sobota, 10 grudnia 2016

† Dark Side † Chapter 7: The Discovery

Zbliżają się święta i czuć ten świąteczny nastrój. Nie mogę się doczekać Klasowej Wigilii oraz innych eventów z okazji Bożego Narodzenia. Zdecydowanie czuję klimat, kiedy słyszę w radiowęźle nieśmiertelne Last Christmas lub All I Want For Christmas Is You. Do piosenek k-popowych również dodałam kilka świątecznych pozycji. Jak na razie, do zimowej przerwy świątecznej zostało tylko 9 dni szkolnych :3 Tymczasem wrzucam rozdział. Trochę nie wyliczyłam czasowo mojego dodawania części historii, bo pewnie zimowy rozdział wypadnie w lipcu, ale mniejsza z tym... XD 
Trista zapewniła przestraszoną Anabelle, że nie powinna się niczego bać, kiedy przebywały razem. Przyjaciółki zeszły na dół, do ogrodu, na który był widok z okna. Ciemnowłosa pozostawała cały czas w pewnej odległości za starszą przyjaciółką. Trista podeszła do krzaków i uważnie zmierzyła je wzrokiem. Odwróciła się i zaczęła iść wzdłuż chodnika. Stukot jej niewielkich obcasów zagłuszał umiarkowany wiatr.
— Uciekł. — powiedziała krótko.
Anabelle zaczęła się nerwowo rozglądać, bojąc się o własne życie. Nie wiedziała, kto lub co mogło być wcześniej w krzakach. W końcu zauważyła kawałek materiału, wystający zza drzewa za nimi. Udając, że go nie zauważyła, dała wyraźny znak przyjaciółce, że intruz kryje się właśnie tam. Trista na sygnał przyjaciółki poszła ścieżką prowadzącą w stronę, jaką wskazała jej Belle.
— Myślę, że udał się w stronę ogrodu. Rozdzielmy się. — powiedziała z zawiedzeniem, ale gdy wystarczająco zbliżyła się do drzewa, natychmiast pobiegła w stronę nieproszonego gościa. Jedną ręką złapała go za kołnierz, a drugą za nadgarstek. Gdy rozpoznała przybysza, zawołała zielonooką, powiadamiając o swoim małym ''odkryciu''. Intruzem okazał się wcześniej spotkany przez nie złodziejaszek.
— Ty bezczelny prostaku! Jak śmiesz zakradać się do naszej rezydencji?! — wybuchnęła z wściekłością Belle, na widok znajomego jej chłopca.
— Oooch, a jeszcze niedawno tak się o niego martwiłaś. — wtrąciła Trista, przez co policzki brunetki niemal natychmiast zapłonęły.
— Ja?! Ja... ja nigdy! — odparła nieco chaotycznie, próbując się usprawiedliwić. — Mógłby pomarzyć o zaprzątaniu moich myśli! — dodała urażona, krzyżując ręce.
— Jak tam chcesz. Wiem swoje. Porozmawiajcie sobie, gołąbeczki. — odpowiedziała jasnowłosa, wzruszając ramionami. Krótko potem oswobodziła chłopaka.
— Ja, no... przepraszam, że za wami poszedłem. — odezwał się nieśmiało chłopak.
— Zamilcz! Któż ci pozwolił iść za nami?! Czego tu szukasz?!
Kruczowłosej dziewczynce znów przydarzył się problem z własnym nastrojem. Była tak wściekła, że aż bliska wyciągnięcia swojego ulubionego sztyletu. Oczywiście Trista przyglądała się wszystkiemu kawałek dalej, komentując wszystko pod nosem, opierając przy tym policzek na dłoni. Mówiła, że cała sytuacja wydawała się być urocza. Naturalnie, z pewną dozą ironii.
— Mam was dosyć! — krzyknęła na całe gardło Anabelle, decydując się na powrót do wnętrza rezydencji z wyjątkowo niezadowolonym wyrazem twarzy. Zamknęła za sobą drzwi z hukiem. Skołowany chłopak nie wiedział co uczynić, więc zwyczajnie podszedł do Tristy, aby zacząć rozmowę. Rozważał ucieczkę z ogrodu, jednak coś podpowiadało mu, że przyjaciółki raczej nie mogłyby go skrzywdzić, a przynajmniej nie dotkliwie...
