Rozdział 1 Wylot ze zbędnym bagażem:
Słońce już dawno zaszło,kiedy znalazłam się pod domem Clawdeen.
Równie zdyszana,jak wcześniej - nacisnęłam fioletową łapę,dzwonek.
Drzwi otworzyła mi Howleen. Przyjaźnie uśmiechnęła się i podrapała za prawym uchem.
-Cześć Leen! Jest Clawdeen?- Zapytałam,przytulając młodszą siostrę straszyciółki.
-Mówiła mi,że wyjeżdża z tobą. Pakowała się,odkąd tylko zadzwoniłaś. Szkoda,nie będę miała się z kim kłócić!-Zażartowała różowowłosa upiorka. Kiedy tylko wpuściła mnie do środka,Clawdeen właśnie schodziła po schodach z dwiema,wielkimi walizami. Jedna była w zieloną panterkę,a druga w różowe gwiazdki. Przytuliłam jak najmocniej jedną ze straszyciółek. Ona również była podekscytowana.
-Aleksa,zabrałam chyba z cztery zeszyty z projektami! Będzie suuuuuuper!-Zawyła z radości wilkołaczka.
-Będziesz dziś nocować u nas. Nefera wyszła na jakieś piżamaparty z Meowlody i Purrsephone. Pewnie są u Toralei i Catrine. Deen tylko uśmiechnęła się serdecznie w odpowiedzi. Z jej rodziną pożegnałyśmy się bardzo sprawnie,bo kiedy wychodziłyśmy,była dopiero 19.15.
Gdy tylko przekroczyłyśmy próg domu,Clawd krzyknął,że może nas podwieźć samochodem ich taty.
Zgodziłyśmy się i już o wpół do ósmej,byłyśmy w pałacu De Nile'ów.
Służący zaniósł bagaże Deen do pokoju Nefery. Jutro rano,zanim właścicielka pomieszczenia wróci,my będziemy już na lotnisku.
Nie powiem,że pobudka następnego dnia była przyjemna. Wujek Ramzes wparował do mojego i Cleo pokoju,rozsuwając zasłony. Muszę przyznać,że skutecznie obudził mnie i kuzynkę. Jednak od razu,gdy tylko kazano mi się przygotować, Cleo odwróciła się na drugi bok i zasnęła ponownie. Pobiegłam jeszcze w kapciach i piżamie do pokoju,gdzie nocowała Clawdeen. Nie chciałam ją jakoś pospolicie
obudzić,dlatego... postanowiłam zwabić czuły,wilkołaczy słuch jej ulubioną piosenką Strachanny - Only Wolf. Upiorka od razu zerwała się na równe nogi.
-Ruchy,ruchy Deen! Śniadanko i lecimy!-Skakałam po jej pokoju jak małe dziecko.
Wilkołaczka na samą myśl o śniadaniu,popędziła do jadalni.
Tam siedziałyśmy w trójkę. Cleo zamówiła sobie jakieś trumnoleśniki,ja zadowoliłam się wampijajkiem na twardo,zaś Clawdeen zażyczyła sobie upioparówek.
-Cleo,a twój tata nie przyjdzie na śniadanie?-Zapytała Deen,która wskazała wtedy na puste krzesło.
-Nie przyjdzie. Już zjadł.-Odparła nijako.
-Ale mi rodzinnie...-Skomentowała mi na ucho wilkołaczka.
Kiedy już wszyscy skończyli śniadanie,szybko ubrałyśmy się i byłyśmy gotowe do podróży.
Mumia pożegnała nas królewskim gestem i wróciła do domu.
Z samochodu,pomachałyśmy jej. Na tym się skończyło.
Lotnisko było naprawdę skromne. Rozglądałam się po całym porcie. Zielonkawe ściany i kafelki w czaszki jakoś niezbyt do siebie pasowały,ale jednak całość wyglądała dość przytulnie.
Tłoku nie było wcale, może co jakiś czas przewinął się jakiś upiór.
Wujek miał już bilety w ręku, siedzieliśmy i czekaliśmy na wywołanie naszego numeru samolotu przez megafon. W międzyczasie oddaliśmy walizki.
Nagle na lotnisku pojawił się dość niespodziewany duet - mianowicie Tut i jego tata.
-Witajcie dziewczynki,dzień dobry Ramzesie.- Przywitał się przyjaźnie pan Bandage.
Tut z nieodłącznym w ostatnim czasie zadziornym uśmieszkiem,powiedział,że będzie mu bardzo miło asystować tymczasowej królowej.
-Super...-Westchnęłam zażenowana. Clawdmil by chyba go rozniósł. Jakim cudem się wkręcił?!
-Plan jest taki,my wysiadamy w pierwszym lądowaniu. Tata i pan De Nile lecą dalej na te swoje sprawy biznesowe.- Podsumował z dumą chłopak.
Odciągnęłam go trochę na bok. Chciałam z nim się trochę rozmówić.
-Czemu jedziesz?!-Szepnęłam do niego podniesionym tonem.
-Wiedziałem,że się ucieszysz. Było to już postanowione dawno.-Powiedział równie cicho jak ja i skierował się do Clawdeen.
-A i radzę sprawdzić bilety. Wydaję mi się,że siedzę koło ciebie.- Dodał,odwracając się.
-Na Ozyrysa!-Burknęłam pod nosem,idąc za nim.
Rozdział 3 Wolność i zamek:
Gdy tylko pozwolono nam opuścić pokład, wybiegłam z samolotu jak najszybciej się dało.
Kiedy zobaczyłam wchodzącą na egipskie lotnisko Deen,zapytałam ją,jak się jej leciało.
-To był prawdziwy,futrzasty horror! Siedziałam koło jakiegoś wampira. Cały lot jadł tyle.. i jeszcze mlaskał! Okropieństwo!- Powiedziała wkurzona.
-Ja trochę się przespałam,potem Tut mnie denerwował... rutyna.-Stwierdziłam,że dostało mi się nie najgorsze miejsce. Gdy zaraz za nami pojawił się Tut,oznajmił,że możemy już iść.
-Niby gdzie?-Zapytała Clawdeen.
-No,do pałacu. Rozglądajcie się moje drogie,za służącymi.-Mówiąc to, zaczął kręcić głową na wszystkie kierunki. Ja byłam zaciekawiona bardziej samym lotniskiem,niż szukaniem kogoś.
Było strasznie wielkie, zbudowane z piaskowych bloków. Było tam pełno potworów. Trzeba było na siebie uważać,by się nie rozdzielić.
-O, tam są.- Wskazał kompletnie obojętnie Tut. Stali i czekali na nas dwaj mężczyźni. Byli bardzo młodzi. Jeden z nich był mumią, drugi to kotołak.
-Witamy, proszę podać walizki.- Ukłonił się lekko czarny kot. Ich prośba została spełniona,a my podążaliśmy za nimi. Gdy tylko zaprowadzili nas do wielkiego,czarnego samochodu,zaczęłam lekko się obawiać.
-Nie to,że jest coś nie tak,ale czemu ten samochód ma tak ciemne szyby?- Zagadałam do drugiego sługi.
-Księżniczko, to środki bezpieczeństwa.-Odparł sucho. Jakoś mnie to nie przekonało.
-Wiesz gdzie jechać.- Powiedział królewsko upiór.
-Koleś,nie rządź się tak. W końcu to Aleksa będzie zastępczym władcą,nie ty.- Dodała uszczypliwie wilkołaczka. Tut widać był po tym komentarzu zły,bo nie odzywał się przez całą drogę do pałacu.
Kiedy jeszcze jechaliśmy, Clawdeen zaczęła coś rysować w swoim notatniku. Był to chyba projekt jakiejś sukienki. Powiedziała,że to dla mnie.
Gdy już dotarliśmy do pałacu,zostało wypowiedziane wielkie ,,wow'',przeze mnie i straszyciółkę.
Tylko Tut nie był jakoś tym specjalnie zaciekawiony. Kazał nam iść dalej oraz nie zatrzymywać się.
My rozglądałyśmy się jak szalone. Wszędzie były w ścianach różnokolorowe klejnoty. Małe i duże.
Jako meble,były tam złote krzesła,parę szafek,no i od czasu,do czasu można było zobaczyć jakąś doniczkę z palmą. Kiedy byłam tak bardzo zaciekawiona nowym miejscem, nie zauważyłam kogoś i wpadłam na tę osobę.
-Bardzo przepraszam!-Wypaliłam szybko.
-Uważaj jak chodzisz!- Krzyknął ze złością jakiś wysoki chłopak.
Ubrany był na złoto, tylko buty i narzutkę miał w kolorze zielonym.
-To raczej ty powinieneś uważać! Rozmawiasz z zastępczynią faraona!- Zwrócił uwagę nieznajomemu Tut.
-O! To ta dziewczyna zabrała mi z przed nosa tron!- Podsumował chłopak i zmierzył mnie morderczym wzrokiem.
-Panie,pragnę zauważyć,że jesteś czwarty w kolejce do tronu, Aleksa jest przed tobą i nie miała na to wpływu.-Powiedział błagalnym tonem jeden ze służących.
-Kiedyś zrozumiesz,że nie nadajesz się tu.- Postraszył mnie nieznajomy. Po tych słowach odszedł w milczeniu.
-Kto to do mumii był!?- Zapytałam zdziwiona czarnego kotołaka.
-Wasz kuzyn,ze strony matki Nefery i Cleo,jej siostry. Ty, Pani jesteś od brata faraona, dlatego w kolejności jesteś trzecia.- Wytłumaczył służący.
-Dzięki,eee...-Zatrzymałam się. Jak go nazwać? Imienia nie znam,a służący to nie jest dobre określenie jak dla mnie.
-Bastix,Pani. Mówić mi możesz jednak jak zechcesz.-Powiedział z lekkim ukłonem.
-Okey, mogłabym trafić do mojego pokoju? Chciałabym,no wiesz.. rozpakować się i tak dalej.- Kotołak jak na rozkaz poprosił,bym poszła za nim. Podczas oprowadzania mnie, wywijał ogonem we wszystkie strony. W mig byłam już w mojej komnacie.
-Pokój 13 jest twój, 12 ma pani Wolf. Na przeciwko masz swojego przyjaciela. W 14 mieszka twój niezbyt miły kuzyn.-Uśmiechnął się sztucznie i odszedł,zamykając drzwi.
Wtedy zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Od złota,aż bolały mnie oczy. Ściany,meble i wszystko inne było w tym kolorze. Moją walizkę opróżniłam bardzo szybko. Parę minut później,urządziłam się.
Po skończeniu wszystkiego, usłyszałam pukanie do drzwi.
-Wejść.- Powiedziałam głośno.
Kiedy przez wrota wszedł Tut,zaczynałam żałować,że to powiedziałam.
-Hmm?-Zaczęłam.
-Nic, wpadłem tylko,by zobaczyć jaki pokój dostałaś. Mój jest naprzeciwko,wiesz?-Chłopak usiadł na moje łóżko. Zrozumiałam,że szybko nie wyjdzie.
-Tak, Bastix mi powiedział, ten kotołak.- Odpowiedziałam bez emocji.
-Aha. Chciałabym ci tylko powiedzieć,że powinnyśmy iść już do jadalni. Zbliża się kolacja. Potem,chcą ciebie widzieć w salonie.-Przedstawił mi plan upiór. Ja posłusznie skierowałam się na korytarz. Potem zasugerowałam,by mi pokazał,gdzie to jest. Kiedy trafiliśmy na wielki,wypełniony jedzeniem stół zorientowałam się, że krzeseł były tylko dwie pary.
-Tylko my jemy?- Zapytała Clawdeen,która widać była zaskoczona liczbą miejsc,a nie posiłkiem.
Rozdział 4 Pierwsze rozczarowania,obowiązki:
Naprzeciwko mnie usiadła moja straszyciółka. Chłopcy byli na końcach stołu.
-Ledwo co widzę Tut'a,taki ten stół długi!- Zaczęła rozmowę przy stole Clawdeen.
-Dokładnie. Gdzie wszyscy inni?- Zapytałam ogół.
-Mają swoje pomieszczenie.- Odparł zarozumiale kuzyn.
Zaczęłam kręcić łyżką w herbacie. Jakoś inaczej wyobrażałam sobie ten pobyt.
-Jest tu internet,komputer?- Zaczęłam po chwili namysłu.
-Oczywiście. Sala 131.-Odpowiedział królewsko Tut.
Powiedziałam mu,że po ,,zaliczeniu'' salonu, pójdę tam,a on mnie zaprowadzi.
Pokiwał głową na ,,tak'' i kontynuował kolację.
Po zjedzeniu posiłku, poszłam z nim do salonu,jednak potem zostawił mnie z samą Clawdeen.
Czekało tam na mnie dwoje,nieznanych mi służących - młoda kobieta i starszy mężczyzna,nie umiałam określić,jakimi byli potworami. Dziewczyna trzymała w rękach jakieś sukienki.
-Oto ubrania dla księżniczki.-Powiedziała.
-Nie potrzebuję,zabrałam ze sobą parę zabójczych ciuchów.- Odparłam zakłopotana.
-Lecz to są królewskie szaty, powinnaś je założyć. Mamy tu też inną tiarę.-Mężczyzna pokazał mi śliczną,złotą koronę.
-No... dobra.- Powiedziałam zrezygnowana i wzięłam sukienki oraz koronę ze sobą, do pokoju obok.
Kiedy z niego wyszłam,poczułam się nieswojo. Złoto-biała, długa szata z paskiem w motyw hieroglifów i tiara nie dodawały mi pewności siebie. Przeciwnie, wydzierały mi ją z rąk. Na bardzo wysokich obcasach chodziłam bardzo pokracznie. Bez stabilnych koturnów niezbyt dobrze mi się chodziło.
-Nie jestem przekonana.- Odparłam,łapiąc sukienkę,bym się nie przewróciła.
-Dokładnie! To kompletnie nie modne!- Powiedziała zbulwersowana wilkołaczka.
Pobiegła na swojego pokoju. Przyniosła ze sobą parę dużych kawałków materiałów,nożyczki,parę zeszytów...Była cała obładowana. Jak dzika rzuciła wszystko na ziemię i z miarą biegała wokół mnie.
Kiedy patrzyłam na skołowane miny służących, sama nie wiedziałam jak się zachować.
-Odsłońcie te zasłony! Księżyca i igrzysk! Haha.- Zaśmiała się wilkołaczka, zszywając dwa wielkie płaty materiałów. Parę minut później sukienka była już na mnie.
-To ja rozumiem!- Z wielkiej sukni, Clawdeen zrobiła prześliczną, białą mini ze złotymi zdobieniami. Nawet tiara uległa małej przemianie.
-No... i załóż te buty. Na tych, to możesz się tylko wywalić.- Powiedziała, spoglądając krytycznie na obuwie. Podała mi zaprojektowane przez nią.
Piękne,złote buty na białym koturnie o wiele bardziej przypadły mi do gustu.
-Ależ... pani!-Powiedziała kobieta.
-Żadne ależ!- Ucięłam i wyszłam z pokoju.
-Nie minął jeszcze jeden dzień,a oni już chcą mnie zmieniać...-Zaczęłam smutno, idąc razem z przyjaciółką po korytarzu.
-Wiem co czujesz, to jak założyć ulubione buty,ale okazuje się,że trzeba je podrasować,a masz sentyment!- Powiedziała projektantka. Zaśmiałam się serdecznie. Śmieszne wydało mi się to porównanie. Poprawiła mi humor.
-Gdzie na wszystkie piramidy,ta sala komputerowa!?- Wrzasnęłam na cały korytarz, orientując się,że mijam po raz piąty tą samą salę. Niespodziewanie zza najbliższego rogu wyskoczył Tut,mówiąc,bym się ,,tak nie darła'' i,że sala jest w korytarzu obok.
-Ah! To tu było! Musiałyśmy przeoczyć to,bo byłam przekonana,że ten korytarz był przez nas mijany.- Powiedziała zaciekawiona Clawdeen. W sali były 3 laptopy. Cała sala była pomalowana na błękitny kolor. Zapytałam,z którego komputera mogę skorzystać.
-Z tego na przykład.- Odrzekł upiór,włączając mi biały laptop.
Nim się obejrzałam, miałam już na pulpicie mojego upiora.
<-Hej,wilczku! Jak się masz?-Zaczęłam, machając do komputera.
-No,a jak miałoby być. Bez ciebie to nudno.- Powiedział wilkołak za ekranem.
Uśmiechnęłam się do niego, mówiąc,że to słodkie. Do tego pokazałam mój strój,który uszyła mi Clawdeen.
-Świetny, dobra robota Deen.- Skomentował ubranie chłopak.
Deen,która siedziała z tyłu, usiadła tak,że widać było po niej,że jest dumna.
-Przypominam ci,Ally,że nie możesz siedzieć przy tym komputerze cały dzień- Przypomniał mi niegrzecznie Tut, który usiadł wtedy koło mnie,przystawiając sobie krzesło.
-All? Czy ja mam jakieś zwidy,czy jesteś tam z ... To jakiś żart?!- Powiedział wściekły upiór, patrząc na nas z niezadowoleniem.>
-Koniec tego dobrego.- Tut wyłączył mi w połowie rozmowy komputer.
