sobota, 19 listopada 2016

† Dark Side † Chapter 6: The Thief

Mamy weekend. Mimo, że ten tydzień był trochę lepszy pod względem innych i tak czuję się wypompowana. Głównie dlatego dziś wstawiam rozdział, a nie rozpiskę. Pewnie przysiądę do niej w następną sobotę. Kolejny tydzień będzie po prostu straszny. Osiem sprawdzianów w pięć dni to naprawdę przegięcie, a w czwartek, kiedy mam trzy naraz, będę się chyba zbierać z podłogi, aby ''naumieć się'' na piątek... Cóż, następny post będzie możliwe, że o k-popie (głównie dlatego wstawiłam dziś J-Hope w gifach ^^). Chyba, że najdzie mnie na coś innego. Uznajmy, że random, a jak na razie - poniżej wstawiam rozdział. 
Następnego dnia, przyjaciółki postanowiły posiedzieć w ogrodowej altanie, gdzie unosił się zapach przeróżnych kwiatów oraz słodkich perfum dziewczynek. Pogoda była w miarę ładna, jednak przez cały dzień delikatnie powiewało. Anabelle, poprawiając swoje czarne kitki, zaproponowała wspólne wyjście na miasto, aby się trochę rozweselić, przy okazji się przejść i możliwie coś nabyć.
— Nie sądzę, aby to był dobry pomysł. Mogą zacząć nas podejrzewać. Poza tym, cóż miałybyśmy tam do załatwienia? — odparła krytycznie Trista.
— Nie chcę siedzieć cały czas w rezydencji! Nuuudy!
Anabelle udawała, że ziewa. Przerywając dyskusję, dołączył do nich ich lokaj, podając młodym damom herbatę, przez co cała altana wypełniła się zapachem ulubionego przez przyjaciółki - Earl Grey.
— Muszę przyznać, że usłyszałem rozmowę panienek. Sądzę, że ten pomysł byłby dobry, gdyż kończy się nam herbata. Byłbym zaszczycony, jeśli Lady Grimmwell i Killheart udałyby się ze mną na krótki spacer. — powiedział z uśmiechem Christopher, nisko się kłaniając. Trista wzięła łyk herbaty, po czym szybko odstawiła filiżankę.
— Dobrze więc. — dodała po chwili jasnowłosa i jakiś czas później, obie młode damy w towarzystwie lokaja, zgodnie z planem udały się do centrum miasta. Ulice Londynu były o tej porze bardzo ruchliwe, dlatego też trzyosobowa grupa starała się chodzić bocznymi uliczkami. Niestety, krótkiemu spacerowi towarzyszył umiarkowany wiatr. Kiedy próbował on zwiać z głowy Anabelle jedną z jej białych kokard, dziewczynka zaczęła się powoli irytować. Z grymasem na twarzy szła dalej, trzymając się za ozdoby w kolorze śniegu. Trista podążała dosłownie dwa kroki za swoją przyjaciółką. Pozostawała niewzruszona, choć jej nakrycie głowy również chciał sobie przywłaszczyć wiatr. Z minuty na minutę coraz mocniej zaczęło zawiewać. Kruczowłosa dziewczynka wyglądała naprawdę komicznie, trzymając się cały czas za kokardy.
— Uh! Po co my w ogóle wychodziłyśmy?! — powiedziała Anabelle, podając jednocześnie swoją małą torebkę do potrzymania swojej przyjaciółce, aby poprawić jedną z ozdób. Pech chciał, że w tym samym czasie ulicą przebiegł mały złodziejaszek. Połasił się na biało-czerwoną torebkę brunetki. Nim Anabelle zdążyła ją podać Triście, chłopak wydarł szybko z ręki zielonookiej, to co trzymała. Kruczowłosa zaczęła panikować. Krzyczała, żeby zatrzymać złodzieja, spoglądając w stronę, w którą pobiegł. Blondynka natomiast zachowywała zimną krew i schwyciła młodszą za nadgarstek.
— Tędy. Odetniemy mu drogę. — powiedziała spokojnie Trista, ciągnąc Anabelle we wskazaną stronę. Skołowany lokaj natychmiast pobiegł za dziewczynkami. Goniąc chłopaka, w małych uliczkach odbijało się echo kroków dziewczynek oraz Christophera. Niestety nie nadążał on za o wiele młodszymi od niego panienkami i został przez to daleko w tyle, aż w końcu zniknęły one z jego pola widzenia.