— To... tym razem nie będziesz chciała mnie zabić ani wykręcić rąk? — zaczął zaczepnie złodziejaszek.
— Nie mówię, że nie chciałabym tego zrobić, ale ze względu na mą przepełnioną empatią przyjaciółkę odpuszczę sobie tę przyjemność — zripostowała, spoglądając na Oscara. — W każdym razie, jako nasz gość, pomińmy fakt, że nieproszony, powinieneś zostać przyjęty w naszej rezydencji z należytym szacunkiem. Tak więc, czy raczyłbyś towarzyszyć mi i mojej nieobecnej koleżance przy obiedzie? Wówczas porozmawiamy na temat twojego pojawienia się w tym miejscu.
Chłopakowi na krótką chwilę odebrało mowę, nie był zapraszany na wykwintne obiady od bardzo dawna. Wahał się, czy przyjąć zaproszenie. Był przy tym jednak świadomy, że okazja taka jak ta, mogłaby się nie powtórzyć. Niepewnie pokiwał głową na znak aprobaty. Ich rozmowę przerwała Maya, która niespodziewanie pojawiła się w drzwiach wejściowych.
— Tristo Killheart! Cóż to za młodzieniec? I czemu się tu znajduje bez mojej wiedzy? — zaczęła uszczypliwie guwernantka.
— Oj, Mayu, spokojnie. Przecież doskonale wiesz, kto w tym domu lubi towarzystwo dżentelmenów i to bynajmniej nie jestem ja. — zaczęła, zbliżając się do niani. — Wszystko wytłumaczę wraz z Anabelle przy obiedzie, więc bądź cierpliwa. Chodźmy, Oscarze. — skinęła głową w stronę chłopaka, a ten, odrobinę zawstydzony, poszedł za Tristą, mówiąc zwykłe ''dobrze". Maya wwierciła swój zabójczy wzrok w złodziejaszka, mrużąc przy tym oczy.
http://media.tumblr.com/tumblr_lw5n3k5Wog1qip80b.gif
Wchodząc do jadalni, minęli się z Anabelle na korytarzu. Trzymała ona jakieś zawiniątka.
— Chcę być wobec ciebie kwita. Załatwiłam ci to. Syn Christophera je nosił, gdy był w podobnym wieku. — powiedziała, dając chłopcu nowe ubrania. Stare miały parę dziur. Szczególnie ta od ostrza przyjaciółek mocno rzucała się w oczy. Kiedy chłopak poszedł się przebrać, przyjaciółki zostały same. — Niech zgadnę. Zaprosiłaś go? Słuchaj, lubię młodych dżentelmenów, ale z niego ani nie dżentelmen, ani nie jest w moim guście. — dodała kruczowłosa po kilku minutach ciszy. W jej głosie było widać, że jest zła, ale jednocześnie cieszy się, że chłopak zostanie u nich na posiłek.
— Wmawiaj to sobie dalej. — powiedziała jasnowłosa, uśmiechając się. Trista naprawdę lubiła dokuczać Anabelle, aczkolwiek robiła to rzadko, bo doskonale wiedziała, że brunetka nie miała zbyt dużego dystansu do siebie. — Będziemy musiały się wytłumaczyć Mayi. — zamyśliła się nieco. —Ty się tym zajmiesz czy wolisz zostawić to mnie?
Anabelle prychnęła w odpowiedzi. Złapała Tristę za ramię i oznajmiła, że wolałaby, aby osobiście wszystkiego dopilnowała. Zwyczajnie bała się, że Maya mogła odebrać chłopca źle, jeśli blondynka by go przedstawiła.
— Chwileczkę, przecież zostaje jeszcze Christopher! On go rozpozna! — dodała przestraszona brunetka. — Słuchaj, ja muszę wszystko poodkręcać, aby nasz lokaj nie powiedział niczego głupiego. W tym czasie postaraj się trochę i wyciśnij z niego to nazwisko lub ... cokolwiek więcej o nim.
