sobota, 14 stycznia 2017

† Dark Side † Chapter 10: The Contest

Chyba uciekam od bloggera, jak tylko mogę. Nie przeczę, że pisanie postów tutaj jest zdecydowanie najwygodniejsze, biorąc pod uwagę moje wcześniejsze doświadczenia z pingerem i innymi tego typu platformami. Mimo wszystko, zdecydowanie bardziej wolę kontakt z czytelnikami. Odnoszę wrażenie, że na wattpadzie jest on większy. Może dlatego ciągle nie napisałam żadnej rozpiski. Znaczy się, mam już zaczęte, aczkolwiek nie mam ochoty na skończenie ich. Weny także. 
— Wszędzie was szukałem. Mogłyście mi powiedzieć gdzie jesteście. — powiedział szatyn, kładąc na ogrodowym stoliku porcelanowe, ozdobne filiżanki i naczynie z kostkami cukru.
— Pomyliłeś się. — zwróciła mu uwagę Trista.
— Znów coś źle zrobiłem!? Nie nadaję się do tego... To herbaty różne są? A ta, to jaka? — powiedział zirytowany swoją pomyłką. Przez ostatnie lata nie był w żadnych zamożnych rodzinach. Nie był kompletnie przyzwyczajony do usługiwania komuś. Sam był sobie przez wiele lat panem. Wiedział jednak, że była to raczej jedyna możliwość, aby został z przyjaciółkami, próbując naprawić zło, które wyrządził jego ojciec. W duchu, miał ogromną nadzieję, że go dopadną, jednak aby nie narazić całej reszty swojej rodziny, wolał milczeć o swoim nazwisku.
— Różana. — odparła spokojnie Anabelle.
Cały czas bała się poplamić swoją sukienkę. Oczami wyobraźni, chłopak miał już na głowie jedną z trzymanych przez nią i Tristę filiżanek. Jednak na całe szczęście, kruczowłosa również lubiła ten rodzaj herbaty, dlatego tym bardziej podarowała mu tę pomyłkę. Oscar usiadł na schodkach altany. Mając widok na karocę, którą mieli przyozdabiać Maya i Christopher. Zapytał się dziewczynek, gdzie jest ich guwernantka,
— Czy wszyscy mają dziś dużo zajęć? Widzę, że Christopher pracuje bardzo ciężko. Wielka karoca, a ozdabia ją sam. Może powinienem mu pomóc? — zaproponował chłopak, odwracając się do Tristy i Anabelle. Blondynka od razu odłożyła filiżankę na stolik, spoglądając na lokaja. Uniosła jedną brew i rozejrzała się za Mayą, która miała w tym czasie być na dole.
— Tak, idź. Dyskretnie dopytaj się też, gdzie jest Maya. Powinna być teraz z nim. — odpowiedziała nieufnie, przechylając głowę w stronę Christophera.
Chłopiec darzył go sympatią. Uważał, że jako jedyny nie jest tak sztywny jak reszta służących, jednak traktował go z pewnym dystansem. W końcu widział, jak próbował okraść dziewczynki. Od razu ruszył się z miejsca i podszedł do niego, oferując pomoc. Lokaj serdecznie się do niego uśmiechnął i podał wstążki, które powinien zawiesić. Sam wziął marchewkę i podał ją jednemu z koni, klepiąc go po grzbiecie.
— Dziękuję ci, chłopcze, za pomoc. Maya nie miała dziś dla mnie czasu. Zawiesiła może z dwie kokardy i poszła do kuchni. — powiedział smutno, robiąc sobie małą przerwę. Karoca była już prawie gotowa, jedynie potrzebowała paru ostatnich ozdób. Była wyczyszczona do połysku, a wszystkie konie zdawały się być najedzone, wyszczotkowane i szczęśliwe.
— W kuchni? Byłem tam robić herbatę dla panienek. Nie widziałem jej. — Oscar spojrzał się ze zdziwieniem na lokaja, przywieszając równocześnie jedną ze wstążek.
— Tak przynajmniej mi powiedziała.
Lokaj zaczynał się poważnie zastanawiać nad tym, co przekazała mu guwernantka. Po trochu był na nią trochę zły, że praktycznie cała praca przypadła jemu. Był jednak stosunkowo pogodnym człowiekiem. Nie umiał się zbyt długo na kogoś gniewać. Po wypiciu herbaty przez dziewczynki, lokaj i Oscar podeszli do nich, oznajmiając, że karoca jest już gotowa.
— Wyśmienicie. Jeszcze tylko jutro i bal! Ah, mam nadzieję, że będzie tam dużo młodych dżentelmenów. Oczywiście mam na myśli takich, którzy dobrze tańczą. Nienawidzę, kiedy ktoś depcze mi po nogach. - powiedziała uradowana Anabelle, która już widziała siebie na parkiecie, na którym miałaby balować do późna. Niestety potem uświadomiła sobie, co obiecała przyjaciółce. Może i była niezrównoważona pod względem emocji, ale zawsze przykładała się do spełniania wszelkich obietnic. — Nie zabawimy tam długo, ostatnio jestem okrutnie zmęczona. — poprawiła się później, widząc oczekującą minę Tristy.