— Teraz. — odrzekła jasnowłosa wyskakując tuż naprzeciw złodziejaszkowi. Belle szybkim ruchem wyjęła spod sukienki swój sztylet i wycelowała prosto w niego, przyszpilając go do ściany.
— Uczysz się coraz lepiej. — pochwaliła przyjaciółkę Trista, po czym podeszła do obezwładnionego chłopaka. — Oddasz tą torebkę po dobroci, czy mamy ci to wyjaśnić inaczej? — powiedziała ozięble jasnowłosa.
— Jestem za innym tłumaczeniem! — tupnęła ze złości Anabelle. Nawet nie zauważyła, że chłopakowi udało się uciec, rozdzierając sobie przy tym koszulę. Był niezwykle szybki, jednak od razu Trista przyparła go do ściany kilka kroków dalej.
— Oddaj. — powiedziała, nachylając się lekko w stronę szatyna. Trzymając chłopaka cały czas za ramię, dziewczynka wyciągnęła wbity sztylet w budynek. Przestraszony złodziejaszek od razu oddał brunetce jej własność, prosząc, aby blondynka nie robiła mu krzywdy.
— Ktoś ty i co ty tu robisz!? — dopytywała się zirytowana Anabelle. Widziała, że chłopak nie był skory do odpowiedzi, jednak starsza z dziewczyn skutecznie to z niego wydusiła.
— Ja... ja... n-nazywam się... Eh, Oscar jestem.
Szatyn strasznie się jąkał. Nie spodziewał się, że tym razem zostanie złapany i to przez dwie dziewczynki. Anabelle nie była jednak usatysfakcjonowana jego odpowiedzią, gdyż zaraz po usłyszeniu jego imienia, zapytała dodatkowo o to, dlaczego chciał ją okraść. Brunetka niespecjalnie znała realia. Odpowiedź była właściwie oczywista. Kruczowłosa dała znak przyjaciółce, aby rozluźniła uścisk. Obolały chłopak zjechał po ścianie na chodnik, pocierając obolałe ramię.
— Powiem wam co chcecie. Tylko nie róbcie mi krzywdy. — poprosił cicho, wręcz żałosnym tonem.
— Jesteś sam? — dopytywała dalej czarnowłosa.
— Anabelle, nie spoufalaj się. — zwróciła uwagę przyjaciółce Trista.
Ignorując słowa jasnowłosej, Belle pomogła wstać poturbowanemu chłopcu. Nigdy nie miała w zwyczaju krzywdzić dzieci. Był on mniej więcej w jej wieku lub może odrobinę starszy. Chłopak poprawił szybko swoją koszulę, która była podarta przy ramieniu od sztyletu.
— Tak. Sam. Uciekłem od rodziny i jakoś sobie radzę. Odmawiam składania reszty wyjaśnień. Nie znam was na tyle, aby wam chociaż odrobinę zaufać. — powiedział zakłopotany. — Zresztą, co cię to obchodzi? Mogę już iść czy zamierzacie się bawić w zgłaszanie tego?
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
— Moja droga, co z nim zrobimy? — zwróciła się Trista do kruczowłosej.
— Zostaw go. On nie jest tego wart. — powiedziała cicho Anabelle, odchodząc od chłopaka, który uciekł w popłochu. Za zakrętem znalazły opierającego się o ścianę budynku, zdyszanego lokaja, który z trudem łapał oddech. Na ich widok od razu wyprostował się, chociaż widać było, że szybki bieg niebywale go wycieńczył.
— Nic się panienkom nie stało? Wszystko w porządku? — zapytał zmartwiony Christopher.
