,,Ostatnie co pamiętam, to jakieś urywki chwili w której przeszłam przez granicę światów.
Świata ludzi i ... potworów. Nie pamiętam więcej nic, tylko ta chwila, chwila,która zmieniła moje życie''
Rozdział 1 Gdzie ja jestem!?:
-Hej,żyjesz tam? Coś ci jest? Halooo!-Krzyczała jakaś osoba.
Jeszcze oszołomiona i na wpółprzytomna słyszałam co mówi.
Leżałam na trawie,strasznie obolała, powoli otwierając oczy.
Miałam przeczucie,że ktoś nade mną stoi i bynajmniej nie była to jedna osoba.
Zbierając się jakoś,powoli podnosiłam się,choć wciąż cały świat wirował mi w głowie.
-Ej, nic ci nie jest? Może mam kogoś zawołać?
-Dajże spokój, polecę szybko po kogoś!Ałuuu!-Dotarło do mnie,że mam już do czynienia z dwiema dziewczynami.
Przeszywające wycie zerwało mnie na równe nogi i chwyciłam szybkim ruchem dziewczynę za rękę.
Była bardzo owłosiona, jakbym dotykała psiej łapy.
-Co wy tu wyrabiacie?!-Krzyknęłam.
-O, śpiąca królewna wreszcie się obudziła! Co się stało Cle... Chwila, kim ty jesteś?!- Mym oczom ukazała się FRANKIE! Frankie Stein! Z Monster High!
-Może pozwól,że to ja zadam tobie pierwsza pytanie. Gdzie ja jestem?! I czy... Ty jesteś Frankie Stein?
-Jesteś w Monster High! Najczadowszej szkole w Salem! A i... jestem Frankie, tamta za mną to Clawdeen, znamy się?
-Raczej nie,ale ja znam was!- Wypowiadając to szeroko uśmiechnęłam się do Clawdeen,która pomachała mi zza pleców Frankie
-To wilczaście! Może chodźmy do szkoły? Robi mi się już zimno. Tobie nie jest? Jesteś dość... letnio ubrana.
W tamtej chwili zerknęłam na swoje ubranie, zupełnie nie przypominało mojego! Byłam owinięta w bluzkę z bandaży.
Miałam również czarną mini z niebieskim paskiem,na środku niego miałam duży czerwony diament.
-Troszeczkę przemarzłam.-Odparłam zkrzywiając się.
Przede mną ukazała się wielka szkoła. Niepewnie wchodząc po schodkach w stronę drzwi wejściowych,zerkałam co chwila na moje nowe straszyciółki. Nadal nie mogłam w to uwierzyć!
Otwierając duże,pozłacane wrota upiorki zaczęły pytać mnie o wszystko.
-Jak się tu znalazłaś?-Spytała wesoło Frankie.
-Yyy.. może zabrzmi to dziwnie ale,sama chciałabym to wiedzieć.-Powiedziałam obojętnie.
-A jak się nazywasz? Spytała wilkołaczka.
-Ja...- I właśnie w tym momencie z sali nie daleko nas wyszła Cleo i Ghoulia.
-Jestem Aleksa, Aleksa De Nile.-Wypaplałam nerwowo.
-Jesteś kuzynką albo siostrą Cleo?! Upiornie! Chodźmy do niej!- Mówiąc to,Frankie pociągnęła mnie szybko w stronę Cleo.
Przerażona stałam jak wryta. Moja ,,kuzynka'' zmierzyła mnie przeszywającym wzrokiem.
-O mój Ra! Widzę,że nareszcie znalazł się ktoś kto ma równie świetny gust co ja!
-Dzięki...
-Cleo poznajesz?! To twoja kuzynka Aleksa!- Wykrzyczała podskakując z przejęcia wnuczka Frankensteina.
Wtedy zauważyłam,że tracę grunt pod nogami. Robiło mi się aż słabo z nerwów.
-Hmm... moja mumia mówiła mi coś,że mam jakąś kuzynkę...
Wtedy kamień spadł mi z serca. Ledwo zdążyłam złapać oddech i błysnęło coś tuż przed moją twarzą.
-Spectra!-Wrzasnęła Clawdeen.
-Co ty do pazura wyprawiasz? Jeszcze na nią wleć by zrobić lepsze ujęcie...
-Przepraszam,ale usłyszałam,że ktoś tu ma zamiar być w naszej szkole! Muszę od razu o tym napisać! Cleo ma kuzynkę?
To będzie temat dnia, muszę już lecieć,bay bay!- I poleciała tak szybko jak się zjawiła.
-Co to miało...-Przerwała mi Ghoulia swoim jęknięciem.
-Uhhhuuuuuiiiii.
-Masz rację, niedługo będziemy musieli iść na zajęcia.Do której klasy chodzisz?- Spojrzała się na mnie pytająco mumia.
-Właściwie nie wiem, oficjalnie chyba tu jeszcze nie chodzę.
-Musimy to jak najszybciej naprawić! Ktoś królewskiej krwi musi być ze mną razem w klasie, kuzynko!- Wyciągnęła rękę w stronę drzwi z napisem ,,Gabinet straszyktorki''. Dzwonek rozległ się w całej szkole, dziewczyny zostawiły mnie same.
Cała podekscytowana zapukałam do gabinetu.
-Proszę!-Zawołała pani Głowenia za drzwi.
Cała radość uleciała ze mnie w jednej sekundzie. Co jeśli mnie nie przyjmą?!
-Nowa uczennica? Nie uprzedzono mnie.Jak się nazywasz?
-Aleksa De Nile proszę pani.
-Dobrze, masz tutaj dokumenty wypełnij je,akurat jeden zombie opuścił jedną z klas i jest wolne miejsce dla ciebie.
Wzięłam kartkę,usiadłam przy biurku i przyjrzałam się pytaniom, były stosunkowo proste,ale zupełnie nie wiedziałam jak na nie odpowiedzieć! Wszystko przecież zapomniałam,ale ,,Raz się nie żyje!'', zaczęłam przeglądać.
,,1.Imię i nazwisko''.Bez wahania wpisałam ,,Aleksa De Nile''.
,,2.Dzień,miesiąc i miejsce urodzenia''. Zupiorzałam,gdzie ja mogłabym sie urodzić?! Napisałam moją prawdziwą datę urodzenia,a miejsce - StraszyPolska. Może być,nie? Heh.
,,3.Rodzice,Adres zamieszkania,telefon''. Wyciągnęłam moją Itrumnę i przepisałam swój numer,rodzice - załatwione,że mumie,a adres? Zostawiłam puste.
Oddałam karteczkę czekając a werdykt.
-Czemu nie napisałaś gdzie mieszkasz?- Kiedy wypowiadała to nauczycielka,zrobiłam oczy jak talerze. Co mam odpowiedzieć?!
-Wie pani,ciężko powiedzieć...
-Osobiste pytanie?
-Tak.. No bo,yyy, tak ja nooo,eee -Zacinałam się jak jeszcze nigdy dotąd.
-Ale masz gdzie spać prawda?
-Dopiero przyjechałam i jeszcze nie mam tego...-Kolejny raz przerwano mi.
-Chwila, jesteś De Nile, czy jesteś jakąś rodziną Cleo i Nefery?
-Tak,kuzynka.
-No to może ich poproś? Jeśli tak, wszystko załatwione,przyjmę cię.
Wychodząc dostałam legitymację i inne papiery. Jestem w klasie 3 c.
Kolejny raz rozbrzmiał dzwonek. Tym razem na przerwę.
Udało mi się! Jestem w Monster High! Chciało mi się skakać,krzyczeć i szaleć jak się da i ile się da!
Przechodząc szukając kogoś znajomego natknęłam się na Draculaurę,która zaczepiła mnie pytając czy jestem tu nowa.
Wszystko jej wytłumaczyłam. Okazała się być bardzo przyjazną i cierpliwą upiorką, ciekawe czy była ze mną w klasie.
Jeśli ona to i reszta! To się nazywa ,,postawić wszystko na jedną, upiorną kartę'' jedno pytanie,a decyduje za 100!
-Lala,a w jakiej jesteś klasie?
-3c, razem z Frankie,Clawdeen,Cleo...
-Piramidalnie! Będę z wami w klasie! Jaką mamy następną lekcję?
-Potworna biologia.
-To chodźmy!
Skierowałyśmy kroki do sali 13 i nagle...
Rozdział 2 Pierwsza lekcja,normalsie!:
Huk! Nagle zabolała mnie cała twarz i upadłam.
-Co do mumii?!- Krzyknęłam pełna złości w stronę osoby otwierającej drzwi.
-Nefera? Co ty tu robisz? I jak ty się zachowujesz?!- Odparła zdziwiona Draculaura,pomagając mi wstać.
-Phi, a co ci do tego!? Jeśli musisz wiedzieć,do twojej NIE królewskiej wiadomości, jestem tu,bo słyszałam,że jest tu nasza kuzynka, szukam jej!- Nefera, wypowiadając to zaczęła nerwowo poprawiać swoje nefrytowe włosy.
-Właśnie ją walnęłaś.- Burknęłam przecierając jeszcze obolały nos.
Starsza siostra Cleo otworzyła szeroko oczy, przeszła się kawałek. Po całym korytarzu było słychać tylko jej wężowe obcasy, nawet dzwonek na lekcje nie był w stanie ich zagłuszyć, byłam już pewna,że razem z Lalą się spóźnimy,ale nie to było wtedy najważniejsze.
-Co?! Że co?! Nie możliwe! Kolejna taka jak Cleo?! Chwila...-Spojrzała na mój niebieski diament przy policzku.
-To nie jest moja kuzynka! My, mamy zupełnie inne diamenty w rodzinie. Hmmm... Moja mumia ma brata, jeśli to twój tata, to jak ma na imię?-Uśmiechnęła się złośliwie i wyjęła z torebki sok multiwitaminowy.
-Em,no...-Nie wiedziałam co odpowiedzieć, pozostało podać mi imię mojego taty. Upiornie się bałam!
-Andy... De Nile.
Nefera natychmiastowo wypluła pijący sok na podłogę, rzuciła na ziemie opakowanie i krzyknęła do mnie,że to nie możliwe. Właśnie tak miał na imię brat jej taty. Chyba Horus się nade mną lituje! Odeszła z podniesionym nosem.
-Sorry upiory! Spieszę się! Jeśli znowu się spóźnię Hack stawi mi kolejną pałę!-Operetta mająca na nogach rolki pędziła co tchu mijając się z Neferą. Szkoda,że nie wiedziała ,że dzwonek już dawno był.
-Operetta,dzwonek już był!-Draculaura chwyciła ją za rękę i przekręciła przeczącym gestem głowę.
-O,nie! Teraz,to już Hack zadzwoni do moich starych!- Córka potwora z opery wyrwała się z uścisku wampirki i usiadła pod drzwiami sali.
-Nie wejdę tam! Przerobi mnie na pajęczobitki! Będę miała szlaban na gitarę!-Była bardzo przybita.
-Chwila. Mam pewien pomysł!-Wskazałam na swój czerwony od uderzenia nos.
-Możecie powiedzieć,że byłyście ze mną u pielęgniarki! Chyba nie będzie taki i nie wlepi ,,nowej'' nagany nie?-Uśmiechnęłam się do przygnębionej Operetty. Ta, na myśl o tym nagle odżyła!
-Wielkie,wielkie wielkie dzięki yyyyy....
-Aleksa.
-Dzięki ci upiorko! Mam u ciebie dług!
-Nie masz,chodźmy,bo przegadamy całą lekcję.
Zapukałyśmy i po paru sekundach weszłyśmy.
-Hahahahaha!-Zaśmiał się szyderczo pan Hack.
-Operetta!Spóźnie...- Nie dając mu dokończyć powiedziałam,że były ze mną, jestem nowa i bardzo dobrze się mną zajęły.
Nauczycielowi widać zrobiło się głupio,kazał wybrać mi ławkę,a Draculaurze i Operettcie usiąść. Po tym od razu zniknął w swoim składziku z miksturami.
-O mój Ra! Co to ma być? To ma być biologia?!-Wypaliłam zszokowana. Przyglądałam się właśnie sekcji... smoków!
-Taaa, wiem nauczyciel serca nie ma.-Zaczepiła mnie siedząca po mojej prawej stornie Lagoona. Chyba nie wiedziała,że chodzi mi o to,że liczyłam na inne, ,,normalne'' lekcje.
-Tak właściwie rybko, jestem Lagoona Blue,ty jesteś ta nowa,nie? Miło poznać.
Zabrzmiał dzwonek na przerwę.
Rozdział 3 Kto to dzwoni!? Umrzeć można!:
Wyszłam stukając moimi granatowo-czarnymi koturnami. Na przerwie porozmawiałam z Cleo,Clawdeen i Draculaurą, mówiły coś o lekcjach. Niespecjalnie wiedziałam o co im chodzi, wymieniały jakieś nieznane mi filmy i chyba trochę o nauczycielach. Wiedziałam,że muszę jeszcze się od nich trochę poduczyć.
-Aleksa,ponoć ty teraz masz spać u mnie tak?-Wyrwała mnie z transu Cleo.
-Tak przynajmniej prosiła pani Krewnicka.
-Super! Babski wieczorek! Nareszcie nie będę się nudzić wieczorami,gdy nie ma Deuca!-Przytuliła mnie i powiedziała coś do Ghoulii.
Martwy język - nic nie zrozumiałam.
-A tak właściwie, gdzie jest Deuce? Nie było go chyba cały dzień, przynajmniej ja go nie widziałam-Zapytałam.
-Tęsknisz?-Spytała złowieszczym tonem mumia.
-Nie! Ja tylko chciałam się przywitać.-natychmiast próbowałam wytłumaczyć Cleo,że to jest jej upiór i nic mi do tego,ale nie odpuszczała.
-Taaak,bujać to sfinksy tak możesz.-Przewróciła oczami i odebrała swoją torebkę od stojącej obok zombiaczki.
W tym momencie zadzwoniła moja iTrumna.
-Halo? Halo!?-Po drugiej stornie słychać było tylko jakieś szepty.Przeszły mnie ciarki.
-Upiorki,może wiecie co to za numer?-Podałam telefon Draculaurze i Clawdeen.
-Nie,nie mam takiego, nawet... jest on trochę dziwny- Powiedziała wilkołaczka.
-Ma na początku ,,+48''!-Podniosła głos wampirka.
-Yyyy... tak? Co jest z tym nie tak? Kierunkowy i tyle.-Nie rozumiałam,co jest w tym nie tak.
-To ty chyba nigdy iTrumny nie używałaś, przecież kierunkowy zawsze zaczyna się na ,,-48''!-Clawdeen sprawiała wrażenie, jakby się czegoś bała. Byłam raczej przyzwyczajona do normalskich numerów. Nie wiedziałam o co im chodziło,ale powoli zaczynałam rozumieć.
-Nie, przecież normalne numery są na ,,+'' przynajmniej normal... Ups!-Zasłoniłam szybko usta.
-Powtórz!Normalsi? Dzwonisz do normalsów?!-Deen zaczęła obwąchiwać mój telefon.
-No,tego... Przecież,wy się dawno z nimi pogodziliście,nie?-Zastanawiałam się o co im chodzi. Przecież chyba byli pogodzeni z normalsami,nie?!
-No pewnie,że nie! Oszukali nas! Przez nich znowu boimy się wychodzić na ulicę. Myślisz,że dlaczego do każdego nowego ucznia, od pani Krewnickiej pada pytanie ,,Czy masz gdzie spać?'' lub coś w tym guście? Boi się o nas!- Krzyknęła z płaczem w głosie Lala.
-Moment,moment! Jak oszukali?!- Nie dowierzałam.Normalsi nie byli tacy źli, sama czułam się normalską....
-Każdej nocy z naszego straszyceum znika ktoś i to tego w tajemniczych okolicznościach! Howleen prawie by zginęła! Wyrwała się! Niestety inne uczennice nie miały tyle szczęścia...-Clawdeen aż skowyczała, pewnie martwiła się o swoją siostrę.
-CO?! Po co im nasze upiorki!?-Zaczynało do mnie to już gryźć, jak normalsi tak mogą?!
Dryyyyyyyyń! Zabrzmiał dzwonek na kolejną lekcje.
-Która to lekcja?-Zapytała.
-Ostatnia. Może dziś śpimy wszystkie razem? Boję się,że normalsi tej nocy przyjdą po mnie...
Wysłałam już upiomesa do Cleo,Ghoulii i Abbey.-Draculaura cała się trzęsła na myśl o nocy. Potwory boją się nocy?! To ci dopiero!
-Dobry pomysł! Choć i tak będę dziś spać przy włączonym świetle!-Wilkołaczce aż zjeżyła się sierść.
Po szporachunkach poszłyśmy zgodnie z planem do Draculaury,jeszcze tylko po drodze weszłam z Cleo do sklepu.Musiałam jej 5 razy lub więcej wytłumaczyć tamtą sprawę. Na szczęście, gdzieś po około 7 razie zrozumiała i odpuściła. Poleciła mi najwampistyczniejsze sklepy w Salem. Piżamy nawet nie miałam!
Rozdział 4 Bój się upiorów! Przyjdą po ciebie!:
Draculaura weszła do nas otwierając wielkie,czarne drzwi plecami. Trzymała 7 szklanek z gorącą herbatą na tacy.
-Sorry,że tak długo.- Wampirka położyła różową tacę na stoliczku i usiadła koło nas na dywanie.
-Draculaura, kto to jest?-Spytała Abbey wskazując palcem na mnie.
-Ah, to moja kuzynka.-Powiedziała Cleo nie dając dojść do głosu
Lali. Podczas rozmowy słyszałyśmy lekką burzę za oknem. Co jakiś czas
cicho zabrzęczał jakiś z piorunów.
Nagle otworzyło się okno! Momentalnie rozpętała się wielka wichura!
Firany w pokoju zerwały się z karnisza i spadły na mnie oraz Frankie. Wpadł przez okno mały nietoperz. Gdy tylko zauważył Draculaurę wtulił się do niej i piszczał ze strachem.
-Co to miało być?!-Rzuciłam,wyplątując się z różowych firan.
-Hrabia się przestraszył. Nigdy tak nie reagował, no... tylko na mojego tatę,ale jest teraz daleko...
Wiecie co? Nie myślmy o tym dłużej! Powieszę tylko te firanki.
Chodźmy już spać. Aleksa, mam dla ciebie trumnę. Wiem,że to nie
sarkofag,ale chyba może być?
Nie obrażę się jeśli tak jak Cleo
odmówisz,bo boisz się...-Upiorka próbowała dokończyć,ale Cleo
przeszkodziła jej. Byleby tylko nie wygadała ,że boi się ciemności. Ja w
tym czasie oglądając trumnę,usiadłam na jej wieku.
Nie byłam przyzwyczajona do spania w trumnie! Głupio też odmówić...
-Yyyy.. co my tam będziemy o głupotach gadać!-Cleo nerwowo wepchnęła mnie do trumny i zamknęła.
-Aleksa wygodnie?-Widać,że bardzo się bała swojej słabości,ale przecież wiedziałam,że się boi ciemności.
-Cleo,weź przestań.Mogłaś ją uderzyć!-W ciemnej trumnie usłyszałam
stukot obcasów zbliżających się do mnie. To chyba była Frankie.
Otworzyła wieko.
-Nic się nie stało, jest wyłożona złotą skórą. Będę spała jak zabita!-Śmiejąc się usiadłam na poduszce mojego ,,łóżka''.
-Jest dopiero 23.00 O tej porze to nawet baterii nie ładuję! Zagrajmy w coś!- Frankie szybko wyjęła grę z szafki koło niej.
Grałyśmy do pierwszej w nocy. Był weekend - ,,żyć nie umierać''! Potem,tak jakoś... odpłynęłam. Nie wiedziałam kiedy.
Nawet ta ciemność nie była taka zła. Niestety trumna była stara i jakiś jej ,,lokator'' chyba chciał ją odzyskać.
Pająk wspinał się mi po twarzy.
Wyskoczyłam przerażona, jakby mnie rozwiązywali z bandaży. Krzyczałam ,,Ratunku!Pomocy!!!''
Pobudziłam wszystkich,ale nie na darmo. Coś próbowało zabrać Abbey. Ta nie mogła nic powiedzieć.
W ostatniej chwili udało nam się ją ,,wyszarpać''.
-Wow,dzięki. Następnym razem stawię ci mleko jaka.-Abbey wstając z podłogi poklepała mnie na znak wdzięczności.
Ale o co chodzi? Co ja niby zrobiłam? Przecież ja tylko przestraszyłam się pają...
-Uhhhhh,aaaajaaauu-jęknęła Ghoulia.
-Dobre pytanie. Jak ty to usłyszałaś? Musisz mieć naprawdę lekki sen!-Cleo siedząc jeszcze na podłodze zrobiła zdziwioną minę.
-Ja właściwie...-Przerwałam. Głupio trochę powiedzieć,że boję się
milimetrowego stworzonka i w takiej panice wyskoczyłam z trumny.
-No dobra, nie ważne.Na dziś dość wrażeń.-Frankie była już chyba bardzo śpiąca. Od razu przypięła do śrub ładowarkę i zasnęła.
-Draculaura.Czy masz coś,no... do tępienia pająków?-Zapytałam. Nie wrócę do trumny,choćby Clawdeen mnie tam siłą wpychała!
-Masz... Pająki w moim domu nie znoszą zapachu wanilii.-Podała mi buteleczkę z aromatem.
Rzuciłam się do trumny i... wylałam całą zawartość na całą powierzchnię.Wolę mieć mokro,ale... bezpiecznie?
Od razu wybiegło 5 pająków, tak mnie to obrzydziło,że aż nogi się pode mną ugięły.
I pomyśleć,że ja tam spałam?!
Nie śmiej się,każdy ma swoją upiorną wadę!
Wreszcie około 4 nad ranem zasnęłam. Obudziłam się gdzieś tak o 12.00, nawet wygodnie było.
Gdy tylko uchyliłam wieko zobaczyłam Cleo pijącą herbatę i Draculaurę jedzącą kanapki.
-Ahhh! Dzień straszny upiorki. Która godzina?-Przeciągnęłam się jeszcze i usiadłam na krześle obok nich.
-A gdzie reszta?
-Już dawno poszła!-Zaśmiała się wampirzyca.
-Tylko Cleo na ciebie czeka!
Od razu zaczęłam się szykować do wyjścia. Nie wiem jak Cleo dziękować,że zabrała mnie do tego sklepu! Wybrała mi naprawdę
fajne ciuszki.Wyciągnęłam z mojej małej walizeczki pierwszą lepszą sukienkę i do tego pasujące,zielone buty.
-Gotowa!-Krzyknęłam do Cleo.
-Zbieraj się,idziemy.
-A,gdzie?
-Oprowadzę cię po mieście,tylko najpierw zawitamy do mojego... ah! Na Izydę,ciągle zapominam.Naszego
domu.Poza tym... chyba powinnam pożyczyć ci parę kosmetyków.Tylko maskarę masz?
-No niestety,miałam ją w kieszeni i tylko ona mi się ostała.
-Ruszajmy.Bez egipskich kresek wyglądasz jakbyś była normalską.Haha!-Zaśmiała się wychodząc.
Ja jeszcze pożegnałam się z Lalą i głaskając po główce Hrabiego,którego na ,,pa,pa'' podziękowałam za wszystko.
Idąc za Cleo oglądałam się na wszystkie strony.Miasto wyglądało rankiem... a właściwie popołudniem,jak czysto-normalskie!
-Jak będziemy wychodzić z domu zadzwonię jeszcze do Deuce'a. Miał być z Clawdem gdzieś w okolicy,ale to potem.
Jesteśmy na miejscu. Tata powiedział,że możesz zająć pokój Nefery, jest teraz z nim na wyjeździe do Hiszpanii.
Choć ja wolę,abyśmy dzieliły pokój razem.
O mój Ra! Wreszcie nie będę w domu sama!
Ghoulia wyjeżdża z rodzicami na biwak i zanudziłabym się na śmierć!
Właściwie było mi obojętne jaki pokój zajmę. Wpatrywałam się cały czas w dom. Był strasznie wielki.
Piramidalne zdobienia, pozłacane ściany - cudo!Weszłyśmy do środka. Jeden z służących zabrał moją walizkę.
Chyba do pokoju Nefery, Cleo krzyknęła do niego,że ma ją zanieść do swojego. Chyba miał na imię Manu.
Szłam po korytarzu. Był większy chyba nawet od ulicy! Można było tu
spokojnie urządzić imprezę na całe Straszyceum,a może i na całe miasto.
W pokoju,w którym miałam być również było przepięknie. Ściany w
hieroglify,posadzka
wykuta z kamienia,z drobnymi pyłkami złota. Wyrwała mnie z ,,transu'' kuzynka dając eye linera
Na skuwce miała napis ,,Max Strachtor''.Czyżby upiorny odpowiednik ,,Max Factor'a''?
-Mam jeszcze fajny pomysł! Przyczepię ci moje pasemka. Gdyby nie
kolor włosów,diamenty na policzkach oraz głos - ktoś mógłby nas
pomylić!-Zaśmiała się życzliwie i zaczęła przypinać mi złoto-brązowe
pasemka.
-Zabójczo!-Wykrzyknęłam.
-Dobra, myślę,że możemy już iść. Tylko poczekaj.-Wyjęła telefon i
wybrała numer.Ja w tamtej chwili otwierałam drzwi.Stukot moich obcasów
brzmiał jak muzyka. Czy mogłoby być lepiej?
Tylko te tajemnicze zniknięcia wciąż mnie martwiły...
Rozdział 5 Sisterka na 102 i ciężka noc trupów:
Przeszłyśmy kawałek ulicy,aż do placu na którym było pełno boisk. Na jednym, od koszykówki był Deuce,Clawd,Jackson i dwóch upiorów których nie znałam. Gdy tylko nas zobaczyli przerwali grę.
-Czy ja dobrze widzę,czy Cleo się rozdwoiła?-Clawd przetarł oczy. To prawda,byłyśmy straszliwie podobne!
-To mam chyba szczęście! Haha.-Deuce podszedł do nas i przywitał się. Przedstawił innych chłopaków,choć - prawie wszystkich kojarzyłam.
Nieznajomy chłopak w czarnych włosach nazywał się Troy Vamp, był wampirem. Drugi zaś miał na imię
Clawdmil,był kuzynem Clawdeen,Howleen i Clawda.
-Hej, jestem Aleksa. Kuzynka Cleo.-Pomachałam.
-Widzisz co z nią zrobiłam? Oj,jestem niedobra.-Powiedziała Cleo tuląc się do Deuce'a.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Bardziej jednak zafascynowali mnie ,,ci nowi'',podeszłam bliżej. To ich chyba ucieszyło.
-Hej pani Ładna! Wiem,że nasz kolega już powiedział ci co i jak,ale ja wolę jednak się oficjalnie przywitać.-
Widać było,że Clawdmil jest konkretny, no i... zabawny. Uśmiechnęłam się. Spojrzałam na Troy'a. Był zupełnie jego przeciwieństwem.
Widać - upiornie nieśmiały, chował się za wilkołakiem.
-A ty co? Spokojnie stary! Ona cię nie ugryzie!Prędzej ty ją!-Zaśmiał się wilkołak.
Trochę się speszyłam. Czyli nie jest wegetarianinem jak Draculaura? Zacząć się bać?
Zerwał się porywisty wiatr. Chłopak Cleo dał jej swoją bluzę. Clawd zaczął pakować butelki z wodą,które stały na trawie.
Co chwila wypadały mu z rąk. Mnie przytulił tak jakoś, nie wiem skąd Clawdmil. Zawsze było mi zimno, byłam o wiele mniej opalona od mojej kuzynki. Przyznam, był ciepły i miał miękkie futerko.
Od razu rozpętała się wielka burza, Clawdowi wypadły już wszystkie butelki i potoczyły się aż na drugie boisko. Niebo pociemniało. Chwila! Przecież przed chwilą było słońce!
Nagle poczułam jak jakaś ręka dotyka mojej nogi. Wyszarpało mnie coś z uścisku Clawmila i pociągnęło po ziemi. Wołałam o pomoc.
Przybiegł i uratował mnie Troy. Niestety miałam strasznie podrapane ręce oraz kolana. Sukienka?
Była do wyrzucenia! Wszyscy zerwali się i pobiegli w moją stronę. Okey! Teraz mogę się bać!
Cleo wyjęła ze swojej torebki parę bandaży i obwiązała je wokół moich kolan. Bolało.
Nie mogłam wstać, do tego jeszcze zaczął padać deszcz. Clawd i Clawdmil wzięli mnie na ręce, byłam cała obolała. Widziałam,że Troy,Cleo i Deuce szli za nami. Dobrze,że dom Clawda był najbliżej.
Weszliśmy. Cała szóstka.
Clawdeen wybiegła ze swojego pokoju,a za nią Howleen.
-Co się stało?!-Zaskowyczały obie.
Chłopaki położyli mnie na dywanie. Na dworze huczało i świszczało. Aż taka zmiana pogody?!
-Prawie Aleksę porwali! Dobrze,że Troy był na miejscu.-Powiedziała wystraszona Cleo.
