Rozdział 1 Niebezpieczeństwo nie minęło,jednak co się przejmować:
Patrzyłam się w karteczkę w osłupieniu. Nie! To nie możliwe! Czemu ten ktoś uwziął się akurat na mnie!
-Ally? Dobrze się czujesz? Pobladłaś.- Zapytał się z troską Clawdmil.
-Nie. Wejdźmy do środka. Szybko.- Cała nasza 4 przyspieszonym krokiem ruszyła ku drzwiom do szkoły.
Gdy tylko drzwi zamknęły się z hukiem poczułam się odrobinę bezpieczniej.
-Ten ktoś nadal nas śledzi i nadal chce mnie dopaść!- Powiedziałam z płaczem w głosie.
-Spokojnie, nie martw się.-Powiedział wilkołak i przytulił mnie.
Mówił mi,że był to tylko kiepski żart,ale po reakcji Deuca,wiedziałam,że kłamie,by tylko poprawić mi nastrój.
Zabrzmiał pierwszy dzwonek od długiego czasu.Skierowaliśmy się do klasy ze złotym numerem ,,13''.
Była to sala od Szporachunków. Mimo iż ten przedmiot darzyłam sympatią, byłam na nim jakaś nie obecna.
Dopiero po 3 lekcjach jakoś się uspokoiłam i powoli zapominałam. Większość przerw spędziłam w łazience na piętrze.
Cały czas,przechodząc korytarzem byłam proszona o choćby autograf. Spectra nakłaniała mnie do wywiadu,jednak odmówiłam.
Gdy przyszedł czas na apel,wkroczyłam na szklanych koturnach niepewnie na scenę,która mieściła się w Wampiauli. Byli tam moi straszyciele i wszyscy inni uczniowie Straszyceum.
Gdy pani Krewnicka przekazała mi mikrofon,opowiedziałam całą historię i poprosiłam na scenę Cleo.
Mumia szybko skorzystała z okazji i dopowiedziała coś od siebie.
Widziałam,że dużo osób robi nam zdjęcia iTrumnami.
Po tym całym widowisku starałam się nie reagować na zaproszenia do zdjęć.
Jednak jedna prośba została spełniona. Należała do Clawdmila.
-Dzięki,gwiazdeczko. Mas może dziś czas po lekcjach? Krewnicka jak zwykle nic nie zadała,więc...?- Powiedział upiór obdarzając mnie uśmiechem.
-Pewnie,jasne.Tylko gdzie?-Odparłam z nieukrywanym zadowoleniem.
-19.00, park Grobowy. Ten na Alei Nagrobkowej.
-Będę.
Przez resztę dnia siedzieliśmy razem na wszystkich przerwach. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Nim się obejrzałam,mijała ostatnia lekcja.
Gdy tylko wróciłam do domu,moje myśli zajmowało tylko zaproszenie do parku.
Wzięłam moją wieczorową,czarną sukienkę i szare,zamszowe botki na wysokim obcasie.
Moje przygotowania zajęły mi aż dwie godziny.Potem jakoś zachciało mi się oglądać nowy sezon ,,X Screamtora''.
Cleo siedziała w swoim pokoju bawiąc się nowo przysłanym trumnobletem,więc nie przeszkadzała.
-To ja już idę!
-Mhym.-Mruknęła nie odrywając wzroku od żółtego ustrojstwa.
Nie widząc sensu pytania się o wzięcie kluczy wyszłam bez nich. Zabrałam ze sobą tylko ładny wygląd i dobry humor.
Gdy doszłam na miejsce Clawdmil już czekał na ławce. Na przywitanie dostałam od niego małą,żółtą różę.
Nie wiem tylko skąd wiedział,że moje ulubione to właśnie te herbaciane.
-Dla księżniczki.-Powiedział podając mi różę.
-Nie wiem co powiedzieć. Skąd wiedziałeś,że kocham te róże?- Zapytałam ze zdziwieniem.
-Ehh... podpytało się Cleo.- Odpowiedział wyraźnie zakłopotany.
-Dziękuję.- Uśmiechnęłam się i zaczęłam wąchać kwiatek.
Po godzinie chodzenia i rozmawiania, zaczęło mi być zimno. Moja sukienka była dość cienka.
Sądziłam,że przetrzymam,ale jednak się pomyliłam. Prognoza pogody... taaaak,rzeczywiście 13 stopni w cieniu,jak czuję się,by były maksimum 5.
-Zimno mi. Chyba powinnam już iść.-Odparłam smutno,przerywając rozmowę.
-No,dobrze. Jednak poczekaj chwilkę. Może... spróbujemy być razem?... no wiesz. Ty i ja. Podobałaś mi się od samego początku pani Ładna. Chyba nawet to czułaś.- Zapytał łapiąc mnie za rękę. Gdy rzucił swoje pierwsze przywitanie ze mną, rozkleiłam się,przytuliłam go mocno.
-Tak!
-Bałem się,że się nie zgodzisz,hehe.-Powiedział ze śmiechem.
-Też coś. Zgadzam się!- W tym momencie powiał lodowaty wiatr. Zatrzęsłam się i przypomniałam o powrocie.
Rozdział 2 W świetle księżyca:
Gdy ujrzałam już złote lwy,wiedziałam,że jestem w domu. Na pożegnanie obdarzyłam upiora całusem.
Nie śniło mi się,że przeżyję coś bardziej romantycznego. Pocałunek przy pełni księżyca z fantastycznym chłopakiem. Jeśli to sen, nie chcę się budzić!
-Hej Cleo! Jestem!- Krzyknęłam otwierając złote drzwi do domu.
-Panno Alekso De Nile. O której to się wraca do domu!? Jest już 21.00!- Usłyszałam głos z korytarza.
-Cleo,bez przesady. Zasiedziałam się w parku...- Krzyki pretensji były bardzo podobne do głosu Cleo. Jednak nie była to ona.
Moim oczom ukazała się Nefera. Wychodziła wyraźnie poddenerwowana.
-O... cześć Nefera. Kiedy wróciłaś? Myślałam,że jesteś z wujkiem na jakimś wyjeździe.
-Byłam! Wróciłam już.
-Upss... zapatrzyłam się w trumnobleta wtedy! Miałam ci powiedzieć, jak wychodziłaś! Sorry...-Powiedziała Cleo wychodząc ze swojego pokoju.
-Nooo. To gdzie to się było?!-Ponowiła pytanie Nefera.
-W świetle księżyca. Dokładniej w parku.- Odpowiedziałam zdejmując buty.
-Z kim?!- Starsza kuzynka była bardzo namolna, wszystko musiała wiedzieć.
-Z moim nowym chłopakiem. Problem?- Byłam już zmęczona tymi ciągłymi pytaniami.
-O mój Ra,o mój Ra! Ally ma chłopaka! Super!A ta róża od Clawdmila?- Powiedziała podekscytowana Cleo.
Zdenerwowana i wyraźnie zazdrosna Nefera kazała podać mi różę i na moich oczach ją połamała. Na koniec wrzuciła do kosza.
To oznaczało wojnę!
-Cóż. Zadarłaś ze mną,Nefera. Gratuluję odwagi. Współczuję głupoty.- Podsumowałam groźnie,podnosząc jeden z płatków kwiata,pozostały na podłodze.
-Pff!- Starsza mumia nie miała innych argumentów. W mojej obronie stanęła Cleo.
-Uuuu, uważaj bo ktoś się przestraszy tego twojego pfff! Teraz jest nas dwie,więc uważaj sobie.- Młodsza z sióstr i ja poszłyśmy do naszego pokoju.
Gdy tylko przekręciłam klucz w drzwiach zapytałam, jak upiorka wytrzymuje z Neferą.
-Właśnie nie wytrzymuję! Teraz będziemy miały przebandażowane! -Wykrzyknęła ze smutkiem.
Wyjaśniła,że Nefera jest strasznie przewrażliwiona na punkcie czyiś chłopaków. Sama nie ma upiora i jest wściekła,gdy widzi zakochanych.
-Ehhh... trudno. Bywa i tak.
-Tak na marginesie. Zapomniałam ci przekazać,że w grudniu,kiedy będzie nowy nabór mojej drużyny-masz być. Będziesz członkinią Strasznych Cheerleaderek! Członkowstwo masz już zatwierdzone,jednak próby będą dopiero w zimie.
-Czego jeszcze nie wiem?! W sumie,zawsze chciałam być w strachskładzie,ale mogłaś chociaż uprzedzić.
-Dobra tam. Na sfinksy zapomniałam grając w trumnobleta. Idziemy już spać? Jestem taaaaka zmęczona!- Powiedziała Cleo łapiąc z biurka swoją maskę do spania.
Ja szybko przebrałam się w piżamę. Te poszłam spać,jednak bez maski do spania. Moja leżała nieużywana. Nie lubiłam jakoś mieć czegoś na twarzy gdy śpię. Przekręciłam się na bok i zasnęłam.
Rozdział 3 Dziwactw ciąg dalszy:
Kolejny dzień. Potworne życie właściwie wróciło do normalności.
Cleo wstała wcześniej ode mnie. We wtorki zwykle szliśmy na 9.00,jednak odwołanie dwóch lekcji w-f sprawiło,że w szkole praktycznie będziemy na trzech godzinach.
O około 10.00 dostałam upioromesa,czy chłopaki mają po nas przyjść i razem pójdziemy do szkoły. Cleo wyraziła chęci, mi nie przeszkadzało to.
Uprzedzili tylko,że Clawdeen,Howleen,Clawd i oni będą po nas o 11.30.
Chodząc po domu,czułam na sobie złowieszcze spojrzenia Nefery. Co chwila widywałam ją opierającą się o ścianę w holu.
Gdy już godzinę widziałam,że stoi w tej samej,złowieszczej pozie,nie wytrzymałam.
-Nie masz co do roboty,Nefi?- Zapytałam.
-Mam, odpoczywanie,szacowanie strat...
-Jakich strat?- Nie wiedziałam o co jej chodzi. Starsza mumia od zawsze zachowywała się dziwnie.
-W założeniu mam siostrę i kuzynkę. W praktyce, dwie Cleo.- Odburknęła i odwróciła się.
-Poczekaj. Co aż tak bardzo nie pasuje ci w Cleo? Zachowuj się lepiej jak starsza siostra,a nie rozpuszczony wampidzieciak.- Zaakcentowałam słowo ''starsza''.
Nefera zaczęła nerwowo poprawiać włosy. Powiedziała tylko,że to nie moja sprawa i odeszła.
Moje nawoływania nic nie dawały. Gdy tylko usłyszałam dzwonek do drzwi,uznałam,że nie warto marnować czasu. Wciągnęłam szybko moje granatowe botki, założyłam kurtkę i zawołałam Cleo.
Na przywitanie Clawdmil przytulił mnie,a Deuce pocałował drugą mumię w policzek.
Clawdeen ze śmiechem przyglądała się nam,a Howleen poprawiała swój plecak.
Kiedy doszliśmy do szkoły,wywołaliśmy tłum oklasków. Nie wiadomo dlaczego inne upiory się tak nami interesowały. Przecież tylko uratowaliśmy całe Salem,przed inwazją krwiożerczych wampirów...
Ok, nie tak to miało zabrzmieć. Czysty przypadek.
Kiedy Spectra zaczęła robić całej naszej grupce zdjęcia,widziałam,że już pisze o tym na cerberku.
Po pierwszej lekcji,pożyczyłam iTrumnę od Frankie,która jako jedna z nielicznych miała w niej internet.
Tak jak myślałam. Spectra musiała oznajmić całemu Straszyceum,że mam chłopaka.
Od razu pomyślałam o tym temacie,gdy tylko zobaczyłam w tłumie smutnie spoglądającego w komórkę Tut'a. No cóż. Może nie czułam się z tym dobrze,ale jednak upiór musiał się pogodzić.
Na strachtechnice siedzieliśmy w osobnych ławkach. Obok mnie usadziła się Gigi Grant.
-Hej? Co ty robisz?- Zapytała dżinka w pewnym momencie.
-Nic. Zupełnie. Skończyłam już robić tą studzienkę z zapałek na poprzedniej lekcji.
-Serio? Nie pukasz palcami w ławkę,albo coś w tym rodzaju?-Kontynuowała upiorka.
-Nie. Zobacz. -Podniosłam obie ręce by pokazać,że nic nie robię. Po prostu się nudzę.
-Gigi Grant! Nie rozmawiaj na lekcji. Pogadacie sobie z koleżanką na przerwie!- Powiedziała surowym tonem pani Sue Nami,której w tym roku przypadł właśnie ten przedmiot do uczenia.
Po paru chwilach dżinka przekazała mi karteczkę z napisem ,,Musimy pogadać na przerwie''.
Różowowłosa upioryna wydała się zaskakująco uparta. Nie wiedziałam,czy zacząć się bać,czy po prostu olać sprawę.
Gdy tylko skończyła przyklejać ostatnie drobiazgi,zabrzmiał dzwonek.
Dziewczyna szybko odłożyła swoją pracę na parapet,tak jak to zwykle kazała nam pani Sue Nami.
-Chodź.- Nakazała mi Gigi. Poprowadziła mnie nad basen szkolny.
Nikt już na niego nie przychodził. Jesień. Przyszły zimniejsze dni i wszystkich z leżaków ''wywiało''.
-Pokaż mi rękę.-Powiedziała i schwyciła mnie za nadgarstek.
-Ale czemu?- Zdziwiona odsunęła się.
-Muszę coś zobaczyć. Daj. Nie bój się. - Powiedziała stanowczo.
Zrezygnowana podałam rękę. Kiedy tylko Gigi ją złapała,przymknęła oczy. Otwierając je powiedziała,że muszę uważać.
-Tak, też o tym wiem.- Odparłam z lekceważeniem.
-Uważaj,ale nie na siebie. Na innych. Sama sobie poradzisz.- Upiorka odwróciła się i szybko ruszyła przed siebie.
Rozdział 4 Przewidzenia myśli:
Zostałam sama na dworze. Wszyscy byli w ciepłej szkole. Gigi momentalnie zniknęła mi z oczu,a ja wpatrywałam się w moją rękę ze zdziwieniem.
Nagle złapał ktoś mnie za ramiona. Choć po chwili od razu ten ktoś puścił.
-Ał! A to ja myślałam,że ja kopię prądem. -Była to wnuczka Frankensteina. Poprawiła tylko obluzowaną rękę i otrzepała się.
-Kopnęłam cię prądem? Frankie, nie mam nastroju na żarty.
-Uwierz. Chyba jestem w tym ekspertem! -Zaśmiała się Frankie przeczesując sobie włosy,które mocno się napuszyły.
-Wyładowania elektryczne. Mam sweter,kurtkę i bandażowe,grube legginsy. Wiesz jak to jest...
-Dobra nieważne,chodźmy już do szkoły. Jeszcze 5 minut na tym zimnisku,a szwy mi zamarzną.- Powiedziała pocierając ramiona.
Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi,usłyszałyśmy dzwonek na lekcję. Na szporachunkach postanowiłam zamienić się z kuzynką. Clawdmil przyszedł do mnie do przodu,a Cleo poszła do tyłu,do swojego chłopaka.
Pani Merkuria Galaxis wzięła szybkim ruchem kredę i zaczęła temat.
Na końcu lekcji wilkołak zapytał się,czy dziś również wybierzemy się gdzieś.
Ponieważ nauczycielka była bardzo chętna,jeśli chodzi o dawanie kar,odpisałam na małej karteczce ,,Tak'' i wsunęłam mu niepostrzeżenie do ręki.
Po naszej prawej stronie siedziała Draculaura z Clawdeen,a po lewej Twyla z Gigi.
Dziwnie się czułam,widząc jej wzrok,który był skierowany tylko na mnie.
Chciałam przekazać jej karteczkę... niestety. Złapano mnie.
-Alekso De Nile. To nie czas na wypisywanie hieroglifów do koleżanek,panna Grant to samo. Zostajecie po lekcjach!
Zabrzmiał dzwonek. Akurat w ostatniej minucie lekcji?! Serio?!
Na przerwie powiedziałam Clawdmilowi,że jednak nici z naszego spotkania. Chyba,że się wyrobię. Miałam wtedy zadzwonić.
Dżinka przez ostatnią lekcję znowu patrzyła się na mnie jak w obrazek.
Po lekcjach było to samo.
-GIGI! Co jest?! Nie ma innych, bardziej interesujących rzeczy do gapienia niż ja?!- Wybuchłam.
Upiorka nic nie powiedziała.
Gdy tylko pan Hack wyszedł na chwilę... co ja mówię... zostawiał nas zawsze na bardzo długo.
Nie chciało mu się nas pilnować.
Zapatrzyłam się w okno. Nagle błysnęło,a w oknie pojawiły się jakieś krwiożercze oczy.
Szybko pobiegłam do łazienki.
Spojrzałam w lustro,opłukując się wodą. Moje oczy przybrały krwisty odcień.
-Nie, nie-nie-nie-nie! Co się dzieje!- Krzyknęłam do siebie w lustrze.
Wybiegłam z łazienki i z impetem wpadłam na czekającą przy drzwiach Gigi.
-Nic ci nie jest? -Zapytała.
Gdy podniosłam głowę ujrzałam twarz demona, była okropna. Przestraszyłam się jeszcze bardziej. Od razu uciekłam.
Parę osób kręciło się po korytarzu. Niby wszystkich znałam,ale wyglądali mi na demony.
Kiedy tylko opuściłam mury Straszyceum pobiegłam do domu Cleo.
Otworzyła mi drzwi Nefera. Wyglądała strasznie. Nie wiedziałam co się dzieje.
Następny cel,gdzie chciałam poszukać pomocy to dom Clawdmila. Nie zatrzymując się ani na moment,stanęłam przed drzwiami,nerwowo się rozglądając.
Chłopak również wyglądał niecodziennie,jakby chciał mnie zaraz zabić. Zbiegłam ze schodów i popędziłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie,byleby być sama.
Gdy tylko trafiłam do opustoszałego parku,wspięłam się i usiadłam na drzewie. Bałam się z niego zejść.
Rozdział 3 Dziwactw ciąg dalszy:
Kolejny dzień. Potworne życie właściwie wróciło do normalności.
Cleo wstała wcześniej ode mnie. We wtorki zwykle szliśmy na 9.00,jednak odwołanie dwóch lekcji w-f sprawiło,że w szkole praktycznie będziemy na trzech godzinach.
O około 10.00 dostałam upioromesa,czy chłopaki mają po nas przyjść i razem pójdziemy do szkoły. Cleo wyraziła chęci, mi nie przeszkadzało to.
Uprzedzili tylko,że Clawdeen,Howleen,Clawd i oni będą po nas o 11.30.
Chodząc po domu,czułam na sobie złowieszcze spojrzenia Nefery. Co chwila widywałam ją opierającą się o ścianę w holu.
Gdy już godzinę widziałam,że stoi w tej samej,złowieszczej pozie,nie wytrzymałam.
-Nie masz co do roboty,Nefi?- Zapytałam.
-Mam, odpoczywanie,szacowanie strat...
-Jakich strat?- Nie wiedziałam o co jej chodzi. Starsza mumia od zawsze zachowywała się dziwnie.
-W założeniu mam siostrę i kuzynkę. W praktyce, dwie Cleo.- Odburknęła i odwróciła się.
-Poczekaj. Co aż tak bardzo nie pasuje ci w Cleo? Zachowuj się lepiej jak starsza siostra,a nie rozpuszczony wampidzieciak.- Zaakcentowałam słowo ''starsza''.
Nefera zaczęła nerwowo poprawiać włosy. Powiedziała tylko,że to nie moja sprawa i odeszła.
Moje nawoływania nic nie dawały. Gdy tylko usłyszałam dzwonek do drzwi,uznałam,że nie warto marnować czasu. Wciągnęłam szybko moje granatowe botki, założyłam kurtkę i zawołałam Cleo.
Na przywitanie Clawdmil przytulił mnie,a Deuce pocałował drugą mumię w policzek.
Clawdeen ze śmiechem przyglądała się nam,a Howleen poprawiała swój plecak.
Kiedy doszliśmy do szkoły,wywołaliśmy tłum oklasków. Nie wiadomo dlaczego inne upiory się tak nami interesowały. Przecież tylko uratowaliśmy całe Salem,przed inwazją krwiożerczych wampirów...
Ok, nie tak to miało zabrzmieć. Czysty przypadek.
Kiedy Spectra zaczęła robić całej naszej grupce zdjęcia,widziałam,że już pisze o tym na cerberku.
Po pierwszej lekcji,pożyczyłam iTrumnę od Frankie,która jako jedna z nielicznych miała w niej internet.
Tak jak myślałam. Spectra musiała oznajmić całemu Straszyceum,że mam chłopaka.
Od razu pomyślałam o tym temacie,gdy tylko zobaczyłam w tłumie smutnie spoglądającego w komórkę Tut'a. No cóż. Może nie czułam się z tym dobrze,ale jednak upiór musiał się pogodzić.
Na strachtechnice siedzieliśmy w osobnych ławkach. Obok mnie usadziła się Gigi Grant.
-Hej? Co ty robisz?- Zapytała dżinka w pewnym momencie.
-Nic. Zupełnie. Skończyłam już robić tą studzienkę z zapałek na poprzedniej lekcji.
-Serio? Nie pukasz palcami w ławkę,albo coś w tym rodzaju?-Kontynuowała upiorka.
-Nie. Zobacz. -Podniosłam obie ręce by pokazać,że nic nie robię. Po prostu się nudzę.
-Gigi Grant! Nie rozmawiaj na lekcji. Pogadacie sobie z koleżanką na przerwie!- Powiedziała surowym tonem pani Sue Nami,której w tym roku przypadł właśnie ten przedmiot do uczenia.
Po paru chwilach dżinka przekazała mi karteczkę z napisem ,,Musimy pogadać na przerwie''.
Różowowłosa upioryna wydała się zaskakująco uparta. Nie wiedziałam,czy zacząć się bać,czy po prostu olać sprawę.
Gdy tylko skończyła przyklejać ostatnie drobiazgi,zabrzmiał dzwonek.
Dziewczyna szybko odłożyła swoją pracę na parapet,tak jak to zwykle kazała nam pani Sue Nami.
-Chodź.- Nakazała mi Gigi. Poprowadziła mnie nad basen szkolny.
Nikt już na niego nie przychodził. Jesień. Przyszły zimniejsze dni i wszystkich z leżaków ''wywiało''.
-Pokaż mi rękę.-Powiedziała i schwyciła mnie za nadgarstek.
-Ale czemu?- Zdziwiona odsunęła się.
-Muszę coś zobaczyć. Daj. Nie bój się. - Powiedziała stanowczo.
Zrezygnowana podałam rękę. Kiedy tylko Gigi ją złapała,przymknęła oczy. Otwierając je powiedziała,że muszę uważać.
-Tak, też o tym wiem.- Odparłam z lekceważeniem.
-Uważaj,ale nie na siebie. Na innych. Sama sobie poradzisz.- Upiorka odwróciła się i szybko ruszyła przed siebie.
Rozdział 4 Przewidzenia myśli:
Zostałam sama na dworze. Wszyscy byli w ciepłej szkole. Gigi momentalnie zniknęła mi z oczu,a ja wpatrywałam się w moją rękę ze zdziwieniem.
Nagle złapał ktoś mnie za ramiona. Choć po chwili od razu ten ktoś puścił.
-Ał! A to ja myślałam,że ja kopię prądem. -Była to wnuczka Frankensteina. Poprawiła tylko obluzowaną rękę i otrzepała się.
-Kopnęłam cię prądem? Frankie, nie mam nastroju na żarty.
-Uwierz. Chyba jestem w tym ekspertem! -Zaśmiała się Frankie przeczesując sobie włosy,które mocno się napuszyły.
-Wyładowania elektryczne. Mam sweter,kurtkę i bandażowe,grube legginsy. Wiesz jak to jest...
-Dobra nieważne,chodźmy już do szkoły. Jeszcze 5 minut na tym zimnisku,a szwy mi zamarzną.- Powiedziała pocierając ramiona.
Gdy tylko zamknęły się za nami drzwi,usłyszałyśmy dzwonek na lekcję. Na szporachunkach postanowiłam zamienić się z kuzynką. Clawdmil przyszedł do mnie do przodu,a Cleo poszła do tyłu,do swojego chłopaka.
Pani Merkuria Galaxis wzięła szybkim ruchem kredę i zaczęła temat.
Na końcu lekcji wilkołak zapytał się,czy dziś również wybierzemy się gdzieś.
Ponieważ nauczycielka była bardzo chętna,jeśli chodzi o dawanie kar,odpisałam na małej karteczce ,,Tak'' i wsunęłam mu niepostrzeżenie do ręki.
Po naszej prawej stronie siedziała Draculaura z Clawdeen,a po lewej Twyla z Gigi.
Dziwnie się czułam,widząc jej wzrok,który był skierowany tylko na mnie.
Chciałam przekazać jej karteczkę... niestety. Złapano mnie.
-Alekso De Nile. To nie czas na wypisywanie hieroglifów do koleżanek,panna Grant to samo. Zostajecie po lekcjach!
Zabrzmiał dzwonek. Akurat w ostatniej minucie lekcji?! Serio?!
Na przerwie powiedziałam Clawdmilowi,że jednak nici z naszego spotkania. Chyba,że się wyrobię. Miałam wtedy zadzwonić.
Dżinka przez ostatnią lekcję znowu patrzyła się na mnie jak w obrazek.
Po lekcjach było to samo.
-GIGI! Co jest?! Nie ma innych, bardziej interesujących rzeczy do gapienia niż ja?!- Wybuchłam.
Upiorka nic nie powiedziała.
Gdy tylko pan Hack wyszedł na chwilę... co ja mówię... zostawiał nas zawsze na bardzo długo.
Nie chciało mu się nas pilnować.
Zapatrzyłam się w okno. Nagle błysnęło,a w oknie pojawiły się jakieś krwiożercze oczy.
Szybko pobiegłam do łazienki.
Spojrzałam w lustro,opłukując się wodą. Moje oczy przybrały krwisty odcień.
-Nie, nie-nie-nie-nie! Co się dzieje!- Krzyknęłam do siebie w lustrze.
Wybiegłam z łazienki i z impetem wpadłam na czekającą przy drzwiach Gigi.
-Nic ci nie jest? -Zapytała.
Gdy podniosłam głowę ujrzałam twarz demona, była okropna. Przestraszyłam się jeszcze bardziej. Od razu uciekłam.
Parę osób kręciło się po korytarzu. Niby wszystkich znałam,ale wyglądali mi na demony.
Kiedy tylko opuściłam mury Straszyceum pobiegłam do domu Cleo.
Otworzyła mi drzwi Nefera. Wyglądała strasznie. Nie wiedziałam co się dzieje.
Następny cel,gdzie chciałam poszukać pomocy to dom Clawdmila. Nie zatrzymując się ani na moment,stanęłam przed drzwiami,nerwowo się rozglądając.
Chłopak również wyglądał niecodziennie,jakby chciał mnie zaraz zabić. Zbiegłam ze schodów i popędziłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie,byleby być sama.
Gdy tylko trafiłam do opustoszałego parku,wspięłam się i usiadłam na drzewie. Bałam się z niego zejść.
Rozdział 5 Zaznaczona księżycem:
-Uhh.. co się tu stało!- Mówiłam do siebie w niedowierzaniu. Nagle gałęzie zaczęły zamieniać się w ręce. Zeskoczyłam z wierzby,ale płot,który ni stąd i zowąd przesunął się z końca parku tutaj za torował mi drogę.
Skuliłam się i zaczęłam krzyczeć ze wszystkich sił. Potem coś się stało. Jakby czerwona błyskawica rozdarła niebo i wszystko wróciło do normy.
Na mojej nodze była zawiązany pęd jakiejś rośliny, uwolniłam się. Szybko wstałam,a z tyłu ktoś mnie mocno przytulił.