-Poupiorzało cię chłopie!?- Krzyknęłam na niego i zła poszłam do swojego pokoju. Zaraz za mną poszła spać Clawdeen. Zła do granic możliwości zamknęłam z trzaskiem drzwi. Co to niby miało być? Clawdmil pewnie był straszliwie zły! Przebrałam się szybko w piżamę,poprawiłam pomarańczową kokardę i rzuciłam się na łóżko. Po paru minutach bezczynnego leżenia, rozległo się pukanie do drzwi.
-Wejść!- Krzyknęłam ze złością,nawet nie odrywając wzroku od sufitu.
-All...-,,Gość'' lekko uchylił drzwi. Pożałowałam,że zgodziłam się,by wszedł. Natychmiast okryłam się kołdrą i popatrzyłam wrogo na chłopaka.
-Idź sobie,jestem w piżamie. Nie życzę sobie,byś mnie oglądał.- Mruknęłam,naciągając maskę,by tylko nie widzieć oblicza Tut'a.
-Sama przed chwilą mi na to pozwoliłaś. Dobra, może głupio,że wyłączyłem ci ten komputer,ale jakoś tak wyszło.- Upiór kręcił się po pokoju. Jego kroki dosłownie ,,wierciły mi dziury'' w głowie.
Burknęłam coś pod nosem na znak niezadowolenia i przekręciłam się tak,że leżałam na plecach.
-Dobra, nie chcesz przeprosin,to nie. Idę.- Powiedział równie wściekły. Kiedy przekraczał próg pokoju, odrzekłam,że takimi przeprosinami mnie nie przekonał. Kiedy usłyszałam trzask drzwi,zdjęłam znienawidzoną,błękitną maskę.
-Poszedł? Poszedł.- Rozejrzałam się po pokoju. Odetchnęłam z ulgą i poprawiłam poduszkę. Nie chciało mi się spać. Widok miałam na rozgwieżdżone niebo. Czarny obraz z malutkimi,białymi punkcikami.
Zerwałam się na równe nogi,natychmiastowo opierając się na parapecie.
-Świat jest tak wielki, a patrzymy się teraz na jedno i to samo niebo...-Powiedziałam do siebie.
Miałam przed oczami obraz mojego chłopaka, jak zły patrzy się również przez okno w swoim pokoju.
Śmieszne uczucie. Wiem,że przy następnej rozmowie mam przechlapane,ale to wyobrażenie jakoś mnie uspokoiło.
Rozdział 6 Koszmar z ulicy Egipskiej:
Patrzenie w niebo przerwał mi wielki gong zegara z salonu.
-Ehh... jak tak będzie straszy-bimbać co godzinę,to ja chyba nigdy nie zasnę.- Pomyślałam na głos i wróciłam z powrotem do łóżka. Nie minęło pięć minut,a moim oczom ukazało się czarne pustkowie. Byłam tam tylko ja,w jakiejś wielkiej,białej sukni i koronie. Przypominała trochę tą,którą dali mi służący.
-To już ten sen? Trochę dziwnie to wygląda. Przecież ja zawsze mam nieświadome sny,zazwyczaj nic nie pamiętam... Co jest?- Mówiłam do siebie. Chodziłam po czarnym świecie, wlokąc za sobą długą suknie.
Krzyknęłam na całe gardło,czy ktoś tam jeszcze jest. Odpowiedziało mi moje echo,kompletna pustka.
Szłam kompletnie donikąd. Nagle zza mną wyrósł wielki sarkofag.
-Co do upiora?!- Wrzasnęłam bezsilnie.
Nagle,jakbym do niego wchodziła. Moim oczom ukazał się straszliwie długi korytarz.
Z początku szłam powoli,dotykając piaskowych ścian. Kiedy odwróciłam się, zobaczyłam,że nie ma już wyjścia dla mnie. Jak jakiś duch, przez ścianę przeniknął Tut. Widać,że szedł wolno. Wyglądał jak zombie. Kiedy przyspieszyłam, on również. Zaczęłam uciekać. Moje białe szpilki nie zostawiały już echa,a odgłos deptanego piasku. Na końcu korytarza była jakaś zakapturzona postać. Zupełnie taka, jaką widziałam,kiedy walczyłam z wampirami.
-Nie ma wyjścia!- Z płaczem krzyknęłam przez cały korytarz.
-Dobra, zobaczymy,czego ode mnie chcesz!- Dodałam szybko,zrzucając koronę na ziemię.
Biegłam w stronę nieznajomej postaci. Kiedy tylko znalazłam się naprzeciw zjawy, zacięcie zrzuciłam jej kaptur z głowy.
Moje oczy rozszerzyły się na rozmiar talerzy.
-Clawdmil?!- Zapytałam niedowierzająco. Ze strachu upadłam na podłogę, która nagle zaczęła się zapadać.
-O mój Ra!- Krzyknęłam z przerażeniem. Gdy tylko otworzyłam oczy, byłam na wielkiej piramidzie.Stałam na jej czubku,który miał naprawdę małą powierzchnię.
-Pomocy!- Z płaczem wołałam,ale nikogo nie było.
Nagle, piramida ukruszyła się,a ja zaczęłam spadać szybko w dół,drąc sukienkę. Kiedy zorientowałam się,że już dawno powinnam spaść, spojrzałam w dół. Wtedy spostrzegłam,że spadam do ognia. I... obudziłam się.
Dyszałam przerażona. Pobiegłam do pokoju sług. Gdy dojrzałam Bastix'a,który już smacznie spał, zaczęłam go szarpać,by się obudził.
-Wstawaj! Rusz się ty leniwy kocie! - Szeptałam podniesionym głosem.
-Mrał... co sie,co co? Księżniczka spać nie może?- Powiedział skołowany otwierając jedno oko.
-Błagam cię, wstawaj! Szybko!- Z łóżka ściągnęłam kotołakowi cienką kołdrę. Bastix przeciągnął się parę razy i posłusznie poszedł do mojego pokoju.
-Co się stało?- Zapytał, równocześnie ziewając.
-Przepraszam,że zrywam cię o tak nieludzkiej godzinie,ale... nie mogę spać, przyśnił...-Nagle przerwałam. Coś na podłodze zaczęło się błyszczeć.
-Hmm?- Mruknął pod nosem czarny kot,podnosząc to,co leżało na dywanie.
-Nic dziwnego,że spać nie mogłaś,księżniczko. Ktoś podrzucił jaśnie pani to.- Powiedział,podając mi czerwony,kamienny posążek.
Był tak mały, praktycznie wielkości małego palca u ręki. Był w kształcie krokodyla.
-Co to niby jest?- Zapytałam po chwili, nie odrywając wzroku od posążka.
Rozdział 9 Przypadek:
-Wiesz,co? Chyba straciłam ochotę na sklepy.-Podsumowałam. Clawdeen przytaknęła,jednak upiór,zaczął nas wołać. Kiedy cała trójka zasiadła na ławce,ani myślałam się z niej ruszyć,przybiły mnie te nowe informacje. Nagle zadzwonił mój telefon. Gdy usłyszałam piosenkę Catty Noir,która grała mi w torebce,od razu zaczęłam nerwowo szukać iTrumny.
,,-Halo?
-Siema All,zgadnij co? Cleo przekonała swojego tatę,byśmy do was przyjechali! No,nie powiem,że było łatwo,trochę nam to zajęło,ale udało się.- Odezwał się po drugiej stronie słuchawki Deuce. Tego mi brakowało,niebezpieczeństwo,a oni przyjeżdżają!
-O super,a kto przyjedzie? Ty i Cleo?- Udawałam radość i zaskoczenie. Nie wiem,czy ich na coś wtedy naraziłam,ale bałam im się powiedzieć prawdę.
-Nie, zabieramy ze sobą jeszcze Draculaurę,Clawda i Clawdmila.-Zawołał entuzjastycznie upiór.
-Ccc..Clawdmil?!- Wybuchłam przerażona. Nie! Tylko nie on! Jeszcze coś mu się stanie,moje wizje... nie!
-Nie cieszysz się?-Zapytał po chwili.
-Cieszę! Bardzo! Taaak,heh.-Nie byłam za dobrą aktorką, nie jestem Veronicą Von Vamp,aby zadowolenie tak dobrze udawać.
-Hm,no cóż,my już siedzimy w samolocie. Wybacz, że wcześniej nie uprzedziliśmy. Cześć i do zobaczenia.- Skończył rzeczowo Deuce.''
-No to piramidalnie!- Krzyknęłam po zakończeniu rozmowy. Tut,który siedział obok,zapytał z kim rozmawiałam. Poprawiłam grzywkę i powiedziałam,że Deuce dzwonił, oznajmiając przyjazd naszych znajomych.
-Wybacz,muszę iść się przewietrzyć.-Odparł chłopak. Widać,że nie spodobała mu się moja wiadomość.
-Jak na zawołanie! W razie co,będzie tu Cleo i cała władza nie przypadnie temu pazuroszustowi!- Ucieszyła się wilkołaczka,zaciskając pięści w geście przygotowania do walki.
-Albo załatwi nas obie. Wtedy to będzie!- Skomentowałam pesymistycznie. Nie,znów się zaczyna. Mam nadzieję,że może podczas ich pobytu nie będzie żadna interwencja,ani żaden głupi wyskok! Parę minut rozmyślałam w ciszy. Clawdeen widać nie była aż tak skoncentrowana jak ja. Cały czas patrzyła się na mnie,parę razy oklapło jej nawet jedno ucho. Lekko przestraszone odwiedziliśmy tylko jeden sklep i rozdzieliłyśmy się z Tut'em. Moja straszyciółka kupiła sobie egipskie kolczyki i znów wróciłyśmy na ławkę. Podczas wpinania nowej biżuterii przez wilkołaczkę, podszedł do nas zdenerwowany chłopak.
-Dziewczęta,proponuję już wracać. Nie wiem,czy i nie tu na nas czegoś nie szykują.- Odezwał się upiór,który dopiero wrócił na miejsce. Również zrobił drobne zakupy. Uważałam,że to dobry pomysł. Skoro zaraz może przyjechać reszta naszej upiornej ekipy,lepiej nie zostawiać ich na pastwę wampilosu.
Gdy ujrzeliśmy mury pałacu,było już bardzo ciemno. Kawałek trzeba było przejść,aby odwiedzić szklane centrum. Clawdeen dojrzała sylwetki naszych przyjaciół,wysiadających z czarnej limuzyny.
-Ally,Deenie!-Zawołała Cleo. Upiorka od razu podbiegła do nas i mocno nas przytuliła.
-Królewsko! Jak ja dawno tu nie byłam!-Dodała po chwili.
-Cleo przekonała swojego tatę,jednak równy z niego gość. Nie powiem,że pertraktacje były krótkie,ale...-Dołączył się Deuce,po czym się uśmiechnął. Za nimi stali wtuleni w siebie Draculaura i Clawd. Jako ostatni,wysiadł z samochodu mój upiór.
-Aleksa!-Zawołał. Gdy tylko ponownie go ujrzałam,serce zabiło mi mocniej,jednak nie z radości. Ze strachu.
Rozdział 10 Klepsydra z niespodzianką:
-Uciekaj,proszę cię. Nie potrzebnie tu przyjechaliście. Tu jest zbyt niebezpiecznie.-Wyszeptałam cicho do tulącego mnie chłopaka.
-O czym ty gadasz? Stęskniłem się za tobą.-Powiedział Clawdmil, kompletnie ignorując moje ostrzeżenia.
-Kochani,moglibyśmy już iść spać? Jest już dość późno,a my zmęczeni po podróży.-Zapytała Draculaura.
Wampirka popchnęła swoją różową walizkę w kierunku drzwi wejściowych. Niespodziewanie,otworzył je Bastix.
-O,już jesteście. Witaj księżniczko Cleo.-Na widok kuzynki,kotołak skłonił się prawie do ziemi.
-Pomogę z walizkami.-Dodał, kierując wzrok w stronę Draculaury,która sama próbowała poradzić sobie ze swoim bagażem. Clawd mówił słudze,że nie potrzebują pomocy. Koniec końców to Bastix i tak wnosił wszystkie walizki.
-A ja nadal ci nie ufam.-Odezwał się do machającego z końca korytarza Tut'a,Clawdmil.
-O dajże spokój. Nic do niego już nie mam. Co nieco mi wyjaśnił.-Poprosiłam grzecznie,by wilkołak mu odpuścił. Sama przebaczyłam mu wszystko. Myślę,że chyba chce mi pomóc.
-Co?! Co ci niby wyjaśnił?!-Chłopak był zaskoczony .Widziałam niezrozumiałe przerażenie w jego oczach.
-O co ci chodzi?! Nie bądź tak upiornie zazdrosny! To nie twoja sprawa,tylko moja. Nie musisz się martwić na zapas,bo wkurzasz mnie.-Podniosłam głos. Od razu Lala chciała mnie uciszyć. Zawstydzona,spuściłam głowę. Powiedziałam tylko ,,Straszydobranoc'' i poszłam spać.
Obudziłam się gdzieś o drugiej w nocy,przerażona w każdym możliwym stopniu.
Znów miałam koszmar. Z Clawdmilem w roli głównej. Natychmiast zrobiłam ,,przepłosz'' pokoju. Nie znalazłam amuletu,którego się spodziewałam. Musiał być dobrze schowany.
-No nie! Muszę go znaleźć! Inaczej nie zasnę za żadne,egipskie skarby!-Szeptałam poirytowana sama do siebie. Ku mojemu zdziwieniu znalazłam sennik. Był zamknięty w mojej klepsydrze.
-Super! Będę musiała rozwalać mój ulubiony zegar!-mruknęłam pod nosem z dozą złości. Wzięłam klepsydrę do ręki,zastanawiając się,jak wyciągnąć statuetkę,bez niszczenia mojej własności.
Nie wiem jak się on tam znalazł,ale musiał być tam włożony za pomocą czarów,spody były bardzo dobrze zespolone. ,,Zegarek'' był zamknięty z każdej strony i nijak sennika nie dało się wyciągnąć,ani tym bardziej tam wepchnąć. Zrezygnowana,ale i równocześnie wściekła wyszłam na dwór. Wrzuciłam klepsydrę do fosy.
-Czego ty chcesz ode mnie,mojego chłopaka,moich przyjaciół?-Zapytałam,wpatrując się w księżyc.
Kiedy zamykałam drzwi do mojego pokoju,powiedziałam sobie w duchu,że muszę o tym pogadać z Clawdmilem. Może to i tylko sen,ale jak sam Bastix powiedział ,,To ukrywa twoje przeznaczenie w śnie,robi to tak,by jak najbardziej cię przestraszyć,a tylko malutka część może się wydarzyć''. Nie ma opcji,by nic się nie spełniło.
Następnego dnia nie zjadłam śniadania. Obudziłam się późno,bo około południa. Ubrałam się i pierwsze co zrobiłam,poszłam po Clawdmila,który siedział z Deuce'm i Clawdem w salonie.
-Sorry chłopaki,muszę na chwilę go sobie pożyczyć.-Powiedziałam stanowczo,wychylając się zza oparcia kanapy,kładąc rękę na ramieniu mojego chłopaka.
-Daj spokój All,teraz grają nasi! Przyjdź za godzinę. Wszyscy musimy to obejrzeć! -Spławił mnie Clawd.
-Sprawa ważna,ruszaj się.- Ponaglałam wilkołaka. Jednak on ani myślał się ruszyć.
-Za chwilkę.-Dodał sucho,jedząc jednocześnie popcorn. Obrażona odwróciłam się na pięcie i poszłam do swojego pokoju.
-Może wie,że szykuje się rozmowa? Pff! Poczekam tą godzinę,jak tak mu zależy.-Mruknęłam do siebie. Położyłam się na miękki dywan,który leżał pod oknem w moim pokoju. Przez chwilę gapiłam się jedynie w sufit,gdy moje drzwi dały o sobie znać. Myślałam,że to Clawdmil poczuł moją złość i jednak raczył się pojawić,jednak nie był to on,a Tut. Powiedziałam mu,że może usiąść koło mnie. Chłopak wziął sobie tylko poduszkę.
-Czemu leżysz na podłodze?-Zapytał zdziwiony.
-Na dywanie. Bez powodu. Czekam na tego wampimarudera,co się przed telewizorem wyleguje z całą resztą gromady.-Odparłam bez emocji z przymkniętymi oczami. Upiór powiedział,że słyszał,jak próbowałam z nim pogadać. Koniecznie chciał wiedzieć o czym.
-Obudziłam się wieczorem,stąd to,że leżę już nawet na dywanie. Nie chcę na łóżku,bo to mnie zmorzy i zasnę na dobre.
-Ale co to ma do rzeczy?-Spytał.
-Daj mi dokończyć. Miałam znów koszmar,znów znalazłam sennik! I znów Clawdmil w roli głównej...-Powiedziałam,przekręcając się na drugi bok.
-Ja go spróbuję ruszyć,potem opowiedz mi wszystko,bo moja wrodzona ciekawość nie daje mi spokoju,jak zareaguje.- Mówiąc to,chłopak wyszedł z pokoju. Udało mu się. Parę minut po tym,wrócił się,z moim chłopakiem.
Rozdział 11 Spowiedź krętacza:
-Co to za ważna sprawa,że aż jego w to mieszasz?!- Powiedział wściekły wilkołak w asyście Tuta.
