sobota, 24 grudnia 2016

† Dark Side † Chapter 8: The Photography

Wesołych Świąt! Ostatnio nie miałam zbytnio ani czasu, ani chęci na blogowanie. Na szczęście rozpoczęły się święta, gdzie będę mogła wypoczywać przy ulubionej pisaninie i spędzać czas ze znajomymi oraz rodziną, Z okazji świąt, na moim wattpadzie pojawiło się bożonarodzeniowe opowiadanie o Sebastianie i Cielu. W planach mam jeszcze kilka opowieści i mam nadzieję, że moja wena mnie przez święta nie opuści, bo byłoby kiepsko :D 
Obie młode damy były dość zaskoczone reakcją Oscara, który wydawał się wręcz ogarnięty strachem, na sam dźwięk ich imion. Trista nie mogła dłużej znieść jego pustego spojrzenia, więc postanowiła przejąć inicjatywę i zapytała go o to, czy w związku z ich nazwiskami, coś sprawiło mu kłopot, na co ten nieśmiało pokiwał przecząco głową. Widać było, że mocno się denerwował, przez zaistniałą sytuację.
— Co ci się stało? — dopytywała Anabelle, przekrzywiając głowę, niczym zaintrygowany kocur.
Chłopak jednak znów wyminął pytanie zwykłą prośbą o nieprzejmowanie się nim. Nie wyglądał na zadowolonego. Trista podeszła do niego i jako, iż był wyższy od niej, za pomocą dłoni opuściła jego podbródek tak, że teraz mógł spojrzeć w jej oczy.
— O co chodzi? Nie udawaj, że nic się nie stało. — spytała podirytowana, a na czole chłopaka było widać kropelki potu.
— O nic. Przepraszam, muszę iść się przewietrzyć. — odpowiedział smutno i omijając Tristę udał się do ogródka.
Przyjaciółki podążały tuż za nim. Kroczyły bardzo ostrożnie, aby Oscar tego nie zauważył. Chłopak usiadł na jednym ze schodków altany ogrodowej i mówił sam do siebie, licząc, że nikt go nie usłyszy.
— Cholera. Przecież to one... w co ja się wpakowałem?! — spytał po cichu sam siebie.
Dziewczynki ukryte w krzakach zastanawiały się najpierw nad tym, o co mu może chodzić i skąd je zna. Trista, nie znosząc, gdy ktoś tak perfidnie zachowuje się w stosunku do niej, bądź Anabelle, wyszła z krzaków i szybko podeszła do Oscar'a, stając naprzeciw niemu.
— Nie masz prawa w taki sposób postępować w stosunku do nas. Czy chcesz, czy nie, jesteś teraz naszym gościem i wypada, abyś okazał trochę wdzięczności i chociaż odpowiedział na nasze pytania.— zaczęła z grymasem na twarzy. Oscar patrzył się na nią przez chwilę, po czym odwrócił wzrok. Trista westchnęła i przyłożyła dłoń do czoła. — Anabelle, mam dość przebywania w towarzystwie tego chłopaka. — oznajmiła, spoglądając w stronę krzaków, w których schowana była brunetka.
— Popieram Tristę. — powiedziała zimnym tonem kruczowłosa, wychodząc z ukrycia. Chłopak przestraszył się, jednak Anabelle zagrodziła mu drogę ucieczki. — Mówże. Skąd nas znasz?
Po słowach przyjaciółki, Trista spokojnie zbliżyła się do Oscara. Szatyn zaczął się poważnie niepokoić. W końcu miał do czynienia ze sławnymi Mrocznymi Przyjaciółkami.
— Lepiej, abyście się do mnie nie zbliżały. Jestem dla was niebezpieczny. — powiedział cicho w stronę blondynki. Anabelle rozejrzała się wokoło. Cała służba była w rezydencji, jednak w pomieszczeniach, gdzie nie było widoku na ogród. Sprawnym ruchem wyłożyła swój sztylet i przytknęła chłopakowi do gardła.
— Nie zawaham się tego użyć w naszej własnej obronie. — mówiąc to, młodsza z przyjaciółek unieruchomiła chłopaka.
— Grimmwell... Killheart... — szeptał w niedowierzaniu chłopak. Przed oczami miał tylko obraz, gdy przysłuchuje się rozmowy ojca z ich ówczesnym gościem, podczas gdy on siedział na dywanie i bawił się jedną ze swoich drewnianych kolejek, które kolekcjonował. W pamięci słyszał wszystko, co wtedy mówiono, jednak nie umiał jednoznacznie określić, kto ich wtedy odwiedził. Anabelle była przestraszona zachowaniem chłopca. Zachowywał się, jakby czegoś się obawiał, co dało jej podstawy do tego, aby również miała się na baczności.
— Gadaj! — nakazała Anabelle, przytykając ostrzę do gardła Oscara jeszcze bliżej. Srebrny sztylet drażnił delikatną, lekko opaloną skórę chłopaka.
— Idźmy gdzieś, gdzie nikt nie będzie nas śledził. — zaproponował cicho.
Triście od razu na myśl przyszła fabryka. Gdyby próbował czegoś, co zagroziłoby im, nie miałby szansy ucieczki. Byłby to ich teren. Oddalony na tyle, że nikt nie usłyszałby jego krzyków. Anabelle wypuściła go, grożąc śmiercią, jeśli spróbowałby im uciec. Trista udała się po Christophera, który miałby ich tam zawieść. Biegnąc po krwistym dywanie w korytarzu, znalazła poszukiwanego przez nią lokaja.
— Mamy ochotę pokazać fabrykę naszemu gościowi. Masz nas tam zabrać. — rozkazała swoim chłodnym tonem.
Mężczyzna z lekkim uśmiechem ukłonił się i poszedł za jedną ze swoich panienek. Anabelle prowadząc chłopca do karocy, szła za nim krok, w krok. Cała trójka wsiadła do pastelowego powozu. Przez całą drogę do celu, nikt się nie odezwał. Kiedy już zajechali na miejsce, dziewczynki jak zwykle, poprosiły, aby lokaj poczekał na ich powrót w karocy.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
Anabelle i Trista zaprowadziły go do najmniejszego pokoju, jaki był w fabryce. Nie było w nim nic, poza stołem i parą krzeseł. Wszędzie unosił się zapach spalenizny. Starsza z przyjaciółek wzięła z drugiego pokoju niewielką świecę. Zasiadła do stołu i nakazała Oscarowi zrobić to samo. Anabelle stała koło nich.
— Zacznij. — nakazała blondynka, dając charakterystyczny gest dłonią.
— Od czego? — zapytał, nieznacznie uśmiechając.
Spokojnej dotąd Anabelle, puściły nerwy. Wzięła szybkim ruchem świecę ze stołu i zbliżyła się niebezpiecznie do Oscara. Na stół spadło wtedy kilka kropel roztopionego wosku, które niczym wróżba, ułożyły się na kształt niewielkiej strzały, której grot wskazywał szatyna.
— Najlepiej od początku. — odparła z grymasem, oświetlając jego twarz, przez co zmusiła go do przymrużenia oczu.
— W porządku... — westchnął. Zrozumiał, że skończyły się żarty. — To prawdopodobnie mój ojciec zabił waszą rodzinę. — dodał stanowczo. Anabelle rozszerzyła szeroko oczy. Siedząca przy stole Trista, przekrzywiła z niedowierzaniem głowę. — Kiedy byłem mały, bawiłem się w moim pokoju, który sąsiadował z salą konferencyjną. Tamtego dnia wszyscy mówili o wielkim balu, który odbędzie się na waszą cześć. Drzwi były niedomknięte, a ja ciekawski. Zbliżyłem się, nasłuchując. I to był mój błąd. Ojciec z kimś rozmawiał, nikogo o tym głosie nie znałem. Umówili się na to masowe morderstwo. Wiedzieli, że wszyscy ważni goście będą w waszej rezydencji. Za to zlecenie mieli mu nieźle zapłacić. W tej całej wymianie zdań przewijały się właściwie tylko wasze nazwiska. Dlatego tak się przestraszyłem, kiedy je po tylu latach ponownie usłyszałem. Parę dni po tym wszystkim, widziałem ojca, który kłócił się z moją matką. Wymachiwał jakimś listem. Krzyczał, że ''te cholerne bachory przeżyły!'' i użalał się nad swoim niedopatrzeniem. Był wściekły, że dostanie tylko połowę z tego, co mu obiecano. Rok później, ten bydlak zamordował moją matkę. On pobił ją na śmierć! Ja... ja nie mogłem żyć już więcej z tym potworem. Uciekłem zaraz po pogrzebie. To on zabił waszych rodziców! Daję głowę! — krzyknął przez łzy, ujawniając część ze swoich strasznych wspomnień. Przepełniony chęcią odwetu i nienawiścią, powiedział wręcz wszystko, kiedy poczuł, że został przyparty do muru. Dojrzał przysłowiowe światełko w tunelu, którymi były przyjaciółki. Mogły mu one posłużyć za narzędzia do swojej prywatnej zemsty. Krople łez ściekały po jego policzkach, gdy ten przypomniał sobie wszystkie sceny z życia w rodzinnej rezydencji. Anabelle nie mogła w to wszystko uwierzyć. Jej oczy zrobiły się momentalnie szklane.
— Łżesz! To nie może być prawda! Nie może! — zbliżyła się do chłopaka jeszcze bliżej. Odkładając świeczkę na stole, wyjęła z pod sukienki swój sztylet. Patrzyła się lodowatym wzrokiem na Oscara, aż jego krzesło dotknęło ściany. Nie miał on gdzie uciekać. Kruczowłosa trzymała nad nim swoją broń i bez chwili zawahania wymierzyła cios w nogę chłopaka, lekko go przy tym raniąc. Słysząc jego krzyk, przestała.— Nie mogę... Nie mogę cię zabić. — powiedziała z płaczem i wybiegła z pokoju, zostawiając go z Tristą. Brunetka zatrzymała przy drzwiach pokoju, który był na przeciwko. Usiadła na podłogę i również, tak samo jak Oscar, zaczęła ronić łzy. Z początku, blondynka również chciała pozbawić chłopca życia, jednak potem uznała, że mógłby im się jeszcze przydać. Uśmiechnęła się lekko.
— Mam nadzieję, że spodoba ci się pomysł, aby być naszą lalką. Pociąganie za sznurki zostaw nam. — powiedziała tajemniczo. Oscar utkwił w niej swój przestraszony wzrok. Chciał im zbiec, ale z powodu rany nogi nie miał zbytnio dużych szans na ucieczkę. — Teraz wybacz mi na chwilę. — dodała Trista, zamykając drzwi. Przyjaciółka schyliła się nad płaczącą Anabelle i z pewną dozą ironii zapytała, czemu płacze.
— Ja... Ja nie myślałam.. Już nic nie wiem! — krzyknęła i schowała twarz w dłoniach.
— Przecież on będzie idealny. Doprowadzi nas do zabójcy. Powinnaś się cieszyć. — Trista podała rękę przyjaciółce, nakłaniając ją do podniesienia się z podłogi.
— Jedźmy już. — odparła zapłakana kruczowłosa. Blondynka delikatnie zasugerowała, aby otarła łzy. Dodatkowo, trzeba było jakoś opatrzyć Oscara, aby nikt nic nie podejrzewał. Kiedy wszyscy byli już gotowi, obolały chłopak z należytym posłuszeństwem wsiadł do karocy. Lokaj nie zwrócił uwagi na to, że jedna z dziewczynek ma zapuchnięte oczy. Był do nich odwrócony. Wyraźnie zmęczony pracowitym dniem westchnął pod nosem, że chciałby już położyć się spać. — Oczywiście Christopher. Dziś to Oscar będzie nas obsługiwał. Niech się przyzwyczaja. — powiedziała z pewną dozą złości Anabelle.
Trista spojrzała na nią pouczającym wzrokiem. Nie powinna okazywać swojej złości lokajowi, bo mógłby zacząć się nimi bardziej, niż zwykle, interesować. Chłopiec przytaknął kruczowłosej w milczeniu. Był całkowicie przestraszony obecnością przyjaciółek. Po namyśle uznał, że służba u nich będzie swego rodzaju pokutą, w zamian za grzechy znienawidzonego przez niego ojca oraz pewnego rodzaju zapłatą, za przyszłe spełnienie jego odwetu na nim. Będąc już na miejscu, młodsza z dziewczynek zamknęła się w pokoju. Niewzruszona blondynka uczyniła to samo, zaszywając się z książką oraz nowymi utworami na jej skrzypce. W tym samym czasie, Anabelle użalała się nad swoim losem. Roniąc łzy, usiadła przy stoliku z białym obrusem i oglądała stare zdjęcia. Oscar za to rozglądał się po domu. Zapoznawał się z innymi służącymi. Przyglądając się im, miał pewność, że nie darzą go ani przyjacielskim nastawieniem, ani ufnością.
— Dobrze chłopcze, zaprowadzę cię do twojego pokoju. W rezydencji jest ich na tyle dużo, że będziesz miał swój własny. Tylko nic nie zniszcz. — zaczepiła go w końcu Maya, z nieodłączną wyższością w głosie.
Kiedy Oscar zobaczył swój pokój, ucieszył się z posiadania własnego kąta. Usiadł ostrożnie na swoim łóżku i uśmiechnął się do guwernantki dziewczynek, na znak, że wszystko mu się podoba. Maya poprawiła tylko swoje brązowe włosy, odsłaniając siwe pasma. Wyszła, zostawiając chłopca samego, przewracając przy tym oczami.
— Powinienem sprawdzić, jak się mają. Mam nadzieję, że tym razem nie będą mnie próbować zasztyletować, zabić, spalić, utopić... — Oscar roześmiał się, wymieniając sposoby, jakie mogłyby wymyślić przyjaciółki, na pozbycie się go. Wstał z łóżka i poszedł korytarzem do pokoi dziewczynek. Po jakimś czasie usłyszał cichy płacz Anabelle. Zapukał do jej pokoju. Nie otrzymując odpowiedzi o możliwości wejścia, otworzył niepewnie drzwi.
— Czego chcesz? — zapytała cicho dziewczynka.
— Niczego, przechadzałem się po korytarzu. Sprawdzam, czy niczego nie potrzebujecie. Czemu płaczesz? — zapytał z troską, jednocześnie odsuwając się od niej. Bał się, że znów najmłodsza z domowników będzie miała swoje humory.
— Chcę tego co dawniej. Wiem, że proszę o dużo, ale popatrz. Skoro ty uchyliłeś rąbka swojej historii, uczynię to samo. — kruczowłosa podała chłopcu zdjęcie rodziny Grimmwell'ów i Killheart'ów. Na czarno-białej fotografii uwieczniony został piknik. Stan zdjęcia pozostawał wiele do życzenia. Było bardzo zniszczone i poplamione jakąś brązową cieczą. Najprawdopodobniej była to zaschnięta krew. Na dużym, ciemnoszarym kocyku znajdowały się dwie, przytulone do siebie kobiety. Blondynka była mamą Tristy, natomiast ciemniejszy kolor włosów posiadała rodzicielka Anabelle. Pomiędzy nimi było troje dzieci. Oscar rozpoznał w jednym z nich swojego rozmówcę. Trzymała ona wtedy pluszowego, dużego misia z białą kokardą. Za jedną łapkę chwyciła go mała Trista. Obok przyjaciółek była jeszcze mniejsza dziewczynka. Jej kolor włosów ciężko było zdefiniować, gdyż były one zdecydowanie jaśniejsze od Anabelle, aczkolwiek nie była to blondynka. Miała na sobie jasną sukienkę. Za roześmianymi kobietami i dziećmi stało dwóch mężczyzn z równie uśmiechniętymi twarzami. Jeden z nich nosił okulary. Oboje mieli czarne włosy.
— Który to twój tata? — spytał chłopiec, przyglądając się uważnie zdjęciu.
— Ten tutaj. — odparła smutno Anabelle, pokazując mężczyznę w czarnych okularach i szarawym stroju.