-Ally,co się stało? Strasznie krzyczałaś.
-Ja,ja...-Byłam sparaliżowana strachem, był to Clawdmil. Cleo stała za nim.
-Co jest?- Wykrzyknęła kuzynka.
-To, tu, Gigi, ja, szkoła i...- Nie mogłam wykrztusić z siebie ani jednego sensownego zdania.
-Co Gigi?- Dopytywał upiór.
-Ja nie wiem!- Złapałam się za głowę.
-Czekaj. Co ty masz na ręce?- Cleo podeszła do mnie i schwyciła mnie za tą samą rękę,którą wcześniej oglądała Gigi.
Był na nim krwawy rysunek księżyca. Wydrapany.
-Skąd ty to masz?!- Za rękę złapał mnie też chłopak. Zaczął ją nerwowo oglądać.
-Kto ci to zrobił?!- Wrzasnęła ze złością Cleo.
-Nie wiem!- Patrzyłam na ranę w tym dziwnym kształcie. Nie wiedziałam co to znaczy,ale nie bolało mnie,nawet nie zauważyłam kiedy się pojawiło.
-Cleo,wyciągnij z torebki bandaż. Jakikolwiek.-Poprosiłam stanowczo.
-Masz.- Mumia podała mi niebieski komplet z torebki. Szybko owinęłam nadgarstek i poszłam przed siebie.
-A ty gdzie?!- Upiór złapał mnie za rękę. Bałam się,by nikt inny tego nie zobaczył. Kolejna panika w mieście nie była mi potrzebna.
Uwolniłam się z uścisku chłopaka, poprawiłam opatrunek i nakazałam,byśmy poszli do domu.
Ja wrócę odrobinę później. Cleo została,a chłopak spełnił ,,prośbę''. Jednak co parę kroków odwracał się i patrzył się dziwacznym wzrokiem. Chyba sprawdzał,czy znów nie wywinę niczego głupiego.
Całą drogę powrotną oglądałam się za siebie. Gdy tylko w kieszeni za wibrowała mi iTrumna,podskoczyłam jak oparzona.
Nie chciałam wiedzieć,co ktoś napisał mi w upioromesie,ale już byłam na tego kogoś potwornie zła.
Mumia nalegała,bym sprawdziła,jednak chciałam jak najszybciej wrócić do ''domowej piramidy''.
Spławiłam,mówiąc,że sprawdzę jak wrócimy.
Jednak gdy tylko przekroczyliśmy próg domu,złośliwie przywitała nas Neferka.
-Uh. Gdzieście się wałęsały?! I co ty masz na ręce, nie wiesz,że niebieski nie pasuje do tych butów?-Jej wypowiedź jeszcze bardziej wyprowadziła mnie z równowagi.
-Cicho! Nie widzisz,że nastroju nie mam!?- Krzyknęłam na nią i szybkim krokiem,z zaciśniętymi pięściami weszłam do pokoju Cleo, usłyszałam tylko ''niebanalny'' komentarz ,,co mnie ugryzło''.
Zaraz za mną weszła młodsza kuzynka.
-Co tak ostro?- Zapytała z udawanym zdziwieniem,zamykając drzwi.
-Kłopoty w Hauntlywood.-Zażartowałam.
Muszę przyznać,że zawsze mój nastrój zmieniał się. Ze smutku w śmiech,ze złości w nienaruszalny spokój. Ciężko za mną nadążyć.
-Oj,przestań. Czemu taka nerwowa i czemu szybko zakryłaś... no wiesz...- Gdy tylko usłyszała stukot obcasów siostry,nie dokończyła tego co mówiła.
-Całe miasto czuje się bezpiecznie. Nie chcę wzbudzać jakiejś wielkiej paniki. Jeszcze tego brakuje.
Rozdział 6 Zdzieramy zasłony:
-Lepiej nie trzymać ich w fikcyjnym bezpieczeństwie.-Dodała.
-O mój Ra! Skończ temat. Mogłam równie dobrze zadrapać się o gałąź,
jak zeskoczyłam z drzewa! -Bezradnie rozłożyłam ręce i usiadłam na kanapie.
Cleo tylko ciężko westchnęła,zabrała gazetę i poszła do salonu.
Ja szybko powędrowałam na swoje łóżko i zasnęłam.
Następnego dnia,nauczyciel miał do mnie pretensje,że uciekłam ze szkoły. Dobrze,że uwierzył,że była to wyjątkowa sytuacja. Na strachistorii,po skończonym zadaniu zaczęłam nudnawo kołysać w ręce długopis.
Po paru minutach zaczepił mnie siedzący obok Clawdmil.
-Nietoperku,co robisz?-Widać też nudziło mu się po skończonych zadaniach. Obaj byliśmy dobrzy z tego przedmiotu.
-Ehh... nic. Zawsze się tak zawieszam,jak się nudzę.-Odpowiedziałam cicho.
-Ale ten rysunek to jakiś żart,co nie?- Zapytał i wskazał na kartkę,nad którą kołysałam długopis.
Był to ten sam księżyc jaki miałam na ręce.
Spanikowałam i szybko zgniotłam kartkę i schowałam do tornistra.
-Tak, to żart,tak sobie ... analizowałam symbolikę.- Uśmiechnęłam się sztucznie do wilkołaka i wróciłam do lekcji.
Na przerwie znów mnie zaczepił,czy aby wszystko dobrze z ręką. Odpowiedziałam,że tak,choć... zaczynała trochę boleć.
Do ostatniej lekcji było wszystko w porządku,jednak na straszyplastyce siedziałam z Clawdeen.
Gdy tylko uniosłam rękę,by opuścić drażniący rękaw,Clawdeen zawyła na całą klasę.
-Ally,ty krwawisz!- Szybkim ruchem spojrzałam na bandaż,pokryła go czerwona plama krwi.
Draculaura jak na komendę zemdlała,a ja szybko pobiegłam,wysłana przez nauczyciela po pielęgniarkę.
Po paru sekundach wampirka odzyskała przytomność,a mnie chciano wymienić opatrunek.
Kategorycznie odmówiłam,jednak ''posadzono mnie'' i odsunięto bandaż.
Moje zażenowanie i wstyd nie miał granic. Cała klasa patrzyła się na ''wyryty'' księżyc,ze zdumieniem i pewnym strachem.
Na pytania odpowiadałam,że wczoraj zadrapałam się o gałąź. Oczywiście przytakiwali,jednak nie sądziłam,że to ''kupili''. Po dzwonku,rzuciłam tylko złośliwie Clawdeen,czy nie można było głośniej krzyczeć.
Czułam się gorzej niż Catty Noir,kiedy spadła ze sceny na żywo,podczas jednego z koncertów.
Wstyd na całej linii i niespełnione oczekiwania.
Wracając do domu z Frankie,Cleo,Clawdmilem,Deucem i Ghoulią,za wibrowała mi komórka.
No,tak! Kompletnie zapomniałam o wczorajszej wiadomości.
Gigi: Księżyc. Uważaj.~*~*~*
Wczoraj. Chciałam odpisać,że trochę za późno mnie ostrzegła. Wzięłam na podgląd drugiego upioromesa.
Gigi: A jednak. Dopadło cię coś. Wiesz co to było?~*~*~*
Szybkim ruchem odpisałam,że nie.
-Kto to?-Zapytał Deuce.
-Eh,Gigi. Dziwacznie wobec mnie się zachowuje. Przy was też jest taka dziwna?
-Nie. Dziś przecież siedziałam z nią na upiorotyce. Nie słyszałaś,jak śmiałam się,że nie umiała uruchomić komputera?- Frankie mówiła prawdę.
Czyli oznaczało to,że jestem sama. Nie wiem o co chodzi Gigi,ale nie rozumiałam jej.
Rozdział 7 Poczta Wampirołaja!:
Tydzień gojenia rany wystarczył,by prawie znikła.
Przez ten czas zdążyłam wyjść z wilkołakiem do paru miejsc. Kino,sklepy i wszystko tym podobne.
Nim zdążyłam się zorientować,był już grudzień. Spadł śnieg. Piątek. Cleo cieszyła się jak małe dziecko.
Po Neferze też było to widać,choć za wszelką cenę próbowała ukryć swoje zadowolenie.
Gdy tylko były jakże popularne Wampirołajki,w szkolnym radiu było słychać co chwila ,,Last Clawstmas''.
Ja poczułam świąteczny nastrój i poszłam w czapce Wapirołaja do szkoły.
Do tego naciągnęłam jakieś czerwone botki oraz wełnianą,czerwoną sukienkę.
Pani Krewnicka widząc mnie w tym stroju,poprosiła o rozdawanie drobnych upominków upiorom. Zgodziłam się. Kiedy były przerwy chodziłam z pakunkami i rozdawałam. Parę było dla mnie.
Jeden był od Cleo, ja podrzuciłam jej parę słodyczy,ona odwdzięczyła się malinową czekoladą,którą uwielbiałam. Clawdeen dostała ode mnie zastraszniste kolczyki,ja od niej szytą na miarę sukienkę wieczorową. Było trochę tego. Siedziałam w radiostacji C.A. Cupid oglądając prezenty. Kupidynka w tym czasie puszczała jakieś zastraszniste kolendy.
Zupełnie straciłam głowę...nie,nie tak jak dyrektorka Straszyceum. Heh. Po prostu o wszystkich krzywdach oraz strachach zapomniałam. Wszędzie było tak upiornie,że aż chciało się (nie)żyć.
Podczas kolejnej przerwy,do drzwi zapukał Clawdmil.
-Hej upiorki. Mogę?- Zapytał serdecznie chłopak.
-Tak,właź.- Kupidynka bardzo dobrze wiedziała,że jesteśmy razem jakiś czas. Czasem nawet specjalnie zapraszała go do jej radiostacji,choć tylko nam wolno było tam przebywać.
-Taki mały prezencik dla ciebie.-Powiedział wręczając mi złote pudełko.
-Nie ma tam żadnych karteczek? Haha.- Pamiętałam jeszcze sprawę z naszyjnikiem,choć wtedy bawiło mnie to. Odpakowałam. Były tam śliczne,srebrne kolczyki.
Na jednym był napis ,,Clawdmil'', na drugim moje imię. Założyłam je od razu zdejmując moje.
-Podobają się?
-Bardzo. Przy twoim prezencie,mój blaknie jak koszulka Lali z Justinem Gryzerem po paru praniach.Heh. Może dziś,w parku,takw ramach wyrównania?- Cóż, gra komputerowa
o trumnokoszykówce to jedyne co przyszło mi do głowy, no i... taką też dałam. Kolczyki przebiły wszystko.
-Nie musisz,ale spotkania nie odmówię.- Wilkołak przytulił mnie na pożegnanie i wrócił do swoich przyjaciół.
-Ah,jak ja kocham takie scenki!- Podsumowała kupidynka. Zaczerwieniłam się i wyszłam z pokoju,kontynuując rozdawanie prezentów.
Kiedy przechodziłam korytarzem,zaczepiła mnie Howleen,czy dałam już prezent Twyli.
-Tak. Ucieszyła się.
-Futrzastycznie! Tak nawiasem,Deen chciała z tobą pogadać. Czeka w stołówce.-Mała wilkołaczka poprawiła kucyk i szybko zniknęła gdzieś w tłumie.
Ja tylko posłusznie skierowałam się do wyznaczonego miejsca. Siedziały tam wszystkie straszyciółki. Lagoona,Cleo,Clawdeen,Draculaura i Frankie.
-Heeej!- Zawołałam dochodząc do ich stolika.
-Głodna?- Zapytała Lagoona podsuwając mi pod nos piernik w kształcie czaszki.
-A chętnie. Czujecie tą atmosferę?! Cudnie!- Zakrzyknęłam biorąc ciastko.
-Wczułaś się.- Dokończyła wilkołaczka wskazując na moją czapkę.
-Wiesz,że to pierwsze Wampirołajki,jakie dane mi były świętować. Reszty... cóż... nie pamiętam.-Smutno podsumowałam.
-Wyszczerz kły, jest super!-Radośnie powiedziała Draculaura zdzierając mi z głowy czapkę prosząc,czy może trochę ponosić.
Ja wzięłam tylko czerwony cień do powiek i dotknęłam jej nosa,mówiąc zabawnie ,,Upiorudolf''.
Przysiadła się do nas Gigi. Kładąc na stole wielką księgę,powiedziała,że to jej prezent dla mnie.
-Wow... trochę... gruba.- Frankie przekartkowała książkę i w trudem odłożyła ją na miejsce.
-Dzięki. O czym to?- Zmieszana zapytałam.
-O magii, jak odpierać tą złą i jak kierować tą dobrą.- Odpowiedziała pewnie i pożegnała nas.
-Mówiłam,że Gigi się dziwacznie zachowuje?- Pokazałam ręką na odchodzącą dżinkę.
-Prezent to prezent.- Odpowiedziała Lala oglądając okładkę.
Momentalnie zerwałam się by dopytać się upiorce o co dokładnie jej chodzi.
-Hej! Poczekaj!- Zatrzymałam ją. Spytałam, o co chodzi z tą magią.
-Nie udawaj,że nie wiesz. Masz ją w sobie. Nie czujesz? Nie widziałaś? Jaskinię pamiętam doskonale. Wiem co widziałam.- Z politowaniem popatrzyła na mnie.
-Eh,dobra. Może potem przeczytam. Dziś nie mam czasu.- Odpowiedziałam,kładąc na biodrach ręce.
-Im wcześniej tym lepiej. Wesołych Świąt!- Zaakcentowała i poszła przed siebie.
Rozdział 8 Wydrapana galaktyka:
Po lekcjach zaniosłam ''cegłę'' do domu. Z ciekawości otworzyłam pierwszą stronę. Same rysunki,jak układać ręce i krótkie opisy do jakich czarów. Eh... Gigi chciała ze mnie zrobić chyba czarownicę... Postanowiłam,że nauczę się tylko paru obronnych chwytów. Co prawda czarować nie umiałam za złamany grosz,jednak nie wiadomo kiedy może się przydać.W końcu 3 ułożenia to nie jest aż tak dużo,choć... kiedy ćwiczyłam nic się nie działo. Wiedziałam-nie umiem!
Poprawiłam tylko makijaż i ruszyłam na spotkanie. Po drodze kupiłam gorącą stracholadę.
Gdy tylko trafiłam na miejsce ogrzewałam ręce o kartonową ''szklankę''.
Chłopak nie przychodził. Piętnaście minut poczekałam.
Już miałam iść,ale na szczęście dojrzałam go przy bramie parku.
-Sorry,za spóźnienie! Trener chciał jeszcze bym zagrał jedną rundę meczu,bo jeden upiór nie doszedł... trochę się przedłużyło.- Wilkołak miał jeszcze ze sobą torbę do w-f.
-W ostatniej chwili. Myślałam,że nie przyjdziesz.
-Przepraszam jeszcze raz.- Powiedział ocierając dłonie.
Mi nie było zimno. Sukienka i bandaże były okrutnie grube i wyściełane wełną.
Gadaliśmy chwilkę,aż w końcu zaczęliśmy wymieniać się buziakami. Skończyło się długim całusem.
Mieliśmy zamknięte oczy,a ja trzymałam za chłopakiem resztę pozostałej stracholady.
Gdy tylko Clawdmil otworzył oczy,odskoczył ode mnie szybko i z przerażeniem.
Potrącił niechcący mój kubek wylewając zawartość.
-To nie moja robota! Przysięgam!- Krzyknął.
-Co się stało?!- Wyrwana z transu nie wiedziałam o co mu chodzi.
-Masz jakieś lusterko? Zobacz się! Przysięgam,że to nie ja!- W tamtym momencie zaczęłam nerwowo szukać jakiegokolwiek lustra.
Kiedy go znalazłam,upuściłam je. Trochę nadpękło. Na policzku miałam wydrapaną gwiazdę.
-Skąd to?!-Z płaczem pociągnęłam towarzysza za rękę i pobiegłam w kierunku mojej ulicy.
-Zwolnij! Jestem wykończony!- Wilkołak ledwo biegł za mną.
-Szybko! Nikt nie może mnie z tym zobaczyć.-Rzuciłam.
Odwracając się wpadłam prosto w Spectrę. Przeleciałam przez ducha,jednak zatrzymała nas.
Tego mi brakowało!
-Hej upiory... Aleksa? Co ty masz na poliku?-Zaciekawiona podleciała bliżej.
-Wiesz,naprawdę nam śpieszno.- Nerwowo zasłoniłam buzię.
Pociągnęłam chłopaka i dalej pobiegliśmy.
Ujrzałam dom Cleo. Tak! Udało się. Chyba nikt prócz duszki nic nie widział! Nie zdążyła zrobić mi zdjęć.
Gdy tylko Clawdmil przekroczył próg domu zamknęłam z trzaskiem wrota oraz popędziłam do pokoju po jakikolwiek opatrunek.
Nic nie znalazłam,tylko chusteczkę. Zmoczyłam ją i przycisnęłam do twarzy. Chłopak nadal stał skołowany przy drzwiach.
Z kuchni wychyliła się Nefera. Za nią jej siostra.
-Co się tu dzieje?- Zapytała z wywyższającym się tonem.
-Kompletnie nic. Cleo,idziemy do salonu. Ty też Clawdmil.- Wydałam polecenie młodszej mumii i wilkołakowi. Starsza kuzynka prychnęła w komentarzu.
Gdy tylko wszyscy usiedli wygodnie na fotelach,powiedziałam,że lepiej będzie jak jutro nie pójdę do szkoły.
Cleo popatrzyła na ranę. Mówiła,że zagoi się bardzo szybko.
Miałam tendencje,że u mnie wszelkie zadrapania i urazy szybko się regenerowały. Co więcej bez blizn. Chłopak nalegał,abym się nie wstydziła,jednak wolałam zostać w domu. Nie chcę wywołać jakiejś niepotrzebnej sensacji.
Parę dni,a dokładniej 2 siedziałam w domu. Będąc z Neferą było to wyjątkowo trudne. Przykleiłam sobie gazę do policzka i tak chodziłam.
Kuzynka próbowała się dowiedzieć co się stało namolnymi pytaniami i docinkami jak to ja źle wyglądam w tym opatrunku. Ja ucinałam rozmowę. Szłam najczęściej do innego pokoju.
Mój upiór codziennie przychodził dawać mi lekcje. Potrafiliśmy czasem nawet do północy siedzieć i ''uczyć się''.
W trakcie ,,Popular'' The Vampires nie wiadomo kiedy oraz jak znalazłam się pod wodą,wciągnęło mnie jak potwór z bagien,a ja puściłam się chłopaka.
Gdy tylko zarzucił wilkołakowi,że nie potrafi mnie upilnować i,że on zrobiłby to lepiej - po prostu nie wytrzymałam.
Rozdział 11 Strach,miód i ich dwóch:
-Już jestem!- Wyskoczyłam zza drzwi do pokoju i usiadłam na kanapie.
-Spoko. Ja dostałem przed chwilą upioromesa od rodziców. Ehh... jeszcze mi brata przywożą...- Odpowiedział zażenowany,nadal z chrypą.
Zdziwiłam się. Nie wiedziałam,że Clawdmil ma brata.
-Jakiś młodszy? A gdzie on był? Nie widziałam go.- Myślałam,że mój chłopak jest jedynakiem. Tu taka niespodzianka.
-Gorzej. Starszy. Moje jedyne,ale i tak wkurzające rodzeństwo.- Odburknął.
Powiedział,że zdawał na prawo jazdy i mieszkał u jakiejś dalszej rodziny,bo miał daleko,by ciągle dojeżdżać.
Dowiedziałam się,że jest ''dokładnie'' w wieku Nefery,skończył już Straszyceum.
Zapytałam jak ma na imię. Clawdrian. Dość podobnie.
Ehh... już przywykłam w sumie do tego,że każde wilkołacze imię zaczyna się od -Claw lub -Howl.
W sumie, nie pasowało mi to,że Clawdmil,jako wilkołak nie miał ani siostry,ani brata. Teraz się wyjaśniło.
Uświadomiło mnie to, jak mało wiem o jego rodzinie.
Upiór cały czas siedział sam. Mówił kiedyś,że jego mama ma cały czas jakieś wyjazdy,pracuje jako stewardesa. No,może coś obiło mi się o uszy,że tata wilkołaka jest lekarzem i zwykle ma nocne zmiany. Szkoda mi go było.
Wtuliłam się w upiora,choć on bronił się,mówiąc,że jeszcze czymś się od niego zarażę.
-Spokojnie. Jeśli chodzi o moje zdrowie. Jestem całkiem wytrzymała. Nawet jeśli, co twoje to i moje oraz na odwrót,nie?- Zaśmiałam się i zapytałam,czy nie zrobić mu herbaty. Coraz bardziej bolało go gardło. Wróciłam po jakiś pięciu minutach.
-Proszę.- Położyłam kubek na stół.
W tym momencie usłyszałam,jak w zamku,w drzwiach przekręca się klucz. Weszły do środka 3 osoby. Mama chłopaka była bardzo niska. Byłam od niej wyższa. Tlenione,lokowane włosy spięte miała w kok.
Ubranie wilkołaczki to zwykła,szara kurtka i czarne botki.Na nosie miała okulary.
Jeśli chodzi o brata i ojca - z trudnością ich rozróżniłam.
Obaj byli bardzo wysocy,tego samego wzrostu. Gdy tylko zdjęli kurtki,jeden miał na sobie garnitur.
Tak! To raczej tata.
Drugi natomiast ubrany był w pasiastą bluzę. Poprawił grzywkę oraz tanecznym krokiem ruszył do salonu.
-Hej braciak!- Podniósł rękę,ale natychmiast ją opuścił,gdy ujrzał,że ja również jestem w pokoju.
-My również wróciliśmy.- ,,Przywitali'' się sucho rodzice chłopaka.
-Em... Straszy-wieczór.- Rzuciłam szybko.
-Aleksa De Nile.- Dodałam,już trochę śmielej.
Wilkołak chyba widział,że jestem trochę zakłopotana. Podszedł do mnie i złapał za rękę.
-Moja upioryna.- Chłopak popatrzył się wrogo na brata.
Nie wiedziałam jak mam to rozumieć. Clawdrian wydawał się fajny.
-Interesujące.- Matka Clawdmila poprawiła okulary i zaczęła przyglądać się mi,jakbym była istotą z innej planety.
Po paru sekundach zabrzmiał wielki zegar. Oznajmiał już ósmą.
-Em... wiesz,ja... ja już muszę iść. Do zobaczenia jutro,w szkole.- Założyłam szybko kurtkę. Przy wyjściu powiedziałam tylko ciche ,,dobranoc''.
Zamknęłam za sobą drzwi. Gdy tylko oddaliłam się o dobry metr od domu,czułam się jakby spuszczono ze mnie powietrze. Ufff!
Kompletnie nie wiedziałam,jak zareagować.
Szłam przyspieszonym krokiem mijając kałuże. Listki pływały po tafli wody jak małe statki.
Poszłam na skróty. W połowie drogi usłyszałam wycie.
-Clawdmil?- Odwróciłam się szybko za siebie. Powtórzyłam imię głośniej.
-Deen?- Zero odzewu.
-Clawd,jeśli to ty,wiedz,że to nie jest śmieszne!- Było bardzo ciemno. Zaczęłam się bać.
-Howleen?- Szłam powoli do tyłu,nadal rozbiegany wzrok szukał znajomej twarzy. Nikogo jednak nie było.
Rozglądałam się.
Rozdział 9 Pod trybunami i nad:
Gdy tylko wróciłam,akurat mieliśmy z klasą wycieczkę na basen. Największy w kraju.
Nauczyciele dali nam trochę wolnego. Odprężałam się ze straszyciółkami w wannie z bąbelkami,podczas gdy chłopacy zjeżdżali wielkimi rurami.
-Rybki,żyć i umierać! Kocham takie wypady!- Zaczęła Lagoona przeciągając się.
-Teraz to dla ciebie nieżycie? Zobaczysz co uzgodniłam z panią Sportghoul! Niedługo moja niespodzianka się ukarze.- Tajemniczo dodała Operetta poprawiając kostium kąpielowy.
Po paru minutach na całym basenie ryknął najnowszy kawałek ,,Bite and the bit'' Justina Gryzera i Nicki Minot. Na pływalni był niesamowity szał. Od razu wszyscy zaczęli podrygiwać. Zerwałam się z jacuzzi i wskoczyłam prosto koło Clawdeen do wielkiego basenu.
Wilkołaczka zasłoniła się,bym ją nie ochlapała,potem zaciągnęła mnie razem z Howleen na jedną ze zjeżdżalni. Z wielkim hukiem uderzyłam o powierzchnię wody kończąc zjazd,gdy w tle rozpoczynało się ,,Where have you Boo'' Strahanny. Była dzika impreza.
Cleo siedziała na brzegu,jednak po paru chwilach wciągnął ją do basenu jej chłopak. Udawała,że się gniewa. Gdy wszyscy podskakiwali i rzucali się do wody,ja złapałam się ręki Clawdmila,
czekając na następną piosenkę.
Cleo siedziała na brzegu,jednak po paru chwilach wciągnął ją do basenu jej chłopak. Udawała,że się gniewa. Gdy wszyscy podskakiwali i rzucali się do wody,ja złapałam się ręki Clawdmila,
czekając na następną piosenkę.
W trakcie ,,Popular'' The Vampires nie wiadomo kiedy oraz jak znalazłam się pod wodą,wciągnęło mnie jak potwór z bagien,a ja puściłam się chłopaka.
Z otwartymi oczami szłam na dno. Kiedy już zupełnie straciłam świadomość co się wokół mnie rozgrywa, byłam na brzegu basenu. Ktoś krzyczał,jeszcze kto inny ronił łzy. Nade mną pochyliło się parę osób,jednak podniosłam się o własnych siłach. Kręciło mi się jeszcze w głowie. Nie widząc sensu tłumaczenia się,skierowałam się do szatni. Wszyscy byli zszokowani,że tak szybko wszystko olałam.
Przekroczyłam próg błękitnej przebieralni dla dziewcząt. Usiadłam na pierwszej ławce z brzegu i zaczęłam wycierać ręcznikiem włosy.
W mig byłam gotowa. Chciałam przemknąć cichcem przez trybuny do wyjścia,jednak zauważyłam,że zostało na basenie tylko paru chłopaków. Cała reszta poszła.
O czymś rozmawiali. Ponieważ zagrodzili mi drogę,postanowiłam usiąść i poczekać. Schowałam się pod trybunami. Gdy tylko usłyszałam swoje imię,zaczęłam bardziej interesować się tym,
o czym konkretnie mówią.
o czym konkretnie mówią.
-Clawdmil, ty naprawdę sobie nie poradzisz.-Zaczął Troy. Wampir przerzucił sobie ręcznik przez ramię i usiadł na trybunie. Przycisnęłam się bardziej koło ściany,by mnie nie zobaczyli.
-Oj,cicho siedź.- Odburknął wilkołak.
-Haha, ale Zębisty ma racje. Nie ogarniasz całej sytuacji. Jesteś do niczego!- Tut parę razy jeszcze dogryzł Clawdmilowi.
Ten to olewał. Usiadł koło Troy'a. Przez to już mało widziałam. Coś kątem oka dostrzegałam. Widziałam,że Tut chodzi przed nimi. Mój przyjaciel miał dwie twarze. Ehhh... do mnie taki miły... zazdrośnik...
Gdy tylko zarzucił wilkołakowi,że nie potrafi mnie upilnować i,że on zrobiłby to lepiej - po prostu nie wytrzymałam.
Wyszłam spod trybun,ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich chłopaków. Wkroczyłam dumnie widząc ich zmieszane miny.
-No witam,panowie. Któż mnie tu obgaduje?- Rzuciłam zarozumiałe spojrzenie ,,byłemu przyjacielowi''.