-Nie mieszam,zaproponował,że cię przyprowadził i bardzo mu za to dziękuję.-Odparłam,wciąż leżąc na dywanie. Gdy tylko mumia wyszła,domyśliłam się,że i tak stoi pod drzwiami. Będzie podsłuchiwać,to pewne. Wstałam i próbowałam wszystko wyjaśnić Clawdmilowi.
-Słuchaj,mówiłam ci wczoraj,że nie potrzebnie wszyscy tu przyjechaliście. Dziś wieczorem miałam okropny koszmar, parę dni temu podobny. Wszystko za sprawą senników Ammut. Działają na zasadzie wizji przyszłości w tej gorszej formie,by cię przestraszyć. Najgorsze jest to,że nie ma opcji, by nic się z niego nie spełniło,a skoro byłeś tam ty...-Przerwałam. Nie potrafiłam patrzyć mu się w oczy i wyznać,że podejrzewam,że to on mnie prześladuje. Jednak musiałam być pewna.
-Hmm? A co ja tam robiłem?-Powiedział takim tonem,jakby brał mnie za wariatkę.
Oczywiście opowiedziałam mu wszystko. Każdy szczegół,nawet najdrobniejsze detale.
-Oh...-Jego wzdychanie jakoś nie przekonało mnie. Wyglądał,jakby czegoś się bał.
-Powinienem powiedzieć ci o tym od samego początku. Wiedziałem,że to kiedyś wyjdzie na jaw! Głupie posążki!- Momentalnie rozszerzyłam oczy. Co miałoby się wydać? Czy moje sny rzeczywiście się spełniły?!
-Usiądź. Wszystko ci wytłumaczę. Proszę tylko,żebyś mnie zrozumiała. Nikt nas nie podsłuchuje,prawda?-Kiedy zabrzmiało to pytanie,od razu przypomniało mi się o upiorze,który właśnie wyszedł. Tut pewnie sterczy tam nasłuchując.
-Nie.-Odpowiedziałam niepewnie.
-To zaczęło się od samego twojego przybycia. Pamiętasz tylko portal,pole a którym się obudziłaś oraz jakieś resztki tego,co było kiedyś. Tam,na znalazły cię Frankie i Clawdeen.-Zaczął niepewnie.
Po każdym słowie robił małą przerwę. Nie szło mu zbyt dobrze. Zaczynałam się poważnie martwić.
-Ale... skąd ty to wiesz,że one tam były i co pamiętam? Przecież nikomu nie mówiłam nic o portalu! Poza tym tam cię nie było!- Wybuchłam strachem. Skąd on to wszystko wiedział? Momentalnie wstałam z łóżka,na którego rogu siedziałam i wpatrywałam się pełna przerażenia w wilkołaka.
-To jeszcze nie koniec. Wiesz czemu się tam znalazłaś? Przez Troy'a. Gdyby nie on i twoja siła,pewnie podzieliłabyś los innych.
-Jakich innych?!
-Normalsów. Ehh... Należę do tajnego bractwa. Służę demonowi,pożera dusze normalsów. Byłaś nim. Zwykłym człowiekiem. Jednak coś poszło nie tak. Troy miał dosyć służby. Demon nie zdążył zjeść twojej duszy. Rozbił całą szklaną klatkę,a ty uciekłaś. Byłem tam też ja, pobiegliśmy za tobą,a ty dałaś się zapędzić w portal. Wpadając tu,zostałaś potworem. Nie do końca wiem jak. Magia również przyszła ci sama. Rozumiesz już,czemu Troy'a opętało wtedy? To wszystko jego zasługa, nasz pan się chciał zemścić,ale nie przewidział tego, że masz te zdolności. Potem przysłał mnie. Miałem cię po prostu do niego zaprowadzić,przypodobać się i...
-Nie chcę już nic więcej słyszeć! Zdradziłeś mnie! O wszystkim wiedziałeś i nie powiedziałeś! To dlatego się na mnie uwziął! Chce swoje należne... My. My dla ciebie nic nie znaczyliśmy?! Chodziło ci tylko o to,by twój władca mnie dopadł. Jesteś podły!- Przerwałam wilkołakowi. Nie mogłam uwierzyć,że zrobił mi takie potworne ,,bagno'' za plecami. Nic dla niego nie znaczyłam!
-Ally,przestań! Ja cię naprawdę kocham! Kiedy cię poznałem,zrozumiałem wszystko. Sprzeciwiłem mu się,to dlatego mścił się potem na moim bracie. Dlatego moja mama na ciebie krzywo patrzy. Bo wie,że prowadziłem cię na pewną zgubę. Nie wiedziała jeszcze,że już dawno wypowiedziałem mu służbę. Jednak nie spocznie, puki cię nie dopadnie. Wiem,a raczej czuję,że przyjechał za tobą.
-O mój Ra! Nie... nie mogę w to uwierzyć! Jak mogłeś?! Jak?! Ja... ja cię po prostu nienawidzę,rozumiesz? Nienawidzę!-Wybiegłam z pokoju zatrzaskując drzwi. Nie patrzyłam się dookoła. Chciałabym być jak najdalej stąd. Biegłam prosto przed siebie. Tam,gdzie mnie wzrok poniesie.
Rozdział 12 Pustynia wolnych myśli:
Zatrzymałam się gdzieś na środku pustyni. I upadłam na kolana,szlochając jak małe dziecko,któremu ktoś podarował wampistyczną zabawkę,a potem zabrał ze złośliwym uśmiechem i zadowoleniem.
Byłam tylko ja. Rozmyślająca wszystko, zastępcza królowa. Nikt się nie zainteresował,co się ze mną dzieje.
Wiedziałam już wszystko. Mój chłopak okazał się zwykłym sługą mojego ,,kata''. Gdyby nie jego kumpel... nawet nie chcę o tym myśleć. Położyłam się na złocistym piasku i zaczęłam krzyczeć. Nie widziałam innego rozwiązania,by sobie ulżyć. Mijały kolejne godziny,a ja bezmyślnie patrzyłam się w niebo. Co dalej?
Po paru dobrych godzinach samotności,usłyszałam czyjeś kroki. Pomyślałam,że jeśli będzie to ten zdrajca,nie ręczę za siebie i swoje moce. Na szczęście nie był to on,a Tut. Chłopak stąpał powoli,jakby wpuszczono go do klatki pełnej głodnych lwów.
-Jak mnie znalazłeś? Sama nie wiem gdzie jestem. - Odparłam sucho,nie odwracając się.
-Tak szczerze,to przez całą tą rozmowę siedziałem pod drzwiami, jak nimi trzasłaś szybko pobiegłem za tobą. Niby tak nie lubisz biegać,ale jak jesteś wściekła,to chyba nikt cię nie prześcignie.- Powiedział,lekko się uśmiechając. Widać było po nim,że był trochę zmęczony.
-Współczuję ci. Też bym nie chciał być teraz na twoim miejscu.- Chłopak cicho usiadł koło mnie. Piasek był dziś cieplejszy niż zwykle. Choć... może to ja ochłonęłam.
-Pocieszasz. -Odparłam smutno.
-Szkoda mi cię, szczerze. Nie chciałbym mówić ,,a nie straszyłem'',ale... co teraz? - Tut strasznie irytował mnie pytaniami. Jednak zrozumiałam coś. To jednak na nim mogłam polegać najbardziej. Kiedy były te wszystkie ataki, wilkołaki, to on zawsze mi pomagał. Jak dobry przyjaciel,troszczył się o mnie i zawsze miał rację co do Clawdmila. Nie wytrzymałam i rzuciłam się na chłopaka z płaczem. Przepraszałam go za wszystko co mogłam. Wtuliłam się w niego jak w najwygodniejszą poduszkę.
-Przepraszam, za wszystko! Byłam taka wampigłupia! - Krzyczałam pełna łez.
-All,przestań. Cała się rozmazałaś. Wybaczam ci,ale teraz masz tu chusteczkę. Nie martw się.
Na mnie możesz liczyć. - Na mojej twarzy zagościł uśmiech przez łzy. Ocierałam oczy,które dziś były wyjątkowo zapłakane. Świadomość,że jednak mogłabym na kogoś liczyć pocieszyła mnie bardziej,niż ktokolwiek i cokolwiek wcześniej.
Rozdział 13, którego pechowy numer nie powinien się tu pojawić.
Rozdział 14 Nie będzie końca:
-Mocno się myliłam. W prawie wszystkim. Tylko czemu wcześniej mnie tak irytowałeś? Czemu się nie broniłeś,kiedy mówiłam coś o tobie,co nie było prawdą? - Nie rozumiałam postawy Tut'a. Przecież miałam go za kogoś,kto szuka sławy,nie zważa na innych i tylko mi się podlizuje,by zdobyć trochę popularności dla siebie. W moich myślach,to on był tym zdrajcą.
-Wiedziałem,że kiedyś się nauczysz. Trochę to trwało,ale wszystko zrozumiałaś. No,a z tym droczeniem się,wyjaśniałem ci wiele razy. Jesteś naprawdę śliczna,kiedy się wkurzasz. - Na twarzy chłopaka znów pojawił się uśmiech. Tym razem był on bardziej w jego stylu. Zadziorny.
-Oj przestań. Mam dosyć miłosnych rozterek jak na jeden wieczór. Tylko co ja mam zrobić? Wrócić do pałacu? Jak inni zareagują? Ujdę z życiem,jeśli tam będę? - Nie umiałam wtedy racjonalnie myśleć.
Wstałam z piasku i odwróciłam się do kierunku,z którego przybyłam. Pałac był taką małą kropeczką na linii horyzontu.
-Uważam,że warto zaryzykować. Wolałbym jednak,abyś dziś miała kogoś obok, jeśli chcesz, możemy spać na wachty. Sam też niekomfortowo się czuję, wiedząc,że zaraz coś może mnie pochwycić w szpony.
-No,dobra. Jednak, nie wyobrażaj sobie za dużo. Bastix'a też w to zaangażuję. - Zacisnęłam pięści.
To się tak nie skończy. Wrócę i pokażę,że nie boję się niczego. Jeśli nie moje straszyciółki,to ktoś inny mi pomoże. Mimo,że w sercu wciąż czułam pustkę i zwątpienie,szłam do przodu, wprost do pałacu.
Jednak gdy już miałam pociągnąć za klamkę, zawahałam się. Gdy zobaczyłam,że drzwi same się otwierają, pobiegłam schować się za posągami.
-Gdzie ona jest?! O czym rozmawiałeś z nią!? Gadaj!- Cleo była wściekła na Clawdmila. Wilkołak szedł za nią,rozglądając się na wszystkie strony. Kuzynka również zaczęła mnie szukać po wszystkich kątach.
-No... em,zerwaliśmy i może źle to przyjęła. - Odpowiedział zakłopotany Clawdmil.
-Gdybym po każdej kłótni zrywała,to bym chyba się co miesiąc schodziła z Deuce'm z minimum 10 razy! - Cleo była już blisko mnie. Oparła się o posąg,za którym się chowałam.
-Może nie ma jej na terenie pałacu. Draculaura! Clawdeen!- Zawołała straszyciółki,mumia. Widziałam,że Tut chowa się za krzakami,koło Clawdmila. Bałam się,że ten go wyczuje.
-Jesteśmy. Przetrząsnęłyśmy cały pałac! - Powiedziała Draculaura. Za nią szła Deen. Wilkołaczka zawiązała swoją złotą bluzę na biodrach.
-Musiała tu być niedawno. Jeszcze ją czuję. Chyba,że to ty,Cleo. Myli mnie to,że używacie często tych samych perfum.- Deen poprawiła tylko włosy i usiadła na jednym z leżaków,koło basenu.
-To pewnie ja. - Cleo westchnęła. Powiedziała Draculaurze,by jeszcze raz poszukała mnie w pałacu.
-Co się stało!? Clawdmil? Czy ty mnie słuchasz?! - Clawdeen krzyczała do kuzyna,jednak ten odwracał cały czas głowę.
-Wstyd mu się przyznać. Co za zdrajca.- Szepnęłam do siebie.
Rozdział 15 Podchody ze strachem:
Clawdeen wstała,a jej obcasy dawały duży pogłos.
-Słyszysz co do ciebie mówię?! - Podeszła groźnie do Clawdmila.
-Nie chcesz gadać? W porządku,ale chociaż pomóż nam ją znaleźć!- Dokończyła Cleo.
Wilkołak poszedł przed siebie, dziewczyny za nim. Opuścili pałac i udali się na pustynię.
-Dobra,wyłaź.- Szepnęłam do Tut'a,wychodząc zza mojej kryjówki. Szybko weszliśmy do pałacu.
-Draculaurze nie możemy się pokazać. Zaraz wszystkich zawoła i będzie zamieszanie. Proponuję Clawda. - Powiedział chłopak,kierując się do kuchni.
-A on nas nie szuka? No tak, przecież najlepiej iść sprawdzać kuchnię i podjadać ciastka. Cały Clawd. Pewnie Deuce też z nim jest.
-Otóż to. Idę pierwszy. Zostań tutaj,ja uspokoję sytuację. Siedziałam przy drzwiach do kuchni,patrzyłam przez dziurkę od klucza.
-Chłopaki, mam sprawę.- Deuce i Clawd byli zaskoczeni,że przez drzwi wszedł akurat Tut. W końcu,jego też szukali.
-Gdzieś ty był? Co chcesz? - Zapytał zaczepnie Clawd.
-Mam,a właściwie mamy,pewien problem.- Powiedział dyplomatycznie.
Postarał się wytłumaczyć pozostałym,o co mniej, więcej chodzi. Clawd nie mógł w to uwierzyć i cały czas miał oczy,jak dwa talerze obiadowe.
-Łżesz.- Powiedział w końcu,broniąc kuzyna.
-Niestety, to prawda.- Wyszłam zza drzwi,potwierdzając to,co mówi upiór. Deuce już wyjmował komórkę,aby zadzwonić,do swojej dziewczyny,jednak prosiłam go,aby tego nie robił. Coś jest w tym domu,albo raczej ktoś.
-Hmm...Gdzie jest twój kuzyn?- Zapytał podejrzliwie Tut. Chodziło mu oczywiście o tego zazdrośnika o moją pozycję i miejsce w kolejce do tronu. W sumie nie bardzo się do mnie zwykle odzywał,więc nie spodziewałam się,że będzie się mną przejmował.
-Nie wiem i zwampirza mi to. Nie widziałam go długo. On chyba nigdy z pokoju nie wychodzi. O co ci chodzi? - Odparłam zdziwiona.
-No właśnie. Nie wychodzi. Z nim jest coś nie tak. - Tut miał kolejny plan,jednak było już bardzo ciemno.
-Pomyślimy o tym jutro. Dochodzi północ. Deuce,Clawd, zadzwońcie po dziewczyny,ale nie wpuszczajcie ich do mojego pokoju. Nie chcę o niczym rozmawiać. Nie tłumaczcie im nic,zachowajcie pozory. Od tego może zależeć ich nieżycie.- Nakazałam pozostałym chłopakom. Poszłam do mojego pokoju i położyłam się na łóżku. Czekałam,aż Tut przyjdzie z Bastixem. Nagle rozległo się wielkie walenie w drzwi.
Rozdział 16 Trzy razy nie,dziękuję!:
Momentalnie zerwałam się z łóżka. Nie możliwe,aby Bastix swoimi wątłymi,czarnymi łapkami walił tak donośnie. Tut również zachowuje mimochodem kulturę i puka dość lekko. Kto to?
-Wejść? - Odezwałam się w końcu. W ręku miałam jaśka w piaskowym kolorze. Jakby do obrony. Tak, poduszka w razie czego mi pomoże... Do pokoju wtargnął Clawdmil i moje straszyciółki. Cleo,Clawdeen i Draculaura rzuciły mi się na szyję,tylko chłopak stał jakoś skołowany.
-Panu już dziękujemy. Trzy razy nie. Upiorowypad! Wróć,jak nauczysz się pukać. Nie,lepiej w ogóle nie wracaj. - Odezwałam się humorystycznie. Chciałam sprawić,by było mu głupio. Zadziałało. Wilkołak oblał się rumieńcem i pośpiesznie wyszedł.
-Czaję już,że zerwaliście. O co poszło? - Zapytała Draculaura z jej nieodłączną słodkością.
-Nie chcę o tym rozmawiać. Dajcie mi straszyspokój, jest pierwsza w nocy. Rozmówimy się później. - prychnęłam w odpowiedzi. Parę minut po pośpiesznym wyjściu straszyciółek,do pokoju wszedł Tut.
-A ty co? Wybierasz się na nocowanie w pokoju obok czy na tygodniową wycieczkę?- Zapytałam zabawnie,widząc jak chłopak taszczył ze sobą wiele pudeł z grami, karty do gry, komórkę, strachobooka i dużą, czerwoną torbę.
-By się nie nudziło. Bastixa jeszcze nie ma. Będzie za chwilkę. Ten kocur to ,,stary wyjadacz''. Kiedyś graliśmy w karty całą noc!- Powiedział, odkładając wszystko na podłogę. Zaśmiałam się. Po krótkiej opowieści nabrałam wielkiej chęci do gry. Gdy zjawił się Bastix, natychmiast kazał mi się położyć spać. Cytując kotołaka ,,Pani musi się wyspać,ja nie muszę''. Na szczęście Tut zajął służącego grą. Ja oparta o rękę przyglądałam się im. Po godzinie zmorzył mnie sen. Chyba zaraz po mnie położył się Tut. Czułam,że czarny kot skrada się cicho,by usiąść na fotelu, który był koło drzwi. Przypadkowo jego ogon połaskotał mnie w nos. Obudziłam się, przetarłam oczy i ujrzałam głęboką zieleń oczu Bastixa.
