niedziela, 18 września 2016

† Dark Side † Chapter 3: The Truth

Kolejny weekend to cudowna szansa na złapanie odrobiny oddechu. Drugi, pełny tydzień w szkole uświadomił mi, że będę musiała się ostro starać, aby się ze wszystkim wyrabiać, bo nie ma co się oszukiwać - jest intensywnie. Na szczęście, jeśli chodzi o organizację pod względem czasowym, nie jestem w tym najgorsza. Kiedy muszę czekać na jakąś lekcję, zwyczajnie biorę zeszyt i odrabiam zadania domowe. Dzięki temu mam czas na rozrywkę. Do tego oczywiście dochodzi moja pisanina, bo na nią również znajduję odrobinkę czasu ^_^ Jeśli już jesteśmy przy moich rozdziałach, chciałabym wspomnieć o kolejnym rozdziale Halloween's Bride. Zapraszam także do przeczytania trzeciego już chaptera † Dark Side †:
Nastał wieczór. Słońce powoli chowało się za linią horyzontu, dając piękny, pomarańczowy kolor niebu. Gość jednak nadal nie nadchodził. Anabelle siedziała przy znienawidzonym przez nią pianinie, ćwicząc nowy utwór razem z Tristą. Tego dnia wyjątkowo nie wychodziły im próby.
 — Mam już dość. Dość! Nienawidzę tego przeklętego instrumentu! Nie umiem tego zagrać! — krzyknęła Belle, mocno uderzając pięścią w pianino.
 — Naprawdę, nie powinnaś się tak unosić. Ćwiczenia zawsze przynoszą lepsze rezultaty. Dopiero uczymy się tej melodii. — odparła chłodno Trista.
O dziwo, nie było przy młodych damach Mayi, która znajdowała się wówczas w kuchni. Czując piękny zapach cytrynowego ciasta, Anabelle złapała się za brzuch.
 — Kiedy ten bufon raczy się zjawić? Jak zwykle się spóźnia! Głodna już jestem. I po co niby zabiera swoją rodzinę?! Myśli, że weźmie nas na litość, przyprowadzając jakieś rozwydrzone bachory?! — zdenerwowana dziewczynka wstała od pianina i wyjrzała przez okno.Blondynka dołączyła do przyjaciółki.
Właśnie w tamtym momencie, pod ich rezydencję zajechał piękny, karmelowy powóz. Trista poznała, że został on kupiony z rodzinnej firmy.
— Proponuję zejść na dół. Byłoby nietaktem nie powitać gości. Niezależnie od ich zachowania. — powiedziała jasnowłosa, udając się na korytarz.
Anabelle szybkim krokiem dobiegła do niej. Obie stanęły przed otwartymi drzwiami i zastały niebieskooką dziewczynkę w towarzystwie ciemnowłosego chłopca, wysiadających ze środka transportu. Następnie z powozu wyszła wysoka kobieta w wieku około trzydziestu lat oraz jej mąż, główny "powód" spotkania.
— Nareszcie. — mruknęła pod nosem Anabelle.
— Witamy w rezydencji Grimmwellów i Killheartów, Lordzie Lightsunner. — przywitał się uprzejmie Christopher i zaprowadził gości do holu.
— Bardzo się cieszymy, że mamy okazję ponownie państwa ugościć. — odezwała się Anabelle, podchodząc do gości. Na twarzy miała wesoły, lecz sztuczny uśmiech.
— To dla nas ogromna przyjemność, Lady Grimmwell  — powiedział Lord Lightsunner, po czym ujął prawą dłoń ciemnowłosej, delikatnie ją całując. Spojrzał w stronę Tristy. — Lady Killheart. —dodał i powtórzył gest. Jasnowłosa dziewczynka skinęła głową i nieznacznie się uśmiechnęła. 
— Znacie już moją żonę, Ninę, tak więc pozostaje mi przedstawić moje dzieci, Marie i Henry'ego.
— Miło nam was poznać. — powiedziała ciemnowłosa, spoglądając chłopca oraz dziewczynkę. — Ja jestem Anabelle, a to Trista. — wskazała dłonią na starszą przyjaciółkę.