-Jeśli chodzi o mnie, cóż... umówmy się,że to ja jestem niezdarą. Mój upiór zajmuje się mną zastraszniście i jak tylko najlepiej umie.- Podeszłam do Clawdmila i pocałowałam go w polik. Widać było,że poprawiłam mu humor.
-Tak więc ten wypadek... Moja wina. Jakiś problem?- Kiedy patrzyłam na Troy'a i Tuta,myślałam,że zaraz wybuchnę śmiechem. Zrobiłam im niezłe zaskoczenie.
Na odchodne dodałam tylko,że nie ładnie się wobec mnie zachowali i poradziłam,by trochę się nad sobą zastanowili.
Rozdział 10 Jak to tak,z kłami?:
-Ally pokazała kiełki?- Podsumował chłopak z uśmiechem na twarzy.
-Nie mam co pokazywać.- Zaśmiałam się serdecznie.
Dołączyliśmy do reszty w szatni. Na wejściu już córka Frankensteina zadała mi pytanie.
-Aleksa, co z tą książką? Umiesz coś?- Frankie zaczęła się dopytywać o księgę od Gigi.
-Ehh... niby tak,ale... to chyba książka dla czarownic. Nie dla mnie.- Odpowiedziałam zakłopotana.
Na moim ramieniu wylądowała ręka Twyli.
-Księga czarów? Hmm.. mogłabym pomóc. W cieniach i pod łóżkami normalskich dzieci są często schowane jakieś książki.- Powiedziała kręcąc na palcu kosmyk swoich długich włosów o miętowym kolorze. Westchnęłam ciężko i wzięłam kurtkę z lady.
Kiedy już dotarłam do domu,błyskawicznie pojawiła się u nas Twyla. Cleo wiedziała o tym.
Z zaciekawieniem wzięła poduszkę. Usiadła na niej w ogrodzie.
-Hmm... zobaczmy co my tu mamy. Książki tej nie widziałam nigdy na oczy. No dobrze. Teraz widzę.- Potworka przekartkowała parę stron i również wzięła sobie poduszkę.
-Postaram się coś ciebie nauczyć. Gigi mówiła mi,że coś jest nie tak.-Zaciekawiona,kazała mi wypróbować.
Zrobiliśmy parę ruchów. Nic się nie działo.
-Wiesz,Twyla. Nie jestem przekonana.- Odparłam zniechęcona.
-Spróbuj chociaż ten. To jest chyba czar na promień światła.-Cleo pokazała palcem na zaklęcie.
Posłusznie robiłam to,co czytali. Gdy jednak wybuchło mi coś przed twarzą,byłam zszokowana.
-A jednak!To nie to ale... dawaj kolejne!- Zaangażowałam się trochę bardziej.
Dziewczyny szybko wybierały następne gesty. Gdy udała mi się lewitacja na jednym z wazonów,nie mogłam w to uwierzyć.
-O mój Ra! To się dzieje na prawdę?!- Oglądałam swoje ręce. Jednak dżinka miała rację.
Cleo sama była zdziwiona. Magię miała tylko w swoich talizmanach. Ja miałam ją w sobie.
Poćwiczyłyśmy jeszcze sobie z dobre dwie godziny. Po entej próbie zaklęcia obronnego,dostałam nagle telefon. Za wibrował,a ja przerwałam w pół jednego zaklęcia.
Przypadkowo obcięłam gałąź jednego drzewa... heh.
Clawdmil: Hej,All. Wiem,że już trochę późno,ale rodziców jak zwykle nie ma do 20.00,a ja chyba coś złapałem. Kupiłabyś mi leki?
Ty się znasz... coś na gardło. Oddam ci kasę jak przyjdziesz,ok? :)
-Ej upiorki, muszę się zbierać.-Wskazałam na komórkę. Usiadłam na poduszce obok Cleo. Ta oznajmiła,że Twyla jeszcze zostanie. One się sobą zajmą.
Zgodziłam się. Szybko odpisałam,że zaraz będę, zabrałam portfel i wyszłam.
Śliczny zachód słońca odprowadził mnie aż do apteki. Gdy tylko kupiłam to co powinnam zaczął kropić deszcz.
-Uh... no...nie jestem z cukru...- Zawinęłam ciaśniej bandaż na nodze oraz naciągnęłam kaptur.
Trochę przemoczona weszłam do domu mojego upiora.
Ten na przywitanie trochę zakaszlał i zaprowadził mnie do salonu.
-Dzięki wielkie. Na wycieczce było jeszcze dobrze. U mnie w apteczce nic nie ma. Rodzice jak zwykle nic mi nie zostawili.-Powiedział lekko zachrypnięty dając mi do ręki należność. Powiedziałam,że nie trzeba.
-Chcesz na trochę zostać? Leje.- Odsłonił okno. Rzeczywiście, rozpadało się.
-Nie mam nic przeciwko. Tylko zadzwonię do Nefery. Ta pewnie znowu zrobi mi rachunek sumienia gdzie byłam... Na piramidy! Jak było świetnie,kiedy była na tym wyjeździe!- Wybrałam jej kontakt. Poszłam gdzieś za róg pokoju.
*-Nefera? Wrócę gdzieś po 20.00. Rozpadało się.
-Phi! Ty mnie zawsze kłamiesz.
-Dziewczyno, odsłoń sobie to zaupiorzałe okno!
-No... masz farta... Dobra,ale i tak mnie to nie obchodzi.
-Kazałaś mi się meldować. Uhhh...*
Na tym się skończyło,odłożyłam słuchawkę mówiąc sobie pod nosem ,,a idź do sarkofagu''.
Rozdział 10 Jak to tak,z kłami?:
-Ally pokazała kiełki?- Podsumował chłopak z uśmiechem na twarzy.
-Nie mam co pokazywać.- Zaśmiałam się serdecznie.
Dołączyliśmy do reszty w szatni. Na wejściu już córka Frankensteina zadała mi pytanie.
-Aleksa, co z tą książką? Umiesz coś?- Frankie zaczęła się dopytywać o księgę od Gigi.
-Ehh... niby tak,ale... to chyba książka dla czarownic. Nie dla mnie.- Odpowiedziałam zakłopotana.
Na moim ramieniu wylądowała ręka Twyli.
-Księga czarów? Hmm.. mogłabym pomóc. W cieniach i pod łóżkami normalskich dzieci są często schowane jakieś książki.- Powiedziała kręcąc na palcu kosmyk swoich długich włosów o miętowym kolorze. Westchnęłam ciężko i wzięłam kurtkę z lady.
Kiedy już dotarłam do domu,błyskawicznie pojawiła się u nas Twyla. Cleo wiedziała o tym.
Z zaciekawieniem wzięła poduszkę. Usiadła na niej w ogrodzie.
-Hmm... zobaczmy co my tu mamy. Książki tej nie widziałam nigdy na oczy. No dobrze. Teraz widzę.- Potworka przekartkowała parę stron i również wzięła sobie poduszkę.
-Postaram się coś ciebie nauczyć. Gigi mówiła mi,że coś jest nie tak.-Zaciekawiona,kazała mi wypróbować.
Zrobiliśmy parę ruchów. Nic się nie działo.
-Wiesz,Twyla. Nie jestem przekonana.- Odparłam zniechęcona.
-Spróbuj chociaż ten. To jest chyba czar na promień światła.-Cleo pokazała palcem na zaklęcie.
Posłusznie robiłam to,co czytali. Gdy jednak wybuchło mi coś przed twarzą,byłam zszokowana.
-A jednak!To nie to ale... dawaj kolejne!- Zaangażowałam się trochę bardziej.
Dziewczyny szybko wybierały następne gesty. Gdy udała mi się lewitacja na jednym z wazonów,nie mogłam w to uwierzyć.
-O mój Ra! To się dzieje na prawdę?!- Oglądałam swoje ręce. Jednak dżinka miała rację.
Cleo sama była zdziwiona. Magię miała tylko w swoich talizmanach. Ja miałam ją w sobie.
Poćwiczyłyśmy jeszcze sobie z dobre dwie godziny. Po entej próbie zaklęcia obronnego,dostałam nagle telefon. Za wibrował,a ja przerwałam w pół jednego zaklęcia.
Przypadkowo obcięłam gałąź jednego drzewa... heh.
Clawdmil: Hej,All. Wiem,że już trochę późno,ale rodziców jak zwykle nie ma do 20.00,a ja chyba coś złapałem. Kupiłabyś mi leki?
Ty się znasz... coś na gardło. Oddam ci kasę jak przyjdziesz,ok? :)
-Ej upiorki, muszę się zbierać.-Wskazałam na komórkę. Usiadłam na poduszce obok Cleo. Ta oznajmiła,że Twyla jeszcze zostanie. One się sobą zajmą.
Zgodziłam się. Szybko odpisałam,że zaraz będę, zabrałam portfel i wyszłam.
Śliczny zachód słońca odprowadził mnie aż do apteki. Gdy tylko kupiłam to co powinnam zaczął kropić deszcz.
-Uh... no...nie jestem z cukru...- Zawinęłam ciaśniej bandaż na nodze oraz naciągnęłam kaptur.
Trochę przemoczona weszłam do domu mojego upiora.
Ten na przywitanie trochę zakaszlał i zaprowadził mnie do salonu.
-Dzięki wielkie. Na wycieczce było jeszcze dobrze. U mnie w apteczce nic nie ma. Rodzice jak zwykle nic mi nie zostawili.-Powiedział lekko zachrypnięty dając mi do ręki należność. Powiedziałam,że nie trzeba.
-Chcesz na trochę zostać? Leje.- Odsłonił okno. Rzeczywiście, rozpadało się.
-Nie mam nic przeciwko. Tylko zadzwonię do Nefery. Ta pewnie znowu zrobi mi rachunek sumienia gdzie byłam... Na piramidy! Jak było świetnie,kiedy była na tym wyjeździe!- Wybrałam jej kontakt. Poszłam gdzieś za róg pokoju.
*-Nefera? Wrócę gdzieś po 20.00. Rozpadało się.
-Phi! Ty mnie zawsze kłamiesz.
-Dziewczyno, odsłoń sobie to zaupiorzałe okno!
-No... masz farta... Dobra,ale i tak mnie to nie obchodzi.
-Kazałaś mi się meldować. Uhhh...*
Na tym się skończyło,odłożyłam słuchawkę mówiąc sobie pod nosem ,,a idź do sarkofagu''.
Rozdział 11 Strach,miód i ich dwóch:
-Już jestem!- Wyskoczyłam zza drzwi do pokoju i usiadłam na kanapie.
-Spoko. Ja dostałem przed chwilą upioromesa od rodziców. Ehh... jeszcze mi brata przywożą...- Odpowiedział zażenowany,nadal z chrypą.
Zdziwiłam się. Nie wiedziałam,że Clawdmil ma brata.
-Jakiś młodszy? A gdzie on był? Nie widziałam go.- Myślałam,że mój chłopak jest jedynakiem. Tu taka niespodzianka.
-Gorzej. Starszy. Moje jedyne,ale i tak wkurzające rodzeństwo.- Odburknął.
Powiedział,że zdawał na prawo jazdy i mieszkał u jakiejś dalszej rodziny,bo miał daleko,by ciągle dojeżdżać.
Dowiedziałam się,że jest ''dokładnie'' w wieku Nefery,skończył już Straszyceum.
Zapytałam jak ma na imię. Clawdrian. Dość podobnie.
Ehh... już przywykłam w sumie do tego,że każde wilkołacze imię zaczyna się od -Claw lub -Howl.
W sumie, nie pasowało mi to,że Clawdmil,jako wilkołak nie miał ani siostry,ani brata. Teraz się wyjaśniło.
Uświadomiło mnie to, jak mało wiem o jego rodzinie.
Upiór cały czas siedział sam. Mówił kiedyś,że jego mama ma cały czas jakieś wyjazdy,pracuje jako stewardesa. No,może coś obiło mi się o uszy,że tata wilkołaka jest lekarzem i zwykle ma nocne zmiany. Szkoda mi go było.
Wtuliłam się w upiora,choć on bronił się,mówiąc,że jeszcze czymś się od niego zarażę.
-Spokojnie. Jeśli chodzi o moje zdrowie. Jestem całkiem wytrzymała. Nawet jeśli, co twoje to i moje oraz na odwrót,nie?- Zaśmiałam się i zapytałam,czy nie zrobić mu herbaty. Coraz bardziej bolało go gardło. Wróciłam po jakiś pięciu minutach.
-Proszę.- Położyłam kubek na stół.
W tym momencie usłyszałam,jak w zamku,w drzwiach przekręca się klucz. Weszły do środka 3 osoby. Mama chłopaka była bardzo niska. Byłam od niej wyższa. Tlenione,lokowane włosy spięte miała w kok.
Ubranie wilkołaczki to zwykła,szara kurtka i czarne botki.Na nosie miała okulary.
Jeśli chodzi o brata i ojca - z trudnością ich rozróżniłam.
Obaj byli bardzo wysocy,tego samego wzrostu. Gdy tylko zdjęli kurtki,jeden miał na sobie garnitur.
Tak! To raczej tata.
Drugi natomiast ubrany był w pasiastą bluzę. Poprawił grzywkę oraz tanecznym krokiem ruszył do salonu.
-Hej braciak!- Podniósł rękę,ale natychmiast ją opuścił,gdy ujrzał,że ja również jestem w pokoju.
-My również wróciliśmy.- ,,Przywitali'' się sucho rodzice chłopaka.
-Em... Straszy-wieczór.- Rzuciłam szybko.
-Aleksa De Nile.- Dodałam,już trochę śmielej.
Wilkołak chyba widział,że jestem trochę zakłopotana. Podszedł do mnie i złapał za rękę.
-Moja upioryna.- Chłopak popatrzył się wrogo na brata.
Nie wiedziałam jak mam to rozumieć. Clawdrian wydawał się fajny.
-Interesujące.- Matka Clawdmila poprawiła okulary i zaczęła przyglądać się mi,jakbym była istotą z innej planety.
Po paru sekundach zabrzmiał wielki zegar. Oznajmiał już ósmą.
-Em... wiesz,ja... ja już muszę iść. Do zobaczenia jutro,w szkole.- Założyłam szybko kurtkę. Przy wyjściu powiedziałam tylko ciche ,,dobranoc''.
Zamknęłam za sobą drzwi. Gdy tylko oddaliłam się o dobry metr od domu,czułam się jakby spuszczono ze mnie powietrze. Ufff!
Kompletnie nie wiedziałam,jak zareagować.
Szłam przyspieszonym krokiem mijając kałuże. Listki pływały po tafli wody jak małe statki.
Poszłam na skróty. W połowie drogi usłyszałam wycie.
-Clawdmil?- Odwróciłam się szybko za siebie. Powtórzyłam imię głośniej.
-Deen?- Zero odzewu.
-Clawd,jeśli to ty,wiedz,że to nie jest śmieszne!- Było bardzo ciemno. Zaczęłam się bać.
-Howleen?- Szłam powoli do tyłu,nadal rozbiegany wzrok szukał znajomej twarzy. Nikogo jednak nie było.
Rozglądałam się.
Rozdział 12 Ktoś czyha i wyje:
Nagle coś wypełzło z krzaków. Potem usłyszałam tylko śmiech.
-Clawdeen!- Dojrzałam jej ulubione,fioletowe botki.
-Hahaha. Nie mogę, po prostu nie mogę!- Deen dosłownie turlała się ze śmiechu.
-Tak,tak. Cudowny kawał.- Obraziłam się. Po moich ostatnich przeżyciach,może stałam się zbyt poważna,ale nie lubiłam jak ktokolwiek mnie straszył.
-Oj,przestań. Chciałam tylko zobaczyć Clawdriana. Przyjechał,zobaczyłam przez okno i chciałam już sobie iść. Nie moja wina,że napatoczyłaś się ty.- Nadal z uśmieszkiem tłumaczyła się.
Ehh... straszyciółkom się wybacza.
-Ej, odprowadzisz mnie? Tak w ramach zadośćuczynienia. Ciemno jest,a ja ledwo co widzę.- Zaproponowałam. Wilkołaczka przytaknęła. Parę minut potem znów usłyszałam wycie.
-DEEN!- Odwróciłam głowę w stronę Clawdeen, pełna złości. Ile razy myśli,że nabiorę się na ten sam numer?
-Teraz przestań. To nie ja. Pewnie już wychodzimy z tych wiecznych krzaków.
Mało domów z psami jest w Salem?- Upiorka przewróciła wymownie żółtymi oczami.
-Masz rację. Panikuję ostatnio. Przepraszam.- Wilkołaczka przytuliła mnie i powiedziała,że mam ,,nie świrować''. Znów poszłyśmy kawałek drogi, nadal nie wychodziłyśmy.
Co to w ogóle za skrót! Spojrzałam na swoją iTrumnę. Zabójczo! Moja niańka,Nefera mnie ukatrupi.
Nie ma też zasięgu bym powiedziała,że się spóźnię...
-Zabłądziłyśmy?- Zapytałam w końcu.
Wilkołaczka poprawiła tylko swoje kasztanowe włosy. Po czasie dodała,że to nie jest możliwe,bo zna te tereny na pamięć. Nagle usłyszałyśmy jakieś warczenie.
-Czy mi się wydaję,czy jakiś pies za nami idzie!-Zawołała wściekła Clawdeen.
Wzruszyłam ramionami. Deen szybko odwróciła się i wpatrzona w krzaki szarpnęła mnie,tak,że aż równocześnie odwróciła do siebie.
Krzaki zaczęły się ruszać. Przerażona zrobiłam z dwa kroki do tyłu.
Gdy tylko Wysunęło się z nich 3 ogromne psy,zaczęłam uciekać,Deen za mną.
Obejrzałam się za siebie, to były jakieś wilkołaki,ale takie straszne,nie jak moja straszyciółka.
Chodziły na dwóch nogach,a raczej goniły nas. Na przeciw zjawiła się jeszcze para tych dziwnych stworzeń.
-Jesteśmy w kleszczach!- Krzyknęłam z płaczem w głosie.
Myślałam tylko wtedy o zaklęciach. Zadziała? Na pewno? Nie mam wyjścia!
Ułożyłam szybko ręce w odpowiednie gesty i dotknęłam ziemi. Nic się nie stało,a wilkołaki były coraz bliżej.
Po paru sekundach jakby za sprawą prądu,padły porażone.
Spanikowana Clawdeen złapała mnie za rękę. Pobiegła tak szybko jak tylko mogła,ciągnąc mnie za sobą.
Nie nadążałam,ale i tak biegłam co sił. Nadal nie mogłyśmy wyjść! AAAH!
-Chwila!- Powiedziałam donośnie.
-Przecież mamy iTrumny! Poczekaj,może jest już ten zasięg! Strachmaps? Zadzwonić do kogoś? Zwolnij! - Szybko się przemieszczałyśmy, jedną ręką, wpisywałam jak szalona lokalizator,by jak najszybciej wydostać się z tego koszmaru.
-Lewo!-Krzyknęłam.
-Prawo!-Po chwili.
-I prosto,aż do końca! Wyjdziemy na most Pazura,a potem alejką Mogiły i jesteśmy już na naszej ulicy.- Deen się posłuchała. Biegła tak szybko,że już po paru minutach byłyśmy na alei.
-Uhh... dobra, puść. Chyba ich zgubiłyśmy.- Z trudem łapałam powietrze. Nienawidzę biegać,nie jestem do tego stworzona.
Wilkołaczka zapięła złotą kurtkę i rozejrzała się.
Rozdział 13,którego pechowy numer nie powinien się tu pojawić.
Rozdział 14 Nieżywej mnie nie dostaną!:
-Ok. Ahhh... myślałam,że nas dopadną. Dosłownie milimetry.- Upiorce trzęsły się ręce. Z nerwów. Ja też niespokojnie oglądałam się za siebie.
-Jeszcze tylko kawałek.
Dotarłyśmy do domu wilkołaczki w miarę spokojne. Do piramidy Cleo miałam jeszcze parę metrów.
Kiedy przekroczyłam wielkie,złote wrota i zamknęłam je za sobą,przylgnęłam do nich i zjechałam na podłogę. Schowałam twarz w dłoniach.
-O Ra! Czemu ja!?- Wycedziłam.
Usłyszałam kroki obcasów.
Wyszła i rzuciła mi sarkastycznie czemu tak wcześnie przyszłam ,,niańka'' Nefera.
Odparłam,że ma się ode mnie odczepić. I popędziłam ze łzami w oczach do pokoju mojego i Cleo.
-Co się stało!?- Momentalnie zerwała się z krzesła,na którym siedziała.
-Ja... o mój Ra... Deen,wilkołaki,o mój Ra!...- Przez łzy wydusiłam z siebie tylko kilka słów.
-No,ale co się stało? Clawdeen ciebie ugryzła?- Zażartowała Cleo.
Otarłam krople z policzków i zaczęłam się cicho śmiać.Co,jak co,ale ona potrafiła rozbawić.
-Ohhh... nie wiem,gdybym to ja wiedziała! Wiem tylko jedno...- Wzięłam z naszego biurka księgę od Gigi.
-Zaczynam się ostro uczyć.- Dodałam sucho.
Cleo nalegała,bym opowiedziała jej,co się stało. Ja powiedziałam tylko,że jutro jej wszystko na spokojnie powiem i uczyłam się nowych zaklęć.
Aż do pójścia spać.
Obudziłam się gdzieś w środku nocy. Było mi bardzo chłodno. Założyłam swoje fioletowe kapcie.
-Nefera pewnie gdzieś otworzyła okno!-Szepnęłam ze złością.
Przemierzyłam korytarz. Tak. Znalazłam. Z trzaskiem zamknęłam okno.
Już chciałam iść z powrotem do łóżka,ale zatrzymał mnie przepływający ,,Nil''.
-Nie przypominam sobie,bym położyła tu jakąś książkę.
Schyliłam się i szybko podniosłam z brzegu domowej rzeki jakąś księgę.
Było ciemno,więc nie zauważyłam tytułu. Wróciłam do pokoju.
Położyłam ją pod moją,z zaklęciami i ponowiłam sen.
Gdy zbudził mnie pierwszy promyk słońca,otworzyłam oczy. Była przy mnie moja biała kotka.
Przeciągnęłam się i przeniosłam zwierzaka bliżej siebie.
-Nilla,ty przychodzisz chyba do mnie tylko by się ogrzać. Jak przychodzi co,do czego sobie idziesz. Straszygłupol!- Leżąc na boku podrapałam kota za uchem,jak to lubiła. Pechowiec rozprostował łapki.
Z mruczeniem wtulił się we mnie.
-Ohh... mój mały zdrajca. Hmm... która godzina? Cleo jeszcze smacznie śpi.- Obróciłam się. Zegar wskazywał na 6.13.
Uznałam,że jest jeszcze dużo czasu do szkoły. Przecież idę zawsze na 8.00. Założyłam swoje codzienne ciuchy i usiadłam na łóżku.
Po paru chwilach wstałam,przypomniawszy sobie o moim wieczornym znalezieniu.
Podeszłam do miejsca gdzie ją odłożyłam.
-Ha. Nic dziwnego,że nie mogłam odczytać tytułu!-Okładka była cała czarna,a napis w szarym kolorze ,,Magia Ostateczna'' zlewał się z całością.
-He? Co to ta Magia Ostateczna?- Otworzyłam księgę na pierwszej stronie.
Nazwy zaklęć były dość zadziwiające ,,Magia przyzywania zmarłych'', ,,Magia Zagłady'', ,,Magia Śmierci Absolutnej''. Znalazłam też ,,Czar Odejścia Częściowego''.
-Co to ma w ogóle być? Na co komu magia o śmierci...- Sama siebie pytałam.
W porównaniu z książką Gigi,znaleziona była bardzo mała. Wręcz zmieściłaby się w kieszeni.
-Nie wiem co o niej myśleć. Na wszelki wypadek.- Powiedziałam chowając do torebki ,,odkrycie''.
-Przynajmniej jedyna książka z magią,która mi się zmieści. Z tej wielkiej może przepiszę do jakiegoś małego notatnika najważniejsze zaklęcia.
Była już 7.00,kiedy Cleo wstała.
-Upiorodoberek,Ally! Co ty tam przepisujesz?- Upiorka pochyliła się nade mną łaskocząc mnie w nos czarnymi włosami.
-Zabieraj to. Zajęta jestem.- Odpowiedziałam sucho odsuwając jej kruczy kosmyk.
Mumia tylko zabrała ode mnie Nillę,która się kręciła pod nogami i poszła z nią na śniadanie.
Kiedy wróciła zobaczyła wystawiającą z mojej torebki czarną książkę.
Gdy tylko podeszła do mojej własności,rzuciłam zza pleców ,,Nie myszkuj.''.
-Zachowujesz się jak jakiś zombie. Czemu ty to przepisujesz?- Cleo była straszliwie ciekawska.
-Ohhh... przepisuję najpotrzebniejsze zaklęcia, tamta czarna książka w torebce to też same zaklęcia.- Skierowałam oczy ku górze,błagając by dane mi było spokojnie pracować.
-No,właśnie... a co się wczoraj stało?- Na kolejne pytanie położyłam się na biurku tak,że moje czoło dotykało blatu.
-Zażenowanie. Kolejny atak,a jak.- Odparłam po chwili.
Po paru minutach,Cleo powiedziała mi,że moje przepisywanie musi się skończyć,bo się spóźnimy.
Na te słowa szybko zapakowałam różowy notatnik w którym trochę zaklęć było, narzuciłam kurtkę i szybkim krokiem zaszłam z kuzynką do szkoły.
Rozdział 15 Bliskie spotkanie 3 stopnia:
Kiedy trafiłyśmy już na boisko,Clawdeen odciągnęła mnie na bok,ku zdziwieniu stojącej z nią Frankie.
-I co? Wszystko ok?- Rozszerzyła swoje żółte oczy i podrapała się za uchem. Dodała,że jej nic nie jest.
-Mnie też nie. W razie co,następnym razem mam książki z zaklęciami. Nie mam pamięci do tego. Trochę sobie spisałam.
Po chwili podeszła do nas Twyla.
-Hej upiorki, widziałyście gdzieś Howleen?- Córka Boogie Man'a rozejrzała się dokoła.
-Tak, w strachotece jest.- Powiedziała spokojnie,zmieniając ton Deen.
-Ok,dzięki. Tak właściwie,skoro już jestem tutaj,to już się spytam i o to. Wczoraj cienie jakoś się przemieściły. Dziwnie. Zauważyłyście coś?
Wilkołaczka i ja obejrzałyśmy swoje ,,szare odbicia''. Były takie same jak i dnia poprzedniego.
-Wieczorem, nie bierzcie mnie za paranoika.- Dodała Twyla.
-No... Ja wczoraj znalazłam to.- Wyjęłam małą,czarną książeczkę.
-Mogę? Oddałabym ci po lekcjach.- Zapytała Twyla,wskazując na moje wczorajsze znalezisko.
Podałam jej,kiwając twierdząco głową. Powiedziałam tylko,by jej tylko nie zgubiła,bo nie zdążyłam jej porządnie przeczytać. Dziewczyna poprawiła tylko swoje miętowe włosy i skierowała się w stronę strachoteki.
Zabrzmiał dzwonek na pierwszą lekcję.
-Eh,gdzie Clawdmil? Aż tak się rozchorował?- Zapytałam sama siebie,stojąc pod klasą 423.
Zauważyłam go. Przyszedł razem z chłopakami.
Zakradłam się do niego od tyłu i zamknęłam mu oczy. Hmm... wydawał się trochę wyższy.
Gdy tylko obrócił się,zrozumiałam,że to nie był on,a jego brat! Ale wtopa!
-To to piramidalnie...- Odezwałam się patrząc na zaskoczonego upiora.
-Ja,przepraszam. Pomyliłam cię,z Clawdmilem. Masz jego bluzę.- Szukałam jakoś wytłumaczenia, głupio mi było.