Howleen pobiegła na górę po apteczkę, bandaże były tylko chwilowe, poza tym - nie starczyło ich. Miałam podrapane ręce i nogi. To pierwsze nie dostało nic.
Clawdeen wyjęła telefon i zaczęła dzwonić do wszystkich,a gdy tylko wróciła jej siostra, mocno ją przytuliła.
Pewnie przypomniało jej się, jak to było z nią, bo od razu zaskomlała i odwzajemniła uścisk Deen.
Otworzyły się drzwi. Była to Lala zaalarmowana telefonem. Wiatr był tak silny,że jak otwierała drzwi wyrwał jej parasolkę.
-O nie! Nowy parasol!-Patrzyła jak szybko odlatuje daleko i wysoko z wiatrem jej własność.
-Nic już nie zrobię.-Zasmuciła się i weszła do środka.
-Rodzice Frankie jej nie wypuścili,Abbey razaz...-Gdy tylko wymieniła jej imię od razu otworzyło się okno.
Weszła przez nie Abbey.
-Sorry za tak dziwne wejście. Od tamtej strony trochę mniej wieje. Pogoda pod wściekłą górą,kochani!
Żadnych strat w upiorach?-Abbey rozejrzała się po pokoju i zdjęła z głowy swój futrzany,
niebieski kaptur.
-Wiecie co... może pójdziemy do zajazdu... tam jest wiele pokoi, ja nie chcę spać sama!- Zawyła Howleen i zaczęła płakać, jej starsza siostra przytuliła ją jeszcze mocniej niż wcześniej. Clawd oświadczył,że to zbyt niebezpieczne,ale Clawdmil kochał takie sytuacje,nalegał abyśmy wyszli. Wszyscy się bali, to przecież czyste szaleństwo! Niesienie mnie to jeszcze większy kłopot,natychmiast powiedziałam,że nie ma się narażać i my również nie wyjdziemy. Clawd w tamtej chwili zaczął wyciągać jakieś łóżka polowe.
Zszedł z Draculaurą do piwnicy po koce i śpiwory, tą noc spędziliśmy ściśnięci jak sardynki w śniadaniówce Toralei. Zamienialiśmy się co trochę,aby każdy się wyspał,ale i by ktoś wszystkich pilnował.
Rozdział 5 Sisterka na 102 i ciężka noc trupów:
Przeszłyśmy kawałek ulicy,aż do placu na którym było pełno boisk. Na jednym, od koszykówki był Deuce,Clawd,Jackson i dwóch upiorów których nie znałam. Gdy tylko nas zobaczyli przerwali grę.
-Czy ja dobrze widzę,czy Cleo się rozdwoiła?-Clawd przetarł oczy. To prawda,byłyśmy straszliwie podobne!
-To mam chyba szczęście! Haha.-Deuce podszedł do nas i przywitał się. Przedstawił innych chłopaków,choć - prawie wszystkich kojarzyłam.
Nieznajomy chłopak w czarnych włosach nazywał się Troy Vamp, był wampirem. Drugi zaś miał na imię
Clawdmil,był kuzynem Clawdeen,Howleen i Clawda.
-Hej, jestem Aleksa. Kuzynka Cleo.-Pomachałam.
-Widzisz co z nią zrobiłam? Oj,jestem niedobra.-Powiedziała Cleo tuląc się do Deuce'a.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Bardziej jednak zafascynowali mnie ,,ci nowi'',podeszłam bliżej. To ich chyba ucieszyło.
-Hej pani Ładna! Wiem,że nasz kolega już powiedział ci co i jak,ale ja wolę jednak się oficjalnie przywitać.-
Widać było,że Clawdmil jest konkretny, no i... zabawny. Uśmiechnęłam się. Spojrzałam na Troy'a. Był zupełnie jego przeciwieństwem.
Widać - upiornie nieśmiały, chował się za wilkołakiem.
-A ty co? Spokojnie stary! Ona cię nie ugryzie!Prędzej ty ją!-Zaśmiał się wilkołak.
Trochę się speszyłam. Czyli nie jest wegetarianinem jak Draculaura? Zacząć się bać?
Zerwał się porywisty wiatr. Chłopak Cleo dał jej swoją bluzę. Clawd zaczął pakować butelki z wodą,które stały na trawie.
Co chwila wypadały mu z rąk. Mnie przytulił tak jakoś, nie wiem skąd Clawdmil. Zawsze było mi zimno, byłam o wiele mniej opalona od mojej kuzynki. Przyznam, był ciepły i miał miękkie futerko.
Od razu rozpętała się wielka burza, Clawdowi wypadły już wszystkie butelki i potoczyły się aż na drugie boisko. Niebo pociemniało. Chwila! Przecież przed chwilą było słońce!
Nagle poczułam jak jakaś ręka dotyka mojej nogi. Wyszarpało mnie coś z uścisku Clawmila i pociągnęło po ziemi. Wołałam o pomoc.
Przybiegł i uratował mnie Troy. Niestety miałam strasznie podrapane ręce oraz kolana. Sukienka?
Była do wyrzucenia! Wszyscy zerwali się i pobiegli w moją stronę. Okey! Teraz mogę się bać!
Cleo wyjęła ze swojej torebki parę bandaży i obwiązała je wokół moich kolan. Bolało.
Nie mogłam wstać, do tego jeszcze zaczął padać deszcz. Clawd i Clawdmil wzięli mnie na ręce, byłam cała obolała. Widziałam,że Troy,Cleo i Deuce szli za nami. Dobrze,że dom Clawda był najbliżej.
Weszliśmy. Cała szóstka.
Clawdeen wybiegła ze swojego pokoju,a za nią Howleen.
-Co się stało?!-Zaskowyczały obie.
Chłopaki położyli mnie na dywanie. Na dworze huczało i świszczało. Aż taka zmiana pogody?!
-Prawie Aleksę porwali! Dobrze,że Troy był na miejscu.-Powiedziała wystraszona Cleo.
Howleen pobiegła na górę po apteczkę, bandaże były tylko chwilowe, poza tym - nie starczyło ich. Miałam podrapane ręce i nogi. To pierwsze nie dostało nic.
Clawdeen wyjęła telefon i zaczęła dzwonić do wszystkich,a gdy tylko wróciła jej siostra, mocno ją przytuliła.
Pewnie przypomniało jej się, jak to było z nią, bo od razu zaskomlała i odwzajemniła uścisk Deen.
Otworzyły się drzwi. Była to Lala zaalarmowana telefonem. Wiatr był tak silny,że jak otwierała drzwi wyrwał jej parasolkę.
-O nie! Nowy parasol!-Patrzyła jak szybko odlatuje daleko i wysoko z wiatrem jej własność.
-Nic już nie zrobię.-Zasmuciła się i weszła do środka.
-Rodzice Frankie jej nie wypuścili,Abbey razaz...-Gdy tylko wymieniła jej imię od razu otworzyło się okno.
Weszła przez nie Abbey.
-Sorry za tak dziwne wejście. Od tamtej strony trochę mniej wieje. Pogoda pod wściekłą górą,kochani!
Żadnych strat w upiorach?-Abbey rozejrzała się po pokoju i zdjęła z głowy swój futrzany,
niebieski kaptur.
-Wiecie co... może pójdziemy do zajazdu... tam jest wiele pokoi, ja nie chcę spać sama!- Zawyła Howleen i zaczęła płakać, jej starsza siostra przytuliła ją jeszcze mocniej niż wcześniej. Clawd oświadczył,że to zbyt niebezpieczne,ale Clawdmil kochał takie sytuacje,nalegał abyśmy wyszli. Wszyscy się bali, to przecież czyste szaleństwo! Niesienie mnie to jeszcze większy kłopot,natychmiast powiedziałam,że nie ma się narażać i my również nie wyjdziemy. Clawd w tamtej chwili zaczął wyciągać jakieś łóżka polowe.
Zszedł z Draculaurą do piwnicy po koce i śpiwory, tą noc spędziliśmy ściśnięci jak sardynki w śniadaniówce Toralei. Zamienialiśmy się co trochę,aby każdy się wyspał,ale i by ktoś wszystkich pilnował.
Rozdział 6 Który,potworku?:
Po ciężkiej nocy w domu Clawdeen połowa upiorów zaspała do szkoły,ja na szczęście zdążyłam. Znalazłam jakieś fajne bandaże i... powstała fajna sukienka, miałam jakieś kosmetyki w torebce, w końcu jest ona dość spora i ruszyłam do szkoły. Na szczęście (a,może jednak nie?) jedną z nauczycielek porwano tamtejszej nocy. Poszliśmy tylko na 3 lekcje w-f'u oraz godzinę straszywychowawczą. Na w-f'ie i tak nie
ćwiczyłam, niby jak?
Przecież po tamtym dniu cały czas się trzęsę!
Siedziałam w szatni nudząc się przeokropnie.10 minut po dzwonku do szatni wpadła Clawdeen ciągnąca Draculaurę za rękę, dalej za nimi szła jeszcze rozespana Cleo.
Szatnia miała odprężające,pastelowozielone ściany. Momentalnie zasłoniły je kurtki upiorek.
-Aleksa,czemu nas nie obudziłaś?!-Krzyknęła Draculaura.
-Próbowałam,spałyście jak zabite. Radzę dziś na siebie uważać,zwolniono nas z 2 lekcji, nauczycielka podzieliła los innych porwanych!-Powiedziałam podając Cleo gumkę do włosów.
-To... czyli co robimy dziś, przecież całą wieczność nie możemy się tak ukrywać!-Clawdeen już puszczały nerwy.
-Zobaczy się, na razie idźcie na salę, pani Sportghoul was szuka.
Dziewczyny w wielkim pośpiechu opuściły szatnię. Wyszłam na główny korytarz, z daleka mogłam je oglądać. Grały w siatków... przyzwyczajenie,straszysiatkę.
Usiadłam na czerwonej ławce i wyjęłam iTrumnę. Z nudów grałam w Angry Monsters.
Nagle ktoś złapał mnie za rękę, odruchowo,broniąc się uderzyłam w twarz... jakiegoś super ładnego chłopaka!
Było mi tak głupio! Upiór raczej się tego nie wystraszył, potarł policzek i powiedział:
-Wow, słyszałem,że jesteś ostra,ale że aż tak? Tu lekcje ma klasa c,b i d,prawda? Jestem Tut,tak właściwie to Tutenchamon. Ty pewnie jesteś tą nową nie?-usiadł koło mnie.
Oczywiście przedstawiłam się,cały czas wstydziłam się za to,co mu zrobiłam. Po prostu cały czas jestem nerwowa.
Przez chwilę rozmawialiśmy,wydał się całkiem fajny. Dowiedziałam się,że jest w równoległej klasie,klasie a.
Skończyliśmy rozmawiać gdy zabrzmiał dzwonek na przerwę. Straszyciółki podeszły do mnie.
Chłopak najwyraźniej się trochę speszył - pożegnał się i odszedł.
Lala zauważyła,że oblałam się rumieńcem, opowiedziałam im co i jak.
-Tut,tak? Znam go z widzenia,też jakiś nowy. Syn przełożonego taty Cleo, egzotyczne ciasteczko,że tak powiem-zachichotała Clawdeen drapiąc się za uchem.
-Dokładnie, choć na mnie nie robi on żadnego wrażenia. O mój Ra! Tata chciał mnie raz z nim zeswatać,okropność!-zabrała głos Cleo.
Dziewczyny zawołała nauczycielka,ja znów zostałam sama,przez całą następną godzinę lekcyjną słuchałam muzyki na mp4.
Ohhh,podrygiwałam słysząc w słuchawkach ,,Born This Way'', co prawda upiory przechadzające się po korytarzu na którym byłam patrzyli się na mnie,ale mnie to akurat mało co obchodziło.
Dziwnym trafem piosenka zacięła się i przełączyła na ,,Boys,Boys,Boys'',no i wtedy zaczęły się marzenia. Poznałam przecież 3 super ładnych i upiornie miłych chłopaków!...
Ah, jestem straszyniezdarą! Mogłam poprosić ich o numery telefonu. Niech to!
Rozdział 7 Szkoła,szkołą,ale nie możesz dać się ugryźć:
Po w-f poszłam zaraz do mojej szafki. Po paru dniach dopiero mi ją przydzielili.
Trafił mi się bardzo dziwny numer ,,13'' jakby to coś oznaczało...
Wpatrywałam się w czarną liczbę tak długo,aż korytarzem nie prześmignęła rozpłakana Venus.
-Potwory,ratunku! Normalsi uprowadzili Robeccę! Pomocy!-Krzyczała na cały głos.
Zatrzymałam ją i spytałam co się z nią stało.
-No,więc poszłyśmy grać w trumnokoszykówkę. Tam za szkołą oczywiście. Pani Sportghoul powiedziała,że skoro zagrałyśmy w tym ostatnim meczu,możemy mieć godzinę wolną. Rob skombinowała piłkę. Graliśmy parę minut aż coś mignęło i złapało fruwającą w powietrzu Robeccę i...- Venus pociągnięła nosem i ponownie z jej oczu zaczęły spływać łzy.
-Nie! Tak dalej być nie może! Nie pozwolimy,aby jacyś normalsi porywali sobie kogo im się podoba!-odezwał się ktoś z tłumu.
Od razu za tym pojawiły się komentarze.
-Tak!
-Właśnie!
-Ale co możemy zrobić!?
-Chyba nie chcecie przejść przez ... sami wiecie co...
Od razu po tej wypowiedzi podniosłam ręce w geście uciszania i powiedziałam głośno:
-Chwila, przez co?!
-Przez portal.-Odezwała się Rochelle ze swoim akcentem.
-Por-tal?
-Oui
Zdziwiłam się trochę, pamiętałam,że moje pierwsze wspomnienie zaczynało się właśnie od wylecenia z portalu. Nie przyszło mi nawet do głowy by go obejrzeć. Podobał mi się ten świat.
-Nie,nie możecie tam pójść.Po pazura mamy się, a przede wszystkim ja, narażać? No, chyba,że ktoś raczy się poświęcić,mrał.-Odezwała się Toralei.
-Jackson niech pójdzie! On i tak jest pół normalsem!-Odezwał się Minot. Zaraz za tym pozostałe upiory zaczęły skandować imię ,,ofiary''. Była długa przerwa,więc potwory zdążyły schwytać biednego Jacksona i wżucić go w portal. Co się z nim wtedy działo?
Nie mam pojęcia, wrócił jakiś czas po lekcjach wołając,że to nie normalsi,żaden nie był zanotowany,że przechodził i musi to być jakiś potwór. Od razu na boisku,wychodzący uczniowie zwalali winę na każdego po kolei.
Na koniec sama zostałam o to posądzona. Ross naprawdę ma głupie pomysły. Odkrzyknęłam mu,że sama zostałam poszkodowana w tej sprawie i odwinęłam bandaż u lewej dłoni, ten od razu się zamknął.
Krzyki na boisku usłyszała pani Krewnicka. Zeszła po schodach,aż do drzwi wejściowych,przykleiła jakąś kartkę i wróciła do szkoły trzymając w rękach smutną głowę.
Inne upiory jeszcze tego nie zauważyły,ale ja i wyczulona na dźwięki Clawdeen podeszłyśmy do drzwi. To było ogłoszenie.
,,W Straszyceum lekcje są zawieszone w wyniku niewyjaśnionych zniknięć uczniów oraz personelu szkoły na czas nieokreślony,do wyjaśnienia sprawy.''
Byłam zbulwersowana,żeby tak się wymigiwać od odpowiedzialności, wiedziałam gdzie ma okno pani Głowenia i krzyczałam.
Momentalnie wszystkie upiory na boisku umilkły.
-To są jakieś żarty?! To zrzucanie odpowiedzialności! Co za różnica czy porwą nas w domu czy w szkole,nie chcecie mieć nas na sumieniu?!
-I tak nas dopadną, zróbcie coś,bo sami weźmiemy sprawę w swoje szpony!-dołączyła Clawdeen.
-Racja siostry!-Podniosła zaciśniętą ręke w górę Operetta ujrzawszy kartkę.
Z okna wyleciała Spectra ubrana w kostium detektywa.
-Uwaga,uwaga duszeczki! Rozejdźcie się do domów, nie utrudniajcie śledztwa.
Tłum po paru dobrych minutach rozmów,rozszedł się według rozkazu nie widząc sensu wykłócania się, ja również zrezygnowana poszłam do domu. Przecież w pojedynkę nic nie zdziałam.
Rozdział 8 Nie ma,że gryzie:
Weszłam,odłożyłam plecak i rzuciłam się na łóżko,Cleo w tym czasie poszła do salonu oglądać ,,Top Model''.
Leżałam tak,aż zadzwonił dzwonek do drzwi.Pobiegłam w moich fioletowych kapciach i jeszcze z maską do spania na czole.
-Tak?-Moim oczom ukazał się Clawdmil,a za nim Troy trzymający bukiet. Wilkołak popchnął kolegę ,odebrał z jego rąk kwiaty i wręczył mi bukiet.
Stanęłam jak wryta! Ja tu tak niewyszykowana,a tu taka niespodzianka!
-To dla mojej ślicznotki. Zaszczyciłabyś mnie swoją królewską obecnością dziś w kinie o 19.00?-Zaczerwieniłam się.Czy on jest prawdziwy?!
-Ja.. będę tylko do towarzystwa, nie zwracajcie na mnie uwagi podczas filmu...-Zasmucił się wampir.
-Hej,nikt nie będzie nikogo ignorował, kły do góry, pójdę z wami z chęcią.-Uśmiechnęłam się i powąchałam kwiaty.
Zamknęłam drzwi i popędziłam do łazienki się szykować, przecież była już 17.00. Pod drzwiami pukała Cleo.
-Hej Ally, kto to był?-Zapytała głosem sugerującym odpowiedź.
-Chłopaki,nic ważnego.-Odpowiedziałam zza drzwi czesząc włosy.
-Uuuu,a którzy? Nie mów,że Tut po CIEBIE przyszedł.-Zaśmiała się.
-Nie, co ty z nim masz? Troy i Clawdmil.
-Caaaaałą przerwę,kiedy poszłam do biblioteki mi o tobie nawijał, zabujał się w tobie mumio!- Powiedziała.
-Żartujesz?-Otworzyłam drzwi, malując się jednocześnie maskarą.
-Haha,jeszcze lepiej! Gdzie się tak szykujesz?!
-Już ci mówiłam! Idę z Clawdmilem i Troyem do kina! Cleo, odpuść...
Zatrzasnęłam się i dalej szykowałam, słyszałam,że jeszcze mumia coś mruczy pod drzwiami,ale nie mogłam wywnioskować co dokładnie.
Moją głowę zaprzątała myśl o Tutenchamonie. Może tylko zażartowała? No,ale mówiła całkiem poważnie...
Szykowałam się dość długą chwilkę, kiedy wyszłam już gotowa, miałam na sobie ciemnoróżową,długą suknię(ah, ostatnia zdobycz z wyprawy do wampilerii!) i pasujące do niej buty na pomarańczowym obcasie. Włosy spięłam w kitkę. Zostało mi jeszcze 30 min do wyjścia.
Nie pozostało mi nic innego,jak usiąść z Cleo i oglądać razem z nią. Oczywiście nie obyło się bez docinków typu ,,a jak Troy cię ugryzie?'', ,,i co z biednym Tut'em?'', ehhh... nie mogłam tego znieść. Na szczęście upiory przyszły po mnie trochę wcześniej. Dzięki ci Ozyrysie!
Wychodząc widziałam w drzwiach tarzającą się ze śmiechu kuzynkę... Czy aż tak śmiesznie wyglądaliśmy?!
Wtedy do mnie dotarło,że koło domu naprzeciwko przechadzał się Tut!
Ten od razu musiał się przyłączyć, grrr.
-Witajcie chłopaki,a no i oczywiście witaj Alekso. Gdzie idziecie taką grupką?-Zapytał.
-Idziemy do kina, ja i Aleksa szybciej się umówiliśmy.Nie zdążyłeś!-Wypowiadając to Clawdmil zaśmiał się szyderczo i pociągnął mnie za rękę.
Za drugą złapał mnie Tut i poprosił,czy skoro to nie jest żadna randka (Clawdmil był baaardzo zły na jego słowa) czy mógłby z nami pójść.
Troy wyraził chęć ,,posiadania towarzysza niedoli samotności''. No cóż, ostatecznie się zgodziliśmy. Dziwnie się czułam. Chłopaki wręcz warczeli na siebie... i to dosłownie.
By zacząć jakikolwiek temat, spytałam na jaki film się wybieramy.
-No na ten nowy, ,,Pająkożercy 2''. Ponoć bardzo dobry.
Film o pająkach?! Lepiej być nie mogło! Nie dość,że będę musiała znosić ich sprzeczki, to jeszcze zejdę tam ze strachu!
Rozdział 9 Amora,dziękuję!:
Weszliśmy do kina.
Ku mojemu zadowoleniu ujrzałam Amorę,Draculaurę trzymającą Clawda za rękę i Clawdeen w kolejce po popcorn.
Od razu do nich zagadałam, a ,,moich'' upiorów wysłałam po bilety.
-Amora,Clawdeen,Draculaura,Clawd! Nigdy nie myślałam,że mogę się tak ucieszyć z czyjegoś widoku!
-O,zabójcza kiecka!-Pochwaliła Draculaura.
-Z kim przyszłaś? Nie mów,że sama.-Powiedziała stojąca z boku Amora.
-Nie! I właśnie w tym problem! Pomóżcie, błagam was na złoto tego całego świata!
-Z kim!? Bo umrę z przejęcia!-Wyła o odpowiedź Clawdeen.
-Z twoim kuzynem.-Odparłam sucho.
-Nie mów! Ty i Claw...
-Nie! Przyszłam tu jeszcze z Troyem, no... i po drodze wkręcił się też Tut.-Wypaliłam nerwowo.
-Nieźle. Jak sobie ,,radzisz'' z naszym Clawdmilem? Wiemy,że nie znosi Tut'a! Haha.-Clawd widać ujrzał w mojej sytuacji coś śmiesznego.
-Ani trochę i właśnie dlatego proszę o ratunek!-Powiedziałam składając ręce w błagalnym geście.
-Dobra,muszę ci się do czegoś przyznać.Wszyscy trzej byli u mnie na linii i.. każdemu doradziłam to samo!-Widziałam,że zrobiło się kupidynce głupio.
-Amora!-Krzyknęłam na nią.
-Myślałam,że chodzi o 3 różne dziewczyny! Ok,ok. Ja cię w to wpakowałam i ja cię wyciągnę, powiedz,że .. nie wiem... źle się czujesz! O,właśnie! Jeśli nie chcesz wracać z nimi, to ja cię odprowadzę i tak nie kręcą mnie pająki.
Przyszedł czas do realizacji, tak jak myślałam - wszystko poszło zgodnie z planem.
Amora odprowadziła mnie do domu.
Gdy tylko weszłam,Cleo zapytała się,czemu tak wcześnie przyszłam. Ciekawe,czy ona wytrzymałaby z kłócącymi się upiorami aż 2 godziny na filmie o ciemności. Wychodzi na to samo,pfff.
Poprosiłam,by kupidynka została. Jeszcze chciałam z nią porozmawiać.
Wypytywałam co i jak,ale przerwał nam dzwonek do drzwi.
Rozdział 10 Upiora żal:
Poszłam z moim gościem otworzyć.Zachmurzyło się.
Kiedy już uchyliłam drzwi,z kuchni wyszła Cleo niosąc jakiś kawałek ciasta na porcelanowym talerzu.
-Ally, kto to?-Zapytała wychylając się by zobaczyć.
-Nie wiem, tu nikogo... nie ma.-Zdziwiona,chciałam zamknąć wrota,ale jednak C.A. przekonała mnie,by wyjść na dwór.
Cupid wyszła jako pierwsza, ja stałam w tym czasie na pierwszym schodku od posągów lwów,które zwykle stały przed wejściem do domu.
Nagle zadzwoniła moja iTrumna. Powiedziałam,że muszę odebrać i odwróciłam się spoglądając prosto na ,,kocią'' ozdobę.
To znowu ten sam numer! W momencie ,,olśnienia'' usłyszałam za sobą krzyki. To była Amora! Rzuciłam się aby ją ratować,ale nie zdążyłam jej pomóc.
To było straszne! Od razu wydarłam się na całe osiedle.
Musiał być to przenikliwy krzyk,ponieważ leżąca filiżanka na balkonie stłukła się.
Wszyscy wylecieli z domów. Byłam przerażona. Powiedziałam,że Amory... już nie ma, przynajmniej nie wiem kiedy wróci.
Clawdeen podniosła mnie, leżałam jeszcze na ziemi, po nieudolnej próbie ratunku. Będąc złapana przez wilkołaczkę, widziałam jak trzęsą się jej ręce.
Ni stąd, ni zowąd zza tłumu wychylił się Clawdmil. Podbiegł do nas. Gdy tylko Deen puściła mnie, chłopak mocno mnie przytulił. To było zabójczo słodkie!
Tamta odeszła dalej pocieszając Draculaurę.
Gdy już tłum rozszedł się na dobre,brakowało mi Amory.
W zamian,zaprosiłam kuzyna Clawdeen na wampikawę w kafejce.
Przez dłuższą chwilę ogrzewałam sobie dłonie o gorący kubek latte strachiato,aż Clawdmil zaczął prawić mi komplementy,eh... podobałoby mi się to,gdyby nie ta sytuacja.
Wciąż nie mogłam uświadomić sobie tego co się stało. No i kto do mnie wtedy dzwonił!?
Z ,,transu'' wyrwał mnie Clawdmil pytając czy nie pójść mi po cukier do kawy.
Zaczęła się przyjemna rozmowa. Bardzo go polubiłam.
Gdy koło niego przechodziła kelnerka złapał ją za rękę, zdziwiłam się.
-Hej, a ty już z kuzynem się nie przywitasz?-Powiedział do wilkołaczki,która kelnerowała.
-Ojej, przepraszam, nawet nie zauważyłam ciebie.Cześć wam!-Powiedziała Clawdeen.
Zapomniałam! Przecież od weekendu zaczęła dorabiać sobie w cafetrumnie.
Uśmiechnęłam się,a Deen wskazała na zegarek.
-Będziecie tu jeszcze? Za 10 minut kończę.
-Tak, jeszcze posiedzimy.-Odpowiedziałam. Widać upiór siedzący na przeciwko mnie bardzo się ucieszył. Widziałam to.
Czekaliśmy tak razem na Clawdeen. Oczywiście przewijałam się cały czas przez temat tych zniknięć. Clawdmil powiedział,że coś podejrzewa. Wymienił parę imion,ale ni w kła nie znałam tych osób.
Kiedy wilkołaczka podeszła do nas ponownie,przysiadła się do nas.
-Aaaaa... zapomniałam spytać. Skąd wy tu... no wiecie... razem?-Clawden roześmiała się serdecznie.
-Deenka, proszę cię. Ty tak zawsze.-Burknął Clawdmil.
W tym momencie znowu zadzwonił mója iTrumna. Poprosiłam o odebranie Clawdeen. Mam dosyć telefonów jak na jeden dzień!
Była to Draculaura, zaprosiła mnie,Cleo i Deen na noc. Znowu bała się zasnąć.
No,ale się nie dziwię. Jej tata był na jakimś wyjeździe,a wujek Vlad pojechał do jakiejś ciotki Lali. Zgodziłyśmy się. Ponieważ wezwanie było na 20.00, musiałyśmy już się zbierać. Żal mi było zostawić Clawdmila,więc poprosiłam o odprowadzenie do domu. Po drodze oczywiście próbował jakoś się do mnie zbliżyć. Ah, te jego nieudolne próby złapania mnie za rękę! Było naprawdę miło.
Widać było,że jego kuzynka przewracała oczami. Chyba znała całą prawdę. Kiedy wchodziłam przez wrota domu uściskałam go i Clawdeen na porzegnanie.
Zamykając drzwi,popatrzyłam na nich jeszcze przez chwile. Szli i rozmawiali.
Ja tym czasem zajęłam się pakowaniem piżamy i tego typu rzeczy, powiedziałam również Cleo o spotkaniu, jednak nie mogła go przyjąć. Miała dodatkowe
zajęcia ze szporachunków razem z Ghoulią. Wysłałam szybkiego upioesa do Lali i kończyłam przygotowywanie torby.
Rozdział 11 Upiorska narada,jakieś za i przeciw?:
Gdy tylko Draculaura otworzyła drzwi mnie i Deen, pokazała nam stojącą na stole herbatę i jakieś ciasteczka.,jak to miała w zwyczaju podawać gościom.
Mówiła,że ma jakąś sprawę do mnie. Kazała mi iść na górę, do jej pokoju. Wchodząc po schodach słyszałam że szepcze coś Clawdeen na jej wilcze ucho.
Po jakiś 5 minutach przyszły do mnie. Siedziałam wtedy na krześle, przykryta jednym z zabranych przeze mnie koców. W domu Lali było przeraźliwie zimno,a ja do tego założyłam niepotrzebnie krótką niebieską spódniczkę i bandażową bluzkę na ramiączkach. Upiorki usiadły koło mnie.
-Dobra, jak już mówiłam mam sprawę. Clawdeen też. Byłaś dziś z Clawdmilem w cafetrumnie, prawda?-Zapytała wampirka poprawiając jedną ze swoich różowych spinek.