-Ale masz oczy! Jak dwie,zielone latarki!-Wyszeptałam spod koca.
-Pani śpi. Koty mają naprawdę świetny wzrok. Nic wam przy mnie nie grozi. Mam zbyt ostre pazury.- Powiedział kocur,myjąc się. W sumie, nie widziałam tego,ale było słychać,że mruczy i dojrzałam jak zamyka oczy. Szczerze mówiąc wyglądał naprawdę strasznie po ciemku.
-No już dobrze. Tut już śpi?
-Śpi. Padł jak trup po pięciu partyjkach pokera. Mrr... muszę oświadczyć,że wszystkie je wygrałem.- Zamruczał zadowolony. Nagle spadło coś w salonie. Był to donośny dźwięk tłuczonego szkła. Zerwałam się z łóżka jak oparzona. Bastix również zapalił szybko światło. Tut niemrawo przeciągnął się i spytał co się stało.
-Spałeś jak dziecko,to nie usłyszałeś. Ktoś łazi po domu.-Powiedziałam, szarpiąc chłopaka by jak najszybciej wstał.
-Zgaś to światło! Zobaczą,że nie śpimy!- Rozkazała mumia. Od razu kot wykonał jego polecenie.
-Nie mogę was zabrać ze sobą,ale nie mogę też zostawić.-Podsumował kotołak.
-Idziemy z tobą.- Zaczęłam po omacku szukać moich notatników.
-Po co Pani to bierze? I tak nie będzie mogła przeczytać.- Powiedział Bastix,podając mi wprost do ręki zeszyt.
-Prawda. I pamiętaj, jestem Ally,Aleksa,All, nie Pani.
-Idziemy już,czy nie?! - Tut zaczął się niecierpliwić. Powoli nacisnął klamkę.
Rozdział 17 Idę tam,gdzie najbliższe drzwi:
Cicho przemknęliśmy przez cały korytarz. Bastix nie był zbyt dyskretny.
Wielki kocur miał oczy jak latarki. Można było go dostrzec nawet w najlepszej skrytce.
Mimo wszystko, stawaliśmy co chwila pod drzwiami. To nie normalne,by nikt tego nie słyszał.
Jednak podsłuchiwanie każdego z pokoi nic nie dało. Wszyscy spali jak zabici. Kiedy tylko udało nam się trafić do salonu,zobaczyliśmy tylko stłuczoną wazę i przewrócone krzesło.
-Może i koty to nie najlepsi tropiciele,ale przyznam,że nie czuję tu żadnego obcego zapachu.- Powiedział Bastix, rozglądając się.
-Hę? A co to?- Tut podszedł do krzesła i zabrał z niego mały kawałek gazy.
-Czyżby bandaż?- Odparłam podejrzliwie, biorąc znalezisko do ręki.
-Albo ktoś zgubił opatrunek,albo jakaś z mumii została trochę oberwana.- Podsumował czarny kocur.
Ja i Tut wymieniliśmy się zdziwionymi spojrzeniami,aż w końcu razem powiedzieliśmy,że to nie my.
-Ciszej. Przecież wiem. Tut woli starsze modele , Pani ma farbowane, Księżniczka ma lekko brokatowe, ten kawałek jest nowy.- Bastix znów nie nazwał mnie po imieniu,jednak miał racje. Nikt,kogo znam,nie nosił takich. Kotołak schował znalezisko do kieszeni.
-Poza ładną wazą i niewinnym krzesłem,nikt nie ucierpiał. Proponuję przestać panikować. Najlepiej iść spać.- Tut ziewnął donośnie i już skierował się do drzwi,jednak kocur złapał go za nadgarstek,mówiąc,by lepiej uważał,bo czuje coś nie dobrego. Zaczynałam się go trochę obawiać. Za dużo wiedział. Jednak posłusznie wróciliśmy do pokoju. Nad ranem upiór zerwał się jak oparzony krzycząc ,,To on!''. Na początku ja i Bastix drwiliśmy z niego,że miał jakiś koszmar. Jednak potem, powiedział nam,że mój kuzyn ma nowe bandaże. Szukałam w pamięci,czy ma racje,jednak nie mogłam sobie tego przypomnieć. Muszę przyznać,że następnego do tronu, po mnie nie widywałam za często. Nawet nie wiem,jak ma na imię. Czemu nigdy mnie to nie interesowało?
-Jest okazja. Na śniadaniu przyjrzymy się mu. Tylko... jak on ma na imię? Wiem,głupio pytać,ale zawsze zwracałam się do niego na ,,ty''.- Powiedziałam zakłopotana, pokazując kocurowi,że ma wyjąć nocne znalezisko.
-Cendall. Przyjemniaczek pojawił się tu właściwie znikąd. Nie ufam mu.- Powiedział Tut.
-Proponuję tyle nie gadać,a ruszać na posiłek.- Bastix zaczepnie połaskotał mnie ogonem po nosie.
Kiedy zasiedliśmy wszyscy do stołu, jadalnia na reszcie była zapełniona. Nie siedziały w niej tylko 4 osoby, jak wcześniej. Niestety na moje nieszczęście, przede mną usiadł Clawdmil. Perfidnie patrzył się na mnie i obserwował każdy mój ruch, ale wtedy byłam zajęta, cały czas mój wzrok był skierowany na Cendall'a. Tut miał rano rację,mówiąc,że ma takie bandaże,jak znaleźliśmy wieczorem. Nie wiedziałam jak się odezwać. W końcu to trochę ryzykowne.
-Fajne bandaże. Nowe?- Zapytał zaczepnie Tut. Spanikowałam, wypowiedział to, co chciałam powiedzieć,ale trochę za wcześnie i kompletnie odbiegając od tematu. Kuzyn może coś zacząć podejrzewać. Wszyscy natychmiast odwrócili się w kierunku Tut'a.
-Em, tak?- Odrzekł ,,zbity z tropu'' Cendall.
-Hm,muszę już iść.- Dodał po chwili kuzyn.
Rozdział 18 Co ci po trupie?:
-W takim razie ja też.- Odrzekł uszczypliwie Tut. Momentalnie go ,,posadziłam'' mówiąc,aby jeszcze coś sobie wziął. Nie chciałam dopuścić do bezpośredniej konfrontacji.
Kiedy sytuacja zrobiła się bardziej bezpieczna odeszłam od stołu. Za mną wstał Clawdmil.
Gdy zorientowałam się,że idzie cały czas za mną i raczej nie chciał wracać do swojego pokoju,rzucił mi strasznie zazdrosny tekst.
-A więc to tak? Wymieniłaś mnie już?!- Powiedział,łapiąc mnie za ramię.
-Nie dotykaj mnie. Nie chcę cię znać,już ci to powiedziałam. Zdradziłeś mnie i zawiodłeś w każdym możliwym stopniu.- Odrzekłam zwyczajnie, zasłaniając się rękoma.
-Myślisz,że mi z tym lekko?! Sytuacja już dawno wymknęła mi się z pod kontroli,w każdej sekundzie mogę już nie żyć,bo przyjdą po mnie. Nie,nie po ciebie,a po mnie!- Zawył żałośnie chłopak. Podejrzliwie zapytałam,skąd to wie oraz po co by im był akurat on.
-Ba,oni już tu są! Sama powiedziałaś mi pierwszego dnia,że mam uciekać. Co mam zrobić,żebyś mi wybaczyła? Proszę cię..
-O to zapytaj sam siebie. Ciszej.- Ucięłam rozmowę. Nagle usłyszeliśmy cichy brzdęk tłuczonego szkła za nami. Spadająca szklanka rozniosła echo po całym korytarzu.
Piaskowe ściany aż skruszały na pisk Draculaury,która słyszała całą naszą rozmowę. Natychmiast rzuciła się do ucieczki,robiąc sporo hałasu. Nawoływała wszystkich naszych straszyciół. Ja i Clawdmil zaczęliśmy ją ścigać. Dopadliśmy ją dopiero w salonie,wtedy popchnęłam ją na kanapę,krzycząc,że ma być cicho. Niestety było już za późno,wampirzyca narobiła tyle szumu,że Cleo,Clawdeen,Tut,Clawd i Deuce szybko zjawili się w salonie. Wampirka wyszarpała się z mojego uścisku i szybko schowała się za Clawdem. Wilkołak spytał skołowany,co się stało. Na to Clawdmil nakazał Draculaurze trzymać język za zębami.
-Hej,hej,spokojnie. Bez zamieszek. Czego chcecie od Lali?- Deuce zachował zimną krew i podszedł do nas spokojnie. Jednak ani ja,ani wilkołak nie byliśmy skorzy do powiedzenia mu. Usiadłam na boku sofy,mówiąc,że ja nic nie powiem. Clawdmil zadeklarował to samo.
-A co to za zmowa milczenia? Ally,co się dzieje?- Spytał mnie Tut,który w tym momencie powinien być po naszej stronie.
-Ty,to już lepiej nic nie mów.- Powiedziałam uszczypliwie,sugerując,że sprawa dotyczy też jego. Mumia momentalnie się wycofała,jednak Deuce nie chciał odpuścić nam tego przesłuchania.
-To sprawa między nami,a Draculaurą.- Podsumował Clawdmil.
-Wcale nie! To nas wszystkich dotyczy! Nie ukrywajcie tego!- Powiedziała słodkim głosem,Lala. Wampirka wysunęła się zza chłopaków i stanęła naprzeciw nam.
-Siedź cicho!- Krzyknął Clawdmil. Widać nosiły go nerwy. Od razu weszłam pomiędzy nimi,mówiąc,że i tak nic od nas nie wyciągną. Później dodałam,że mają się przestać drzeć.
-O,mój Ra! Kłócimy się,a ja nie mam pojęcia o co chodzi! Mogłabym się dowiedzieć?- Powiedziała Cleo,unosząc ręce w królewskim geście.
-Zwampirzę... Sprawa jest zamknięta,nie powinno was to nic obchodzić. Aby się odstresować, posprzątam bałagan,który narobiła Draculaura. To nie wasza sprawa, tematu nie było.-Widziałam,że wampirka chciała jeszcze coś powiedzieć,zaprzeczyć mi. Jednak dodałam,że dla jej własnego dobra ma być cicho,inaczej może się zrobić gorąco. Przedsięwzięłam kroki w kierunku zbitej szklanki. Słudzy nie zdążyli jeszcze jej zabrać. Trzymając szkło w dłoniach,zobaczyłam wielkie,czerwone oczy. Odwróciłam się za siebie. Nic nie zauważyłam. Zaraz potem przyszedł Bastix.
Rozdział 19 Strach ma zielone oczy:
-Witam królową uniżenie.- Odrzekł kotołak. Zapytał potem,czemu fatyguję się sprzątaniem szklanki.
Przestraszyłam się,bo zaraz po mojej ,,wizji'' napatoczył się akurat on. Odrzekłam,że zaczynam się go bać. Rozśmieszony kotołak zaczął prychać ze śmiechu.
-Przepraszam,ale jest Pani naprawdę zabawną następczynią. Będzie mi niesłychanie nudno,kiedy już wróci prawdziwy król.- Powiedział czarny kocur,czyszcząc się. Odparłam,że nie mam humoru,ale cieszę się,że mnie polubił. Prawdę mówiąc,nie do końca mu ufałam,ale również przywiązałam się do niego. Kiedy wróciłam do zbierania szkła,zobaczyłam odbijający się czarny cień. Taką czarną mgłę. Przestraszyłam się i upuściłam wszystko co zebrałam. Kotołak zdziwiony,spytał co mi jest i zabrał odłamki. Natychmiast pobiegłam do Tut'a,który wracał wtedy do swojego pokoju. Dopadłam go na początku korytarza.
-Słuchaj,ja... coś widziałam. Coś dziwnego!- Powiedziałam nerwowo. Ten odparł,że mam się uspokoić i wytłumaczyć mu wszystko. Kiedy opowiedziałam mu całą sytuację,jak na nieszczęście z pokoju wyszedł Clawdmil i zobaczył mnie z mumią.
-No,ładnie,ładnie. Ja tu się o ciebie martwię,a ty mnie wymieniasz na niego.-Zaczął rozmowę wilkołak.
-Zamknij się. Przecież ja wszytko wiem i to gorzej dla ciebie.- Tut odsunął się kawałek.
-Powiedziałaś mu?! Niby z jakiej racji!?- Wilkołak strasznie się zdenerwował,złapał mnie za ramię i przyparł do ściany.
-Zostaw ją, bardziej jej pomogę niż ty.- Powiedział Tut,łapiąc mnie za drugie ramię.
Widząc,że ta wymiana zdań nie skończy się dobrze,zaproponowałam spotkanie. Musieliśmy sobie coś raz,na zawsze wyjaśnić.
-Dobrze, skoro tak,wszystko ci powiem jak na spowiedzi. Przyjdźcie na basen z tyłu domu o północy. Radzę najpierw wam obu się uspokoić i wyżyć,bo spotkanie ma być tajne. Nie chcę takiego scenariusza,że krzykami,obudzicie wszystkich i sprowadzicie na miejsce. Wyjaśnimy sobie wszystko.- Mówiąc to,miałam na myśli głównie wilkołaka. Odsunęłam się od chłopaków i poszłam do mojego pokoju. Słyszałam przez drzwi,że mijając się,jeszcze się kłócili.
Poddenerwowana,wysłałam im na szybko upioromesy,że mają się zachowywać. Później żałowałam,że sama zaproponowałam takie coś. Na brudno zapisywałam priorytety,jakie chciałabym powiedzieć. W końcu kończyło się to wywaleniem kartki do kosza. Po jakimś czasie długopis wylał się,brudząc mi dłonie. W tym momencie rozległo się pukanie do moich drzwi.
-Jak na upiozłość!- Powiedziałam pod nosem.
-Nie przeszkadzam?- Przez drzwi wychyliła się Cleo,wchodząc niepewnie do mojego pokoju.
-Nie powiem,że nie,bo sama widzisz.- Odrzekłam,pokazując ręce.
-Wytłumacz mi,wszystko. Proszę. Ja chcę wiedzieć.- Powiedziała kuzynka,bawiąc się jednym ze swoich bandaży. Nie chciałam jej nic przekazać. Bałam się,co może się stać. Mogą być nieostrożni i wydać nas,że coś wiemy. Zaproponowałam pójście do łazienki. Kiedy zmywałam tusz z dłoni,Cleo stała oparta o framugę.
Rozdział 20 Godzina grozy:
Kiedy skończyłam,zakręciłam kran i spojrzałam się w lustro. Przejrzałam się,zaciskając jednocześnie moje bandaże na rękach. Cały czas miałam spuszczony wzrok. Bałam się wieczora.
-Teraz mi powiesz?- Zaczęła mumia.
-Nie.
-Powiedz.
-Nie.- I tak dialog ciągnął się cały czas,aż nie przyszedł Deuce.
-Hej kochanie,jak tam? Co tu tak stoisz?- Zapytał Cleo,całując ją w policzek.
-All nie chce mi powiedzieć o co chodzi.- Podsumowała smutno. Ja nic nie odpowiedziałam. Wzięłam szczotkę, ignorując wymianę zdań pomiędzy parą na mój temat. Czerwona sukienka jaką nosiłam,na szczęście nie uległa zniszczeniu tuszem,więc fryzurą się aż tak nie przejmowałam. Kiedy skończyłam upinać włosy,zobaczyłam w lustrze przerażającą,czarną mgłę z tymi samymi,czerwonymi oczami.
Momentalnie odskoczyłam od umywalki,budząc zdziwienie pary za mną.
-Widzieliście to?!- Zapytałam wystraszona. Cleo i Deuce popatrzyli na siebie.
-Dobra, o co tu chodzi? Znów na coś się zanosi?- Powiedział chłopak,opierając się o drugą część framugi. Jeszcze raz spojrzałam się w lustro z wyraźnym strachem. Gdy zorientowałam się,że już nic tam nie ma,odparłam,że nic im nie powiem. Dzień zleciał mi głównie na przemyśleniu ewentualnych scenariuszy dzisiejszego wieczoru. Kiedy już nastała godzina grozy,poszłam na umówione miejsce. Byłam już prawie u celu,kiedy usłyszałam kłótnie.
-Mieliście się nie kłócić!- Powiedziałam głośno do dwóch upiorów,którzy już tam na mnie czekali.
-A ty nie krzyczeć!- Mumia i wilkołak powiedzieli to jakby razem. Dobrze,że przynajmniej w tym się zgadzają.
-Dość,słyszałam was już od bramy. Idziemy na pustynię. Tak być nie może, zaraz ktoś tu przyjdzie.- Oboje posłusznie poszli za mną. Nie straciłam pałacu z oczu,ale byliśmy dość spory kawałek od niego.
-,,To'' się zbliża i nie czas na nasze niezgody.- Zaczęłam chłodno,jednak wiedziałam,że upiory woleli by,abym przedstawiła sprawę jasno.
-Chciałem...dobra, już mniejsza z tym. Jaki mamy plan?- Powiedział poddenerwowany Clawdmil.
-To zostawcie mnie. Pan i władca planów,do usług.- Mówiąc to,Tut pokłonił się lekko i wziął jakiś mocno zeschnięty patyk. Udawał,że nami dowodzi. Przewróciłam oczami.