-W sumie,też moja wina. Ja już tu nie chodzę. Ze starymi kumplami musiałem się przywitać.- Na te słowa dał ,,sztamę'' chłopakowi Lagoony.
-No,a to pomogło mi się tu jakoś zakraść.- Dodając,wskazał na bluzę.
-Em... no,a jak się czuje?- Spaliłam się ,,na upioroburaka''. Widziałam jak Clawd nie może powstrzymać śmiechu.
-Jutro ten leń powinien przyjść. Ja już zmykam. Nauczyciel idzie. Siema!- Wilkołak pobiegł w stronę wyjścia. Gdy tylko wchodziliśmy do klasy, Clawd śmiał się jakby go coś łaskotało.
W pewnym momencie obróciłam się do niego i powiedziałam,że też mam prawo się pomylić. Głupio,ale pomylić. Straszylogia dłużyła się. Pan D'nat miał z nami zastępstwo i niby coś robiliśmy,niby nie. Facet tylko mówił nam co mamy robić,a podczas naszej pracy jęczał jak rasowy zombie. Widziałam,że Robecca krzywi się aż od tych dźwięków.
-Hej, co tam?- Zagadałam,jednocześnie patrząc czy nauczyciel zwraca na mnie uwagę.
-Nic. Już w trybach mi się przewraca od tych jęków! Śrubki aż iskrzą. To jest jakby ktoś drapał po tablicy! Do tego,czuję to w obwodach,że będzie padać.- Robotka dodała tylko pod nosem,że nienawidzi tego dnia.
Ja podparłam głowę o rękę i spojrzałam w okno. Rzeczywiście,zaczęło padać.
-O nieeee, deszcz! Co gorszego mogło mnieee spotkaaaać!- Wrzeszczał nauczyciel.
W końcu Venus wstała z ławki, Rochelle próbowała jakoś ją usadzić.
-Panie D'nacie, może pan wreszcie zamknąć tą kościstą jadaczkę?! 20 minut już próbuję robić tą samą stronę,bo ktoś tu mi przeszkadza! Deszcz jest ożywczy, może pana ożywi,ale teraz może dałby,szanowny nauczyciel pracować?!- Venus usiadła znów na swoim miejscu.
Opiekun po paru chwilach zaczął jęczeć,że nawet uczniowie go nie szanują.
Zażenowana,zielonoskóra potworka położyła się czołem na ławkę i zacisnęła zęby. Puknęła potem parę razy ręką w blat,odsapnęła i próbowała zrobić kolejną stronę zadań.
Mnie też już pan D'nat zaczął wkurzać,na szczęście miałam już zrobione wszystko. Jakoś się ,,wyłączałam'' patrząc w okno. Niemrawo krople deszczu spływały po szybie,a mój wzrok podążał za nimi.
Nagle zza okna wyłonił się wielki pysk wilkołaka. Zupełnie takiego samego jak tych, przed którymi uciekałam z Clawdeen.
Wilkołaczka jako pierwsza krzyknęła na całą klasę. Ja aż spadłam ze strachu z krzesła.
Wszyscy zaczęli wybiegać z sali, było wielkie zamieszanie.
Potwór wybił okno w sali i ani myślał,by zostawić nas w spokoju. Uciekaliśmy klasą po całej szkole.
Przez głośniki w klasach oraz na korytarzach szedł komunikat o pozostaniu w salach.
-A co z nami?!- Z irytacją odezwała się Operetta.
-Nie uciekniemy mu!- Zakrzyknęła Cleo.
Po każdym z ostrych zakrętów potwór drapał w ściany,zostawiając ślady pazurów.
-Chwila! Ja sobie z nim poradzę!- Odezwałam się w miarę spokojnie do reszty tłumu.
Nerwowo zaczęłam szukać notatnika.
-O,nie! Został w sali!- Otworzyłam szeroko oczy,nie mogąc uwierzyć,że przełożyłam go do plecaka.
Rozdział 16 Wprowadzamy stan wyjątkowy:
-Musimy zawrócić do sali!- Powiedziałam zdenerwowana do biegnącej koło mnie Robeccy.
-On nam odciął drogę. Jesteśmy na bocznych schodach.
Byśmy musiały go chyba magicznie przeskoczyć!
Błagam,powiedz,że masz jakiś pomysł! - Odezwała się przestraszona.
-Jest wysoki,ale masz chyba dobry napęd? Musimy zaryzykować, przelecimy nad nim!- Złapałam za rękę upiorkę, zatrzymałyśmy się i wzięliśmy mały rozpęd.
-Teraz,albo nigdy!- Robotka włączyła swoje odrzutowe buty i pędziliśmy wprost na wrogiego wilkołaka.
Z przerażenia zamknęłam oczy. Czułam,że odrywam się od podłoża.
Parę milimetrów niżej,a by się pewnie nie udało.
Potwór zaczął gonić większą grupkę. Ja mogłam w miarę spokojnie pobiec po notatnik.
-Gazu,gazu,gazu!- Ponaglała mnie Robecca.
Szybko złapała mój nadgarstek i włączyła przyspieszenie.
Skręciłyśmy do sali,ledwo wyrabiając zakręt.
Gdy miałam już notatnik w rękach,do pomieszczenia wbiegła cała klasa. Zaczęłam nieźle panikować.
Wypowiedziałam odpowiednie zaklęcie i... odepchnęło mnie i wroga z taką siłą,że wyleciałam przez rozbite okno,a wilkołak zniknął rozpływając się.
Wielka dziura w ścianie została, wyleciał chyba z dwa korytarze dalej.
-Dzięki ci Ra,że mieliśmy lekcje na parterze.- Powiedziałam,otrzepując się z pozostałości szyby. Ledwo podniosłam się z zeschniętej trawy,mimo wielkiego odrzutu,nic poważnego mi się nie stało,może.. poza małymi siniakami. Tut z Clawdem podali mi ręce. Weszłam do klasy tak jak ,,wyszłam''.
Trzymając się za pokiereszowaną rękę,spojrzałam na całą klasę z niezrozumiałą wściekłością.
-Co tak stoicie!? Gnać do pokoju dyrektorki!- Krzyknęłam na tłum gapiów,pokazując,że mają się stąd zabierać. Clawd posłuchał,ale Tut ani myślał się ruszyć.
-Idź. Chociaż ty mnie nie wkurzaj.- Na te słowa,chłopak tylko dotknął mojego policzka i pokazał,że się mocno zacięłam. Wtedy powiedziałam,że chciałabym,żeby to zranienie było moim jedynym problemem.
Kiedy wszyscy byli już pod gabinetem,ja z upiorem byłam jeszcze w innym skrzydle szkoły.
W pewnym momencie Tut złapał mnie za rękę. Po paru sekundach odskoczył jak oparzony.
-Kopnęłaś mnie prądem!-Speszony odsunął się.
-No i prawidłowo. Zamierzone to niestety nie było,ale chyba wiesz,że hmmm... no nie wiem... MAM CHŁOPAKA?!-Przyspieszyłam kroku. On była cały czas za mną.
-Naprawdę nie możesz sobie odpuścić? Nie teraz chociaż. Jestem upiornie zmęczona. Muszę jeszcze coś załatwić.- Zadziornie poprawiłam grzywkę.
Pod pokojem Krewnickiej był wielki ścisk. Jakoś jednak otworzyłam drzwi. Pokazałam,by inne upiory zachowały dystans. Wszyscy patrzyli na mnie,nie wchodząc do gabinetu.
Walnęłam z impetem w biurko,zarzucając dyrektorce szkoły nie dbanie o nasze bezpieczeństwo.
-Droga uczennico,dokładamy wszelkich starań...
-STARANIA?! STA-RANIA?! To jest śmieszne! Napadł nas jakiś stwór,gonił, mógł zabić. Na co było szkołę stać? Na komunikat o zostaniu w klasach! Dosyć tego!- Nachyliłam się by być bliżej dyrektorki.
-Nie chciałam tego robić,ale nie chcę już kryć Straszyceum. Nie wzbudzałam paniki, choć było trzeba już dawno. Przestanę. Wprowadzamy stan wyjątkowy.- Wycedziłam przez zęby ostatnie zdanie.
Krewnicka tylko westchnęła. Po minucie,zrezygnowana wzięła mikrofon ze stołu.
,,-Uwaga uczniowie,jestem zmuszona wprowadzić... STAN WYJĄTKOWY. Znaczy to,że wrócicie do domów. Teraz. O godzinie 18.00 chcę widzieć was wszystkich w dormitorium. Rodzicom i opiekunom przekażcie,że mają udać się do ratusza. Pozwalam używać komórek. Bądźcie spakowani na długo.
Postaramy się rozwiązać problem jak najszybciej,jednak może się to przeciągnąć. Uważajcie na siebie.''.
Rozdział 17 Do dormitorium,marsz!:
Odłożyła mikrofon i spytała z irytacją,czy jestem zadowolona. Odpowiedziałam,że bardzo.
Wychodząc z gabinetu zaczęłam wybierać numer do Clawdmila.
Po przekroczeniu progu zaczepiła mnie Frankie.
-Niezła akcja!
Potem dokończyła Draculaura.
-Dyrektorka jaką ma minę teraz!
Pokazałam tylko,że proszę o minutę ciszy i pobiegłam za najbliższy skręt.
,,-Hej wilczku. Chory,prawda? Niestety mam złą wiadomość. Chyba już słyszałeś syreny?
O 18.00 musimy być spakowani.
-Wiem,właśnie słyszę. Spotkamy się. Co prawda doszedł mi jeszcze katar,jakby mi nie wystarczyła gorączka i kaszel,ale skoro karzą... Mam nadzieję,że nic ci nie jest. Nie wybaczyłbym sobie. Cała?
-Trochę poobijana,ale to nie ważne,uważaj na siebie. Dobrze,ja już się zbieram.
Spotkamy się przed szkołą o 17.45. Papa.''.
Gdy skończyłam,zauważyłam,że za mną stoi Cleo.
-Hm? Co jest?- Zapytałam.
-Wciąż w szoku. Byś widziała jaki to był widok,jak wyleciałaś przez te rozbite okno. Upioromasakra!
A,własnie...Twyla już poszła do domu,prosiła bym oddała.
Radziła to wyrzucić, zła książka.- Podała mi moją czarną własność.
Wsadziłam ją szybko do torby. Ubrałam kurtkę. Zamykając wrota do szkoły naciągnęłam kaptur.
-Chodź. Jest 14.00. Do tego leje. Pospieszmy się,zanim się totalnie rozpada.- Ponaglała mnie Cleo.
Wchodząc do naszego domu, ściągnęłam z wieszaka kurtkę Nefery i wcisnęłam jej,gdy tylko ją zobaczyłam.
-Papa!- Pomachałam jej przed nosem.
-Spokojnie, jeszcze nie idę. Zdążę.-Powiedziała,odkładając agresywnie nakrycie na krzesło.
Młodsza kuzynka szybko zaciągnęła mnie do pokoju.
Po paru minutach całe pomieszczenie było jednym,wielkim bałaganem.
Na szczęście my,zadowolone siedziałyśmy na łóżku,na którym walały się jakieś bluzki.
-Umówiłam się już,że będziemy razem z Draculaurą w pokoju.
Dyrektorka powiedziała,że musimy jeszcze wziąć Clawdeen,Frankie i Spectrę.
Ponoć teraz zamieniają wszystkie łóżka na piętrowe. W jednym pokoju mają powciskać około 7 osób. Nam dali tylko 6. Wszyscy już przydzieleni. Będzie miejsce. Możemy kogoś przesarkofawić!- Upiorka zaśmiała się. W sumie niegłupi pomysł.
-Spakowałaś wszystko?-Spytałam wskazując na jej turkusową walizkę i 2 złote torby.
-Tak,a właściwie jak stoimy z czasem...?-Gdy tylko Cleo zobaczyła,że Nefera już się zbiera do wyjścia,spojrzała na swój trumnofon.
Mogłyśmy już powoli opuścić dom. Zabrałam tylko dwie walizy.
Cleo włączyła za nami alarm i zeszłyśmy ze schodów w kierunku szkoły.
Parę minut - byłyśmy. Gdy tylko ujrzałam Deuce'a stojącego z Clawdmilem bardzo się ucieszyłam.
Co prawda wilkołak wyglądał niemrawo,ale nie dziwiłam mu się. W końcu choroba ,,nie wybiera''.
Kiedy przytuliłam się do upiora,Cleo złapała swojego chłopaka za rękę i weszła z nim do środka.
Za nimi byliśmy my. Na powitanie pan Hack wręczył nam klucze do pokoju numer 13131 i kazał zapisać imiona tych,z którymi będziemy w pokojach.
Sale,w których mieliśmy spać były w dormitorium i miały wysokie numery.
-Ej,a wy jaki pokój macie?-Zapytała Cleo.
-13133.-Powiedział Deuce,poprawiając swoje okulary.
-Super! To samo piętro. Już się bałam,że będziemy musiały przechodzić
całą szkołę,by do was trafić.- Uśmiechnęłam się serdecznie do towarzyszy i rozglądałam się za naszym numerem.
-1300... 1302,1308...- Mówił mijane pokoje na głos wilkołak.
-O,tutaj!- Okazało się,że sąsiadów będziemy mieć tylko z prawej strony. Na przeciwko znajdowała się sypialnia Deuce'a,Clawda,Clawdmila,Rossa,Tut'a,Gilla i Troy'a. Gdy upiory przekręcili klucz w swoich drzwiach, inni już tam byli.
U nas natomiast jeszcze nikt,prócz nas nie dotarł.
-Hmm... ja zajmuje to górne łóżko!- Zakrzyknęłam rzucając swój trumnofon na wybrane miejsce.
-Ok. To ja na dole!- Zaśmiała się Cleo. Upiorka usiadła na swoim posłaniu i powoli się rozpakowywała.
Rozdział 18 Reporterka na karku:
Gdy tylko zamek dał o sobie znać,do pokoju wkroczyła Gigi,oznajmiając,że zamieniła się z Frankie.
-Mi to tam obojętnie.- Wzruszyłam ramionami i dalej opróżniałam moją walizę.
Nim zabrałam się za drugą, w drzwiach dojrzałam Draculaurę i Clawdeen.
-Siemka,upiorki!- Przywitała się różowa wampirzyca.
-Gigi,ty masz chyba inny pokój?- Zdziwiła się Deen.
-Zamieniłam się.- Odpowiedziała bez emocji.
Wilkołaczka położyła swoją jaskrawozieloną torbę w paski na jedno z górnych łóżek.
-Ja tu. Lala,ty na dole?- Zapytała Draculaurę,Clawdeen.
Upiorka tylko kiwnęła głową i położyła torebkę,tam gdzie miała spać.
-Wiecie co? Mam fajny pomysł. Zabrałam taśmę klejącą i karteczki. Podpiszmy co i jak.- Gigi zaczęła rozlepiać imiona na łóżkach,aż nie przeniknęła przez ścianę Spectra.
-Uh! Jakie osobliwości będą ze mną dzielić pokój!- Parę razy razy westchnęła radośnie,marząc o nowych materiałach na swojego bloga.
-Dzieńupiorny?- Odpowiedziała speszona Cleo.
-Tak,tak! A teraz mogę prosić o zdjęcia i autografy? Zeskanuję je sobie,jak już
wrócimy do domu.-Spectra nie mogła się od nas oderwać.
Przewróciłam oczami. Powiedziałam duszycy,że my takie wielkie sławy nie jesteśmy.
-Żartujesz sobie! Stawaj tutaj!- Wskazała nam miejsce.
Koniec końców się uśmiechnęłam. Jakoś wyjść na zdjęciu musiałam.
-Cudowny materiał!- Reporterka latała po pokoju jak szalona,robiąc zdjęcia wszystkiemu,czemu się je zrobić dało.
-To będzie dłuuuuugi pobyt...- Wymamrotała Clawdeen.
-Ja już jestem wypakowana,idę do chłopaków. To,papa!- Szybko wyszłam z pokoju zatrzaskując drzwi. W duchu powtarzałam sobie ,,O mój Ra! Czemu?!''.
Kiedy już przekroczyłam próg pokoju upiorów, szepnęłam,uchylając lekko drzwi,by Clawdmil wyszedł do mnie. Po paru minutach był już razem ze mną na korytarzu.
-Ally,ja ci powtarzam. Będziesz chora. Jeśli coś się stanie,to całe miasto leży i wyje!-
Nie przejmowałam się słowami upiora. Powiedziałam tylko,że w końcu ma za dziewczynę ,,czarownicę'' i jeśli zgodzi się zostać moim ,,królikiem doświadczalnym'',postarałabym się go wyleczyć.
Na początku bronił się,ale potem katar i chrypa zaczęły go tak męczyć,że poszedł na ten układ.
Zeszliśmy piętro niżej. Była tam nieużywana przez wiele wieków - kuchnia. Wzięłam swoje notatki z księgi,pokazując chłopakowi napój anty-magiczny,w razie co,jakbym coś pomyliła.
Parę razy rzeczywiście mi nie wychodziło. Nawet zmieniłam biedakowi kolor futra z 2 razy.
Na szczęście gdzieś za 5 próbą był już zdrowy.
-A,to czyli trzeba było wyżej podnieść rękę! Heh...- Zawstydzona splotłam ręce.
-Udało się jednak. Z ciebie rasowa ,,Baba-Jaga''!- Ucieszony chłopak podniósł mnie.
-Tylko następnym razem,błagam. Nie farbuj mnie na różowo! Nie zniosę tego! Haha.- Dodał.
Oboje śmialiśmy się. Jako jedyni przeglądaliśmy potem każdy kąt wydzielonego nam sektora.
-Słuchaj, nie mogłam tego powiedzieć wcześniej,bo... Spectra się kręciła, tu nas chyba nie znajdzie.
No,a ty dzielisz z tym kimś pokój...-Zaczęłam, zmieniając temat.
-O czym ty gadasz?- Wilkołak był ,,zbity z tropu''.
-Ehh.. Tut. Gdy tylko wszyscy poszli,a ciebie nie było, próbował złapać mnie za rękę. On sobie nie odpuścił...-Smutno spojrzałam w podłogę.
-On?! Ja mu wybiję z głowy takie pomysły. Parę zębów,tak przy okazji też.- Wilkołak chciał
już wyjść ,zrealizować plan,ale ja złapałam go za rękaw,mówiąc by podarował.
To nie była dobra sytuacja, w końcu muszą z sobą wytrzymać trochę czasu.
-Dobra,ale już mi się to nie podoba.- Odpowiedziałam,że mi również.
Clawdmil podpytał też o Troy'a. Chłopak trzyma mnie na niezły dystans. Pewnie nadal ma sobie za złe.
-Nie, to nie on. Widać,że głupio mu. Trzyma mnie od siebie z daleka. Trochę mi przykro,że was rozdzieliłam.- Zaczęłam bawić się kosmkiem swoich włosów.
Próbowałam jakoś zająć ręce,które w tamtej chwili były zimne jak dwie kostki lodu.
Clawdmil spojrzał nerwowo na zegarek. Było już późno. Skierowaliśmy się do swoich pokoi,aż Spectra nie przeleciała między nami i nie zrobiła zdjęcia.
-Super fotka! Wielka szkoda,że zamieniłam się z Operettą. Miałam u niej dług,za poprzedni,niezbyt trafiony post...-Powiedziała krzywiąc się.
-Ehh... leć,leć.- Machnęłam ręką w ,,olewczym'' geście.
Smutna duszka zrobiła jeszcze jedno zdjęcie i poleciała.
-Tak!-Zacisnęłam ręce,gdy tylko zorientowałam się,że jest już daleko.
Rozdział 19 Jak my ze sobą wytrzymamy?:
Gdy tylko wróciliśmy do pokoi zaczął się spór,która upiorka pierwsza zajmie łazienkę.
Najpierw kłótnia,potem losowanie,uznanie,że Operetta oszukiwała,wyliczanka...
Po kwadransie ustalilyśmy stałą kolejkę. 3? Mogło być gorzej.
Kiedy już prawie gotowa szczotkowałam włosy,usłyszałam jakieś wielkie łupanie.
Coś jakby rozrzucanie książek. Później walenie w ściany.
Usłyszałam po paru minutach krzyki chłopaków z pokoju obok.
-Na Horusa! Co oni tam robią!?- Wybiegłam w niebieskich kapciach na korytarz razem z Cleo i Draculaurą,które też były już w piżamach. Otworzyłam brutalnie drzwi i zobaczyłam jak chłopaki się przepychają. Konkretnie Tut z Clawdmilem. Ich pokój to był istny chaos. Wszędzie,wszystko porozrzucane.
Ja,reszta dziewczyn i reszta upiorów próbowali ich rozdzielić.
Gdy weszłam pomiędzy nimi na chwilę przestali. Deuce zdążył złapać wilkołaka,a Clawd odciągnąć Tut'a.
-Co do sfinksa się tu wyrabia?!- Zakrzyknęła Cleo patrząc z gniewem na wszystkich.
Ja tymczasem zmierzyłam wzrokiem trzymaną przez wilkołaka mumię.
-Zachowujecie się jak małe dzieci.- Podsumowała Draculaura,kładąc palec na swoim policzku.
Wilkołak wyszarpał się ze swojej ,,obstawy'' i usiadł wkurzony na krzesło,które stało w jednym z kątów.
Gdy tylko wypuściliśmy Tut'a,ten zrobił to samo. Wziął poduszkę,usadowił się na drugim końcu pokoju i morderczym wzrokiem mierzył wszystkich dookoła.
-No,o co poszło?!- Nachyliłam nad moim chłopakiem. Tak,że moje włosy prawie spadły mu na twarz.
W tym momencie wtrącił się Tut.
-Jesteś wampigłupi,wiesz Clawdmil?
-A ty to nawet na miano wampigłupka nie zasługujesz.- Odparł wrogo wilkołak.
-Kuzynie,okaż trochę klasy. Nie twój poziom.- Zwrócił mu uwagę Clawd.
-Który zaczął?- Wampirka schyliła się nad mumią,siedzącą w koncie.
-Musieliśmy sobie coś wyjaśnić. Językiem migowym.- Zażartował Clawdmil z zadziornym
uśmiechem na twarzy.
-Dziecinny jesteś!- Spojrzałam na niego pogardliwie.
-A co ty myślisz,że ja to zostawię?! Chciałem mu wybić z głowy jakieś niemądre pomysły.- Złapałam się za głowę i zapytałam sama siebie,po co ja mu powiedziałam o całej sprawie z Tut'em.
-Nie marnuj z nim czasu,on jeszcze ze straszypodstawówki nie wyrósł.-Uśmiechnął się złośliwie drugi,zamieszany w bójkę upiór.
-Możesz wreszcie przestać?!- Zbulwersował się Clawdmil.
-Oboje powinniście nad sobą pomyśleć.-Podsumował Deuce.
-Ja nie wiem,jak wy wytrzymacie w jednym pokoju!- Wampirka podeszła do drzwi.
-Jutro spróbuję jakoś ich pozamieniać. Nie zostaniecie tu,no chyba,że dojdziecie do porozumienia.- Cleo zaczęła pisać notatkę w iTrumnie,że ma im załatwić inne pokoje.
-My już idziemy.- Skończyłam temat. Po chwili jednak podeszłam do wilkołaka i położyłam mu rękę na policzek.
-I pamiętaj, nie chcę się za ciebie wstydzić.- Szepnęłam.
Lala powiedziała do Troy'a by ich pilnował,by chociaż tą noc wytrzymali.
Wyszłyśmy w trójkę z ich pokoju.
Od razu weszłam na górę łóżka. Wchodzącą Cleo zaczepiła Clawdeen,która
w tamtej chwili wychodziła z łazienki.
-I co?- Zapytała,trzymając jeszcze szczoteczkę do zębów w ustach.
-Wyobraź sobie,że się bili.- Krzyknęłam z łóżka,pełna zażenowania.
-Ehhh... zdarza się. Nie pierwszy raz widziałam bójkę.
Najczęściej wszystko było przez moją lampę.- Westchnęła Gigi.
Naciągnęłam maskę do spania na oczy,przekręciłam się na drugi bok i wymamrotałam bez wyrazu ,,Straszanoc''.
Rozdział 20 Nie jestem cudotwórcą :
Minął już 3 tydzień siedzenia razem. Wszyscy to znieśli jakoś dziwnie dobrze.
Były małe spory,jednak nie było tak źle. Mimo zakazu,chodziłam nawet o północy po całym dormitorium. Czasem miałam taki dzień,gdzie nie mogłam zasnąć.
,,Spacerek'' po jednym skrzydle szkoły zwykle przysparzał mi większej dawki snu.
Po paru dniach od naszego przybycia do dormitorium, lekcje odbywały się normalnie.
Niestety lub na szczęście całe Straszyceum obstawiali policjanci.
Nie dało się wyjść nawet do sklepu bez specjalnej przepustki,choć jednak dawało to poczucie bezpieczeństwa. Gdy spacerowałam po korytarzach czułam na sobie spojrzenia wszystkich.
Jakby czegoś ode mnie chcieli. Nie, nie były wrogie - oczekujące.
Spectra parę razy napisała na swoim blogu o tym,że czekają na wybawienie z mojej strony.
Komentowałam zawsze,że nie jestem cudotwórcą.
Pewnego dnia,kiedy wracałam już po ostatniej lekcji do mojego pokoju zaczepiła mnie Draculaura.
-No nie! Czy ty to widzisz! Spectra nie ma szacunku!- Pokazała mi szybko następny wpis o mnie.
Był o tym,że nie umiem sobie z niczym poradzić, chłopaka mam tylko dlatego,że jestem popularna,a moje straszyciółki zadają się ze mną, bo boją się kolejnych napaści,nie bo mnie lubią.
-Przegięła.- Zacisnęłam zęby i zapukałam z wielką siłą do drzwi pokoju 13133.
Otworzył mi Tut. Chłopak nerwowo przez chwile wpatrywał się we mnie zdziwionym wzrokiem.
-Ja do Clawdmila. Jest sprawa.- Powiedziałam stanowczo.
Po chwili wyszedł przez drzwi oczekiwany przeze mnie wilkołak.
-Co jest? Znów jesteś na mnie zła? Nic naprawdę teraz nie zrobiłem!- Bronił się chłopak.
-Spokojnie, na ciebie wściekła nie jestem. Czytaj.- Przytknęłam mu do nosa swoją pomarańczową iTrumnę.
-Oh,Ally. Ignoruj to. Nie ma tematów to jakieś bzdury wypisuje.- Olał sprawę upiór.
-Mimo wszystko chciałabym się do niej przejść.
-Jak wolisz.- Odparł obojętnie.
Zapukaliśmy do pokoju gdzie spała duszyca.
Na jej nieszczęście, ona otworzyła drzwi.
-Co to ma znaczyć! Masz to mi w trybie natychmiastowym usunąć!- Nakrzyczałam na upiorkę.
Spectra tylko posłusznie usunęła post i zamknęła drzwi. Myślałam,że gorzej to pójdzie.
-A tej co się stało? Raz się o jeden wpis wykłócałem pół miesiąca!- Clawdmil był niesamowicie zdziwiony.
-Też mi coś nie gra. Mogę twoją komórkę?- Zapytałam i wskazałam na kieszeń,w której zwykle wilkołak miał iTrumnę.
Wpisując szybko adres Cerberka podał mi telefon do ręki.
Postu nie było. Sprawdziłam też na moim. Również go nie znalazłam.
-Dobra, uznajmy to za załatwione. Oczekiwałam przeprosin,ale jak widać od tej ,,marnej redaktorzyny'' ich się nie doczekam.- Westchnęłam i zamknęłam stronę.
-Wracamy już? Zadali tyle ze szporachunków,że aż wyję na samą myśl.- Chłopak złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę korytarza,gdzie znajdowały się nasze pokoje.
