sobota, 7 stycznia 2017

† Dark Side † Chapter 9: The Hangover

Szczerze mówiąc, ostatnio złapałam przysłowiowego lenia na bloggera. Do rozpiski próbowałam usiąść wielokrotnie. Albo kończyło się to zmianą tematu przewodniego, albo stwierdzeniem, że chyba nie powinnam nic pisać na siłę. Skupiłam się wyłącznie na pisaniu i przesiadywaniu na wattpadzie. Szczerze mówiąc, pogubiłam się w tym, ile rozdziałów Welcome Home zdążyło wyjść od ostatniego postu, także po prostu powiem, że zainteresowani powinni szukać mnie tutaj.
 
Oscar zdawał się być zaintrygowany starą fotografią. Dopytywał o wszystkie osoby ze zdjęcia, porównując stopień podobieństwa przyjaciółek do ich rodziców. Ukrywał to, że odrobinę zazdrościł Anabelle. Chociażby tego, iż miała po nich dobre wspomnienia. Na końcu zostawił sobie omówienie najmłodszej dziewczynki z całej trójki. Wskazał na nią, pytając o jej imię.
— Nie musisz sobie zaprzątać nią głowy. — mruknęła Anabelle i odwróciła wzrok, unikając odpowiedzi. Z jej oczu znów zaczęły lecieć łzy. Odstawiła zdjęcie na półkę i ze złością spojrzała się na chłopaka.— Teraz to już nieważne! Nikt oprócz nas z tej fotografii nie żyje! To wszystko przez twojego ojca! — krzyknęła w przypływie złości, wstając od stolika. Przestraszony Oscar próbował ją jakoś uspokoić, jednak to nic nie dawało. W końcu znów zaczęła płakać i rzuciła się na łóżko. — Przynieś mi trochę wina. To jest rozkaz. — powiedziała poważnym tonem.
Chłopak przytaknął jej tępo, pospiesznie wychodząc z pokoju. Zamykając drzwi, postanowił jednak spytać się jej przyjaciółki, czy może podać brunetce to, czego sobie zażyczyła. Blondynka wychyliła się zza książki, unosząc jedną brew.
— Anabelle i alkohol? Nie jest mi to obce. Czasem trochę sobie naleje, jeśli ma zły nastrój lub stresujący dzień. To nic zdrożnego. Zdarza jej się też wypić trochę do obiadu. — odparła chłodno, wracając do lektury.
Wedle życzenia, Oscar przyniósł kruczowłosej to, czego sobie zażyczyła. Było tego jednak trochę za dużo, gdyż postawił przed nią kieliszek i całą butelkę. Dało się usprawiedliwić chłopaka tym, że to był jego pierwszy wieczór jako sługa, a sam nigdy nie miał alkoholu w ustach. Brunetka nieznacznie uśmiechnęła się z jego niedopatrzenia. Stwierdziła, że im więcej, tym lepiej, gdyż skutecznie mogła zapomnieć o całym jej bólu. Nie upomniała się, oddając się w objęcia nałogu. Trista, po skończeniu lektury, postanowiła sprawdzić, co się dzieje u Anabelle. Czasem alkohol miał na nią zły wpływ, przez co bywała bardziej agresywna i drażliwa, niż zwykle, jednak w większości przypadków sprawiał, że zasypiała szybciej niż zazwyczaj. Weszła do pokoju bez pukania. Była odrobinę zdziwiona, gdy zastała brunetkę leżącą na swoim łóżku w dość nietypowej pozycji z butelką w ręku.