Anabelle bardzo się spieszyło, gdyż chciała jak najszybciej znaleźć Christophera. Pobiegła szybko po schodach na górę i zniknęła w jednym z korytarzy.
— Wycisnąć?  — powtórzyła blondynka, uśmiechając się do siebie. — Mam szczerą nadzieję, że chodziło jej o dosłowny przekaz... — dodała pod nosem, czekając na Oscara.
Gdy miała już zamiar ponaglić gościa, chłopak wyszedł z łazienki, oglądając wszystkie guziki nowej, śnieżnobiałej koszuli. Do kompletu dostał od kruczowłosej czarne spodnie. Ubrania były odrobinę przyduże, aczkolwiek nie zmieniało to faktu, że szatyn wyglądał w nich znacznie lepiej. Prezentował się schludnie, niczym skromny, mieszczański nastolatek. Nie czując się komfortowo w nowych ubraniach, Oscar poprosił o opinię Tristę.
— Prezentujesz się lepiej. To na pewno, jednakże nie musisz się aż tak przejmować wyglądem. To odrobinę bezsensowne. — odparła obojętnym tonem, zmierzając chłopaka od stóp do głów. — A tak w ogóle, jak się nazywasz? Znam imię, jednak umknęło mi nazwisko.
— Zapomniałem... — powiedział smutno. Aby uniknąć gniewnego spojrzenia jasnowłosej, odwrócił głowę, rozglądając się po domu.
— Może jednak podzieliłbyś się ze mną tą informacją? Nie jest mi do niczego potrzebna, jednak zrzędząca kobieta, która wcześniej miałeś ''przyjemność'' spotkać, może skutecznie się na ciebie uwziąć, jeśli się nie przedstawisz i wywrzesz przez to złe wrażenie. — powiedziała bez ogródek.
On jednak dalej nie zamierzał zdradzić swojego nazwiska. Nadal używał dość niedorzecznego wytłumaczenia, iż zapomniał, jak się nazywa. Wyminął Tristę z zamiarem znalezienia Anabelle. Chciał uniknąć jej natarczywych pytań.
— Cholerny smarkacz. — prychnęła z niezadowoleniem. Szybko pobiegła w jego stronę i złapała go za ręce, po czym przygwoździła go do ściany. — Nie chcę mi się z tobą bawić, gówniarzu, więc dla własnego dobra lepiej mi powiedz. — zbliżyła się do jego twarzy. — Chyba, że chcesz to załatwić inaczej...
— Ja... Ja... — dukał chłopiec. Oscar miał przerażenie w oczach i nie miał pojęcia, co powinien odpowiedzieć dociekliwej blondynce. W tamtej chwili po schodach zeszła wyczekiwana przez niego Anabelle.
— Hej?! Co tu się u diabła dzieje!? — krzyknęła i podbiegła do nich, a następnie poprosiła, aby Trista go puściła, przez co rozdzieliła ich. — Może nietrafnie się wyraziłam. — westchnęła żałośnie.
Brunetka nachyliła się do Tristy i wyszeptała jej na ucho, że powinna była uczynić to bardziej subtelnie. Aby rozluźnić nieco atmosferę, podeszła do Oscara, któremu zaproponowała zwiedzanie rezydencji. Odchodząc, powiedziała tylko przyjaciółce, że sprawa z Christopherem została załatwiona i weszła z chłopcem po schodach na piętro. Blondynka pożegnała się z nimi kpiącym ''żegnajcie, gołąbeczki'', machając w ich stronę. To prawda, że subtelność nie była jej mocną stroną. Wolała załatwiać sprawy szybko, skutecznie i bez zbędnych świadków.
— Dzięki, Anabelle. — podziękował cicho Oscar i popatrzył na kruczowłosą dziewczynkę, będąc już na piętrze. Belle od razu odskoczyła od niego, bulwersując się. Oświadczyła, iż nie jest jego koleżanką, aby zwracał się do niej, nie uwzględniając jej tytułu. Szatyn nie bardzo rozumiał swój błąd. — Dawno nie byłem w żadnej rezydencji czy na jakimś wytwornym dworze. Wybacz. - przeprosił i lekko się ukłonił, przez co Anabelle uśmiechnęła się z miną satysfakcji.