Nagle zadzwonił telefon z kieszeni Clawdmila. Coś mnie wtedy odrzuciło. Po moich niezbyt miłych przeżyciach z poprzedniego roku nadal byłam nerwowa.
-Spokojnie, to tylko telefon. Hmm... nieznany numer.-Powiedział naciskając zieloną słuchawkę.
,,-Halo?, -O,dzień dobry -Co?! -Tak,tak,ale gdzie!? -Będę próbował.''.
Usłyszałam tylko strzępki odpowiedzi upiora. Widać,że nie był zadowolony przekazaną informacją.
Momentalnie przyspieszył,aż po paru chwilach zaczął biec.
-Musisz mi pomóc!- Krzyknął ciągnąc mnie za sobą.
-Ale co się stało?- Skołowana ruszyłam za wilkołakiem.
-Nie uwierzysz! Z ratusza zniknął Clawdrian. Wieczorem ponoć pod budynkiem były jakieś wycia.
Gdy dobiegliśmy do drzwi wejściowych przyłożyłam palec do ust w uciszającym geście.
-Jak my przejdziemy, wszędzie nas pilnują!
-Cicho! Jak prosiłeś, chcę pomóc.-Powoli wysunęłam się, otwierając drzwi do wyjścia.
Dałam znak,że upiór może iść za mną. Stąpałam jak najciszej,jednak omyłkowo złamałam małą gałązkę.
Po chwili było już w naszym kierunku wiele świateł latarek.
Rozdział 21 Zła ,,bajera'':
Kiedy nas odkryli,poświecili nam prosto w oczy swoimi światłami.
Gdy Clawdmil warknął,od razu zatarasowałam mu ręką drogę.
-Co wy tu robicie?! Wracać mi do szkoły,natychmiast!- Krzyknął do nas jakiś policjant.
-Pozwólcie nam wyjść, nagła sytuacja! -Próbowałam wytłumaczyć mnie i chłopaka, niestety na darmo.
-Wracać! Już! Mamy wam pomóc!?- Zapytał wrogo i wskazał na szkołę.
-My naprawdę musimy!- Krzyknął wilkołak.
Momentalnie moje oczy zalały się krwią. Zaczęłam się nerwowo trząść.
-Uciekajcie! -Rozpaczliwie zawołałam zginając się w pół.
-Ally? Co się dzieje?- Zapytał przestraszony towarzysz.
Nagle zamieniłam w kamienne posągi całą policję. Poleciałam ku górze.
-Niedługo. Zapłacicie. Jestem blisko!- Zaśmiałam się nie swoim głosem i z wielkim hukiem poleciałam na ziemię. Clawdmil szybko do mnie dobiegł,ponaglając do wstania.
-Nie wiem co to było!- Z moich oczu pociekły łzy. Momentalnie je otarłam. Spojrzałam na swoje ciało,nie wierząc,że zrobiłam to, co przed chwilą. Było całe podrapane.
-Zabierz mnie stąd!- Wyciągnęłam rękę w stronę wilkołaka. Pomógł mi wstać, pytając czy mogę iść.
-Tak, mogę. Chodźmy do tego ratusza, nie wiem na ile to zaklęcie działa.- Powoli zbliżaliśmy się do celu.
Kiedy otworzyliśmy drzwi, przywitał nas jakiś wampir w garniturze.
-Pan Wolf z towarzyszką?- Z politowaniem spojrzał się na mnie. Wyglądałam,jakbym przedzierała się przez druty kolczaste.
-Jest dobrze.- Odparłam twardo.
-Nie wiesz gościu ile nas kosztowało dojście tu. Streszczaj się!- Zawołał Clawdmil wychylając się przez otwarte okno.
-Pana brat wczorajszej nocy zniknął.
-I teraz się o tym dowiaduję!? Oszaleliście!?- Wilkołak był wściekły.
Chodził po całym holu jak opętany. Co chwila ze złością wypytywał gdzie jest Clawdrian.
-Znajdziemy go!- Złapałam go w końcu i próbowałam jakoś uspokoić.
-Nie,tu chodzi o mojego brata, ja to muszę załatwić. Pobiegam po całej dzielnicy. Może go znajdę. W razie co, zadzwonię. Już wystarczająco cię naraziłem.- Chłopak pocałował mnie w policzek i kazał zostać.
-Dobrze. Twoja wola. -Zgodziłam się z żalem.
Wampira zapytałam o Neferę. Skoro już tu jestem,odwiedzę ją.
Na powitanie usłyszałam tylko złowieszczy śmiech.
-Miłe powitanie, doprawdy.- Już chciałam wyjść, wrócić się, jednak starsza mumia nakazała mi zostać.
-Co ty tu robisz? Wyglądasz jakby cię archeolodzy świeżo odkopali.- Zaczęła złośliwie siostra Cleo.
-Wiesz który pokój ma Clawdrian? Ktoś z nim jest?- Na moje pytanie upiorka tylko się rozejrzała.
Była sama jak palec. Po paru minutach namysłu, odpowiedziała,że ma numer 3,jest tam z
jakimiś jego ,,straszygłupimi koleżkami''. Wzruszyłam ramionami i wyszłam bez pożegnania.
Ruszyłam na parter. Krocząc po korytarzu,natrafiłam na szukany numer. Wystarczyło,że lekko popchnęłam drzwi,a się otworzyły. Zdziwiłam się,kiedy przy oknie zobaczyłam Troy'a przeglądającego jakąś książkę.
-A ty co tutaj wyrabiasz?!- Krzyknęłam. Chłopak stał do mnie tyłem.
Na moje wejście,upuścił to co trzymał. Szybko podniósł książkę.
-Chciałbym zapytać o to samo.- Odparł spokojnie.
Pokój wyglądał jak po niezłej bitwie. Wszędzie były porozrzucane ciuchy. Po podłodze walało się pierze,z ,,wypatroszonych'' poduszek. Ściany i kołdry były podrapane.
-To ty to zrobiłeś?- Przejechałam ręką po jednym z zadrapań. Ślady były zbyt wielkie nawet na wilkołaków.
Nagle znowu ogarnęła mnie jakaś zła siła. Zaczęłam się trząść. Wtedy wampir szybko podbiegł do mnie i szybko zatrzymał to wszystko.
-Jesteś jakiś opętany!- Przerażona,szybko opuściłam pokój.
Upiór złapał mnie za nadgarstek ciągnąc do tyłu.
-Poczekaj. Nie pamiętasz? Też mnie to coś prześladowało. Czegoś się nauczyłem. Przejdźmy do moich pytań. Skąd ty tutaj i...Nilla miała zły dzień?- Zaczął oglądać tajemniczo moje zadrapania.
-Ostatnio coraz gorzej mnie opętuje. Clawdmil mnie przyprowadził. Potem jednak trochę się przestraszył. Kazał zostać.- Odparłam smutno.
-Lepiej się zabieraj. Jak najszybciej. W szkole jest znacznie bezpieczniej.
Najpierw opierałam się,ale w końcu pomyślałam,że mój chłopak w razie co,będzie dzwonił.
Prosiłam tylko o małą eskortę,choć do końca ulicy.
Rozdział 22 Jest źle,a będzie gorzej:
-Dobra,ja już muszę wracać. Prosto i już jesteś.
Zachowaj ostrożność, nawet tu czuję coś złego.- Powiedział na pożegnanie.
Gdy twierdząco pokiwałam głową, chłopak zniknął,biegnąc w kierunku najbliższych krzaków.
Minęłam posągi,zbliżałam się ku wrotom. Zastanawiałam się,jakby biedne potwory odczarować. Nagle usłyszałam jakieś kroki. Szybko wbiegłam do szkoły zatrzaskują drzwi. Odetchnęłam z ulgą. Jednak gdy uniosłam głowę,zobaczyłam prawdziwy bałagan. To samo było w pokoju Clawdriana.
-O mój Ra, DZIEWCZYNY!- Przeszło mi przez myśl,gdzie mogą być pozostałe upiorki.
Szłam spustoszonym korytarzem,aż do mojego pokoju.
Drzwi były wyważone. Leżały na ziemi. Wszystkie książki,ubrania i inne nasze rzeczy były dosłownie wszędzie. Nie chciałam nikogo wołać, bałam się,że zamiast straszyciółek, zjawi się ktoś,kogo bym się nie spodziewała. Ostrożnie sprawdziłam wszystkie szafy, co dziwne,moja była nienaruszona. Miałam w niej jedynie torbę, zwykle wszystko chowałam razem z Cleo.
Zawiesiłam swoją własność na ramię, pytając samą siebie,czemu leżała na miejscu akurat ona.
Doznałam olśnienia. Przecież poprzedniego wieczoru,schowałam do niej moje magiczne notatki i czarną księgę! Wyjęłam całą jej zawartość,mówiąc do siebie,że ,,nieżywej mnie nie dostaną''. Kartkowałam strony malutkiej książki. Notatki schowałam z powrotem.
-Czar demona śmierci...Przyda się,ale już w najgorszej ostateczności.- Pomyślałam na głos.
Nagle zadzwoniła mi komórka. Przerażona rozejrzałam się,czy nikt tego nie usłyszał.
Zamknęłam się w mojej szafie.
,,-Halo?
-Ally, wiedz,że jeśli cokolwiek się stanie, kocham cię. Pamiętaj...
-Co?! Co się dzieje?! Nie mów tak! Gdzie jesteś?!''
-Rozłączył się! Nie, Ozyrysie,nie może być to prawda!- Po drugiej stronie słyszałam smutny,a za razem zdyszany głos Clawdmila, jakby przed czymś uciekał. Zza okna rozległo się głośne,żałosne wycie.
Serce waliło mi jak oszalałe. Usłyszałam kroki na korytarzu.
Przytuliłam się do najdalszego zakamarka szafy i usiadłam w kącie.
Przez nisko położoną dziurkę od klucza obserwowałam rozwój sytuacji.
Nie minęło za dużo czasu,aż do pokoju wkroczyły dwa,potężne wilkołaki.
Przyjrzałam im się bliżej. Jeden z nich miał czarny pasek,z literą ,,C'',jaki zawsze nosiła Clawdeen.
Drugi zaś,miał różowy spinacz w uchu. Howleen traktowała go jako kolczyk.
-O mój Ra... co oni z nimi zrobili?!- Szepnęłam przerażona.
Wyższy z nich miał w ręce jakiś srebrny łańcuch.
Porządnie za niego szarpnął. Zza drzwi wyłoniła się smutna Gigi.
Miała rozmazany makijaż i całe poszarpane ubranie.
Naszła mnie koszmarna ochota,by wyjść z tej szafy i pokazać tym futrzakom kto tu rządzi i jak NIE powinni traktować moich znajomych,ale... Czy magia by zadziałała?
Mogłabym równie dobrze wyskoczyć,a zarazem podłożyć im się prosto pod nos.
-Mówiłam wam,jej tu nie ma. Nie czuję jej. Proszę,wypuście mnie!-Zawołała w stronę wilkołaków rozpłakana Gigi. Jako odpowiedź,usłyszałam tylko jakieś powarkiwanie.
-Ale po następnym pokoju dacie mi spokój?-Zrezygnowana dżinka chciała jeszcze negocjować. Potwory szybko wyszły z pokoju szarpiąc ją za sobą.
Po trzecim ponagleniu,Gigi się przewróciła. Podniosła się,ale widać było,że mocno ją boli i się boi.
Gdy przestałam już słyszeć kroki,powoli otworzyłam drzwi.
-Nie wyczuli mnie? Nie usłyszeli? To nie możliwe... - Rozglądałam się i powoli przesuwałam się do wyważonych drzwi.
Rozdział 23 Ślepy zaułek!:
Wyszłam niepewnie na korytarz. Skradałam się tak cicho,jak mogłam.
Dochodziłam już do parteru dormitorium,gdy wielkie wilki rozerwały ścianę i zaczęły mnie gonić!
Momentalnie rzuciłam się do ucieczki. Gdy tylko mnie doganiały,ja byłam już przy samej piwnicy.
Skręciłam w nią i zabarykadowałam się. Potwory waliły w drzwi z całych sił,jednak to nie wystarczało.
Wielka,pamiątkowa,granitowa płyta ,,przypadkowo'' zastawiła im drogę,a ściany piwnicy były niesamowicie grube. Był to kiedyś jeden ze schronów, w którym potwory się spotykali, z daleka od normalsów.
-Na Ozyrysa,jak ja się stąd wydostanę! Kiedyś w końcu będę musiała wyjść. Nie! Czemu ja!?- Wpadłam w histerię, nie wiedziałam co mam dalej robić. Byłam w kropce bez wyjścia. Przeglądałam nerwowo książkę. Ręce mi się trzęsły tak, jak jeszcze nigdy dotąd.
Szukałam jakiegoś pożytecznego zaklęcia. To mój jedyny ratunek.
Gdy coraz wyraźniej słyszałam wielkie walenie wilkołaków,serce skakało mi do gardła.
-Dalej, poradzisz sobie! Zwyciężyłaś z wampirami,teraz wilkołaki... To nic,że twój chłopak,twoja kuzynka i wszyscy inni pewnie już nie żyją!- Nie umiałam siebie pocieszyć. Kiedy zrozumiałam,ze w zeszycie nie mam już czego szukać,znalazłam czarną książeczkę.
-Błagam,by tu było coś!- Otworzyłam szeroko oczy,widząc,że wszystkie zaklęcia są powyrywane. Nie wiedziałam,jak to się stało. Przecież,kiedy ją ostatnio oglądałam,była nienaruszona! Zostało tylko jedno. Czar śmierci ducha potwora.
Popatrzyłam zdruzgotana swoją sytuacją tam,gdzie były ślady wyrwania.
-Chyba komuś się udało.-Powiedziałam smutno. Byłam w totalnej kropce.
Nie miałam już kompletnie nic do stracenia. Poprzysięgłam,że nieżywej mnie nie dostaną.
Już składałam ręce do gestów wywołania ducha,jednak w ostatniej chwili,książkę z ręki wytrącił mi egipski krzyż,Ankh.
-A co to jest do upiora?!- Krzyknęłam podnosząc symbol.
-Przepraszam,ale chyba nie dane ci to zrobić.-Zza skrzyń wyszedł Tut z nieodłącznym dla niego zadziornym uśmieszkiem. Podszedł bliżej i powiedział,że na drugi raz, powinnam się lepiej rozglądać.
-Nie wkurzaj mnie, przynajmniej nie w ostatnich momentach mojego nieżycia.- Odburknęłam zażenowana.
-To prawda, jesteśmy w kropce. To prawda,nie mamy nic do stracenia. To prawda,może nam się nie udać...jednak myślę,że warto zaryzykować. Nie maż się i chodź mi pomóż. Razem damy radę.- Powiedział pewnie, podając mi rękę. Widząc,że nie chcę wstać,chłopak schwycił mnie za nadgarstek i mocno pociągnął. Odruchowo wyprostowałam się.
-Daj spokój.- Nakazałam. Po policzkach zaczęły spływać łzy.
-Hmm... ty masz swoje zasady. Ja mam swoje. Mnie się nie rozkazuje, to ja jestem od szefowania.-Chłopak mocno zaakcentował ostatnie zdanie.
-Podobne charaktery widać się nie dogadują. W jednej firmie,nie może
być dwóch ,,nadszefów''. -Podsumowałam.
Gdy tylko usłyszałam wielki huk i zobaczyłam,że drzwi jednak pękły razem z płytą,krzyknęłam tylko,by upiór szefował. Spanikowany odsunął się ze mną najbliżej ściany.
Wilkołaki sunęły naprzód. Jeden był najbardziej wystawiony na czele. Miał zegarek Clawdmila.
-Dobra. To... jakieś pomysły?-Zaczęłam ostrożnie.
-Mam jeden,ale to forma pożegnalna.-Powiedział z przerażeniem Tut.
-Jaka form...- Nim tylko zdążyłam usłyszeć wypowiedź chłopaka,upiór przyciągnął mnie do siebie i mocno pocałował. Otworzyłam szeroko oczy,patrząc na wilkołaki.
Najbardziej wysunięty,zaczął donośnie wyć. Szybko odepchnęłam chłopaka od siebie.
Ten wyjął parę swoich medalionów i zaczął biec w kierunku wroga.
Ja byłam sparaliżowana, chciałam szybko wziąć mój zeszyt,ale pech chciał,że...przez krzyż wylądował na końcu pomieszczenia. Niski,mały wilkołak ze spódniczką Twyli deptał po nim.
Zanim chłopak zdążył zbliżyć się dobrze do przeciwników, wilkołak przybierał bardziej znaną mi postać.
-Clawdmil!-Wrzasnęłam w kierunku chłopaka.
Rozdział 24 Rozdarcie celowe?:
Ten tylko szybko odwrócił do mnie głowę i przyłączył się do Tuta,do ataku.
-Dzięki ci Ozyrysie!- Powiedziałam cicho, potem w stronę upiorów krzyknęłam,by
spróbowali podrzucić mi mój zeszyt.
Notatnik wędrował. Był kopany przez całą piwnicę,aż trafił do moich rąk.
-Zajmijcie ich czymś!- Nakazałam. Zaczęłam szybko przekartkowywać cały spis.
-Postaramy się.-Odrzekł stanowczo Tut.
Nic nie mogłam znaleźć. Wściekła,złożyłam ręce przypadkowo. To moje zaklęcie, moje!
Fioletowa błyskawica rozdarła całą piwnice i poraziła dosłownie wszystkich.
Tym razem ustałam na dwóch nogach,ale czułam,że jest mi słabo.
Wilkołaki przybierały formy moich przyjaciół. Żyli! Chciałam podejść do nich. Pomóc.
Niestety mimo moich sił stałam w miejscu.
-Co jest!?- Przerażona zaczęłam się szarpać. Nogi nie słuchały.
Całą mnie przeszył wielki ból,a przede mną pojawiła się zakapturzona postać.
-Zostaw mnie!- Rozpaczliwie zawołałam.
W tamtym momencie obudził się Clawdmil i rzucił się na przybysza.
Ten szybko go odrzucił i chłopak wylądował na podłodze,odbity od ściany.
-Spotkamy się. Może nie w tym wcieleniu,ale bądź gotowa.-Czarna postać po chwili rozpłynęła się.
Ja upadłam na kolana. Wilkołak szybko wstał. Podbiegli do mnie wszyscy.
-Czemu ja!? Nie mam już siły na to wszystko!- Powiedziałam płacząc.
Troy podniósł mnie i zapytał co się stało,rozkojarzeni byli wszyscy,jakby nie wiedzieli gdzie się znajdują.
-No więc Tut wymyślił świetny plan! Nie sądziłem,że jesteś taki mądry. Skąd wiedziałeś,że pod wpływem złości zamienię się z powrotem? Jednak jesteś spoko. Sorry.-Powiedział poklepując Tuta po plecach.
-Tak! To był mój najznamienitszy plan!- Upiór zaczął się chwalić. Wiem,że wszystko,było czystym przypadkiem.
-Łżesz zakłamańcu!- Krzyknęłam wrogo.
-Jak to?- Zdziwił się wilkołak.
Powiedziałam tylko,że on nie wiedział co się stanie. Wytłumaczenie Clawdmila jest błędne. Pobiegłam do najbliższej toalety i zamknęłam drzwi z hukiem.
Zjechałam zapłakana po drzwiach zastanawiając się,czy byłam tylko pionkiem,czy naprawdę upiory do mnie coś czują. Clawdmil może i tak,ale Tut? Ehh... jest taki zadufany w sobie,może rzeczywiście to była jego gra? Wszystko wiedział? Słyszałam tylko moje imię na korytarzu.
-Miau!-Zza drzwi jednej z kabin odezwała się jakaś kotołaczka.
-Hę?-Wstałam z podłogi i odsunęłam drzwi różowej toalety. Siedziała tam Catty.
-Nie,proszę,nie zjadaj mnie wilkołaku!- Piosenkarka zasłoniła twarz i rozpaczliwie nawoływała,bym ją oszczędziła.
-Otwórz oczy.-Nakazałam kotołaczce,łapiąc ją za nadgarstki.
-Ojej... przepraszam. Mam straszliwego pecha! Ledwo co przyjechałam tu na koncert,a już jakieś krwiożercze bestie latają po mieście! Do tego odwołali ten występ... Najlepsze w tym jest to,że ci koszmarni ochroniarze uciekli i zostawili mnie samą!- Wściekła upiorka zaczęła drapać swoją różową spódnicę.
-Ty jesteś tą piosenkarką? Catty Nior?- Zapytałam spokojnie,by się upewnić.
-Tak,tak. Piosenkarka która utknęła w Salem chyba na dobre! Pewnie portale plotkarskie piszą,że nie żyję. Pff.-Odburknęła kotołaczka.
-Ja jestem Aleksa De Nile. To niezbyt dobry strój na spotkanie celebryty,ale cóż...- Popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Rozmazany makijaż,podrapane ciuchy i ciało. Poobijana i pokiereszowana w każdym możliwym stopniu.
-Hmmm... ja cię chyba znam. Przynajmniej z blogów. Chyba na Cerberku było coś o tobie. Chcesz szczotkę?-Czarna kotka wyciągnęła z torebki srebrną szczotkę. Przeczesałam się i trochę popoprawiałam. Byłam trochę zszokowana,że taka osobistość jak ona mnie zna.
-E, gwiazdą nie jestem. Już nawet szkolny ,,populars'' mnie zaczyna wkurzać.-Zaczęłam,zmywając rozmazany make-up.
-Właściwie... co to było?- Dopytywała piosenkarka.
Powiedziałam,że to długa historia. Usiadłam na podłodze koło niej i poopowiadałam o wszystkim.
Na korytarzach słyszałam jakąś bieganinę. Pewnie wszyscy mnie szukają... Niech sobie szukają.
Mam ich wszystkich serdecznie dosyć.
-Wow! Magia? Jak Harry Screamtter?- Zażartowała czarna upiorka. Przeszła się parę razy po łazience.
W końcu powiedziała,że chyba powinnyśmy się pokazać.
Rozdział 25 Nie jadę do Hauntlywood,ono przyjedzie do mnie:
-No,dobra. Uprzedzam jednak,że te nowinkowe sępy mogą nie zostawić na tobie suchej nitki- Popatrzyłam niepewnie na klamkę. W końcu jednak pociągnęłam za nią.
Moje obcasy dały wielkie echo na cały korytarz. Nie trzeba było długo czekać,aż pojawili się inni uczniowie.
-Aleksa! Catty!- Tłum wykrzykiwał w zdziwieniu nasze imiona.
-Chodź. Nie mam tu czego szukać. Przynajmniej pokażę ci kawałek szkoły.-Powiedziałam smutno do kotołaczki,jednocześnie przedzierając się prze tłum. Wszyscy patrzyli się na mnie jak na przybysza z innej planety. Zazwyczaj potwory się cieszą,że ich problemy zostały ,,rozwiązane''. Jednak uczniowie nie wiedzieli,że praktycznie nic nie zostało załatwione. Ponagliłam kotołaczkę.
Catty posłusznie poszła za mną. Poprowadziłam ją do mojego pokoju w dormitorium.
Upiorka przeraziła się widokiem wyważonych drzwi.
-Mam nadzieję,że dyrektorka ruszy się i puści nas do domów.- Gdy tylko wymieniłam słowo ,,dyrektorka'', w szafie zaczął dzwonić mój telefon.
-Wszędzie poznam tą melodyjkę! To moja piosenka!- Zerwała się błyskawicznie kocica.
Odszukała telefon i podała mi.
-Oho, o wilku mowa...- Powiedziałam ze wstrętem,naciskając zieloną słuchawkę.
,,-Czego?!
-Panno De Nile,proszę grzeczniej!
-Nie. Gdzie pani jest?! Zmyła się! Tak! Dała ,,nogę''!
-Ja... ja... no,miałam poważne sprawy...
-Oj proszę nie zmyślać. Mogę łaskawie wrócić do pałacu?
A, i radzę zainwestować w dobrych ochroniarzy. Nie zamierzam narażać się i moich przyjaciół kolejny raz.''
Nie dałam dokończyć nauczycielce. Rozłączyłam się.
-Nieźle... Musisz naprawdę być zła.- Różowa piosenkarka zaczęła bawić się moim
telefonem jak kłębkiem wełny.
Ja siedziałam w milczeniu,aż wreszcie ześlizgnęłam się z łóżka i wylądowałam na podłodze.
Poleciała mi jedna łza.
-Ej,ty płaczesz? Trzymaj. Aż tak bardzo nauczycielka cię wyprowadziła z równowagi?- Zaciekawiona Catty podała mi chusteczkę.
-Po prostu rozumiem sytuację. Coś chce mnie dopaść, mój chłopak nawet nie skumał,że buziak nie był zamierzony,a Tut... grr... tego to już mu ani nie wybaczę,ani nie daruję!- Wyżaliłam się. Po minie kotołaczki byłam właściwie pewna,że nic nie rozumie. Za trochę rozległ się dźwięk burzy. Jednak okazało się,że upioromes nie był do mnie,a do Catty,która ma ten sam sygnał.
Uśmiechnęłam się. Kotka zaczęła czytać wiadomość,jaką dostała.
-Przepraszam,że cię opuszczam. Mój samochód będzie za trochę. Wreszcie się ruszyli i nie zostawią mnie tu na pastwę losu. Szkoda tylko,że muszę wracać do Hauntlywood. Nudzę się tam przeokropnie! W razie co, masz moją prywatną wizytówkę. Dzwoń,pisz,co chcesz. Oby do zobaczenia niebawem.-Piosenkarka wręczyła mi małą karteczkę. Schowałam ją do kieszeni.
Poczułam się straszliwie samotna,kiedy słyszałam jej tupot na korytarzu.
Czy tak naprawdę nikt mnie nie rozumie?!
Ehh... przynajmniej mam wizytówkę.
Nieśmiało o framugę zapukała Frankie. Weszła i spytała co tam z Catty.
-SERIO?! Przed chwilą uratowałam z chłopakami całą szkołę, przeżyłam szok,kiedy jakiś koleś w kapturze się pojawił,Tut mnie całował,Clawdmil myśli,że tylko dlatego by go wyprowadzić spod czaru... a ty pytasz TYLKO O CATTY?!- Wybuchłam. Wściekła opuściłam pokój.
-Idę do domu, tylko Cleo teraz znaleźć, ona ma klucze w końcu...-Mruczałam pod nosem.
Na końcu korytarza spotkałam poszukiwaną mumię. Ona przynajmniej zadawała ludzkie pytania.
Odpowiedziałam na parę i poprosiłam o powrót do domu.
-Krewnicka wie?- Spytała niepewnie.
-Kogo Krewnicka obchodzi! Tchórz nie dyrektorka!-Uniosłam się i zabrałam klucze z ręki Cleo. Upiorka poszła ze mną. Z nikim się nie pożegnałam.
Rozdział 26 Zaćmienie umysłu:
Na drugi dzień przemknęłyśmy się do szkoły po nasze rzeczy. Gdzieś koło południa Nefera wróciła z walizami. Nie kłóciłyśmy się. W domu było tak cicho,że słyszałam Nillę,która chodziła po ogródku. Było jedynie tylko uchylone okno. Nie spodziewałam się gości.
Rozpakowując się, do drzwi zadzwonił dzwonek. Za nimi stał Clawdmil.
-No... nie wiem co mam powiedzieć. Troy mi powiedział co i jak.-Zakłopotany wilkołak patrzył cały czas na swój zegarek.
-Co mi to da.-Odpowiedziałam obojętnie.
-Eh,no nie bądź zła, jestem tylko potworem. Źle,no... bardzo źle zrozumiałem to przesłanie.
W końcu mumie mają te swoje czary,myślałam,że on wiedzia...
-Tylko ja mam magię. Pozostali talizmany.-Przerwałam sucho.
-Przepraszam. To chciałaś usłyszeć? Przepraszam,naprawdę.-Clawdmil żałośnie na mnie spojrzał.