-Myślę,aby załatwić to wszystko jutro,wieczorem. Nie wiem jak wy,ale mam dość życia w strachu.- Tut,robiąc kolejne kółko wokół nas sprawiał wrażenie mocno zdenerwowanego.
-Tut,nie pamiętasz,że Clawdeen,kiedy wychodziła ze mną i tobą do galerii mówiła,że coś słyszała w jednym z pokoi na bocznym korytarzu? Tam jest taka wielka sala. Coś musi się tam dziać. Clawdmil,masz mrożące krew w żyłach zadanie. Mianowicie wybadanie,kto mógłby nam pomóc i nas nie wyda. Prościej? Postawić cały pałac na nogi.- Powiedziałam stanowczo. Moje koturny kroczyły dumnie po piasku,ale nogi miałam jak z waty. Nie myślałam,że moje ostateczne starcie będzie już jutro.
Rozdział 2 Bandaże za bardzo związane:
-Wujku, czy mogłabym dowiedzieć się coś o naszych miejscach?-Niedyskretnie dopytałam.
Chłopak,siedzący koło Clawdeen wydawał się bardzo pewny. Ja ze strachu czekałam na podanie numerków.
-Oczywiście, tu je mam.-Powiedziała starsza mumia,dając mi do ręki oczekiwane ,,papierki''.
Oglądałam je przez chwilę. Wujek i pan Bandage siedzą na miejscach 2 i 3 E,ja mam numerek 1 C,a Clawdeen... NO NIE! Moja straszyciółka siedzi tak daleko ode mnie?! Na bilecie wilkołaczki był wydrukowany numer ,,6 F''. Ze strachem wyjęłam ten,przeznaczony dla Tut'a. Czarny napis ,,2 C'' przyprawił mnie o ciarki. Czemu?!
-Czemu jesteśmy tak daleko od siebie?-Zapytałam nadzwyczajnie spokojnie,choć w środku dosłownie wybuchałam.
-Późno rezerwowaliśmy bilety,na szczęście trochę koło siebie było.-Odparł pan Bandage,poprawiając się jednocześnie na krześle.
,,Lot 1313 do Egiptu proszony jest o wejście do samolotu numer 13''-Usłyszeliśmy z głośników na lotnisku komunikat dla nas.
Momentalnie wszyscy się zerwali z krzeseł i kierowali się do maszyny. Kiedy rozejrzałam się wewnątrz,otworzyłam oczy ze zdziwieniem. Na lotnisku nie było nikogo,bo... wszyscy już byli w samolocie.
Zostały pojedyncze rzędy.
-Ehh... chodź.-Powiedziałam zrezygnowana do Tut'a,ciągnąc go na nasze miejsca.Na szczęście przypadło mi miejsce koło okna. Przynajmniej będę miała coś z tego lotu. Ładnymi widokami nie wzgardzę.
Wysłałam szybkiego upioromesa do Clawdmila,że już za chwilę startujemy i wyłączyłam iTrumnę.
-Do kogo piszesz?-Zapytał wścibski upiór.
-Clawdmil.-Odparłam zarozumiale.
Chłopak tylko odwrócił się z jakby obrażoną miną.
Leciało się wyjątkowo długo. Bez straszyciółki u boku było bardzo nudno.
Najpierw zaczęłam rysować,ale gdy tylko usłyszałam komentarz mumii,siedzącej obok mnie,że ów upiór umie lepiej,zgniotłam kartkę i strzeliłam mu prosto w czoło. Schowałam zeszyt. Potem słuchałam muzyki,jednak chłopak mówił,że wszystko słyszy,a chce spać. Wyłączyłam sprzęt i z poirytowaniem wrzuciłam agresywnie odtwarzacz do torby. Następnie grałam w grę na trumnoblecie,ale bateria szybko się wyładowała. Jako,że mi też jakoś było tak sennie jak towarzyszowi z miejsca obok,zmrużyłam oko.
Obudziłam się na komunikat,że za pół godziny będziemy na miejscu.
Ku mojemu zdziwieniu leżałam oparta o chłopaka.
Ten z otwartymi oczami gapił się w sufit.
Odskoczyłam szybko od upiora,jakby mnie właśnie coś poparzyło.
-Mogłeś mnie obudzić...-Rzuciłam nieśmiało.
-Też się dopiero obudziłem.-Powiedział,zawiązując bandaż.
-Nie kłam,bo kłamstwo ma krótkie bandaże.-Podsumowałam.
-No dobra,dobra. Po co miałbym cię budzić?-Przyznał się niechętnie.
-Bo...chyba ci było nie wygodnie...-Z braku argumentów,powiedziałam jakąś głupią wymówkę.
-Wygodnie. Co prawda twoja tiara się trochę wbijała w ramię,ale nie ważne.- Oh! Mój były przyjaciel to miał ,,humorki''! Raz może być upiornie miły,a raz doprowadzić mnie do koszmarnych nerwów i irytacji!
-Dobrze się czujesz? Przecież w ostatnim czasie uwielbiasz mnie wkurzać.- Dopytałam podejrzliwie.
-Bo ładnie wyglądasz jak się wkurzasz.-Powiedział,uśmiechając się.
Nie wytrzymałam, odchyliłam głowę do tyłu i zaczęłam liczyć do dziesięciu.
Chłopak zaczął się śmiać,a ja do czasu lądowania doliczyłam się gdzieś do osiemdziesięciu.
Rozdział 3 Wolność i zamek:
Gdy tylko pozwolono nam opuścić pokład, wybiegłam z samolotu jak najszybciej się dało.
Kiedy zobaczyłam wchodzącą na egipskie lotnisko Deen,zapytałam ją,jak się jej leciało.
-To był prawdziwy,futrzasty horror! Siedziałam koło jakiegoś wampira. Cały lot jadł tyle.. i jeszcze mlaskał! Okropieństwo!- Powiedziała wkurzona.
-Ja trochę się przespałam,potem Tut mnie denerwował... rutyna.-Stwierdziłam,że dostało mi się nie najgorsze miejsce. Gdy zaraz za nami pojawił się Tut,oznajmił,że możemy już iść.
-Niby gdzie?-Zapytała Clawdeen.
-No,do pałacu. Rozglądajcie się moje drogie,za służącymi.-Mówiąc to, zaczął kręcić głową na wszystkie kierunki. Ja byłam zaciekawiona bardziej samym lotniskiem,niż szukaniem kogoś.
Było strasznie wielkie, zbudowane z piaskowych bloków. Było tam pełno potworów. Trzeba było na siebie uważać,by się nie rozdzielić.
-O, tam są.- Wskazał kompletnie obojętnie Tut. Stali i czekali na nas dwaj mężczyźni. Byli bardzo młodzi. Jeden z nich był mumią, drugi to kotołak.
-Witamy, proszę podać walizki.- Ukłonił się lekko czarny kot. Ich prośba została spełniona,a my podążaliśmy za nimi. Gdy tylko zaprowadzili nas do wielkiego,czarnego samochodu,zaczęłam lekko się obawiać.
-Nie to,że jest coś nie tak,ale czemu ten samochód ma tak ciemne szyby?- Zagadałam do drugiego sługi.
-Księżniczko, to środki bezpieczeństwa.-Odparł sucho. Jakoś mnie to nie przekonało.
-Wiesz gdzie jechać.- Powiedział królewsko upiór.
-Koleś,nie rządź się tak. W końcu to Aleksa będzie zastępczym władcą,nie ty.- Dodała uszczypliwie wilkołaczka. Tut widać był po tym komentarzu zły,bo nie odzywał się przez całą drogę do pałacu.
Kiedy jeszcze jechaliśmy, Clawdeen zaczęła coś rysować w swoim notatniku. Był to chyba projekt jakiejś sukienki. Powiedziała,że to dla mnie.
Gdy już dotarliśmy do pałacu,zostało wypowiedziane wielkie ,,wow'',przeze mnie i straszyciółkę.
Tylko Tut nie był jakoś tym specjalnie zaciekawiony. Kazał nam iść dalej oraz nie zatrzymywać się.
My rozglądałyśmy się jak szalone. Wszędzie były w ścianach różnokolorowe klejnoty. Małe i duże.
Jako meble,były tam złote krzesła,parę szafek,no i od czasu,do czasu można było zobaczyć jakąś doniczkę z palmą. Kiedy byłam tak bardzo zaciekawiona nowym miejscem, nie zauważyłam kogoś i wpadłam na tę osobę.
-Bardzo przepraszam!-Wypaliłam szybko.
-Uważaj jak chodzisz!- Krzyknął ze złością jakiś wysoki chłopak.
Ubrany był na złoto, tylko buty i narzutkę miał w kolorze zielonym.
-To raczej ty powinieneś uważać! Rozmawiasz z zastępczynią faraona!- Zwrócił uwagę nieznajomemu Tut.
-O! To ta dziewczyna zabrała mi z przed nosa tron!- Podsumował chłopak i zmierzył mnie morderczym wzrokiem.
-Panie,pragnę zauważyć,że jesteś czwarty w kolejce do tronu, Aleksa jest przed tobą i nie miała na to wpływu.-Powiedział błagalnym tonem jeden ze służących.
-Kiedyś zrozumiesz,że nie nadajesz się tu.- Postraszył mnie nieznajomy. Po tych słowach odszedł w milczeniu.
-Kto to do mumii był!?- Zapytałam zdziwiona czarnego kotołaka.
-Wasz kuzyn,ze strony matki Nefery i Cleo,jej siostry. Ty, Pani jesteś od brata faraona, dlatego w kolejności jesteś trzecia.- Wytłumaczył służący.
-Dzięki,eee...-Zatrzymałam się. Jak go nazwać? Imienia nie znam,a służący to nie jest dobre określenie jak dla mnie.
-Bastix,Pani. Mówić mi możesz jednak jak zechcesz.-Powiedział z lekkim ukłonem.
-Okey, mogłabym trafić do mojego pokoju? Chciałabym,no wiesz.. rozpakować się i tak dalej.- Kotołak jak na rozkaz poprosił,bym poszła za nim. Podczas oprowadzania mnie, wywijał ogonem we wszystkie strony. W mig byłam już w mojej komnacie.
-Pokój 13 jest twój, 12 ma pani Wolf. Na przeciwko masz swojego przyjaciela. W 14 mieszka twój niezbyt miły kuzyn.-Uśmiechnął się sztucznie i odszedł,zamykając drzwi.
Wtedy zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Od złota,aż bolały mnie oczy. Ściany,meble i wszystko inne było w tym kolorze. Moją walizkę opróżniłam bardzo szybko. Parę minut później,urządziłam się.
Po skończeniu wszystkiego, usłyszałam pukanie do drzwi.
-Wejść.- Powiedziałam głośno.
Kiedy przez wrota wszedł Tut,zaczynałam żałować,że to powiedziałam.
-Hmm?-Zaczęłam.
-Nic, wpadłem tylko,by zobaczyć jaki pokój dostałaś. Mój jest naprzeciwko,wiesz?-Chłopak usiadł na moje łóżko. Zrozumiałam,że szybko nie wyjdzie.
-Tak, Bastix mi powiedział, ten kotołak.- Odpowiedziałam bez emocji.
-Aha. Chciałabym ci tylko powiedzieć,że powinnyśmy iść już do jadalni. Zbliża się kolacja. Potem,chcą ciebie widzieć w salonie.-Przedstawił mi plan upiór. Ja posłusznie skierowałam się na korytarz. Potem zasugerowałam,by mi pokazał,gdzie to jest. Kiedy trafiliśmy na wielki,wypełniony jedzeniem stół zorientowałam się, że krzeseł były tylko dwie pary.
-Tylko my jemy?- Zapytała Clawdeen,która widać była zaskoczona liczbą miejsc,a nie posiłkiem.
Rozdział 4 Pierwsze rozczarowania,obowiązki:
Naprzeciwko mnie usiadła moja straszyciółka. Chłopcy byli na końcach stołu.
-Ledwo co widzę Tut'a,taki ten stół długi!- Zaczęła rozmowę przy stole Clawdeen.
-Dokładnie. Gdzie wszyscy inni?- Zapytałam ogół.
-Mają swoje pomieszczenie.- Odparł zarozumiale kuzyn.
Zaczęłam kręcić łyżką w herbacie. Jakoś inaczej wyobrażałam sobie ten pobyt.
-Jest tu internet,komputer?- Zaczęłam po chwili namysłu.
-Oczywiście. Sala 131.-Odpowiedział królewsko Tut.
Powiedziałam mu,że po ,,zaliczeniu'' salonu, pójdę tam,a on mnie zaprowadzi.
Pokiwał głową na ,,tak'' i kontynuował kolację.
Po zjedzeniu posiłku, poszłam z nim do salonu,jednak potem zostawił mnie z samą Clawdeen.
Czekało tam na mnie dwoje,nieznanych mi służących - młoda kobieta i starszy mężczyzna,nie umiałam określić,jakimi byli potworami. Dziewczyna trzymała w rękach jakieś sukienki.
-Oto ubrania dla księżniczki.-Powiedziała.
-Nie potrzebuję,zabrałam ze sobą parę zabójczych ciuchów.- Odparłam zakłopotana.
-Lecz to są królewskie szaty, powinnaś je założyć. Mamy tu też inną tiarę.-Mężczyzna pokazał mi śliczną,złotą koronę.
-No... dobra.- Powiedziałam zrezygnowana i wzięłam sukienki oraz koronę ze sobą, do pokoju obok.
Kiedy z niego wyszłam,poczułam się nieswojo. Złoto-biała, długa szata z paskiem w motyw hieroglifów i tiara nie dodawały mi pewności siebie. Przeciwnie, wydzierały mi ją z rąk. Na bardzo wysokich obcasach chodziłam bardzo pokracznie. Bez stabilnych koturnów niezbyt dobrze mi się chodziło.
-Nie jestem przekonana.- Odparłam,łapiąc sukienkę,bym się nie przewróciła.
-Dokładnie! To kompletnie nie modne!- Powiedziała zbulwersowana wilkołaczka.
Pobiegła na swojego pokoju. Przyniosła ze sobą parę dużych kawałków materiałów,nożyczki,parę zeszytów...Była cała obładowana. Jak dzika rzuciła wszystko na ziemię i z miarą biegała wokół mnie.
Kiedy patrzyłam na skołowane miny służących, sama nie wiedziałam jak się zachować.
-Odsłońcie te zasłony! Księżyca i igrzysk! Haha.- Zaśmiała się wilkołaczka, zszywając dwa wielkie płaty materiałów. Parę minut później sukienka była już na mnie.
-To ja rozumiem!- Z wielkiej sukni, Clawdeen zrobiła prześliczną, białą mini ze złotymi zdobieniami. Nawet tiara uległa małej przemianie.
-No... i załóż te buty. Na tych, to możesz się tylko wywalić.- Powiedziała, spoglądając krytycznie na obuwie. Podała mi zaprojektowane przez nią.
Piękne,złote buty na białym koturnie o wiele bardziej przypadły mi do gustu.
-Ależ... pani!-Powiedziała kobieta.
-Żadne ależ!- Ucięłam i wyszłam z pokoju.
-Nie minął jeszcze jeden dzień,a oni już chcą mnie zmieniać...-Zaczęłam smutno, idąc razem z przyjaciółką po korytarzu.
-Wiem co czujesz, to jak założyć ulubione buty,ale okazuje się,że trzeba je podrasować,a masz sentyment!- Powiedziała projektantka. Zaśmiałam się serdecznie. Śmieszne wydało mi się to porównanie. Poprawiła mi humor.
Rozdział 5 Serce,nie sługa,masz ich zbyt dużo!:
-Gdzie na wszystkie piramidy,ta sala komputerowa!?- Wrzasnęłam na cały korytarz, orientując się,że mijam po raz piąty tą samą salę. Niespodziewanie zza najbliższego rogu wyskoczył Tut,mówiąc,bym się ,,tak nie darła'' i,że sala jest w korytarzu obok.
-Ah! To tu było! Musiałyśmy przeoczyć to,bo byłam przekonana,że ten korytarz był przez nas mijany.- Powiedziała zaciekawiona Clawdeen. W sali były 3 laptopy. Cała sala była pomalowana na błękitny kolor. Zapytałam,z którego komputera mogę skorzystać.
-Z tego na przykład.- Odrzekł upiór,włączając mi biały laptop.
Nim się obejrzałam, miałam już na pulpicie mojego upiora.
<-Hej,wilczku! Jak się masz?-Zaczęłam, machając do komputera.
-No,a jak miałoby być. Bez ciebie to nudno.- Powiedział wilkołak za ekranem.
Uśmiechnęłam się do niego, mówiąc,że to słodkie. Do tego pokazałam mój strój,który uszyła mi Clawdeen.
-Świetny, dobra robota Deen.- Skomentował ubranie chłopak.
Deen,która siedziała z tyłu, usiadła tak,że widać było po niej,że jest dumna.
-Przypominam ci,Ally,że nie możesz siedzieć przy tym komputerze cały dzień- Przypomniał mi niegrzecznie Tut, który usiadł wtedy koło mnie,przystawiając sobie krzesło.
-All? Czy ja mam jakieś zwidy,czy jesteś tam z ... To jakiś żart?!- Powiedział wściekły upiór, patrząc na nas z niezadowoleniem.>
-Koniec tego dobrego.- Tut wyłączył mi w połowie rozmowy komputer.
