna. Ciemnowłosa pozostawała cały czas w pewnej odległości za starszą przyjaciółką. Trista podeszła do krzaków i uważnie zmierzyła je wzrokiem. Odwróciła się i zaczęła iść wzdłuż chodnika. Stukot jej niewielkich obcasów zagłuszał umiarkowany wiatr.
— Uciekł. — powiedziała krótko.
Anabelle zaczęła się nerwowo rozglądać, bojąc się o własne życie. Nie wiedziała, kto lub co mogło być wcześniej w krzakach. W końcu zauważyła kawałek materiału, wystający zza drzewa za nimi. Udając, że go nie zauważyła, dała wyraźny znak przyjaciółce, że intruz kryje się właśnie tam. Trista na sygnał przyjaciółki poszła ścieżką prowadzącą w stronę, jaką wskazała jej Belle.
— Myślę, że udał się w stronę ogrodu. Rozdzielmy się. — powiedziała z zawiedzeniem, ale gdy wystarczająco zbliżyła się do drzewa, natychmiast pobiegła w stronę nieproszonego gościa. Jedną ręką złapała go za kołnierz, a drugą za nadgarstek. Gdy rozpoznała przybysza, zawołała zielonooką, powiadamiając o swoim małym ''odkryciu''. Intruzem okazał się wcześniej spotkany przez nie złodziejaszek.
— Ty bezczelny prostaku! Jak śmiesz zakradać się do naszej rezydencji?! — wybuchnęła z wściekłością Belle, na widok znajomego jej chłopca.
— Oooch, a jeszcze niedawno tak się o niego martwiłaś. — wtrąciła Trista, przez co policzki brunetki niemal natychmiast zapłonęły.
— Ja?! Ja... ja nigdy! — odparła nieco chaotycznie, próbując się usprawiedliwić. — Mógłby pomarzyć o zaprzątaniu moich myśli! — dodała urażona, krzyżując ręce.
— Jak tam chcesz. Wiem swoje. Porozmawiajcie sobie, gołąbeczki. — odpowiedziała jasnowłosa, wzruszając ramionami. Krótko potem oswobodziła chłopaka.
— Ja, no... przepraszam, że za wami poszedłem. — odezwał się nieśmiało chłopak.
— Zamilcz! Któż ci pozwolił iść za nami?! Czego tu szukasz?!
Kruczowłosej dziewczynce znów przydarzył się problem z własnym nastrojem. Była tak wściekła, że aż bliska wyciągnięcia swojego ulubionego sztyletu. Oczywiście Trista przyglądała się wszystkiemu kawałek dalej, komentując wszystko pod nosem, opierając przy tym policzek na dłoni. Mówiła, że cała sytuacja wydawała się być urocza. Naturalnie, z pewną dozą ironii.
— Mam was dosyć! — krzyknęła na całe gardło Anabelle, decydując się na powrót do wnętrza rezydencji z wyjątkowo niezadowolonym wyrazem twarzy. Zamknęła za sobą drzwi z hukiem. Skołowany chłopak nie wiedział co uczynić, więc zwyczajnie podszedł do Tristy, aby zacząć rozmowę. Rozważał ucieczkę z ogrodu, jednak coś podpowiadało mu, że przyjaciółki raczej nie mogłyby go skrzywdzić, a przynajmniej nie dotkliwie...
— To... tym razem nie będziesz chciała mnie zabić ani wykręcić rąk? — zaczął zaczepnie złodziejaszek.
— Nie mówię, że nie chciałabym tego zrobić, ale ze względu na mą przepełnioną empatią przyjaciółkę odpuszczę sobie tę przyjemność — zripostowała, spoglądając na Oscara. — W każdym razie, jako nasz gość, pomińmy fakt, że nieproszony, powinieneś zostać przyjęty w naszej rezydencji z należytym szacunkiem. Tak więc, czy raczyłbyś towarzyszyć mi i mojej nieobecnej koleżance przy obiedzie? Wówczas porozmawiamy na temat twojego pojawienia się w tym miejscu.
Chłopakowi na krótką chwilę odebrało mowę, nie był zapraszany na wykwintne obiady od bardzo dawna. Wahał się, czy przyjąć zaproszenie. Był przy tym jednak świadomy, że okazja taka jak ta, mogłaby się nie powtórzyć. Niepewnie pokiwał głową na znak aprobaty. Ich rozmowę przerwała Maya, która niespodziewanie pojawiła się w drzwiach wejściowych.
— Tristo Killheart! Cóż to za młodzieniec? I czemu się tu znajduje bez mojej wiedzy? — zaczęła uszczypliwie guwernantka.
— Oj, Mayu, spokojnie. Przecież doskonale wiesz, kto w tym domu lubi towarzystwo dżentelmenów i to bynajmniej nie jestem ja. — zaczęła, zbliżając się do niani. — Wszystko wytłumaczę wraz z Anabelle przy obiedzie, więc bądź cierpliwa. Chodźmy, Oscarze. — skinęła głową w stronę chłopaka, a ten, odrobinę zawstydzony, poszedł za Tristą, mówiąc zwykłe ''dobrze". Maya wwierciła swój zabójczy wzrok w złodziejaszka, mrużąc przy tym oczy.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
Wchodząc do jadalni, minęli się z Anabelle na korytarzu. Trzymała ona jakieś zawiniątka.