-Tak, zaprosiłam go.
-Wampiry,ekhem,ugh,są,ekh,lepsze.-powiedziała Lala udając,że kaszle. Deen widać nie spodobało się to i warknęła.
Po jakimś czasie wilkołaczka zrobiła tak samo jak Draculaura, chwaląc wilkołaki. Wampirka nie wytrzymała. Wstała z krzesła.
-Masz jakiś problem!?-Wrzasnęła.
-A ty masz problem?!- Powiedziała Clawdeen opierając się na dywanie z głową w stronę swojej przyjaciółki.
-Ej,ej,ej, coś wy do siebie macie?-Ja również wstałam. Próbowałam ich pogodzić.
-Ok, podobasz się Troy'owi, mojemu kuzynowi. Co prawda dalekiemu...-Powiedziała wzdychając Lala.
-Clawdmilowi też. Chciałybyśmy,no wiesz... Którego wolisz?-Wilkołaczka próbowała ująć delikatniej sprawę. Widziałam,że dostała gęsiej skórki.
-To o to się kłócicie?! Czy was piramidalnie pogięło?!-Nakrzyczałam na nie. No,błagam. Kłócić się o chłopaków?!
-Dosyć! Wy macie się dogadać,a ja wychodzę. Tak być nie może!-Uniosłam ręce w egipskim stylu i wyszłam.
Cały czas o tym myślałam. Nie wiem, naprawdę co o tym sądzić. Znam chłopaków od zaledwie paru wyjść,a już każe mi ktoś wybierać?! Chwila,chwila! To chyba ja powinnam decydować kiedy,co i jak!
Gdy tylko Draculaura otworzyła drzwi mnie i Deen, pokazała nam stojącą na stole herbatę i jakieś ciasteczka.,jak to miała w zwyczaju podawać gościom.
Mówiła,że ma jakąś sprawę do mnie. Kazała mi iść na górę, do jej pokoju. Wchodząc po schodach słyszałam że szepcze coś Clawdeen na jej wilcze ucho.
Po jakiś 5 minutach przyszły do mnie. Siedziałam wtedy na krześle, przykryta jednym z zabranych przeze mnie koców. W domu Lali było przeraźliwie zimno,a ja do tego założyłam niepotrzebnie krótką niebieską spódniczkę i bandażową bluzkę na ramiączkach. Upiorki usiadły koło mnie.
-Dobra, jak już mówiłam mam sprawę. Clawdeen też. Byłaś dziś z Clawdmilem w cafetrumnie, prawda?-Zapytała wampirka poprawiając jedną ze swoich różowych spinek.
-Tak, zaprosiłam go.
-Wampiry,ekhem,ugh,są,ekh,lepsze.-powiedziała Lala udając,że kaszle. Deen widać nie spodobało się to i warknęła.
Po jakimś czasie wilkołaczka zrobiła tak samo jak Draculaura, chwaląc wilkołaki. Wampirka nie wytrzymała. Wstała z krzesła.
-Masz jakiś problem!?-Wrzasnęła.
-A ty masz problem?!- Powiedziała Clawdeen opierając się na dywanie z głową w stronę swojej przyjaciółki.
-Ej,ej,ej, coś wy do siebie macie?-Ja również wstałam. Próbowałam ich pogodzić.
-Ok, podobasz się Troy'owi, mojemu kuzynowi. Co prawda dalekiemu...-Powiedziała wzdychając Lala.
-Clawdmilowi też. Chciałybyśmy,no wiesz... Którego wolisz?-Wilkołaczka próbowała ująć delikatniej sprawę. Widziałam,że dostała gęsiej skórki.
-To o to się kłócicie?! Czy was piramidalnie pogięło?!-Nakrzyczałam na nie. No,błagam. Kłócić się o chłopaków?!
-Dosyć! Wy macie się dogadać,a ja wychodzę. Tak być nie może!-Uniosłam ręce w egipskim stylu i wyszłam.
Cały czas o tym myślałam. Nie wiem, naprawdę co o tym sądzić. Znam chłopaków od zaledwie paru wyjść,a już każe mi ktoś wybierać?! Chwila,chwila! To chyba ja powinnam decydować kiedy,co i jak!
Nie pozwolę mi dyktować warunki, o nie!
Poszłam wkurzona do domu, Cleo jak zwykle siedziała w naszym pokoju i czytała jakieś magazyny.
-I jak? Sprawdziła się piżama z najnowszej kolekcji Soni Strachiel,którą ci wczoraj kupiłam?-Powiedziała odkładając gazetę na biurko.
-Kiepsko. Dziś nici z piżama party.-Powiedziałam,rzucając z dużą irytacją torebkę na łóżko, Cleo od razu położyła się na plecy i oglądała dalej gazetę.
-U,szkoda. Czemu tak właściwie?-Zapytała przewracając stronę z artykułem o Justinie Biterze.
-Nie pytaj,ehhh...-Usiadłam na łóżko, zaraz koło Cleo.
-Powiedz! Proooooooooszeeeeee!-Wstała i usiadła tak jak ja na rogu łoża.
-Lala i Deen się pokłóciły,ciężka sprawa.
-Co ty powiesz,a o co?!-Zrobiła zdziwioną minę mumia.
-Wyobraź sobie,że o Clawdmila i Troy'a. Oboje do mnie zarywają,a one każą mi wybierać.
-Haha, Ally ma braaanieee!-Odparła głosem imitującym ducha.
W tym momencie wszedł do pokoju jeden z służących dając nam jakieś przekąski. Nie kontynuowałyśmy tej rozmowy.
Nie miałam już na to wszystko siły. Świat za sfinksy nie chciał być prosty. Kłopoty w raju? Tak.
Cleo po zjedzeniu dużej kiści winogron położyła się i zasnęła. Ja, by nie przeszkadzać - włączyłam sobie telewizor w salonie.
Gdy ,,X Strachtor'' zaczął mnie nudzić, wyszłam na dwór. Musiałam pobyć trochę sama. Usiadłam na ławce w parku na końcu alejki.
Była malownicza noc. Księżyc w pełni. Przyglądałam się mu ile tylko się dało. Gdzieś tak o północy wracałam do domu,sama.
Moje czarne lity stąpały dumnie po chodniku, jednak ja sama szłam smutna z opuszczoną głową...
Rozdział 12 Piramidocha na boisku!:
Zasnęłam z wielką trudnością - to pewnie dlatego spałam następnego dnia do 13.00.
Sen był upiorzasty, zmył z mojej głowy wszystkie problemy.
Kocham spacerować w świetle księżyca. Wymywa wszelkie smutki!
Z dziarską miną poszłam do Clawdeen,zapominając o wszelkich sporach.
W drzwiach spotkałam Howleen,która pozwoliła mi wejść.
-Hej,How? Gdzie Clawdeen?-Spytałam rozglądając się po domu.
-Powinna zaraz wrócić. Jest na zakupach z Draculaurą.-Odparła i przeczesała się małą,zepsutą szczotką wyjętą z kieszeni.
To znaczy,że kłótnie zakończone? Nie muszę nikogo wybrać ani zranić? Księżycu - niech Ozyrys nigdy nie odbiera ci twojej mocy dawania upiornie dobrych dni!
Przesiedziałam z młodszą siostrą Deen około godzinkę, miałyśmy fajnie tematy, rozmowa z nią była przyjemna. Dyskutowałyśmy o ciuchach,aż do domu nie przyszła sama Clawdeen.
-Cześć siostra! Wróciłam!-Krzyknęła zamykając drzwi i kładąc przy szafce na buty swoje nowe ,,zdobycze'' z wampilerii.
-Deen!-Zawołałyśmy razem ją do pokoju.
-O, hej Ally. Wiesz,że od 2 nocy już nikt nie zniknął? Jutro ponoć otwierają znowu Monster High! Upiorzaście, nie?-Powiedziała i dała małą torebeczkę Howleen.
-A, to dla ciebie - nowa szczotka do włosów. Dziś jest rocznica twojej pierwszej pełni.
-Kompletnie zapomniałam, dzięki,że pamiętałaś. -Jej siostra uśmiechnęła się od ucha do ucha, w tym czasie starsza wilkołaczka usiadła na fotelu.
Rozmawiałyśmy dalej jakby nigdy nic. Niestety musiały iść do hotelu rodziców i ja również musiałam opuścić ich dom. Pożegnałam je i poszłam przejść się na boisko.
Było tam 3 znajomych mi chłopaków. Podeszłam i przywitałam się.
-Hej Deuce,hej Clawd,cześć Tut. Jak się macie?
-W porządku. Ty,tutaj? Bez Cleo?-Clawd widać przyzwyczaił się,że Cleo zawsze zabiera mnie ze sobą i na odwrót.
-Jakoś tak wyszło. Wracam od twoich sióstr to pomyślałam,że wpadnę, poza tym Cleo mówiła wczoraj...-skierowałam się do Deuce'a.
-Tak,wiem. Mówiła,że mam w sobotę,wieczorem przyjść. Choć nie wiem,czy ty też wiesz,że ciebie też tam sobie życzy.-Powiedział i odłożył piłkę.
-Nic mi nie mówiła. Pewnie zapomniała...-Czemu niby Cleo życzyła mnie sobie kiedy jest Deuce? Zwykle wyganiała mnie do innego pokoju lub kazała pójść do Draculaury,Clawdeen lub Lagoony.
-No widzisz. Czasem jest trochę zapominalska,heh.-Zaśmiał się chłopak.
-Te,te,dosyć tych pogaduszek! Mieliśmy chyba grać w trumnokoszykówkę?-Tut wyraźnie był zazdrosny,ehhh... nigdy nie zrozumiem chłopaków.
-Mogę tu sobie posiedzieć? Cleo poszła do Ghoulii się pożegnać. Jutro wyjeżdża na jakiś zombijski biwak. Problem w tym,że nie zabrałam kluczy,a służący poszli po zakupy.
-Nie ma sprawy,Tut - łap!-Krzyknął Clawd i rzucił piłkę w stronę kolegi. Ten najwyraźniej zapatrzył się na mnie jak rozkładałam koc,który dostałam od chłopaków do siedzenia.
Dostał piłką w bok głowy i zwalił się z nóg na betonowe boisko. Momentalnie zerwałam się i podbiegłam
do niego.
-Nic ci nie jest? Trochę się pokiereszowałeś. Upiory,macie jakąś apteczkę?
-Niestety nic.
-No,trudno. Trzeba sobie razić.-Powiedziałam i odplątałam kawałek mojego bandaża na nodze. Przecież i tak miałam go więcej niż potrzebuję.
Owinęłam go wokół głowy chłopaka.
-To na razie musi wystarczyć. Mieszkasz gdzieś nie daleko,prawda?
-Drogi jest odcinek,ale niezbyt długi. Odprowadzicie mnie do domu?-Tut położył rękę na swojej głowie. Ma nauczkę,by uważać podczas grania.
-Ok,ok.-Odpowiedziałam z Clawdem i Deuce'm prawie jednocześnie.
-My trochę cię odprowadzimy, w końcu dom Deuca jest nie daleko,a miałem od niego pożyczyć parę gier.
-Dobra. To ja się podejmę odprowadzić go do końca.-Zaproponowałam z grymasem.
Ruszyliśmy przed siebie, stosunkowo - można by na tym osiedlu się śmiało zgubić. Było bardzo duże!
Clawd zrobił tak jak mówił. Gdzieś w połowie drogi wszedł z Deucem do wielkiego,zielonego domku utrzymanego w greckim stylu. W sumie,tak wyobrażałam sobie dom chłopaka Cleo.
Gdy doszliśmy już do domu poszkodowanego, mym oczom ukazał się złoty,aczkolwiek skromny dom jednorodzinny.
-Wejdziesz? Jest tylko tata, a on gubi się nawet w zawiązywaniu swoich bandaży!-Uśmiechnął się chłopak.
-Mogą się zgodzić. Cleo wróci późno,Clawdeen,Draculaura i Lagoona są w hotelu i zabrały Howleen,więc i tak nie mam nic do roboty.-
Wypowiadając to wzruszyłam ramionami,w końcu co mogę robić przez ponad 2 godziny?! Warować pod domem? Cudowna mi wizja.
Kiedy weszliśmy już do środka opatrzyłam Tut'a jeszcze raz. Tym razem już nie na szybko.
Zabrał mnie do salonu i podał jakieś ciastka. Po pierwszym gryzie okazały się z malinowym nadzieniem,a to moje ulubione!
-Wow! Kocham ciastka z malinami! Ty też?!-Spytałam po skosztowaniu słodyczy.
-Lubię,ale dałem je,bo ponoć ty je lubisz. Deuce dowiedział się tego od Cleo dla mnie. Równy z niego gość!
-Serio? Skombinowałeś je specjalnie dla mnie? To bardziej słodkie niż te wszystkie ciastka razem wzięte,haha!-Zaśmiałam się pokazując duży talerz pełen ciastek.
W tym momencie wszedł jego tata. To był niski,pulchny mężczyzna odziany w blado pomarańczowe bandaże o czarnych,krótkich włosach.
-Witaj synu! Nie wiedziałem,że masz gościa. Czy mi się zdaje,czy masz więcej bandaży na głowie niż powinieneś?-Zapytał i wskazał na głowę Tut'a.
-Ta,wypadek. Zagapiłem się jak grałem w trumnokosza. To jest Aleksa. Mówiłem ci o niej.-Powiedział i zaśniecił bandaże,które mu wywiązałam.
-Aaaa, to ta upioryna dla której biegałeś jak oszalały po te ciastka! Hahaha.
Jego tata był niesamowicie śmieszny. Chłopak widocznie zawstydzi się.
Zarumienił się całkowicie! Ja w tamtej chwili zaczęłam się głośno śmiać. Zabawna sytuacja.
-Mówię ci,dziewczyno. On codziennie biega po te słodkości z nadzieją,że przyjdziesz. Udało mu się.-Spojrzał na swojego syna i poklepał go po ramieniu.
-Tato... błagam cię na wszystkie bogactwa egiptu, nie rób pramidochy!-Tut cały czas mówił przez zaciśnięte zęby. Cały czas miał rumieńce.
-Tak, teraz ''nie rób mi pramidochy'',a wieczorem przyjdziesz mi się użalać,czemu nie jest twoją upioryną.-Mówiąc to położył rękę na swoim wielkim brzuchu i wyszedł do innego pokoju. Nie mogłam wytrzymać i zaśmiałam się jeszcze głośniej. Jego tata był nad wyraz szczery, no i... niezbyt dyskretny,heh.
-Sorry za niego. On tak czasem głupoty gada jak nie wypiję porannej straszykawy.-Biedny,próbował się jeszcze tłumaczyć.
-Spoko. Przynajmniej poprawił mi humor!
Jakieś 2 minuty po naszej rozmowie zegar wybił 6.
-O, chyba Cleo już wróciła. To ja już pójdę. Było śmiesznie.-Uśmiechnęłam się do upiora i wyszłam.
Wieczorem było już bardzo chłodno. Szkoda,że nie jest mi wiecznie ciepło - jak mojej kuzynce. Mnie się dostał wieczny chłód.
Kiedy weszłam przez złote drzwi domu De Nilów była już tam Cleo. Właśnie zdejmowała buty.
-Hej diamencie! Też przed chwilą wróciłam.-Z tupotem odłożyła swoje kryształowe szpilki na półkę i ziewnęła.
-Śpiąca? Jak było u Ghoulii?
-Zagadałyśmy się. Nie chcę tego drugi raz-tym razem z tobą,więc chodźmy pakować książki.Dziś jestem wyjątkowo rozgadana. Clawdeen ci powiedziała,że jutro Monster High zostanie znowu
otwarte? Trochę głupio, w końcu dziś jest czwartek. Na jeden dzień im się opłaca?
-Nie wiem.
-Poczekaj,zawołam służącego by dał nam jakieś słodkości. Mam ochotę na ciastka.
-Ja podziękuję. Nie mam ochoty.
-Ally nie chce ciastek?! Kim jesteś i co z nią zrobiłeś? Ally nie chce ciastek - to ci dopiero! Miałam już poprosić o malinowe.
-Jestem najedzona.Dostałam ciastka.-Powiedziałam i usiadłam na żółtym dywanie w pokoju Cleo,koło szafki z moimi książkami. Wyciągnęłam z pod łóżka plecak i zaczęłam się pakować.
Gryzologia,Szporachunki,Wychowanie do życia w straszodzinie,zeszyt ćwiczeń do Straszystori...
-Clawdeen nie daję malinowych ciastek. Właściwie ona nie lubi ciastek. Niby kto cię nimi poczęstował?
-E,wypadek na boisku z chłopakami. Nieważne.
-A, powiedziałaś Deuce'owi?!-Powiedziała i spojrzała się na mnie z pod łóżka szukając swojej torby.
-Tak,on sam wiedział. No,tak! Jeszcze coś gadał,że ja mam być. Spokojnie, jutro dopiero piątek,ale... po co ci tam ja?
-Booo... umówiłam ciebie i Clawdmila! Będzie podwójna r-a-n-d-k-aaa!-Cleo jak oszalała wpadła na łóżko i zaczęła po nim skakać.
-JAKA PODWÓJNA RANDKA?!-Byłam zszokowana, czemu mnie nie zapytała o zgodę!?
-Clawdmil był tak zadowolony, ty widać też. Pasujecie do siebie!-Mumia zaczęła udawać buziaczki nie przerywając skakania po biednym łożu.
-Weź. Będzie upor-nie! Nie bądź sfinks, będzie piramidalnie świetnie!
-Dobra, nie będę sfinks...-Burknęłam pakując piórnik.
-No,wreszcie!-Powiedziała i zeskoczyła z łóżka.
Ja w tym czasie spakowałam już cały plecak,a torba Cleo była zupełnie pusta.
Rozdział 13,który nie powinien się tutaj pojawić.
Rozdział 14 Wpadłaś upiorko po same bandaże!:
Rano wstałam jak zwykle wcześniej od Cleo. Wyciągnęłam jakieś fajne ciuchy,pomalowałam się na szybko i jeszcze w kapciach,dopijając moje kakao usiadłam na fotelu i włączyłam telewizję.
Złota ''plazma'' była tak wielka,że wolałam przestawić fotel trochę dalej by nie uszkodzić sobie wzroku.
Pierwszym kanałem jaki mi się włączył to były ,,Straszywiadomości ze świata i miasta''. Już chciałam przełączyć,ale koniec końców zaczęli mówić o Monster High. Zostawiłam i oglądałam dalej.
,,-A dziś udzielimy wywiadu z jedną z koleżanek ofiary''-Coo?! Jaka ofiara?! Nie wiedziałam co się w ogóle dzieje.
,,-Witaj Rochelle Goyle, mówisz,że widziałaś całe zdarzenie.''-Szybko pobiegłam do Cleo.
-CLEOOOOOO!!! Budź się! Wiadomości! Mówią o Monster High, Rochelle tam jest!-Zaczęłam szarpać mumię. Koniec,końców zaspana pobiegła do salonu razem ze mną.
-O,nie!-Powiedziała zasłaniając usta.
-Straszne! Znowu kogoś pewnie porwali! Było już tak spokojnie.
-Nie! Gorsze jest to,że to ze mną wywiadu nie zrobili!-Cleo usiadła na drugim fotelu.
-Cleooo. To poważna sytuacja! Oglądajmy dalej!
,,-Oui,z okna. Porwano już drugą moją straszyciółkę! Nie ma też i Venus! Robiła coś w kompostowniku za szkołą. Mamy na ten widok okna.
I po prostu krzaki ją glisser do siebie! Nie zdążyłam zejść i pomóc lub tym bardziej uratować.''
-Cudownie! Powtórka ze straszyrozrywki!-Powiedziała podirytowana Cleo.
-Tak właściwie... która godzina?-Zapytałam.
-Ty tylko o jednym! Ja się tu martwię... 7.55... ja się tu martwię,że Rochelle jest w telewizji,a ty...
-Chodź szybko! Mamy 5 minut,by się nie spóźnić!
Wybiegłam szybko z domu. Cleo widać nie przejmowała się zbytnio dobrą frekwencją. Zamknęła za mną drzwi i dalej się szykowała.
Gdy tylko trafiłam zdyszana na boisko parę sekund potem zabrzmiał dzwonek na gryzologię.
Uff! Udało się! Najgorsze było to,że sala od tego przedmiotu była na 3 piętrze. Na szczęście weszłam ze wszystkimi upiorami i nie musiałam się spieszyć za bardzo.
Jednak tak bardzo zmęczyłam się biegiem do szkoły,że było to dla mnie jak zdobycie Mount Strachverestu!
Usiadłam z ulgom na czerwonym krześle w klasie. Poluźniłam bandarze na nogach i odetchnęłam z ulgą.
Nauczyciela jeszcze nie było. Od 5 minut powinna trwać już lekcja. Patrzyłam się w wielkie fioletowe drzwi. Te od razu się otworzyły.
Oczywiście nie wszedł przez nie pan Wampicki,z którym mieliśmy zajęcia. Zamiast niego weszła w iście królewskim stylu Cleo.
Pozdrawiając wszystkich usiadła przy ławce obok mnie. Oczywiście przed oczami mignął mi flesz z aparatu Spectry.
Westchnęłam z politowaniem patrząc na kuzynkę.
-Ty naprawdę musisz robić takie ,,Wampihalo''?
-Nie ma ,,Halo'' nie ma mnie.-Mówiła kręcąc się na krześle.
-No taaa...-W tamtej chwili ktoś złapał mnie za ramię.
-Hej,Ally. Mogę tu usiąść?-Powiedział Tut wskazując na puste krzesło koło mnie.
-Jeśli jest wolne,to siadaj.-Przerzuciłam oczami i otworzyłam zeszyt wciąż zastanawiając się,gdzie jest nauczyciel.
Wtem,przez drzwi weszła Panna Sue Nami
-Witajcie niedorosłe istoty. Dziś w przerwie obiadowej pan Wampicki zniknął. Udajcie się teraz do upiotlicy.
-Widać porywacz nie próżnuje.-Rzuciła Operetta,wychodząc za mną.
Pomachałam głową twierdząco i wyszłam na korytarz.
Podłoga wydała się wtedy tak drażniąca. Znów nie mogę nic zrobić.
Patrzyłam się złowrogo na fioletowe kafelki. Inni jakoś źle nie odebrali tego,jednak dla mnie to była kolejna przegrana bitwa.
Wojny nie mogę przegrać!
Siedziałam z ponurą miną przy dużym stole. Cleo siedziała naprzeciwko mnie,a ja byłam otoczona z dwóch stron chłopakami.
Wszyscy pytali co mi jest,ale odpowiedź była tylko jedna. Wściekłe ,,Nic''.
W upiotlicy było przeraźliwie nudno. Clawdeen i Draculaura grały w jakąś grę planszową,Deuce i Clawd bawili się telefonami,Lagoona i Gil zabrali sobie karty do ,,Duchusia pana'',a ja zostałam zaproszona do ,,Gargulec do gargulca'' w mini edycji,którą Cleo ma zawsze w torebce.
Odmówiłam,ale widząc,że ma kartkę i ołówek do zapisywania punktów,zapytałam czy mogę pożyczyć.
Otrzymałam zgodnie z prośbą pozłacany,mały notatnik i różowy ołówek.
Zaczęłam bazgrać coś na kartce. Nawet nie wiedziałam co. Czułam oddech Tut'a na moich plecach. Ten cały czas wpatrywał się co robię.
-Wow! Super! Narysowałaś nasze straszyceum.-Powiedział podekscytowany upiór.
-Dzięki. W sumie jak mi się nudzi zawsze biorę kartkę i coś szkicuję.
-A ja mogę?-Zapytał wyciągając rękę Clawdmil,siedzący po mojej lewej stronie.
Podałam mu zeszycik i wyjęłam trumnofon. Patrzyłam się w moją tapetę z krwawym napisem ,,Paws Up!'' i przeglądałam kontakty.
W tamtej chwili Troy wyszedł do toalety,Clawd wyjmował po kryjomu kanapki,a Rochelle wysłano do kantorka na 1 piętrze po kredę.
Wilkołak,siedzący obok mnie był zagłębiony w rysowaniu.
Siedziałam tak dłuższą chwilkę,aż tu nagle opierając się o ławkę,za wibrowała moja iTrumna!
-No,nie... To znowu ten numer.-Oddaliłam się do jednego z rogów pomieszczenia.
-Halo?! Czego ty ode mnie chcesz i czemu dzwonisz akurat do mnie!?
-Mam wobec ciebie inne plany...-Odezwał się jakiś głos.
Wtem otworzyły się wszystkie okna. Kartki poszybowały pod sam sufit,a ławki poprzewracały się na biednych uczniów.
Złapałam się odruchowo wielkiej i ciężkiej biblioteczki. Moje nogi fruwały w powietrzu. Przez okno wyleciała przerażona Meowlody,za nią poleciała Purrsephone z zamiarem ratowania siostry. Potem puściłam się ja,z braku sił. Uderzyłam z wielkim hukiem o okno,które zamknęło się tuż przed moim wyleceniem.
Leżałam tak nie mogąc się ruszać. Wokół mnie były krzyki,płacze,prawdziwy chaos.
Ocknęłam się po jakimś czasie. Byłam cała obolała,jednak poza zadrapaniami i zapewne wielkim siniakiem na biodrze nic mi się nie stało.
Gorzej zniosła ten atak Toralei. Straciła obie przyjaciółki. Było mi jej szkoda. Wybiegła z sali prosto do łazienki.
Otrzepałam się i pobiegłam za nią.
Wchodząc do toalety usłyszałam jej płacz.
Siedziała na różowej podłodze i schowała twarz w dłoniach.
-Torr, spokojnie będzie dobrze. Wrócą.-Położyłam jej rękę na ramieniu i usiadłam koło niej.
-Nie będzie dobrze! Nie będzie!-Powiedziała i wybuchła jeszcze większym i głośniejszym płaczem.
-Chodź do klasy,nie możesz być tu sama.-Wstałam i wyciągnęłam rękę by ona również to zrobiła.
Kotołaczka również była cała poobijana. Miała poszarpane ciuchy oraz siniak na policzku
-Nie, nie mogę tam pójść. Nie mogą mnie zobaczyć w takim stanie! Poza tym - czemu mi pomagasz!?
-Bo to moja sprawa,walczę o przyjaciół.
-A ja straciłam wszystkich!-Powiedziała przecierając oko.
-Masz jeszcze mnie.-Uśmiechnęłam się do niej i przytuliłam. Nigdy nie widziałam ją w takiej sytuacji.
Przed salą powiedziała bym weszła pierwsza rozluźniając uścisk.
-Dobrze. Jednak nie powinnaś wstydzić się łez. Każdy płacze.
Otworzyłam drzwi. Parę minut po mnie weszła Toralei. Niczym nic by się nie stało. Podeszła do mnie,gdy pomagałam upiorom wydostawać się z pod mebli i przekazała małą karteczkę.
Odwinęłam ją. Był tam napis ,,Dziękuję'' z dorysowaną kocią mordką. Odwróciłam się i uśmiechnęłam. Kartkę schowałam do plecaka.
Dopiero po wyciągnięciu ostatnich pokrzywdzonych zabrzmiał dzwonek. Wszyscy woleli zostać w upiotlicy.
Wraz z dzwonkiem przyszła Rochelle. Patrzyła się na wszystkich jakoś tak dziwnie. Jednocześnie ze złością,ale też i strachem.
Odłożyła kredę i wyszła. Minęła się w drzwiach z Troy'em.
-Co się stało?! Słyszałem krzyki!
-Zabrano nam aż 2 upiorki.-Powiedziała Draculaura.
-Kurcze, mogłem pomóc. Ehh... przepraszam,ale bałem się wyjść.-Chłopak spojrzał się smętnie na krzesła i stoły poprzewracane po całym pomieszczeniu.
W tej chwili nie opłacało się być mumią. Wszyscy potrzebowali bandaży.
Ja,Cleo i Tut sprawdzaliśmy torby w poszukiwaniach jakichkolwiek opatrunków. W tamtej chwili weszła Pani Krewnicka.
-Dzieci, nic wam się nie stało?!?! Ktoś musi udać się ze mną po dodatkowe bandaże. Mumie,zajmiecie się opatrzeniem rannych?-Oderwała głowę i przeniosła ją po całej upiotlicy.
-Oczywiście.
-Dobrze. Wampiry pójdą ze mną. Dziś nie możecie mieć lekcji. Odwołuję je.Zadzwonię też do straszpitala, niech przyślą tu kogoś.-Poszła zabierając ze sobą niektórych uczniów. Rzuciła pod nosem wychodząc,że dobrze,że to piątek.
Trochę czasu później przyjechała karetka. Zabrała Frankie,Operettę,Gila i wtuloną w swojego chłopaka Lagoonę.
Wszyscy mniej ranni poszli do domów.
Rozdział 15 Koszmarna pomyłka:
Następnego dna po tym zamieszaniu obudziłam się z okropnym bólem. O dziwo nie było żadnego siniaka.
Chwyciłam rzeczy przygotowane przeze mnie poprzedniego dnia,które leżały na krześle i w pół przytomna podeszłam do lustra w łazience.