-Poupiorzało cię chłopie!?- Krzyknęłam na niego i zła poszłam do swojego pokoju. Zaraz za mną poszła spać Clawdeen. Zła do granic możliwości zamknęłam z trzaskiem drzwi. Co to niby miało być? Clawdmil pewnie był straszliwie zły! Przebrałam się szybko w piżamę,poprawiłam pomarańczową kokardę i rzuciłam się na łóżko. Po paru minutach bezczynnego leżenia, rozległo się pukanie do drzwi.
-Wejść!- Krzyknęłam ze złością,nawet nie odrywając wzroku od sufitu.
-All...-,,Gość'' lekko uchylił drzwi. Pożałowałam,że zgodziłam się,by wszedł. Natychmiast okryłam się kołdrą i popatrzyłam wrogo na chłopaka.
-Idź sobie,jestem w piżamie. Nie życzę sobie,byś mnie oglądał.- Mruknęłam,naciągając maskę,by tylko nie widzieć oblicza Tut'a.
-Sama przed chwilą mi na to pozwoliłaś. Dobra, może głupio,że wyłączyłem ci ten komputer,ale jakoś tak wyszło.- Upiór kręcił się po pokoju. Jego kroki dosłownie ,,wierciły mi dziury'' w głowie.
Burknęłam coś pod nosem na znak niezadowolenia i przekręciłam się tak,że leżałam na plecach.
-Dobra, nie chcesz przeprosin,to nie. Idę.- Powiedział równie wściekły. Kiedy przekraczał próg pokoju, odrzekłam,że takimi przeprosinami mnie nie przekonał. Kiedy usłyszałam trzask drzwi,zdjęłam znienawidzoną,błękitną maskę.
-Poszedł? Poszedł.- Rozejrzałam się po pokoju. Odetchnęłam z ulgą i poprawiłam poduszkę. Nie chciało mi się spać. Widok miałam na rozgwieżdżone niebo. Czarny obraz z malutkimi,białymi punkcikami.
Zerwałam się na równe nogi,natychmiastowo opierając się na parapecie.
-Świat jest tak wielki, a patrzymy się teraz na jedno i to samo niebo...-Powiedziałam do siebie.
Miałam przed oczami obraz mojego chłopaka, jak zły patrzy się również przez okno w swoim pokoju.
Śmieszne uczucie. Wiem,że przy następnej rozmowie mam przechlapane,ale to wyobrażenie jakoś mnie uspokoiło.
Rozdział 6 Koszmar z ulicy Egipskiej:
Patrzenie w niebo przerwał mi wielki gong zegara z salonu.
-Ehh... jak tak będzie straszy-bimbać co godzinę,to ja chyba nigdy nie zasnę.- Pomyślałam na głos i wróciłam z powrotem do łóżka. Nie minęło pięć minut,a moim oczom ukazało się czarne pustkowie. Byłam tam tylko ja,w jakiejś wielkiej,białej sukni i koronie. Przypominała trochę tą,którą dali mi służący.
-To już ten sen? Trochę dziwnie to wygląda. Przecież ja zawsze mam nieświadome sny,zazwyczaj nic nie pamiętam... Co jest?- Mówiłam do siebie. Chodziłam po czarnym świecie, wlokąc za sobą długą suknie.
Krzyknęłam na całe gardło,czy ktoś tam jeszcze jest. Odpowiedziało mi moje echo,kompletna pustka.
Szłam kompletnie donikąd. Nagle zza mną wyrósł wielki sarkofag.
-Co do upiora?!- Wrzasnęłam bezsilnie.
Nagle,jakbym do niego wchodziła. Moim oczom ukazał się straszliwie długi korytarz.
Z początku szłam powoli,dotykając piaskowych ścian. Kiedy odwróciłam się, zobaczyłam,że nie ma już wyjścia dla mnie. Jak jakiś duch, przez ścianę przeniknął Tut. Widać,że szedł wolno. Wyglądał jak zombie. Kiedy przyspieszyłam, on również. Zaczęłam uciekać. Moje białe szpilki nie zostawiały już echa,a odgłos deptanego piasku. Na końcu korytarza była jakaś zakapturzona postać. Zupełnie taka, jaką widziałam,kiedy walczyłam z wampirami.
-Nie ma wyjścia!- Z płaczem krzyknęłam przez cały korytarz.
-Dobra, zobaczymy,czego ode mnie chcesz!- Dodałam szybko,zrzucając koronę na ziemię.
Biegłam w stronę nieznajomej postaci. Kiedy tylko znalazłam się naprzeciw zjawy, zacięcie zrzuciłam jej kaptur z głowy.
Moje oczy rozszerzyły się na rozmiar talerzy.
-Clawdmil?!- Zapytałam niedowierzająco. Ze strachu upadłam na podłogę, która nagle zaczęła się zapadać.
-O mój Ra!- Krzyknęłam z przerażeniem. Gdy tylko otworzyłam oczy, byłam na wielkiej piramidzie.Stałam na jej czubku,który miał naprawdę małą powierzchnię.
-Pomocy!- Z płaczem wołałam,ale nikogo nie było.
Nagle, piramida ukruszyła się,a ja zaczęłam spadać szybko w dół,drąc sukienkę. Kiedy zorientowałam się,że już dawno powinnam spaść, spojrzałam w dół. Wtedy spostrzegłam,że spadam do ognia. I... obudziłam się.
Dyszałam przerażona. Pobiegłam do pokoju sług. Gdy dojrzałam Bastix'a,który już smacznie spał, zaczęłam go szarpać,by się obudził.
-Wstawaj! Rusz się ty leniwy kocie! - Szeptałam podniesionym głosem.
-Mrał... co sie,co co? Księżniczka spać nie może?- Powiedział skołowany otwierając jedno oko.
-Błagam cię, wstawaj! Szybko!- Z łóżka ściągnęłam kotołakowi cienką kołdrę. Bastix przeciągnął się parę razy i posłusznie poszedł do mojego pokoju.
-Co się stało?- Zapytał, równocześnie ziewając.
-Przepraszam,że zrywam cię o tak nieludzkiej godzinie,ale... nie mogę spać, przyśnił...-Nagle przerwałam. Coś na podłodze zaczęło się błyszczeć.
-Hmm?- Mruknął pod nosem czarny kot,podnosząc to,co leżało na dywanie.
-Nic dziwnego,że spać nie mogłaś,księżniczko. Ktoś podrzucił jaśnie pani to.- Powiedział,podając mi czerwony,kamienny posążek.
Był tak mały, praktycznie wielkości małego palca u ręki. Był w kształcie krokodyla.
-Co to niby jest?- Zapytałam po chwili, nie odrywając wzroku od posążka.
Rozdział 7 Ja się nie śmieję,to dochodzenie:
-Sennik Ammut. Na zrozumienie, zjadacz snów,dawca przeznaczenia prawdziwego w fałszu.- Kotołak wziął swój ogon do ręki. Zaczął się nim bawić. Sługa odłożył ostrożnie posążek na moją szafkę nocną.
-Mów po potworzemu...-Powiedziałam zdezorientowana.
-Zależy co widziałaś. To ukrywa twoje przeznaczenie w śnie,robi to tak,by jak najbardziej cię przestraszyć,a tylko malutka część może się wydarzyć. Nie wiadomo. Wystarczy,by była w pokoju,by nie dawała spać wszystkim osobom przebywającym w nim. Teraz wiesz o czym mówię? Ktoś panience wykręcił naprawdę wredny dowcip. Figurkę zaraz wrzucę do fosy.- Powiedział srogo i wyszedł.
-To na pewno ten drań! To on był w moim pokoju,nim poszłam spać!- Pomyślałam na głos i ze złością wyszłam z pokoju. Z im petentem walnęłam w drzwi Tut'a. Chłopak wyraźnie zaskoczony, przetarł jedno oko i powiedział,czy przyszłam się pogodzić oraz zasugerował,że powinnam zrobić to rano.
-Jaja sobie robisz?! Jak mogłeś,wiesz?! To był żart? Ja się nie śmieję!- Nakrzyczałam na upiora.
-Co ci? Zrywasz mnie o czwartej i jeszcze pretensje?- Odpowiedział mi pytaniami.
Warknęłam ze złości i wróciłam do mojego pokoju,mrucząc pod nosem jak bardzo się myliłam kiedyś co do niego.
Następnego dnia,zobaczyłam wszystkich na śniadaniu. Bastix nieufnie rozglądał się po sali,podając nam jedzenie z pozostałymi służącymi. Nie odzywając się ani jednym słowem,skończyłam i wyszłam podminowana. Za mną wybiegł kuzyn,miał jakąś zbyt ciekawską minę.
-Poczekaj.- Nakazał.
-Chcę iść do sali komputerowej. Co chcesz?- Zapytałam niegrzecznie. Już chciałam iść,ale chłopak zagrodził mi drogę.
-Czego?- Nie chciałam tracić czasu. Próbowałam go wyminąć. Jednak się nie dało.
Upiór był o wiele wyższy ode mnie,a korytarz,który prowadził skrótem do sali był dość wąski.
-Musimy porozmawiać.-Odpowiedział sucho,wykazując mi drogę zupełnie przeciwną od mojego celu.
-Dobrze, byle szybko.-Rzuciłam,idąc w pokazaną stronę. Kuzyn zaprowadził mnie do swojego pokoju. Widać,że mieszkał tu od dawna. Wszędzie były walające się amulety,szaty i inne egipskie dodatki.
Usiadłam na turkusowej sofie splatając ręce. Czego on chce? Brakuje mi Clawdmila, ten sen...
-Mam sprawę. Jak wytłumaczysz mi to?- Powiedział,wskazując sennik,który znalazłam rano.
-Skąd to wziąłeś? Przez to miałam niezłą straszyjazdę w nocy!- Wytłumaczyłam.
-Rozumiem,ale czemu to było w moim pokoju?- Zapytał. W jego minie widać było,że o coś mnie podejrzewa.
-TUT!- Krzyknęłam na całe gardło.
Parę chwil po tym,spanikowany upiór,którego imię wykrzyczałam, otworzył dzwi.
-Co jest?- Powiedział rozkojarzony.
-Wszystko ok?- Zapytał ponownie.
-Ah,nie zgrywaj mi tu niewiniątka! Co to jest!? Przestań się bawić czyimiś snami!- Powiedziałam,pokazując mu wydarty z ręki kuzyna amulet. Tut wyglądał na bardzo zaskoczonego moimi oskarżeniami. I to tak... prawdziwie. Widziałam jego reakcję i zastanowiłam się,czy to na sto upioprocentów on nam płata figle. Wkurzona,a jednocześnie zamyślona poszłam wreszcie do sali komputerowej. Włączyłam szybkim ruchem pierwszy,lepszy komputer z brzegu. Kiedy próbowałam włączyć video,musiałam długo czekać. Widać były jakieś zakłócenia. Na szczęście Clawdmil był wtedy przed ekranem. Najpierw nie wiedziałam jak się zachować,ale potem przypomniałam sobie,że w końcu to był tylko sen i nie powinnam panikować.
<-Ally?- Odezwał się pierwszy Clawdmil.
-Hej, cały dzień na kompie? Słabo cię widzę,słychać też nie najlepiej.-Odrzekłam smutno.
-Tak właściwie,to czemu nie powiedziałaś mi,że jedziesz z... tym czymś.-Zapytał zaczepnie wilkołak.
-Daj spokój. W dowcipnisia się bawi i amulety podrzuca.- Powiedziałam i machnęłam ręką.
-Wiesz, muszę już kończyć. Umówiłem się na deskę z Troy'em. Sorry,że tak krótko. Nie spodziewałem się,że będziesz.-Clawdmil zaczął grzebać w swojej szafie,wyjmując deskę. Zdziwiło mnie to,bo pod meblem,coś się błyszczało. To nie możliwe,aby to... chociaż. Wilkołak nie wyglądał na wyspanego. Od razu pożegnałam się podejrzliwie.>
Odsunęłam się od komputera,sama siebie pytając,co się świeciło pod szafą. Może to naprawdę nic ważnego?
Rozdział 8 Spisek:
Po paru chwilach samotnego siedzenia dołączyła do mnie Clawdeen. Zapytała,czy nic mi nie jest.
Nawet sama uważałam siebie za jakąś przygnębioną. Biedna straszyciółka nie miała tylu obaw,co ja teraz.
-Aleksa? Co jest? Od tego przyjazdu zachowujesz się jak jakaś szara straszymyszka! Może jakiś wypad na małe zakupy by ci pomógł?- Przyjaciółka uśmiechnęła się życzliwie ukazując przy tym swoje białe kły. Narzuciła torbę na ramię i kazała iść.
-Chwilka... wiesz gdzie iść?- Zapytałam podejrzliwie. Nawet ja nie wiedziałam gdzie są sklepy.
-No,tak. Nie jesteśmy w Salem. Podpytam jakiegoś służącego. Chodź,do upiornych świat należy! -Nalegała wilkołaczka. Posłusznie poszłam za nią. Clawdeen po paru minutach spaceru korytarzem,zaczepiła jedną ze służek.
-Hej,Aleksa i ja mamy małe pytanko. Jest tu jakieś... centrum handlowe,sklepy,cokolwiek?-Rzuciła rozbawiona straszyciółka.
-Oczywiście,ale nie możecie w żadnym wypadku iść same,ani tak... ubrane.-Powiedziała służka.
Clawdeen natychmiastowo poczuła się urażona,zakrzyknęła,że ona zna się na modzie najlepiej i za żadne skarby nie przebierze się. Dziewczyna skinęła głową nad wyraz spokojnie,jednak gdy ja powiedziałam,że też nie muszę,natychmiastowo wskazała mi drzwi do łazienki i wcisnęła w ręce wielką suknię. Westchnęłam zrezygnowana,zamykając za sobą drzwi. Gdy tylko wyszłam,zobaczyłam w korytarzu moją straszyciółkę,która wyglądała na nieco przestraszoną.
-Deen? Co ci?- Zapytałam po chwili,rozglądając się za kimś,kto mógłby nas zabrać do centrum.
-No,ja... potem ci powiem.- Wilkołaczka zaczęła nerwowo bawić się włosami. Na nasze nieszczęście napatoczył się Tut. Chłopak również chciał mi coś przekazać. Jednak ja nie chciałam go zbytnio słuchać. Niestety bardzo nalegał.
-Hmmm... no dobrze. Wysłucham cię,ale masz nas zaprowadzić do centrum. Chyba wiesz,gdzie to jest.-Odrzekłam zdecydowanie.
-Tak,tak,ale pospieszmy się.-Upiór nie wyglądał na zadowolonego,jednak poszedł na mój układ.
Gdy tylko zobaczyliśmy wielką,szklaną piramidę,wiedzieliśmy już,że jesteśmy na miejscu.
-Teraz mogę? Sprawa jest dość ważna.- Powiedział pewny siebie,odciągając mnie na bok.
-To nie ja podrzucałem te posążki,uwierz mi!-Zaczął niejasno.
-Ale co to ma teraz do rzeczy? Jeśli nie ty,to...?-Wzruszyłam ramionami. Już chciałam iść,jednak Tut zatrzymał mnie.
-Tylko,że ja wiem kto.- Odpowiedział,wyciągając komórkę.
Dodał tylko,że powinno mnie to bardziej zaciekawić. Puścił mi krótki filmik,który sam nagrał.
Widać było na nim zakapturzoną postać,która chowała amulet w pokoju Bastix'a. Na ręce miał bransoletę taką,jaką nosił mój kuzyn. Upiór na nagraniu szyderczo się zaśmiał i zniknął.
-Nakręciłem to wczoraj. Coś mi się nawet nie wydaje,że to twoja rodzina,All.-Tut schował iTrumnę i rozłożył ręce w oczekującym geście.
-Ehh,nie wiem co o tym myśleć. To nie musi być on. Może po prostu wyciął nam kawał. Dobrze,jednak jestem ci winna przeprosiny. W sumie też mi on nie pasował,ale... przecież sługi by go od razu wywęszyli. To jakiś oszust?- Zapytałam, równocześnie przytulając się do chłopaka w ramach przeprosin.
-Wybacz.-Dodałam.
-Nie ma sprawy. Pamiętaj,że mówiłem,że ślicznie się gniewasz.-Na twarzy Tuta pojawił się znów ,,ten'' zadziorny uśmieszek. Mumia poszła przed siebie,ku wejścia do centrum handlowego.
-A,a teraz moja kolej? Jesteśmy chyba już od zamku dosyć daleko.-Kiedy wilkołaczka zobaczyła,że upiór odszedł,straszyciółka podbiegła do mnie najszybciej jak się da.
-Chyba usłyszałam coś,co nie powinnam usłyszeć!-Clawdeen rozejrzała się dookoła. Żółć jej oczu wydawała się wtedy bardziej żywa,niż kiedyś.
-Kiedy stałam na tym korytarzu,czekając na ciebie,usłyszałam rozmowę twojego ,,kuzyna''. Nie wiem do kogo mówił,ale wyraźnie się z kimś kłócił. Poszło o władzę. Mówił,że kiedy jego tajemniczy gość cię załatwi,on przejmie cały Egipt! Musimy ściągnąć tu Cleo,ta sprawa wymyka się spod kontroli!-Dodała.