Możliwe, że w następnym poście będzie rozpiska, ale jeszcze muszę się zastanowić, o czym dokładnie. Sugestie w komentarzach mile widziane. Narysowałam także kilka rysunków, jednak... jest tego za mało, żeby to pokazać, ale skrupulatnie wszystko zbieram! Szczęśliwego Nowego Roku, misie ^_^ Tak na wypadek, jakby następny post ukazał się dopiero w styczniu ;)

sobota, 10 grudnia 2016

† Dark Side † Chapter 7: The Discovery

Zbliżają się święta i czuć ten świąteczny nastrój. Nie mogę się doczekać Klasowej Wigilii oraz innych eventów z okazji Bożego Narodzenia. Zdecydowanie czuję klimat, kiedy słyszę w radiowęźle nieśmiertelne Last Christmas lub All I Want For Christmas Is You. Do piosenek k-popowych również dodałam kilka świątecznych pozycji. Jak na razie, do zimowej przerwy świątecznej zostało tylko 9 dni szkolnych :3 Tymczasem wrzucam rozdział. Trochę nie wyliczyłam czasowo mojego dodawania części historii, bo pewnie zimowy rozdział wypadnie w lipcu, ale mniejsza z tym... XD 
Trista zapewniła przestraszoną Anabelle, że nie powinna się niczego bać, kiedy przebywały razem. Przyjaciółki zeszły na dół, do ogrodu, na który był widok z okna. Ciemnowłosa pozostawała cały czas w pewnej odległości za starszą przyjaciółką. Trista podeszła do krzaków i uważnie zmierzyła je wzrokiem. Odwróciła się i zaczęła iść wzdłuż chodnika. Stukot jej niewielkich obcasów zagłuszał umiarkowany wiatr.
— Uciekł. — powiedziała krótko.
Anabelle zaczęła się nerwowo rozglądać, bojąc się o własne życie. Nie wiedziała, kto lub co mogło być wcześniej w krzakach. W końcu zauważyła kawałek materiału, wystający zza drzewa za nimi. Udając, że go nie zauważyła, dała wyraźny znak przyjaciółce, że intruz kryje się właśnie tam. Trista na sygnał przyjaciółki poszła ścieżką prowadzącą w stronę, jaką wskazała jej Belle.
— Myślę, że udał się w stronę ogrodu. Rozdzielmy się. — powiedziała z zawiedzeniem, ale gdy wystarczająco zbliżyła się do drzewa, natychmiast pobiegła w stronę nieproszonego gościa. Jedną ręką złapała go za kołnierz, a drugą za nadgarstek. Gdy rozpoznała przybysza, zawołała zielonooką, powiadamiając o swoim małym ''odkryciu''. Intruzem okazał się wcześniej spotkany przez nie złodziejaszek.
— Ty bezczelny prostaku! Jak śmiesz zakradać się do naszej rezydencji?! — wybuchnęła z wściekłością Belle, na widok znajomego jej chłopca.
— Oooch, a jeszcze niedawno tak się o niego martwiłaś. — wtrąciła Trista, przez co policzki brunetki niemal natychmiast zapłonęły.
— Ja?! Ja... ja nigdy! — odparła nieco chaotycznie, próbując się usprawiedliwić. — Mógłby pomarzyć o zaprzątaniu moich myśli! — dodała urażona, krzyżując ręce.
— Jak tam chcesz. Wiem swoje. Porozmawiajcie sobie, gołąbeczki. — odpowiedziała jasnowłosa, wzruszając ramionami. Krótko potem oswobodziła chłopaka.
— Ja, no... przepraszam, że za wami poszedłem. — odezwał się nieśmiało chłopak.
— Zamilcz! Któż ci pozwolił iść za nami?! Czego tu szukasz?!
Kruczowłosej dziewczynce znów przydarzył się problem z własnym nastrojem. Była tak wściekła, że aż bliska wyciągnięcia swojego ulubionego sztyletu. Oczywiście Trista przyglądała się wszystkiemu kawałek dalej, komentując wszystko pod nosem, opierając przy tym policzek na dłoni. Mówiła, że cała sytuacja wydawała się być urocza. Naturalnie, z pewną dozą ironii.
— Mam was dosyć! — krzyknęła na całe gardło Anabelle, decydując się na powrót do wnętrza rezydencji z wyjątkowo niezadowolonym wyrazem twarzy. Zamknęła za sobą drzwi z hukiem. Skołowany chłopak nie wiedział co uczynić, więc zwyczajnie podszedł do Tristy, aby zacząć rozmowę. Rozważał ucieczkę z ogrodu, jednak coś podpowiadało mu, że przyjaciółki raczej nie mogłyby go skrzywdzić, a przynajmniej nie dotkliwie...
— To... tym razem nie będziesz chciała mnie zabić ani wykręcić rąk? — zaczął zaczepnie złodziejaszek.
— Nie mówię, że nie chciałabym tego zrobić, ale ze względu na mą przepełnioną empatią przyjaciółkę odpuszczę sobie tę przyjemność — zripostowała, spoglądając na Oscara. — W każdym razie, jako nasz gość, pomińmy fakt, że nieproszony, powinieneś zostać przyjęty w naszej rezydencji z należytym szacunkiem. Tak więc, czy raczyłbyś towarzyszyć mi i mojej nieobecnej koleżance przy obiedzie? Wówczas porozmawiamy na temat twojego pojawienia się w tym miejscu.
Chłopakowi na krótką chwilę odebrało mowę, nie był zapraszany na wykwintne obiady od bardzo dawna. Wahał się, czy przyjąć zaproszenie. Był przy tym jednak świadomy, że okazja taka jak ta, mogłaby się nie powtórzyć. Niepewnie pokiwał głową na znak aprobaty. Ich rozmowę przerwała Maya, która niespodziewanie pojawiła się w drzwiach wejściowych.
— Tristo Killheart! Cóż to za młodzieniec? I czemu się tu znajduje bez mojej wiedzy? — zaczęła uszczypliwie guwernantka.
— Oj, Mayu, spokojnie. Przecież doskonale wiesz, kto w tym domu lubi towarzystwo dżentelmenów i to bynajmniej nie jestem ja. — zaczęła, zbliżając się do niani. — Wszystko wytłumaczę wraz z Anabelle przy obiedzie, więc bądź cierpliwa. Chodźmy, Oscarze. — skinęła głową w stronę chłopaka, a ten, odrobinę zawstydzony, poszedł za Tristą, mówiąc zwykłe ''dobrze". Maya wwierciła swój zabójczy wzrok w złodziejaszka, mrużąc przy tym oczy.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
Wchodząc do jadalni, minęli się z Anabelle na korytarzu. Trzymała ona jakieś zawiniątka.
— Chcę być wobec ciebie kwita. Załatwiłam ci to. Syn Christophera je nosił, gdy był w podobnym wieku. — powiedziała, dając chłopcu nowe ubrania. Stare miały parę dziur. Szczególnie ta od ostrza przyjaciółek mocno rzucała się w oczy. Kiedy chłopak poszedł się przebrać, przyjaciółki zostały same. — Niech zgadnę. Zaprosiłaś go? Słuchaj, lubię młodych dżentelmenów, ale z niego ani nie dżentelmen, ani nie jest w moim guście. — dodała kruczowłosa po kilku minutach ciszy. W jej głosie było widać, że jest zła, ale jednocześnie cieszy się, że chłopak zostanie u nich na posiłek.
— Wmawiaj to sobie dalej. — powiedziała jasnowłosa, uśmiechając się. Trista naprawdę lubiła dokuczać Anabelle, aczkolwiek robiła to rzadko, bo doskonale wiedziała, że brunetka nie miała zbyt dużego dystansu do siebie. — Będziemy musiały się wytłumaczyć Mayi. — zamyśliła się nieco. —Ty się tym zajmiesz czy wolisz zostawić to mnie?
Anabelle prychnęła w odpowiedzi. Złapała Tristę za ramię i oznajmiła, że wolałaby, aby osobiście wszystkiego dopilnowała. Zwyczajnie bała się, że Maya mogła odebrać chłopca źle, jeśli blondynka by go przedstawiła.
— Chwileczkę, przecież zostaje jeszcze Christopher! On go rozpozna! — dodała przestraszona brunetka. — Słuchaj, ja muszę wszystko poodkręcać, aby nasz lokaj nie powiedział niczego głupiego. W tym czasie postaraj się trochę i wyciśnij z niego to nazwisko lub ... cokolwiek więcej o nim.
Anabelle bardzo się spieszyło, gdyż chciała jak najszybciej znaleźć Christophera. Pobiegła szybko po schodach na górę i zniknęła w jednym z korytarzy.
— Wycisnąć?  — powtórzyła blondynka, uśmiechając się do siebie. — Mam szczerą nadzieję, że chodziło jej o dosłowny przekaz... — dodała pod nosem, czekając na Oscara.
Gdy miała już zamiar ponaglić gościa, chłopak wyszedł z łazienki, oglądając wszystkie guziki nowej, śnieżnobiałej koszuli. Do kompletu dostał od kruczowłosej czarne spodnie. Ubrania były odrobinę przyduże, aczkolwiek nie zmieniało to faktu, że szatyn wyglądał w nich znacznie lepiej. Prezentował się schludnie, niczym skromny, mieszczański nastolatek. Nie czując się komfortowo w nowych ubraniach, Oscar poprosił o opinię Tristę.
— Prezentujesz się lepiej. To na pewno, jednakże nie musisz się aż tak przejmować wyglądem. To odrobinę bezsensowne. — odparła obojętnym tonem, zmierzając chłopaka od stóp do głów. — A tak w ogóle, jak się nazywasz? Znam imię, jednak umknęło mi nazwisko.
— Zapomniałem... — powiedział smutno. Aby uniknąć gniewnego spojrzenia jasnowłosej, odwrócił głowę, rozglądając się po domu.
— Może jednak podzieliłbyś się ze mną tą informacją? Nie jest mi do niczego potrzebna, jednak zrzędząca kobieta, która wcześniej miałeś ''przyjemność'' spotkać, może skutecznie się na ciebie uwziąć, jeśli się nie przedstawisz i wywrzesz przez to złe wrażenie. — powiedziała bez ogródek.
On jednak dalej nie zamierzał zdradzić swojego nazwiska. Nadal używał dość niedorzecznego wytłumaczenia, iż zapomniał, jak się nazywa. Wyminął Tristę z zamiarem znalezienia Anabelle. Chciał uniknąć jej natarczywych pytań.
— Cholerny smarkacz. — prychnęła z niezadowoleniem. Szybko pobiegła w jego stronę i złapała go za ręce, po czym przygwoździła go do ściany. — Nie chcę mi się z tobą bawić, gówniarzu, więc dla własnego dobra lepiej mi powiedz. — zbliżyła się do jego twarzy. — Chyba, że chcesz to załatwić inaczej...
— Ja... Ja... — dukał chłopiec. Oscar miał przerażenie w oczach i nie miał pojęcia, co powinien odpowiedzieć dociekliwej blondynce. W tamtej chwili po schodach zeszła wyczekiwana przez niego Anabelle.
— Hej?! Co tu się u diabła dzieje!? — krzyknęła i podbiegła do nich, a następnie poprosiła, aby Trista go puściła, przez co rozdzieliła ich. — Może nietrafnie się wyraziłam. — westchnęła żałośnie.
Brunetka nachyliła się do Tristy i wyszeptała jej na ucho, że powinna była uczynić to bardziej subtelnie. Aby rozluźnić nieco atmosferę, podeszła do Oscara, któremu zaproponowała zwiedzanie rezydencji. Odchodząc, powiedziała tylko przyjaciółce, że sprawa z Christopherem została załatwiona i weszła z chłopcem po schodach na piętro. Blondynka pożegnała się z nimi kpiącym ''żegnajcie, gołąbeczki'', machając w ich stronę. To prawda, że subtelność nie była jej mocną stroną. Wolała załatwiać sprawy szybko, skutecznie i bez zbędnych świadków.
— Dzięki, Anabelle. — podziękował cicho Oscar i popatrzył na kruczowłosą dziewczynkę, będąc już na piętrze. Belle od razu odskoczyła od niego, bulwersując się. Oświadczyła, iż nie jest jego koleżanką, aby zwracał się do niej, nie uwzględniając jej tytułu. Szatyn nie bardzo rozumiał swój błąd. — Dawno nie byłem w żadnej rezydencji czy na jakimś wytwornym dworze. Wybacz. - przeprosił i lekko się ukłonił, przez co Anabelle uśmiechnęła się z miną satysfakcji.
Oprowadzając gościa po domu, próbowała go dyskretnie wypytywać o jakieś detale z jego życia przed ucieczką. Dowiedziała się tylko, że jego ojciec był szlachcicem na usługach samej królowej. Nastał czas posiłku. Wszyscy zebrali się do jadalni. Pięknie udekorowany stół miał zastawione tylko trzy miejsca. Służba czekała już na obie panienki oraz gościa. Wchodząc, Anabelle i Oscar zastali Tristę, czekającą na nich przed drzwiami. Cała trójka zasiadła przy stole.
— Mam do obwieszczenia dość nietypową nowinę. — powiedziała Anabelle, wstając od stołu z kieliszkiem jej ulubionego wina. — Ponieważ Christopher jest już człowiekiem w sędziwym wieku, ten oto Oscar będzie jego pomocnikiem i jeżeli przyjmie tę ofertę, zamieszka z nami. — dodała. Słysząc jej słowa, chłopiec doznał szoku. Patrzył się na kruczowłosą w dość dziwny sposób. Jakby nabrał jakiś wątpliwości i chciał się ze wszystkiego wycofać. Spoglądając jednak na Tristę, która posłała mu dość nieprzyjemne spojrzenie, zawahał się to zrobić. Anabelle dokończyła, że będzie on czymś w rodzaju ''chłopca na posyłki''. Kiedy ktokolwiek z służby będzie potrzebował pomocy, Oscar miałby obowiązek zrobić co w jego mocy, aby tę pomoc udzielić.
— Chwileczkę! Nie mam nic w tej sprawie do powiedzenia?! — krzyknęła w oburzeniu Maya, wysunąwszy się z szeregu służących, który stał wówczas pod ścianą.
— Nie. — odparła Anabelle, słodko się uśmiechając.
Wkurzona guwernantka przeprosiła wszystkich i wyszła zaczerpnąć świeżego powietrza. Po skończonym posiłku, Oscar podbiegł do kruczowłosej. Chciał się wymigać od przyjęcia go do rezydencji. Uważał, że do nich nie pasuje.
— Lady Anabelle, nie to, że nie jestem wdzięczny, bo wręcz przeciwnie, ale nie wiem, czy moja obecność nie sprawi wam kłopotów. — powiedział szatyn, stając na drodze przyjaciółkom.
— Grimmwell'owie zawsze dbali, aby ich gość był jak najlepiej przyjęty. Ponieważ sądzę, że jesteś tego wart, mam zamiar zatrzymać cię tu.
Anabelle spojrzała swoim lodowatym wówczas wzrokiem, na jego niebieskie, pełne obaw oczy. Cofnął się on o krok do tyłu, kiedy usłyszał nazwisko dziewczyny. Spanikowany, chciał jak najszybciej opuścić rezydencje, choć w głębi serca wolałby zostać i pomóc przyjaciółkom.
— To... skoro ty jesteś Anabelle Grimmwell, to ty...? — powiedział niepewnie, patrząc się na blondynkę, stojącą obok Belle. — Trista Killheart? — odpowiedział sobie sam na wcześniejsze pytanie, na co blondynka pokiwała twierdząco głową. Oscar zrozumiał, że nie mógł z nimi zostać, słysząc znajome nazwiska Mrocznych Przyjaciółek.
 