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!-Krzyknęłam widząc swoje odbicie.
-Widzę,że odkryłaś już moją ''niespodziankę'',haha.-Zaśmiała się Cleo.
-Przyznaj się! Przefarbowałaś mi włosy jak spałam! Jak mogłaś! Grrrr.-Byłam wściekła. Gdy spałam ta mumia przefarbowała mi włosy na czarno, podoczepiała złote pasemka,umalowała i podrzuciła mi ubrania takie jak ma ona. Wyglądałam zupełnie jak ona! Gdyby mie diamencik i kolor oczu,byłabym jak jej bliźniaczka.
-To się zmyje?!-Patrzyłam ze smutkiem na moje włosy. Mój rudo-brązowy kolor pokryła czerń.
-Tak,tak. To jednodniowa farba. Utrzyma się do jutra,hihi.
-Czemu mi to zrobiłaś?!-Krzyknęłam z wściekłością.
-Dziś zapomniałaś,że mamy podwójną randkę? Proszę cię... mam opinię najładniejszej upioryny w całej szkole. Będziesz wyglądać jak ja = upiory padną!- Cleo wyciągnęła swój podręczny pilniczek z kosmetyczki na półce i zaczęła piłować paznokcie.
-Nie jestem do tego przekonana.-Powiedziałam spoglądając na ciuchy jakie założyłam.
-Mumiopesymistka!-Krzyknęła wychodząc do salonu.
Mówi się trudno. Jakoś pójdę tak. Moja kuzynka w końcu ubiera się całkiem dobrze,szkoda mi tylko tych włosów! Nigdy nie lubiłam pasemek,a czarne włosy zawsze chciałam mieć,jednak gdy je dostałam pomyślałam ,,Co to ma być?!''.
Po przechadzałam się jeszcze po holu i usiadłam nad ''domowym Nilem''. Rzeczka płynęła przez cały korytarz. Pomachałam ręką,dotykając taflę wody. Była chłodna,ale przyjemna. Odkryłam też,że Cleo pomalowała mi podstępem paznokcie.
Wpatrzona w pływające na ''Nilu'' kwiaty rozmyślałam. Właściwie o niczym - o ''sensie istnienia'',hah. Nie byłam ,,typową'' dziewczyną,którą tylko ciuchy,kosmetyki i ploteczki obchodzą.
Lubiłam to,ale potrafiłam się skupić też na innych rzeczach. Po około trzech,dobrych godzinach rozmyślania poszłam do kuchni.
Nie było tam służących,którzy zwykle krzątali się tam.
-Cleo,gdzie są wszyscy?
-Powiedziałam,że mają wolne. Nie będą nam przeszkadzać.-Krzyknęła z salonu.
Cóż. Nawet dobrze. Umiem przecież zrobić sama sobie jedzenie.
Otworzyłam drzwiczki do lodówki w kształcie sarkofagu. Ku mojemu zdziwieniu jedzenie było już gotowe. Było tylko trzeba je wyciągnąć i odpakować.
Ja jednak nie poszłam na łatwiznę i zrobiłam kanapki dla mnie oraz trochę więcej,jakby kuzynka też chciała.
Weszłam do salonu stukając czarnymi koturnami,jakie zwykle nosi Cleo.
-Chcesz jakąś kanapkę?
-Co?
-Kanapkę. Nie wiesz co to?
-Wiem,ale nie jadłam. Tutaj je się co innego. Ty to zrobiłaś?
-Tak. Dziwne,że nigdy nie miałaś kanapki w ustach. Trzymaj. -Podałam jej najzwyklejszą kanapkę z pomidorem i straszyserem. Ta,oglądała ją ze wszystkich stron jakby była z kosmosu. Wyglądało to strasznie komicznie. Gdy tylko ugryzła kawałek,poprosiła o przepis.
-Cleo! To nie jest ż-a-d-n-e wymyślne danie. Wystarczy mieć chleb,masło,pokrojony pomidor i plasterek sera. Wielka filozofia?
-No,nie,ale... ja nigdy nie robiłam sobie sama jedzenia. Zwykle zostawiano mi lub robiono za mnie.
-Ehhh... następnym razem ci pokażę. Co oglądasz? -Popatrzyłam na telewizor.
-American Next Top Monster. Nie wierzę,że odpadła Scarietta! Myślałam,że dostanie się do finału!
Usiadłam na sofie i oglądałam z nią. Oczywiście żadnego uczestnika nie znałam,ale program nie był taki najgorszy.
Tak na moim leniuchowaniu minął mi dzień. Była już około 17.00,gdy zapytałam,kiedy przyjdą chłopcy.
-Deuce i Clawdmil będą o 17.30.
-Aaaa. Która właściwie godzina?
-Spokojnie, będą tu dopiero za 10 minut. Dokładnie jest 17.17.-Powiedziała wskazując mi na czarny zegarek wiszący za nami.
-Nie wychodź tylko na dwór! Leje. Rozpłynie ci się farba.-Ostrzegała mnie Cleo.
Ja jeszcze wtedy poszłam na korytarz. Stałam tak i patrzyłam się w piękny kolor wody.
Gdzieś w między czasie przewinęła się Cleo otwierając zamek,by później się nie fatygować.
Nawet nie zauważyłam kiedy to zrobiła.
Parę minut później rozległo się pukanie.
-Wejść!-Krzyknęła Cleo z salonu.
Nie widziałam kto wchodzi. Do reszty zahipnotyzował mnie ,,Nil''.
Chłopak zakradł się od tyłu,zasłonił mi oczy i mocno pocałował.
Pocałunek trwał trochę czasu,aż przerwał go krzyk Cleo.
-O MÓJ RA! CO TU SIĘ DIEJĘ!
Nie widziałam nic zdrożnego,że Clawdmil mnie pocałował,przecież nigdy się ''nie cackał''. Otworzyłam oczy.
-DEUCE?!?!-Byłam zszokowana! Pomylił nas!
-Aleksa?!-Upiór widać spodziewał się mojej kuzynki, to było straszne!
Cleo wypchnęła nas na zewnątrz. Za drzwiami słychać było jej płacz i ześlizgiwanie się z drzwi na podłogę.
Stałam tak wpatrując się w Deuce'a.
-Ja... przepraszam.-Powiedział widząc,że zaczynają po moich policzkach spływać łzy.
Uciekłam.
Zerwałam się szybko z progu domu. Nie chciałam się oglądać za siebie. Clawdmil mnie znienawidzi,że całowałam się z jego najlepszym kumplem,a Cleo mnie chyba zatłucze i rozpowie o mnie złośliwe plotki.Jestem skończona. W sumie, była to jej wina,ale na tyle ją znałam...
Biegłam przed siebie w deszczu. Gdy tylko przekroczyłam tablicę z napisem ,,Witamy w Salem!'',usiadłam na krawężniku. Za mną był wielki spad.
Myślałam sobie,co teraz zrobić. Siedziałam i płakałam. Nie, nie ze smutku, z bezsilności i poczucia winy.
Makijaż i farba ciekły ze mnie niczym rzeka. Była gdzieś 21.00,gdy ze zmęczenia zasnęłam. Sturlałam się po ostrym zboczu jaki był za mną.
Widocznie nie czułam teraz większego bólu niż to,że straciłam wszystkich.
Obudziło mnie białe,miękkie futerko tulące się do mojej twarzy.
Leżałam pod drzewem, uchyliłam tylko jedno,zmęczone oko. Moim oczom ukazał się mały,biały kotek.
Pewnie zabrałam mu swoją osobą schronienie przed deszczem. Kot o niebieskich oczach jednak nie był z tego powodu zły.
Wtulił się do mnie i zasnął. Płacząc,trzymałam białą kulkę koło siebie.
W krótkim czasie, ja ponownie zasnęłam.
Kolejny raz obudziło mnie wściekłe prychanie,warczenie i odgłosy niezadowolonego kota.
Otworzyłam szybko oczy i ostatkiem sił podniosłam się,by choćby usiąść. Trochę się potłukłam.
-Wypad sierściuchu!-Usłyszałam głos Clawdmila.
-Clawdmil!-Krzyknęłam.
-Ten biały pechowiec siedział koło ciebie.
-Zostaw go. On jedyny mi został.-Powiedziałam wołając kota do siebie.
-Jak to? Wszyscy cię szukamy!
-Niemożliwe. Pewnie tylko tak gadasz. Cleo ci nic ni mówiła? Nie jesteś zły?
-Nie,ale wiec,że ja ci wszystko wybaczę,a teraz chodź. Wyglądasz jak 13 nieszczęść w piątek trzynastego.-Powiedział śmiejąc się.
Bałam się,że mnie znienawidzi. Stanęłam na jednej nodze. Drugą się przewróciłam i jeszcze bardziej ubrudziłam strój.
Wilkołak podszedł do mnie bliżej i wsadził komórkę,która służyła mu za latarkę do kieszeni tak, by wystawała.
Rozdział 16 Potworek ci wszystko wybaczy:
Kazał schwycić mi się za jego kark i podniósł mnie.
-Ehh... Ally. Ty to się lubisz chyba jak ktoś cię nosi, to już nie pierwszy raz, haha.-Clawdmil uśmiechnął się serdecznie i próbował jakoś poprawić mi humor.
-Gdzie ty mnie niesiesz?!-Zorientowałam się,że jesteśmy niezbyt daleko domu Cleo. Zaczęłam ''fikać'' nogami i się wyrywać.
-Nie panikuj. Jeśli chcesz, możesz spać u mnie. Mój dom jest zaraz za ul.Straszaka. Pod jednym warunkiem. Powiesz mi co się stało.
-Co?! Nie! Ty mnie znielubisz. Poza tym, jeszcze coś sobie zrobisz niosąc mnie tak daleko. Trochę drogi jest.
-To do Clawdeen lub Draculaury.
-A to już mnie nieś.-Odparłam zrezygnowana.
-O co tak naprawdę poszło,że aż nawet do nich nie chcesz pójść?-Spytał zdziwiony.
Powiedziałam,że to poważna sprawa i powiem mu. Kiedy to już nic nie wspominałam.
Parę ulic dalej dojrzałam dom wilkołaka.
-Zwykle śpię u kuzynostwa. Rodzice wyjechali na 2 tygodnie do Upioryża na drugi miesiąc straszowy,a ja jak typowy pies - wolę towarzystwo.
Był problem z drzwiami. W końcu nie oczekuję od chłopaka,że będzie miał mnie na rękach i do tego szukać kluczy.
Spytał się czy mógłby mnie odłożyć. Oczywiście się zgodziłam. Miał mięciutką wycieraczkę w zielonym kolorze,choć... w takich ciemnościach jak wtedy ciężko było wywnioskować,że to był akurat ten kolor.
Gdy upiór uporał się z zamkiem wniósł mnie na górę i położył na łóżku gościnnym. Musiał mieć świetną kondycje.
Co prawda składam się w 70% z bandaży jednak coś tam ważę,a kawałek do jego domu było.
-Dać ci coś do opatrzenia nogi? Wiem,że jesteś lepsza w pierwszej pomocy. Ja mam do tego dwie lewe łapy.
-Tak, jakieś bandaże. Nic więcej. Trochę się poobijałam. Chyba naprawdę nic nie czułam,kiedy spadłam z tej górki.W poniedziałek już chyba będę mogła chodzić w miarę normalnie,a może i wcześniej.
Chłopak jednym susem dał mi to co potrzebne. Po zadbaniu o moje uszkodzenie dał mi jakiś podnóżek.
Gdyby tak się przyjrzeć - miał bardzo duży dom. 2 piętrowy,niewielki,jednak miał dużo pokoi.
-Już wszystko dobrze? Okey. Teraz powiedz mi,co się tam wydarzyło.
-Ehhh... to wszystko jedna wielka pomyłka!- Gdy doszłam już do końca tego zdarzenia po policzkach poleciało mi kilka łez.
Mój niebieski diamencik zmienił kolor na fioletowy. Doszłam do wniosku,że zmienia się kiedy ja tego chcę oraz pod wpływem płaczu. Dobrze wiedzieć.
Clawdmil przytulił mnie mocno mówiąc ,,wszystko będzie dobrze''. Równy z niego wilkołak! Całowałam się z jego najlepszym kumplem,a on mimo wszystko puścił to w niepamięć.
Rozdział 17 Kici,kici biała kuleczko!:
On również usiadł koło mnie na kanapie. Zaczęła się miła rozmowa.
Leżąc na jego ramieniu usłyszałam drapanie w okno.
To chyba ten biały kot! Momentalnie zwróciłam się w kierunku,z którego dobiegały odgłosy.
Poprosiłam chłopaka o otwarcie okna na oścież.
Miałam racje. Biała kulka futra o niebieskich oczach szybko wskoczyła do pokoju i usiadła na środku mierząc nas wzrokiem.
-A to mały szpieg!-Wykrzyknął Clawdmil widząc kota.
-Widać nas polubił. Czy może tu zostać?
-Jeśli tylko chcesz.-Chłopak wziął kota na swoje kolana i pogłaskał po głowie. Ja podrapałam przybłędę za uszami.
-Chyba nazwę ją Nilla. Zdaje się,że cały Nil mieści się w jej ślicznych,niebieskich oczach. Myślałam,że wilkołaki nie lubią kotów.
-Jeśli Nilla jest spoko to czemu miałbym mieć coś do niej. Kudłacz jak kudłacz. Martwi mnie to,że jest biały - przyniesie ci pecha!
-Przesądniku ty!-Zaśmiałam się i wsłuchałam w mruczenie mojego nowego zwierzaka.
Trochę posiedzieliśmy,ponowiliśmy rozmowę,aż w końcu zasnęłam.
W pół przytomna widziałam jak chłopak cicho schodzi po schodach na hol,na który miałam widok.
Przykryłam się bardziej i spałam dalej.
Było bardzo późno,kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Zmęczona otworzyłam jedno oko,by zobaczyć kto to.
Clawdmil zbliżył się do drzwi i przekręcił klamkę,by przyjąć gościa.
Przez zielonkawe wrota wszedł Troy.
-Ty, nigdzie jej nie ma. Przeszukałem całe Salem. Wkradłem się też do naszej szkoły i też nic.
-Idź spać. Może się znajdzie.
Kot zeskoczył ze mnie i z miauknięciem skoczył na dół.
-Hej! A co ten sierściuch tutaj robi?!-Zapytał z podirytowaniem wampir.
-Żaden sierściuch!-Krzyknęłam schodząc po schodach trochę kulejąc.
-Ty kłamco!-Troy krzyknął w stronę Clawdmila.
-Co tu się dzieje? Kto i czemu kłamie?!-Zdezorientowana usiadłam na najniższym schodku.
-Ten wilkołak. Mówił,że nigdzie cię nie znalazł,a ja jak głupi szukałem ciebie po całym mieście!-Wampir wskazał na Clawdmila.
Tak jak myślałam. Więcej osób zauważyło moje zniknięcie. Źle,że Claw okłamał Troy'a,ale cóż.
-Dobra, Troy chyba musi już iść.-Powiedział i otworzył drzwi.
-Jeszcze się policzymy...-Odparł złowrogo wychodząc.
Przez chwilę patrzyliśmy się na siebie,aż kot nie przeparadował dumnie między nami.
-Przepraszam. Nie wiedziałam o niczym, poszłam tylko po Nillę.
-Ehh, trudno. Wiedziałem,że ten kot przyniesie mi pecha.
-No proszę cię! Co ci zrobi Troy!? Jesteście przecież przyjaciółmi!
-Już nie.
-Jak to?-Byłam zdziwiona. To prawda, Troy zmienił się. Nie jest już tym nieśmiałym słodziakiem, umiał pogrozić ,,pazurem'',ale czy to możliwe,że się pokłócili? Znali się przecież od małego.
-Po prostu. Zrobił się wredny.
-Nie kłam, wiem o kogo chodzi.
-Taaa... ty. Przedrapałaś mnie na wylot.
-Wiesz, nie powinniście poświęcać przyjaźni dla dziewczyny.
-To nawet nie chodzi tylko,że ty też mu się podobasz. Coś mi w nim nie pasuje. Przecież on miesiąc temu nawet zdania wydukać nie umiał,bo był taki nieśmiały,a teraz? Groził mi! Jestem zdziwiony!
-Eh, dobra. Nie obgadujmy go.-Zaproponowałam pójście spać. Byłam zmęczona,a godzina na zegarze jeszcze bardziej sugerowała,by iść się wyspać. Po Clawdmilu też było widać zmęczenie.
Poszedł spać do pokoju obok, a ja przytuliłam kota i jakoś ponowiłam sen.
Rozdział 18 Mraśny ratunek:
Obudziło mnie pukanie w okno, wstałam by zobaczyć co to było.
Uchyliłam je i rozejrzałam się. Przed twarzą wyskoczyła mi mrucząca Toralei.
-Ktoś tu ma kooocie towarzystwo ,,Śpiąca Królewno''.-Powiedziała liżąc jedną z łap.
-Chodzi o ciebie,czy o Nillę?
-Jeszcze lepiej! Chodziło o mnie,ale cóż... cieszę się,że lubisz koty.-Wskoczyła do pokoju jednym susem. Gdy tylko usłyszałam chrapanie Clawdmila z pokoju obok,próbowałam przekonać kotołaczkę,że to nie jest najlepsze miejsce na rozmowę.
-Słuchaj, ty pomogłaś mi, teraz ten kot chce się odwdzięczyć. Nie ukrywaj,że teraz masz pod górkę.
-Dobra, zabiorę tylko torebkę...
-I kota.
-I kota.-Przytaknęłam.
Podałam Nillę Toralei i wyszłam przez okno razem z nimi. Zostawiłam mały liścik Clawdmilowi z podziękowaniami.
-Idziemy do mnie, pożyczę ci jakieś ciuchy z pazurem!-Powiedziała i pomogła mi zejść z drzewa.
Posłusznie poszłam za kocicą,jednak prosiłam o jakieś boczne uliczki. Nie chciałam paradować w moim zniszczonym stroju na ulicy.
Dom kotołaczki był dość daleko,choć może wydawało mi się to przez moją nogę,jednak opuchlizna nie męczyła mnie już tak bardzo jak wczoraj i mogłam powoli iść.
Pomarańczowy domek na końcu alejki był bardzo drobny,lecz uroczy.
-Catrine jest na bazarze, sprzedaje jeszcze swoje obrazy.
-Mieszkasz z nią?
-Tak, mnie nie stać było na mały domek,a my-kotołaki musimy się wspierać. W zamian uczę ją straszypolskiego.
Nie znałam Toralei od tej strony. Zawsze myślałam,że jest zarozumiała,wredna i podstępna, jednak okazało się,że było inaczej.
Przekręciła klucz i weszliśmy do środka. Domek zawierał 3 pokoje, wliczając łazienkę i kuchnię. Dziewczyny musiały spać razem.
Na fioletowych ścianach były porozwieszane tabliczki wymowy literek i jakieś zdania. Zapewne należały do Catrine.
-Nie widziałam Catrine w straszyceum, nie chodzi tam?
-Jeszcze nie. Od września. Nie umie jeszcze języka,a ja nie chcę ją dopuszczać do tej Rochelle.-Kotołaczka skrzywiła się na myśl o gargulicy, chyba nie pałała do niej sympatią.
Rozdział 19 Importowany kotek:
Trochę czasu później szukałyśmy razem odpowiednich ciuchów dla mnie.
Toralei podała mi swoją czarną mini i buty Catrine, do tego z malutkiej apteczki wyjęła bandaże i krepą zafarbowała je na fioletowy kolor,który był podobny do odcienia w którym były buty.
-Fioletka się nie pogniewa.
-Fioletka?
-E,ksywa Catrine, cały czas obsesyjnie chodzi w tym kolorze,mrał.
Wyglądałam zabójczo! Kocica jednak znała się na rzeczy. Świetny pomysł z zafarbowaniem bandaży!
Gdy tylko skończyłam owijać jedną z rąk,rozległ się dzwonek do drzwi.
Poszłam otworzyć,za mną poleciała też Nilla i Toralei.
Toralei szybciej ode mnie złapała za klamkę.
-Catrine! Mamy gościa,futrzaku więc gazu na górę odłożyć pozostałe obrazy i zabrać ogon do salonu.
-Dobrze.-Odparła z mocno francuskim akcentem.
Po tym jak druga kotołaczka przyszła do salonu zapytała zacinając się jak mam na imię.
-Aleksa.
-Pienknie,ja Catrine.-Przedstawiła się mocno kalecząc język.
-Ty rozumiesz wszystko,czy nie bardzo?
-Rozumiem,ale problem mi mówić.Odmiany jest trudne.
-Torrka mówiła,że będziesz we wrześniu w Monster High,poradzisz sobie,prawda?-Spytałam uśmiechając się.
-Tak.Ona mnie nauczyła.-Powiedziała wskazując na Toralei.
-Mrał,dosyć tych pogaduszek. Ally,wiesz co z ... no wiesz kim?-Przerwała nam kotołaczka.
-Meowlody i Purrsephone? Nie wiem jeszcze. Jeśli chcecie,przejdziemy się do szkoły. Spectra powinna tam jeszcze być.
-To na co czekamy!?
Toralei szybko zamknęła z trzaskiem drzwi. Wzięłam mojego zwierzaka na ręce i tak sobie szłyśmy.
Słyszałam jak biała kotka mruczy i wtula się we mnie.
-Kot miły. Śliczna sierszć. Od kiedy masz?-Catrine pogłaskała Nillę po głowie.
-Od... zeszłej nocy.
-Kot wybrał ty,czy ty kota?
-Chyba kot mnie.-Odpowiedziałam śmiejąc się.
Byłyśmy już koło szkoły gdy zza rogu wyłoniła się Clawdeen. Catrine nie zauważyła jej i wpadły na siebie.
-Uważaj jak chodzisz!.. Catrine?-Wilkołaczka zaskoczona była obecnością paryżanki.
-Psze-prarzam.-Wyjąkała.
-A co WY tu robicie?-Clawdeen rozejrzała się.
-Aleksa,wszyscy cię szukali,a tu tu sobie pogaduszki z Toralei urządzasz?!
-Em,myślałam,że już wy nie chcecie się ze mną przyjaźnić.
-A to niby czemu?-Spytała Deen z niedowierzaniem.
-Nie ważne. Idziemy do szkoły.-Przerwała tutejsza kotołaczka.
-Zamknięta.
-My do Spectry.-Sprostowałam.
-To ja też pójdę. Przekręcę tylko Cleo,że cię znala...
-NIE! Proszę,nie rób tego!-Krzyknęłam z przerażeniem i szybko zabrałam jej iTrumne. Przez chwilę próbowała mi go zabrać jednak nie udawało jej się,byłam od niej wyższa i... nie sięgała.
Zrezygnowana Clawdeen poszła z nami,co prawda parę razy nalegała bym oddała jej telefon,jednak byłam nie ugięta.
Gdy tylko znalazłyśmy się pod bramą straszyceum Catrine bezsilnie złapała jedną z krat bramy.
Zaczęłyśmy krzyczeć imię duszycy, po około trzecim nawoływaniu usłyszała nas i przeleciała przez kraty.
-Co jest? Zajęta jestem.
-Jak tam sprawa zaginięć?-Zapytałam.
-Nie tutaj. Chodźmy do środka. Pani Krewnickiej i tak nie ma.
Otworzyła nam bramę,mówiąc,że jest w stacji radiowej. Tam na nas będzie czekać.
Oczywiście ja z całej gromadki biegłam po schodach najwolniej,nie mam szans z szybkimi kotołaczkami i wilkołaczką,a tym bardziej z duchem.
-All! Co tak wolno? Szybciej,szybciej,szybciej!-Poganiała mnie Toralei,nawołując jak jakiś trener na zawodach.
Gdy wreszcie dotarłyśmy do dawnego miejsca przebywania Amory,zrobiło mi się smutno. Przypomniałam sobie wtedy tą akcję.
Rozglądając się,zauważyłam,że to miejsce nie przypomina już dawnej radiostacji. Wszędzie było pełno dokumentów,porozwalanych kartek,połamanych ołówków i kredek oraz pełno walających się po podłodze,zużytych długopisów. Gdyby to zwykle porządnicka C.A. widziała,na 100% wpadła by w szał.
Za jej czasów tu było bardzo czysto,Spectra urządziła tutaj pobojowisko.
-Potrzebne ci aż tyle dokumentów? Poza tym,po co masz tu zużyte długopisy.-Zwróciłam uwagę podnosząc jeden z nich.
-Nie mam czasu na sprzątanie. Mam już paru podejrzanych,ewentualnie porywacz nie pracuje sam.-Podała nam stos teczek,pod których ciężarem Clawdeen aż się ugięła.
Rozdział 20 Wszystkim nie wolno ufać!?:
Deen odłożyła na ziemię całą górę kartek.
Jak wściekła dorwała się do nich Toralei.
-Spectra! Jesteś nie użytym duchem! Tu są wszyscy uczniowie Straszyceum! Nawet ja!
-Bo nikomu nie wolno ufać.-Kiedy duszyca wypowiedziała te słowa,wszystkie upiorki z politowaniem spojrzały się na nią.
-Ja to szybciej załatwię!-Krzyknęła Torrka i zaczęła grzebać w dokumentach.
-Mnie na pewno wykluczamy,Deen,Amorę,bliźniaczki,Robbecę,Venus...Rochelle!
-No,tak! To może być ona! Jak była ta wichura w klasie,ona poszła po kredę!-Podsumowała Clawdeen.
-I to ona była w telefisosze jak zniknięto Venus.-Dodała Catrine.
Wpadłam na pomysł,żeby się udać się z wizytą do niej.
Pożegnałyśmy się szybko ze Spectrą i poszłyśmy do dormitorium.
-Już ja jej pokażę! Wyrwę jej te kamienne skrzydełka! Grr!- Kotołaczka już podwinęła rękawy w geście przygotowania do walki.
Catrine cały czas stała z boku próbując ogarnąć całą sytuacje. Clawdeen i ja natomiast,szłyśmy niewzruszone,choć widać było troszeczkę po Deen,że też jest zła.
Zapukałyśmy do drzwi. Uchyliła je niepewnie Rochelle.
-Możemy pogadać?-Zaproponowała wilkołaczka opierając się o ścianę.
-Non.-Odparła i zamknęła szybko drzwi.
-O nie! Tak się nie bawimy! Otwieraj,albo wyważę te drzwi!-Powiedziała mocno wkurzona Toralei.
-Eh bien,co chcecie wiedzieć?-Uchyliła ponownie drzwi.
-Czemu się tak zachowujesz?! Coś ukrywasz!-Wybuchła w końcu,do tej pory spokojna Clawdeen.
-Bo,ja...regrette,nie mogę powiedzieć.-Powiedziała smutno wpuszczając nas do pokoju.
Moje wyczulone na zapachy towarzyszki zaczęły wąchać cały pokój.
-Gdzie je schowałaś?!-Rzuciła z wściekłością Toralei. Biedna Catrine zrezygnowała z poszukiwań i stanęła skołowana koło mnie.
-Je ne sais pas. Bon, je sais, mais ce n'est pas moi.
-Nic nie rozumiem.-Rozłożyła bezradnie ręce Toralei.
-Ale ja wiem,Rochelle mówić,że nie on to zrobiła.
-Ona,jestem dziewczyną.-Burknęła Rochelle.
-Psze-raszam,ona nie zrobiła złego nic.-Poprawiła się paryżanka.
-Mów po straszypolsku!-Wrzasnęła Clawdeen.
-J'ai encore une belle vie, je n'ai pas le droit de dire quoi que ce soit.-Powiedziała i spojrzała smutno na podłogę.
-Ktoś ci groszi?-Spytała poruszona Fioletka.
-Cette personne ne sait pas parler français. Dites aux gens ce qui se passe, mais a la maison.
-Dobsze.-Odpowiedziała i zwróciła się do nas.
-Muszimy iść do domu. Powiem wam coś.-Złapała mnie i Clawdeen za ręce i poprowadziła ku wyjściu, Toralei rzuciła tylko mrożące krew w żyłach spojrzenie na Rochelle i poszła za nami.
-Fioletka,zwolnij! Co ci powiedziała?-Zawołała Toralei próbując nas dogonić. Catrine nadawała mordercze tępo.
-W domu powiem. Do domu,nie gadać,szypko!-Zawołała w odpowiedzi.
Gdy dotarłyśmy już do domu kotołaczek,Catrine nerwowo otworzyła drzwi.
-Okej,moge powiedzieć! Ktoś ją pilnuje.
-Ale po co ten francuski?-Zapytałam.
-Tan ktoś nie znać francuski. Powiecziała,sze ona wie co sie dzieje. Ktoś groźny jest i wie kto to.-Powiedziała niezrozumiale kotołaczka.
-A powiedziała kto!?-Nerwowo potrząsnęła Toralei ręką paryżanki.
-Nie,nie wolno jej.
-To chyba nie ona. Widać,że się bała i była smutna.-Podsumowałam sprawę.
Clawdeen zrobiła listę wszystkich mieszkańców miasta,skreśliła Rochelle i wszystkich,którzy uczyli się pilnie francuskiego na lekcji.
-Ile osób zostało?
