niedziela, 19 czerwca 2016

''Sądzę, że... Anime! - część dziesiąta: Kuroshitsuji''

Trochę z tą rozpiską zwlekałam, bo jak wiecie, niedawno wróciłam z wycieczki. W Danii padało praktycznie ciągle. Jeszcze Szwecję zwiedziłam, kiedy było sucho, ale pogodowo też nie było najlepiej. Wiatr był nieprzyjemny. Ostatniego dnia było upalnie, więc podsumowując - w pogodę trafiliśmy pół na pół. Raz było gorąco, a raz padało i nie chciało przestać. Niestety, ja reaguję na takie zmiany pogody i nie najlepiej się czułam. Do tego dochodziło niewyspanie, bo godziny wstawania na promie były nieludzkie. Wiadomo też, że ''na wycieczkę nie jedziesz po to, aby się wyspać'', więc starałam się chociaż do pierwszej siedzieć z klasowym towarzystwem. Urządzono nam nawet dyskotekę, więc mimo wszystko, oceniam wycieczkę jako udaną. W związku z tym wszystkim, wolałam odczekać, aż poczuję się lepiej, żeby napisać na temat tego anime. Chyba bym sobie nie wybaczyła, gdybym odwaliła rozpiskę na byle jak ;) Uwaga na spoilery~
Z racji tego, że pisana przeze mnie historia, o której wcześniej wam wspominałam w poprzednim wpisie jest opowiadaniem fanfiction właśnie z tego anime, chciałabym także zaznaczyć, że jest już druga część, którą możecie przeczytać tutaj. Jak sami widzicie, znając moją osobę, nie da się przynajmniej nie kojarzyć Kuroshitsuji - często mam avatary z tego anime, dlatego też dziś, na wasze życzenie opowiem o tym trochę dokładniej. Zaczynajmy!