Możliwe, że zepnę się w przyszły weekend i naskrobię jakiegoś ''specjala'' w rodzaju one-shota. Nie wiem jeszcze tylko z czego... Zależy to w zasadzie od rodzaju mojej weny. W grę wchodzą także rysunki. Jeśli chodzi o kolejną rozpiskę, pewnie zrobię ją jakoś w przerwę świąteczną. Mam zamiar powrócić do opisywania stylów, tak w ramach wstępu.

wtorek, 29 listopada 2016

''Sądzę, że... Korea! - część dwunasta: k-pop''

Na zewnątrz powiało chłodem, natomiast ja przychodzę do was z ciepłą, jeszcze świeżą i dawno obiecaną rozpiską. Ostatnio na blogu gościły nowe rozdziały opowiadania, natomiast teraz wzięło mnie na rozpisanie się na temat k-popu. Zapowiada się dość przyjemny tydzień w szkole, więc czemu by nie opublikować coś, pożytkując wolny czas?
Oczywiście, standardowo seria ''Sądzę, że...'', przedstawia mój punkt widzenia oraz moje zdanie. Na końcu każdego wpisu zawsze umieszczam jakąś piosenkę. Dlatego też możecie przez to poznać odrobinę mój gust. Czasem pojawiają się tam utwory k-popowe, więc wypadałoby wyjaśnić co nieco o tym. Temat może i wydaje się niektórym obcy, jednak kto nie zna słynnej piosenki Gangnam Style? Tyle słowem wstępu. Aby zgłębić się trochę bardziej w to wszystko, zaczynajmy!:

Co to jest k-pop?
Podobny obraz
Jak już wcześniej wspomniałam, termin ''k-pop'' dotyczy głównie muzyki (chociaż także i subkultur, ale dziś chciałabym się skupić na tym pierwszym). Jest to po prostu gatunek muzyczny, a konkretniej pop pochodzący z Korei Południowej. Sama nazwa sugeruje to swoim początkiem - ''k''. Mogłabym stwierdzić, iż ten rodzaj muzyki ma szansę trafić do większości słuchaczy, gdyż utwory k-popowe są bardzo chwytliwe. Co ciekawe, artyści nie śpiewają tylko po koreańsku, ponieważ dość często można usłyszeć ''wtrącane'', angielskie słowa. Są także przypadki, że utwory oryginalnie śpiewane po koreańsku, są tłumaczone także na japoński lub chiński. Najbardziej popularne są zespoły składające się z samych dziewczyn, bądź samych chłopaków. Znajdziemy tam jednak, przykładowo, piosenkarzy lub piosenkarki robiących karierę solową.

Jak się o tym dowiedziałam? - początki
Znalezione obrazy dla zapytania 2ne1 i am the best gif
Moja historia z k-popem ma kilka wątków. Miałam w zasadzie cztery sytuacje, które zaznajomiły mnie z tym gatunkiem. Pierwsza jest jeszcze z czasów, kiedy korzystałam z ask.fm, także dosyć dawno (niby do dzisiaj posiadam swojego aska, jednak nie wchodzę na niego). Ktoś, kogo obserwowałam słuchał k-popu i j-popu, więc w jednym z pytań powstawiał kilka piosenek. Bardziej zainteresowałam się tym pierwszym, a konkretniej utworem 2NE1 - I Am The Best, który tam znalazłam, dlatego uznaję, że moim pierwszym, koreańskim zauroczeniem był właśnie ten zespół.
Znalezione obrazy dla zapytania hello bitches gif Znalezione obrazy dla zapytania bts gif Znalezione obrazy dla zapytania hyuna gif
Przesłuchałam później kilka ich innych piosenek i skupiłam się właściwie tylko na nich. Później oczywiście przyszła era wszędobylskiego, wcześniej wspomnianego Gangnam Style. O kolejnym zespole dowiedziałam się z czystego przypadku, oglądając choreografie taneczne. Było to Crazy, zespołu 4Minute, które zapoczątkowało mój dłuższy szał na girlsbandy. Boysbandy na początku nie zyskały mojej uwagi. Zmieniła to dopiero Marika, pokazując mi BTS.

Ulubione Girlsbandy! - do polecenia
Podobny obraz
Może gdyby nie girlsbandy, nie zainteresowałabym się k-popem, dlatego mam do nich sentyment. Co prawda, teraz moja uwaga jest bardziej skupiona na boysbandach, jednak często wracam do ulubionych, damskich zespołów. Uważam, że ten rok, 2016, nie był dla nich najlepszy, gdyż rozpadły się właśnie te dwa składy, od których zaczynałam i darzyłam dużą sympatią. Na szczęście jest kilka innych, lubianych przeze mnie zespołów, które trzymają mnie przy ''damskiej stronie mocy''. Wydaje mi się, że nie jestem w stanie spamiętać wszystkich członkiń każdego zespołu, jest ich bardzo dużo. Niestety, czuję, że nie zastąpią mi dobrze znanych 4Minute i 2NE1, ale staram się zapamiętać jakieś imiona mimo to ^_^
Znalezione obrazy dla zapytania aoa gif Znalezione obrazy dla zapytania f(x) gif Znalezione obrazy dla zapytania f(x) hot summer gif
Pomyślałam także o tym, aby spisać wszystkie znane mi zespoły oraz dać w linku przykładową ich piosenkę, bo przy wcześniej wspomnianych girlsbandach trzyma mnie: AOAEXID, Apink, Girls' GenerationGirl's DayBlack PinkSistar, PurflesSONAMOO, T-ara, Secret, Hello Venus, Crayon Pop. Mimo wszystko, wracam często do 4Minute i 2NE1, nawet ze smutną świadomością ich rozwiązania. Dodatkowo, cieszę się także, że z tych zespołów karierę kontynuują HyunA i CL.