Zaczynałam poważnie się niepokoić. Ktoś mnie sobie tutaj nie życzy...
-Sennik Ammut. Na zrozumienie, zjadacz snów,dawca przeznaczenia prawdziwego w fałszu.- Kotołak wziął swój ogon do ręki. Zaczął się nim bawić. Sługa odłożył ostrożnie posążek na moją szafkę nocną.
-Mów po potworzemu...-Powiedziałam zdezorientowana.
-Zależy co widziałaś. To ukrywa twoje przeznaczenie w śnie,robi to tak,by jak najbardziej cię przestraszyć,a tylko malutka część może się wydarzyć. Nie wiadomo. Wystarczy,by była w pokoju,by nie dawała spać wszystkim osobom przebywającym w nim. Teraz wiesz o czym mówię? Ktoś panience wykręcił naprawdę wredny dowcip. Figurkę zaraz wrzucę do fosy.- Powiedział srogo i wyszedł.
-To na pewno ten drań! To on był w moim pokoju,nim poszłam spać!- Pomyślałam na głos i ze złością wyszłam z pokoju. Z im petentem walnęłam w drzwi Tut'a. Chłopak wyraźnie zaskoczony, przetarł jedno oko i powiedział,czy przyszłam się pogodzić oraz zasugerował,że powinnam zrobić to rano.
-Jaja sobie robisz?! Jak mogłeś,wiesz?! To był żart? Ja się nie śmieję!- Nakrzyczałam na upiora.
-Co ci? Zrywasz mnie o czwartej i jeszcze pretensje?- Odpowiedział mi pytaniami.
Warknęłam ze złości i wróciłam do mojego pokoju,mrucząc pod nosem jak bardzo się myliłam kiedyś co do niego.
Następnego dnia,zobaczyłam wszystkich na śniadaniu. Bastix nieufnie rozglądał się po sali,podając nam jedzenie z pozostałymi służącymi. Nie odzywając się ani jednym słowem,skończyłam i wyszłam podminowana. Za mną wybiegł kuzyn,miał jakąś zbyt ciekawską minę.
-Poczekaj.- Nakazał.
-Chcę iść do sali komputerowej. Co chcesz?- Zapytałam niegrzecznie. Już chciałam iść,ale chłopak zagrodził mi drogę.
-Czego?- Nie chciałam tracić czasu. Próbowałam go wyminąć. Jednak się nie dało.
Upiór był o wiele wyższy ode mnie,a korytarz,który prowadził skrótem do sali był dość wąski.
-Musimy porozmawiać.-Odpowiedział sucho,wykazując mi drogę zupełnie przeciwną od mojego celu.
-Dobrze, byle szybko.-Rzuciłam,idąc w pokazaną stronę. Kuzyn zaprowadził mnie do swojego pokoju. Widać,że mieszkał tu od dawna. Wszędzie były walające się amulety,szaty i inne egipskie dodatki.
Usiadłam na turkusowej sofie splatając ręce. Czego on chce? Brakuje mi Clawdmila, ten sen...
-Mam sprawę. Jak wytłumaczysz mi to?- Powiedział,wskazując sennik,który znalazłam rano.
-Skąd to wziąłeś? Przez to miałam niezłą straszyjazdę w nocy!- Wytłumaczyłam.
-Rozumiem,ale czemu to było w moim pokoju?- Zapytał. W jego minie widać było,że o coś mnie podejrzewa.
-TUT!- Krzyknęłam na całe gardło.
Parę chwil po tym,spanikowany upiór,którego imię wykrzyczałam, otworzył dzwi.
-Co jest?- Powiedział rozkojarzony.
-Wszystko ok?- Zapytał ponownie.
-Ah,nie zgrywaj mi tu niewiniątka! Co to jest!? Przestań się bawić czyimiś snami!- Powiedziałam,pokazując mu wydarty z ręki kuzyna amulet. Tut wyglądał na bardzo zaskoczonego moimi oskarżeniami. I to tak... prawdziwie. Widziałam jego reakcję i zastanowiłam się,czy to na sto upioprocentów on nam płata figle. Wkurzona,a jednocześnie zamyślona poszłam wreszcie do sali komputerowej. Włączyłam szybkim ruchem pierwszy,lepszy komputer z brzegu. Kiedy próbowałam włączyć video,musiałam długo czekać. Widać były jakieś zakłócenia. Na szczęście Clawdmil był wtedy przed ekranem. Najpierw nie wiedziałam jak się zachować,ale potem przypomniałam sobie,że w końcu to był tylko sen i nie powinnam panikować.
<-Ally?- Odezwał się pierwszy Clawdmil.
-Hej, cały dzień na kompie? Słabo cię widzę,słychać też nie najlepiej.-Odrzekłam smutno.
-Tak właściwie,to czemu nie powiedziałaś mi,że jedziesz z... tym czymś.-Zapytał zaczepnie wilkołak.
-Daj spokój. W dowcipnisia się bawi i amulety podrzuca.- Powiedziałam i machnęłam ręką.
-Wiesz, muszę już kończyć. Umówiłem się na deskę z Troy'em. Sorry,że tak krótko. Nie spodziewałem się,że będziesz.-Clawdmil zaczął grzebać w swojej szafie,wyjmując deskę. Zdziwiło mnie to,bo pod meblem,coś się błyszczało. To nie możliwe,aby to... chociaż. Wilkołak nie wyglądał na wyspanego. Od razu pożegnałam się podejrzliwie.>
Odsunęłam się od komputera,sama siebie pytając,co się świeciło pod szafą. Może to naprawdę nic ważnego?
Rozdział 8 Spisek:
Po paru chwilach samotnego siedzenia dołączyła do mnie Clawdeen. Zapytała,czy nic mi nie jest.
Nawet sama uważałam siebie za jakąś przygnębioną. Biedna straszyciółka nie miała tylu obaw,co ja teraz.
-Aleksa? Co jest? Od tego przyjazdu zachowujesz się jak jakaś szara straszymyszka! Może jakiś wypad na małe zakupy by ci pomógł?- Przyjaciółka uśmiechnęła się życzliwie ukazując przy tym swoje białe kły. Narzuciła torbę na ramię i kazała iść.
-Chwilka... wiesz gdzie iść?- Zapytałam podejrzliwie. Nawet ja nie wiedziałam gdzie są sklepy.
-No,tak. Nie jesteśmy w Salem. Podpytam jakiegoś służącego. Chodź,do upiornych świat należy! -Nalegała wilkołaczka. Posłusznie poszłam za nią. Clawdeen po paru minutach spaceru korytarzem,zaczepiła jedną ze służek.
-Hej,Aleksa i ja mamy małe pytanko. Jest tu jakieś... centrum handlowe,sklepy,cokolwiek?-Rzuciła rozbawiona straszyciółka.
-Oczywiście,ale nie możecie w żadnym wypadku iść same,ani tak... ubrane.-Powiedziała służka.
Clawdeen natychmiastowo poczuła się urażona,zakrzyknęła,że ona zna się na modzie najlepiej i za żadne skarby nie przebierze się. Dziewczyna skinęła głową nad wyraz spokojnie,jednak gdy ja powiedziałam,że też nie muszę,natychmiastowo wskazała mi drzwi do łazienki i wcisnęła w ręce wielką suknię. Westchnęłam zrezygnowana,zamykając za sobą drzwi. Gdy tylko wyszłam,zobaczyłam w korytarzu moją straszyciółkę,która wyglądała na nieco przestraszoną.
-Deen? Co ci?- Zapytałam po chwili,rozglądając się za kimś,kto mógłby nas zabrać do centrum.
-No,ja... potem ci powiem.- Wilkołaczka zaczęła nerwowo bawić się włosami. Na nasze nieszczęście napatoczył się Tut. Chłopak również chciał mi coś przekazać. Jednak ja nie chciałam go zbytnio słuchać. Niestety bardzo nalegał.
-Hmmm... no dobrze. Wysłucham cię,ale masz nas zaprowadzić do centrum. Chyba wiesz,gdzie to jest.-Odrzekłam zdecydowanie.
-Tak,tak,ale pospieszmy się.-Upiór nie wyglądał na zadowolonego,jednak poszedł na mój układ.
Gdy tylko zobaczyliśmy wielką,szklaną piramidę,wiedzieliśmy już,że jesteśmy na miejscu.
-Teraz mogę? Sprawa jest dość ważna.- Powiedział pewny siebie,odciągając mnie na bok.
-To nie ja podrzucałem te posążki,uwierz mi!-Zaczął niejasno.
-Ale co to ma teraz do rzeczy? Jeśli nie ty,to...?-Wzruszyłam ramionami. Już chciałam iść,jednak Tut zatrzymał mnie.
-Tylko,że ja wiem kto.- Odpowiedział,wyciągając komórkę.
Dodał tylko,że powinno mnie to bardziej zaciekawić. Puścił mi krótki filmik,który sam nagrał.
Widać było na nim zakapturzoną postać,która chowała amulet w pokoju Bastix'a. Na ręce miał bransoletę taką,jaką nosił mój kuzyn. Upiór na nagraniu szyderczo się zaśmiał i zniknął.
-Nakręciłem to wczoraj. Coś mi się nawet nie wydaje,że to twoja rodzina,All.-Tut schował iTrumnę i rozłożył ręce w oczekującym geście.
-Ehh,nie wiem co o tym myśleć. To nie musi być on. Może po prostu wyciął nam kawał. Dobrze,jednak jestem ci winna przeprosiny. W sumie też mi on nie pasował,ale... przecież sługi by go od razu wywęszyli. To jakiś oszust?- Zapytałam, równocześnie przytulając się do chłopaka w ramach przeprosin.
-Wybacz.-Dodałam.
-Nie ma sprawy. Pamiętaj,że mówiłem,że ślicznie się gniewasz.-Na twarzy Tuta pojawił się znów ,,ten'' zadziorny uśmieszek. Mumia poszła przed siebie,ku wejścia do centrum handlowego.
-A,a teraz moja kolej? Jesteśmy chyba już od zamku dosyć daleko.-Kiedy wilkołaczka zobaczyła,że upiór odszedł,straszyciółka podbiegła do mnie najszybciej jak się da.
-Chyba usłyszałam coś,co nie powinnam usłyszeć!-Clawdeen rozejrzała się dookoła. Żółć jej oczu wydawała się wtedy bardziej żywa,niż kiedyś.
-Kiedy stałam na tym korytarzu,czekając na ciebie,usłyszałam rozmowę twojego ,,kuzyna''. Nie wiem do kogo mówił,ale wyraźnie się z kimś kłócił. Poszło o władzę. Mówił,że kiedy jego tajemniczy gość cię załatwi,on przejmie cały Egipt! Musimy ściągnąć tu Cleo,ta sprawa wymyka się spod kontroli!-Dodała.
Zaczynałam poważnie się niepokoić. Ktoś mnie sobie tutaj nie życzy...
Rozdział 9 Przypadek:
-Wiesz,co? Chyba straciłam ochotę na sklepy.-Podsumowałam. Clawdeen przytaknęła,jednak upiór,zaczął nas wołać. Kiedy cała trójka zasiadła na ławce,ani myślałam się z niej ruszyć,przybiły mnie te nowe informacje. Nagle zadzwonił mój telefon. Gdy usłyszałam piosenkę Catty Noir,która grała mi w torebce,od razu zaczęłam nerwowo szukać iTrumny.
,,-Halo?
-Siema All,zgadnij co? Cleo przekonała swojego tatę,byśmy do was przyjechali! No,nie powiem,że było łatwo,trochę nam to zajęło,ale udało się.- Odezwał się po drugiej stronie słuchawki Deuce. Tego mi brakowało,niebezpieczeństwo,a oni przyjeżdżają!
-O super,a kto przyjedzie? Ty i Cleo?- Udawałam radość i zaskoczenie. Nie wiem,czy ich na coś wtedy naraziłam,ale bałam im się powiedzieć prawdę.
-Nie, zabieramy ze sobą jeszcze Draculaurę,Clawda i Clawdmila.-Zawołał entuzjastycznie upiór.
-Ccc..Clawdmil?!- Wybuchłam przerażona. Nie! Tylko nie on! Jeszcze coś mu się stanie,moje wizje... nie!
-Nie cieszysz się?-Zapytał po chwili.
-Cieszę! Bardzo! Taaak,heh.-Nie byłam za dobrą aktorką, nie jestem Veronicą Von Vamp,aby zadowolenie tak dobrze udawać.
-Hm,no cóż,my już siedzimy w samolocie. Wybacz, że wcześniej nie uprzedziliśmy. Cześć i do zobaczenia.- Skończył rzeczowo Deuce.''
-No to piramidalnie!- Krzyknęłam po zakończeniu rozmowy. Tut,który siedział obok,zapytał z kim rozmawiałam. Poprawiłam grzywkę i powiedziałam,że Deuce dzwonił, oznajmiając przyjazd naszych znajomych.
-Wybacz,muszę iść się przewietrzyć.-Odparł chłopak. Widać,że nie spodobała mu się moja wiadomość.
-Jak na zawołanie! W razie co,będzie tu Cleo i cała władza nie przypadnie temu pazuroszustowi!- Ucieszyła się wilkołaczka,zaciskając pięści w geście przygotowania do walki.
-Albo załatwi nas obie. Wtedy to będzie!- Skomentowałam pesymistycznie. Nie,znów się zaczyna. Mam nadzieję,że może podczas ich pobytu nie będzie żadna interwencja,ani żaden głupi wyskok! Parę minut rozmyślałam w ciszy. Clawdeen widać nie była aż tak skoncentrowana jak ja. Cały czas patrzyła się na mnie,parę razy oklapło jej nawet jedno ucho. Lekko przestraszone odwiedziliśmy tylko jeden sklep i rozdzieliłyśmy się z Tut'em. Moja straszyciółka kupiła sobie egipskie kolczyki i znów wróciłyśmy na ławkę. Podczas wpinania nowej biżuterii przez wilkołaczkę, podszedł do nas zdenerwowany chłopak.
-Dziewczęta,proponuję już wracać. Nie wiem,czy i nie tu na nas czegoś nie szykują.- Odezwał się upiór,który dopiero wrócił na miejsce. Również zrobił drobne zakupy. Uważałam,że to dobry pomysł. Skoro zaraz może przyjechać reszta naszej upiornej ekipy,lepiej nie zostawiać ich na pastwę wampilosu.
Gdy ujrzeliśmy mury pałacu,było już bardzo ciemno. Kawałek trzeba było przejść,aby odwiedzić szklane centrum. Clawdeen dojrzała sylwetki naszych przyjaciół,wysiadających z czarnej limuzyny.
-Ally,Deenie!-Zawołała Cleo. Upiorka od razu podbiegła do nas i mocno nas przytuliła.
-Królewsko! Jak ja dawno tu nie byłam!-Dodała po chwili.
-Cleo przekonała swojego tatę,jednak równy z niego gość. Nie powiem,że pertraktacje były krótkie,ale...-Dołączył się Deuce,po czym się uśmiechnął. Za nimi stali wtuleni w siebie Draculaura i Clawd. Jako ostatni,wysiadł z samochodu mój upiór.
-Aleksa!-Zawołał. Gdy tylko ponownie go ujrzałam,serce zabiło mi mocniej,jednak nie z radości. Ze strachu.
Rozdział 10 Klepsydra z niespodzianką:
-Uciekaj,proszę cię. Nie potrzebnie tu przyjechaliście. Tu jest zbyt niebezpiecznie.-Wyszeptałam cicho do tulącego mnie chłopaka.
-O czym ty gadasz? Stęskniłem się za tobą.-Powiedział Clawdmil, kompletnie ignorując moje ostrzeżenia.
-Kochani,moglibyśmy już iść spać? Jest już dość późno,a my zmęczeni po podróży.-Zapytała Draculaura.
Wampirka popchnęła swoją różową walizkę w kierunku drzwi wejściowych. Niespodziewanie,otworzył je Bastix.
-O,już jesteście. Witaj księżniczko Cleo.-Na widok kuzynki,kotołak skłonił się prawie do ziemi.
-Pomogę z walizkami.-Dodał, kierując wzrok w stronę Draculaury,która sama próbowała poradzić sobie ze swoim bagażem. Clawd mówił słudze,że nie potrzebują pomocy. Koniec końców to Bastix i tak wnosił wszystkie walizki.
-A ja nadal ci nie ufam.-Odezwał się do machającego z końca korytarza Tut'a,Clawdmil.
-O dajże spokój. Nic do niego już nie mam. Co nieco mi wyjaśnił.-Poprosiłam grzecznie,by wilkołak mu odpuścił. Sama przebaczyłam mu wszystko. Myślę,że chyba chce mi pomóc.
-Co?! Co ci niby wyjaśnił?!-Chłopak był zaskoczony .Widziałam niezrozumiałe przerażenie w jego oczach.
-O co ci chodzi?! Nie bądź tak upiornie zazdrosny! To nie twoja sprawa,tylko moja. Nie musisz się martwić na zapas,bo wkurzasz mnie.-Podniosłam głos. Od razu Lala chciała mnie uciszyć. Zawstydzona,spuściłam głowę. Powiedziałam tylko ,,Straszydobranoc'' i poszłam spać.
Obudziłam się gdzieś o drugiej w nocy,przerażona w każdym możliwym stopniu.