Oprowadzając gościa po domu, próbowała go dyskretnie wypytywać o jakieś detale z jego życia przed ucieczką. Dowiedziała się tylko, że jego ojciec był szlachcicem na usługach samej królowej. Nastał czas posiłku. Wszyscy zebrali się do jadalni. Pięknie udekorowany stół miał zastawione tylko trzy miejsca. Służba czekała już na obie panienki oraz gościa. Wchodząc, Anabelle i Oscar zastali Tristę, czekającą na nich przed drzwiami. Cała trójka zasiadła przy stole.
— Mam do obwieszczenia dość nietypową nowinę. — powiedziała Anabelle, wstając od stołu z kieliszkiem jej ulubionego wina. — Ponieważ Christopher jest już człowiekiem w sędziwym wieku, ten oto Oscar będzie jego pomocnikiem i jeżeli przyjmie tę ofertę, zamieszka z nami. — dodała. Słysząc jej słowa, chłopiec doznał szoku. Patrzył się na kruczowłosą w dość dziwny sposób. Jakby nabrał jakiś wątpliwości i chciał się ze wszystkiego wycofać. Spoglądając jednak na Tristę, która posłała mu dość nieprzyjemne spojrzenie, zawahał się to zrobić. Anabelle dokończyła, że będzie on czymś w rodzaju ''chłopca na posyłki''. Kiedy ktokolwiek z służby będzie potrzebował pomocy, Oscar miałby obowiązek zrobić co w jego mocy, aby tę pomoc udzielić.
— Chwileczkę! Nie mam nic w tej sprawie do powiedzenia?! — krzyknęła w oburzeniu Maya, wysunąwszy się z szeregu służących, który stał wówczas pod ścianą.
— Nie. — odparła Anabelle, słodko się uśmiechając.
Wkurzona guwernantka przeprosiła wszystkich i wyszła zaczerpnąć świeżego powietrza. Po skończonym posiłku, Oscar podbiegł do kruczowłosej. Chciał się wymigać od przyjęcia go do rezydencji. Uważał, że do nich nie pasuje.
— Lady Anabelle, nie to, że nie jestem wdzięczny, bo wręcz przeciwnie, ale nie wiem, czy moja obecność nie sprawi wam kłopotów. — powiedział szatyn, stając na drodze przyjaciółkom.
— Grimmwell'owie zawsze dbali, aby ich gość był jak najlepiej przyjęty. Ponieważ sądzę, że jesteś tego wart, mam zamiar zatrzymać cię tu.
Anabelle spojrzała swoim lodowatym wówczas wzrokiem, na jego niebieskie, pełne obaw oczy. Cofnął się on o krok do tyłu, kiedy usłyszał nazwisko dziewczyny. Spanikowany, chciał jak najszybciej opuścić rezydencje, choć w głębi serca wolałby zostać i pomóc przyjaciółkom.
— To... skoro ty jesteś Anabelle Grimmwell, to ty...? — powiedział niepewnie, patrząc się na blondynkę, stojącą obok Belle. — Trista Killheart? — odpowiedział sobie sam na wcześniejsze pytanie, na co blondynka pokiwała twierdząco głową. Oscar zrozumiał, że nie mógł z nimi zostać, słysząc znajome nazwiska Mrocznych Przyjaciółek.
 
Możliwe, że zepnę się w przyszły weekend i naskrobię jakiegoś ''specjala'' w rodzaju one-shota. Nie wiem jeszcze tylko z czego... Zależy to w zasadzie od rodzaju mojej weny. W grę wchodzą także rysunki. Jeśli chodzi o kolejną rozpiskę, pewnie zrobię ją jakoś w przerwę świąteczną. Mam zamiar powrócić do opisywania stylów, tak w ramach wstępu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarze ;) Mam nadzieję,że post ci się podobał. Zapraszam również do innych! ^.^