niedziela, 13 listopada 2016

† Dark Side † Chapter 5: The Loneliness

Długi weekend się skończył, a ja dla podniesienia statystyk mojej pisaniny obiecałam rozdział. Miał być wczoraj, ale nie miałam zbytnio czasu. Cóż, pozostaje tylko czekać na święta. Optymistycznie stwierdzam, że mamy do nich bliżej, niż dalej. Delikatne przymrozki i opady śniegu zdecydowanie lepiej wpływają na mój nastrój. Jakoś tak jestem większą fanką zimy, niż jesieni... Nie mogę się doczekać wszystkich szkolnych eventów, bo w grudniu zawsze coś się dzieje ^_^ Tymczasem poniżej wstawiam rozdział:
 
— Udało się! W końcu mi się udało! Trafiłam! — krzyknęła na całą salę uradowana ciemnowłosa.
— Ciszej. Nie zapominaj, że musimy jeszcze odwrócić uwagę naszego lokaja oraz ich woźnicy. — powiedziała srogo Trista, przez co Anabelle od razu przestała skakać, a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
— Hmm... woźnicę zostaw mnie, ale co zrobimy z ciałami? — zapytała zamyślona brunetka, patrząc na owoc pracy, jaką wykonała razem z przyjaciółką. Wszędzie było pełno krwi, cała podłoga oraz ściany zostały całkowicie zachlapane. Nawet na twarzy Belle znajdowało się parę kropel czerwonej cieczy. Trista od razu podała jej chustkę, aby ciemnowłosa szybko wytarła buzię. Blondynka zastanowiła się chwilę nad rozwiązaniem ich problemu i zaproponowała, by zwłoki zostały spalone.
— Uwielbiam twój tok rozumowania. Poczekaj tutaj, idę ich zająć, a ty spróbuj rozpalić ten piec w sali obok.
Anabelle pospiesznie wyszła z sali, zamykając za sobą drzwi z należytą ostrożnością. Nie minęło parę chwil, a dziewczynka wróciła się, oznajmiając, że wszystkim się zajęła i Christopher czeka na nich w powozie. Piec był rozpalony do czerwoności, Trista była w trakcie wrzucania do niego ciała córki lorda.
— Pomóż mi, jest ciężki. — odparła jasnowłosa, wskazując na martwego jegomościa. Po wszystkim, dziewczynki przystanęły jeszcze na dłuższą chwilę przy ogromnym piecu, patrząc na palące się zwłoki. Ogień odbijał się w ich oczach.
— Cudowny płomień!  Już widzę jego duszę smażącą się w piekle. — zaśmiała się Anabelle, opierając się o stojącą Tristę.
— Piekło to nie miejsce dla takich żałosnych wyrostków, nie uważasz? — Trista delikatnie przechyliła głowę.
— Doprawdy, masz rację. W takim razie, jestem ciekawa gdzie trafi... Wracajmy, bo nasz lokaj będzie się o nas martwić. No cóż, dobrze, że chociaż on.
Bella odsunęła się od przyjaciółki. Posmutniała i skierowała się do powozu. Jej przyjaciółka poszła za nią bez słowa, zamykając dobrze ''salę tortur''.
— Lady Killheart, panienko Grimmwell, mógłbym wiedzieć, kiedy szanowni goście opuszczą fabrykę? Mam rozumieć, że wyruszamy bez nich? — odrzekł zakłopotany Christopher, widząc wsiadające do karocy przyjaciółki.
— Lord wydaje się bardzo miłym człowiekiem, jednakże straszliwie nienasyconym. Chciał jeszcze pooglądać parę pomieszczeń. Oczywiście umożliwiłyśmy mu to. Cały obiekt jest dobrze chroniony. Zda klucze sprzątaczce, która jak mniemam powinna być właśnie za godzinę na miejscu. — odpowiedziała Trista, wyprzedzając Anabelle.