— Anabelle? — spytała swoim obojętnym tonem. Brunetka odpowiedziała jej pomrukiwaniem, unosząc przy tym pytająco jedną brew. Czarnowłosa miała mocno czerwone policzki i nie umiała skupić wzroku na przyjaciółce. Wniosek nasuwał się jeden. Anabelle nadużyła alkoholu. — Gdzie ten pajac? Dał jej całą butelkę. Przecież już na pierwszy rzut oka, to za dużo jak dla tak młodej damy. — syknęła do siebie Trista, ostrożnie otwierając drzwi na korytarz. Wysunęła się delikatnie i rozejrzała. Chłopca nie było. Poważnym tonem nakazała Anabelle zostać w pokoju i pod żadnym pozorem nie wychodzić z niego. Nie chciała, aby żaden służący zobaczył ją w takim stanie. Znalazła Oscara koło pokoi Mayi i Christophera. Na szczęście oboje byli wtedy gdzie indziej. Na korytarzu, gdzie znajdowała się Trista z szatynem, nie było praktycznie nikogo, jednak dziewczyna nie chciała unosić głosu. — Wiedziałam, że nie jesteś zbyt bystry, ale upijać moją przyjaciółkę? Bardzo nierozsądne posunięcie. — powiedziała stanowczo, prowadząc go z powrotem do pokoju kruczowłosej. Kiedy oboje zastali śpiącą Anabelle, chłopcu ulżyło. Miał pewność, że nie będzie musiał wysłuchiwać kazań blondynki. Niestety, gdy najmłodsza z domowników usłyszała, że drzwi zamykają się za nimi, od razu się zbudziła. Chwiejnym krokiem podeszła do Oscara, łapiąc go za koszulę. Nie zauważyła nawet, że jej sukienka była podwinięta, a jedna pończocha zjechała jej prawie do kostki.
— Czego tu szukasz, zabójco? Zabiłeś mnie od środka. Zabiję cię! Zabiję! — powiedziała na głos. Chciała wyjąć już swoją broń, jednak szukała ją nie po tej stronie, co zawsze trzymała. — Nie daruję ci, zamorduję wszystkich. Wszystkich, którzy ośmielili się zabrać moją rodzinę do grobu. Obudzisz się z poderżniętym gardłem! — dodała po chwili, nie mogąc znaleźć swojego ostrza.
— Dość już Anabelle, jesteś kompletnie pijana, wracaj do łóżka. — nakazała blondynka, odsuwając ją od chłopca. Brunetka uśmiechnęła się szeroko.
— Nie ochronisz go, zabiorę go ze sobą i tobą do grobu. Wszyscy pójdziemy do piekła! Morderców będę katować do ich powolnej agonii. — dziewczynka zaśmiała się i pokazała palcem na Oscara, jednak chwiała się przy tym na wszystkie strony i ciężko było ustalić, czy aby na pewno to na niego wskazywała. — Jesteśmy na dobrej drodze! Będę wreszcie szczęśliwa! Wydrę mu to szczęście, które mi bezczelnie zabrał! — krzyczała dalej.
Trista próbowała jakoś uciszyć przyjaciółkę, która zdecydowanie za głośno wypowiadała się na temat nowego służącego. Gdy wszystko zaczęło wymykać się spod kontroli, usadziła ją tak, jak najdelikatniej umiała. Gestami kazała wyjść na korytarz chłopcu, aby sprawdził, czy nikt nie usłyszał ich rozmowy. Po parunastu minutach pilnowania przyjaciółki, blondynka zobaczyła, że ta w końcu na nowo usnęła.
— Popilnuję jej, choć to ewidentnie twoja wina. Na cholerę dałeś jej tyle alkoholu?! Przecież każdy by zauważył, że to dla niej za dużo. Czasem była agresywna po kieliszku wina, ale nigdy się nie upiła. — powiedziała srogo Trista, patrząc na Oscara lodowatym wzrokiem.
— Przepraszam, nie wiedziałem. — odparł wystraszony. Wciąż przed oczami miał Anabelle, która przeklinała go za wszystkie swoje niepowodzenia.
— Żeby nawet nie umieć wina nalać... Widać, że jesteś prosty. Aż ciężko mi sobie wyobrazić, że kiedyś przesiadywałeś w rodzinnej, bogatej rezydencji. Gdyby ktoś nas teraz usłyszał, byłoby niezłe widowisko. Musielibyśmy oboje się ostro tłumaczyć. — podsumowała Trista, oddalając się od niego. Będąc już na końcu korytarza, nakazała mu pilnować Anabelle. Wielka szkoda, że wszystko to, co mówili między sobą oraz wszystkie groźby kruczowłosej, usłyszała ich guwernantka, która wtedy przechodziła tym korytarzem. Maya usiadła na stołku w pokoju obok i rozmyślała, jak wykorzystać zdobyte informacje. Nie była osobą godną zaufania. Judasz ówczesnych czasów. Sprzedałaby przyjaciela za marne grosze. Jednak nie zawsze taka była. Przed śmiercią państwa Grimmwell i Killheart utraciła całą swoją radość. Gdy była młoda, zaskarbiła sobie sympatię rodziców dziewczynek. To był jeden z nielicznych powodów, przez które Anabelle i Trista słuchały się jej w jakimś stopniu.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
Następnego dnia, Maya unikała dziewczynek. Wszelkimi sposobami próbowała je omijać, by nie spotkać się z nimi twarzą w twarz. Niestety było to nieuniknione. Za dwa dni miał się odbyć hucznie ogłaszany bal. W rezydencji trwały ostatnie przygotowania. Kobieta włóczyła się po korytarzach ze spuszczoną głową. Co jakiś czas ktoś wołał ją do pomocy. Na jej nieszczęście, oddany lokaj, Christopher poprosił, aby przystroiła z nim karocę. W tym celu musiała przejść przez piętro, gdzie mieściły się pokoje młodych dam. Postanowiła jak najszybciej zejść na dół. Przyspieszonym krokiem szła przez cały korytarz, niestety Anabelle ją zatrzymała.