-Dużo.-Pokazała wilkołaczka dużą i długą kartkę. Zwinęła ją i położyła na blacie kuchennym.
Rozdział 21 Nie gadała,nie wiedziała:
-To może teraz powiesz mi,czemu pół miasta mnie szuka?-Powiedziałam do Clawdeen zabierając kartkę z blatu.
-Clawdmil zrobił alarm. Ponoć coś ci nie poszło z Cleo.
-Uhh...więcej niż nie poszło.
-Aż tak źle?
-Aż tak źle.-Odparłam bawiąc się zwiniętą listą.
Deen zapewniała mnie,że nikomu nie wygada,jednak nie chciałam jej powiedzieć co zaszło.
-Może się pogodzicie?
-Nie wybaczy mi.
-Wybaczy.-Uśmiechnęła się wilkołaczka.
-Nie.
Clawdeen widziała,że raczej mnie nie przekona. Zaproponowała mi pójście do Frankie, ponoć dopiero co wypuścili ją ze szpitala po tym ostatnim ataku.
Opuściłam dom kotołaczek,ale zostawiłam u nich listę. W razie co,Catrine i Toralei mają mój numer.
To całe chodzenie po domach wkurzało mnie. Jakbym nie miała swojego... no tak...
Nilla chyba wyczuwała moją złość i została w domu kotołaczek.
Gdy dotarłyśmy na miejsce zadzwoniłyśmy na domofon. Odebrał tata Frankie.
-Kto tam?
-Clawdeen i Aleksa,koleżanki Frankie.
Otworzono nam furtkę. Powoli weszłyśmy do środka. Mama Frankie wskazała nam drogę do jej pokoju.
Clawdeen i tak wiedziała gdzie,co jest,w przeciwieństwie do mnie - wiele razy tam była.
-Cześć Frankie! Przyszłyśmy. Jak się czujesz?-Przywitałam się.
Wnuczka Frankensteina wyglądała dobrze,co prawda nie miała jednej z dłoni,jednak była cały czas uśmiechnięta.
-Dobrze,tata przyszyje mi jutro rękę. Dziwnie jej nie mieć na dłuższy czas,heh. Siadajcie! Nie stójcie w drzwiach! Deen,gdzie masz Draculaurę?-Frankie była jak zawsze pozytywnie naładowana, mówiła tak szybko,że aż śruby jej się obluzowały. Dziewczyna przykręciła je jak gdyby nigdy nic.
-No właśnie! Zapomniałam do niej zadzwonić! Przekręcę też do Lagoony,Operetty...-Clawdeen popędziła szybko za drzwi i zaczęła rozmowę.
Ja usiadłam na różowym dywanie. Frankie trochę czasu wpatrywała się we mnie,aż w końcu przemówiła.
-Wiem wszystko.
-Co?! Cleo ci powiedziała?!
-Co? Nie,Cleo nie gadała o tym nikomu. Deuce mi powiedział.
-Pfff,ma się czym chwalić.-Burknęłam.
-Próbuje jakoś przekonać Cleo,wszędzie cię szuka.-Odpowiedziała zatroskana upiorka.
-Nie chcę z nim gadać.
-To złap mnie,bo zaraz do niego dzwonię!-Wypowiadając to,Frankie zerwała się z łóżka,wzięła szybkim ruchem telefon i pobiegła niczym na jakimś maratonie.
Miałam mniejszą kondycję od niej. Nie zdążyłam ją złapać. Zadzwoniła.
Rozdział 22 Przepraszam za stracha:
-Frankie,ja cię kiedyś zabiję...-Powiedziałam trzymając rękę na twarzy w geście zażenowania.
-E,to mnie znowu poskładają,hah. Na to samo wychodzi.-Odparła rzucając się na łóżko plecami.
-Jestem!E... Czemu takie zdyszane?-Clawdeen skończyła rozmawiać i wróciła do pokoju. Widząc,że Frankie ciężko oddycha,śmiejąc się,a ja nie mogłam złapać tchu. Chyba wiedziała,że coś ją ominęło.
-Wyobraź sobie,że zadzwoniła do Deuce'a! Zaraz tu przyjdzie. Niee... ja wychodzę,dzięki za uwagę. Żegnam.-Podniosłam się szybko i zaczęłam kierować się ku wyjściu.
-Moment, może to i lepiej?-Zapytała Deen zagradzając mi drogę.
-Przepuść mnie.
-Zostajesz.-Powiedziała kładąc rękę na moim ramieniu.
-Puszczaj i się wysuń!-Krzyknęłam na nią. Clawdeen popchnęła mnie do tyłu,że spadłam na łóżko zaraz koło Frankie.
-Nie zapominaj,że ja jestem najsilniejsza z tej trójki.
W tamtej chwili rozległ się dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę!-Frankie podniosła rękę do góry, chyba w geście zgłaszania się,jednak nie wiedziałam dokładnie,bo tej ręki akurat nie miała.
Szybko popędziła na dół. Przyszła oczywiście z Deucem.
-Hej Clawdeen,hej Ally.- Na te przywitanie odwróciłam wzrok i nadąsałam się. Nie miałam ochoty z nim gadać.
-Aleksa, ile ja mam ciebie przepraszać? To nie moja wina,że nie poznałem was. Nie trzeba było się przefarbo...
-CO?! Ja?! To Cleo! Ona mi to zrobiła! Myślisz,że ja na własne życzenie wzięłabym farbę i takie same ciuchy?!
-Dobra,spokojnie.
-Zanim kompletnie stracę resztki nerwów, czego chcesz?
-No,chciałem tak oficjalnie się pogodzić...
-Pfff.
-Czekaj, nie skończyłem. I jeszcze iść z tobą do domu Cleo. Pociesz się tym,że ze mną też nie rozmawia.
-To chyba będziesz musiał mnie ciągnąć,bo ja się nie ruszam z tego miejsca.-Odburknęłam.
Oczywiście Frankie i Clawdeen zadeklarowały,że pomogą w razie co w ciągnięci mnie. Gdy tylko wnuczka Frankiensteina złapała mnie za nogę,stwierdziłam,że już wolę pójść sama.
Wyszliśmy całą gromadą z domu. Szłam jak w jakiejś asyście. Byłam w jednym,małym trójkącie,który składał się z moich znajomych.
Gdy tylko zobaczyłam posągi lwów,próbowałam uciec,niestety od razu Clawdeen i Deuce złapali mnie,mówiąc,że z nimi nie wygram.
-A ty się nie boisz? Zobacz jak Ally chce 'dać nogę'-Zauważyła Frankie.
-Może jak i wy będziecie,to nie zamknie mi drzwi przed nosem.Oby.
-Zobaczymy.-Frankie zadzwoniła.
Otworzyła drzwi Ghoulia,która akurat teraz była w domu z Cleo.
-Ghoulia,kto to?-Zawołała z salonu mumia.
-Uhhhghhh.
-Jak to nie powiesz i mam tu przyjść!? Ehhh.- Gdy tylko wypowiedziała te słowa, na korytarzu rozległ się stukot jej obcasów. Od razu,gdy nas ujrzała,nie była zadowolona.
-Czego?-Zapytała podirytowana.
Wszyscy odpowiedzieli,że chcą byśmy we trójkę się pogodzili. Długo trzeba było ją przekonywać,jednak pertraktacje osiągnęły sukces. Jednak w ramach ''kary'',Deuce musiał wymyślić dla niej jakieś romantyczne wyjście dokąś,a ja byłam skazana na robienie zakupów przez najbliższe 3 dni.
Posiedzieliśmy tak razem do wieczora,aż Frankie nie odebrała telefonu od rodziców,którzy kazali wrócić jej do domu. Wtedy Deuce,Clawdeen i Ghoulia poszli z nią.
Następnego dnia,obudziłam się już w domu Cleo,szybko się wyszykowałam i gdy mumia jeszcze spała,wymknęłam się na zakupy.
W drodze powrotnej spotkałam Tut'a.
-O, hej! Jak ja ciebie dawno nie widziałem.
-Cześć, ehh... było parę nieporozumień,ale mam nadzieję,że wszystko już będzie ok.
-Pomóc?-Pytając,wskazał na moje torby.
-No,dobra,weź tę.-Podałam mu torbę z owocami, ja zaś niosłam reklamówkę z dwoma straszywiśniowymi sokami i trzema butelkami wody upioromineralnej.
Gdy tylko mijaliśmy zakręt,który dzielił ulicę Straszaka,na której końcu był sklep i ulicę Trumnianą zagadaliśmy się i wpadliśmy prosto na Troy'a.
Cała trójka się przewróciła. Część zakupów powysypywała się z torebek. Tut i ja zbieraliśmy porozrzucane przedmioty.W tym samym czasie,wampir otrzepał się i wstał. Nie myślał jednak o pomocy nam.
-Wstańcie.-Powiedział stanowczo.
-Poczekaj gościu, nie widzisz,że mamy coś do roboty? Byś pomógł,a nie stał tak jak słup cerberosoli i wydawał rozkazy.-Tut miał już całą reklamówkę. Ja jeszcze goniłam butelki.
-Wstawać!-Krzyknął chłopak. Ja szybko podniosłam się,a za mną momentalnie Tut.
-Po pierwsze: Uważaj jak chodzisz łamago!-Skierował słowa do chłopaka, nie były one raczej miłe.
-Po drugie: Co wy tu robicie? Nie powinniście być gdzie indziej?! Na przykład daleko ode mnie?!
-Em,spokojnie Troy, coś taki nerwowy się ciutek robiłeś.-Pokazałam,że trochę przesadził.
-Ty się lepiej nie odzywaj i idź sobie do Clawdmila.-Tut momentalnie posmutniał. Mnie zaczynała się ta cała sytuacja bardzo nie podobać.
-Przepraszam?! Będę sobie chodzić z kim chcę i gdzie chcę! Dotarło?!
-Tak, dotarło. Niedługo to się zmieni.-Wampir ruszył przed siebie pokazując złowrogo kły, my nadal staliśmy jak wryci. Czy to jest nasz Troy?!
Rozdział 23 Nie może być tak jak teraz,upiory:
Gdy tylko straciliśmy wampira z oczu, jakby na jakąś komendę odwróciliśmy się do siebie.
-Co to miało być?!- Wykrzyknęliśmy razem.
To bardzo dziwne. Pamiętam,że Troy był bardzo miły,nieśmiały... teraz to już historia?
-Wiesz co? Ja już się zaczynam go bać...-zaczął chłopak.
-Ja też. Inny się jakiś zrobił.
-Chodźmy lepiej.
Szliśmy tak w milczeniu aż do progu domu Cleo. Widziałam,że jest w ogrodzie. Gdy tylko ta nas ujrzała,szybko wstała z leżaka, na którym siedziała i zbliżyła się do nas.
-Potworność! Widzieliście Troya?!
-Ty też? Wpadliśmy na niego...
-Ja wam mówię,dziewczyny: To na pewno on wszystkich porywa!
-Chwilka,ale po co? -Spytała Cleo bawiąc się swoją niebieską bransoletką.
-Przecież wiesz,że on wegetarianinem nie jest.-Powiedziałam z troską,przypominając sobie Draculaurę.
-Ale chyba wiesz,że Pani Krewnicka ma w szkole automat z Bloodcolą?
-To już nie wiem!-Poszłam pod basen i usiadłam na leżaku. Zaproponowałam aby napisać upioromesa do Spectry. W końcu ona prowadzi to całe śledztwo.
Aleksa: Spectra, a nie obczajałaś Troya z tymi zniknięciami? <><><>
Po paru sekundach zabrzmiał głos błyskawic,którego ustawiłam sobie na znak upioromesów.
-I co? I co? I cooo?- Ponaglała mnie do odczytania na głos wiadomości Cleo.
Spectra: Co ty gadasz? Rochelle jest teraz z nim u mnie. Pomagają mi uporządkować bałagan w dokumentach. ~~~
-Jestem po prostu świetna! Wybrałam genialny moment by wysłać tą wiadomość! Ahhh!-Z zażenowaniem upadłam na leżak.
-A co jest?-Zapytał Tut.
Podałam mu iTrumnę. Jednocześnie przysiadła się koło mnie Cleo,która większość czasu stała.
-Oh, oby Spectra umiała trzymać język za zębami.-Upiór odłożył komórkę na stoliczku.
-Błagam! Spectra i milczenie?
-No... może to nie on?-Zapytałam,wstając z leżaka. Zaczęłam nerwowo się rozglądać.
-Tak! A ja jestem Sfinksem z wielkimi uszami.-Powiedziała z podirytowaniem Cleo.
Znowu ''zagrzmiało'' na stoliku.
-Ahhh! Czego?!-Zaczęłam czytać wiadomość.
Clawdeen: Ej, widziałaś gdzieś Clawda? A może Frankie? Upiornie się boję! Te głupie wampiry z Liceum Dzwonnicy śmieją się ze mnie,a ja się naprawdę martwię! Przyszłam też odebrać Lalę z konkursu recytatorskiego,ale ją też jakby wcięło! Błagam,powiedzcie,że są u was! ####
Aleksa: Co??? Jak to? Już idziemy! Nie są u nas,ale już biegniemy pod Dzwonnicę! <><><>
-Jest mały problem! Lecimy pod Dzwonnicę!-Krzyknęłam.
Rozdział 24 Zatrzęsienie świata!:
Wylecieliśmy jak ''z procy'' zamykając ogród i dom.
Biegliśmy ulicą tak szybko,że miałam odczucie,że ziemia zaczyna się trząść.
-Upiorki? Czy ja się nie wyspałem i trzęsę się,czy ziemia MI się trzęsie pod nogami?!
-Mi też?
-I mnie!
Nagle ziemia zaczęła się trząść jeszcze mocniej. Skakaliśmy po ulicy jak na trampolinie. W końcu ziemia się zapadła i wszyscy wylądowaliśmy w wielkiej dziurze!
Ocknęłam się widząc obcasy Draculaury.
-Lala!-Krzyknęłam co sił w płucach.
-Cicho!-Usłyszałam w odpowiedzi.
-Kochani,zobaczcie co nam się trafiło!-Słodki głosik wampirzycy, nie brzmiał teraz słodyczą. Przywołała tym wszystkich wampirów z Salem! Na głowie lśniła jej korona.
Czerwone oczy gapiły się na mnie przez jakiś czas,aż w końcu chwycili mnie i moich jeszcze nieprzytomnych towarzyszy za ręce i skuli przy ścianie.
Gdy tylko zatrzasnęły się kajdanki Cleo,ta otworzyła niemrawo oczy i spojrzała na Lalę.
-Draculaura... czy ... ty zgłupiałaś...?-Wyszeptała w stronę różowej wampirzycy.
-Hahaha. Co ty myślałaś? Wampiry pragną krwi,jednak tym razem coś innego nas zjednoczyło.-Momentalnie jej oczy zrobiły się czerwone,jak za sprawą soczewek, podobne do tych,które posiadała reszta wampirzego towarzystwa.
-Poddana!-Krzyknął ktoś daleko.
-Już idę! Mogę im tylko wymyślić tortury?-Zapytała słodko nieznajomego głosu Lala.
-Idź,potem.
Draculaura odetchnęła ze smutkiem i zmierzyła w kierunku,z którego dobiegały krzyki. Na pożegnanie spojrzała się na nas złowrogo i dotknęła swoich kłów.
-Ally! Zobacz!-Powiedziała panikując Cleo,odwracając się.
Po naszej lewej stronie były chordy krwiopijców! Na dodatek,na sąsiednich ścianach zobaczyłyśmy naszych przyjaciół. Tak samo skutych jak my.
Wtedy ocknął się Tut.
Na wprost wyszli nam królewsko przebrani Troy i Lala.
-Jak miło! Moja niedoszła królowa!-Szepnął ściskając mój policzek.
-Łapy precz!-Odkrzyknęłam odwracając głowę.
-Widzisz? Ja jestem ta lepsza. Idealny materiał. Popatrz,królowa jak się patrzy!-Odparła zadowolona z siebie wampirka.
-Nie. Nie chcę udawanej,chcę prawdziwą!-Odpowiedział chłopak zdzierając jej szybko koronę.
Ta wylądowała skuta koło nas.
-Widzisz co narobiłaś?! Co z moim kumplem?! Już ci się znudził?-Wściekły Tut pomyślał o swoim koledze,bał się też o jego siostry,których doszukał się w tłumie uwięzionych.
-Co..? Jak ja?...Kiedy?...-Odpowiedziała Draculaura. Dziwnie kręciły jej się oczy,które nadal miały czerwony kolor. Nie umiała skleić zdania.
-Ja myślę,że Troy jej coś zrobił! Przecież zobaczcie na nią!-Wskazałam ruchem głowy na różową ''królową''.
Lala wyglądała strasznie, jakby była mocno chora. Ledwo trzymała głowę w pionie.
Rozdział 25 Z samym sobą:
-No... choć tego nie chce,jedna osoba zasłużyła na tytuł królowej wampirów....-Powiedział Troy i zaczął zbliżać się w naszą stronę.
Jego królewska peleryna ciągnęła się po ziemi,a kroki upiora odbijały się echem w moich uszach.
-Ally,uciekaj!-Krzyknął Tut.
Zaczęłam się wyrywać i próbować rozluźnić kajdany. Bezskutecznie.
Chłopak przygwoździł mnie do ściany. Nałożył wtedy koronę na moją głowę.
Wtedy jakby tysiąc rąk próbowało mnie rozerwać,krzyczałam,bolało mnie całe ciało. Zwijałam się z bólu,aż 2 inne wampiry nie rozkuły mnie.
Upadłam na podłogę. Szamotałam się we wszystkie strony,aż ... trafiłam do jakiejś klatki.
Zobaczyłam,że jestem całkiem sama. Nie wiedziałam gdzie jestem.
Ściany pomieszczenia zaczęły pokrywać się czerwonym kolorem.
Odwróciłam się do tyłu... okazało się,że jestem w swoich oczach.
Wszystko widziałam,szarpałam kratami więzienia co sił,ale nadal byłam bardzo słaba.
Nagle,coś jakbym wstawała. Moje ciało już mnie nie słuchało. Otrzepałam się i wyprostowałam. Ta prawdziwa ja,siedziała w klatce i błagała o ratunek.
Widziałam tylko,że podchodzę do rozbitego lustra. Wzięłam kawałek szkła do ręki.
Nie poznawałam siebie. Co prawda nie zmieniłam się w wampira,ale byłam bardzo podobna.
Czerwone oczy. Czarne włosy. Blada cera.
Sługi nałożyły na mnie królewskie szaty. Podczas przystrajania w tle słyszałam rozpaczliwe krzyki moich przyjaciół.
-Ona nie jest wampirem!- Rozległ się krzyk Clawdmila.
-Ale ona nie jest wampirem!- Odparł przedrzeźniając wilkołaka ''król''.
Szłam na szklanych obcasach jak na komendę. Gdy przyglądałam się,co moje ciało robi do pomieszczenia wtargnęła jakaś czarna,zakapturzona postać.
Jeszcze bardziej chciałam uciec,ale zbliżała się do mojego więzienia coraz szybciej.
Kiedy otworzyła moją klatkę i podała rękę,nie wiedziałam co się dzieje. W tym samym czasie zdążyłam podejść do Troy'a.
Złapał moje ciało za szyję,również to poczułam. Zamknęłam oczy i... zostałam ugryziona.
Zakapturzona postać puściła mnie,a ja znowu wylądowałam na podłodze. Wtedy doszła i druga postać.
Przeszywający ból rozrywał moją głowę,a ciało jakby tego nie doznało. Uśmiechnęło się tylko pokazując nowe kły.
-Nieeee!-Doszły do mnie płaczliwe krzyki straszyciółek.
Dwie postacie złapały się za ręce i wyzwoliły ku mnie ogromną kulę energii. Odsunęłam się,a pocisk minął mnie z wielką siłą. Zrozumiałam,że jestem w ogromnym niebezpieczeństwie. Ból zelżał i szybko zabrałam się z miejsca. Był to jak jeden,mały świat. Znikąd pomocy,ani możliwości ucieczki.
Omijałam pociski duchów,robiąc przeróżne skoki i skłony. Lecz byłam świadoma,co się dzieje ''za mną''.
Widziałam rozmowę Cleo i Tut'a. Draculaura nadal coś majaczyła. Zdawało mi się,że śnię,a to coś typu koszmar.
-Tut.-Szepnęła Cleo do upiora.
Moje ciało jakby nie słyszało. Było odwrócone. Patrzyło złowieszczo na swoje nowe sługi.
-Myślę,że wiem jak nas uwolnić. Choć... może się nie udać.-Powiedziała i spuściła głowę.
-Co masz na myśli?- Odpowiedział z rezygnacją w głosie.
-Razem z moim telefonem przy bransolecie, jest fiolka. Ma działanie antymagiczne. Tata mi ją daje co miesiąc do szkoły,jakby coś się stało,jednak cały czas jej nie używałam.Może czas to zrobić? Tylko nie wiem czy podziała, jest już stara. Zaklęcie się może ulotniło. Nigdy nie sprawdzałam.
-Warto spróbować,ale... ręce mamy za wysoko.
-Wykopnij! Trumnofon jest ciężki,fiolka lekka : wykopnij!-Krzyknęła w stronę chłopaka.
Ten szybko zamachnął się i w mig naczynie poleciało na mnie i Troy'a.
Rozbiło się,a mikstura ciekła mi po czarnych włosach.
Uciekająca przez zjawami dusza jakby dostała jakiejś wielkiej energii. Ściany pomieszczenia przybrały niebieski odcień,a ja zamachnęłam się i posłałam wielką kulę ognia moim wrogom.
Duchy zniknęły A ja znów byłam w swoim ciele,niestety... straciłam przytomność.
Rozdział 26 Wampir,wampirowi nie równy:
Ocknęłam się dopiero w domu Cleo. Powoli otwierałam oczy,a koło mnie było praktycznie całe Salem.
-Hej, odsuńcie się. Dajcie jej oddychać.-Usłyszałam znajomy głos. To była Frankie. Rozproszyła trochę tłum i podeszła do łóżka,na którym byłam.
-No, nareszcie! Już się bałam,że zostaniesz wampiro-mumią na wieki! Śpisz tak chyba z 3 dni!
-To,to... nie był sen? Spałam aż tak długo?-Zdziwiłam się.
-Nooo! Nie pamiętasz?! Puściłaś taką wielką kulę zielonej energii...
-Nie. To był ogień.
-Nie, zieleń! I trafiło wszystkie wampiry! To było odloto...-W tym momencie weszła wilkołaczka.
-Przegapiłam coś?-Zamknęła za sobą drzwi i odłożyła torby wypchane miksturami.
-Byłam w piwnicy, cieszę się,że już się obudziłaś. -Powiedziała uśmiechając się. Zobaczyłam,że ma zabandażowane ramię.
Zapytałam,co się stało.
-Frankie, to ona nic nie pamięta?-Mówiąc to,Deen wskazała na rękę Frankie. Były na niej same opatrunki.
-Kawałek tak. Po tym wszystkim dziura się zaczęła zasypywać, musiałyśmy uciekać,poharatały nas trochę kamienie z sufitu.
-A co tu robi całe miasto? I gdzie Troy?
-Tu.-Powiedział wampir wyłaniający się z tłumu. Szybko zerwałam się z łóżka zasłaniając poduszką.
-Nie bój się, przepraszam za wszystko. To nie byłem prawdziwy ja. Nie wiem co mnie opętało.
-Tak?! Masz tupet się tu pokazywać. I myślisz,że ktoś ci uwierzy?!-Odezwał się ktoś z tłumu.
-Nie musicie. Ja i tak wiem swoje. Stało się coś,ze wszystkimi wampirami w całym mieście. Moja wina,że akurat mnie opętało najmocniej?
-Pff... a ja nadal pozostaję nie wierna.-Cleo stając w królewskiej pozie weszła do pokoju z Deucem.
-No dobra,to może Aleksa mi uwierzy...-Wampir spojrzał na mnie z politowaniem. Ja nadal, jak mały upiodzieciak trzymałam poduszkę.
-Żartujesz sobie!-Krzyknął Clawdmil stając koło mnie.
Troy odpowiedział,że udowodni to. Skierował się w moją stronę i opowiedział o zjawie. Jej opis zgadzał się z tą,co ja widziałam.
-Jedna? Ja walczyłam z dwoma.
-Chwila,chwila... jakie zjawy?-Tut był kompletnie skołowany. Draculaura szarpnęła Clawda za rękaw,by dać do zrozumienia,że też chce przejść do mnie.
-To prawda. Ja też widziałam! Jedna.-Pisnęła szybko Lala.
-Ja również jedną,jednak myślę,że jedna z twoich była po prostu wampirem. Draculaura pewnie nie pamięta,ale każdy wampir podczas przemiany widzi takie coś. No i każdy ulega. -Powiedział zakłopotany. Upiór był młodym wampirem,podczas gdy Draculaura miała już słodką 1600 za sobą,chłopak nie dobił jeszcze nawet do 100.
Wstałam z łóżka. Zachwiałam się lekko wstając na moich obcasach. Clawdmil podał mi rękę,a ja się złapałam.
-Dziwi mnie tylko to,że nawet nie masz śladu!-Draculaura zaczęła oglądać moją szyję. Nic nie było.
-Wiecie co,jestem już zmęczona tym całym dochodzeniem.
-Ja również,mrał...-Odezwała się stojąca z tyłu Toralei,opierająca się o filar.
-Moje przyjaciółki odnalezione,wszyscy byli w dziurze. Dopóki te wampiry nie zaczną świrować ponownie, olewam to. Tak właściwie,tutaj jest twój kot. Ja już muszę lecieć.- Powiedziała i podała mi Nillę na łóżko. Bardzo się za nią stęskniłam, przytuliłam sierściucha mocno.
Do wieczora rozmawialiśmy o tym co się stało,jednak przez ten czas potwory musieli iść. Jeden,po drugim. Została tylko 6. Cleo,Frankie,Clawdmil,Draculaura,ja i Troy,którego Cleo po jakimś czasie
wyprosiła. Na odchodne powiedział tylko,że jeszcze raz przeprasza.
Rozdział 27 ,,Nie wspominaj złego,korzystaj z tego dobrego'':
Po jakimś czasie zostałam sama ja z Cleo.
-Wiesz co... muszę ci coś powiedzieć. Wylałam na ciebie tamten specyfik i... Czujesz się jakoś dziwnie?-Zapytała z niepewnością mumia.
-Nie,a co? Dobrze,że wylałaś! Gdyby nie to,pewnie moja dusza byłaby zlikwidowana przez te demony!
Pomijając szkło we włosach,które wyciągnęłam w łazience i ogólnym wyczerpaniem,wszystko w porządku.
-Mam nadzieję. No,ale koniec tego dobrego!-Powiedziała,błyskawicznie zmieniając ton. Rzuciła mój plecak na łóżko.
-Pani Krewnicka,kazała przekazać,że jutro masz być na apelu,jeśli się obudzisz.
Żuciłam się na łóżko,koło plecaka.
-Walczyłam z upiorami,wampirami i uciekałam przed kulami ognia,a szkoły się boję...
-Czemu?
-Nie wiem jak wszyscy zareagują.
-Będziesz straszliwie rozchwytywana,a jeśli pojedziesz do Hauntlywood,zabierasz mnie ze sobą,rzecz jasna.-Zapowiedziała Cleo robiąc ''dziubek'' i zakładając okulary.
-Bardzo śmieszne. Ja poważnie mówię!
-Ja nie rozumiem,czego ty się martwisz. Mnie też dostanie się odrobina sławy,w końcu to ja nie zużywałam tego flakoniku!
-A ty jak zwykle o jednym. Spakujmy torby i chodźmy już spać. Zmęczona jestem.
Tak jak powiedziałam,zrobiłyśmy. Pół godziny byłyśmy już gotowe do spania.
Poprawiłam tylko moją niebieską kokardę na głowie,zamknęłam oczy i oczekiwałam jutra.
Był to już poniedziałek, 2 listopada? Nigdy nie miałam głowy do dat. Przez to całe zamieszanie nie zdążyłyśmy ze straszyciółkami i innymi upiorami świętować Halloween. No... trudno.
Z godzinę patrzyłam na siebie w lustro,nie wierząc,że nie mam już czarnych włosów i czerwonych oczu. Cieszyłam się bardzo.
Pożyczyłam od Cleo jej szklane koturny - zabójcze szklane koturny. Zawsze mi się podobały,a teraz miałam okazje by je zabrać.
Cleo wzięła moje,czerwono-piaskowe szpilki. Obie ruszyłyśmy do szkoły.
-Cleo,a tak właściwie o której ten apel?
-Na dużej przerwie... spokojnie.
Gdy tylko weszłam na teren Straszyceum rozległy się wiwaty. Cleo oczywiście w swoim żywiole. Odmachiwała ''fanom'' i wysyłała całusy.
Zrobiono z nas gwiazdy,choć ja bym jeszcze nie chciała błyszczeć. Skoro to nie Troy... to kto?! A może on jednak...
-Hej,gwiazdeczki!- Odezwał się Clawdmil, szedł razem z Deucem ku nam.
-Takie małe prezenty dla was.-Powiedział chłopak Cleo podając jej małe pudełeczko. Clawdmil wręczył takie samo mi.