— Możemy już ruszać. Lord Lightsunner zapewnił, że zatroszczy się o swój powrót do domu na własną rękę. — dodała szybko brunetka, poprawiając swoją czerwoną kokardę.
Starszy lokaj nie zadawał zbędnych pytań. Christopher rozumiał, że jego panienki są bardzo młode i o tak późnej porze powinny być w łóżkach. Martwił się odrobinę tym, że przyjaciółki zostawiły klucze do fabryki komuś obcemu. Wiedział jednak o tym, iż nie powinien kwestionować ich wyborów. Nie był w końcu ich rodzicem, a jedynie kamerdynerem. Anabelle i Trista były rozdarte pomiędzy światem dzieci, a dorosłych. Mężczyzna pociągnął za lejce, a powóz ruszył w kierunku rezydencji dziewczynek.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
— Mogłoby się wydawać, że to wszystko jest snem. — zaczęła Anabelle, bawiąc się falbanami u swojej sukienki. Jej oczy patrzyły się wtedy tylko w podłogę.
— Co masz na myśli? — spytała Trista, unosząc nieznacznie jedną brew.
— Masz czasem nadzieję na obudzenie, jednak śpisz dalej, chociaż byłby to najgorszy koszmar. — westchnęła cicho kruczowłosa dziewczynka, wyglądając przez okno powozu.
Przez chwilę zaczęła liczyć mijane drzewa. Skutecznie utrudniał jej to zmrok, który zapadł już dawno temu. Widoczność była kiepska, za to niebo cudownie rozgwieżdżone. Mieniło się ono miliardem świecących punktów, jednak nie przyciągało ono uwagi przyjaciółek.
— I to zbudzenie jest zapewne śmiercią, prawda? — Trista nie przerwała dyskusji.
— Sama nie wiem. Przepraszam. Znów moje nastroje dają się we znaki. Już nie ważne. Daleko jeszcze do domu? — Anabelle wychyliła się lekko przez okienko, lecz szybko wróciła do poprzedniej pozycji, gdyż niewiele mogła zobaczyć w ciemnościach.
— Raczej tak. — odpowiedziała jej przyjaciółka, poprawiając swoje czarne rękawiczki.
Brunetka cały czas patrzyła na świat przez okno i więcej już się do siebie nie odezwały. Zajechały na miejsce. Wchodząc do swojej rezydencji, ujrzały stojącą w drzwiach Mayę.
— Witajcie młode damy z powrotem. Udało się coś załatwić? — zapytała, witając dziewczynki.
— Czy kiedykolwiek nie załatwiłyśmy jakiejkolwiek sprawy w całości? — odparła znudzona Trista, wchodząc do wnętrza przez wielkie, bogato zdobione drzwi. Maya ukłoniła się lekko, biorąc ze sobą jedną świeczkę oraz pudełko zapałek. Poszła do ogrodu, aby podlać część kwiatów, gdyż przygotowania do wizyty Lorda Lightsunnera pochłonęły cały jej czas. Kobieta była wyjątkowo spokojna. Łudziła się, że fabrykę niedługo się sprzeda, a wtedy spadek po ewentualnej śmierci dziewczynek wzrósłby o bardzo duże sumy. Było już bardzo późno, kiedy przyjaciółki zdecydowały się na włożenie koszul nocnych i udanie się do swoich łóżek. Na korytarzu paliły się pojedyncze świeczki, które zgaszała po północy jedna z pokojówek. Nagle w pokoju Tristy rozległo się pukanie do drzwi.
— Dobry wieczór, Trista. — Anabelle niepewnie weszła do pokoju przyjaciółki, gdy tylko ta otworzyła. Obie były już gotowe do spania. — Mam prośbę. Może ci się wydawać bezdennie głupia, ale... dotrzymasz mi towarzystwa? Nie mogę zasnąć. Źle mi tam samej, znów przyśnił mi się ten wypadek. Teraz w jeszcze gorszej odsłonie. — kruczowłosa dziewczynka przerwała na chwilę. Wzięła głęboki wdech, powstrzymując łzy. — Proszę cię. — dodała po chwili namysłu.