Ulubione Boysbandy! - do polecenia

Znalezione obrazy dla zapytania Got7 gif girls girls girls
Długi czas bazowałam wyłącznie na girlsbandach. Boysbandy na początku nie przypadły mi do gustu. Byłam przyzwyczajona do dziewczęcych głosów i jakoś nie mogłam się przestawić. Sytuację zmienił utwór BTS - mojego pierwszego, męskiego zespołu, który mi się spodobał i w pełni go zaakceptowałam. Była to bodajże piosenka Dope lub War of Hormone. Stopniowo poznawałam nowe zespoły i przyznam się, że teraz chętniej słucham boysbandów. Oczywiście, jak zwykle, mam delikatny problem z dopasowaniem imion każdego z nich do twarzy, jednak staram się to od siebie wypracować.
Znalezione obrazy dla zapytania history queen gif Znalezione obrazy dla zapytania blood sweat and tears bts Znalezione obrazy dla zapytania Exo monster gif
Uważam, że po ''męskiej stronie'' jest wiele zespołów, które są godne polecenia. Osobiście, znajome mi jest EXO, BIGBANG, GOT7Super Junior, BTOB, Seventeen, B.A.P, Monsta XiKonBlock B, BoyfriendNU'EST, History, VIXX, SpeedHOTSHOT, 24K, NCT, Cross Gene. Dodaję do tego także powstały w tym roku Pentagon oraz HIGH4 20.

Ulubiony zespół oraz mój ultimate bias!
Jak wiadomo, każdy ma swoje mniej lub bardziej lubiane zespoły, piosenkarzy i tak dalej. W moim przypadku zazwyczaj ''ci pierwsi'' dostają ode mnie miano moich ulubieńców. Mam tak w wielu sprawach. Najwyraźniej k-popu też się to dotyczy, gdyż całkowicie, jako pierwszy z męskich zespołów, oczarował mnie zespół Bangtan Boys. Jak na mnie, wyjątkowo szybko zaczęłam odróżniać wszystkich członków, a moim UB (ultimate bias - ulubiony chłopak ze wszystkich zespołów), został V. Mimo wszystko, nie mogę powiedzieć, że nie doceniam reszty członków, gdyż uważam, że każdy z nich ma duży talent, a i uroku osobistego również nie da się im odmówić ^_^
Znalezione obrazy dla zapytania taehyung gif Znalezione obrazy dla zapytania gif bts v Znalezione obrazy dla zapytania k-pop mv gif
 Na górze widzicie gify z moim ulubieńcem - Taehyungiem, z Sugą (Min Yoongi) oraz z Jungkookiem (Jeon Jeongguk). Dwóch ostatnich mogę określić mianem bias-wreckerów (osób, które tak mi się podobają, że ''jaram się nimi'' bardzo mocno, chociaż mam innego biasa z tego zespołu). Szczerze mówiąc, ciężko mi wybrać ich jedną, ulubioną piosenkę. Po prostu się nie da, bo w każdej widzę inne zalety...

To by było na tyle. Zapewne w następnej rozpisce wrócę do ubrań i różnych stylów, a w międzyczasie wrzucę jakiś rozdział. Możliwe też, że jeżeli znajdę czas, małą renowację przeżyje pasek zakładek. Standardowo zachęcam do komentowania oraz mam nadzieję, że miło wam się czytało dzisiejszy wpis. Do napisania~

sobota, 19 listopada 2016

† Dark Side † Chapter 6: The Thief

Mamy weekend. Mimo, że ten tydzień był trochę lepszy pod względem innych i tak czuję się wypompowana. Głównie dlatego dziś wstawiam rozdział, a nie rozpiskę. Pewnie przysiądę do niej w następną sobotę. Kolejny tydzień będzie po prostu straszny. Osiem sprawdzianów w pięć dni to naprawdę przegięcie, a w czwartek, kiedy mam trzy naraz, będę się chyba zbierać z podłogi, aby ''naumieć się'' na piątek... Cóż, następny post będzie możliwe, że o k-popie (głównie dlatego wstawiłam dziś J-Hope w gifach ^^). Chyba, że najdzie mnie na coś innego. Uznajmy, że random, a jak na razie - poniżej wstawiam rozdział. 
Następnego dnia, przyjaciółki postanowiły posiedzieć w ogrodowej altanie, gdzie unosił się zapach przeróżnych kwiatów oraz słodkich perfum dziewczynek. Pogoda była w miarę ładna, jednak przez cały dzień delikatnie powiewało. Anabelle, poprawiając swoje czarne kitki, zaproponowała wspólne wyjście na miasto, aby się trochę rozweselić, przy okazji się przejść i możliwie coś nabyć.
— Nie sądzę, aby to był dobry pomysł. Mogą zacząć nas podejrzewać. Poza tym, cóż miałybyśmy tam do załatwienia? — odparła krytycznie Trista.
— Nie chcę siedzieć cały czas w rezydencji! Nuuudy!
Anabelle udawała, że ziewa. Przerywając dyskusję, dołączył do nich ich lokaj, podając młodym damom herbatę, przez co cała altana wypełniła się zapachem ulubionego przez przyjaciółki - Earl Grey.
— Muszę przyznać, że usłyszałem rozmowę panienek. Sądzę, że ten pomysł byłby dobry, gdyż kończy się nam herbata. Byłbym zaszczycony, jeśli Lady Grimmwell i Killheart udałyby się ze mną na krótki spacer. — powiedział z uśmiechem Christopher, nisko się kłaniając. Trista wzięła łyk herbaty, po czym szybko odstawiła filiżankę.
— Dobrze więc. — dodała po chwili jasnowłosa i jakiś czas później, obie młode damy w towarzystwie lokaja, zgodnie z planem udały się do centrum miasta. Ulice Londynu były o tej porze bardzo ruchliwe, dlatego też trzyosobowa grupa starała się chodzić bocznymi uliczkami. Niestety, krótkiemu spacerowi towarzyszył umiarkowany wiatr. Kiedy próbował on zwiać z głowy Anabelle jedną z jej białych kokard, dziewczynka zaczęła się powoli irytować. Z grymasem na twarzy szła dalej, trzymając się za ozdoby w kolorze śniegu. Trista podążała dosłownie dwa kroki za swoją przyjaciółką. Pozostawała niewzruszona, choć jej nakrycie głowy również chciał sobie przywłaszczyć wiatr. Z minuty na minutę coraz mocniej zaczęło zawiewać. Kruczowłosa dziewczynka wyglądała naprawdę komicznie, trzymając się cały czas za kokardy.
— Uh! Po co my w ogóle wychodziłyśmy?! — powiedziała Anabelle, podając jednocześnie swoją małą torebkę do potrzymania swojej przyjaciółce, aby poprawić jedną z ozdób. Pech chciał, że w tym samym czasie ulicą przebiegł mały złodziejaszek. Połasił się na biało-czerwoną torebkę brunetki. Nim Anabelle zdążyła ją podać Triście, chłopak wydarł szybko z ręki zielonookiej, to co trzymała. Kruczowłosa zaczęła panikować. Krzyczała, żeby zatrzymać złodzieja, spoglądając w stronę, w którą pobiegł. Blondynka natomiast zachowywała zimną krew i schwyciła młodszą za nadgarstek.
— Tędy. Odetniemy mu drogę. — powiedziała spokojnie Trista, ciągnąc Anabelle we wskazaną stronę. Skołowany lokaj natychmiast pobiegł za dziewczynkami. Goniąc chłopaka, w małych uliczkach odbijało się echo kroków dziewczynek oraz Christophera. Niestety nie nadążał on za o wiele młodszymi od niego panienkami i został przez to daleko w tyle, aż w końcu zniknęły one z jego pola widzenia.
— Teraz. — odrzekła jasnowłosa wyskakując tuż naprzeciw złodziejaszkowi. Belle szybkim ruchem wyjęła spod sukienki swój sztylet i wycelowała prosto w niego, przyszpilając go do ściany.
— Uczysz się coraz lepiej. — pochwaliła przyjaciółkę Trista, po czym podeszła do obezwładnionego chłopaka. — Oddasz tą torebkę po dobroci, czy mamy ci to wyjaśnić inaczej? — powiedziała ozięble jasnowłosa.
— Jestem za innym tłumaczeniem! — tupnęła ze złości Anabelle. Nawet nie zauważyła, że chłopakowi udało się uciec, rozdzierając sobie przy tym koszulę. Był niezwykle szybki, jednak od razu Trista przyparła go do ściany kilka kroków dalej.
— Oddaj. — powiedziała, nachylając się lekko w stronę szatyna. Trzymając chłopaka cały czas za ramię, dziewczynka wyciągnęła wbity sztylet w budynek. Przestraszony złodziejaszek od razu oddał brunetce jej własność, prosząc, aby blondynka nie robiła mu krzywdy.
— Ktoś ty i co ty tu robisz!? — dopytywała się zirytowana Anabelle. Widziała, że chłopak nie był skory do odpowiedzi, jednak starsza z dziewczyn skutecznie to z niego wydusiła.
— Ja... ja... n-nazywam się... Eh, Oscar jestem.
Szatyn strasznie się jąkał. Nie spodziewał się, że tym razem zostanie złapany i to przez dwie dziewczynki. Anabelle nie była jednak usatysfakcjonowana jego odpowiedzią, gdyż zaraz po usłyszeniu jego imienia, zapytała dodatkowo o to, dlaczego chciał ją okraść. Brunetka niespecjalnie znała realia. Odpowiedź była właściwie oczywista. Kruczowłosa dała znak przyjaciółce, aby rozluźniła uścisk. Obolały chłopak zjechał po ścianie na chodnik, pocierając obolałe ramię.
— Powiem wam co chcecie. Tylko nie róbcie mi krzywdy. — poprosił cicho, wręcz żałosnym tonem.
— Jesteś sam? — dopytywała dalej czarnowłosa.
— Anabelle, nie spoufalaj się. — zwróciła uwagę przyjaciółce Trista.
Ignorując słowa jasnowłosej, Belle pomogła wstać poturbowanemu chłopcu. Nigdy nie miała w zwyczaju krzywdzić dzieci. Był on mniej więcej w jej wieku lub może odrobinę starszy. Chłopak poprawił szybko swoją koszulę, która była podarta przy ramieniu od sztyletu.
— Tak. Sam. Uciekłem od rodziny i jakoś sobie radzę. Odmawiam składania reszty wyjaśnień. Nie znam was na tyle, aby wam chociaż odrobinę zaufać. — powiedział zakłopotany. — Zresztą, co cię to obchodzi? Mogę już iść czy zamierzacie się bawić w zgłaszanie tego?
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
— Moja droga, co z nim zrobimy? — zwróciła się Trista do kruczowłosej.
— Zostaw go. On nie jest tego wart. — powiedziała cicho Anabelle, odchodząc od chłopaka, który uciekł w popłochu. Za zakrętem znalazły opierającego się o ścianę budynku, zdyszanego lokaja, który z trudem łapał oddech. Na ich widok od razu wyprostował się, chociaż widać było, że szybki bieg niebywale go wycieńczył.
— Nic się panienkom nie stało? Wszystko w porządku? — zapytał zmartwiony Christopher.
Trista pokazała tylko torebkę Anabelle i w milczeniu udała się w stronę sklepu. Za nią szła smętna przyjaciółka, którą cały czas gryzła sytuacja chłopca. Ku niezadowoleniu blondynki, czasem przekazywała drobne sumy na domy dziecka i inne instytucje tego typu, dlatego nie mogła przejść obojętnie obok kogoś takiego. Gdyby szatyn był trochę starszy, zapewne kazałaby go dotkliwie uszkodzić. Jednak... był to tylko chłopiec. Po kupieniu herbaty, grupa zawróciła do rezydencji. Trista poprosiła lokaja, aby nic nie mówił Mayi. Dobrze wiedziała, że ich ''ukochana'' guwernantka nie dałaby im wtedy żyć. Anabelle, tuląc torebkę jak najlepszą przytulankę, poszła do pokoju wypoczynkowego i usiadła koło okna. Gryzło ją uczucie, że nie pomogła chłopcu, który zdany jest jedynie na siebie. Wstyd jej było, że go zaatakowały. Nadal miała w głowie przerażone twarze dzieci, które nie tak dawno temu zginęły w fabryce. Po chwili do pokoju weszła Trista. Zmierzyła wzrokiem swoją przyjaciółkę. Po tylu wspólnie spędzonych latach umiała już rozpoznać, kiedy Anabelle miała coś na sumieniu. Jasnowłosa ponadto dobrze wiedziała, co jest powodem jej zmartwień. Albo raczej kto.
— Dlaczego zaprzątasz sobie głowę tym chłopakiem? To do ciebie niepodobne. — powiedziała, przerywając ciszę.
— Nie jestem bezlitosną maszyną do zabijania. Chciałabym nią być, ale cholerne emocje rozkazują mi co innego. Żal mi go. Ty masz mnie, ja mam ciebie, a on nie ma zupełnie nikogo. — powiedziała smętnie, odkładając torebkę na stolik.
— Mówił, że ma rodzinę. To, że ją opuścił, jest tylko i wyłącznie jego błędem. — odpowiedziała, siadając na fotelu na przeciwko. Anabelle nic na to nie odpowiedziała. Wstała z fotela i podeszła bliżej okna.
— Nie wiemy o nim za wiele, by go oceniać. — dodała nieśmiało.
— Jego wyczyn mówi sam za siebie, nie sądzisz? — odezwała się, patrząc na Anabelle.
Dziewczyna odparła, że nie popiera kradzieży. Chłopak w ogóle by nie zaprzątał jej głowy, gdyby nie to, że był zupełnie sam. Tego Anabelle bała się najbardziej - zostać bez nikogo. Nie mając na kogo liczyć. Trista podeszła do okna, tym samym zbliżając się do przyjaciółki. Nagle spostrzegła jakichś ruch w krzakach.
— Kot? — powiedziała cicho.
— Maya ma uczulenie, zapomniałaś? Przecież koty uciekają od niej na kilometry. Chyba czują, że to złośliwa kobieta. To wiatr. Sama widziałaś, jak zwiewało mi dziś kokardki. — Anabelle uśmiechnęła się ironicznie, odchodząc od okna. Trista, w przeciwieństwie do przyjaciółki, została przy oknie. Zmrużyła oczy i zauważyła kolejny ruch.
— To nie wiatr. Liście krzaków poruszają się inaczej od innych roślin.
— Słucham?! Odejdź od okna! Natychmiast! Kto wie, może ten ktoś ma broń! — krzyknęła i odepchnęła Tristę od okna tak, że obie przewróciły się na drewnianą podłogę. Anabelle przeczołgała się do korytarza, ciągnąc przyjaciółkę za rękę. Trista, jednak poprosiła ją o zachowanie spokoju. Wstała i otarła dłońmi swoją prostą, granatową sukienkę. Anabelle podniosła się z podłogi zaraz po niej i schowała się za najbliższymi drzwiami. — Diabeł wie, co tam jest! — krzyknęła w strachu kruczowłosa.
— Na pewno nie jest aż tak źle... — westchnęła i przeszła się wzdłuż korytarza. Anabelle przytaknęła jej, ale nadal pozostawała nieufna. Idąc za przyjaciółką, trzymała się końca jej sukienki. Kątem oka Trista spojrzała na nią z politowaniem.