Cleo otworzyła swoje pierwsza. Był tam złoty łańcuszek z literą ,,C''. Gdy otworzyłam swoje,znalazłam taki sam,tylko z literą ,,A''.
Była też tam mała karteczka.
-Oh,dziękuję za naszyjnik. Piękny.-Uśmiechnęłam się szeroko do chłopaków.
-Zaraz przeczytam liścik.-Dodałam i zaczęłam wygrzebywać karteczkę.
-Co? Jaka karteczka?-Zdziwił się wilkołak.
-No,ta. -Odparłam nawet nie spoglądając na niego.
Na kartce był napis. Duży,czarny napis:
,,Tym razem mi się nie udało. Moja marionetka zawiodła. Kiedyś was dopadnę,pożałujesz''.
-Heh,śmieszny żart chłopaki,ale ja się na to nie nabiorę.- Zaśmiałam się. Zmieszana, pokazałam karteczkę.
-To nie są,żarty. My tego nie podrzuciliśmy!- Powiedział Deuce,wyrywając mi kartkę.
-Clawdmil, ty masz dobry węch. Czym,albo może kim ci to pachnie.- Zapytała Cleo przechylając trzymaną karteczkę przez Deuca w stronę drugiego upiora.
-Hmmm... to dziwne,ale kompletnie niczym. Jedynie lekkim zapachem złota,ale to od naszyjnika.
-O nie!
Poszłam wkurzona do domu, Cleo jak zwykle siedziała w naszym pokoju i czytała jakieś magazyny.
-I jak? Sprawdziła się piżama z najnowszej kolekcji Soni Strachiel,którą ci wczoraj kupiłam?-Powiedziała odkładając gazetę na biurko.
-Kiepsko. Dziś nici z piżama party.-Powiedziałam,rzucając z dużą irytacją torebkę na łóżko, Cleo od razu położyła się na plecy i oglądała dalej gazetę.
-U,szkoda. Czemu tak właściwie?-Zapytała przewracając stronę z artykułem o Justinie Biterze.
-Nie pytaj,ehhh...-Usiadłam na łóżko, zaraz koło Cleo.
-Powiedz! Proooooooooszeeeeee!-Wstała i usiadła tak jak ja na rogu łoża.
-Lala i Deen się pokłóciły,ciężka sprawa.
-Co ty powiesz,a o co?!-Zrobiła zdziwioną minę mumia.
-Wyobraź sobie,że o Clawdmila i Troy'a. Oboje do mnie zarywają,a one każą mi wybierać.
-Haha, Ally ma braaanieee!-Odparła głosem imitującym ducha.
W tym momencie wszedł do pokoju jeden z służących dając nam jakieś przekąski. Nie kontynuowałyśmy tej rozmowy.
Nie miałam już na to wszystko siły. Świat za sfinksy nie chciał być prosty. Kłopoty w raju? Tak.
Cleo po zjedzeniu dużej kiści winogron położyła się i zasnęła. Ja, by nie przeszkadzać - włączyłam sobie telewizor w salonie.
Gdy ,,X Strachtor'' zaczął mnie nudzić, wyszłam na dwór. Musiałam pobyć trochę sama. Usiadłam na ławce w parku na końcu alejki.
Była malownicza noc. Księżyc w pełni. Przyglądałam się mu ile tylko się dało. Gdzieś tak o północy wracałam do domu,sama.
Moje czarne lity stąpały dumnie po chodniku, jednak ja sama szłam smutna z opuszczoną głową...
Rozdział 12 Piramidocha na boisku!:
Zasnęłam z wielką trudnością - to pewnie dlatego spałam następnego dnia do 13.00.
Sen był upiorzasty, zmył z mojej głowy wszystkie problemy.
Kocham spacerować w świetle księżyca. Wymywa wszelkie smutki!
Z dziarską miną poszłam do Clawdeen,zapominając o wszelkich sporach.
W drzwiach spotkałam Howleen,która pozwoliła mi wejść.
-Hej,How? Gdzie Clawdeen?-Spytałam rozglądając się po domu.
-Powinna zaraz wrócić. Jest na zakupach z Draculaurą.-Odparła i przeczesała się małą,zepsutą szczotką wyjętą z kieszeni.
To znaczy,że kłótnie zakończone? Nie muszę nikogo wybrać ani zranić? Księżycu - niech Ozyrys nigdy nie odbiera ci twojej mocy dawania upiornie dobrych dni!
Przesiedziałam z młodszą siostrą Deen około godzinkę, miałyśmy fajnie tematy, rozmowa z nią była przyjemna. Dyskutowałyśmy o ciuchach,aż do domu nie przyszła sama Clawdeen.
-Cześć siostra! Wróciłam!-Krzyknęła zamykając drzwi i kładąc przy szafce na buty swoje nowe ,,zdobycze'' z wampilerii.
-Deen!-Zawołałyśmy razem ją do pokoju.
-O, hej Ally. Wiesz,że od 2 nocy już nikt nie zniknął? Jutro ponoć otwierają znowu Monster High! Upiorzaście, nie?-Powiedziała i dała małą torebeczkę Howleen.
-A, to dla ciebie - nowa szczotka do włosów. Dziś jest rocznica twojej pierwszej pełni.
-Kompletnie zapomniałam, dzięki,że pamiętałaś. -Jej siostra uśmiechnęła się od ucha do ucha, w tym czasie starsza wilkołaczka usiadła na fotelu.
Rozmawiałyśmy dalej jakby nigdy nic. Niestety musiały iść do hotelu rodziców i ja również musiałam opuścić ich dom. Pożegnałam je i poszłam przejść się na boisko.
Było tam 3 znajomych mi chłopaków. Podeszłam i przywitałam się.
-Hej Deuce,hej Clawd,cześć Tut. Jak się macie?
-W porządku. Ty,tutaj? Bez Cleo?-Clawd widać przyzwyczaił się,że Cleo zawsze zabiera mnie ze sobą i na odwrót.
-Jakoś tak wyszło. Wracam od twoich sióstr to pomyślałam,że wpadnę, poza tym Cleo mówiła wczoraj...-skierowałam się do Deuce'a.
-Tak,wiem. Mówiła,że mam w sobotę,wieczorem przyjść. Choć nie wiem,czy ty też wiesz,że ciebie też tam sobie życzy.-Powiedział i odłożył piłkę.
-Nic mi nie mówiła. Pewnie zapomniała...-Czemu niby Cleo życzyła mnie sobie kiedy jest Deuce? Zwykle wyganiała mnie do innego pokoju lub kazała pójść do Draculaury,Clawdeen lub Lagoony.
-No widzisz. Czasem jest trochę zapominalska,heh.-Zaśmiał się chłopak.
-Te,te,dosyć tych pogaduszek! Mieliśmy chyba grać w trumnokoszykówkę?-Tut wyraźnie był zazdrosny,ehhh... nigdy nie zrozumiem chłopaków.
-Mogę tu sobie posiedzieć? Cleo poszła do Ghoulii się pożegnać. Jutro wyjeżdża na jakiś zombijski biwak. Problem w tym,że nie zabrałam kluczy,a służący poszli po zakupy.
-Nie ma sprawy,Tut - łap!-Krzyknął Clawd i rzucił piłkę w stronę kolegi. Ten najwyraźniej zapatrzył się na mnie jak rozkładałam koc,który dostałam od chłopaków do siedzenia.
Dostał piłką w bok głowy i zwalił się z nóg na betonowe boisko. Momentalnie zerwałam się i podbiegłam
do niego.
-Nic ci nie jest? Trochę się pokiereszowałeś. Upiory,macie jakąś apteczkę?
-Niestety nic.
-No,trudno. Trzeba sobie razić.-Powiedziałam i odplątałam kawałek mojego bandaża na nodze. Przecież i tak miałam go więcej niż potrzebuję.
Owinęłam go wokół głowy chłopaka.
-To na razie musi wystarczyć. Mieszkasz gdzieś nie daleko,prawda?
-Drogi jest odcinek,ale niezbyt długi. Odprowadzicie mnie do domu?-Tut położył rękę na swojej głowie. Ma nauczkę,by uważać podczas grania.
-Ok,ok.-Odpowiedziałam z Clawdem i Deuce'm prawie jednocześnie.
-My trochę cię odprowadzimy, w końcu dom Deuca jest nie daleko,a miałem od niego pożyczyć parę gier.
-Dobra. To ja się podejmę odprowadzić go do końca.-Zaproponowałam z grymasem.
Ruszyliśmy przed siebie, stosunkowo - można by na tym osiedlu się śmiało zgubić. Było bardzo duże!
Clawd zrobił tak jak mówił. Gdzieś w połowie drogi wszedł z Deucem do wielkiego,zielonego domku utrzymanego w greckim stylu. W sumie,tak wyobrażałam sobie dom chłopaka Cleo.
Gdy doszliśmy już do domu poszkodowanego, mym oczom ukazał się złoty,aczkolwiek skromny dom jednorodzinny.
-Wejdziesz? Jest tylko tata, a on gubi się nawet w zawiązywaniu swoich bandaży!-Uśmiechnął się chłopak.
-Mogą się zgodzić. Cleo wróci późno,Clawdeen,Draculaura i Lagoona są w hotelu i zabrały Howleen,więc i tak nie mam nic do roboty.-
Wypowiadając to wzruszyłam ramionami,w końcu co mogę robić przez ponad 2 godziny?! Warować pod domem? Cudowna mi wizja.
Kiedy weszliśmy już do środka opatrzyłam Tut'a jeszcze raz. Tym razem już nie na szybko.
Zabrał mnie do salonu i podał jakieś ciastka. Po pierwszym gryzie okazały się z malinowym nadzieniem,a to moje ulubione!
-Wow! Kocham ciastka z malinami! Ty też?!-Spytałam po skosztowaniu słodyczy.
-Lubię,ale dałem je,bo ponoć ty je lubisz. Deuce dowiedział się tego od Cleo dla mnie. Równy z niego gość!
-Serio? Skombinowałeś je specjalnie dla mnie? To bardziej słodkie niż te wszystkie ciastka razem wzięte,haha!-Zaśmiałam się pokazując duży talerz pełen ciastek.
W tym momencie wszedł jego tata. To był niski,pulchny mężczyzna odziany w blado pomarańczowe bandaże o czarnych,krótkich włosach.
-Witaj synu! Nie wiedziałem,że masz gościa. Czy mi się zdaje,czy masz więcej bandaży na głowie niż powinieneś?-Zapytał i wskazał na głowę Tut'a.
-Ta,wypadek. Zagapiłem się jak grałem w trumnokosza. To jest Aleksa. Mówiłem ci o niej.-Powiedział i zaśniecił bandaże,które mu wywiązałam.
-Aaaa, to ta upioryna dla której biegałeś jak oszalały po te ciastka! Hahaha.
Jego tata był niesamowicie śmieszny. Chłopak widocznie zawstydzi się.
Zarumienił się całkowicie! Ja w tamtej chwili zaczęłam się głośno śmiać. Zabawna sytuacja.
-Mówię ci,dziewczyno. On codziennie biega po te słodkości z nadzieją,że przyjdziesz. Udało mu się.-Spojrzał na swojego syna i poklepał go po ramieniu.
-Tato... błagam cię na wszystkie bogactwa egiptu, nie rób pramidochy!-Tut cały czas mówił przez zaciśnięte zęby. Cały czas miał rumieńce.
-Tak, teraz ''nie rób mi pramidochy'',a wieczorem przyjdziesz mi się użalać,czemu nie jest twoją upioryną.-Mówiąc to położył rękę na swoim wielkim brzuchu i wyszedł do innego pokoju. Nie mogłam wytrzymać i zaśmiałam się jeszcze głośniej. Jego tata był nad wyraz szczery, no i... niezbyt dyskretny,heh.
-Sorry za niego. On tak czasem głupoty gada jak nie wypiję porannej straszykawy.-Biedny,próbował się jeszcze tłumaczyć.
-Spoko. Przynajmniej poprawił mi humor!
Jakieś 2 minuty po naszej rozmowie zegar wybił 6.
-O, chyba Cleo już wróciła. To ja już pójdę. Było śmiesznie.-Uśmiechnęłam się do upiora i wyszłam.
Wieczorem było już bardzo chłodno. Szkoda,że nie jest mi wiecznie ciepło - jak mojej kuzynce. Mnie się dostał wieczny chłód.
Kiedy weszłam przez złote drzwi domu De Nilów była już tam Cleo. Właśnie zdejmowała buty.
-Hej diamencie! Też przed chwilą wróciłam.-Z tupotem odłożyła swoje kryształowe szpilki na półkę i ziewnęła.
-Śpiąca? Jak było u Ghoulii?
-Zagadałyśmy się. Nie chcę tego drugi raz-tym razem z tobą,więc chodźmy pakować książki.Dziś jestem wyjątkowo rozgadana. Clawdeen ci powiedziała,że jutro Monster High zostanie znowu
otwarte? Trochę głupio, w końcu dziś jest czwartek. Na jeden dzień im się opłaca?
-Nie wiem.
-Poczekaj,zawołam służącego by dał nam jakieś słodkości. Mam ochotę na ciastka.
-Ja podziękuję. Nie mam ochoty.
-Ally nie chce ciastek?! Kim jesteś i co z nią zrobiłeś? Ally nie chce ciastek - to ci dopiero! Miałam już poprosić o malinowe.
-Jestem najedzona.Dostałam ciastka.-Powiedziałam i usiadłam na żółtym dywanie w pokoju Cleo,koło szafki z moimi książkami. Wyciągnęłam z pod łóżka plecak i zaczęłam się pakować.
Gryzologia,Szporachunki,Wychowanie do życia w straszodzinie,zeszyt ćwiczeń do Straszystori...
-Clawdeen nie daję malinowych ciastek. Właściwie ona nie lubi ciastek. Niby kto cię nimi poczęstował?
-E,wypadek na boisku z chłopakami. Nieważne.
-A, powiedziałaś Deuce'owi?!-Powiedziała i spojrzała się na mnie z pod łóżka szukając swojej torby.
-Tak,on sam wiedział. No,tak! Jeszcze coś gadał,że ja mam być. Spokojnie, jutro dopiero piątek,ale... po co ci tam ja?
-Booo... umówiłam ciebie i Clawdmila! Będzie podwójna r-a-n-d-k-aaa!-Cleo jak oszalała wpadła na łóżko i zaczęła po nim skakać.
-JAKA PODWÓJNA RANDKA?!-Byłam zszokowana, czemu mnie nie zapytała o zgodę!?
-Clawdmil był tak zadowolony, ty widać też. Pasujecie do siebie!-Mumia zaczęła udawać buziaczki nie przerywając skakania po biednym łożu.
-Weź. Będzie upor-nie! Nie bądź sfinks, będzie piramidalnie świetnie!
-Dobra, nie będę sfinks...-Burknęłam pakując piórnik.
-No,wreszcie!-Powiedziała i zeskoczyła z łóżka.
Ja w tym czasie spakowałam już cały plecak,a torba Cleo była zupełnie pusta.
Rozdział 13,który nie powinien się tutaj pojawić.
Rozdział 14 Wpadłaś upiorko po same bandaże!:
Rano wstałam jak zwykle wcześniej od Cleo. Wyciągnęłam jakieś fajne ciuchy,pomalowałam się na szybko i jeszcze w kapciach,dopijając moje kakao usiadłam na fotelu i włączyłam telewizję.
Złota ''plazma'' była tak wielka,że wolałam przestawić fotel trochę dalej by nie uszkodzić sobie wzroku.
Pierwszym kanałem jaki mi się włączył to były ,,Straszywiadomości ze świata i miasta''. Już chciałam przełączyć,ale koniec końców zaczęli mówić o Monster High. Zostawiłam i oglądałam dalej.
,,-A dziś udzielimy wywiadu z jedną z koleżanek ofiary''-Coo?! Jaka ofiara?! Nie wiedziałam co się w ogóle dzieje.
,,-Witaj Rochelle Goyle, mówisz,że widziałaś całe zdarzenie.''-Szybko pobiegłam do Cleo.
-CLEOOOOOO!!! Budź się! Wiadomości! Mówią o Monster High, Rochelle tam jest!-Zaczęłam szarpać mumię. Koniec,końców zaspana pobiegła do salonu razem ze mną.
-O,nie!-Powiedziała zasłaniając usta.
-Straszne! Znowu kogoś pewnie porwali! Było już tak spokojnie.
-Nie! Gorsze jest to,że to ze mną wywiadu nie zrobili!-Cleo usiadła na drugim fotelu.
-Cleooo. To poważna sytuacja! Oglądajmy dalej!
,,-Oui,z okna. Porwano już drugą moją straszyciółkę! Nie ma też i Venus! Robiła coś w kompostowniku za szkołą. Mamy na ten widok okna.
I po prostu krzaki ją glisser do siebie! Nie zdążyłam zejść i pomóc lub tym bardziej uratować.''
-Cudownie! Powtórka ze straszyrozrywki!-Powiedziała podirytowana Cleo.
-Tak właściwie... która godzina?-Zapytałam.
-Ty tylko o jednym! Ja się tu martwię... 7.55... ja się tu martwię,że Rochelle jest w telewizji,a ty...
-Chodź szybko! Mamy 5 minut,by się nie spóźnić!
Wybiegłam szybko z domu. Cleo widać nie przejmowała się zbytnio dobrą frekwencją. Zamknęła za mną drzwi i dalej się szykowała.
Gdy tylko trafiłam zdyszana na boisko parę sekund potem zabrzmiał dzwonek na gryzologię.
Uff! Udało się! Najgorsze było to,że sala od tego przedmiotu była na 3 piętrze. Na szczęście weszłam ze wszystkimi upiorami i nie musiałam się spieszyć za bardzo.
Jednak tak bardzo zmęczyłam się biegiem do szkoły,że było to dla mnie jak zdobycie Mount Strachverestu!
Usiadłam z ulgom na czerwonym krześle w klasie. Poluźniłam bandarze na nogach i odetchnęłam z ulgą.
Nauczyciela jeszcze nie było. Od 5 minut powinna trwać już lekcja. Patrzyłam się w wielkie fioletowe drzwi. Te od razu się otworzyły.
Oczywiście nie wszedł przez nie pan Wampicki,z którym mieliśmy zajęcia. Zamiast niego weszła w iście królewskim stylu Cleo.
Pozdrawiając wszystkich usiadła przy ławce obok mnie. Oczywiście przed oczami mignął mi flesz z aparatu Spectry.
Westchnęłam z politowaniem patrząc na kuzynkę.
-Ty naprawdę musisz robić takie ,,Wampihalo''?
-Nie ma ,,Halo'' nie ma mnie.-Mówiła kręcąc się na krześle.
-No taaa...-W tamtej chwili ktoś złapał mnie za ramię.
-Hej,Ally. Mogę tu usiąść?-Powiedział Tut wskazując na puste krzesło koło mnie.
-Jeśli jest wolne,to siadaj.-Przerzuciłam oczami i otworzyłam zeszyt wciąż zastanawiając się,gdzie jest nauczyciel.
Wtem,przez drzwi weszła Panna Sue Nami
-Witajcie niedorosłe istoty. Dziś w przerwie obiadowej pan Wampicki zniknął. Udajcie się teraz do upiotlicy.
-Widać porywacz nie próżnuje.-Rzuciła Operetta,wychodząc za mną.
Pomachałam głową twierdząco i wyszłam na korytarz.
Podłoga wydała się wtedy tak drażniąca. Znów nie mogę nic zrobić.
Patrzyłam się złowrogo na fioletowe kafelki. Inni jakoś źle nie odebrali tego,jednak dla mnie to była kolejna przegrana bitwa.
Wojny nie mogę przegrać!
Siedziałam z ponurą miną przy dużym stole. Cleo siedziała naprzeciwko mnie,a ja byłam otoczona z dwóch stron chłopakami.
Wszyscy pytali co mi jest,ale odpowiedź była tylko jedna. Wściekłe ,,Nic''.
W upiotlicy było przeraźliwie nudno. Clawdeen i Draculaura grały w jakąś grę planszową,Deuce i Clawd bawili się telefonami,Lagoona i Gil zabrali sobie karty do ,,Duchusia pana'',a ja zostałam zaproszona do ,,Gargulec do gargulca'' w mini edycji,którą Cleo ma zawsze w torebce.
Odmówiłam,ale widząc,że ma kartkę i ołówek do zapisywania punktów,zapytałam czy mogę pożyczyć.
Otrzymałam zgodnie z prośbą pozłacany,mały notatnik i różowy ołówek.
Zaczęłam bazgrać coś na kartce. Nawet nie wiedziałam co. Czułam oddech Tut'a na moich plecach. Ten cały czas wpatrywał się co robię.
-Wow! Super! Narysowałaś nasze straszyceum.-Powiedział podekscytowany upiór.
-Dzięki. W sumie jak mi się nudzi zawsze biorę kartkę i coś szkicuję.
-A ja mogę?-Zapytał wyciągając rękę Clawdmil,siedzący po mojej lewej stronie.
Podałam mu zeszycik i wyjęłam trumnofon. Patrzyłam się w moją tapetę z krwawym napisem ,,Paws Up!'' i przeglądałam kontakty.
W tamtej chwili Troy wyszedł do toalety,Clawd wyjmował po kryjomu kanapki,a Rochelle wysłano do kantorka na 1 piętrze po kredę.
Wilkołak,siedzący obok mnie był zagłębiony w rysowaniu.
Siedziałam tak dłuższą chwilkę,aż tu nagle opierając się o ławkę,za wibrowała moja iTrumna!
-No,nie... To znowu ten numer.-Oddaliłam się do jednego z rogów pomieszczenia.
-Halo?! Czego ty ode mnie chcesz i czemu dzwonisz akurat do mnie!?
-Mam wobec ciebie inne plany...-Odezwał się jakiś głos.
Wtem otworzyły się wszystkie okna. Kartki poszybowały pod sam sufit,a ławki poprzewracały się na biednych uczniów.
Złapałam się odruchowo wielkiej i ciężkiej biblioteczki. Moje nogi fruwały w powietrzu. Przez okno wyleciała przerażona Meowlody,za nią poleciała Purrsephone z zamiarem ratowania siostry. Potem puściłam się ja,z braku sił. Uderzyłam z wielkim hukiem o okno,które zamknęło się tuż przed moim wyleceniem.
Leżałam tak nie mogąc się ruszać. Wokół mnie były krzyki,płacze,prawdziwy chaos.
Ocknęłam się po jakimś czasie. Byłam cała obolała,jednak poza zadrapaniami i zapewne wielkim siniakiem na biodrze nic mi się nie stało.
Gorzej zniosła ten atak Toralei. Straciła obie przyjaciółki. Było mi jej szkoda. Wybiegła z sali prosto do łazienki.
Otrzepałam się i pobiegłam za nią.
Wchodząc do toalety usłyszałam jej płacz.
Siedziała na różowej podłodze i schowała twarz w dłoniach.
-Torr, spokojnie będzie dobrze. Wrócą.-Położyłam jej rękę na ramieniu i usiadłam koło niej.
-Nie będzie dobrze! Nie będzie!-Powiedziała i wybuchła jeszcze większym i głośniejszym płaczem.
-Chodź do klasy,nie możesz być tu sama.-Wstałam i wyciągnęłam rękę by ona również to zrobiła.
Kotołaczka również była cała poobijana. Miała poszarpane ciuchy oraz siniak na policzku
-Nie, nie mogę tam pójść. Nie mogą mnie zobaczyć w takim stanie! Poza tym - czemu mi pomagasz!?
-Bo to moja sprawa,walczę o przyjaciół.
-A ja straciłam wszystkich!-Powiedziała przecierając oko.
-Masz jeszcze mnie.-Uśmiechnęłam się do niej i przytuliłam. Nigdy nie widziałam ją w takiej sytuacji.
Przed salą powiedziała bym weszła pierwsza rozluźniając uścisk.
-Dobrze. Jednak nie powinnaś wstydzić się łez. Każdy płacze.
Otworzyłam drzwi. Parę minut po mnie weszła Toralei. Niczym nic by się nie stało. Podeszła do mnie,gdy pomagałam upiorom wydostawać się z pod mebli i przekazała małą karteczkę.
Odwinęłam ją. Był tam napis ,,Dziękuję'' z dorysowaną kocią mordką. Odwróciłam się i uśmiechnęłam. Kartkę schowałam do plecaka.
Dopiero po wyciągnięciu ostatnich pokrzywdzonych zabrzmiał dzwonek. Wszyscy woleli zostać w upiotlicy.
Wraz z dzwonkiem przyszła Rochelle. Patrzyła się na wszystkich jakoś tak dziwnie. Jednocześnie ze złością,ale też i strachem.
Odłożyła kredę i wyszła. Minęła się w drzwiach z Troy'em.
-Co się stało?! Słyszałem krzyki!
-Zabrano nam aż 2 upiorki.-Powiedziała Draculaura.
-Kurcze, mogłem pomóc. Ehh... przepraszam,ale bałem się wyjść.-Chłopak spojrzał się smętnie na krzesła i stoły poprzewracane po całym pomieszczeniu.
W tej chwili nie opłacało się być mumią. Wszyscy potrzebowali bandaży.
Ja,Cleo i Tut sprawdzaliśmy torby w poszukiwaniach jakichkolwiek opatrunków. W tamtej chwili weszła Pani Krewnicka.
-Dzieci, nic wam się nie stało?!?! Ktoś musi udać się ze mną po dodatkowe bandaże. Mumie,zajmiecie się opatrzeniem rannych?-Oderwała głowę i przeniosła ją po całej upiotlicy.
-Oczywiście.
-Dobrze. Wampiry pójdą ze mną. Dziś nie możecie mieć lekcji. Odwołuję je.Zadzwonię też do straszpitala, niech przyślą tu kogoś.-Poszła zabierając ze sobą niektórych uczniów. Rzuciła pod nosem wychodząc,że dobrze,że to piątek.
Trochę czasu później przyjechała karetka. Zabrała Frankie,Operettę,Gila i wtuloną w swojego chłopaka Lagoonę.
Wszyscy mniej ranni poszli do domów.
Rozdział 15 Koszmarna pomyłka:
Następnego dna po tym zamieszaniu obudziłam się z okropnym bólem. O dziwo nie było żadnego siniaka.
Chwyciłam rzeczy przygotowane przeze mnie poprzedniego dnia,które leżały na krześle i w pół przytomna podeszłam do lustra w łazience.
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!-Krzyknęłam widząc swoje odbicie.
-Widzę,że odkryłaś już moją ''niespodziankę'',haha.-Zaśmiała się Cleo.
-Przyznaj się! Przefarbowałaś mi włosy jak spałam! Jak mogłaś! Grrrr.-Byłam wściekła. Gdy spałam ta mumia przefarbowała mi włosy na czarno, podoczepiała złote pasemka,umalowała i podrzuciła mi ubrania takie jak ma ona. Wyglądałam zupełnie jak ona! Gdyby mie diamencik i kolor oczu,byłabym jak jej bliźniaczka.
-To się zmyje?!-Patrzyłam ze smutkiem na moje włosy. Mój rudo-brązowy kolor pokryła czerń.
-Tak,tak. To jednodniowa farba. Utrzyma się do jutra,hihi.
-Czemu mi to zrobiłaś?!-Krzyknęłam z wściekłością.
-Dziś zapomniałaś,że mamy podwójną randkę? Proszę cię... mam opinię najładniejszej upioryny w całej szkole. Będziesz wyglądać jak ja = upiory padną!- Cleo wyciągnęła swój podręczny pilniczek z kosmetyczki na półce i zaczęła piłować paznokcie.
-Nie jestem do tego przekonana.-Powiedziałam spoglądając na ciuchy jakie założyłam.
-Mumiopesymistka!-Krzyknęła wychodząc do salonu.
Mówi się trudno. Jakoś pójdę tak. Moja kuzynka w końcu ubiera się całkiem dobrze,szkoda mi tylko tych włosów! Nigdy nie lubiłam pasemek,a czarne włosy zawsze chciałam mieć,jednak gdy je dostałam pomyślałam ,,Co to ma być?!''.
Po przechadzałam się jeszcze po holu i usiadłam nad ''domowym Nilem''. Rzeczka płynęła przez cały korytarz. Pomachałam ręką,dotykając taflę wody. Była chłodna,ale przyjemna. Odkryłam też,że Cleo pomalowała mi podstępem paznokcie.
Wpatrzona w pływające na ''Nilu'' kwiaty rozmyślałam. Właściwie o niczym - o ''sensie istnienia'',hah. Nie byłam ,,typową'' dziewczyną,którą tylko ciuchy,kosmetyki i ploteczki obchodzą.
Lubiłam to,ale potrafiłam się skupić też na innych rzeczach. Po około trzech,dobrych godzinach rozmyślania poszłam do kuchni.
Nie było tam służących,którzy zwykle krzątali się tam.
-Cleo,gdzie są wszyscy?
-Powiedziałam,że mają wolne. Nie będą nam przeszkadzać.-Krzyknęła z salonu.
Cóż. Nawet dobrze. Umiem przecież zrobić sama sobie jedzenie.
Otworzyłam drzwiczki do lodówki w kształcie sarkofagu. Ku mojemu zdziwieniu jedzenie było już gotowe. Było tylko trzeba je wyciągnąć i odpakować.