— Nam również. — odpowiedział śmiało chłopiec, na co dziewczynka niepewnie kiwnęła głową.
— Zapraszamy do jadalni. Podano już kolację. — powiedział lokaj w odpowiednim momencie, przerywając nudny rytuał poznawania dzieci szlachciców. Przyjaciółki ruszyły w stronę pomieszczenia, idąc niemalże równym krokiem. Za nimi szli Lord i Lady Lightsunner wraz ze swoimi dziećmi, natomiast na samym końcu podążał lokaj. Służący podszedł do drzwi i otworzył je, ukazując ogromny, długi stół, okryty nieskazitelnie białym obrusem. Stały na nim półmiski oraz talerze wypełnione przeróżnymi potrawami, którymi z pewnością nie można by było się powstydzić nawet na przyjęciu towarzyskim. Dziewczynki mimo, iż były jeszcze młode, wiedziały, jak należy przyjmować gości. Między innymi dlatego urządzane przez nie bale były jednymi z największych wydarzeń w Anglii. Anabelle, Trista i ich goście usiedli do stołu.
— Macie bardzo ładną rezydencję. — powiedział wesołym głosem syn Lightsunner'a. Miał około siedmiu lat, lecz był przynajmniej odrobinę wychowany. Większość dzieci w tym wieku ciągle chce się bawić i unika stosowania się do jakichkolwiek zasad etykiety.
— Dziękujemy, Henry. Cieszymy się, że tak sądzisz. — odpowiedziała Anabelle za nią i za Tristę. W międzyczasie służący zdążyli podać przystawki.

http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif

Cała kolacja przebiegła dość szybko. Rozmowy dotyczyły głównie nadchodzącego balu u Hrabiego Crossmaide'a. Przyjaciółki wywnioskowały, że Lord Lightsunner planuje zostawić temat ewentualnego kupna fabryki na koniec, upewniając się, że jego rodzina zrobiła na tyle dobre wrażenie, że właścicielki firmy bez większych oporów zgodziłyby się na wcześniej wygłoszoną przez niego propozycję. Jego następnym krokiem w celu przejęcia wspólnego "biznesu" Anabelle i Tristy było namówienie ich na zwiedzanie fabryki. Tak więc bez zbędnych oporów, właścicielki zgodziły się na prośbę Lorda Lightsunner'a i wraz z nim oraz jego rodziną wsiedli do powozu i ruszyli do Londynu. Było już dość późno, tak więc Marie i Henry byli już zmęczeni. Dziewczynka już dawno spała, oparta na kolanach matki, a chłopiec drzemał, przytulając siostrę. Lord Lightsunner postanowił zacząć rozmowę na temat, którego nigdy nie poruszyłby, gdyby jego dzieci były mentalnie obecne.
 — Ach... Jak można było zostawić taką firmę w rękach dwóch małoletnich? Z pewnością byłoby dla was lepiej, gdyby ktoś przejął wasz ciężar. Jesteście jeszcze młode, a już musicie brudzić sobie te śliczne, małe rączki w błocie, zwanym brutalnym biznesem. Tak mi was szkoda, moje drogie... — mężczyzna wyraźnie był podpity. Można to było wywnioskować po jego sposobie mówienia, poruszania się oraz delikatnie zaczerwienionym nosie i policzkach. Jego żona posłała mu groźne spojrzenie, gdy ujął dłoń Anabelle i zaczął ją całować. Ciemnowłosej się to ani trochę nie podobało. Gdyby tylko miała możliwość, od razu odcięłaby temu niewyżytemu idiocie wszystkie kończyny, a resztę ciała zanurzałaby w wodzie tak długo, aż by zgniło. Trista, widząc grymas na twarzy przyjaciółki, postanowiła zwrócić uwagę mężczyzny.
 — Doprawdy? Dlaczego miałoby być panu nas szkoda? Przecież firma radzi sobie bardzo dobrze, nie przynosi kłopotów i daje spore zyski. Co w tym, w pana mniemaniu, jest niedobrego?