To by było na tyle. W sumie chciałabym jeszcze kiedyś wrócić do stylów lolity i tak dalej... Może w przerwie świątecznej się tym zajmę oraz przy okazji skataloguję rozdziały w odpowiednią zakładkę. W sumie, jak tak sobie myślę - rozpiskom również przydałaby się osobna ''sekcja'' na blogu... Do następnego wpisu! ;) Nie zapomnijcie sprawdzać mojego wattpada, bo cały czas aktualizuję nowe opowiadanie - Welcome Home ^_^

niedziela, 13 listopada 2016

† Dark Side † Chapter 5: The Loneliness

Długi weekend się skończył, a ja dla podniesienia statystyk mojej pisaniny obiecałam rozdział. Miał być wczoraj, ale nie miałam zbytnio czasu. Cóż, pozostaje tylko czekać na święta. Optymistycznie stwierdzam, że mamy do nich bliżej, niż dalej. Delikatne przymrozki i opady śniegu zdecydowanie lepiej wpływają na mój nastrój. Jakoś tak jestem większą fanką zimy, niż jesieni... Nie mogę się doczekać wszystkich szkolnych eventów, bo w grudniu zawsze coś się dzieje ^_^ Tymczasem poniżej wstawiam rozdział:
 
— Udało się! W końcu mi się udało! Trafiłam! — krzyknęła na całą salę uradowana ciemnowłosa.
— Ciszej. Nie zapominaj, że musimy jeszcze odwrócić uwagę naszego lokaja oraz ich woźnicy. — powiedziała srogo Trista, przez co Anabelle od razu przestała skakać, a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
— Hmm... woźnicę zostaw mnie, ale co zrobimy z ciałami? — zapytała zamyślona brunetka, patrząc na owoc pracy, jaką wykonała razem z przyjaciółką. Wszędzie było pełno krwi, cała podłoga oraz ściany zostały całkowicie zachlapane. Nawet na twarzy Belle znajdowało się parę kropel czerwonej cieczy. Trista od razu podała jej chustkę, aby ciemnowłosa szybko wytarła buzię. Blondynka zastanowiła się chwilę nad rozwiązaniem ich problemu i zaproponowała, by zwłoki zostały spalone.
— Uwielbiam twój tok rozumowania. Poczekaj tutaj, idę ich zająć, a ty spróbuj rozpalić ten piec w sali obok.
Anabelle pospiesznie wyszła z sali, zamykając za sobą drzwi z należytą ostrożnością. Nie minęło parę chwil, a dziewczynka wróciła się, oznajmiając, że wszystkim się zajęła i Christopher czeka na nich w powozie. Piec był rozpalony do czerwoności, Trista była w trakcie wrzucania do niego ciała córki lorda.
— Pomóż mi, jest ciężki. — odparła jasnowłosa, wskazując na martwego jegomościa. Po wszystkim, dziewczynki przystanęły jeszcze na dłuższą chwilę przy ogromnym piecu, patrząc na palące się zwłoki. Ogień odbijał się w ich oczach.
— Cudowny płomień!  Już widzę jego duszę smażącą się w piekle. — zaśmiała się Anabelle, opierając się o stojącą Tristę.
— Piekło to nie miejsce dla takich żałosnych wyrostków, nie uważasz? — Trista delikatnie przechyliła głowę.
— Doprawdy, masz rację. W takim razie, jestem ciekawa gdzie trafi... Wracajmy, bo nasz lokaj będzie się o nas martwić. No cóż, dobrze, że chociaż on.
Bella odsunęła się od przyjaciółki. Posmutniała i skierowała się do powozu. Jej przyjaciółka poszła za nią bez słowa, zamykając dobrze ''salę tortur''.
— Lady Killheart, panienko Grimmwell, mógłbym wiedzieć, kiedy szanowni goście opuszczą fabrykę? Mam rozumieć, że wyruszamy bez nich? — odrzekł zakłopotany Christopher, widząc wsiadające do karocy przyjaciółki.
— Lord wydaje się bardzo miłym człowiekiem, jednakże straszliwie nienasyconym. Chciał jeszcze pooglądać parę pomieszczeń. Oczywiście umożliwiłyśmy mu to. Cały obiekt jest dobrze chroniony. Zda klucze sprzątaczce, która jak mniemam powinna być właśnie za godzinę na miejscu. — odpowiedziała Trista, wyprzedzając Anabelle.
— Możemy już ruszać. Lord Lightsunner zapewnił, że zatroszczy się o swój powrót do domu na własną rękę. — dodała szybko brunetka, poprawiając swoją czerwoną kokardę.
Starszy lokaj nie zadawał zbędnych pytań. Christopher rozumiał, że jego panienki są bardzo młode i o tak późnej porze powinny być w łóżkach. Martwił się odrobinę tym, że przyjaciółki zostawiły klucze do fabryki komuś obcemu. Wiedział jednak o tym, iż nie powinien kwestionować ich wyborów. Nie był w końcu ich rodzicem, a jedynie kamerdynerem. Anabelle i Trista były rozdarte pomiędzy światem dzieci, a dorosłych. Mężczyzna pociągnął za lejce, a powóz ruszył w kierunku rezydencji dziewczynek.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
— Mogłoby się wydawać, że to wszystko jest snem. — zaczęła Anabelle, bawiąc się falbanami u swojej sukienki. Jej oczy patrzyły się wtedy tylko w podłogę.
— Co masz na myśli? — spytała Trista, unosząc nieznacznie jedną brew.
— Masz czasem nadzieję na obudzenie, jednak śpisz dalej, chociaż byłby to najgorszy koszmar. — westchnęła cicho kruczowłosa dziewczynka, wyglądając przez okno powozu.
Przez chwilę zaczęła liczyć mijane drzewa. Skutecznie utrudniał jej to zmrok, który zapadł już dawno temu. Widoczność była kiepska, za to niebo cudownie rozgwieżdżone. Mieniło się ono miliardem świecących punktów, jednak nie przyciągało ono uwagi przyjaciółek.
— I to zbudzenie jest zapewne śmiercią, prawda? — Trista nie przerwała dyskusji.
— Sama nie wiem. Przepraszam. Znów moje nastroje dają się we znaki. Już nie ważne. Daleko jeszcze do domu? — Anabelle wychyliła się lekko przez okienko, lecz szybko wróciła do poprzedniej pozycji, gdyż niewiele mogła zobaczyć w ciemnościach.
— Raczej tak. — odpowiedziała jej przyjaciółka, poprawiając swoje czarne rękawiczki.
Brunetka cały czas patrzyła na świat przez okno i więcej już się do siebie nie odezwały. Zajechały na miejsce. Wchodząc do swojej rezydencji, ujrzały stojącą w drzwiach Mayę.
— Witajcie młode damy z powrotem. Udało się coś załatwić? — zapytała, witając dziewczynki.
— Czy kiedykolwiek nie załatwiłyśmy jakiejkolwiek sprawy w całości? — odparła znudzona Trista, wchodząc do wnętrza przez wielkie, bogato zdobione drzwi. Maya ukłoniła się lekko, biorąc ze sobą jedną świeczkę oraz pudełko zapałek. Poszła do ogrodu, aby podlać część kwiatów, gdyż przygotowania do wizyty Lorda Lightsunnera pochłonęły cały jej czas. Kobieta była wyjątkowo spokojna. Łudziła się, że fabrykę niedługo się sprzeda, a wtedy spadek po ewentualnej śmierci dziewczynek wzrósłby o bardzo duże sumy. Było już bardzo późno, kiedy przyjaciółki zdecydowały się na włożenie koszul nocnych i udanie się do swoich łóżek. Na korytarzu paliły się pojedyncze świeczki, które zgaszała po północy jedna z pokojówek. Nagle w pokoju Tristy rozległo się pukanie do drzwi.
— Dobry wieczór, Trista. — Anabelle niepewnie weszła do pokoju przyjaciółki, gdy tylko ta otworzyła. Obie były już gotowe do spania. — Mam prośbę. Może ci się wydawać bezdennie głupia, ale... dotrzymasz mi towarzystwa? Nie mogę zasnąć. Źle mi tam samej, znów przyśnił mi się ten wypadek. Teraz w jeszcze gorszej odsłonie. — kruczowłosa dziewczynka przerwała na chwilę. Wzięła głęboki wdech, powstrzymując łzy. — Proszę cię. — dodała po chwili namysłu.
Widząc ją, Trista cicho westchnęła. To nie pierwszy raz, kiedy Anabelle nie mogła spać. Konkretne wydarzenie z przeszłości prześladowało brunetkę. Starsza z nich mogłaby o nim zapomnieć w mniej niż tydzień, jednakże ciągłe rozpamiętywanie zielonookiej przypominało jej o tym. Jasnowłosa ruszyła się z miejsca i ziewnęła, zakrywając usta dłonią. Zaraz po tym, pokiwała delikatnie głową, na znak, że zgadza się na prośbę Anabelle. Przyjaciółki udały się do pokoju młodszej z nich. Sypialnia kruczowłosej była w jej ulubionym kolorze - czerwonym. Gdzieniegdzie znajdowały się różne dodatki i akcenty w kolorze żółtym. Zielonooka wzięła z wazonu jedną z róż zerwanych nie tak dawno przez Mayę.
— Co ja bym bez ciebie zrobiła? Śniło mi się, że poszłam wtedy do ogrodu bez ciebie... — zaczęła nieśmiało. Z oka poleciała jej jedna łza. — Musimy się dowiedzieć kto to zrobił. Ja tak dalej nie mogę. — powiedziała, bawiąc się płatkami róży, które szybko oberwała z trzymanego kwiatka. Trista starła łzę z policzka Anabelle.
— Dobrze wiesz, że to nie naprawi tego, co się wydarzyło, ale jeżeli taka jest twoja wola, moim obowiązkiem jest pomóc ci w tym. W takim stopniu, abyś w ostatnich chwilach swego życia była naprawdę szczęśliwa i nie musiała już więcej udawać. — odparła i pogłaskała policzek brunetki w opiekuńczym geście. Wiedziała, że tak kiedyś robiła jej matka. Anabelle przycisnęła dłoń przyjaciółki do swojego policzka.
— Z tobą jestem szczęśliwa. Tylko nasza przeszłość sprawia, że budzę się ze łzami w oczach. Dopiero wtedy, kiedy dowiem się, kto to zrobił i zamorduję go własnymi rękami, mogę umrzeć spokojnie.
— Nie poganiaj śmierci. Przyjdzie po ciebie i tak, i tak, nie warto przyspieszać tego momentu. — odrzekła Trista, próbując ocieplić swój zazwyczaj chłodny ton i pocieszyć przyjaciółkę.
— Czasem chciałabym się nie obudzić. Jednak potem uświadamiam sobie, że zostajesz wtedy sama. Kiedy będę miała następne urodziny, życz mi sto lat. Kiedy nadejdzie twoje święto odwzajemnię się tym samym. Dodając jedynie jeden dzień, bym nie musiała zostawać bez ciebie. Czy to okrutne, skazywać cię na samotność? Przebacz mi. — podsumowała Anabelle, po czym lekko podniosły się jej kąciki ust. Przykryła się swoją żółtą kołdrą, przekręciła na bok i wtuliła się w swoją czerwoną poduszkę. Szepnęła tylko ciche podziękowanie w stronę Tristy, która pocałowała Anabelle w czoło.
— Będziesz żyła długo... Wiem to. —  powiedziała cicho blondynka i delikatnie się uśmiechnęła. Skierowała się w stronę drzwi. Stanęła w wejściu. — Nie musisz się martwisz. Nie zostawisz mnie samotnej. — wyszeptała i wyszła z komnaty, kierując się do swojego pokoju.
 