Trista pokazała tylko torebkę Anabelle i w milczeniu udała się w stronę sklepu. Za nią szła smętna przyjaciółka, którą cały czas gryzła sytuacja chłopca. Ku niezadowoleniu blondynki, czasem przekazywała drobne sumy na domy dziecka i inne instytucje tego typu, dlatego nie mogła przejść obojętnie obok kogoś takiego. Gdyby szatyn był trochę starszy, zapewne kazałaby go dotkliwie uszkodzić. Jednak... był to tylko chłopiec. Po kupieniu herbaty, grupa zawróciła do rezydencji. Trista poprosiła lokaja, aby nic nie mówił Mayi. Dobrze wiedziała, że ich ''ukochana'' guwernantka nie dałaby im wtedy żyć. Anabelle, tuląc torebkę jak najlepszą przytulankę, poszła do pokoju wypoczynkowego i usiadła koło okna. Gryzło ją uczucie, że nie pomogła chłopcu, który zdany jest jedynie na siebie. Wstyd jej było, że go zaatakowały. Nadal miała w głowie przerażone twarze dzieci, które nie tak dawno temu zginęły w fabryce. Po chwili do pokoju weszła Trista. Zmierzyła wzrokiem swoją przyjaciółkę. Po tylu wspólnie spędzonych latach umiała już rozpoznać, kiedy Anabelle miała coś na sumieniu. Jasnowłosa ponadto dobrze wiedziała, co jest powodem jej zmartwień. Albo raczej kto.
— Dlaczego zaprzątasz sobie głowę tym chłopakiem? To do ciebie niepodobne. — powiedziała, przerywając ciszę.
— Nie jestem bezlitosną maszyną do zabijania. Chciałabym nią być, ale cholerne emocje rozkazują mi co innego. Żal mi go. Ty masz mnie, ja mam ciebie, a on nie ma zupełnie nikogo. — powiedziała smętnie, odkładając torebkę na stolik.
— Mówił, że ma rodzinę. To, że ją opuścił, jest tylko i wyłącznie jego błędem. — odpowiedziała, siadając na fotelu na przeciwko. Anabelle nic na to nie odpowiedziała. Wstała z fotela i podeszła bliżej okna.
— Nie wiemy o nim za wiele, by go oceniać. — dodała nieśmiało.
— Jego wyczyn mówi sam za siebie, nie sądzisz? — odezwała się, patrząc na Anabelle.
Dziewczyna odparła, że nie popiera kradzieży. Chłopak w ogóle by nie zaprzątał jej głowy, gdyby nie to, że był zupełnie sam. Tego Anabelle bała się najbardziej - zostać bez nikogo. Nie mając na kogo liczyć. Trista podeszła do okna, tym samym zbliżając się do przyjaciółki. Nagle spostrzegła jakichś ruch w krzakach.
— Kot? — powiedziała cicho.
— Maya ma uczulenie, zapomniałaś? Przecież koty uciekają od niej na kilometry. Chyba czują, że to złośliwa kobieta. To wiatr. Sama widziałaś, jak zwiewało mi dziś kokardki. — Anabelle uśmiechnęła się ironicznie, odchodząc od okna. Trista, w przeciwieństwie do przyjaciółki, została przy oknie. Zmrużyła oczy i zauważyła kolejny ruch.
— To nie wiatr. Liście krzaków poruszają się inaczej od innych roślin.
— Słucham?! Odejdź od okna! Natychmiast! Kto wie, może ten ktoś ma broń! — krzyknęła i odepchnęła Tristę od okna tak, że obie przewróciły się na drewnianą podłogę. Anabelle przeczołgała się do korytarza, ciągnąc przyjaciółkę za rękę. Trista, jednak poprosiła ją o zachowanie spokoju. Wstała i otarła dłońmi swoją prostą, granatową sukienkę. Anabelle podniosła się z podłogi zaraz po niej i schowała się za najbliższymi drzwiami. — Diabeł wie, co tam jest! — krzyknęła w strachu kruczowłosa.
— Na pewno nie jest aż tak źle... — westchnęła i przeszła się wzdłuż korytarza. Anabelle przytaknęła jej, ale nadal pozostawała nieufna. Idąc za przyjaciółką, trzymała się końca jej sukienki. Kątem oka Trista spojrzała na nią z politowaniem.

To by było na tyle. W sumie chciałabym jeszcze kiedyś wrócić do stylów lolity i tak dalej... Może w przerwie świątecznej się tym zajmę oraz przy okazji skataloguję rozdziały w odpowiednią zakładkę. W sumie, jak tak sobie myślę - rozpiskom również przydałaby się osobna ''sekcja'' na blogu... Do następnego wpisu! ;) Nie zapomnijcie sprawdzać mojego wattpada, bo cały czas aktualizuję nowe opowiadanie - Welcome Home ^_^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarze ;) Mam nadzieję,że post ci się podobał. Zapraszam również do innych! ^.^