''Kuroshitsuji'' powstało pierw jako manga, którą stworzyła Yana Toboso. Polski tytuł dla tej mangi brzmi ''Mroczny Kamerdyner'' i taka też nazwa widnieje na przodzie naszych tomików, chociaż angielska nazwa brzmi ''Black Butler'', co dałoby się przetłumaczyć bardziej jako ''Czarny Lokaj''. Później powstało anime, jednak tylko część wydarzeń z mangi została w nim zawarta. Dla przykładu, drugi sezon już totalnie nijak ma się do historii z książek, a bodajże od 15 odcinka pierwszego sezonu również wszystko biegnie innym torem. Book of Circus to właściwie wrócenie się do pierwszego sezonu i kontynuowanie jego połowy tak, jak powinno być. Trochę zamotane, prawda? ;)
Muszę przyznać, że mam niemały sentyment do Kuroshitsuji. Zawsze pozostanie moim ulubionym anime, bo właściwie było moim pierwszym, świadomym. Wiadomo, każdy oglądał kiedyś Naruto, Sailor Moon i tak dalej, ale właściwie ''od tak, bo leciało w tv i było fajne''. Poznałam to w czasie, gdy miał wyjść już Book of Circus, czyli w 2014. Pamiętam, że byłam wtedy chora i nie bardzo miałam co robić. Pomysł na zajęcie czasu podsunęła mi autorka tego bloga, Lorraine Torres, a że wcześniej już nawet obiecałam, że się za to zabiorę, to odpaliłam pierwszy odcinek i... poleciało. Historia zawarta w Kuroshitsuji tak bardzo mi się spodobała, że wciąż nie mogłam się doczekać dalszych losów hrabiego i jego lokaja, co poskutkowało tym, że pochłonęłam dwa sezony w niecałe trzy dni, a potem był ból czekania na kolejny sezon, który dopiero wychodził.
I tutaj zaczyna się moja przygoda. Pierwszy sezon podobał mi się tak samo, jak i następne, aczkolwiek on szczególnie zasługuje na pochwałę. W końcu zachęcił mnie tak, że brnęłam w to dalej.  Ogólnie najbardziej zaciekawił mnie pomysł na to wszystko, bo nie powiem, drugiego takiego nie spotkałam. Gdy tylko zobaczyłam młodego hrabiego, wiedziałam, że będzie moją ulubioną postacią całej serii i do teraz się to nie zmieniło. Ciągle mam z nim jakieś avatary, a do tego zagościł w moim pokoju na tablicy korkowej. Uwielbiam jego styl bycia oraz świetne stroje. Zdecydowanie najbardziej pamiętliwe sceny to ta, kiedy Ciel spadał z mostu, Sebastian chciał mu zabrać duszę oraz... przebieranki! Nie wiem czemu aż tak bardzo mały szlachcic tak bardzo podoba mi się w sukience (scena gorsetowa ♥) :P Ogólnie jestem skłonna wybaczyć to, że praktycznie połowa nie ma zupełnie nic wspólnego z mangą, gdyż później wyszło Book of Circus razem z Book of Murder, a za rok powitamy także Book of Atlantic, które także leci już zgodnie z resztą. W zasadzie to, co zrobiono i tak mi się podoba. Taki alternatywny tor również przypadł mi do gustu. 
Na początku byłam strasznie źle nastawiona do tego sezonu, ''bo jak to Kuroshitsuji bez Ciela i Sebastiana?''. Gdy tylko zobaczyłam lokaja panicza Phantomhive, zaczęłam patrzeć na nowe postacie łaskawszym okiem i przyznam się, że bardzo polubiłam drugiego szlachcica - Aloisa. Ciekawie poprowadzona historia. Oboje mają ze sobą dużo wspólnego, chociaż nadal się od siebie różnią. Nie zapałałam jakąś wielką miłością do drugiego kamerdynera o imieniu Claude, ale jak wiadomo, trzeba czasem czarnych charakterów i nawet cieszę się z jego obecności, bo cały drugi sezon straciłby sens, gdyby zabrakło kogoś, kto by ciągle mieszał. Trochę zaskoczyło mnie zakończenie, aczkolwiek również jestem z niego zadowolona. Jakoś nie chciałabym, żeby Ciel umarł. Niby takie rozwiązanie też nie jest satysfakcjonujące, ale przynajmniej główni bohaterowie pierwszego sezonu są wciąż przy życiu ♥
Sezon, który najbardziej zbił mnie z tropu. Wszystko oglądałam po kolei i rodziło się pytanie, dlaczego Ciel nie jest demonem. Potrzebowałam, aby ktoś mi to rozrysował, bo kompletnie tego nie rozumiałam. Dopiero wtedy, gdy zabrałam się za mangę, oświeciło mnie. Ogólnie bardzo się cieszę, że teraz zabierają się za jej realizację. Trochę zaskoczyło mnie to, że dodano tutaj Grella, który kompletnie w akcie cyrkowym nie występował, jednak wydaje mi się, że był całkiem fajnym elementem komediowym i cieszę się z jego obecności. Moimi ulubionymi cyrkowcami są zdecydowanie Doll i Dagger. Ten drugi rozśmieszał mnie swoim bulwersowaniem się o Beast i poruszył do reszty, kiedy umierał. Z kolei pierwsza postać wydała mi się bardzo sympatyczna. Do tego to udawanie chłopaka też było świetne! ;)