W następnym poście zapewne będzie rozpiska, jeżeli znajdę temat, na który chciałabym się wypowiedzieć. Jestem otwarta na propozycje. Pozostaje mi życzyć wam miłego tygodnia. Jeżeli będę miała jakiś luźniejszy dzień, spodziewajcie się także rozdziału Welcome Home.

piątek, 11 listopada 2016

Bazgroły i nowe opowiadanie

Wybaczcie mi dłuższą przerwę. Złapał mnie kryzys twórczy i nie miałam ochoty na rysowanie, a jeśli już się zmusiłam, końcowe efekty mnie nie zadowalały i twierdziłam, że ze zgromadzonych rysunków nic się nie nadaje. Chyba nabrałam za dużo samokrytyki. Zresztą, kto nie ma paskudnego humoru na jesień? Jest ktoś taki? W takim razie podziw...
 
Do tego wpisu podchodziłam chyba trzy razy, był już napisany, a następnie nie publikowałam go słowami ''no nie, te bazgroły trzeba poprawić'' i usuwałam wszystko, zaczynając od nowa, dlatego dziś mam dla was jedynie 6 moich tworów, na których są moje 3 OC. Rzadko rysowałam coś z lekka od boku, więc postanowiłam spróbować:

-Amai Himitsu
 
Zdecydowałam się, że właśnie tak będzie wyglądać jej ostateczna wersja, dorabiając jej szelki, aby jeszcze bardziej podkreślić jej słodycz. Trochę śmiesznie wyszło, że do oryginalnego Yandere Simulator ma dojść rywalka o takim samym imieniu - Amai Odayaka, liderka klubu kulinarnego.

- Anabelle Grimmwell - wersja normalna i na Halloween
 
Między innymi nie pokazałam Halloweenowej Amai, jednak rysunek Anabelle się uchował. Ogólnie miałam już pisać ten post zaraz po tym święcie, ale jakoś tak wyszło. Nie wiedziałam, jakim potworem powinna być Belle, dlatego też dałam jej trochę ze wszystkiego. Drugi obrazek przedstawia natomiast moje wyobrażenie sukienki tej postaci - wcześniej rysowałam ją tylko od przodu, także chciałam dać mały powiew świeżości.

-Aleksa - wersja w stylu anime&manga i Welcome to Monster High
 
Zazwyczaj do nagłówków rysuję parę wersji Aleksy w kilku seriach, aby był wybór. Nowy wygląd na My Monster High będzie utrzymany w innych klimatach, dlatego wersja Welcome to Monster High raczej nigdy nie doczeka się grafiki, ale nie zaszkodzi pokazać wam szkic. Drugi rysunek powstał z kompletnego braku pomysłu. W tym wpisie pojawiła się już jej wersja w stylu manga&anime i postanowiłam ''odgrzać kotleta''.

Zapewne jutro pojawi się jeszcze zaległy rozdział, bo w sumie dawno nic nie wstawiałam. Tymczasem, jeśli ktoś chciałby poczytać coś, co wyszło w wyniku mojego stukania w klawiaturę, zapraszam na nowe opowiadanie, które zaczęłam po skończeniu Halloween's Bride - Welcome Home.
 
Do tej pory ukazały się dwa rozdziały i znów ożywiłam Vincenta. Tak, tak, nic nie poradzę - uwielbiam tatę Ciela i nic na to nie poradzę :') W każdym razie, zostaje mi tylko pożegnanie się z wami - do następnego wpisu.

środa, 12 października 2016

† Dark Side † Chapter 4: The Exercises

Z tym blogiem zawsze wychodzi tak, że na miesiąc przypada około jedna, może dwie notki. Jakoś tak. W poprzednim wpisie wspominałam, że starałam się chwycić za aparat i zrobić kilka zdjęć i w sumie z niektórych fotografii jestem nawet zadowolona. Chociaż nadal w głębi duszy czuję, że to chyba już nie to. Rysunki pieczołowicie zbieram i uznałam, że lepiej będzie, jakbym zrobiła post, kiedy zbierze się ich dostatecznie dużo. Dlatego dzisiaj trochę biednie, bo daję jedynie rozdział opowiadania oraz informację, że ostatni rozdział Halloween's Bride na moim wattpadzie pojawi się 30 października - dokładnie dzień przed Halloween (poprzednie rozdziały: 11121314). 
Trista westchnęła i odsunęła pistolet od Lorda Lightsunner'a.
— Dobrze, możesz się pobawić, ale w takim wypadku musisz mi obiecać, że wrócisz wcześniej z balu u Hrabiego Crossmaide'a, dobrze?
— Oczywiście. Ta rozrywka jest tego warta. — zgodziła się Anabelle i podeszła do kobiety, wyciągając sztylet. Ostrzem wskazała na nią.
— Będziesz patrzył, jak umiera. — zwróciła się do mężczyzny przybierając nieco psychiczny uśmieszek. Isaac ocknął się z transu i zasłonił żonę swoim ciałem, rzucając wyzywające spojrzenie.
— Nie będą mi groziły jakieś niewychowane dziewuchy! Wypuśćcie nas! — krzyknął, lecz w jego oczach dalej czaiła się niepewność.
— Niewychowane? Nie jesteśmy niewychowane, w przeciwieństwie do państwa. — odpowiedziała ponurym tonem Trista i westchnęła. — Dlaczego nigdy nie są posłuszni, Anabelle? Może, gdyby nie stawiali oporu, ich życie dobiegłoby kresu w nieco łagodniejszy sposób, niż miało to miejsce u reszty naszych gości.
— Masz rację. — odparła ciemnowłosa i zbliżyła się o krok do pary, przy czym zmarszczyła brwi, ogarniając wzrokiem szlachcica, który ewidentnie chciał bronić swojej żony. — Odsuń się, zasłaniasz mi widok. — syknęła zdenerwowana. Nagle brwi dziewczynki uniosły się do góry, kiedy zorientowała się, że mężczyzna złapał ją za jej chude, jasne nadgarstki.
— Nie rozkazuj mi, smarkulo! — wykrzyczał jej prosto w twarz.
— Nie masz prawa tak się do niej odzywać, nędzna szumowino. — wtrąciła Trista, zbliżając się do niego. Szybko wyjęła z kieszeni płaszcza noże do rzucania i wycelowała w Lorda. Ostrza były rzucone na tyle mocno, że przyszpiliły go do ściany, ale i także w taki sposób, że nie zraniły przy tym ofiary. Uwolniona z uścisku mężczyzny brunetka, zrobiła naprawdę zdegustowaną minę, pocierając obolałe ręce. Nie zaszczyciła Lightsunner'a nawet pogardliwym spojrzeniem, aby wyrazić swoją niechęć do irytującego, a zarazem bezradnego wówczas człowieka.
— Co do...?! — zdenerwował się, próbując jednocześnie wyswobodzić się od ostrzy
— Przecież zwykły bachor nie może aż tak mocno rzucać! Czym ty jesteś?!
Trista udała zdziwioną minę.
— Jak to ''czym''? Jestem Trista Killheart, dziedziczka rodu Killheart - czymże, chociaż poprawniej, kimże innym miałabym być? — odparła i poprawiła swoje czarne rękawiczki.
— Ty... — zaczął, jednak nie miał szansy skończyć. Anabelle przyłożyła swój sztylet do jego twarzy i przejechała nim po linii ust. Lord zaczął krzyczeć, jednak nikt z zewnątrz nie mógł go usłyszeć. Ciemnowłosa dziewczynka zbliżyła się do jego ciągle przerażonej żony. Złapała ją za rękę i pociągnęła do góry, wbijając sztylet w nadgarstek. Kobieta krzyknęła w bólu. Anabelle wyciągnęła ostrze i przejechała nim wzdłuż ramienia, po czym, wciąż trzymając osłabioną i boleśnie poranioną dłoń kobiety w górze, zwróciła się do Tristy.
— Tristo, czy byłabyś tak miła...?
Bez zbędnych słów jasnowłosa rzuciła nóż w stronę uniesionej ręki Niny. Ta czynność sprawiła, że wrzeszcząca w agonii kobieta została przygwożdżona do ściany. Cały ciężar jej ciała był przeniesiony na przebitą ostrzem dłoń. Anabelle postanowiła zabawić się w artystę i na klatce piersiowej kobiety zaczęła rysować sztyletem, zostawiając po nim krwawe rany. Dziewczynka odsunęła się od ofiary, pokazując swoje dzieło. Mąż kobiety patrzył w niedowierzaniu, krzycząc do niej.
— I jak ci się podoba? — spytała, uśmiechając się szeroko. Jej twarz była poplamiona krwią, która mocno kontrastowała z jej dużymi, szmaragdowymi oczami. Trista nagrodziła młodszą przyjaciółkę kilkoma krótkimi oklaskami.
— Jeśli mogę coś zasugerować... — stwierdziła i wycelowała nożem do rzucania w stronę serca kobiety.
— Nie, tylko nie to! Zrobię wszystko, co chcecie, ale nie zabijajcie jej! — wrzeszczał mężczyzna, szamocząc się na ścianie. Jasnowłosa zignorowała to i rzuciła drugim nożem, który idealnie wbił się w cel. Kobieta krzyknęła. To ostatni dźwięk, który wydała w całym swoim życiu. Z jej ran sączyła się krew, zmieniając barwę jej żółtej sukni na głęboką czerwień. Po paru chwilach, w skutek wykrwawienia, umarła. Zwisała ze ściany jak bezwładna marionetka.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
Anabelle odwróciła się do męża kobiety.
— Twoja kolej. — powiedziała wesoło i radosnym krokiem ruszyła ku niemu. Ponownie przejechała ostrzem po jego twarzy, tym razem nadając ranie kształt uśmiechu. — Oj, nie rób takiej ponurej miny. Uśmiechnij się! Przecież lada chwila dołączysz do swojej ukochanej żony! — powiedziała urażonym tonem. Przyłożyła dwa palce do kącików jego zakrwawionych ust. Nagle zza drzwi dobiegł jakiś hałas. Mężczyzna rozszerzył oczy w przerażeniu, kiedy usłyszał zbliżające się kroki i dobrze mu znane głosy.
— Mamo? Tato? Gdzie jesteście? Słyszeliśmy krzyki. — powiedział Henry, pukając do drzwi. — Proszę, otwórzcie nam!
Isaac chciał krzyknąć do nich, aby uciekali, jednak nagle poczuł narastający ból w gardle. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że Anabelle wepchnęła mu sztylet do ust.
— Ciśśśś... Nie chcesz ich przestraszyć, prawda? — powiedziała, przykładając palec do ust. Trista podeszła do drzwi i otworzyła je z cichym, metalicznym skrzypieniem. Swoim drobnym ciałem zasłaniała cały widok, więc dzieci nie miały wtedy pojęcia, co się wydarzyło wewnątrz.
— Przepraszam, czy widziałaś naszych rodziców, Lady Killheart? Obudziliśmy się w powozie, ale nikogo w środku nie było... Lokaj nam powiedział, że poszli do fabryki. — zaczął zmartwiony chłopiec. Jasnowłosa nieznacznie się uśmiechnęła.
— Są tutaj. — odparła i położyła dłonie na ramionach dzieci, zachęcając je do wejścia. Gdy już były w środku, odsunęła się i zamknęła drzwi. Henry i Marie rozszerzyli szeroko oczy na widok martwej matki i konającego ojca.
— Mamo! Tato! — zaczęli krzyczeć. Rodzeństwo odbiegło do Lorda Lightsunner'a. Mężczyzna starał się cokolwiek powiedzieć, jednak uniemożliwiał mu to sztylet. Po chwili Anabelle szybkim ruchem go wyciągnęła, a z gardła ofiary trysnął strumień krwi.
— Załatw to szybko, dobrze? Najpierw dzieci, a później będziesz mogła torturować faceta do woli. — powiedziała lodowatym tonem Trista. Ciemnowłosa zbliżyła się do Henry'ego i Marie, którzy zaczęli się cofać. Po chwili zdali sobie sprawę, że znajdują się w kącie pomieszczenia. Anabelle spojrzała na dzieci. Ich oczy były pełne strachu, a na dziecięcych twarzach widać było przerażenie. Dziewczynka przypomniała sobie, jak to ona jeszcze niedawno znajdowała się na ich miejscu. Bez rodziców, bez żadnej opieki... W tym momencie się zawahała. Jej ukochany sztylet był wtedy cały czas podniesiony w górze. Coś ją blokowało i nie mogła zadać ofiarom ani jednego ciosu. Trista spojrzała na nią i zmrużyła oczy.
— Belle? — wypowiedziała z nutą zniecierpliwienia w głosie — Na co czekasz? Zabij ich. — ponaglała blondynka. Anabelle dalej stała nieruchomo i chociaż bardzo starała się wykonać prośbę przyjaciółki, nie mogła tego zrobić. Po prostu nie mogła. Jasnowłosa wyciągnęła pistolet i wystrzeliła pojedynczą kulą najpierw w Marie, a potem w Henry'ego. Nigdy nie lubiła, gdy jej przyjaciółka się wahała. W takich sytuacjach wyręczała ją, chociaż nie do końca podobało się to blondynce. Oczywiście, nie miała nic przeciwko zabijaniu. Mogłaby się pozbyć każdego, zachowując przy tym zimną krew. Anabelle w końcu wyrwała się z transu. Popatrzyła na trupy dzieci i bez słowa wróciła do mężczyzny. W milczeniu zaczęła odcinać jego palce, a następnie ręce. Salę wypełniły pełne agonii krzyki. Po skończeniu czynności dziewczynka wzięła od Tristy noże do rzucania.
— Zawsze chciałam się nauczyć rzucać nożami... — powiedziała z uśmiechem, zapominając o chwili słabości. — Ciekawe, czy trafię jego głowę.
Anabelle zaczęła rzucać sztyletami. Parę z nich wbiło się w klatkę piersiową mężczyzny, niektóre w szyję, a jeszcze inne w ścianę obok. Brunetka rzucała dalej, a gdy nóż w końcu trafił w głowę Lorda zaczęła podskakiwać z radości.