Chłopak przytulił mnie i powiedział,że jestem straszliwie nerwowa.
Mimo, iż próbował wciągnąć mnie do Wampilerii,kina... nie chciałam. Odmówiłam,ale powiedziałam,że jesteśmy pogodzeni. To najważniejsze. Kiedy tylko odwrócił się, przed jego twarzą wyrósł jak z podziemi wujek Ramzes.
-Yyy,ja... ja... Upiorodobry?- Zbity z tropu wilkołak patrzył się w osłupieniu w tatę Cleo i Nefery.
Po ,,przywitaniu'', powiedział,że musi już iść. Wystraszył się zupełnie tak,jak ja jego rodziców. Heh...
-Ojej! Upiorodobry wujku! Nie spodziewałam się.-Wyraźnie zaskoczona odwiedzinami,wpuściłam gościa do środka. Kiedy wchodził,krzyknęłam do Cleo i Nefery,by przyszły do holu.
Kuzynki przytuliły się do swojego taty. Tylko ja stałam z boku.
W pewnym momencie,wujek powiedział,że nie do nich przyjechał.
Zdziwiłam się,jeśli nie do nich,to do kogo? Do mnie?
-No,droga bratanico,czas się pakować.-Powiedział radośnie w moją stronę.
-Co? Jak pakować?- Byłam zdezorientowana. Niby czemu?
-Dziewczyny ci nie powiedziały?-Kiedy spojrzałam na Cleo,ta zaczęła uciekać wzrokiem. Nabroiłam?
-Nie wiem właściwie o co chodzi...- Zmieszana,nie miałam pojęcia co odpowiedzieć.
Ramzes wskazał drzwi do salonu i usiadł na fotelu. Posłusznie usiadłam na krześle obok.
-Tak się składa,że macie remont szkoły.-Zaczął. Remont? Chyba postawienie nowych fundamentów!
Ciekawe,czy Krewnicka powiedziała,czemu ten ,,remont'' będzie.
-Ja mam ważny wyjazd,na dwa miesiące. Tyle też będzie trwała naprawa szkoły. Postanowiłem wykorzystać sytuację. Nefera jednak odmówiła,na rzecz jakiegoś wyjazdu z agencją modelek już za dwa dni. Cleo nie chce,ze względu na Deuce'a,a ja go nie zamierzam zabierać.Rozumiesz do czego zmierzam?-Zapytał w końcu. Nastała niezręczna cisza,jeszcze gorsza niż panowała od rana. Przerwał ją sługa,którego imienia zawsze nie umiałam zapamiętać,przynosząc herbatę. W końcu powiedziałam,że naprawdę nie rozumiem o co chodzi.
-Zastąpisz mnie. W końcu chłopaka nie masz...
-Co? Jak to nie mam?- Zdziwiłam się. Nefera nie powiedziała mu? Myślałam,że wygadała o tym całemu światu.
-Niby kogo? Deuce nie ma brata,prawda?-Zapytał zdziwiony.
-Clawdmil. Minął się z nim szanowny wujek w drzwiach.- Powiedziałam,biorąc filiżankę.
Mumia tylko odstawiła szklankę,którą odkąd dostała,trzymała w ręce.
-Wolf. Hmm... przenieżyję. Tak,czy owak,od jutra,a dokładniej od jutrzejszego wieczoru, będziesz królową Nilu przez dwa miesiące.- Podsumował.
-Dwa miesiące bez nikogo znajomego?! Wujku,ale ja nie chcę być tam sama...-Ze smutkiem,próbowałam ubłagać faraona,by zabrał ze mną chociaż Cleo.
Co prawda byłam na nią zła,że mi nie powiedziała,ale w tym wirze zamieszania,nie dziwiłam jej się.
Rozdział 27 Wyjeżdżamy:
-Nie patrz się na mnie miną zbitego cerbera. Pozwolę ci zabrać jedną koleżankę. Co prawda nie będziesz tam i tak sama,ale...- Ostatecznie,złamałam mumię.
Pozwolił mi kogoś wybrać. Tylko teraz kogo?! Ehh... tyle straszyciółek,a tylko jedno miejsce.
-Masz dziś czas,by się ze wszystkimi pożegnać.
Jest dopiero 13.00,ale korzystaj z czasu mądrze.- Dodał,stawiając klepsydrę na stół.
-Nie ma sprawy! A teraz przepraszam, muszę się spakować!- Odparłam z uśmiechem. Popędziłam do pokoju. Zatrzasnęłam drzwi. Kto by pomyślał? Ja? Trzecia w kolejce do tronu? To ciekawe!
-To spróbujemy...-Mówiąc to,wyjmowałam wtedy zeszyt czarów. Co prawda od tamtego razu był mocno zniszczony,ale dało się wszystkie gesty rozczytać. Lewitacja przedmiotów.
Rozłożyłam moje walizki i zamknęłam oczy.
Czułam,że coś się dzieje,myślałam o wszystkich rzeczach,które bym zapakowała.
Kiedy stwierdziłam,że już chyba spakowałam w umyśle wystarczająco dużo rzeczy oraz innych potrzebnych mi przedmiotów,otworzyłam oczy.
-Tak! Zastraszniście! Udało się!- Skakałam ze szczęścia, kolejne zaklęcie,które dobrze mi poszło na zawołanie. Coraz większa pewność siebie w czarach była mi niezbędna.
Odhaczyłam spakowanie się na wyimaginowanej liście. Zabrałam szybkim ruchem z biurka iTrumnę.
-Dobrze... komu zrobić tą przyjemność...-Powiedziałam do siebie,jednocześnie przesuwając palcem po dotykowym ekranie numery znajomych.
Wybrałam i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
,,-Halo? Co jest?- Odezwał się znajomy głos.
-Kochana, chciałabyś projektować ciuchy dla królowej? To manele pakuj i wyjeżdżamy Deen!- Po tych słowach,usłyszałam pisk w słuchawce.
-Będę po ciebie o 19.00. Pakuj się! To długi wyjazd.''.
Teraz się pożegnać. Ehh... najpierw straszyciółki.
Wybiegłam szybko z domowej piramidy,zostawiając w holu dwie,wielkie walizy.
Naciągnęłam po drodze biały kaptur i w mig byłam już u Draculaury.
Wampirka otworzyła mi drzwi. Mówiła coś o poprzednim dniu,ale szybko jej przerwałam,tłumacząc się wyjazdem na dość długo. Uściskałam Lalę mocno. Draculaura proponowała,bym została na trochę,jednak powiedziałam,że muszę jeszcze z innymi się pożegnać.
I tak biegałam, od drzwi,do drzwi. Nie pominęłam nikogo. Frankie,Operetta,Lagoona,Rochelle,Venus,Robecca,Abbey... i jeszcze inni.
Nim się obejrzałam,byłam już pod domem Clawdmila z godziną w zapasie.
-Uhh.. wyrobiłam się.-Dyszałam na progu. Naprawdę w następnym semestrze poproszę Cleo o dodatkowe treningi Strachskładu. Pełna radości zadzwoniłam do domu. Drzwi otworzył mi brat chłopaka.
-Straszydobry,jest Clawdmil?-Serdecznie przywitałam się z wilkołakiem.
Clawdrian odwrócił się krzycząc do salonu ,,Clawdmil,twoja girl przyszła''. Oblałam się rumieńcem,kiedy tata obojga wyszedł na korytarz, sprawdzając,kto ich odwiedził.
Przez drzwi do salonu wyszedł równie zadowolony,ale i zakłopotany upiór.
-No hej, jak tam?- Zagadał pierwszy,po czym zaprosił mnie do pokoju gościnnego.
Wchodząc po schodach,czułam lodowate spojrzenie mamy chłopaka.
Kiedy już usiedliśmy na futrzanej sofie,zaczęłam opowiadać,co niedługo mnie czeka.
-Wyobraź sobie! Na dwa miesiące,królowa! Podobno nie będę miała dużo roboty,tylko pilnować królestwa. Zawsze coś. Wiem,będę tęsknić,ale jest telefon. Będzie to taki... test?-Podsumowałam na końcu.
-Dobrze,że tylko dwa miesiące. Nie wytrzymałbym.-Powiedział roześmiany,tuląc mnie.
-Wciąż nie mogę w to uwierzyć! Nefera i Cleo razem rezygnujące? Nieprawdopodobne!-Wciąż ekscytowałam się wylotem. Naprawdę nie wyobrażam sobie moich kuzynek,które rezygnują z władzy.
-Ale... pojedziesz tam sama?- Zapytał w końcu. Widać było po nim,że bardzo chciał pojechać ze mną.
-Spokojnie,wujek pozwolił mi na Clawdeen. Mówił wyraźnie,że chce koleżankę...-Uspokoiłam chłopaka. Czas na rozmowie,straszliwie szybko zleciał.
Miałam tylko dziesięć minut,by zdążyć po Deen. Pożegnałam się czule z wilkołakiem i zeszłam na dół.
Brat upiora oraz jego tata odpowiedział na moje ,,upiodowidzenia''. Pani Wolf jakoś niezbyt. Mruknęła coś pod nosem i poszła do kuchni.
Rozdział 13,którego pechowy numer nie powinien się tu pojawić.
Rozdział 14 Nieżywej mnie nie dostaną!:
-Ok. Ahhh... myślałam,że nas dopadną. Dosłownie milimetry.- Upiorce trzęsły się ręce. Z nerwów. Ja też niespokojnie oglądałam się za siebie.
-Jeszcze tylko kawałek.
Dotarłyśmy do domu wilkołaczki w miarę spokojne. Do piramidy Cleo miałam jeszcze parę metrów.
Kiedy przekroczyłam wielkie,złote wrota i zamknęłam je za sobą,przylgnęłam do nich i zjechałam na podłogę. Schowałam twarz w dłoniach.
-O Ra! Czemu ja!?- Wycedziłam.
Usłyszałam kroki obcasów.
Wyszła i rzuciła mi sarkastycznie czemu tak wcześnie przyszłam ,,niańka'' Nefera.
Odparłam,że ma się ode mnie odczepić. I popędziłam ze łzami w oczach do pokoju mojego i Cleo.
-Co się stało!?- Momentalnie zerwała się z krzesła,na którym siedziała.
-Ja... o mój Ra... Deen,wilkołaki,o mój Ra!...- Przez łzy wydusiłam z siebie tylko kilka słów.
-No,ale co się stało? Clawdeen ciebie ugryzła?- Zażartowała Cleo.
Otarłam krople z policzków i zaczęłam się cicho śmiać.Co,jak co,ale ona potrafiła rozbawić.
-Ohhh... nie wiem,gdybym to ja wiedziała! Wiem tylko jedno...- Wzięłam z naszego biurka księgę od Gigi.
-Zaczynam się ostro uczyć.- Dodałam sucho.
Cleo nalegała,bym opowiedziała jej,co się stało. Ja powiedziałam tylko,że jutro jej wszystko na spokojnie powiem i uczyłam się nowych zaklęć.
Aż do pójścia spać.
Obudziłam się gdzieś w środku nocy. Było mi bardzo chłodno. Założyłam swoje fioletowe kapcie.
-Nefera pewnie gdzieś otworzyła okno!-Szepnęłam ze złością.
Przemierzyłam korytarz. Tak. Znalazłam. Z trzaskiem zamknęłam okno.
Już chciałam iść z powrotem do łóżka,ale zatrzymał mnie przepływający ,,Nil''.
-Nie przypominam sobie,bym położyła tu jakąś książkę.
Schyliłam się i szybko podniosłam z brzegu domowej rzeki jakąś księgę.
Było ciemno,więc nie zauważyłam tytułu. Wróciłam do pokoju.
Położyłam ją pod moją,z zaklęciami i ponowiłam sen.
Gdy zbudził mnie pierwszy promyk słońca,otworzyłam oczy. Była przy mnie moja biała kotka.
Przeciągnęłam się i przeniosłam zwierzaka bliżej siebie.
-Nilla,ty przychodzisz chyba do mnie tylko by się ogrzać. Jak przychodzi co,do czego sobie idziesz. Straszygłupol!- Leżąc na boku podrapałam kota za uchem,jak to lubiła. Pechowiec rozprostował łapki.
Z mruczeniem wtulił się we mnie.
-Ohh... mój mały zdrajca. Hmm... która godzina? Cleo jeszcze smacznie śpi.- Obróciłam się. Zegar wskazywał na 6.13.
Uznałam,że jest jeszcze dużo czasu do szkoły. Przecież idę zawsze na 8.00. Założyłam swoje codzienne ciuchy i usiadłam na łóżku.
Po paru chwilach wstałam,przypomniawszy sobie o moim wieczornym znalezieniu.
Podeszłam do miejsca gdzie ją odłożyłam.
-Ha. Nic dziwnego,że nie mogłam odczytać tytułu!-Okładka była cała czarna,a napis w szarym kolorze ,,Magia Ostateczna'' zlewał się z całością.
-He? Co to ta Magia Ostateczna?- Otworzyłam księgę na pierwszej stronie.
Nazwy zaklęć były dość zadziwiające ,,Magia przyzywania zmarłych'', ,,Magia Zagłady'', ,,Magia Śmierci Absolutnej''. Znalazłam też ,,Czar Odejścia Częściowego''.
-Co to ma w ogóle być? Na co komu magia o śmierci...- Sama siebie pytałam.
W porównaniu z książką Gigi,znaleziona była bardzo mała. Wręcz zmieściłaby się w kieszeni.
-Nie wiem co o niej myśleć. Na wszelki wypadek.- Powiedziałam chowając do torebki ,,odkrycie''.
-Przynajmniej jedyna książka z magią,która mi się zmieści. Z tej wielkiej może przepiszę do jakiegoś małego notatnika najważniejsze zaklęcia.
Była już 7.00,kiedy Cleo wstała.
-Upiorodoberek,Ally! Co ty tam przepisujesz?- Upiorka pochyliła się nade mną łaskocząc mnie w nos czarnymi włosami.
-Zabieraj to. Zajęta jestem.- Odpowiedziałam sucho odsuwając jej kruczy kosmyk.
Mumia tylko zabrała ode mnie Nillę,która się kręciła pod nogami i poszła z nią na śniadanie.
Kiedy wróciła zobaczyła wystawiającą z mojej torebki czarną książkę.
Gdy tylko podeszła do mojej własności,rzuciłam zza pleców ,,Nie myszkuj.''.
-Zachowujesz się jak jakiś zombie. Czemu ty to przepisujesz?- Cleo była straszliwie ciekawska.
-Ohhh... przepisuję najpotrzebniejsze zaklęcia, tamta czarna książka w torebce to też same zaklęcia.- Skierowałam oczy ku górze,błagając by dane mi było spokojnie pracować.
-No,właśnie... a co się wczoraj stało?- Na kolejne pytanie położyłam się na biurku tak,że moje czoło dotykało blatu.
-Zażenowanie. Kolejny atak,a jak.- Odparłam po chwili.
Po paru minutach,Cleo powiedziała mi,że moje przepisywanie musi się skończyć,bo się spóźnimy.
Na te słowa szybko zapakowałam różowy notatnik w którym trochę zaklęć było, narzuciłam kurtkę i szybkim krokiem zaszłam z kuzynką do szkoły.
Rozdział 15 Bliskie spotkanie 3 stopnia:
Kiedy trafiłyśmy już na boisko,Clawdeen odciągnęła mnie na bok,ku zdziwieniu stojącej z nią Frankie.
-I co? Wszystko ok?- Rozszerzyła swoje żółte oczy i podrapała się za uchem. Dodała,że jej nic nie jest.
-Mnie też nie. W razie co,następnym razem mam książki z zaklęciami. Nie mam pamięci do tego. Trochę sobie spisałam.
Po chwili podeszła do nas Twyla.
-Hej upiorki, widziałyście gdzieś Howleen?- Córka Boogie Man'a rozejrzała się dokoła.
-Tak, w strachotece jest.- Powiedziała spokojnie,zmieniając ton Deen.
-Ok,dzięki. Tak właściwie,skoro już jestem tutaj,to już się spytam i o to. Wczoraj cienie jakoś się przemieściły. Dziwnie. Zauważyłyście coś?
Wilkołaczka i ja obejrzałyśmy swoje ,,szare odbicia''. Były takie same jak i dnia poprzedniego.
-Wieczorem, nie bierzcie mnie za paranoika.- Dodała Twyla.
-No... Ja wczoraj znalazłam to.- Wyjęłam małą,czarną książeczkę.
-Mogę? Oddałabym ci po lekcjach.- Zapytała Twyla,wskazując na moje wczorajsze znalezisko.
Podałam jej,kiwając twierdząco głową. Powiedziałam tylko,by jej tylko nie zgubiła,bo nie zdążyłam jej porządnie przeczytać. Dziewczyna poprawiła tylko swoje miętowe włosy i skierowała się w stronę strachoteki.
Zabrzmiał dzwonek na pierwszą lekcję.
-Eh,gdzie Clawdmil? Aż tak się rozchorował?- Zapytałam sama siebie,stojąc pod klasą 423.
Zauważyłam go. Przyszedł razem z chłopakami.
Zakradłam się do niego od tyłu i zamknęłam mu oczy. Hmm... wydawał się trochę wyższy.
Gdy tylko obrócił się,zrozumiałam,że to nie był on,a jego brat! Ale wtopa!
-To to piramidalnie...- Odezwałam się patrząc na zaskoczonego upiora.
-Ja,przepraszam. Pomyliłam cię,z Clawdmilem. Masz jego bluzę.- Szukałam jakoś wytłumaczenia, głupio mi było.
-W sumie,też moja wina. Ja już tu nie chodzę. Ze starymi kumplami musiałem się przywitać.- Na te słowa dał ,,sztamę'' chłopakowi Lagoony.
-No,a to pomogło mi się tu jakoś zakraść.- Dodając,wskazał na bluzę.
-Em... no,a jak się czuje?- Spaliłam się ,,na upioroburaka''. Widziałam jak Clawd nie może powstrzymać śmiechu.
-Jutro ten leń powinien przyjść. Ja już zmykam. Nauczyciel idzie. Siema!- Wilkołak pobiegł w stronę wyjścia. Gdy tylko wchodziliśmy do klasy, Clawd śmiał się jakby go coś łaskotało.
W pewnym momencie obróciłam się do niego i powiedziałam,że też mam prawo się pomylić. Głupio,ale pomylić. Straszylogia dłużyła się. Pan D'nat miał z nami zastępstwo i niby coś robiliśmy,niby nie. Facet tylko mówił nam co mamy robić,a podczas naszej pracy jęczał jak rasowy zombie. Widziałam,że Robecca krzywi się aż od tych dźwięków.
-Hej, co tam?- Zagadałam,jednocześnie patrząc czy nauczyciel zwraca na mnie uwagę.
-Nic. Już w trybach mi się przewraca od tych jęków! Śrubki aż iskrzą. To jest jakby ktoś drapał po tablicy! Do tego,czuję to w obwodach,że będzie padać.- Robotka dodała tylko pod nosem,że nienawidzi tego dnia.
Ja podparłam głowę o rękę i spojrzałam w okno. Rzeczywiście,zaczęło padać.
-O nieeee, deszcz! Co gorszego mogło mnieee spotkaaaać!- Wrzeszczał nauczyciel.
W końcu Venus wstała z ławki, Rochelle próbowała jakoś ją usadzić.
-Panie D'nacie, może pan wreszcie zamknąć tą kościstą jadaczkę?! 20 minut już próbuję robić tą samą stronę,bo ktoś tu mi przeszkadza! Deszcz jest ożywczy, może pana ożywi,ale teraz może dałby,szanowny nauczyciel pracować?!- Venus usiadła znów na swoim miejscu.
Opiekun po paru chwilach zaczął jęczeć,że nawet uczniowie go nie szanują.
Zażenowana,zielonoskóra potworka położyła się czołem na ławkę i zacisnęła zęby. Puknęła potem parę razy ręką w blat,odsapnęła i próbowała zrobić kolejną stronę zadań.
Mnie też już pan D'nat zaczął wkurzać,na szczęście miałam już zrobione wszystko. Jakoś się ,,wyłączałam'' patrząc w okno. Niemrawo krople deszczu spływały po szybie,a mój wzrok podążał za nimi.
Nagle zza okna wyłonił się wielki pysk wilkołaka. Zupełnie takiego samego jak tych, przed którymi uciekałam z Clawdeen.
Wilkołaczka jako pierwsza krzyknęła na całą klasę. Ja aż spadłam ze strachu z krzesła.
Wszyscy zaczęli wybiegać z sali, było wielkie zamieszanie.
Potwór wybił okno w sali i ani myślał,by zostawić nas w spokoju. Uciekaliśmy klasą po całej szkole.
Przez głośniki w klasach oraz na korytarzach szedł komunikat o pozostaniu w salach.
-A co z nami?!- Z irytacją odezwała się Operetta.
-Nie uciekniemy mu!- Zakrzyknęła Cleo.
Po każdym z ostrych zakrętów potwór drapał w ściany,zostawiając ślady pazurów.
-Chwila! Ja sobie z nim poradzę!- Odezwałam się w miarę spokojnie do reszty tłumu.
Nerwowo zaczęłam szukać notatnika.
-O,nie! Został w sali!- Otworzyłam szeroko oczy,nie mogąc uwierzyć,że przełożyłam go do plecaka.
Rozdział 16 Wprowadzamy stan wyjątkowy:
-Musimy zawrócić do sali!- Powiedziałam zdenerwowana do biegnącej koło mnie Robeccy.
-On nam odciął drogę. Jesteśmy na bocznych schodach.
Byśmy musiały go chyba magicznie przeskoczyć!
Błagam,powiedz,że masz jakiś pomysł! - Odezwała się przestraszona.
-Jest wysoki,ale masz chyba dobry napęd? Musimy zaryzykować, przelecimy nad nim!- Złapałam za rękę upiorkę, zatrzymałyśmy się i wzięliśmy mały rozpęd.
-Teraz,albo nigdy!- Robotka włączyła swoje odrzutowe buty i pędziliśmy wprost na wrogiego wilkołaka.
Z przerażenia zamknęłam oczy. Czułam,że odrywam się od podłoża.
Parę milimetrów niżej,a by się pewnie nie udało.
Potwór zaczął gonić większą grupkę. Ja mogłam w miarę spokojnie pobiec po notatnik.
-Gazu,gazu,gazu!- Ponaglała mnie Robecca.
Szybko złapała mój nadgarstek i włączyła przyspieszenie.
Skręciłyśmy do sali,ledwo wyrabiając zakręt.
Gdy miałam już notatnik w rękach,do pomieszczenia wbiegła cała klasa. Zaczęłam nieźle panikować.
Wypowiedziałam odpowiednie zaklęcie i... odepchnęło mnie i wroga z taką siłą,że wyleciałam przez rozbite okno,a wilkołak zniknął rozpływając się.
Wielka dziura w ścianie została, wyleciał chyba z dwa korytarze dalej.
-Dzięki ci Ra,że mieliśmy lekcje na parterze.- Powiedziałam,otrzepując się z pozostałości szyby. Ledwo podniosłam się z zeschniętej trawy,mimo wielkiego odrzutu,nic poważnego mi się nie stało,może.. poza małymi siniakami. Tut z Clawdem podali mi ręce. Weszłam do klasy tak jak ,,wyszłam''.
Trzymając się za pokiereszowaną rękę,spojrzałam na całą klasę z niezrozumiałą wściekłością.
-Co tak stoicie!? Gnać do pokoju dyrektorki!- Krzyknęłam na tłum gapiów,pokazując,że mają się stąd zabierać. Clawd posłuchał,ale Tut ani myślał się ruszyć.
-Idź. Chociaż ty mnie nie wkurzaj.- Na te słowa,chłopak tylko dotknął mojego policzka i pokazał,że się mocno zacięłam. Wtedy powiedziałam,że chciałabym,żeby to zranienie było moim jedynym problemem.
Kiedy wszyscy byli już pod gabinetem,ja z upiorem byłam jeszcze w innym skrzydle szkoły.
W pewnym momencie Tut złapał mnie za rękę. Po paru sekundach odskoczył jak oparzony.
-Kopnęłaś mnie prądem!-Speszony odsunął się.
-No i prawidłowo. Zamierzone to niestety nie było,ale chyba wiesz,że hmmm... no nie wiem... MAM CHŁOPAKA?!-Przyspieszyłam kroku. On była cały czas za mną.
-Naprawdę nie możesz sobie odpuścić? Nie teraz chociaż. Jestem upiornie zmęczona. Muszę jeszcze coś załatwić.- Zadziornie poprawiłam grzywkę.
Pod pokojem Krewnickiej był wielki ścisk. Jakoś jednak otworzyłam drzwi. Pokazałam,by inne upiory zachowały dystans. Wszyscy patrzyli na mnie,nie wchodząc do gabinetu.
Walnęłam z impetem w biurko,zarzucając dyrektorce szkoły nie dbanie o nasze bezpieczeństwo.
-Droga uczennico,dokładamy wszelkich starań...
-STARANIA?! STA-RANIA?! To jest śmieszne! Napadł nas jakiś stwór,gonił, mógł zabić. Na co było szkołę stać? Na komunikat o zostaniu w klasach! Dosyć tego!- Nachyliłam się by być bliżej dyrektorki.
-Nie chciałam tego robić,ale nie chcę już kryć Straszyceum. Nie wzbudzałam paniki, choć było trzeba już dawno. Przestanę. Wprowadzamy stan wyjątkowy.- Wycedziłam przez zęby ostatnie zdanie.
Krewnicka tylko westchnęła. Po minucie,zrezygnowana wzięła mikrofon ze stołu.
,,-Uwaga uczniowie,jestem zmuszona wprowadzić... STAN WYJĄTKOWY. Znaczy to,że wrócicie do domów. Teraz. O godzinie 18.00 chcę widzieć was wszystkich w dormitorium. Rodzicom i opiekunom przekażcie,że mają udać się do ratusza. Pozwalam używać komórek. Bądźcie spakowani na długo.
Postaramy się rozwiązać problem jak najszybciej,jednak może się to przeciągnąć. Uważajcie na siebie.''.
Rozdział 17 Do dormitorium,marsz!:
Odłożyła mikrofon i spytała z irytacją,czy jestem zadowolona. Odpowiedziałam,że bardzo.
Wychodząc z gabinetu zaczęłam wybierać numer do Clawdmila.
Po przekroczeniu progu zaczepiła mnie Frankie.
-Niezła akcja!
Potem dokończyła Draculaura.
-Dyrektorka jaką ma minę teraz!
Pokazałam tylko,że proszę o minutę ciszy i pobiegłam za najbliższy skręt.
,,-Hej wilczku. Chory,prawda? Niestety mam złą wiadomość. Chyba już słyszałeś syreny?
O 18.00 musimy być spakowani.
-Wiem,właśnie słyszę. Spotkamy się. Co prawda doszedł mi jeszcze katar,jakby mi nie wystarczyła gorączka i kaszel,ale skoro karzą... Mam nadzieję,że nic ci nie jest. Nie wybaczyłbym sobie. Cała?
-Trochę poobijana,ale to nie ważne,uważaj na siebie. Dobrze,ja już się zbieram.
Spotkamy się przed szkołą o 17.45. Papa.''.
Gdy skończyłam,zauważyłam,że za mną stoi Cleo.
-Hm? Co jest?- Zapytałam.
-Wciąż w szoku. Byś widziała jaki to był widok,jak wyleciałaś przez te rozbite okno. Upioromasakra!
A,własnie...Twyla już poszła do domu,prosiła bym oddała.
Radziła to wyrzucić, zła książka.- Podała mi moją czarną własność.
Wsadziłam ją szybko do torby. Ubrałam kurtkę. Zamykając wrota do szkoły naciągnęłam kaptur.
-Chodź. Jest 14.00. Do tego leje. Pospieszmy się,zanim się totalnie rozpada.- Ponaglała mnie Cleo.