Ja jednak nie poszłam na łatwiznę i zrobiłam kanapki dla mnie oraz trochę więcej,jakby kuzynka też chciała.
Weszłam do salonu stukając czarnymi koturnami,jakie zwykle nosi Cleo.
-Chcesz jakąś kanapkę?
-Co?
-Kanapkę. Nie wiesz co to?
-Wiem,ale nie jadłam. Tutaj je się co innego. Ty to zrobiłaś?
-Tak. Dziwne,że nigdy nie miałaś kanapki w ustach. Trzymaj. -Podałam jej najzwyklejszą kanapkę z pomidorem i straszyserem. Ta,oglądała ją ze wszystkich stron jakby była z kosmosu. Wyglądało to strasznie komicznie. Gdy tylko ugryzła kawałek,poprosiła o przepis.
-Cleo! To nie jest ż-a-d-n-e wymyślne danie. Wystarczy mieć chleb,masło,pokrojony pomidor i plasterek sera. Wielka filozofia?
-No,nie,ale... ja nigdy nie robiłam sobie sama jedzenia. Zwykle zostawiano mi lub robiono za mnie.
-Ehhh... następnym razem ci pokażę. Co oglądasz? -Popatrzyłam na telewizor.
-American Next Top Monster. Nie wierzę,że odpadła Scarietta! Myślałam,że dostanie się do finału!
Usiadłam na sofie i oglądałam z nią. Oczywiście żadnego uczestnika nie znałam,ale program nie był taki najgorszy.
Tak na moim leniuchowaniu minął mi dzień. Była już około 17.00,gdy zapytałam,kiedy przyjdą chłopcy.
-Deuce i Clawdmil będą o 17.30.
-Aaaa. Która właściwie godzina?
-Spokojnie, będą tu dopiero za 10 minut. Dokładnie jest 17.17.-Powiedziała wskazując mi na czarny zegarek wiszący za nami.
-Nie wychodź tylko na dwór! Leje. Rozpłynie ci się farba.-Ostrzegała mnie Cleo.
Ja jeszcze wtedy poszłam na korytarz. Stałam tak i patrzyłam się w piękny kolor wody.
Gdzieś w między czasie przewinęła się Cleo otwierając zamek,by później się nie fatygować.
Nawet nie zauważyłam kiedy to zrobiła.
Parę minut później rozległo się pukanie.
-Wejść!-Krzyknęła Cleo z salonu.
Nie widziałam kto wchodzi. Do reszty zahipnotyzował mnie ,,Nil''.
Chłopak zakradł się od tyłu,zasłonił mi oczy i mocno pocałował.
Pocałunek trwał trochę czasu,aż przerwał go krzyk Cleo.
-O MÓJ RA! CO TU SIĘ DIEJĘ!
Nie widziałam nic zdrożnego,że Clawdmil mnie pocałował,przecież nigdy się ''nie cackał''. Otworzyłam oczy.
-DEUCE?!?!-Byłam zszokowana! Pomylił nas!
-Aleksa?!-Upiór widać spodziewał się mojej kuzynki, to było straszne!
Cleo wypchnęła nas na zewnątrz. Za drzwiami słychać było jej płacz i ześlizgiwanie się z drzwi na podłogę.
Stałam tak wpatrując się w Deuce'a.
-Ja... przepraszam.-Powiedział widząc,że zaczynają po moich policzkach spływać łzy.
Uciekłam.
Zerwałam się szybko z progu domu. Nie chciałam się oglądać za siebie. Clawdmil mnie znienawidzi,że całowałam się z jego najlepszym kumplem,a Cleo mnie chyba zatłucze i rozpowie o mnie złośliwe plotki.Jestem skończona. W sumie, była to jej wina,ale na tyle ją znałam...
Biegłam przed siebie w deszczu. Gdy tylko przekroczyłam tablicę z napisem ,,Witamy w Salem!'',usiadłam na krawężniku. Za mną był wielki spad.
Myślałam sobie,co teraz zrobić. Siedziałam i płakałam. Nie, nie ze smutku, z bezsilności i poczucia winy.
Makijaż i farba ciekły ze mnie niczym rzeka. Była gdzieś 21.00,gdy ze zmęczenia zasnęłam. Sturlałam się po ostrym zboczu jaki był za mną.
Widocznie nie czułam teraz większego bólu niż to,że straciłam wszystkich.
Obudziło mnie białe,miękkie futerko tulące się do mojej twarzy.
Leżałam pod drzewem, uchyliłam tylko jedno,zmęczone oko. Moim oczom ukazał się mały,biały kotek.
Pewnie zabrałam mu swoją osobą schronienie przed deszczem. Kot o niebieskich oczach jednak nie był z tego powodu zły.
Wtulił się do mnie i zasnął. Płacząc,trzymałam białą kulkę koło siebie.
W krótkim czasie, ja ponownie zasnęłam.
Kolejny raz obudziło mnie wściekłe prychanie,warczenie i odgłosy niezadowolonego kota.
Otworzyłam szybko oczy i ostatkiem sił podniosłam się,by choćby usiąść. Trochę się potłukłam.
-Wypad sierściuchu!-Usłyszałam głos Clawdmila.
-Clawdmil!-Krzyknęłam.
-Ten biały pechowiec siedział koło ciebie.
-Zostaw go. On jedyny mi został.-Powiedziałam wołając kota do siebie.
-Jak to? Wszyscy cię szukamy!
-Niemożliwe. Pewnie tylko tak gadasz. Cleo ci nic ni mówiła? Nie jesteś zły?
-Nie,ale wiec,że ja ci wszystko wybaczę,a teraz chodź. Wyglądasz jak 13 nieszczęść w piątek trzynastego.-Powiedział śmiejąc się.
Bałam się,że mnie znienawidzi. Stanęłam na jednej nodze. Drugą się przewróciłam i jeszcze bardziej ubrudziłam strój.
Wilkołak podszedł do mnie bliżej i wsadził komórkę,która służyła mu za latarkę do kieszeni tak, by wystawała.
Rozdział 16 Potworek ci wszystko wybaczy:
Kazał schwycić mi się za jego kark i podniósł mnie.
-Ehh... Ally. Ty to się lubisz chyba jak ktoś cię nosi, to już nie pierwszy raz, haha.-Clawdmil uśmiechnął się serdecznie i próbował jakoś poprawić mi humor.
-Gdzie ty mnie niesiesz?!-Zorientowałam się,że jesteśmy niezbyt daleko domu Cleo. Zaczęłam ''fikać'' nogami i się wyrywać.
-Nie panikuj. Jeśli chcesz, możesz spać u mnie. Mój dom jest zaraz za ul.Straszaka. Pod jednym warunkiem. Powiesz mi co się stało.
-Co?! Nie! Ty mnie znielubisz. Poza tym, jeszcze coś sobie zrobisz niosąc mnie tak daleko. Trochę drogi jest.
-To do Clawdeen lub Draculaury.
-A to już mnie nieś.-Odparłam zrezygnowana.
-O co tak naprawdę poszło,że aż nawet do nich nie chcesz pójść?-Spytał zdziwiony.
Powiedziałam,że to poważna sprawa i powiem mu. Kiedy to już nic nie wspominałam.
Parę ulic dalej dojrzałam dom wilkołaka.
-Zwykle śpię u kuzynostwa. Rodzice wyjechali na 2 tygodnie do Upioryża na drugi miesiąc straszowy,a ja jak typowy pies - wolę towarzystwo.
Był problem z drzwiami. W końcu nie oczekuję od chłopaka,że będzie miał mnie na rękach i do tego szukać kluczy.
Spytał się czy mógłby mnie odłożyć. Oczywiście się zgodziłam. Miał mięciutką wycieraczkę w zielonym kolorze,choć... w takich ciemnościach jak wtedy ciężko było wywnioskować,że to był akurat ten kolor.
Gdy upiór uporał się z zamkiem wniósł mnie na górę i położył na łóżku gościnnym. Musiał mieć świetną kondycje.
Co prawda składam się w 70% z bandaży jednak coś tam ważę,a kawałek do jego domu było.
-Dać ci coś do opatrzenia nogi? Wiem,że jesteś lepsza w pierwszej pomocy. Ja mam do tego dwie lewe łapy.
-Tak, jakieś bandaże. Nic więcej. Trochę się poobijałam. Chyba naprawdę nic nie czułam,kiedy spadłam z tej górki.W poniedziałek już chyba będę mogła chodzić w miarę normalnie,a może i wcześniej.
Chłopak jednym susem dał mi to co potrzebne. Po zadbaniu o moje uszkodzenie dał mi jakiś podnóżek.
Gdyby tak się przyjrzeć - miał bardzo duży dom. 2 piętrowy,niewielki,jednak miał dużo pokoi.
-Już wszystko dobrze? Okey. Teraz powiedz mi,co się tam wydarzyło.
-Ehhh... to wszystko jedna wielka pomyłka!- Gdy doszłam już do końca tego zdarzenia po policzkach poleciało mi kilka łez.
Mój niebieski diamencik zmienił kolor na fioletowy. Doszłam do wniosku,że zmienia się kiedy ja tego chcę oraz pod wpływem płaczu. Dobrze wiedzieć.
Clawdmil przytulił mnie mocno mówiąc ,,wszystko będzie dobrze''. Równy z niego wilkołak! Całowałam się z jego najlepszym kumplem,a on mimo wszystko puścił to w niepamięć.
Rozdział 17 Kici,kici biała kuleczko!:
On również usiadł koło mnie na kanapie. Zaczęła się miła rozmowa.
Leżąc na jego ramieniu usłyszałam drapanie w okno.
To chyba ten biały kot! Momentalnie zwróciłam się w kierunku,z którego dobiegały odgłosy.
Poprosiłam chłopaka o otwarcie okna na oścież.
Miałam racje. Biała kulka futra o niebieskich oczach szybko wskoczyła do pokoju i usiadła na środku mierząc nas wzrokiem.
-A to mały szpieg!-Wykrzyknął Clawdmil widząc kota.
-Widać nas polubił. Czy może tu zostać?
-Jeśli tylko chcesz.-Chłopak wziął kota na swoje kolana i pogłaskał po głowie. Ja podrapałam przybłędę za uszami.
-Chyba nazwę ją Nilla. Zdaje się,że cały Nil mieści się w jej ślicznych,niebieskich oczach. Myślałam,że wilkołaki nie lubią kotów.
-Jeśli Nilla jest spoko to czemu miałbym mieć coś do niej. Kudłacz jak kudłacz. Martwi mnie to,że jest biały - przyniesie ci pecha!
-Przesądniku ty!-Zaśmiałam się i wsłuchałam w mruczenie mojego nowego zwierzaka.
Trochę posiedzieliśmy,ponowiliśmy rozmowę,aż w końcu zasnęłam.
W pół przytomna widziałam jak chłopak cicho schodzi po schodach na hol,na który miałam widok.
Przykryłam się bardziej i spałam dalej.
Było bardzo późno,kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Zmęczona otworzyłam jedno oko,by zobaczyć kto to.
Clawdmil zbliżył się do drzwi i przekręcił klamkę,by przyjąć gościa.
Przez zielonkawe wrota wszedł Troy.
-Ty, nigdzie jej nie ma. Przeszukałem całe Salem. Wkradłem się też do naszej szkoły i też nic.
-Idź spać. Może się znajdzie.
Kot zeskoczył ze mnie i z miauknięciem skoczył na dół.
-Hej! A co ten sierściuch tutaj robi?!-Zapytał z podirytowaniem wampir.
-Żaden sierściuch!-Krzyknęłam schodząc po schodach trochę kulejąc.
-Ty kłamco!-Troy krzyknął w stronę Clawdmila.
-Co tu się dzieje? Kto i czemu kłamie?!-Zdezorientowana usiadłam na najniższym schodku.
-Ten wilkołak. Mówił,że nigdzie cię nie znalazł,a ja jak głupi szukałem ciebie po całym mieście!-Wampir wskazał na Clawdmila.
Tak jak myślałam. Więcej osób zauważyło moje zniknięcie. Źle,że Claw okłamał Troy'a,ale cóż.
-Dobra, Troy chyba musi już iść.-Powiedział i otworzył drzwi.
-Jeszcze się policzymy...-Odparł złowrogo wychodząc.
Przez chwilę patrzyliśmy się na siebie,aż kot nie przeparadował dumnie między nami.
-Przepraszam. Nie wiedziałam o niczym, poszłam tylko po Nillę.
-Ehh, trudno. Wiedziałem,że ten kot przyniesie mi pecha.
-No proszę cię! Co ci zrobi Troy!? Jesteście przecież przyjaciółmi!
-Już nie.
-Jak to?-Byłam zdziwiona. To prawda, Troy zmienił się. Nie jest już tym nieśmiałym słodziakiem, umiał pogrozić ,,pazurem'',ale czy to możliwe,że się pokłócili? Znali się przecież od małego.
-Po prostu. Zrobił się wredny.
-Nie kłam, wiem o kogo chodzi.
-Taaa... ty. Przedrapałaś mnie na wylot.
-Wiesz, nie powinniście poświęcać przyjaźni dla dziewczyny.
-To nawet nie chodzi tylko,że ty też mu się podobasz. Coś mi w nim nie pasuje. Przecież on miesiąc temu nawet zdania wydukać nie umiał,bo był taki nieśmiały,a teraz? Groził mi! Jestem zdziwiony!
-Eh, dobra. Nie obgadujmy go.-Zaproponowałam pójście spać. Byłam zmęczona,a godzina na zegarze jeszcze bardziej sugerowała,by iść się wyspać. Po Clawdmilu też było widać zmęczenie.
Poszedł spać do pokoju obok, a ja przytuliłam kota i jakoś ponowiłam sen.
Rozdział 18 Mraśny ratunek:
Obudziło mnie pukanie w okno, wstałam by zobaczyć co to było.
Uchyliłam je i rozejrzałam się. Przed twarzą wyskoczyła mi mrucząca Toralei.
-Ktoś tu ma kooocie towarzystwo ,,Śpiąca Królewno''.-Powiedziała liżąc jedną z łap.
-Chodzi o ciebie,czy o Nillę?
-Jeszcze lepiej! Chodziło o mnie,ale cóż... cieszę się,że lubisz koty.-Wskoczyła do pokoju jednym susem. Gdy tylko usłyszałam chrapanie Clawdmila z pokoju obok,próbowałam przekonać kotołaczkę,że to nie jest najlepsze miejsce na rozmowę.
-Słuchaj, ty pomogłaś mi, teraz ten kot chce się odwdzięczyć. Nie ukrywaj,że teraz masz pod górkę.
-Dobra, zabiorę tylko torebkę...
-I kota.
-I kota.-Przytaknęłam.
Podałam Nillę Toralei i wyszłam przez okno razem z nimi. Zostawiłam mały liścik Clawdmilowi z podziękowaniami.
-Idziemy do mnie, pożyczę ci jakieś ciuchy z pazurem!-Powiedziała i pomogła mi zejść z drzewa.
Posłusznie poszłam za kocicą,jednak prosiłam o jakieś boczne uliczki. Nie chciałam paradować w moim zniszczonym stroju na ulicy.
Dom kotołaczki był dość daleko,choć może wydawało mi się to przez moją nogę,jednak opuchlizna nie męczyła mnie już tak bardzo jak wczoraj i mogłam powoli iść.
Pomarańczowy domek na końcu alejki był bardzo drobny,lecz uroczy.
-Catrine jest na bazarze, sprzedaje jeszcze swoje obrazy.
-Mieszkasz z nią?
-Tak, mnie nie stać było na mały domek,a my-kotołaki musimy się wspierać. W zamian uczę ją straszypolskiego.
Nie znałam Toralei od tej strony. Zawsze myślałam,że jest zarozumiała,wredna i podstępna, jednak okazało się,że było inaczej.
Przekręciła klucz i weszliśmy do środka. Domek zawierał 3 pokoje, wliczając łazienkę i kuchnię. Dziewczyny musiały spać razem.
Na fioletowych ścianach były porozwieszane tabliczki wymowy literek i jakieś zdania. Zapewne należały do Catrine.
-Nie widziałam Catrine w straszyceum, nie chodzi tam?
-Jeszcze nie. Od września. Nie umie jeszcze języka,a ja nie chcę ją dopuszczać do tej Rochelle.-Kotołaczka skrzywiła się na myśl o gargulicy, chyba nie pałała do niej sympatią.
Rozdział 19 Importowany kotek:
Trochę czasu później szukałyśmy razem odpowiednich ciuchów dla mnie.
Toralei podała mi swoją czarną mini i buty Catrine, do tego z malutkiej apteczki wyjęła bandaże i krepą zafarbowała je na fioletowy kolor,który był podobny do odcienia w którym były buty.
-Fioletka się nie pogniewa.
-Fioletka?
-E,ksywa Catrine, cały czas obsesyjnie chodzi w tym kolorze,mrał.
Wyglądałam zabójczo! Kocica jednak znała się na rzeczy. Świetny pomysł z zafarbowaniem bandaży!
Gdy tylko skończyłam owijać jedną z rąk,rozległ się dzwonek do drzwi.
Poszłam otworzyć,za mną poleciała też Nilla i Toralei.
Toralei szybciej ode mnie złapała za klamkę.
-Catrine! Mamy gościa,futrzaku więc gazu na górę odłożyć pozostałe obrazy i zabrać ogon do salonu.
-Dobrze.-Odparła z mocno francuskim akcentem.
Po tym jak druga kotołaczka przyszła do salonu zapytała zacinając się jak mam na imię.
-Aleksa.
-Pienknie,ja Catrine.-Przedstawiła się mocno kalecząc język.
-Ty rozumiesz wszystko,czy nie bardzo?
-Rozumiem,ale problem mi mówić.Odmiany jest trudne.
-Torrka mówiła,że będziesz we wrześniu w Monster High,poradzisz sobie,prawda?-Spytałam uśmiechając się.
-Tak.Ona mnie nauczyła.-Powiedziała wskazując na Toralei.
-Mrał,dosyć tych pogaduszek. Ally,wiesz co z ... no wiesz kim?-Przerwała nam kotołaczka.
-Meowlody i Purrsephone? Nie wiem jeszcze. Jeśli chcecie,przejdziemy się do szkoły. Spectra powinna tam jeszcze być.
-To na co czekamy!?
Toralei szybko zamknęła z trzaskiem drzwi. Wzięłam mojego zwierzaka na ręce i tak sobie szłyśmy.
Słyszałam jak biała kotka mruczy i wtula się we mnie.
-Kot miły. Śliczna sierszć. Od kiedy masz?-Catrine pogłaskała Nillę po głowie.
-Od... zeszłej nocy.
-Kot wybrał ty,czy ty kota?
-Chyba kot mnie.-Odpowiedziałam śmiejąc się.
Byłyśmy już koło szkoły gdy zza rogu wyłoniła się Clawdeen. Catrine nie zauważyła jej i wpadły na siebie.
-Uważaj jak chodzisz!.. Catrine?-Wilkołaczka zaskoczona była obecnością paryżanki.
-Psze-prarzam.-Wyjąkała.
-A co WY tu robicie?-Clawdeen rozejrzała się.
-Aleksa,wszyscy cię szukali,a tu tu sobie pogaduszki z Toralei urządzasz?!
-Em,myślałam,że już wy nie chcecie się ze mną przyjaźnić.
-A to niby czemu?-Spytała Deen z niedowierzaniem.
-Nie ważne. Idziemy do szkoły.-Przerwała tutejsza kotołaczka.
-Zamknięta.
-My do Spectry.-Sprostowałam.
-To ja też pójdę. Przekręcę tylko Cleo,że cię znala...
-NIE! Proszę,nie rób tego!-Krzyknęłam z przerażeniem i szybko zabrałam jej iTrumne. Przez chwilę próbowała mi go zabrać jednak nie udawało jej się,byłam od niej wyższa i... nie sięgała.
Zrezygnowana Clawdeen poszła z nami,co prawda parę razy nalegała bym oddała jej telefon,jednak byłam nie ugięta.
Gdy tylko znalazłyśmy się pod bramą straszyceum Catrine bezsilnie złapała jedną z krat bramy.
Zaczęłyśmy krzyczeć imię duszycy, po około trzecim nawoływaniu usłyszała nas i przeleciała przez kraty.
-Co jest? Zajęta jestem.
-Jak tam sprawa zaginięć?-Zapytałam.
-Nie tutaj. Chodźmy do środka. Pani Krewnickiej i tak nie ma.
Otworzyła nam bramę,mówiąc,że jest w stacji radiowej. Tam na nas będzie czekać.
Oczywiście ja z całej gromadki biegłam po schodach najwolniej,nie mam szans z szybkimi kotołaczkami i wilkołaczką,a tym bardziej z duchem.
-All! Co tak wolno? Szybciej,szybciej,szybciej!-Poganiała mnie Toralei,nawołując jak jakiś trener na zawodach.
Gdy wreszcie dotarłyśmy do dawnego miejsca przebywania Amory,zrobiło mi się smutno. Przypomniałam sobie wtedy tą akcję.
Rozglądając się,zauważyłam,że to miejsce nie przypomina już dawnej radiostacji. Wszędzie było pełno dokumentów,porozwalanych kartek,połamanych ołówków i kredek oraz pełno walających się po podłodze,zużytych długopisów. Gdyby to zwykle porządnicka C.A. widziała,na 100% wpadła by w szał.
Za jej czasów tu było bardzo czysto,Spectra urządziła tutaj pobojowisko.
-Potrzebne ci aż tyle dokumentów? Poza tym,po co masz tu zużyte długopisy.-Zwróciłam uwagę podnosząc jeden z nich.
-Nie mam czasu na sprzątanie. Mam już paru podejrzanych,ewentualnie porywacz nie pracuje sam.-Podała nam stos teczek,pod których ciężarem Clawdeen aż się ugięła.
Rozdział 20 Wszystkim nie wolno ufać!?:
Deen odłożyła na ziemię całą górę kartek.
Jak wściekła dorwała się do nich Toralei.
-Spectra! Jesteś nie użytym duchem! Tu są wszyscy uczniowie Straszyceum! Nawet ja!
-Bo nikomu nie wolno ufać.-Kiedy duszyca wypowiedziała te słowa,wszystkie upiorki z politowaniem spojrzały się na nią.
-Ja to szybciej załatwię!-Krzyknęła Torrka i zaczęła grzebać w dokumentach.
-Mnie na pewno wykluczamy,Deen,Amorę,bliźniaczki,Robbecę,Venus...Rochelle!
-No,tak! To może być ona! Jak była ta wichura w klasie,ona poszła po kredę!-Podsumowała Clawdeen.
-I to ona była w telefisosze jak zniknięto Venus.-Dodała Catrine.
Wpadłam na pomysł,żeby się udać się z wizytą do niej.
Pożegnałyśmy się szybko ze Spectrą i poszłyśmy do dormitorium.
-Już ja jej pokażę! Wyrwę jej te kamienne skrzydełka! Grr!- Kotołaczka już podwinęła rękawy w geście przygotowania do walki.
Catrine cały czas stała z boku próbując ogarnąć całą sytuacje. Clawdeen i ja natomiast,szłyśmy niewzruszone,choć widać było troszeczkę po Deen,że też jest zła.
Zapukałyśmy do drzwi. Uchyliła je niepewnie Rochelle.
-Możemy pogadać?-Zaproponowała wilkołaczka opierając się o ścianę.
-Non.-Odparła i zamknęła szybko drzwi.
-O nie! Tak się nie bawimy! Otwieraj,albo wyważę te drzwi!-Powiedziała mocno wkurzona Toralei.
-Eh bien,co chcecie wiedzieć?-Uchyliła ponownie drzwi.
-Czemu się tak zachowujesz?! Coś ukrywasz!-Wybuchła w końcu,do tej pory spokojna Clawdeen.
-Bo,ja...regrette,nie mogę powiedzieć.-Powiedziała smutno wpuszczając nas do pokoju.
Moje wyczulone na zapachy towarzyszki zaczęły wąchać cały pokój.
-Gdzie je schowałaś?!-Rzuciła z wściekłością Toralei. Biedna Catrine zrezygnowała z poszukiwań i stanęła skołowana koło mnie.
-Je ne sais pas. Bon, je sais, mais ce n'est pas moi.
-Nic nie rozumiem.-Rozłożyła bezradnie ręce Toralei.
-Ale ja wiem,Rochelle mówić,że nie on to zrobiła.
-Ona,jestem dziewczyną.-Burknęła Rochelle.
-Psze-raszam,ona nie zrobiła złego nic.-Poprawiła się paryżanka.
-Mów po straszypolsku!-Wrzasnęła Clawdeen.
-J'ai encore une belle vie, je n'ai pas le droit de dire quoi que ce soit.-Powiedziała i spojrzała smutno na podłogę.
-Ktoś ci groszi?-Spytała poruszona Fioletka.
-Cette personne ne sait pas parler français. Dites aux gens ce qui se passe, mais a la maison.
-Dobsze.-Odpowiedziała i zwróciła się do nas.
-Muszimy iść do domu. Powiem wam coś.-Złapała mnie i Clawdeen za ręce i poprowadziła ku wyjściu, Toralei rzuciła tylko mrożące krew w żyłach spojrzenie na Rochelle i poszła za nami.
-Fioletka,zwolnij! Co ci powiedziała?-Zawołała Toralei próbując nas dogonić. Catrine nadawała mordercze tępo.
-W domu powiem. Do domu,nie gadać,szypko!-Zawołała w odpowiedzi.
Gdy dotarłyśmy już do domu kotołaczek,Catrine nerwowo otworzyła drzwi.
-Okej,moge powiedzieć! Ktoś ją pilnuje.
-Ale po co ten francuski?-Zapytałam.
-Tan ktoś nie znać francuski. Powiecziała,sze ona wie co sie dzieje. Ktoś groźny jest i wie kto to.-Powiedziała niezrozumiale kotołaczka.
-A powiedziała kto!?-Nerwowo potrząsnęła Toralei ręką paryżanki.
-Nie,nie wolno jej.
-To chyba nie ona. Widać,że się bała i była smutna.-Podsumowałam sprawę.
Clawdeen zrobiła listę wszystkich mieszkańców miasta,skreśliła Rochelle i wszystkich,którzy uczyli się pilnie francuskiego na lekcji.
-Ile osób zostało?
-Dużo.-Pokazała wilkołaczka dużą i długą kartkę. Zwinęła ją i położyła na blacie kuchennym.
Rozdział 21 Nie gadała,nie wiedziała:
-To może teraz powiesz mi,czemu pół miasta mnie szuka?-Powiedziałam do Clawdeen zabierając kartkę z blatu.
-Clawdmil zrobił alarm. Ponoć coś ci nie poszło z Cleo.
-Uhh...więcej niż nie poszło.
-Aż tak źle?
-Aż tak źle.-Odparłam bawiąc się zwiniętą listą.
Deen zapewniała mnie,że nikomu nie wygada,jednak nie chciałam jej powiedzieć co zaszło.
-Może się pogodzicie?
-Nie wybaczy mi.
-Wybaczy.-Uśmiechnęła się wilkołaczka.
-Nie.
Clawdeen widziała,że raczej mnie nie przekona. Zaproponowała mi pójście do Frankie, ponoć dopiero co wypuścili ją ze szpitala po tym ostatnim ataku.
Opuściłam dom kotołaczek,ale zostawiłam u nich listę. W razie co,Catrine i Toralei mają mój numer.
To całe chodzenie po domach wkurzało mnie. Jakbym nie miała swojego... no tak...
Nilla chyba wyczuwała moją złość i została w domu kotołaczek.
Gdy dotarłyśmy na miejsce zadzwoniłyśmy na domofon. Odebrał tata Frankie.
-Kto tam?
-Clawdeen i Aleksa,koleżanki Frankie.
Otworzono nam furtkę. Powoli weszłyśmy do środka. Mama Frankie wskazała nam drogę do jej pokoju.
Clawdeen i tak wiedziała gdzie,co jest,w przeciwieństwie do mnie - wiele razy tam była.
-Cześć Frankie! Przyszłyśmy. Jak się czujesz?-Przywitałam się.
Wnuczka Frankensteina wyglądała dobrze,co prawda nie miała jednej z dłoni,jednak była cały czas uśmiechnięta.
-Dobrze,tata przyszyje mi jutro rękę. Dziwnie jej nie mieć na dłuższy czas,heh. Siadajcie! Nie stójcie w drzwiach! Deen,gdzie masz Draculaurę?-Frankie była jak zawsze pozytywnie naładowana, mówiła tak szybko,że aż śruby jej się obluzowały. Dziewczyna przykręciła je jak gdyby nigdy nic.
-No właśnie! Zapomniałam do niej zadzwonić! Przekręcę też do Lagoony,Operetty...-Clawdeen popędziła szybko za drzwi i zaczęła rozmowę.
Ja usiadłam na różowym dywanie. Frankie trochę czasu wpatrywała się we mnie,aż w końcu przemówiła.
-Wiem wszystko.
-Co?! Cleo ci powiedziała?!
-Co? Nie,Cleo nie gadała o tym nikomu. Deuce mi powiedział.
-Pfff,ma się czym chwalić.-Burknęłam.