W tym tygodniu naprawdę nie miałam na nic czasu, a szczególnie w weekend, który uważam, że spożytkowałam dobrze. W niedziele zostałam chrzestną, a z kolei w sobotę poznałam osobiście MagdęMarikę oraz jej siostrę. Było naprawdę miło i chciałabym kiedyś to powtórzyć ♥ Tymczasem trzymajcie się i do napisania.

niedziela, 18 września 2016

† Dark Side † Chapter 3: The Truth

Kolejny weekend to cudowna szansa na złapanie odrobiny oddechu. Drugi, pełny tydzień w szkole uświadomił mi, że będę musiała się ostro starać, aby się ze wszystkim wyrabiać, bo nie ma co się oszukiwać - jest intensywnie. Na szczęście, jeśli chodzi o organizację pod względem czasowym, nie jestem w tym najgorsza. Kiedy muszę czekać na jakąś lekcję, zwyczajnie biorę zeszyt i odrabiam zadania domowe. Dzięki temu mam czas na rozrywkę. Do tego oczywiście dochodzi moja pisanina, bo na nią również znajduję odrobinkę czasu ^_^ Jeśli już jesteśmy przy moich rozdziałach, chciałabym wspomnieć o kolejnym rozdziale Halloween's Bride. Zapraszam także do przeczytania trzeciego już chaptera † Dark Side †:
Nastał wieczór. Słońce powoli chowało się za linią horyzontu, dając piękny, pomarańczowy kolor niebu. Gość jednak nadal nie nadchodził. Anabelle siedziała przy znienawidzonym przez nią pianinie, ćwicząc nowy utwór razem z Tristą. Tego dnia wyjątkowo nie wychodziły im próby.
 — Mam już dość. Dość! Nienawidzę tego przeklętego instrumentu! Nie umiem tego zagrać! — krzyknęła Belle, mocno uderzając pięścią w pianino.
 — Naprawdę, nie powinnaś się tak unosić. Ćwiczenia zawsze przynoszą lepsze rezultaty. Dopiero uczymy się tej melodii. — odparła chłodno Trista.
O dziwo, nie było przy młodych damach Mayi, która znajdowała się wówczas w kuchni. Czując piękny zapach cytrynowego ciasta, Anabelle złapała się za brzuch.
 — Kiedy ten bufon raczy się zjawić? Jak zwykle się spóźnia! Głodna już jestem. I po co niby zabiera swoją rodzinę?! Myśli, że weźmie nas na litość, przyprowadzając jakieś rozwydrzone bachory?! — zdenerwowana dziewczynka wstała od pianina i wyjrzała przez okno.Blondynka dołączyła do przyjaciółki.
Właśnie w tamtym momencie, pod ich rezydencję zajechał piękny, karmelowy powóz. Trista poznała, że został on kupiony z rodzinnej firmy.
— Proponuję zejść na dół. Byłoby nietaktem nie powitać gości. Niezależnie od ich zachowania. — powiedziała jasnowłosa, udając się na korytarz.
Anabelle szybkim krokiem dobiegła do niej. Obie stanęły przed otwartymi drzwiami i zastały niebieskooką dziewczynkę w towarzystwie ciemnowłosego chłopca, wysiadających ze środka transportu. Następnie z powozu wyszła wysoka kobieta w wieku około trzydziestu lat oraz jej mąż, główny "powód" spotkania.
— Nareszcie. — mruknęła pod nosem Anabelle.
— Witamy w rezydencji Grimmwellów i Killheartów, Lordzie Lightsunner. — przywitał się uprzejmie Christopher i zaprowadził gości do holu.
— Bardzo się cieszymy, że mamy okazję ponownie państwa ugościć. — odezwała się Anabelle, podchodząc do gości. Na twarzy miała wesoły, lecz sztuczny uśmiech.
— To dla nas ogromna przyjemność, Lady Grimmwell  — powiedział Lord Lightsunner, po czym ujął prawą dłoń ciemnowłosej, delikatnie ją całując. Spojrzał w stronę Tristy. — Lady Killheart. —dodał i powtórzył gest. Jasnowłosa dziewczynka skinęła głową i nieznacznie się uśmiechnęła. 
— Znacie już moją żonę, Ninę, tak więc pozostaje mi przedstawić moje dzieci, Marie i Henry'ego.
— Miło nam was poznać. — powiedziała ciemnowłosa, spoglądając chłopca oraz dziewczynkę. — Ja jestem Anabelle, a to Trista. — wskazała dłonią na starszą przyjaciółkę.
— Nam również. — odpowiedział śmiało chłopiec, na co dziewczynka niepewnie kiwnęła głową.
— Zapraszamy do jadalni. Podano już kolację. — powiedział lokaj w odpowiednim momencie, przerywając nudny rytuał poznawania dzieci szlachciców. Przyjaciółki ruszyły w stronę pomieszczenia, idąc niemalże równym krokiem. Za nimi szli Lord i Lady Lightsunner wraz ze swoimi dziećmi, natomiast na samym końcu podążał lokaj. Służący podszedł do drzwi i otworzył je, ukazując ogromny, długi stół, okryty nieskazitelnie białym obrusem. Stały na nim półmiski oraz talerze wypełnione przeróżnymi potrawami, którymi z pewnością nie można by było się powstydzić nawet na przyjęciu towarzyskim. Dziewczynki mimo, iż były jeszcze młode, wiedziały, jak należy przyjmować gości. Między innymi dlatego urządzane przez nie bale były jednymi z największych wydarzeń w Anglii. Anabelle, Trista i ich goście usiedli do stołu.
— Macie bardzo ładną rezydencję. — powiedział wesołym głosem syn Lightsunner'a. Miał około siedmiu lat, lecz był przynajmniej odrobinę wychowany. Większość dzieci w tym wieku ciągle chce się bawić i unika stosowania się do jakichkolwiek zasad etykiety.
— Dziękujemy, Henry. Cieszymy się, że tak sądzisz. — odpowiedziała Anabelle za nią i za Tristę. W międzyczasie służący zdążyli podać przystawki.