Wchodząc do naszego domu, ściągnęłam z wieszaka kurtkę Nefery i wcisnęłam jej,gdy tylko ją zobaczyłam.
-Papa!- Pomachałam jej przed nosem.
-Spokojnie, jeszcze nie idę. Zdążę.-Powiedziała,odkładając agresywnie nakrycie na krzesło.
Młodsza kuzynka szybko zaciągnęła mnie do pokoju.
Po paru minutach całe pomieszczenie było jednym,wielkim bałaganem.
Na szczęście my,zadowolone siedziałyśmy na łóżku,na którym walały się jakieś bluzki.
-Umówiłam się już,że będziemy razem z Draculaurą w pokoju.
Dyrektorka powiedziała,że musimy jeszcze wziąć Clawdeen,Frankie i Spectrę.
Ponoć teraz zamieniają wszystkie łóżka na piętrowe. W jednym pokoju mają powciskać około 7 osób. Nam dali tylko 6. Wszyscy już przydzieleni. Będzie miejsce. Możemy kogoś przesarkofawić!- Upiorka zaśmiała się. W sumie niegłupi pomysł.
-Spakowałaś wszystko?-Spytałam wskazując na jej turkusową walizkę i 2 złote torby.
-Tak,a właściwie jak stoimy z czasem...?-Gdy tylko Cleo zobaczyła,że Nefera już się zbiera do wyjścia,spojrzała na swój trumnofon.
Mogłyśmy już powoli opuścić dom. Zabrałam tylko dwie walizy.
Cleo włączyła za nami alarm i zeszłyśmy ze schodów w kierunku szkoły.
Parę minut - byłyśmy. Gdy tylko ujrzałam Deuce'a stojącego z Clawdmilem bardzo się ucieszyłam.
Co prawda wilkołak wyglądał niemrawo,ale nie dziwiłam mu się. W końcu choroba ,,nie wybiera''.
Kiedy przytuliłam się do upiora,Cleo złapała swojego chłopaka za rękę i weszła z nim do środka.
Za nimi byliśmy my. Na powitanie pan Hack wręczył nam klucze do pokoju numer 13131 i kazał zapisać imiona tych,z którymi będziemy w pokojach.
Sale,w których mieliśmy spać były w dormitorium i miały wysokie numery.
-Ej,a wy jaki pokój macie?-Zapytała Cleo.
-13133.-Powiedział Deuce,poprawiając swoje okulary.
-Super! To samo piętro. Już się bałam,że będziemy musiały przechodzić
całą szkołę,by do was trafić.- Uśmiechnęłam się serdecznie do towarzyszy i rozglądałam się za naszym numerem.
-1300... 1302,1308...- Mówił mijane pokoje na głos wilkołak.
-O,tutaj!- Okazało się,że sąsiadów będziemy mieć tylko z prawej strony. Na przeciwko znajdowała się sypialnia Deuce'a,Clawda,Clawdmila,Rossa,Tut'a,Gilla i Troy'a. Gdy upiory przekręcili klucz w swoich drzwiach, inni już tam byli.
U nas natomiast jeszcze nikt,prócz nas nie dotarł.
-Hmm... ja zajmuje to górne łóżko!- Zakrzyknęłam rzucając swój trumnofon na wybrane miejsce.
-Ok. To ja na dole!- Zaśmiała się Cleo. Upiorka usiadła na swoim posłaniu i powoli się rozpakowywała.
Rozdział 18 Reporterka na karku:
Gdy tylko zamek dał o sobie znać,do pokoju wkroczyła Gigi,oznajmiając,że zamieniła się z Frankie.
-Mi to tam obojętnie.- Wzruszyłam ramionami i dalej opróżniałam moją walizę.
Nim zabrałam się za drugą, w drzwiach dojrzałam Draculaurę i Clawdeen.
-Siemka,upiorki!- Przywitała się różowa wampirzyca.
-Gigi,ty masz chyba inny pokój?- Zdziwiła się Deen.
-Zamieniłam się.- Odpowiedziała bez emocji.
Wilkołaczka położyła swoją jaskrawozieloną torbę w paski na jedno z górnych łóżek.
-Ja tu. Lala,ty na dole?- Zapytała Draculaurę,Clawdeen.
Upiorka tylko kiwnęła głową i położyła torebkę,tam gdzie miała spać.
-Wiecie co? Mam fajny pomysł. Zabrałam taśmę klejącą i karteczki. Podpiszmy co i jak.- Gigi zaczęła rozlepiać imiona na łóżkach,aż nie przeniknęła przez ścianę Spectra.
-Uh! Jakie osobliwości będą ze mną dzielić pokój!- Parę razy razy westchnęła radośnie,marząc o nowych materiałach na swojego bloga.
-Dzieńupiorny?- Odpowiedziała speszona Cleo.
-Tak,tak! A teraz mogę prosić o zdjęcia i autografy? Zeskanuję je sobie,jak już
wrócimy do domu.-Spectra nie mogła się od nas oderwać.
Przewróciłam oczami. Powiedziałam duszycy,że my takie wielkie sławy nie jesteśmy.
-Żartujesz sobie! Stawaj tutaj!- Wskazała nam miejsce.
Koniec końców się uśmiechnęłam. Jakoś wyjść na zdjęciu musiałam.
-Cudowny materiał!- Reporterka latała po pokoju jak szalona,robiąc zdjęcia wszystkiemu,czemu się je zrobić dało.
-To będzie dłuuuuugi pobyt...- Wymamrotała Clawdeen.
-Ja już jestem wypakowana,idę do chłopaków. To,papa!- Szybko wyszłam z pokoju zatrzaskując drzwi. W duchu powtarzałam sobie ,,O mój Ra! Czemu?!''.
Kiedy już przekroczyłam próg pokoju upiorów, szepnęłam,uchylając lekko drzwi,by Clawdmil wyszedł do mnie. Po paru minutach był już razem ze mną na korytarzu.
-Ally,ja ci powtarzam. Będziesz chora. Jeśli coś się stanie,to całe miasto leży i wyje!-
Nie przejmowałam się słowami upiora. Powiedziałam tylko,że w końcu ma za dziewczynę ,,czarownicę'' i jeśli zgodzi się zostać moim ,,królikiem doświadczalnym'',postarałabym się go wyleczyć.
Na początku bronił się,ale potem katar i chrypa zaczęły go tak męczyć,że poszedł na ten układ.
Zeszliśmy piętro niżej. Była tam nieużywana przez wiele wieków - kuchnia. Wzięłam swoje notatki z księgi,pokazując chłopakowi napój anty-magiczny,w razie co,jakbym coś pomyliła.
Parę razy rzeczywiście mi nie wychodziło. Nawet zmieniłam biedakowi kolor futra z 2 razy.
Na szczęście gdzieś za 5 próbą był już zdrowy.
-A,to czyli trzeba było wyżej podnieść rękę! Heh...- Zawstydzona splotłam ręce.
-Udało się jednak. Z ciebie rasowa ,,Baba-Jaga''!- Ucieszony chłopak podniósł mnie.
-Tylko następnym razem,błagam. Nie farbuj mnie na różowo! Nie zniosę tego! Haha.- Dodał.
Oboje śmialiśmy się. Jako jedyni przeglądaliśmy potem każdy kąt wydzielonego nam sektora.
-Słuchaj, nie mogłam tego powiedzieć wcześniej,bo... Spectra się kręciła, tu nas chyba nie znajdzie.
No,a ty dzielisz z tym kimś pokój...-Zaczęłam, zmieniając temat.
-O czym ty gadasz?- Wilkołak był ,,zbity z tropu''.
-Ehh.. Tut. Gdy tylko wszyscy poszli,a ciebie nie było, próbował złapać mnie za rękę. On sobie nie odpuścił...-Smutno spojrzałam w podłogę.
-On?! Ja mu wybiję z głowy takie pomysły. Parę zębów,tak przy okazji też.- Wilkołak chciał
już wyjść ,zrealizować plan,ale ja złapałam go za rękaw,mówiąc by podarował.
To nie była dobra sytuacja, w końcu muszą z sobą wytrzymać trochę czasu.
-Dobra,ale już mi się to nie podoba.- Odpowiedziałam,że mi również.
Clawdmil podpytał też o Troy'a. Chłopak trzyma mnie na niezły dystans. Pewnie nadal ma sobie za złe.
-Nie, to nie on. Widać,że głupio mu. Trzyma mnie od siebie z daleka. Trochę mi przykro,że was rozdzieliłam.- Zaczęłam bawić się kosmkiem swoich włosów.
Próbowałam jakoś zająć ręce,które w tamtej chwili były zimne jak dwie kostki lodu.
Clawdmil spojrzał nerwowo na zegarek. Było już późno. Skierowaliśmy się do swoich pokoi,aż Spectra nie przeleciała między nami i nie zrobiła zdjęcia.
-Super fotka! Wielka szkoda,że zamieniłam się z Operettą. Miałam u niej dług,za poprzedni,niezbyt trafiony post...-Powiedziała krzywiąc się.
-Ehh... leć,leć.- Machnęłam ręką w ,,olewczym'' geście.
Smutna duszka zrobiła jeszcze jedno zdjęcie i poleciała.
-Tak!-Zacisnęłam ręce,gdy tylko zorientowałam się,że jest już daleko.
Rozdział 19 Jak my ze sobą wytrzymamy?:
Gdy tylko wróciliśmy do pokoi zaczął się spór,która upiorka pierwsza zajmie łazienkę.
Najpierw kłótnia,potem losowanie,uznanie,że Operetta oszukiwała,wyliczanka...
Po kwadransie ustalilyśmy stałą kolejkę. 3? Mogło być gorzej.
Kiedy już prawie gotowa szczotkowałam włosy,usłyszałam jakieś wielkie łupanie.
Coś jakby rozrzucanie książek. Później walenie w ściany.
Usłyszałam po paru minutach krzyki chłopaków z pokoju obok.
-Na Horusa! Co oni tam robią!?- Wybiegłam w niebieskich kapciach na korytarz razem z Cleo i Draculaurą,które też były już w piżamach. Otworzyłam brutalnie drzwi i zobaczyłam jak chłopaki się przepychają. Konkretnie Tut z Clawdmilem. Ich pokój to był istny chaos. Wszędzie,wszystko porozrzucane.
Ja,reszta dziewczyn i reszta upiorów próbowali ich rozdzielić.
Gdy weszłam pomiędzy nimi na chwilę przestali. Deuce zdążył złapać wilkołaka,a Clawd odciągnąć Tut'a.
-Co do sfinksa się tu wyrabia?!- Zakrzyknęła Cleo patrząc z gniewem na wszystkich.
Ja tymczasem zmierzyłam wzrokiem trzymaną przez wilkołaka mumię.
-Zachowujecie się jak małe dzieci.- Podsumowała Draculaura,kładąc palec na swoim policzku.
Wilkołak wyszarpał się ze swojej ,,obstawy'' i usiadł wkurzony na krzesło,które stało w jednym z kątów.
Gdy tylko wypuściliśmy Tut'a,ten zrobił to samo. Wziął poduszkę,usadowił się na drugim końcu pokoju i morderczym wzrokiem mierzył wszystkich dookoła.
-No,o co poszło?!- Nachyliłam nad moim chłopakiem. Tak,że moje włosy prawie spadły mu na twarz.
W tym momencie wtrącił się Tut.
-Jesteś wampigłupi,wiesz Clawdmil?
-A ty to nawet na miano wampigłupka nie zasługujesz.- Odparł wrogo wilkołak.
-Kuzynie,okaż trochę klasy. Nie twój poziom.- Zwrócił mu uwagę Clawd.
-Który zaczął?- Wampirka schyliła się nad mumią,siedzącą w koncie.
-Musieliśmy sobie coś wyjaśnić. Językiem migowym.- Zażartował Clawdmil z zadziornym
uśmiechem na twarzy.
-Dziecinny jesteś!- Spojrzałam na niego pogardliwie.
-A co ty myślisz,że ja to zostawię?! Chciałem mu wybić z głowy jakieś niemądre pomysły.- Złapałam się za głowę i zapytałam sama siebie,po co ja mu powiedziałam o całej sprawie z Tut'em.
-Nie marnuj z nim czasu,on jeszcze ze straszypodstawówki nie wyrósł.-Uśmiechnął się złośliwie drugi,zamieszany w bójkę upiór.
-Możesz wreszcie przestać?!- Zbulwersował się Clawdmil.
-Oboje powinniście nad sobą pomyśleć.-Podsumował Deuce.
-Ja nie wiem,jak wy wytrzymacie w jednym pokoju!- Wampirka podeszła do drzwi.
-Jutro spróbuję jakoś ich pozamieniać. Nie zostaniecie tu,no chyba,że dojdziecie do porozumienia.- Cleo zaczęła pisać notatkę w iTrumnie,że ma im załatwić inne pokoje.
-My już idziemy.- Skończyłam temat. Po chwili jednak podeszłam do wilkołaka i położyłam mu rękę na policzek.
-I pamiętaj, nie chcę się za ciebie wstydzić.- Szepnęłam.
Lala powiedziała do Troy'a by ich pilnował,by chociaż tą noc wytrzymali.
Wyszłyśmy w trójkę z ich pokoju.
Od razu weszłam na górę łóżka. Wchodzącą Cleo zaczepiła Clawdeen,która
w tamtej chwili wychodziła z łazienki.
-I co?- Zapytała,trzymając jeszcze szczoteczkę do zębów w ustach.
-Wyobraź sobie,że się bili.- Krzyknęłam z łóżka,pełna zażenowania.
-Ehhh... zdarza się. Nie pierwszy raz widziałam bójkę.
Najczęściej wszystko było przez moją lampę.- Westchnęła Gigi.
Naciągnęłam maskę do spania na oczy,przekręciłam się na drugi bok i wymamrotałam bez wyrazu ,,Straszanoc''.
Rozdział 20 Nie jestem cudotwórcą :
Minął już 3 tydzień siedzenia razem. Wszyscy to znieśli jakoś dziwnie dobrze.
Były małe spory,jednak nie było tak źle. Mimo zakazu,chodziłam nawet o północy po całym dormitorium. Czasem miałam taki dzień,gdzie nie mogłam zasnąć.
,,Spacerek'' po jednym skrzydle szkoły zwykle przysparzał mi większej dawki snu.
Po paru dniach od naszego przybycia do dormitorium, lekcje odbywały się normalnie.
Niestety lub na szczęście całe Straszyceum obstawiali policjanci.
Nie dało się wyjść nawet do sklepu bez specjalnej przepustki,choć jednak dawało to poczucie bezpieczeństwa. Gdy spacerowałam po korytarzach czułam na sobie spojrzenia wszystkich.
Jakby czegoś ode mnie chcieli. Nie, nie były wrogie - oczekujące.
Spectra parę razy napisała na swoim blogu o tym,że czekają na wybawienie z mojej strony.
Komentowałam zawsze,że nie jestem cudotwórcą.
Pewnego dnia,kiedy wracałam już po ostatniej lekcji do mojego pokoju zaczepiła mnie Draculaura.
-No nie! Czy ty to widzisz! Spectra nie ma szacunku!- Pokazała mi szybko następny wpis o mnie.
Był o tym,że nie umiem sobie z niczym poradzić, chłopaka mam tylko dlatego,że jestem popularna,a moje straszyciółki zadają się ze mną, bo boją się kolejnych napaści,nie bo mnie lubią.
-Przegięła.- Zacisnęłam zęby i zapukałam z wielką siłą do drzwi pokoju 13133.
Otworzył mi Tut. Chłopak nerwowo przez chwile wpatrywał się we mnie zdziwionym wzrokiem.
-Ja do Clawdmila. Jest sprawa.- Powiedziałam stanowczo.
Po chwili wyszedł przez drzwi oczekiwany przeze mnie wilkołak.
-Co jest? Znów jesteś na mnie zła? Nic naprawdę teraz nie zrobiłem!- Bronił się chłopak.
-Spokojnie, na ciebie wściekła nie jestem. Czytaj.- Przytknęłam mu do nosa swoją pomarańczową iTrumnę.
-Oh,Ally. Ignoruj to. Nie ma tematów to jakieś bzdury wypisuje.- Olał sprawę upiór.
-Mimo wszystko chciałabym się do niej przejść.
-Jak wolisz.- Odparł obojętnie.
Zapukaliśmy do pokoju gdzie spała duszyca.
Na jej nieszczęście, ona otworzyła drzwi.
-Co to ma znaczyć! Masz to mi w trybie natychmiastowym usunąć!- Nakrzyczałam na upiorkę.
Spectra tylko posłusznie usunęła post i zamknęła drzwi. Myślałam,że gorzej to pójdzie.
-A tej co się stało? Raz się o jeden wpis wykłócałem pół miesiąca!- Clawdmil był niesamowicie zdziwiony.
-Też mi coś nie gra. Mogę twoją komórkę?- Zapytałam i wskazałam na kieszeń,w której zwykle wilkołak miał iTrumnę.
Wpisując szybko adres Cerberka podał mi telefon do ręki.
Postu nie było. Sprawdziłam też na moim. Również go nie znalazłam.
-Dobra, uznajmy to za załatwione. Oczekiwałam przeprosin,ale jak widać od tej ,,marnej redaktorzyny'' ich się nie doczekam.- Westchnęłam i zamknęłam stronę.
-Wracamy już? Zadali tyle ze szporachunków,że aż wyję na samą myśl.- Chłopak złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę korytarza,gdzie znajdowały się nasze pokoje.
Nagle zadzwonił telefon z kieszeni Clawdmila. Coś mnie wtedy odrzuciło. Po moich niezbyt miłych przeżyciach z poprzedniego roku nadal byłam nerwowa.
-Spokojnie, to tylko telefon. Hmm... nieznany numer.-Powiedział naciskając zieloną słuchawkę.
,,-Halo?, -O,dzień dobry -Co?! -Tak,tak,ale gdzie!? -Będę próbował.''.
Usłyszałam tylko strzępki odpowiedzi upiora. Widać,że nie był zadowolony przekazaną informacją.
Momentalnie przyspieszył,aż po paru chwilach zaczął biec.
-Musisz mi pomóc!- Krzyknął ciągnąc mnie za sobą.
-Ale co się stało?- Skołowana ruszyłam za wilkołakiem.
-Nie uwierzysz! Z ratusza zniknął Clawdrian. Wieczorem ponoć pod budynkiem były jakieś wycia.
Gdy dobiegliśmy do drzwi wejściowych przyłożyłam palec do ust w uciszającym geście.
-Jak my przejdziemy, wszędzie nas pilnują!
-Cicho! Jak prosiłeś, chcę pomóc.-Powoli wysunęłam się, otwierając drzwi do wyjścia.
Dałam znak,że upiór może iść za mną. Stąpałam jak najciszej,jednak omyłkowo złamałam małą gałązkę.
Po chwili było już w naszym kierunku wiele świateł latarek.
Rozdział 21 Zła ,,bajera'':
Kiedy nas odkryli,poświecili nam prosto w oczy swoimi światłami.
Gdy Clawdmil warknął,od razu zatarasowałam mu ręką drogę.
-Co wy tu robicie?! Wracać mi do szkoły,natychmiast!- Krzyknął do nas jakiś policjant.
-Pozwólcie nam wyjść, nagła sytuacja! -Próbowałam wytłumaczyć mnie i chłopaka, niestety na darmo.
-Wracać! Już! Mamy wam pomóc!?- Zapytał wrogo i wskazał na szkołę.
-My naprawdę musimy!- Krzyknął wilkołak.
Momentalnie moje oczy zalały się krwią. Zaczęłam się nerwowo trząść.
-Uciekajcie! -Rozpaczliwie zawołałam zginając się w pół.
-Ally? Co się dzieje?- Zapytał przestraszony towarzysz.
Nagle zamieniłam w kamienne posągi całą policję. Poleciałam ku górze.
-Niedługo. Zapłacicie. Jestem blisko!- Zaśmiałam się nie swoim głosem i z wielkim hukiem poleciałam na ziemię. Clawdmil szybko do mnie dobiegł,ponaglając do wstania.
-Nie wiem co to było!- Z moich oczu pociekły łzy. Momentalnie je otarłam. Spojrzałam na swoje ciało,nie wierząc,że zrobiłam to, co przed chwilą. Było całe podrapane.
-Zabierz mnie stąd!- Wyciągnęłam rękę w stronę wilkołaka. Pomógł mi wstać, pytając czy mogę iść.
-Tak, mogę. Chodźmy do tego ratusza, nie wiem na ile to zaklęcie działa.- Powoli zbliżaliśmy się do celu.
Kiedy otworzyliśmy drzwi, przywitał nas jakiś wampir w garniturze.
-Pan Wolf z towarzyszką?- Z politowaniem spojrzał się na mnie. Wyglądałam,jakbym przedzierała się przez druty kolczaste.
-Jest dobrze.- Odparłam twardo.
-Nie wiesz gościu ile nas kosztowało dojście tu. Streszczaj się!- Zawołał Clawdmil wychylając się przez otwarte okno.
-Pana brat wczorajszej nocy zniknął.
-I teraz się o tym dowiaduję!? Oszaleliście!?- Wilkołak był wściekły.
Chodził po całym holu jak opętany. Co chwila ze złością wypytywał gdzie jest Clawdrian.
-Znajdziemy go!- Złapałam go w końcu i próbowałam jakoś uspokoić.
-Nie,tu chodzi o mojego brata, ja to muszę załatwić. Pobiegam po całej dzielnicy. Może go znajdę. W razie co, zadzwonię. Już wystarczająco cię naraziłem.- Chłopak pocałował mnie w policzek i kazał zostać.
-Dobrze. Twoja wola. -Zgodziłam się z żalem.
Wampira zapytałam o Neferę. Skoro już tu jestem,odwiedzę ją.
Na powitanie usłyszałam tylko złowieszczy śmiech.
-Miłe powitanie, doprawdy.- Już chciałam wyjść, wrócić się, jednak starsza mumia nakazała mi zostać.
-Co ty tu robisz? Wyglądasz jakby cię archeolodzy świeżo odkopali.- Zaczęła złośliwie siostra Cleo.
-Wiesz który pokój ma Clawdrian? Ktoś z nim jest?- Na moje pytanie upiorka tylko się rozejrzała.
Była sama jak palec. Po paru minutach namysłu, odpowiedziała,że ma numer 3,jest tam z
jakimiś jego ,,straszygłupimi koleżkami''. Wzruszyłam ramionami i wyszłam bez pożegnania.
Ruszyłam na parter. Krocząc po korytarzu,natrafiłam na szukany numer. Wystarczyło,że lekko popchnęłam drzwi,a się otworzyły. Zdziwiłam się,kiedy przy oknie zobaczyłam Troy'a przeglądającego jakąś książkę.
-A ty co tutaj wyrabiasz?!- Krzyknęłam. Chłopak stał do mnie tyłem.
Na moje wejście,upuścił to co trzymał. Szybko podniósł książkę.
-Chciałbym zapytać o to samo.- Odparł spokojnie.
Pokój wyglądał jak po niezłej bitwie. Wszędzie były porozrzucane ciuchy. Po podłodze walało się pierze,z ,,wypatroszonych'' poduszek. Ściany i kołdry były podrapane.
-To ty to zrobiłeś?- Przejechałam ręką po jednym z zadrapań. Ślady były zbyt wielkie nawet na wilkołaków.
Nagle znowu ogarnęła mnie jakaś zła siła. Zaczęłam się trząść. Wtedy wampir szybko podbiegł do mnie i szybko zatrzymał to wszystko.
-Jesteś jakiś opętany!- Przerażona,szybko opuściłam pokój.
Upiór złapał mnie za nadgarstek ciągnąc do tyłu.
-Poczekaj. Nie pamiętasz? Też mnie to coś prześladowało. Czegoś się nauczyłem. Przejdźmy do moich pytań. Skąd ty tutaj i...Nilla miała zły dzień?- Zaczął oglądać tajemniczo moje zadrapania.
-Ostatnio coraz gorzej mnie opętuje. Clawdmil mnie przyprowadził. Potem jednak trochę się przestraszył. Kazał zostać.- Odparłam smutno.
-Lepiej się zabieraj. Jak najszybciej. W szkole jest znacznie bezpieczniej.
Najpierw opierałam się,ale w końcu pomyślałam,że mój chłopak w razie co,będzie dzwonił.
Prosiłam tylko o małą eskortę,choć do końca ulicy.
Rozdział 22 Jest źle,a będzie gorzej:
-Dobra,ja już muszę wracać. Prosto i już jesteś.
Zachowaj ostrożność, nawet tu czuję coś złego.- Powiedział na pożegnanie.
Gdy twierdząco pokiwałam głową, chłopak zniknął,biegnąc w kierunku najbliższych krzaków.
Minęłam posągi,zbliżałam się ku wrotom. Zastanawiałam się,jakby biedne potwory odczarować. Nagle usłyszałam jakieś kroki. Szybko wbiegłam do szkoły zatrzaskują drzwi. Odetchnęłam z ulgą. Jednak gdy uniosłam głowę,zobaczyłam prawdziwy bałagan. To samo było w pokoju Clawdriana.
-O mój Ra, DZIEWCZYNY!- Przeszło mi przez myśl,gdzie mogą być pozostałe upiorki.
Szłam spustoszonym korytarzem,aż do mojego pokoju.
Drzwi były wyważone. Leżały na ziemi. Wszystkie książki,ubrania i inne nasze rzeczy były dosłownie wszędzie. Nie chciałam nikogo wołać, bałam się,że zamiast straszyciółek, zjawi się ktoś,kogo bym się nie spodziewała. Ostrożnie sprawdziłam wszystkie szafy, co dziwne,moja była nienaruszona. Miałam w niej jedynie torbę, zwykle wszystko chowałam razem z Cleo.
Zawiesiłam swoją własność na ramię, pytając samą siebie,czemu leżała na miejscu akurat ona.
Doznałam olśnienia. Przecież poprzedniego wieczoru,schowałam do niej moje magiczne notatki i czarną księgę! Wyjęłam całą jej zawartość,mówiąc do siebie,że ,,nieżywej mnie nie dostaną''. Kartkowałam strony malutkiej książki. Notatki schowałam z powrotem.
-Czar demona śmierci...Przyda się,ale już w najgorszej ostateczności.- Pomyślałam na głos.
Nagle zadzwoniła mi komórka. Przerażona rozejrzałam się,czy nikt tego nie usłyszał.
Zamknęłam się w mojej szafie.
,,-Halo?
-Ally, wiedz,że jeśli cokolwiek się stanie, kocham cię. Pamiętaj...
-Co?! Co się dzieje?! Nie mów tak! Gdzie jesteś?!''
-Rozłączył się! Nie, Ozyrysie,nie może być to prawda!- Po drugiej stronie słyszałam smutny,a za razem zdyszany głos Clawdmila, jakby przed czymś uciekał. Zza okna rozległo się głośne,żałosne wycie.
Serce waliło mi jak oszalałe. Usłyszałam kroki na korytarzu.
Przytuliłam się do najdalszego zakamarka szafy i usiadłam w kącie.
Przez nisko położoną dziurkę od klucza obserwowałam rozwój sytuacji.
Nie minęło za dużo czasu,aż do pokoju wkroczyły dwa,potężne wilkołaki.
Przyjrzałam im się bliżej. Jeden z nich miał czarny pasek,z literą ,,C'',jaki zawsze nosiła Clawdeen.
Drugi zaś,miał różowy spinacz w uchu. Howleen traktowała go jako kolczyk.
-O mój Ra... co oni z nimi zrobili?!- Szepnęłam przerażona.
Wyższy z nich miał w ręce jakiś srebrny łańcuch.
Porządnie za niego szarpnął. Zza drzwi wyłoniła się smutna Gigi.
Miała rozmazany makijaż i całe poszarpane ubranie.