— Chcę być wobec ciebie kwita. Załatwiłam ci to. Syn Christophera je nosił, gdy był w podobnym wieku. — powiedziała, dając chłopcu nowe ubrania. Stare miały parę dziur. Szczególnie ta od ostrza przyjaciółek mocno rzucała się w oczy. Kiedy chłopak poszedł się przebrać, przyjaciółki zostały same. — Niech zgadnę. Zaprosiłaś go? Słuchaj, lubię młodych dżentelmenów, ale z niego ani nie dżentelmen, ani nie jest w moim guście. — dodała kruczowłosa po kilku minutach ciszy. W jej głosie było widać, że jest zła, ale jednocześnie cieszy się, że chłopak zostanie u nich na posiłek.
— Wmawiaj to sobie dalej. — powiedziała jasnowłosa, uśmiechając się. Trista naprawdę lubiła dokuczać Anabelle, aczkolwiek robiła to rzadko, bo doskonale wiedziała, że brunetka nie miała zbyt dużego dystansu do siebie. — Będziemy musiały się wytłumaczyć Mayi. — zamyśliła się nieco. —Ty się tym zajmiesz czy wolisz zostawić to mnie?
Anabelle prychnęła w odpowiedzi. Złapała Tristę za ramię i oznajmiła, że wolałaby, aby osobiście wszystkiego dopilnowała. Zwyczajnie bała się, że Maya mogła odebrać chłopca źle, jeśli blondynka by go przedstawiła.
— Chwileczkę, przecież zostaje jeszcze Christopher! On go rozpozna! — dodała przestraszona brunetka. — Słuchaj, ja muszę wszystko poodkręcać, aby nasz lokaj nie powiedział niczego głupiego. W tym czasie postaraj się trochę i wyciśnij z niego to nazwisko lub ... cokolwiek więcej o nim.
Anabelle bardzo się spieszyło, gdyż chciała jak najszybciej znaleźć Christophera. Pobiegła szybko po schodach na górę i zniknęła w jednym z korytarzy.
— Wycisnąć?  — powtórzyła blondynka, uśmiechając się do siebie. — Mam szczerą nadzieję, że chodziło jej o dosłowny przekaz... — dodała pod nosem, czekając na Oscara.
Gdy miała już zamiar ponaglić gościa, chłopak wyszedł z łazienki, oglądając wszystkie guziki nowej, śnieżnobiałej koszuli. Do kompletu dostał od kruczowłosej czarne spodnie. Ubrania były odrobinę przyduże, aczkolwiek nie zmieniało to faktu, że szatyn wyglądał w nich znacznie lepiej. Prezentował się schludnie, niczym skromny, mieszczański nastolatek. Nie czując się komfortowo w nowych ubraniach, Oscar poprosił o opinię Tristę.
— Prezentujesz się lepiej. To na pewno, jednakże nie musisz się aż tak przejmować wyglądem. To odrobinę bezsensowne. — odparła obojętnym tonem, zmierzając chłopaka od stóp do głów. — A tak w ogóle, jak się nazywasz? Znam imię, jednak umknęło mi nazwisko.
— Zapomniałem... — powiedział smutno. Aby uniknąć gniewnego spojrzenia jasnowłosej, odwrócił głowę, rozglądając się po domu.
— Może jednak podzieliłbyś się ze mną tą informacją? Nie jest mi do niczego potrzebna, jednak zrzędząca kobieta, która wcześniej miałeś ''przyjemność'' spotkać, może skutecznie się na ciebie uwziąć, jeśli się nie przedstawisz i wywrzesz przez to złe wrażenie. — powiedziała bez ogródek.
On jednak dalej nie zamierzał zdradzić swojego nazwiska. Nadal używał dość niedorzecznego wytłumaczenia, iż zapomniał, jak się nazywa. Wyminął Tristę z zamiarem znalezienia Anabelle. Chciał uniknąć jej natarczywych pytań.
— Cholerny smarkacz. — prychnęła z niezadowoleniem. Szybko pobiegła w jego stronę i złapała go za ręce, po czym przygwoździła go do ściany. — Nie chcę mi się z tobą bawić, gówniarzu, więc dla własnego dobra lepiej mi powiedz. — zbliżyła się do jego twarzy. — Chyba, że chcesz to załatwić inaczej...
— Ja... Ja... — dukał chłopiec. Oscar miał przerażenie w oczach i nie miał pojęcia, co powinien odpowiedzieć dociekliwej blondynce. W tamtej chwili po schodach zeszła wyczekiwana przez niego Anabelle.
— Hej?! Co tu się u diabła dzieje!? — krzyknęła i podbiegła do nich, a następnie poprosiła, aby Trista go puściła, przez co rozdzieliła ich. — Może nietrafnie się wyraziłam. — westchnęła żałośnie.