Widząc ją, Trista cicho westchnęła. To nie pierwszy raz, kiedy Anabelle nie mogła spać. Konkretne wydarzenie z przeszłości prześladowało brunetkę. Starsza z nich mogłaby o nim zapomnieć w mniej niż tydzień, jednakże ciągłe rozpamiętywanie zielonookiej przypominało jej o tym. Jasnowłosa ruszyła się z miejsca i ziewnęła, zakrywając usta dłonią. Zaraz po tym, pokiwała delikatnie głową, na znak, że zgadza się na prośbę Anabelle. Przyjaciółki udały się do pokoju młodszej z nich. Sypialnia kruczowłosej była w jej ulubionym kolorze - czerwonym. Gdzieniegdzie znajdowały się różne dodatki i akcenty w kolorze żółtym. Zielonooka wzięła z wazonu jedną z róż zerwanych nie tak dawno przez Mayę.
— Co ja bym bez ciebie zrobiła? Śniło mi się, że poszłam wtedy do ogrodu bez ciebie... — zaczęła nieśmiało. Z oka poleciała jej jedna łza. — Musimy się dowiedzieć kto to zrobił. Ja tak dalej nie mogę. — powiedziała, bawiąc się płatkami róży, które szybko oberwała z trzymanego kwiatka. Trista starła łzę z policzka Anabelle.
— Dobrze wiesz, że to nie naprawi tego, co się wydarzyło, ale jeżeli taka jest twoja wola, moim obowiązkiem jest pomóc ci w tym. W takim stopniu, abyś w ostatnich chwilach swego życia była naprawdę szczęśliwa i nie musiała już więcej udawać. — odparła i pogłaskała policzek brunetki w opiekuńczym geście. Wiedziała, że tak kiedyś robiła jej matka. Anabelle przycisnęła dłoń przyjaciółki do swojego policzka.
— Z tobą jestem szczęśliwa. Tylko nasza przeszłość sprawia, że budzę się ze łzami w oczach. Dopiero wtedy, kiedy dowiem się, kto to zrobił i zamorduję go własnymi rękami, mogę umrzeć spokojnie.
— Nie poganiaj śmierci. Przyjdzie po ciebie i tak, i tak, nie warto przyspieszać tego momentu. — odrzekła Trista, próbując ocieplić swój zazwyczaj chłodny ton i pocieszyć przyjaciółkę.
— Czasem chciałabym się nie obudzić. Jednak potem uświadamiam sobie, że zostajesz wtedy sama. Kiedy będę miała następne urodziny, życz mi sto lat. Kiedy nadejdzie twoje święto odwzajemnię się tym samym. Dodając jedynie jeden dzień, bym nie musiała zostawać bez ciebie. Czy to okrutne, skazywać cię na samotność? Przebacz mi. — podsumowała Anabelle, po czym lekko podniosły się jej kąciki ust. Przykryła się swoją żółtą kołdrą, przekręciła na bok i wtuliła się w swoją czerwoną poduszkę. Szepnęła tylko ciche podziękowanie w stronę Tristy, która pocałowała Anabelle w czoło.
— Będziesz żyła długo... Wiem to. —  powiedziała cicho blondynka i delikatnie się uśmiechnęła. Skierowała się w stronę drzwi. Stanęła w wejściu. — Nie musisz się martwisz. Nie zostawisz mnie samotnej. — wyszeptała i wyszła z komnaty, kierując się do swojego pokoju.
 
W następnym poście zapewne będzie rozpiska, jeżeli znajdę temat, na który chciałabym się wypowiedzieć. Jestem otwarta na propozycje. Pozostaje mi życzyć wam miłego tygodnia. Jeżeli będę miała jakiś luźniejszy dzień, spodziewajcie się także rozdziału Welcome Home.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarze ;) Mam nadzieję,że post ci się podobał. Zapraszam również do innych! ^.^