— Ta sukienka jest cudowna! Do tego jeszcze rozpuszczę włosy, włożę moją ulubioną biżuterię, a na głowie będę miała czerwoną kokardę z białą koronką. Madeline i Caroline nie mogą się dogadać w kwestii mojego obuwia. Czarne, czerwone czy posrebrzane? — powiedziała radośnie dziewczynka i stanęła na drodze guwernantki, prezentując swoją kreację na wszystkie sposoby. Gdy tylko podwinęła sukienkę, Maya zobaczyła, że nie ma na sobie żadnych butów. Normalnie okrzyczałaby ją za taki wybryk, ale tym razem spuściła głowę i odparła, żeby wzięła czarną parę.
— Proszę, proszę, co się stało? Anabelle biega boso, a nasza kochana panna Maya nie reaguje. Nasi rodzice byliby daleko zawiedzeni. — podsumowała Trista, wychylając się ze swojego pokoju. Była ubrana w długą, ciemnofioletową suknię z pojedynczymi, białymi i jasnoniebieskimi falbanami. Jej blade ramiona były w całości skryte pod materiałem, a na dłoniach gościły czarne, skórzane rękawiczki, które nosiła niemal od zawsze. Gdzieniegdzie w jej stroju widać było czarne róże, w tym jedna z nich była wpięta w jej jasne włosy, będące upięte w dwie, długie kitki. Oparła się o framugę drzwi i z dozą satysfakcji spojrzała na guwernantkę. Dodała, że po jej zachowaniu, posądziłaby ją o to, że coś przeskrobała.
— Stłukłam rano dwie z tych ozdobnych filiżanek. To aż tak bardzo widać? — powiedziała nieśmiało Maya, kłamiąc dziewczynkom w żywe oczy. Blondynka nie uwierzyła jej. Coś w jej wnętrzu podpowiadało jej, że to nie o to chodziło. Zrezygnowała jednak z dalszych docinek, słysząc nawoływanie lokaja, który był już przy powozie, czekając na kobietę.
— Idź już! Co tak stoisz!? — krzyknęła Anabelle. Była wściekła, że Maya ''stłukła część zastawy''. Nie wiedziała, że wtedy kłamała. Brunetka podeszła niepewnie do przyjaciółki. Była jeszcze obolała po wczorajszym, bo od czasu do czasu przykładała rękę do głowy i ciężko łapała pion. — Przepraszam. — powiedziała cicho. Nie mówiła już nawet za co, Trista doskonale to wiedziała. — Tak w ogóle, to świetnie wyglądasz! — dodała po chwili bez namysłu.
— Nie musisz zmieniać tematu. Przecież to nie była wyłącznie twoja wina. — odparła, nie odpowiadając na pochwałę przyjaciółki, Trista.
— Wiesz... Po wczorajszym wciąż boli mnie głowa. Jednak cóż, uznaję zasadę, że jak nic cię nie boli, to wtedy można się zacząć martwić. — Anabelle uśmiechnęła się, jednak po chwili złapała się za głowę. Nadal czuła się niewyraźnie, ale myśl o balu kazała jej wstać z łóżka i nie pokazywać swoich słabości. Sądziła, że gdyby cały dzień przeleżała w swoim pokoju, służący mogliby się domyślić, że coś jest nie tak i prosić o odpuszczenie sobie udziału w balu.