Naszła mnie koszmarna ochota,by wyjść z tej szafy i pokazać tym futrzakom kto tu rządzi i jak NIE powinni traktować moich znajomych,ale... Czy magia by zadziałała?
Mogłabym równie dobrze wyskoczyć,a zarazem podłożyć im się prosto pod nos.
-Mówiłam wam,jej tu nie ma. Nie czuję jej. Proszę,wypuście mnie!-Zawołała w stronę wilkołaków rozpłakana Gigi. Jako odpowiedź,usłyszałam tylko jakieś powarkiwanie.
-Ale po następnym pokoju dacie mi spokój?-Zrezygnowana dżinka chciała jeszcze negocjować. Potwory szybko wyszły z pokoju szarpiąc ją za sobą.
Po trzecim ponagleniu,Gigi się przewróciła. Podniosła się,ale widać było,że mocno ją boli i się boi.
Gdy przestałam już słyszeć kroki,powoli otworzyłam drzwi.
-Nie wyczuli mnie? Nie usłyszeli? To nie możliwe... - Rozglądałam się i powoli przesuwałam się do wyważonych drzwi.
Rozdział 23 Ślepy zaułek!:
Wyszłam niepewnie na korytarz. Skradałam się tak cicho,jak mogłam.
Dochodziłam już do parteru dormitorium,gdy wielkie wilki rozerwały ścianę i zaczęły mnie gonić!
Momentalnie rzuciłam się do ucieczki. Gdy tylko mnie doganiały,ja byłam już przy samej piwnicy.
Skręciłam w nią i zabarykadowałam się. Potwory waliły w drzwi z całych sił,jednak to nie wystarczało.
Wielka,pamiątkowa,granitowa płyta ,,przypadkowo'' zastawiła im drogę,a ściany piwnicy były niesamowicie grube. Był to kiedyś jeden ze schronów, w którym potwory się spotykali, z daleka od normalsów.
-Na Ozyrysa,jak ja się stąd wydostanę! Kiedyś w końcu będę musiała wyjść. Nie! Czemu ja!?- Wpadłam w histerię, nie wiedziałam co mam dalej robić. Byłam w kropce bez wyjścia. Przeglądałam nerwowo książkę. Ręce mi się trzęsły tak, jak jeszcze nigdy dotąd.
Szukałam jakiegoś pożytecznego zaklęcia. To mój jedyny ratunek.
Gdy coraz wyraźniej słyszałam wielkie walenie wilkołaków,serce skakało mi do gardła.
-Dalej, poradzisz sobie! Zwyciężyłaś z wampirami,teraz wilkołaki... To nic,że twój chłopak,twoja kuzynka i wszyscy inni pewnie już nie żyją!- Nie umiałam siebie pocieszyć. Kiedy zrozumiałam,ze w zeszycie nie mam już czego szukać,znalazłam czarną książeczkę.
-Błagam,by tu było coś!- Otworzyłam szeroko oczy,widząc,że wszystkie zaklęcia są powyrywane. Nie wiedziałam,jak to się stało. Przecież,kiedy ją ostatnio oglądałam,była nienaruszona! Zostało tylko jedno. Czar śmierci ducha potwora.
Popatrzyłam zdruzgotana swoją sytuacją tam,gdzie były ślady wyrwania.
-Chyba komuś się udało.-Powiedziałam smutno. Byłam w totalnej kropce.
Nie miałam już kompletnie nic do stracenia. Poprzysięgłam,że nieżywej mnie nie dostaną.
Już składałam ręce do gestów wywołania ducha,jednak w ostatniej chwili,książkę z ręki wytrącił mi egipski krzyż,Ankh.
-A co to jest do upiora?!- Krzyknęłam podnosząc symbol.
-Przepraszam,ale chyba nie dane ci to zrobić.-Zza skrzyń wyszedł Tut z nieodłącznym dla niego zadziornym uśmieszkiem. Podszedł bliżej i powiedział,że na drugi raz, powinnam się lepiej rozglądać.
-Nie wkurzaj mnie, przynajmniej nie w ostatnich momentach mojego nieżycia.- Odburknęłam zażenowana.
-To prawda, jesteśmy w kropce. To prawda,nie mamy nic do stracenia. To prawda,może nam się nie udać...jednak myślę,że warto zaryzykować. Nie maż się i chodź mi pomóż. Razem damy radę.- Powiedział pewnie, podając mi rękę. Widząc,że nie chcę wstać,chłopak schwycił mnie za nadgarstek i mocno pociągnął. Odruchowo wyprostowałam się.
-Daj spokój.- Nakazałam. Po policzkach zaczęły spływać łzy.
-Hmm... ty masz swoje zasady. Ja mam swoje. Mnie się nie rozkazuje, to ja jestem od szefowania.-Chłopak mocno zaakcentował ostatnie zdanie.
-Podobne charaktery widać się nie dogadują. W jednej firmie,nie może
być dwóch ,,nadszefów''. -Podsumowałam.
Gdy tylko usłyszałam wielki huk i zobaczyłam,że drzwi jednak pękły razem z płytą,krzyknęłam tylko,by upiór szefował. Spanikowany odsunął się ze mną najbliżej ściany.
Wilkołaki sunęły naprzód. Jeden był najbardziej wystawiony na czele. Miał zegarek Clawdmila.
-Dobra. To... jakieś pomysły?-Zaczęłam ostrożnie.
-Mam jeden,ale to forma pożegnalna.-Powiedział z przerażeniem Tut.
-Jaka form...- Nim tylko zdążyłam usłyszeć wypowiedź chłopaka,upiór przyciągnął mnie do siebie i mocno pocałował. Otworzyłam szeroko oczy,patrząc na wilkołaki.
Najbardziej wysunięty,zaczął donośnie wyć. Szybko odepchnęłam chłopaka od siebie.
Ten wyjął parę swoich medalionów i zaczął biec w kierunku wroga.
Ja byłam sparaliżowana, chciałam szybko wziąć mój zeszyt,ale pech chciał,że...przez krzyż wylądował na końcu pomieszczenia. Niski,mały wilkołak ze spódniczką Twyli deptał po nim.
Zanim chłopak zdążył zbliżyć się dobrze do przeciwników, wilkołak przybierał bardziej znaną mi postać.
-Clawdmil!-Wrzasnęłam w kierunku chłopaka.
Rozdział 24 Rozdarcie celowe?:
Ten tylko szybko odwrócił do mnie głowę i przyłączył się do Tuta,do ataku.
-Dzięki ci Ozyrysie!- Powiedziałam cicho, potem w stronę upiorów krzyknęłam,by
spróbowali podrzucić mi mój zeszyt.
Notatnik wędrował. Był kopany przez całą piwnicę,aż trafił do moich rąk.
-Zajmijcie ich czymś!- Nakazałam. Zaczęłam szybko przekartkowywać cały spis.
-Postaramy się.-Odrzekł stanowczo Tut.
Nic nie mogłam znaleźć. Wściekła,złożyłam ręce przypadkowo. To moje zaklęcie, moje!
Fioletowa błyskawica rozdarła całą piwnice i poraziła dosłownie wszystkich.
Tym razem ustałam na dwóch nogach,ale czułam,że jest mi słabo.
Wilkołaki przybierały formy moich przyjaciół. Żyli! Chciałam podejść do nich. Pomóc.
Niestety mimo moich sił stałam w miejscu.
-Co jest!?- Przerażona zaczęłam się szarpać. Nogi nie słuchały.
Całą mnie przeszył wielki ból,a przede mną pojawiła się zakapturzona postać.
-Zostaw mnie!- Rozpaczliwie zawołałam.
W tamtym momencie obudził się Clawdmil i rzucił się na przybysza.
Ten szybko go odrzucił i chłopak wylądował na podłodze,odbity od ściany.
-Spotkamy się. Może nie w tym wcieleniu,ale bądź gotowa.-Czarna postać po chwili rozpłynęła się.
Ja upadłam na kolana. Wilkołak szybko wstał. Podbiegli do mnie wszyscy.
-Czemu ja!? Nie mam już siły na to wszystko!- Powiedziałam płacząc.
Troy podniósł mnie i zapytał co się stało,rozkojarzeni byli wszyscy,jakby nie wiedzieli gdzie się znajdują.
-No więc Tut wymyślił świetny plan! Nie sądziłem,że jesteś taki mądry. Skąd wiedziałeś,że pod wpływem złości zamienię się z powrotem? Jednak jesteś spoko. Sorry.-Powiedział poklepując Tuta po plecach.
-Tak! To był mój najznamienitszy plan!- Upiór zaczął się chwalić. Wiem,że wszystko,było czystym przypadkiem.
-Łżesz zakłamańcu!- Krzyknęłam wrogo.
-Jak to?- Zdziwił się wilkołak.
Powiedziałam tylko,że on nie wiedział co się stanie. Wytłumaczenie Clawdmila jest błędne. Pobiegłam do najbliższej toalety i zamknęłam drzwi z hukiem.
Zjechałam zapłakana po drzwiach zastanawiając się,czy byłam tylko pionkiem,czy naprawdę upiory do mnie coś czują. Clawdmil może i tak,ale Tut? Ehh... jest taki zadufany w sobie,może rzeczywiście to była jego gra? Wszystko wiedział? Słyszałam tylko moje imię na korytarzu.
-Miau!-Zza drzwi jednej z kabin odezwała się jakaś kotołaczka.
-Hę?-Wstałam z podłogi i odsunęłam drzwi różowej toalety. Siedziała tam Catty.
-Nie,proszę,nie zjadaj mnie wilkołaku!- Piosenkarka zasłoniła twarz i rozpaczliwie nawoływała,bym ją oszczędziła.
-Otwórz oczy.-Nakazałam kotołaczce,łapiąc ją za nadgarstki.
-Ojej... przepraszam. Mam straszliwego pecha! Ledwo co przyjechałam tu na koncert,a już jakieś krwiożercze bestie latają po mieście! Do tego odwołali ten występ... Najlepsze w tym jest to,że ci koszmarni ochroniarze uciekli i zostawili mnie samą!- Wściekła upiorka zaczęła drapać swoją różową spódnicę.
-Ty jesteś tą piosenkarką? Catty Nior?- Zapytałam spokojnie,by się upewnić.
-Tak,tak. Piosenkarka która utknęła w Salem chyba na dobre! Pewnie portale plotkarskie piszą,że nie żyję. Pff.-Odburknęła kotołaczka.
-Ja jestem Aleksa De Nile. To niezbyt dobry strój na spotkanie celebryty,ale cóż...- Popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Rozmazany makijaż,podrapane ciuchy i ciało. Poobijana i pokiereszowana w każdym możliwym stopniu.
-Hmmm... ja cię chyba znam. Przynajmniej z blogów. Chyba na Cerberku było coś o tobie. Chcesz szczotkę?-Czarna kotka wyciągnęła z torebki srebrną szczotkę. Przeczesałam się i trochę popoprawiałam. Byłam trochę zszokowana,że taka osobistość jak ona mnie zna.
-E, gwiazdą nie jestem. Już nawet szkolny ,,populars'' mnie zaczyna wkurzać.-Zaczęłam,zmywając rozmazany make-up.
-Właściwie... co to było?- Dopytywała piosenkarka.
Powiedziałam,że to długa historia. Usiadłam na podłodze koło niej i poopowiadałam o wszystkim.
Na korytarzach słyszałam jakąś bieganinę. Pewnie wszyscy mnie szukają... Niech sobie szukają.
Mam ich wszystkich serdecznie dosyć.
-Wow! Magia? Jak Harry Screamtter?- Zażartowała czarna upiorka. Przeszła się parę razy po łazience.
W końcu powiedziała,że chyba powinnyśmy się pokazać.
Rozdział 25 Nie jadę do Hauntlywood,ono przyjedzie do mnie:
-No,dobra. Uprzedzam jednak,że te nowinkowe sępy mogą nie zostawić na tobie suchej nitki- Popatrzyłam niepewnie na klamkę. W końcu jednak pociągnęłam za nią.
Moje obcasy dały wielkie echo na cały korytarz. Nie trzeba było długo czekać,aż pojawili się inni uczniowie.
-Aleksa! Catty!- Tłum wykrzykiwał w zdziwieniu nasze imiona.
-Chodź. Nie mam tu czego szukać. Przynajmniej pokażę ci kawałek szkoły.-Powiedziałam smutno do kotołaczki,jednocześnie przedzierając się prze tłum. Wszyscy patrzyli się na mnie jak na przybysza z innej planety. Zazwyczaj potwory się cieszą,że ich problemy zostały ,,rozwiązane''. Jednak uczniowie nie wiedzieli,że praktycznie nic nie zostało załatwione. Ponagliłam kotołaczkę.
Catty posłusznie poszła za mną. Poprowadziłam ją do mojego pokoju w dormitorium.
Upiorka przeraziła się widokiem wyważonych drzwi.
-Mam nadzieję,że dyrektorka ruszy się i puści nas do domów.- Gdy tylko wymieniłam słowo ,,dyrektorka'', w szafie zaczął dzwonić mój telefon.
-Wszędzie poznam tą melodyjkę! To moja piosenka!- Zerwała się błyskawicznie kocica.
Odszukała telefon i podała mi.
-Oho, o wilku mowa...- Powiedziałam ze wstrętem,naciskając zieloną słuchawkę.
,,-Czego?!
-Panno De Nile,proszę grzeczniej!
-Nie. Gdzie pani jest?! Zmyła się! Tak! Dała ,,nogę''!
-Ja... ja... no,miałam poważne sprawy...
-Oj proszę nie zmyślać. Mogę łaskawie wrócić do pałacu?
A, i radzę zainwestować w dobrych ochroniarzy. Nie zamierzam narażać się i moich przyjaciół kolejny raz.''
Nie dałam dokończyć nauczycielce. Rozłączyłam się.
-Nieźle... Musisz naprawdę być zła.- Różowa piosenkarka zaczęła bawić się moim
telefonem jak kłębkiem wełny.
Ja siedziałam w milczeniu,aż wreszcie ześlizgnęłam się z łóżka i wylądowałam na podłodze.
Poleciała mi jedna łza.
-Ej,ty płaczesz? Trzymaj. Aż tak bardzo nauczycielka cię wyprowadziła z równowagi?- Zaciekawiona Catty podała mi chusteczkę.
-Po prostu rozumiem sytuację. Coś chce mnie dopaść, mój chłopak nawet nie skumał,że buziak nie był zamierzony,a Tut... grr... tego to już mu ani nie wybaczę,ani nie daruję!- Wyżaliłam się. Po minie kotołaczki byłam właściwie pewna,że nic nie rozumie. Za trochę rozległ się dźwięk burzy. Jednak okazało się,że upioromes nie był do mnie,a do Catty,która ma ten sam sygnał.
Uśmiechnęłam się. Kotka zaczęła czytać wiadomość,jaką dostała.
-Przepraszam,że cię opuszczam. Mój samochód będzie za trochę. Wreszcie się ruszyli i nie zostawią mnie tu na pastwę losu. Szkoda tylko,że muszę wracać do Hauntlywood. Nudzę się tam przeokropnie! W razie co, masz moją prywatną wizytówkę. Dzwoń,pisz,co chcesz. Oby do zobaczenia niebawem.-Piosenkarka wręczyła mi małą karteczkę. Schowałam ją do kieszeni.
Poczułam się straszliwie samotna,kiedy słyszałam jej tupot na korytarzu.
Czy tak naprawdę nikt mnie nie rozumie?!
Ehh... przynajmniej mam wizytówkę.
-SERIO?! Przed chwilą uratowałam z chłopakami całą szkołę, przeżyłam szok,kiedy jakiś koleś w kapturze się pojawił,Tut mnie całował,Clawdmil myśli,że tylko dlatego by go wyprowadzić spod czaru... a ty pytasz TYLKO O CATTY?!- Wybuchłam. Wściekła opuściłam pokój.
-Idę do domu, tylko Cleo teraz znaleźć, ona ma klucze w końcu...-Mruczałam pod nosem.
Na końcu korytarza spotkałam poszukiwaną mumię. Ona przynajmniej zadawała ludzkie pytania.
Odpowiedziałam na parę i poprosiłam o powrót do domu.
-Krewnicka wie?- Spytała niepewnie.
-Kogo Krewnicka obchodzi! Tchórz nie dyrektorka!-Uniosłam się i zabrałam klucze z ręki Cleo. Upiorka poszła ze mną. Z nikim się nie pożegnałam.
Rozdział 26 Zaćmienie umysłu:
Na drugi dzień przemknęłyśmy się do szkoły po nasze rzeczy. Gdzieś koło południa Nefera wróciła z walizami. Nie kłóciłyśmy się. W domu było tak cicho,że słyszałam Nillę,która chodziła po ogródku. Było jedynie tylko uchylone okno. Nie spodziewałam się gości.
Rozpakowując się, do drzwi zadzwonił dzwonek. Za nimi stał Clawdmil.
-No... nie wiem co mam powiedzieć. Troy mi powiedział co i jak.-Zakłopotany wilkołak patrzył cały czas na swój zegarek.
-Co mi to da.-Odpowiedziałam obojętnie.
-Eh,no nie bądź zła, jestem tylko potworem. Źle,no... bardzo źle zrozumiałem to przesłanie.
W końcu mumie mają te swoje czary,myślałam,że on wiedzia...
-Tylko ja mam magię. Pozostali talizmany.-Przerwałam sucho.
-Przepraszam. To chciałaś usłyszeć? Przepraszam,naprawdę.-Clawdmil żałośnie na mnie spojrzał.
Chłopak przytulił mnie i powiedział,że jestem straszliwie nerwowa.
Mimo, iż próbował wciągnąć mnie do Wampilerii,kina... nie chciałam. Odmówiłam,ale powiedziałam,że jesteśmy pogodzeni. To najważniejsze. Kiedy tylko odwrócił się, przed jego twarzą wyrósł jak z podziemi wujek Ramzes.
-Yyy,ja... ja... Upiorodobry?- Zbity z tropu wilkołak patrzył się w osłupieniu w tatę Cleo i Nefery.
Po ,,przywitaniu'', powiedział,że musi już iść. Wystraszył się zupełnie tak,jak ja jego rodziców. Heh...
-Ojej! Upiorodobry wujku! Nie spodziewałam się.-Wyraźnie zaskoczona odwiedzinami,wpuściłam gościa do środka. Kiedy wchodził,krzyknęłam do Cleo i Nefery,by przyszły do holu.
Kuzynki przytuliły się do swojego taty. Tylko ja stałam z boku.
W pewnym momencie,wujek powiedział,że nie do nich przyjechał.
Zdziwiłam się,jeśli nie do nich,to do kogo? Do mnie?
-No,droga bratanico,czas się pakować.-Powiedział radośnie w moją stronę.
-Co? Jak pakować?- Byłam zdezorientowana. Niby czemu?
-Dziewczyny ci nie powiedziały?-Kiedy spojrzałam na Cleo,ta zaczęła uciekać wzrokiem. Nabroiłam?
-Nie wiem właściwie o co chodzi...- Zmieszana,nie miałam pojęcia co odpowiedzieć.
Ramzes wskazał drzwi do salonu i usiadł na fotelu. Posłusznie usiadłam na krześle obok.
-Tak się składa,że macie remont szkoły.-Zaczął. Remont? Chyba postawienie nowych fundamentów!
Ciekawe,czy Krewnicka powiedziała,czemu ten ,,remont'' będzie.
-Ja mam ważny wyjazd,na dwa miesiące. Tyle też będzie trwała naprawa szkoły. Postanowiłem wykorzystać sytuację. Nefera jednak odmówiła,na rzecz jakiegoś wyjazdu z agencją modelek już za dwa dni. Cleo nie chce,ze względu na Deuce'a,a ja go nie zamierzam zabierać.Rozumiesz do czego zmierzam?-Zapytał w końcu. Nastała niezręczna cisza,jeszcze gorsza niż panowała od rana. Przerwał ją sługa,którego imienia zawsze nie umiałam zapamiętać,przynosząc herbatę. W końcu powiedziałam,że naprawdę nie rozumiem o co chodzi.
-Zastąpisz mnie. W końcu chłopaka nie masz...
-Co? Jak to nie mam?- Zdziwiłam się. Nefera nie powiedziała mu? Myślałam,że wygadała o tym całemu światu.
-Niby kogo? Deuce nie ma brata,prawda?-Zapytał zdziwiony.
-Clawdmil. Minął się z nim szanowny wujek w drzwiach.- Powiedziałam,biorąc filiżankę.
Mumia tylko odstawiła szklankę,którą odkąd dostała,trzymała w ręce.
-Wolf. Hmm... przenieżyję. Tak,czy owak,od jutra,a dokładniej od jutrzejszego wieczoru, będziesz królową Nilu przez dwa miesiące.- Podsumował.
-Dwa miesiące bez nikogo znajomego?! Wujku,ale ja nie chcę być tam sama...-Ze smutkiem,próbowałam ubłagać faraona,by zabrał ze mną chociaż Cleo.
Co prawda byłam na nią zła,że mi nie powiedziała,ale w tym wirze zamieszania,nie dziwiłam jej się.
Rozdział 27 Wyjeżdżamy:
-Nie patrz się na mnie miną zbitego cerbera. Pozwolę ci zabrać jedną koleżankę. Co prawda nie będziesz tam i tak sama,ale...- Ostatecznie,złamałam mumię.
Pozwolił mi kogoś wybrać. Tylko teraz kogo?! Ehh... tyle straszyciółek,a tylko jedno miejsce.
-Masz dziś czas,by się ze wszystkimi pożegnać.
Jest dopiero 13.00,ale korzystaj z czasu mądrze.- Dodał,stawiając klepsydrę na stół.
-Nie ma sprawy! A teraz przepraszam, muszę się spakować!- Odparłam z uśmiechem. Popędziłam do pokoju. Zatrzasnęłam drzwi. Kto by pomyślał? Ja? Trzecia w kolejce do tronu? To ciekawe!
-To spróbujemy...-Mówiąc to,wyjmowałam wtedy zeszyt czarów. Co prawda od tamtego razu był mocno zniszczony,ale dało się wszystkie gesty rozczytać. Lewitacja przedmiotów.
Rozłożyłam moje walizki i zamknęłam oczy.
Czułam,że coś się dzieje,myślałam o wszystkich rzeczach,które bym zapakowała.
Kiedy stwierdziłam,że już chyba spakowałam w umyśle wystarczająco dużo rzeczy oraz innych potrzebnych mi przedmiotów,otworzyłam oczy.
-Tak! Zastraszniście! Udało się!- Skakałam ze szczęścia, kolejne zaklęcie,które dobrze mi poszło na zawołanie. Coraz większa pewność siebie w czarach była mi niezbędna.
Odhaczyłam spakowanie się na wyimaginowanej liście. Zabrałam szybkim ruchem z biurka iTrumnę.
-Dobrze... komu zrobić tą przyjemność...-Powiedziałam do siebie,jednocześnie przesuwając palcem po dotykowym ekranie numery znajomych.
Wybrałam i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
,,-Halo? Co jest?- Odezwał się znajomy głos.
-Kochana, chciałabyś projektować ciuchy dla królowej? To manele pakuj i wyjeżdżamy Deen!- Po tych słowach,usłyszałam pisk w słuchawce.
-Będę po ciebie o 19.00. Pakuj się! To długi wyjazd.''.
Teraz się pożegnać. Ehh... najpierw straszyciółki.
Wybiegłam szybko z domowej piramidy,zostawiając w holu dwie,wielkie walizy.
Naciągnęłam po drodze biały kaptur i w mig byłam już u Draculaury.
Wampirka otworzyła mi drzwi. Mówiła coś o poprzednim dniu,ale szybko jej przerwałam,tłumacząc się wyjazdem na dość długo. Uściskałam Lalę mocno. Draculaura proponowała,bym została na trochę,jednak powiedziałam,że muszę jeszcze z innymi się pożegnać.
I tak biegałam, od drzwi,do drzwi. Nie pominęłam nikogo. Frankie,Operetta,Lagoona,Rochelle,Venus,Robecca,Abbey... i jeszcze inni.
Nim się obejrzałam,byłam już pod domem Clawdmila z godziną w zapasie.
-Uhh.. wyrobiłam się.-Dyszałam na progu. Naprawdę w następnym semestrze poproszę Cleo o dodatkowe treningi Strachskładu. Pełna radości zadzwoniłam do domu. Drzwi otworzył mi brat chłopaka.
-Straszydobry,jest Clawdmil?-Serdecznie przywitałam się z wilkołakiem.
Clawdrian odwrócił się krzycząc do salonu ,,Clawdmil,twoja girl przyszła''. Oblałam się rumieńcem,kiedy tata obojga wyszedł na korytarz, sprawdzając,kto ich odwiedził.
Przez drzwi do salonu wyszedł równie zadowolony,ale i zakłopotany upiór.
-No hej, jak tam?- Zagadał pierwszy,po czym zaprosił mnie do pokoju gościnnego.
Wchodząc po schodach,czułam lodowate spojrzenie mamy chłopaka.
Kiedy już usiedliśmy na futrzanej sofie,zaczęłam opowiadać,co niedługo mnie czeka.
-Wyobraź sobie! Na dwa miesiące,królowa! Podobno nie będę miała dużo roboty,tylko pilnować królestwa. Zawsze coś. Wiem,będę tęsknić,ale jest telefon. Będzie to taki... test?-Podsumowałam na końcu.
-Dobrze,że tylko dwa miesiące. Nie wytrzymałbym.-Powiedział roześmiany,tuląc mnie.
-Wciąż nie mogę w to uwierzyć! Nefera i Cleo razem rezygnujące? Nieprawdopodobne!-Wciąż ekscytowałam się wylotem. Naprawdę nie wyobrażam sobie moich kuzynek,które rezygnują z władzy.
-Ale... pojedziesz tam sama?- Zapytał w końcu. Widać było po nim,że bardzo chciał pojechać ze mną.
-Spokojnie,wujek pozwolił mi na Clawdeen. Mówił wyraźnie,że chce koleżankę...-Uspokoiłam chłopaka. Czas na rozmowie,straszliwie szybko zleciał.
Miałam tylko dziesięć minut,by zdążyć po Deen. Pożegnałam się czule z wilkołakiem i zeszłam na dół.
Brat upiora oraz jego tata odpowiedział na moje ,,upiodowidzenia''. Pani Wolf jakoś niezbyt. Mruknęła coś pod nosem i poszła do kuchni.
Nie ma to jak czytać to będąc przeziębioną.
OdpowiedzUsuńAll możesz pomachać łapkami i mnie wyleczyć? Tylko nie zmieniaj mi koloru, błagam, tylko nie na różowy. :D
Haha, a wiesz jak bardzo chciałabym siebie wyleczyć ? XD Nie wierzę, że to powiem, ale tak mi się nudzi w domu... a jeszcze na złość żadnych pytań na asku, żadnych nowinek, graficzyć mi się nie chce, rysować już rysowałam, a sesja... cóż, nie mam pomysłów ni chęci :x Pomacham łapkami, ale nic nie obiecuję ^_^
UsuńPaznokcie zmieniły mi kolor na niebieski, to Twoja sprawka? XD
UsuńAle jest przynajmniej plus mojej choroby, znalazłam wreszcie czas aby to przeczytać. Tom 3 też już za mną. Gdyby nie to to bym się pewnie tak zabierała i zabierała, jeszcze przez kilka miesięcy.
A co ja mam powiedzieć? xD Paznokcie w ciapki mam! XD (Biało czarne sb walnęłam, a co :3) 3 Tom jeszcze trwa ^_^
UsuńA co! Jak sie bawić to się bawić, drzwi wyważyć, nowe wstawić! XD
UsuńWiem, że jeszcze trwa i czekam na następne fragmenty. Teraz postaram się być na bieżąco.
W końcu bedę na bierząco ^^ Super historia. Ally królową? Wow! :3
OdpowiedzUsuń