— A właśnie, kto organizuje ten bal? Mogę jechać tam z wami? — zapytał podekscytowany Oscar. Blondynka prychnęła śmiechem. Może i mogłyby go zabrać, jednak odrobinę bały się, że zrobi tam coś głupiego, a one musiałyby się za niego wstydzić. W końcu mieli się tam zjawić sami ważni goście. — Co cię tak rozśmieszyło? — zapytał rozczarowany chłopak. Wiedział już, co od niej usłyszy. Pożałował nawet swojego pytania.
— Nie zabierzemy cię tam. Towarzyszyć nam będzie tylko Christopcher. — odpowiedziała z dozą satysfakcji, widząc załamanego Oscara. Anabelle poparła zdanie przyjaciółki, jednak po części było jej szkoda chłopaka. Później uświadomiła sobie, że na pewno nie umiałby zatańczyć, gdyby ktokolwiek go poprosił.
— Umiesz tańczyć, że chcesz się tam wybrać? — zapytała podejrzliwie kruczowłosa, poprawiając jedną ze swoich czarnych falban przy sukience.
— No, nie za bardzo... — powiedział zakłopotany.
— Tak więc tym bardziej nie ma opcji, abyśmy cię tam zabrały. — upewniła się w swojej decyzji Trista.
— Poczekaj. Proponuję pewien układ. Czy dziś nie miałaś się uczyć nowego utworu? Będziesz nam przygrywać, a ja uczyć tego ciamajdę tańczyć. Zapewni mi to uciechę taką, że nawet nie masz pojęcia. — zaproponowała kruczowłosa i spojrzała ironicznie na przyjaciółkę, a następnie podeszła srogo do Oscara. — Już widzę twoje upadki i potknięcia. — szepnęła cicho do chłopaka.
— Naprawdę chcesz go zabrać? Może przysporzyć nam tylko kłopotów. Christopher w zupełności nam wystarczy. — mruknęła blondynka do Anabelle. Christopher jednak zauważył, że kiedy go zabraknie przy panienkach, chciałby mieć dobrego następce. Zaproponował, że będzie trzymał chłopca blisko siebie, aby ten mógł się przy nim uczyć. — Jak uważacie. No, dobrze. Zgadzam się, jednak później nie chcę się za niego wstydzić. Mam nadzieję, że dobrze go przypilnujesz. — blondynka westchnęła. Widząc uradowaną minę Anabelle, skierowała się do swojego pokoju, z zamiarem wzięcia stamtąd swojego instrumentu. Za nią poszła jej przyjaciółka. — Naprawdę nauczysz go tańczyć w dwa dni? W sumie, jakby się nad tym zastanowić, również chciałabym zobaczyć jak potyka się i upada na podłogę. — podsumowała Trista, spoglądając kątem oka na kruczowłosą, która w tamtym momencie miała wielki uśmiech na twarzy.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
Minęło parę chwil. Blondynka wzięła z pokoju skrzypce i zapukała do pokoju Anabelle. Ta, otwierając jej drzwi, wkładała jednocześnie buty, opierając się o framugę.
— Mądrze. Podeptałby ci jeszcze tę balową sukienkę. — zauważyła przyjaciółka, widząc, że kruczowłosa przebrała się w swój codzienny strój.
— Chodź do sali balowej. Pewnie Oscar już tam na nas czeka. — powiedziała Anabelle. Dziewczynki przedsięwzięły kroki w kierunku głównego korytarza. Schodząc po schodach, zauważyły, że drzwi do sali balowej są otwarte. Trista niepewnie weszła do środka, rozglądając się.
— Gdzie on jest? — zapytała, wchodząc do środka. Cała sala była pięknie udekorowana. Wszędzie było wiele wstążek i kokard. Można było odnieść wrażenie, że całe wydarzenie miało się odbyć właśnie w rezydencji Grimmwell'ów oraz Killheart'ów. Anabelle poczęła wołać Oscara.
— Dobrze, nie chce iść na bal, nie ma sprawy. — podsumowała blondynka, poprawiając swój turkusowo-czarny kapelusz.
— Ale ja tak bardzo chciałam nauczyć go tańczyć! Ah, widok naszego nowego służącego, leżącego na wznak na tej pięknie umytej podłodze...
Anabelle westchnęła. Kruczowłosa oparła się o ścianę i kątem oka popatrzyła na portrety znajdujące się na ścianach. Wtem zza jednej z kolumn wyskoczył Oscar, strasząc ją. Z przerażenia upadła na podłogę, dysząc.
— Ha! I kto tu będzie całować dziś podłogę? — powiedział dumny z siebie chłopak. Anabelle nie podzieliła jego entuzjazmu, wyjęła spod sukienki sztylet i ze złością zaczęła go gonić.