http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif

Cała kolacja przebiegła dość szybko. Rozmowy dotyczyły głównie nadchodzącego balu u Hrabiego Crossmaide'a. Przyjaciółki wywnioskowały, że Lord Lightsunner planuje zostawić temat ewentualnego kupna fabryki na koniec, upewniając się, że jego rodzina zrobiła na tyle dobre wrażenie, że właścicielki firmy bez większych oporów zgodziłyby się na wcześniej wygłoszoną przez niego propozycję. Jego następnym krokiem w celu przejęcia wspólnego "biznesu" Anabelle i Tristy było namówienie ich na zwiedzanie fabryki. Tak więc bez zbędnych oporów, właścicielki zgodziły się na prośbę Lorda Lightsunner'a i wraz z nim oraz jego rodziną wsiedli do powozu i ruszyli do Londynu. Było już dość późno, tak więc Marie i Henry byli już zmęczeni. Dziewczynka już dawno spała, oparta na kolanach matki, a chłopiec drzemał, przytulając siostrę. Lord Lightsunner postanowił zacząć rozmowę na temat, którego nigdy nie poruszyłby, gdyby jego dzieci były mentalnie obecne.
 — Ach... Jak można było zostawić taką firmę w rękach dwóch małoletnich? Z pewnością byłoby dla was lepiej, gdyby ktoś przejął wasz ciężar. Jesteście jeszcze młode, a już musicie brudzić sobie te śliczne, małe rączki w błocie, zwanym brutalnym biznesem. Tak mi was szkoda, moje drogie... — mężczyzna wyraźnie był podpity. Można to było wywnioskować po jego sposobie mówienia, poruszania się oraz delikatnie zaczerwienionym nosie i policzkach. Jego żona posłała mu groźne spojrzenie, gdy ujął dłoń Anabelle i zaczął ją całować. Ciemnowłosej się to ani trochę nie podobało. Gdyby tylko miała możliwość, od razu odcięłaby temu niewyżytemu idiocie wszystkie kończyny, a resztę ciała zanurzałaby w wodzie tak długo, aż by zgniło. Trista, widząc grymas na twarzy przyjaciółki, postanowiła zwrócić uwagę mężczyzny.
 — Doprawdy? Dlaczego miałoby być panu nas szkoda? Przecież firma radzi sobie bardzo dobrze, nie przynosi kłopotów i daje spore zyski. Co w tym, w pana mniemaniu, jest niedobrego?
Lord spojrzał na jasnowłosą, przerywając wykonywaną czynność.
 — Teraz radzicie sobie dobrze, ale za parę tygodni możecie pójść na dno. Raz jest się na wozie, raz pod wozem, a jestem pewny, że nie poradzicie sobie w prowadzeniu firmy. Tak samo, jak wasi cholerni rodzice! Oj, ci to nie umieli pozostać na szczycie długo, bo konkurencja od razu kontratakowała, a ci idioci nawet nie umieli porządnie się obronić. Dlatego własnie umarli!
 — Isaac'u! Nie wypada tak mówić o zmarłych.  — przerwała mu Nina i zerknęła na Anabelle i Tristę. — Mam nadzieję, że mój małżonek was nie uraził.
 — Ależ skąd.  — odezwała się Anabelle, przybierając spokojną i nieco nieśmiałą maskę. W jej oczach jednak kryła się chęć zemsty. Trista prychnęła, opierając łokieć na fotelu
 — Powinna pani lepiej kontrolować swego męża. Gdyby tak zachował się na bankiecie, wasza kariera w biznesie, o którym tak namiętnie dyskutuje, byłaby zrujnowana. - mruknęła po chwili. Kobieta jedynie kiwnęła głową.
 — Pff... Dzieci. - mruknął pod nosem Lord Lightsunner. Jasnowłosa wyjrzała za okno, ignorując komentarz mężczyzny.
 — Jesteśmy na miejscu. — oznajmiła po chwili, widząc w oddali rodzinną fabrykę. Anabelle i Trista wyszły z powozu. Za nimi podążali Nina i Isaac. Weszli do fabryki. Wszystkie światła zostały zapalone za pomocą specjalnego, nowoczesnego mechanizmu, zakupionego u jednego z najlepszych wynalazców XIX wieku. Mężczyzna rozglądał się, podziwiając każdy detal w jej wnętrzu. Pomieszczenia były urządzone bardzo funkcjonalnie, w dodatku z gracją, jednak bez większego przepychu - w końcu to tylko fabryka. Przechodząc przez korytarz, przeszli do jednego z kilku pokoi pod parterem. Nie było w nich żadnego oświetlenia, więc wnętrze wydawało się dwa razy mniejsze niż było w rzeczywistości. Na podłogach leżały jakieś resztki. Ciężko zidentyfikować, czego dokładnie. Pachniało tam stęchlizną i spalonym mięsem.
 — C-co to za m-miejsce?  — zapytał mężczyzna, po czym wziął żonę za rękę. Zaczął iść z nią do tyłu, jednak napotkał opór ze strony drzwi. Trista spojrzała na niego i delikatnie się uśmiechnęła.
 — Och, to tylko nasza ulubiona część fabryki...  — powiedziała. Kopnęła coś w ich stronę. Oczom pary ukazała się czaszka, na której widoczny był czarny osad. Kobieta krzyknęła i natychmiast zaczęła naciskać na klamkę. Zamek był jednak zamknięty.
 — Teraz, jeśli pozwolicie...  — zaczęła Anabelle z szerokim uśmiechem. — Dołączymy was do naszej małej "kolekcji".
Dziewczynki zaczęły iść w ich stronę. Jasnowłosa wyciągnęła pistolet i przeładowała go. Przyłożyła go do głowy sparaliżowanego ze strachu mężczyzny.
 — Zostawmy go na koniec. Chciałabym się z nim trochę pobawić. — odezwała się młodsza z nich.
To by było na tyle. Najpewniej w następnym poście będą moje rysunki, bo coś tam ostatnio naskrobałam na kartkach. Szczerze mówiąc, ostatnio nawet zaczęło mnie ciągnąć do lalek, więc może i wyniknie z tego jakaś sesja. Nie chcę wam jednak robić nadziei i dodam, że wszystko, co piszę jest czysto hipotetyczne. Myślę także nad kolejną rozpiską. Jeśli macie jakieś propozycje na temat, chętnie je przeczytam ^_^ 

piątek, 9 września 2016

''Sądzę, że... Gry! - część jedenasta: Yandere Simulator''

Przychodzę do was z kolejną rozpiską. W poprzednim wpisie mówiłam już o tym, że wkrótce pojawi się na blogu moja mini-relacja ze szkoły. Dzisiejszym tematem będzie Yandere Simulator, czyli w gra o pewnej uczennicy i jej uczuciach, dlatego też moje drobne wywody będą tu pasowały. Ostatnio mam po prostu wrażenie, że życie przecieka mi przez palce, a ja nerwowo zaciskam dłonie, próbując jakoś złapać czas, aby chociaż odrobinę zwolnił...

 Druga klasa liceum nie byłaby niczym strasznym, gdyby nie straszono nas ciągle maturą. Ciągle zadaję sobie pytanie w stylu ''Na pewno dobrze wybrałam?'' lub coś jak ''Dam sobie radę ze wszystkim?''. Obowiązkowe przedmioty uzupełniające, rozszerzone i po prostu takie, na których chciałabym być. Najchętniej uczęszczałabym na wszystko i nic, bo doskonale wiem, że gdybym chciała zrobić ogół tego, aby zadowolić siebie, nie wyrobiłabym się. Ewentualnie, odbiłoby się to na moim zdrowiu. Jeśli już jesteśmy przy tym, to pierwszy tydzień oczywiście mam za sobą i całe szczęście. Z utęsknieniem czekałam na piątek, abym mogła się wreszcie... wychorować w spokoju. Czyżby alergia na szkołę? 😂 Nie zbaczając już więcej z tematu, zapraszam do rozpiski! ;)
Yandere Simulator to gra stworzona przez człowieka, który występuje pod nickiem YandereDev. W skrócie opowiada ona o pewnej uczennicy, Ayano Aishi, która dla miłości jest w stanie zrobić wszystko. Nawet kogoś zabić. Zauroczyła się w pewnym chłopaku, ale jak się okazało, nie ona jedyna. Yandere-chan ma jedynie pięć dni, w których musi pozbyć się swojej konkurencji. Na szczęście nie jest z tym sama, gdyż ma swoją informatorkę - pomaga jej tajemnicza dziewczyna, Info-chan. Jeżeli Ayano nie wykona swojego celu, jedna z rywalek wyzna miłość jej senpaiowi, a Ayano przegra walkę o jego miłość. Gra jest darmowa, jednak nie jest jeszcze ukończona. Co jakiś czas wychodzą jej aktualizacje, zawierające jakieś nowości. Z racji tego, że Yandere Simulator jest wciąż w fazie tworzenia, nie można jej wygrać.
Szczerze mówiąc, nie pamiętam zbyt dokładnie swoich początków, jeśli chodzi o Yandere Simulator. Wydaje mi się, że trafiłam na nią na You Tube, ponieważ ktoś z moich subskrybentów ją nagrywał. Nie miałam wtedy o niej pojęcia, więc z ciekawości obejrzałam parę odcinków (chyba zachęcił o mnie to, że postacie miały na sobie japońskie mundurki), aż w końcu stwierdziłam, że sama spróbuję obudzić w sobie yandere i zagrać~ Pierwsza wersja, jaką pobrałam pochodziła bodajże ze stycznia, bądź lutego. Mimo, że z pobieraniem nowych wersji zawsze jest kłopot, gdyż aktualizacje trochę trwają, bardzo je lubię. Sprawiają, że odkrywam grę na nowo i nie nudzi mi się ona. 
Nie przeszkadza mi fakt, że gry nie da się wygrać na chwilę obecną, bo ma ona wiele interesujących opcji. Jest wiele możliwości, które urozmaicają grę - np. duża ilość postaci, przebieranie Ayano oraz zmienianie dla niej fryzur lub też dostosowanie senpaia do swojego ''widzimisię''. Twórca gry przewidział także easter eggi, przez co szkoła Yandere-chan jest pełna tajemnic - główna bohaterka może przykładowo walczyć z uczniami, jak z Tytanami w anime Shingeki no Kyojin lub też zabijać różne osoby, roznosząc śmiertelną ebolę. Szczególnie ten drugi tryb jest moim ulubionym. Zostając już przy sposobach zabijania, niedawno pojawiła się aktualizacja, która dodała grze więcej realizmu. Nowe animacje wyglądają zdecydowanie lepiej, efektowniej i... są bardziej drastyczne. Przejdźmy jednak do mojej ''listy ulubionych'':
Ulubiona broń i metody eliminacji
  
Na początku moją ulubioną bronią były niepozorne nożyczki. Kolejno pokochałam różdżkę, która dosłownie ''uderzała miłością'' - w trakcie ciosu wylatywały z niej serduszka. Mimo wszystko, przez nowe animacje zakochałam się w katanie. Większe bronie mają jednak to do siebie, że niestety kiepsko się nimi bronić, przez co nożyczki często wracają do łask... Co do mojej ulubionej metody eliminacji, wybieram tradycyjną śmierć, jednak czasem porwie mnie do nakłonienia kogoś do zamordowania Kokony (jednej z rywalek Yandere-chan), gdyż po prostu podoba mi się nowa animacja. 
Ulubione postacie
  
Wspominałam już przy OC z tego wpisu, że moim ulubionym uczniem jest Budo Masuta- mistrz szkolnego klubu sztuk walki. Oczywiście w kategorii uczennic wygrywa główna bohaterka, jednakże z ''tych zwykłych'' bardzo lubię Okę Ruto - liderkę klubu okultystycznego. Te trzy postacie tworzą moje ''top 3'', jednak darzę zamiłowaniem także siostry Basu (Inkyu i Sakyu), a także naszą rywalkę, Kokonę, bo... po prostu bez niej byłoby nudno ;) Jest jedyną uczennicą, którą da się zabić na tyle sposobów ^_^ Znienawidzoną przeze mnie postacią jest zdecydowanie Rival-chan (Osana Najimi), która uniemożliwia nam wygraną - nie da się jej pozbyć.
Ulubione fryzury i ubrania
  
Wspominałam już o tym, że Yandere Simulator pozwala na dostosowanie głównych postaci. Mój senpai zawsze ma czerwone włosy i nosi okulary w tym samym kolorze. Dzięki temu łatwo go zobaczyć i już z daleka wiem, kogo nie należy ruszać :') Ulubioną fryzurą dla Ayano jest warkoczyk, który widzicie po środku. Screeny pokazują także moje ulubione mundurki. Moja lista może oczywiście ulec zmianie, gdyż zwyczajnie do gry ciągle dodawane jest coś nowego.
Cóż, to by było na tyle, jeśli chodzi o rozpiskę. Dajcie znać, co chcielibyście zobaczyć w następnym, opisowym poście. Kolejny wpis będzie zapewne z rozdziałem lub też z rysunkami. Zależy, ile czasu wolnego wyskrobię sobie na rysowanie i tak dalej. Tymczasem żegnam się z wami, ale jeśli ktoś chciałby przeczytać coś więcej ode mnie, zapraszam na dziewiąty rozdział o Cielu i Lizzy.