-Próbuje jakoś przekonać Cleo,wszędzie cię szuka.-Odpowiedziała zatroskana upiorka.
-Nie chcę z nim gadać.
-To złap mnie,bo zaraz do niego dzwonię!-Wypowiadając to,Frankie zerwała się z łóżka,wzięła szybkim ruchem telefon i pobiegła niczym na jakimś maratonie.
Miałam mniejszą kondycję od niej. Nie zdążyłam ją złapać. Zadzwoniła.
Rozdział 22 Przepraszam za stracha:
-Frankie,ja cię kiedyś zabiję...-Powiedziałam trzymając rękę na twarzy w geście zażenowania.
-E,to mnie znowu poskładają,hah. Na to samo wychodzi.-Odparła rzucając się na łóżko plecami.
-Jestem!E... Czemu takie zdyszane?-Clawdeen skończyła rozmawiać i wróciła do pokoju. Widząc,że Frankie ciężko oddycha,śmiejąc się,a ja nie mogłam złapać tchu. Chyba wiedziała,że coś ją ominęło.
-Wyobraź sobie,że zadzwoniła do Deuce'a! Zaraz tu przyjdzie. Niee... ja wychodzę,dzięki za uwagę. Żegnam.-Podniosłam się szybko i zaczęłam kierować się ku wyjściu.
-Moment, może to i lepiej?-Zapytała Deen zagradzając mi drogę.
-Przepuść mnie.
-Zostajesz.-Powiedziała kładąc rękę na moim ramieniu.
-Puszczaj i się wysuń!-Krzyknęłam na nią. Clawdeen popchnęła mnie do tyłu,że spadłam na łóżko zaraz koło Frankie.
-Nie zapominaj,że ja jestem najsilniejsza z tej trójki.
W tamtej chwili rozległ się dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę!-Frankie podniosła rękę do góry, chyba w geście zgłaszania się,jednak nie wiedziałam dokładnie,bo tej ręki akurat nie miała.
Szybko popędziła na dół. Przyszła oczywiście z Deucem.
-Hej Clawdeen,hej Ally.- Na te przywitanie odwróciłam wzrok i nadąsałam się. Nie miałam ochoty z nim gadać.
-Aleksa, ile ja mam ciebie przepraszać? To nie moja wina,że nie poznałem was. Nie trzeba było się przefarbo...
-CO?! Ja?! To Cleo! Ona mi to zrobiła! Myślisz,że ja na własne życzenie wzięłabym farbę i takie same ciuchy?!
-Dobra,spokojnie.
-Zanim kompletnie stracę resztki nerwów, czego chcesz?
-No,chciałem tak oficjalnie się pogodzić...
-Pfff.
-Czekaj, nie skończyłem. I jeszcze iść z tobą do domu Cleo. Pociesz się tym,że ze mną też nie rozmawia.
-To chyba będziesz musiał mnie ciągnąć,bo ja się nie ruszam z tego miejsca.-Odburknęłam.
Oczywiście Frankie i Clawdeen zadeklarowały,że pomogą w razie co w ciągnięci mnie. Gdy tylko wnuczka Frankiensteina złapała mnie za nogę,stwierdziłam,że już wolę pójść sama.
Wyszliśmy całą gromadą z domu. Szłam jak w jakiejś asyście. Byłam w jednym,małym trójkącie,który składał się z moich znajomych.
Gdy tylko zobaczyłam posągi lwów,próbowałam uciec,niestety od razu Clawdeen i Deuce złapali mnie,mówiąc,że z nimi nie wygram.
-A ty się nie boisz? Zobacz jak Ally chce 'dać nogę'-Zauważyła Frankie.
-Może jak i wy będziecie,to nie zamknie mi drzwi przed nosem.Oby.
-Zobaczymy.-Frankie zadzwoniła.
Otworzyła drzwi Ghoulia,która akurat teraz była w domu z Cleo.
-Ghoulia,kto to?-Zawołała z salonu mumia.
-Uhhhghhh.
-Jak to nie powiesz i mam tu przyjść!? Ehhh.- Gdy tylko wypowiedziała te słowa, na korytarzu rozległ się stukot jej obcasów. Od razu,gdy nas ujrzała,nie była zadowolona.
-Czego?-Zapytała podirytowana.
Wszyscy odpowiedzieli,że chcą byśmy we trójkę się pogodzili. Długo trzeba było ją przekonywać,jednak pertraktacje osiągnęły sukces. Jednak w ramach ''kary'',Deuce musiał wymyślić dla niej jakieś romantyczne wyjście dokąś,a ja byłam skazana na robienie zakupów przez najbliższe 3 dni.
Posiedzieliśmy tak razem do wieczora,aż Frankie nie odebrała telefonu od rodziców,którzy kazali wrócić jej do domu. Wtedy Deuce,Clawdeen i Ghoulia poszli z nią.
Następnego dnia,obudziłam się już w domu Cleo,szybko się wyszykowałam i gdy mumia jeszcze spała,wymknęłam się na zakupy.
W drodze powrotnej spotkałam Tut'a.
-O, hej! Jak ja ciebie dawno nie widziałem.
-Cześć, ehh... było parę nieporozumień,ale mam nadzieję,że wszystko już będzie ok.
-Pomóc?-Pytając,wskazał na moje torby.
-No,dobra,weź tę.-Podałam mu torbę z owocami, ja zaś niosłam reklamówkę z dwoma straszywiśniowymi sokami i trzema butelkami wody upioromineralnej.
Gdy tylko mijaliśmy zakręt,który dzielił ulicę Straszaka,na której końcu był sklep i ulicę Trumnianą zagadaliśmy się i wpadliśmy prosto na Troy'a.
Cała trójka się przewróciła. Część zakupów powysypywała się z torebek. Tut i ja zbieraliśmy porozrzucane przedmioty.W tym samym czasie,wampir otrzepał się i wstał. Nie myślał jednak o pomocy nam.
-Wstańcie.-Powiedział stanowczo.
-Poczekaj gościu, nie widzisz,że mamy coś do roboty? Byś pomógł,a nie stał tak jak słup cerberosoli i wydawał rozkazy.-Tut miał już całą reklamówkę. Ja jeszcze goniłam butelki.
-Wstawać!-Krzyknął chłopak. Ja szybko podniosłam się,a za mną momentalnie Tut.
-Po pierwsze: Uważaj jak chodzisz łamago!-Skierował słowa do chłopaka, nie były one raczej miłe.
-Po drugie: Co wy tu robicie? Nie powinniście być gdzie indziej?! Na przykład daleko ode mnie?!
-Em,spokojnie Troy, coś taki nerwowy się ciutek robiłeś.-Pokazałam,że trochę przesadził.
-Ty się lepiej nie odzywaj i idź sobie do Clawdmila.-Tut momentalnie posmutniał. Mnie zaczynała się ta cała sytuacja bardzo nie podobać.
-Przepraszam?! Będę sobie chodzić z kim chcę i gdzie chcę! Dotarło?!
-Tak, dotarło. Niedługo to się zmieni.-Wampir ruszył przed siebie pokazując złowrogo kły, my nadal staliśmy jak wryci. Czy to jest nasz Troy?!
Rozdział 23 Nie może być tak jak teraz,upiory:
Gdy tylko straciliśmy wampira z oczu, jakby na jakąś komendę odwróciliśmy się do siebie.
-Co to miało być?!- Wykrzyknęliśmy razem.
To bardzo dziwne. Pamiętam,że Troy był bardzo miły,nieśmiały... teraz to już historia?
-Wiesz co? Ja już się zaczynam go bać...-zaczął chłopak.
-Ja też. Inny się jakiś zrobił.
-Chodźmy lepiej.
Szliśmy tak w milczeniu aż do progu domu Cleo. Widziałam,że jest w ogrodzie. Gdy tylko ta nas ujrzała,szybko wstała z leżaka, na którym siedziała i zbliżyła się do nas.
-Potworność! Widzieliście Troya?!
-Ty też? Wpadliśmy na niego...
-Ja wam mówię,dziewczyny: To na pewno on wszystkich porywa!
-Chwilka,ale po co? -Spytała Cleo bawiąc się swoją niebieską bransoletką.
-Przecież wiesz,że on wegetarianinem nie jest.-Powiedziałam z troską,przypominając sobie Draculaurę.
-Ale chyba wiesz,że Pani Krewnicka ma w szkole automat z Bloodcolą?
-To już nie wiem!-Poszłam pod basen i usiadłam na leżaku. Zaproponowałam aby napisać upioromesa do Spectry. W końcu ona prowadzi to całe śledztwo.
Aleksa: Spectra, a nie obczajałaś Troya z tymi zniknięciami? <><><>
Po paru sekundach zabrzmiał głos błyskawic,którego ustawiłam sobie na znak upioromesów.
-I co? I co? I cooo?- Ponaglała mnie do odczytania na głos wiadomości Cleo.
Spectra: Co ty gadasz? Rochelle jest teraz z nim u mnie. Pomagają mi uporządkować bałagan w dokumentach. ~~~
-Jestem po prostu świetna! Wybrałam genialny moment by wysłać tą wiadomość! Ahhh!-Z zażenowaniem upadłam na leżak.
-A co jest?-Zapytał Tut.
Podałam mu iTrumnę. Jednocześnie przysiadła się koło mnie Cleo,która większość czasu stała.
-Oh, oby Spectra umiała trzymać język za zębami.-Upiór odłożył komórkę na stoliczku.
-Błagam! Spectra i milczenie?
-No... może to nie on?-Zapytałam,wstając z leżaka. Zaczęłam nerwowo się rozglądać.
-Tak! A ja jestem Sfinksem z wielkimi uszami.-Powiedziała z podirytowaniem Cleo.
Znowu ''zagrzmiało'' na stoliku.
-Ahhh! Czego?!-Zaczęłam czytać wiadomość.
Clawdeen: Ej, widziałaś gdzieś Clawda? A może Frankie? Upiornie się boję! Te głupie wampiry z Liceum Dzwonnicy śmieją się ze mnie,a ja się naprawdę martwię! Przyszłam też odebrać Lalę z konkursu recytatorskiego,ale ją też jakby wcięło! Błagam,powiedzcie,że są u was! ####
Aleksa: Co??? Jak to? Już idziemy! Nie są u nas,ale już biegniemy pod Dzwonnicę! <><><>
-Jest mały problem! Lecimy pod Dzwonnicę!-Krzyknęłam.
Rozdział 24 Zatrzęsienie świata!:
Wylecieliśmy jak ''z procy'' zamykając ogród i dom.
Biegliśmy ulicą tak szybko,że miałam odczucie,że ziemia zaczyna się trząść.
-Upiorki? Czy ja się nie wyspałem i trzęsę się,czy ziemia MI się trzęsie pod nogami?!
-Mi też?
-I mnie!
Nagle ziemia zaczęła się trząść jeszcze mocniej. Skakaliśmy po ulicy jak na trampolinie. W końcu ziemia się zapadła i wszyscy wylądowaliśmy w wielkiej dziurze!
Ocknęłam się widząc obcasy Draculaury.
-Lala!-Krzyknęłam co sił w płucach.
-Cicho!-Usłyszałam w odpowiedzi.
-Kochani,zobaczcie co nam się trafiło!-Słodki głosik wampirzycy, nie brzmiał teraz słodyczą. Przywołała tym wszystkich wampirów z Salem! Na głowie lśniła jej korona.
Czerwone oczy gapiły się na mnie przez jakiś czas,aż w końcu chwycili mnie i moich jeszcze nieprzytomnych towarzyszy za ręce i skuli przy ścianie.
Gdy tylko zatrzasnęły się kajdanki Cleo,ta otworzyła niemrawo oczy i spojrzała na Lalę.
-Draculaura... czy ... ty zgłupiałaś...?-Wyszeptała w stronę różowej wampirzycy.
-Hahaha. Co ty myślałaś? Wampiry pragną krwi,jednak tym razem coś innego nas zjednoczyło.-Momentalnie jej oczy zrobiły się czerwone,jak za sprawą soczewek, podobne do tych,które posiadała reszta wampirzego towarzystwa.
-Poddana!-Krzyknął ktoś daleko.
-Już idę! Mogę im tylko wymyślić tortury?-Zapytała słodko nieznajomego głosu Lala.
-Idź,potem.
Draculaura odetchnęła ze smutkiem i zmierzyła w kierunku,z którego dobiegały krzyki. Na pożegnanie spojrzała się na nas złowrogo i dotknęła swoich kłów.
-Ally! Zobacz!-Powiedziała panikując Cleo,odwracając się.
Po naszej lewej stronie były chordy krwiopijców! Na dodatek,na sąsiednich ścianach zobaczyłyśmy naszych przyjaciół. Tak samo skutych jak my.
Wtedy ocknął się Tut.
Na wprost wyszli nam królewsko przebrani Troy i Lala.
-Jak miło! Moja niedoszła królowa!-Szepnął ściskając mój policzek.
-Łapy precz!-Odkrzyknęłam odwracając głowę.
-Widzisz? Ja jestem ta lepsza. Idealny materiał. Popatrz,królowa jak się patrzy!-Odparła zadowolona z siebie wampirka.
-Nie. Nie chcę udawanej,chcę prawdziwą!-Odpowiedział chłopak zdzierając jej szybko koronę.
Ta wylądowała skuta koło nas.
-Widzisz co narobiłaś?! Co z moim kumplem?! Już ci się znudził?-Wściekły Tut pomyślał o swoim koledze,bał się też o jego siostry,których doszukał się w tłumie uwięzionych.
-Co..? Jak ja?...Kiedy?...-Odpowiedziała Draculaura. Dziwnie kręciły jej się oczy,które nadal miały czerwony kolor. Nie umiała skleić zdania.
-Ja myślę,że Troy jej coś zrobił! Przecież zobaczcie na nią!-Wskazałam ruchem głowy na różową ''królową''.
Lala wyglądała strasznie, jakby była mocno chora. Ledwo trzymała głowę w pionie.
Rozdział 25 Z samym sobą:
-No... choć tego nie chce,jedna osoba zasłużyła na tytuł królowej wampirów....-Powiedział Troy i zaczął zbliżać się w naszą stronę.
Jego królewska peleryna ciągnęła się po ziemi,a kroki upiora odbijały się echem w moich uszach.
-Ally,uciekaj!-Krzyknął Tut.
Zaczęłam się wyrywać i próbować rozluźnić kajdany. Bezskutecznie.
Chłopak przygwoździł mnie do ściany. Nałożył wtedy koronę na moją głowę.
Wtedy jakby tysiąc rąk próbowało mnie rozerwać,krzyczałam,bolało mnie całe ciało. Zwijałam się z bólu,aż 2 inne wampiry nie rozkuły mnie.
Upadłam na podłogę. Szamotałam się we wszystkie strony,aż ... trafiłam do jakiejś klatki.
Zobaczyłam,że jestem całkiem sama. Nie wiedziałam gdzie jestem.
Ściany pomieszczenia zaczęły pokrywać się czerwonym kolorem.
Odwróciłam się do tyłu... okazało się,że jestem w swoich oczach.
Wszystko widziałam,szarpałam kratami więzienia co sił,ale nadal byłam bardzo słaba.
Nagle,coś jakbym wstawała. Moje ciało już mnie nie słuchało. Otrzepałam się i wyprostowałam. Ta prawdziwa ja,siedziała w klatce i błagała o ratunek.
Widziałam tylko,że podchodzę do rozbitego lustra. Wzięłam kawałek szkła do ręki.
Nie poznawałam siebie. Co prawda nie zmieniłam się w wampira,ale byłam bardzo podobna.
Czerwone oczy. Czarne włosy. Blada cera.
Sługi nałożyły na mnie królewskie szaty. Podczas przystrajania w tle słyszałam rozpaczliwe krzyki moich przyjaciół.
-Ona nie jest wampirem!- Rozległ się krzyk Clawdmila.
-Ale ona nie jest wampirem!- Odparł przedrzeźniając wilkołaka ''król''.
Szłam na szklanych obcasach jak na komendę. Gdy przyglądałam się,co moje ciało robi do pomieszczenia wtargnęła jakaś czarna,zakapturzona postać.
Jeszcze bardziej chciałam uciec,ale zbliżała się do mojego więzienia coraz szybciej.
Kiedy otworzyła moją klatkę i podała rękę,nie wiedziałam co się dzieje. W tym samym czasie zdążyłam podejść do Troy'a.
Złapał moje ciało za szyję,również to poczułam. Zamknęłam oczy i... zostałam ugryziona.
Zakapturzona postać puściła mnie,a ja znowu wylądowałam na podłodze. Wtedy doszła i druga postać.
Przeszywający ból rozrywał moją głowę,a ciało jakby tego nie doznało. Uśmiechnęło się tylko pokazując nowe kły.
-Nieeee!-Doszły do mnie płaczliwe krzyki straszyciółek.
Dwie postacie złapały się za ręce i wyzwoliły ku mnie ogromną kulę energii. Odsunęłam się,a pocisk minął mnie z wielką siłą. Zrozumiałam,że jestem w ogromnym niebezpieczeństwie. Ból zelżał i szybko zabrałam się z miejsca. Był to jak jeden,mały świat. Znikąd pomocy,ani możliwości ucieczki.
Omijałam pociski duchów,robiąc przeróżne skoki i skłony. Lecz byłam świadoma,co się dzieje ''za mną''.
Widziałam rozmowę Cleo i Tut'a. Draculaura nadal coś majaczyła. Zdawało mi się,że śnię,a to coś typu koszmar.
-Tut.-Szepnęła Cleo do upiora.
Moje ciało jakby nie słyszało. Było odwrócone. Patrzyło złowieszczo na swoje nowe sługi.
-Myślę,że wiem jak nas uwolnić. Choć... może się nie udać.-Powiedziała i spuściła głowę.
-Co masz na myśli?- Odpowiedział z rezygnacją w głosie.
-Razem z moim telefonem przy bransolecie, jest fiolka. Ma działanie antymagiczne. Tata mi ją daje co miesiąc do szkoły,jakby coś się stało,jednak cały czas jej nie używałam.Może czas to zrobić? Tylko nie wiem czy podziała, jest już stara. Zaklęcie się może ulotniło. Nigdy nie sprawdzałam.
-Warto spróbować,ale... ręce mamy za wysoko.
-Wykopnij! Trumnofon jest ciężki,fiolka lekka : wykopnij!-Krzyknęła w stronę chłopaka.
Ten szybko zamachnął się i w mig naczynie poleciało na mnie i Troy'a.
Rozbiło się,a mikstura ciekła mi po czarnych włosach.
Uciekająca przez zjawami dusza jakby dostała jakiejś wielkiej energii. Ściany pomieszczenia przybrały niebieski odcień,a ja zamachnęłam się i posłałam wielką kulę ognia moim wrogom.
Duchy zniknęły A ja znów byłam w swoim ciele,niestety... straciłam przytomność.
Rozdział 26 Wampir,wampirowi nie równy:
Ocknęłam się dopiero w domu Cleo. Powoli otwierałam oczy,a koło mnie było praktycznie całe Salem.
-Hej, odsuńcie się. Dajcie jej oddychać.-Usłyszałam znajomy głos. To była Frankie. Rozproszyła trochę tłum i podeszła do łóżka,na którym byłam.
-No, nareszcie! Już się bałam,że zostaniesz wampiro-mumią na wieki! Śpisz tak chyba z 3 dni!
-To,to... nie był sen? Spałam aż tak długo?-Zdziwiłam się.
-Nooo! Nie pamiętasz?! Puściłaś taką wielką kulę zielonej energii...
-Nie. To był ogień.
-Nie, zieleń! I trafiło wszystkie wampiry! To było odloto...-W tym momencie weszła wilkołaczka.
-Przegapiłam coś?-Zamknęła za sobą drzwi i odłożyła torby wypchane miksturami.
-Byłam w piwnicy, cieszę się,że już się obudziłaś. -Powiedziała uśmiechając się. Zobaczyłam,że ma zabandażowane ramię.
Zapytałam,co się stało.
-Frankie, to ona nic nie pamięta?-Mówiąc to,Deen wskazała na rękę Frankie. Były na niej same opatrunki.
-Kawałek tak. Po tym wszystkim dziura się zaczęła zasypywać, musiałyśmy uciekać,poharatały nas trochę kamienie z sufitu.
-A co tu robi całe miasto? I gdzie Troy?
-Tu.-Powiedział wampir wyłaniający się z tłumu. Szybko zerwałam się z łóżka zasłaniając poduszką.
-Nie bój się, przepraszam za wszystko. To nie byłem prawdziwy ja. Nie wiem co mnie opętało.
-Tak?! Masz tupet się tu pokazywać. I myślisz,że ktoś ci uwierzy?!-Odezwał się ktoś z tłumu.
-Nie musicie. Ja i tak wiem swoje. Stało się coś,ze wszystkimi wampirami w całym mieście. Moja wina,że akurat mnie opętało najmocniej?
-Pff... a ja nadal pozostaję nie wierna.-Cleo stając w królewskiej pozie weszła do pokoju z Deucem.
-No dobra,to może Aleksa mi uwierzy...-Wampir spojrzał na mnie z politowaniem. Ja nadal, jak mały upiodzieciak trzymałam poduszkę.
-Żartujesz sobie!-Krzyknął Clawdmil stając koło mnie.
Troy odpowiedział,że udowodni to. Skierował się w moją stronę i opowiedział o zjawie. Jej opis zgadzał się z tą,co ja widziałam.
-Jedna? Ja walczyłam z dwoma.
-Chwila,chwila... jakie zjawy?-Tut był kompletnie skołowany. Draculaura szarpnęła Clawda za rękaw,by dać do zrozumienia,że też chce przejść do mnie.
-To prawda. Ja też widziałam! Jedna.-Pisnęła szybko Lala.
-Ja również jedną,jednak myślę,że jedna z twoich była po prostu wampirem. Draculaura pewnie nie pamięta,ale każdy wampir podczas przemiany widzi takie coś. No i każdy ulega. -Powiedział zakłopotany. Upiór był młodym wampirem,podczas gdy Draculaura miała już słodką 1600 za sobą,chłopak nie dobił jeszcze nawet do 100.
Wstałam z łóżka. Zachwiałam się lekko wstając na moich obcasach. Clawdmil podał mi rękę,a ja się złapałam.
-Dziwi mnie tylko to,że nawet nie masz śladu!-Draculaura zaczęła oglądać moją szyję. Nic nie było.
-Wiecie co,jestem już zmęczona tym całym dochodzeniem.
-Ja również,mrał...-Odezwała się stojąca z tyłu Toralei,opierająca się o filar.
-Moje przyjaciółki odnalezione,wszyscy byli w dziurze. Dopóki te wampiry nie zaczną świrować ponownie, olewam to. Tak właściwie,tutaj jest twój kot. Ja już muszę lecieć.- Powiedziała i podała mi Nillę na łóżko. Bardzo się za nią stęskniłam, przytuliłam sierściucha mocno.
Do wieczora rozmawialiśmy o tym co się stało,jednak przez ten czas potwory musieli iść. Jeden,po drugim. Została tylko 6. Cleo,Frankie,Clawdmil,Draculaura,ja i Troy,którego Cleo po jakimś czasie
wyprosiła. Na odchodne powiedział tylko,że jeszcze raz przeprasza.
Rozdział 27 ,,Nie wspominaj złego,korzystaj z tego dobrego'':
Po jakimś czasie zostałam sama ja z Cleo.
-Wiesz co... muszę ci coś powiedzieć. Wylałam na ciebie tamten specyfik i... Czujesz się jakoś dziwnie?-Zapytała z niepewnością mumia.
-Nie,a co? Dobrze,że wylałaś! Gdyby nie to,pewnie moja dusza byłaby zlikwidowana przez te demony!
Pomijając szkło we włosach,które wyciągnęłam w łazience i ogólnym wyczerpaniem,wszystko w porządku.
-Mam nadzieję. No,ale koniec tego dobrego!-Powiedziała,błyskawicznie zmieniając ton. Rzuciła mój plecak na łóżko.
-Pani Krewnicka,kazała przekazać,że jutro masz być na apelu,jeśli się obudzisz.
Żuciłam się na łóżko,koło plecaka.
-Walczyłam z upiorami,wampirami i uciekałam przed kulami ognia,a szkoły się boję...
-Czemu?
-Nie wiem jak wszyscy zareagują.
-Będziesz straszliwie rozchwytywana,a jeśli pojedziesz do Hauntlywood,zabierasz mnie ze sobą,rzecz jasna.-Zapowiedziała Cleo robiąc ''dziubek'' i zakładając okulary.
-Bardzo śmieszne. Ja poważnie mówię!
-Ja nie rozumiem,czego ty się martwisz. Mnie też dostanie się odrobina sławy,w końcu to ja nie zużywałam tego flakoniku!
-A ty jak zwykle o jednym. Spakujmy torby i chodźmy już spać. Zmęczona jestem.
Tak jak powiedziałam,zrobiłyśmy. Pół godziny byłyśmy już gotowe do spania.
Poprawiłam tylko moją niebieską kokardę na głowie,zamknęłam oczy i oczekiwałam jutra.
Był to już poniedziałek, 2 listopada? Nigdy nie miałam głowy do dat. Przez to całe zamieszanie nie zdążyłyśmy ze straszyciółkami i innymi upiorami świętować Halloween. No... trudno.
Z godzinę patrzyłam na siebie w lustro,nie wierząc,że nie mam już czarnych włosów i czerwonych oczu. Cieszyłam się bardzo.
Pożyczyłam od Cleo jej szklane koturny - zabójcze szklane koturny. Zawsze mi się podobały,a teraz miałam okazje by je zabrać.
Cleo wzięła moje,czerwono-piaskowe szpilki. Obie ruszyłyśmy do szkoły.
-Cleo,a tak właściwie o której ten apel?
-Na dużej przerwie... spokojnie.
Gdy tylko weszłam na teren Straszyceum rozległy się wiwaty. Cleo oczywiście w swoim żywiole. Odmachiwała ''fanom'' i wysyłała całusy.
Zrobiono z nas gwiazdy,choć ja bym jeszcze nie chciała błyszczeć. Skoro to nie Troy... to kto?! A może on jednak...
-Hej,gwiazdeczki!- Odezwał się Clawdmil, szedł razem z Deucem ku nam.
-Takie małe prezenty dla was.-Powiedział chłopak Cleo podając jej małe pudełeczko. Clawdmil wręczył takie samo mi.
Cleo otworzyła swoje pierwsza. Był tam złoty łańcuszek z literą ,,C''. Gdy otworzyłam swoje,znalazłam taki sam,tylko z literą ,,A''.
Była też tam mała karteczka.
-Oh,dziękuję za naszyjnik. Piękny.-Uśmiechnęłam się szeroko do chłopaków.
-Zaraz przeczytam liścik.-Dodałam i zaczęłam wygrzebywać karteczkę.
-Co? Jaka karteczka?-Zdziwił się wilkołak.
-No,ta. -Odparłam nawet nie spoglądając na niego.
Na kartce był napis. Duży,czarny napis:
,,Tym razem mi się nie udało. Moja marionetka zawiodła. Kiedyś was dopadnę,pożałujesz''.
-Heh,śmieszny żart chłopaki,ale ja się na to nie nabiorę.- Zaśmiałam się. Zmieszana, pokazałam karteczkę.
-To nie są,żarty. My tego nie podrzuciliśmy!- Powiedział Deuce,wyrywając mi kartkę.
-Clawdmil, ty masz dobry węch. Czym,albo może kim ci to pachnie.- Zapytała Cleo przechylając trzymaną karteczkę przez Deuca w stronę drugiego upiora.
-Hmmm... to dziwne,ale kompletnie niczym. Jedynie lekkim zapachem złota,ale to od naszyjnika.
-O nie!
KONIEC 1 CZĘŚCI KSIĄŻKI
Super!
OdpowiedzUsuńTo jest boskie, Alekso!
OdpowiedzUsuńCzadior!
OdpowiedzUsuńSuperowa historia! Muszę się jednak przyczepić do pierwszego rozdziału. Gdyż w nim jest napisane ,że Upiorki chodzą do 3 c. Jest to błąd bo one mieszkają w Salem (America) i tam każdy uczeń ma indywidualny plan lekcji. Ponadto są tam inne przedziały wiekowe i gimnazjum wygląda trochę inaczej. Według mnie powinny chodzić do drugiej klasy gdyż mają (tak jakby) 15-16 lat ,a do porównania na przykład dam rodzeństwo Wolf. Howleen ma 14 lat-pierwsza klasa, Clawdeen ma 15-16 lat-druga, Clawd ma 17 lat-trzecia. Więc ten błąd mnie trochę "razi" ,że tak to ujmę. Ale to moje zdanie. Z drugiej strony twoja historia ma coś Polskiego co mi się nawet podoba. Mimo tego błędu i tak historia fajna, i miło ją się czyta. :)
OdpowiedzUsuńTa historia... Szkoda że nie możesz jej wydać w formie książki!!! Jest fantastyczna!!!!! Ty powinnaś zostać pisarką! Każdy moment jest ekscytujący i trzyma w napięciu. Gratuluję i życzę dalej takich wspaniałych opowiadań.
OdpowiedzUsuńVAMPY (na blogu MMH Sweet Draculaura)
Boska histria :D
OdpowiedzUsuń