— Już ja ci pokażę! Zabiję cię! Pożałujesz! Jak śmiałeś żartować sobie ze mnie, Lady Grimmwell!? — krzyczała na całą salę, goniąc Oscara, który widać miał z tego niezłą radochę. Zrobili parę kółek wokół sali, aż w końcu kruczowłosa zapędziła go w jeden z kątów sali. Trista westchnęła z dozą zawodu. Poprawiając grzywkę, uśmiechnęła się ironicznie.
— Anabelle, jeśli masz go już zabić, zrób to. Ta dziecinada mnie bawi. — powiedziała blondynka, powstrzymując śmiech.
— No, ale to on zaczął! — kruczowłosa próbowała się tłumaczyć. Stanęła przed przyjaciółką, krzyżując ręce. Trista, ignorując wszystko, chwyciła za swoje skrzypce i zaczęła grać. Anabelle zrozumiała, że wyraźnie dała jej znak, że miała się przestać wygłupiać.
— Wyłaź z tego kąta, niemądry nicponiu. — nakazała kruczowłosa, uśmiechając się sztucznie do chłopaka. Ten z pewną dozą satysfakcji, podał rękę dziewczynce.
— Czy mogę prosić pannę do tańca, Lady Grimmwell? — zapytał z dozą złośliwości. Najmłodsza z dziewczynek nie przejęła się tym i przyjęła prośbę.
Niedługo potem, Oscar przekonał się, na co się pisał. Anabelle była urodzoną duszą towarzystwa. To ona zazwyczaj dominowała w tańcu. Wirowała z chłopakiem przez całą salę i na wszystkie kierunki. Skupiona na graniu blondynka od czasu do czasu spoglądała na nich, nie mając zamiaru przegapić jakiejś wpadki Oscara. Po godzinie chłopak padł na podłogę, rozkładając się na niej na wznak.
— Ja już odpadam. Przerwa! — mruknął pod nosem, jęcząc ze zmęczenia.
Czarnowłosa oparła się o ścianę, uśmiechając się jeszcze bardziej, natomiast Trista odłożyła skrzypce i podeszła z groźną miną do chłopaka.
— Wstawaj. Przy wszystkich też nam się tak położysz? To rozkaz. Natychmiast. — powiedziała oziębłym tonem.
— A dajże spokój. Ty tylko brzdąkasz na skrzypcach, to nie jest aż tak męczące. — podsumował zmęczony Oscar. Blondynka uniosła w lekkim zdziwieniu jedną brew.
— Doprawdy? Na czym umiesz coś zagrać? — zapytała zgryźliwie. Chłopak odparł, że na pianinie. Anabelle zrobiła groźną minę, sądząc, że chce on z nią rywalizować. Trista przytaknęła i zaproponowała przejście do pomieszczenia, gdzie można było tańczyć oraz znajdował się tam fortepian. Wędrując na ostatnie piętro, trafili do sali, gdzie wszystkie ściany były w kolorze łososiowym. Pomieszczenie wyglądało o wiele skromniej, niż sala balowa. Głównie dlatego, że na końcu pokoju był umieszczony bogato zdobiony instrument. Trista pokazała ręką na fortepian, dając pozwolenie chłopakowi, aby zaczął grać. Usiadła na małym krzesełku, patrząc na Anabelle, która zrobiła zdziwioną minę.
— Mam sama ze sobą tańczyć? To uwłacza mojej pozycji. — powiedziała wywyższającym się tonem.
— Zapomnij. — odrzekła blondynka, zdając sobie sprawę, że Anabelle chciałaby, aby ona zajęła miejsce chłopaka.
— W porządku! To niech sobie gra sam, ja będę siedzieć tak długo, aż nie znajdę sobie pary do tańca. — powiedziała zdenerwowana kruczowłosa, siadając na krzesełku koło przyjaciółki. Oscar niepewnie rozejrzał się i zaczął grać. Niestety, widocznie dawno tego nie robił. Dźwięki wydobywające się spod jego palców były bardzo nieskładne i niezgrabne. Zdając sobie sprawę z tego, że jego melodia daleko odbiega od tej zapisanej, przerwał i przyznał się, że już zapomniał, jak się to robiło.

Jak widzicie, wolę się skupić na opowiadaniach. Wybaczcie. Nie zmienia to faktu, że nadal będę tu redagować. Tylko częstotliwość postów i ich zawartość może być trochę pogorszona. Niedługo zbliżają się ferie. Może wtedy znajdę czas na bloga. To jednak tylko moje gdybania. Następne rozdziały Dark Side będą już pojawiać się na wattpadzie. Na sam koniec daję muzykę z najnowszej części Kuroshitsuji - nie mogę się doczekać ^_^


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarze ;) Mam nadzieję,że post ci się podobał. Zapraszam również do innych! ^.^