Lord spojrzał na jasnowłosą, przerywając wykonywaną czynność.
 — Teraz radzicie sobie dobrze, ale za parę tygodni możecie pójść na dno. Raz jest się na wozie, raz pod wozem, a jestem pewny, że nie poradzicie sobie w prowadzeniu firmy. Tak samo, jak wasi cholerni rodzice! Oj, ci to nie umieli pozostać na szczycie długo, bo konkurencja od razu kontratakowała, a ci idioci nawet nie umieli porządnie się obronić. Dlatego własnie umarli!
 — Isaac'u! Nie wypada tak mówić o zmarłych.  — przerwała mu Nina i zerknęła na Anabelle i Tristę. — Mam nadzieję, że mój małżonek was nie uraził.
 — Ależ skąd.  — odezwała się Anabelle, przybierając spokojną i nieco nieśmiałą maskę. W jej oczach jednak kryła się chęć zemsty. Trista prychnęła, opierając łokieć na fotelu
 — Powinna pani lepiej kontrolować swego męża. Gdyby tak zachował się na bankiecie, wasza kariera w biznesie, o którym tak namiętnie dyskutuje, byłaby zrujnowana. - mruknęła po chwili. Kobieta jedynie kiwnęła głową.
 — Pff... Dzieci. - mruknął pod nosem Lord Lightsunner. Jasnowłosa wyjrzała za okno, ignorując komentarz mężczyzny.
 — Jesteśmy na miejscu. — oznajmiła po chwili, widząc w oddali rodzinną fabrykę. Anabelle i Trista wyszły z powozu. Za nimi podążali Nina i Isaac. Weszli do fabryki. Wszystkie światła zostały zapalone za pomocą specjalnego, nowoczesnego mechanizmu, zakupionego u jednego z najlepszych wynalazców XIX wieku. Mężczyzna rozglądał się, podziwiając każdy detal w jej wnętrzu. Pomieszczenia były urządzone bardzo funkcjonalnie, w dodatku z gracją, jednak bez większego przepychu - w końcu to tylko fabryka. Przechodząc przez korytarz, przeszli do jednego z kilku pokoi pod parterem. Nie było w nich żadnego oświetlenia, więc wnętrze wydawało się dwa razy mniejsze niż było w rzeczywistości. Na podłogach leżały jakieś resztki. Ciężko zidentyfikować, czego dokładnie. Pachniało tam stęchlizną i spalonym mięsem.
 — C-co to za m-miejsce?  — zapytał mężczyzna, po czym wziął żonę za rękę. Zaczął iść z nią do tyłu, jednak napotkał opór ze strony drzwi. Trista spojrzała na niego i delikatnie się uśmiechnęła.
 — Och, to tylko nasza ulubiona część fabryki...  — powiedziała. Kopnęła coś w ich stronę. Oczom pary ukazała się czaszka, na której widoczny był czarny osad. Kobieta krzyknęła i natychmiast zaczęła naciskać na klamkę. Zamek był jednak zamknięty.
 — Teraz, jeśli pozwolicie...  — zaczęła Anabelle z szerokim uśmiechem. — Dołączymy was do naszej małej "kolekcji".
Dziewczynki zaczęły iść w ich stronę. Jasnowłosa wyciągnęła pistolet i przeładowała go. Przyłożyła go do głowy sparaliżowanego ze strachu mężczyzny.
 — Zostawmy go na koniec. Chciałabym się z nim trochę pobawić. — odezwała się młodsza z nich.
To by było na tyle. Najpewniej w następnym poście będą moje rysunki, bo coś tam ostatnio naskrobałam na kartkach. Szczerze mówiąc, ostatnio nawet zaczęło mnie ciągnąć do lalek, więc może i wyniknie z tego jakaś sesja. Nie chcę wam jednak robić nadziei i dodam, że wszystko, co piszę jest czysto hipotetyczne. Myślę także nad kolejną rozpiską. Jeśli macie jakieś propozycje na temat, chętnie je przeczytam ^_^ 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarze ;) Mam nadzieję,że post ci się podobał. Zapraszam również do innych! ^.^