— Może poproszę o herbatę dla ciebie i mnie? Dobrze by ci zrobiła. Ja również chętnie bym wypiła trochę. — szepnęła blondynka i spojrzała z troską na młodszą przyjaciółkę. Kiedy kruczowłosa przytaknęła, wyrażając tym samym chęć wprowadzenia pomysłu Tristy w życie, Gdy tylko znalazły się na zielonkawym korytarzu służących, zapukały do pokoju Oscara. Nieprzyzwyczajony do wczesnego wstawania chłopak, otworzył niemrawo drzwi. Przetarł jedno oko i w lekkim szoku spojrzał na dziewczynki, a potem na zegarek.
— Ty bezczelny leniu! — nakrzyczała na niego kruczowłosa.
— Powinieneś wiedzieć, że jako sługa musisz wstawać o wiele wcześniej od nas. Tymczasem śpisz sobie w najlepsze. Chyba sobie kpisz. — Trista zmarszczyła brwi, patrząc na skołowanego chłopaka, który szybko chciał się przygotować do spędzenia tego dnia.
— Przepraszam! Co sobie panienki życzycie? Dajcie mi pięć minut, a będę gotowy! Dam sobie rękę uciąć, że zdążę się wyszykować! — Oscar zaczął się tłumaczyć, jednocześnie w pośpiechu czesząc swoje ciemne włosy.
— Jeśli dajesz, chętnie ją odrąbię przy najbliższej okazji! Nadal jestem na ciebie wściekła. — odburknęła Anabelle, którą za chwilę skarciła wzrokiem przyjaciółka, chociaż korytarz był całkowicie pusty. Wszyscy byli czymś zajęci, aby jak najlepiej przygotować panienkę Killheart i Grimmwell do balu. Po słowach czarnowłosej Oscar zamknął im drzwi przed nosem, aby móc się w spokoju ubrać. — Jak śmiesz zamykać się przede mną! Masz tu natychmiast wracać!
Rozzłoszczona kruczowłosa zaczęła walić w drzwi. Trista jedynie westchnęła z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Po paru minutach Oscar wyszedł do nich, przepraszając kolejny raz za wszytko. Anabelle nadal była obrażona. Wywyższającym się tonem, kazała mu przynieść dla niej i Tristy ich ulubioną herbatę - Earl Grey. Szatyn szybko je wyminął, kierując się do kuchni. Przyjaciółki zasiadły tym razem w altanie ogrodowej. Róże owinięte o altanowe deski bardzo ładnie komponowała się z czerwono-różowymi świecami, które stały wówczas na drewnianym, białym stoliku.
— Założę się, że ten dureń pomyli herbaty. — skomentowała pod nosem Anabelle, opierając głowę na dłoni.
— Niemożliwe. Wszystko jest przecież podpisane. Nawet Caroline umie je odróżnić. — odparła bez emocji Trista. Widząc zmęczonego chłopaka, niosącego dla nich herbaty, blondynka uśmiechnęła się ironicznie. — Stąd już czuję, że to nie ta. Postaraj się nie wylać mu tego na głowę, bo widzę, że dziś wyjątkowo jesteś na niego wściekła. Zabrudzisz sukienkę.
Trista miała już przed oczami scenariusz mokrego Oscara, który się pomylił. Po usłyszeniu ostatniego zdania Anabelle aż podskoczyła. Jej balowa, czerwona sukienka ubrudzona herbatą? Wtedy dopiero dostałaby szału.
 
Po odejściu z My Monster High, wydaje mi się, że największą radość sprawia mi właśnie pisanie. Sądzę, że do 10 rozdziału, Dark Side będzie publikowany tutaj, natomiast rozdziały od 11+, już tylko na moim profilu. Dzięki temu, rozdziały będą wychodziły szybciej. Co nie znaczy, że na blogu nie będzie nowych wpisów - będą, ale jak najdzie mnie wena na rozpiski. Chętnie dowiedziałabym się, o czym chcielibyście przeczytać. Tematy, którymi chciałabym się zająć to Pastel Goth, gry horror rpg oraz portale społecznościowe. Oby mi wyszło... Co do rysunków, ostatnio naszła mnie wena na jeden szkic, ale to wciąż w moim mniemaniu za mało... *ciche westchnięcie*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarze ;) Mam nadzieję,że post ci się podobał. Zapraszam również do innych! ^.^