Brunetka nachyliła się do Tristy i wyszeptała jej na ucho, że powinna była uczynić to bardziej subtelnie. Aby rozluźnić nieco atmosferę, podeszła do Oscara, któremu zaproponowała zwiedzanie rezydencji. Odchodząc, powiedziała tylko przyjaciółce, że sprawa z Christopherem została załatwiona i weszła z chłopcem po schodach na piętro. Blondynka pożegnała się z nimi kpiącym ''żegnajcie, gołąbeczki'', machając w ich stronę. To prawda, że subtelność nie była jej mocną stroną. Wolała załatwiać sprawy szybko, skutecznie i bez zbędnych świadków.
— Dzięki, Anabelle. — podziękował cicho Oscar i popatrzył na kruczowłosą dziewczynkę, będąc już na piętrze. Belle od razu odskoczyła od niego, bulwersując się. Oświadczyła, iż nie jest jego koleżanką, aby zwracał się do niej, nie uwzględniając jej tytułu. Szatyn nie bardzo rozumiał swój błąd. — Dawno nie byłem w żadnej rezydencji czy na jakimś wytwornym dworze. Wybacz. - przeprosił i lekko się ukłonił, przez co Anabelle uśmiechnęła się z miną satysfakcji.
Oprowadzając gościa po domu, próbowała go dyskretnie wypytywać o jakieś detale z jego życia przed ucieczką. Dowiedziała się tylko, że jego ojciec był szlachcicem na usługach samej królowej. Nastał czas posiłku. Wszyscy zebrali się do jadalni. Pięknie udekorowany stół miał zastawione tylko trzy miejsca. Służba czekała już na obie panienki oraz gościa. Wchodząc, Anabelle i Oscar zastali Tristę, czekającą na nich przed drzwiami. Cała trójka zasiadła przy stole.
— Mam do obwieszczenia dość nietypową nowinę. — powiedziała Anabelle, wstając od stołu z kieliszkiem jej ulubionego wina. — Ponieważ Christopher jest już człowiekiem w sędziwym wieku, ten oto Oscar będzie jego pomocnikiem i jeżeli przyjmie tę ofertę, zamieszka z nami. — dodała. Słysząc jej słowa, chłopiec doznał szoku. Patrzył się na kruczowłosą w dość dziwny sposób. Jakby nabrał jakiś wątpliwości i chciał się ze wszystkiego wycofać. Spoglądając jednak na Tristę, która posłała mu dość nieprzyjemne spojrzenie, zawahał się to zrobić. Anabelle dokończyła, że będzie on czymś w rodzaju ''chłopca na posyłki''. Kiedy ktokolwiek z służby będzie potrzebował pomocy, Oscar miałby obowiązek zrobić co w jego mocy, aby tę pomoc udzielić.
— Chwileczkę! Nie mam nic w tej sprawie do powiedzenia?! — krzyknęła w oburzeniu Maya, wysunąwszy się z szeregu służących, który stał wówczas pod ścianą.
— Nie. — odparła Anabelle, słodko się uśmiechając.
Wkurzona guwernantka przeprosiła wszystkich i wyszła zaczerpnąć świeżego powietrza. Po skończonym posiłku, Oscar podbiegł do kruczowłosej. Chciał się wymigać od przyjęcia go do rezydencji. Uważał, że do nich nie pasuje.
— Lady Anabelle, nie to, że nie jestem wdzięczny, bo wręcz przeciwnie, ale nie wiem, czy moja obecność nie sprawi wam kłopotów. — powiedział szatyn, stając na drodze przyjaciółkom.
— Grimmwell'owie zawsze dbali, aby ich gość był jak najlepiej przyjęty. Ponieważ sądzę, że jesteś tego wart, mam zamiar zatrzymać cię tu.
Anabelle spojrzała swoim lodowatym wówczas wzrokiem, na jego niebieskie, pełne obaw oczy. Cofnął się on o krok do tyłu, kiedy usłyszał nazwisko dziewczyny. Spanikowany, chciał jak najszybciej opuścić rezydencje, choć w głębi serca wolałby zostać i pomóc przyjaciółkom.
— To... skoro ty jesteś Anabelle Grimmwell, to ty...? — powiedział niepewnie, patrząc się na blondynkę, stojącą obok Belle. — Trista Killheart? — odpowiedział sobie sam na wcześniejsze pytanie, na co blondynka pokiwała twierdząco głową. Oscar zrozumiał, że nie mógł z nimi zostać, słysząc znajome nazwiska Mrocznych Przyjaciółek.
 
Możliwe, że zepnę się w przyszły weekend i naskrobię jakiegoś ''specjala'' w rodzaju one-shota. Nie wiem jeszcze tylko z czego... Zależy to w zasadzie od rodzaju mojej weny. W grę wchodzą także rysunki. Jeśli chodzi o kolejną rozpiskę, pewnie zrobię ją jakoś w przerwę świąteczną. Mam zamiar powrócić do opisywania stylów, tak w ramach wstępu.