Jeśli chodzi natomiast o odcinki specjalne, to obejrzałam wszystkie dostępne i wydaje mi się, że żadnego nie pominęłam. Moimi ulubionymi pozostaną Book of Murder oraz Ciel in Wonderland. Pierwsze OVA oglądałam chyba z siedem razy. Trzy razy po polsku, dwa po angielsku i parę dobrych razy po japońsku, jak dopiero co wyszło i nie było jeszcze napisów. Co gorsza, chyba nigdy mi się to nie znudzi, bo raczej nie miałabym oporów do kolejnego seansu ^_^ Z kolei Alicję w wersji Kuroshitsuji ubóstwiam odkąd dowiedziałam się, że powstało coś takiego. Jest to zdecydowanie moja ulubiona bajka z dzieciństwa i w sumie do teraz jestem fanką Krainy Czarów. Stosunkowo niedawno byłam na ''Alicji po drugiej stronie lustra''. Reszta odcinków specjalnych również przypadła mi do gustu, jednak najbardziej wielbię te dwa, jakie wymieniłam.
Bez bicia się przyznam do tego, że do mangi długo nie umiałam się zabrać. Zobaczyłam, że mam bardzo dużo do nadrabiania, a że wciąż dochodziły nowe rozdziały, stwierdziłam, iż lepiej w końcu zacząć czytać - usłyszałam, że anime i manga się od siebie dość znacząco różnią i to mnie najbardziej zaciekawiło. Zdecydowanie nie żałuję zakupu ani jednego tomiku i mam nadzieję, że kiedyś moja kolekcja będzie pełna. Jak na razie, przeczytałam wszystkie rozdziały po angielsku i posiadam parę polskich tomów. Mam nadzieję, że manga zostanie kiedyś zekranizowana w całości. Dzięki niej polubiłam Lizzy, narzeczoną Ciela. W anime nie mogłam jej znieść, natomiast w Campania Voyage Arc zaimponowała mi. Aktualnie trwający akt zawiera jeszcze więcej Elizabeth i nawet jestem z tego powodu zadowolona. Żałuję, że niektóre postacie nie zawitały w anime (choć może się to jeszcze zmienić), bo przykładowo taką Sieglinde chętnie bym zobaczyła.
Jak zawsze jestem także zadowolona z muzyki w tym anime. Jeden z openingów miałam nawet przez jakiś czas jako dzwonek, a z kolei Aoki Tsuki Michite (ending Book of Circus) jest moim budzikiem do dziś. Uwielbiam Shiver (opening Kuroshitsuji II), Enamel (opening Book of Circus) oraz oczywiście opening pierwszej serii - Monochrome No Kiss. Spodobał mi się także zespół Kalafina, który można było usłyszeć w endingu pierwszej serii. Później nawet przesłuchałam kilka ich innych kawałków. Jedyna piosenka, która niespecjalnie przypadła mi do gustu to ending ''Bird''do drugiej serii i zdecydowanie bardziej podobał mi ten, od zespołu Kalafina.
To by było właściwie na tyle. Ogólnie chciałam unikać ocen anime, gdyż zwyczajnie wolałabym mówić o takim, które obejrzałam w całości, a skoro poświęciłabym na nie swój czas i nie porzuciła go w połowie, zapewne zachwalałabym każde, bo w końcu dotrwałam do końca. Kuroshitsuji jest zdecydowanie moim ulubionym, mam do niego sentyment i szybko mi się nie znudzi. Powiem więcej, może nawet kiedyś ''machnę'' wszystkie sezony jeszcze raz. No cóż, w następnej notce pojawi się rozdział historii Anabelle i Tristy, postaci z nagłówka. Oczywiście jeśli spodobało wam się opowiadanie CielxLizzy, będę o nim czasem przypominała, aczkolwiek polecałabym bardziej sprawdzać mojego wattpada, bo zazwyczaj tam dodaję rozdziały tego fanfiction wcześniej. Być może jeszcze kiedyś pojawi się jakieś inne, jak mnie weźmie do pisania.

2 komentarze:

  1. Z Kuroshem miałam podobną historię do twojej ^^ Tyle, że tak szybko nie obejrzałam obu sezonów xD Pamiętam jak długo miałam focha po zakończeniu 2 sezonu i nie chciałam oglądać BoC, bo "No ale Ciel jako demon? To nie będzie już takie fajne!! ;-;". Całe szczęscie mi to minęło i BoC znajduje się na drufim miejscu w ulubionych sezonach :3 A co do Sieglinde to spokooojnie, pewnie jeszcze się pojawi :3 A opko cudne i każdemu polecam :') *ekhem, ciekawe dlaczego xD*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja akurat dzięki tobie zainteresowalam się tym anime a dużo ich obejrzałam i to moje ulubione anime nie ma lepszego i kocham Ciela :)jest moją ulubioną postacią ogólnie z jakiegokolwiek anime i fajnie było czytać twoją opinię i też fajnie że oglądałaś Alicję też na tym byłam ale pierwsza część jak dla mnie była lepsza i szkoda że prawdopodobnie nie będzie kolejnej części bo ta seria filmów jest fajna :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze ;) Mam nadzieję,że post ci się podobał. Zapraszam również do innych! ^.^