Znów miałam koszmar. Z Clawdmilem w roli głównej. Natychmiast zrobiłam ,,przepłosz'' pokoju. Nie znalazłam amuletu,którego się spodziewałam. Musiał być dobrze schowany.
-No nie! Muszę go znaleźć! Inaczej nie zasnę za żadne,egipskie skarby!-Szeptałam poirytowana sama do siebie. Ku mojemu zdziwieniu znalazłam sennik. Był zamknięty w mojej klepsydrze.
-Super! Będę musiała rozwalać mój ulubiony zegar!-mruknęłam pod nosem z dozą złości. Wzięłam klepsydrę do ręki,zastanawiając się,jak wyciągnąć statuetkę,bez niszczenia mojej własności.
Nie wiem jak się on tam znalazł,ale musiał być tam włożony za pomocą czarów,spody były bardzo dobrze zespolone. ,,Zegarek'' był zamknięty z każdej strony i nijak sennika nie dało się wyciągnąć,ani tym bardziej tam wepchnąć. Zrezygnowana,ale i równocześnie wściekła wyszłam na dwór. Wrzuciłam klepsydrę do fosy.
-Czego ty chcesz ode mnie,mojego chłopaka,moich przyjaciół?-Zapytałam,wpatrując się w księżyc.
Kiedy zamykałam drzwi do mojego pokoju,powiedziałam sobie w duchu,że muszę o tym pogadać z Clawdmilem. Może to i tylko sen,ale jak sam Bastix powiedział ,,To ukrywa twoje przeznaczenie w śnie,robi to tak,by jak najbardziej cię przestraszyć,a tylko malutka część może się wydarzyć''. Nie ma opcji,by nic się nie spełniło.
Następnego dnia nie zjadłam śniadania. Obudziłam się późno,bo około południa. Ubrałam się i pierwsze co zrobiłam,poszłam po Clawdmila,który siedział z Deuce'm i Clawdem w salonie.
-Sorry chłopaki,muszę na chwilę go sobie pożyczyć.-Powiedziałam stanowczo,wychylając się zza oparcia kanapy,kładąc rękę na ramieniu mojego chłopaka.
-Daj spokój All,teraz grają nasi! Przyjdź za godzinę. Wszyscy musimy to obejrzeć! -Spławił mnie Clawd.
-Sprawa ważna,ruszaj się.- Ponaglałam wilkołaka. Jednak on ani myślał się ruszyć.
-Za chwilkę.-Dodał sucho,jedząc jednocześnie popcorn. Obrażona odwróciłam się na pięcie i poszłam do swojego pokoju.
-Może wie,że szykuje się rozmowa? Pff! Poczekam tą godzinę,jak tak mu zależy.-Mruknęłam do siebie. Położyłam się na miękki dywan,który leżał pod oknem w moim pokoju. Przez chwilę gapiłam się jedynie w sufit,gdy moje drzwi dały o sobie znać. Myślałam,że to Clawdmil poczuł moją złość i jednak raczył się pojawić,jednak nie był to on,a Tut. Powiedziałam mu,że może usiąść koło mnie. Chłopak wziął sobie tylko poduszkę.
-Czemu leżysz na podłodze?-Zapytał zdziwiony.
-Na dywanie. Bez powodu. Czekam na tego wampimarudera,co się przed telewizorem wyleguje z całą resztą gromady.-Odparłam bez emocji z przymkniętymi oczami. Upiór powiedział,że słyszał,jak próbowałam z nim pogadać. Koniecznie chciał wiedzieć o czym.
-Obudziłam się wieczorem,stąd to,że leżę już nawet na dywanie. Nie chcę na łóżku,bo to mnie zmorzy i zasnę na dobre.
-Ale co to ma do rzeczy?-Spytał.
-Daj mi dokończyć. Miałam znów koszmar,znów znalazłam sennik! I znów Clawdmil w roli głównej...-Powiedziałam,przekręcając się na drugi bok.
-Ja go spróbuję ruszyć,potem opowiedz mi wszystko,bo moja wrodzona ciekawość nie daje mi spokoju,jak zareaguje.- Mówiąc to,chłopak wyszedł z pokoju. Udało mu się. Parę minut po tym,wrócił się,z moim chłopakiem.
Rozdział 11 Spowiedź krętacza:
-Co to za ważna sprawa,że aż jego w to mieszasz?!- Powiedział wściekły wilkołak w asyście Tuta.
-Nie mieszam,zaproponował,że cię przyprowadził i bardzo mu za to dziękuję.-Odparłam,wciąż leżąc na dywanie. Gdy tylko mumia wyszła,domyśliłam się,że i tak stoi pod drzwiami. Będzie podsłuchiwać,to pewne. Wstałam i próbowałam wszystko wyjaśnić Clawdmilowi.
-Słuchaj,mówiłam ci wczoraj,że nie potrzebnie wszyscy tu przyjechaliście. Dziś wieczorem miałam okropny koszmar, parę dni temu podobny. Wszystko za sprawą senników Ammut. Działają na zasadzie wizji przyszłości w tej gorszej formie,by cię przestraszyć. Najgorsze jest to,że nie ma opcji, by nic się z niego nie spełniło,a skoro byłeś tam ty...-Przerwałam. Nie potrafiłam patrzyć mu się w oczy i wyznać,że podejrzewam,że to on mnie prześladuje. Jednak musiałam być pewna.
-Hmm? A co ja tam robiłem?-Powiedział takim tonem,jakby brał mnie za wariatkę.
Oczywiście opowiedziałam mu wszystko. Każdy szczegół,nawet najdrobniejsze detale.
-Oh...-Jego wzdychanie jakoś nie przekonało mnie. Wyglądał,jakby czegoś się bał.
-Powinienem powiedzieć ci o tym od samego początku. Wiedziałem,że to kiedyś wyjdzie na jaw! Głupie posążki!- Momentalnie rozszerzyłam oczy. Co miałoby się wydać? Czy moje sny rzeczywiście się spełniły?!
-Usiądź. Wszystko ci wytłumaczę. Proszę tylko,żebyś mnie zrozumiała. Nikt nas nie podsłuchuje,prawda?-Kiedy zabrzmiało to pytanie,od razu przypomniało mi się o upiorze,który właśnie wyszedł. Tut pewnie sterczy tam nasłuchując.
-Nie.-Odpowiedziałam niepewnie.
-To zaczęło się od samego twojego przybycia. Pamiętasz tylko portal,pole a którym się obudziłaś oraz jakieś resztki tego,co było kiedyś. Tam,na znalazły cię Frankie i Clawdeen.-Zaczął niepewnie.
Po każdym słowie robił małą przerwę. Nie szło mu zbyt dobrze. Zaczynałam się poważnie martwić.
-Ale... skąd ty to wiesz,że one tam były i co pamiętam? Przecież nikomu nie mówiłam nic o portalu! Poza tym tam cię nie było!- Wybuchłam strachem. Skąd on to wszystko wiedział? Momentalnie wstałam z łóżka,na którego rogu siedziałam i wpatrywałam się pełna przerażenia w wilkołaka.
-To jeszcze nie koniec. Wiesz czemu się tam znalazłaś? Przez Troy'a. Gdyby nie on i twoja siła,pewnie podzieliłabyś los innych.
-Jakich innych?!
-Normalsów. Ehh... Należę do tajnego bractwa. Służę demonowi,pożera dusze normalsów. Byłaś nim. Zwykłym człowiekiem. Jednak coś poszło nie tak. Troy miał dosyć służby. Demon nie zdążył zjeść twojej duszy. Rozbił całą szklaną klatkę,a ty uciekłaś. Byłem tam też ja, pobiegliśmy za tobą,a ty dałaś się zapędzić w portal. Wpadając tu,zostałaś potworem. Nie do końca wiem jak. Magia również przyszła ci sama. Rozumiesz już,czemu Troy'a opętało wtedy? To wszystko jego zasługa, nasz pan się chciał zemścić,ale nie przewidział tego, że masz te zdolności. Potem przysłał mnie. Miałem cię po prostu do niego zaprowadzić,przypodobać się i...
-Nie chcę już nic więcej słyszeć! Zdradziłeś mnie! O wszystkim wiedziałeś i nie powiedziałeś! To dlatego się na mnie uwziął! Chce swoje należne... My. My dla ciebie nic nie znaczyliśmy?! Chodziło ci tylko o to,by twój władca mnie dopadł. Jesteś podły!- Przerwałam wilkołakowi. Nie mogłam uwierzyć,że zrobił mi takie potworne ,,bagno'' za plecami. Nic dla niego nie znaczyłam!
-Ally,przestań! Ja cię naprawdę kocham! Kiedy cię poznałem,zrozumiałem wszystko. Sprzeciwiłem mu się,to dlatego mścił się potem na moim bracie. Dlatego moja mama na ciebie krzywo patrzy. Bo wie,że prowadziłem cię na pewną zgubę. Nie wiedziała jeszcze,że już dawno wypowiedziałem mu służbę. Jednak nie spocznie, puki cię nie dopadnie. Wiem,a raczej czuję,że przyjechał za tobą.
-O mój Ra! Nie... nie mogę w to uwierzyć! Jak mogłeś?! Jak?! Ja... ja cię po prostu nienawidzę,rozumiesz? Nienawidzę!-Wybiegłam z pokoju zatrzaskując drzwi. Nie patrzyłam się dookoła. Chciałabym być jak najdalej stąd. Biegłam prosto przed siebie. Tam,gdzie mnie wzrok poniesie.
Rozdział 12 Pustynia wolnych myśli:
Zatrzymałam się gdzieś na środku pustyni. I upadłam na kolana,szlochając jak małe dziecko,któremu ktoś podarował wampistyczną zabawkę,a potem zabrał ze złośliwym uśmiechem i zadowoleniem.
Byłam tylko ja. Rozmyślająca wszystko, zastępcza królowa. Nikt się nie zainteresował,co się ze mną dzieje.
Wiedziałam już wszystko. Mój chłopak okazał się zwykłym sługą mojego ,,kata''. Gdyby nie jego kumpel... nawet nie chcę o tym myśleć. Położyłam się na złocistym piasku i zaczęłam krzyczeć. Nie widziałam innego rozwiązania,by sobie ulżyć. Mijały kolejne godziny,a ja bezmyślnie patrzyłam się w niebo. Co dalej?
Po paru dobrych godzinach samotności,usłyszałam czyjeś kroki. Pomyślałam,że jeśli będzie to ten zdrajca,nie ręczę za siebie i swoje moce. Na szczęście nie był to on,a Tut. Chłopak stąpał powoli,jakby wpuszczono go do klatki pełnej głodnych lwów.
-Jak mnie znalazłeś? Sama nie wiem gdzie jestem. - Odparłam sucho,nie odwracając się.
-Tak szczerze,to przez całą tą rozmowę siedziałem pod drzwiami, jak nimi trzasłaś szybko pobiegłem za tobą. Niby tak nie lubisz biegać,ale jak jesteś wściekła,to chyba nikt cię nie prześcignie.- Powiedział,lekko się uśmiechając. Widać było po nim,że był trochę zmęczony.
-Współczuję ci. Też bym nie chciał być teraz na twoim miejscu.- Chłopak cicho usiadł koło mnie. Piasek był dziś cieplejszy niż zwykle. Choć... może to ja ochłonęłam.
-Pocieszasz. -Odparłam smutno.
-Szkoda mi cię, szczerze. Nie chciałbym mówić ,,a nie straszyłem'',ale... co teraz? - Tut strasznie irytował mnie pytaniami. Jednak zrozumiałam coś. To jednak na nim mogłam polegać najbardziej. Kiedy były te wszystkie ataki, wilkołaki, to on zawsze mi pomagał. Jak dobry przyjaciel,troszczył się o mnie i zawsze miał rację co do Clawdmila. Nie wytrzymałam i rzuciłam się na chłopaka z płaczem. Przepraszałam go za wszystko co mogłam. Wtuliłam się w niego jak w najwygodniejszą poduszkę.
-Przepraszam, za wszystko! Byłam taka wampigłupia! - Krzyczałam pełna łez.
-All,przestań. Cała się rozmazałaś. Wybaczam ci,ale teraz masz tu chusteczkę. Nie martw się.
Na mnie możesz liczyć. - Na mojej twarzy zagościł uśmiech przez łzy. Ocierałam oczy,które dziś były wyjątkowo zapłakane. Świadomość,że jednak mogłabym na kogoś liczyć pocieszyła mnie bardziej,niż ktokolwiek i cokolwiek wcześniej.
Rozdział 13, którego pechowy numer nie powinien się tu pojawić.
Rozdział 14 Nie będzie końca:
-Mocno się myliłam. W prawie wszystkim. Tylko czemu wcześniej mnie tak irytowałeś? Czemu się nie broniłeś,kiedy mówiłam coś o tobie,co nie było prawdą? - Nie rozumiałam postawy Tut'a. Przecież miałam go za kogoś,kto szuka sławy,nie zważa na innych i tylko mi się podlizuje,by zdobyć trochę popularności dla siebie. W moich myślach,to on był tym zdrajcą.
-Wiedziałem,że kiedyś się nauczysz. Trochę to trwało,ale wszystko zrozumiałaś. No,a z tym droczeniem się,wyjaśniałem ci wiele razy. Jesteś naprawdę śliczna,kiedy się wkurzasz. - Na twarzy chłopaka znów pojawił się uśmiech. Tym razem był on bardziej w jego stylu. Zadziorny.
-Oj przestań. Mam dosyć miłosnych rozterek jak na jeden wieczór. Tylko co ja mam zrobić? Wrócić do pałacu? Jak inni zareagują? Ujdę z życiem,jeśli tam będę? - Nie umiałam wtedy racjonalnie myśleć.
Wstałam z piasku i odwróciłam się do kierunku,z którego przybyłam. Pałac był taką małą kropeczką na linii horyzontu.
-Uważam,że warto zaryzykować. Wolałbym jednak,abyś dziś miała kogoś obok, jeśli chcesz, możemy spać na wachty. Sam też niekomfortowo się czuję, wiedząc,że zaraz coś może mnie pochwycić w szpony.
-No,dobra. Jednak, nie wyobrażaj sobie za dużo. Bastix'a też w to zaangażuję. - Zacisnęłam pięści.
To się tak nie skończy. Wrócę i pokażę,że nie boję się niczego. Jeśli nie moje straszyciółki,to ktoś inny mi pomoże. Mimo,że w sercu wciąż czułam pustkę i zwątpienie,szłam do przodu, wprost do pałacu.
Jednak gdy już miałam pociągnąć za klamkę, zawahałam się. Gdy zobaczyłam,że drzwi same się otwierają, pobiegłam schować się za posągami.
-Gdzie ona jest?! O czym rozmawiałeś z nią!? Gadaj!- Cleo była wściekła na Clawdmila. Wilkołak szedł za nią,rozglądając się na wszystkie strony. Kuzynka również zaczęła mnie szukać po wszystkich kątach.
-No... em,zerwaliśmy i może źle to przyjęła. - Odpowiedział zakłopotany Clawdmil.
-Gdybym po każdej kłótni zrywała,to bym chyba się co miesiąc schodziła z Deuce'm z minimum 10 razy! - Cleo była już blisko mnie. Oparła się o posąg,za którym się chowałam.
-Może nie ma jej na terenie pałacu. Draculaura! Clawdeen!- Zawołała straszyciółki,mumia. Widziałam,że Tut chowa się za krzakami,koło Clawdmila. Bałam się,że ten go wyczuje.
-Jesteśmy. Przetrząsnęłyśmy cały pałac! - Powiedziała Draculaura. Za nią szła Deen. Wilkołaczka zawiązała swoją złotą bluzę na biodrach.
-Musiała tu być niedawno. Jeszcze ją czuję. Chyba,że to ty,Cleo. Myli mnie to,że używacie często tych samych perfum.- Deen poprawiła tylko włosy i usiadła na jednym z leżaków,koło basenu.
-To pewnie ja. - Cleo westchnęła. Powiedziała Draculaurze,by jeszcze raz poszukała mnie w pałacu.
-Co się stało!? Clawdmil? Czy ty mnie słuchasz?! - Clawdeen krzyczała do kuzyna,jednak ten odwracał cały czas głowę.
-Wstyd mu się przyznać. Co za zdrajca.- Szepnęłam do siebie.
Rozdział 15 Podchody ze strachem:
Clawdeen wstała,a jej obcasy dawały duży pogłos.
-Słyszysz co do ciebie mówię?! - Podeszła groźnie do Clawdmila.
-Nie chcesz gadać? W porządku,ale chociaż pomóż nam ją znaleźć!- Dokończyła Cleo.
Wilkołak poszedł przed siebie, dziewczyny za nim. Opuścili pałac i udali się na pustynię.
-Dobra,wyłaź.- Szepnęłam do Tut'a,wychodząc zza mojej kryjówki. Szybko weszliśmy do pałacu.
-Draculaurze nie możemy się pokazać. Zaraz wszystkich zawoła i będzie zamieszanie. Proponuję Clawda. - Powiedział chłopak,kierując się do kuchni.
-A on nas nie szuka? No tak, przecież najlepiej iść sprawdzać kuchnię i podjadać ciastka. Cały Clawd. Pewnie Deuce też z nim jest.
-Otóż to. Idę pierwszy. Zostań tutaj,ja uspokoję sytuację. Siedziałam przy drzwiach do kuchni,patrzyłam przez dziurkę od klucza.
-Chłopaki, mam sprawę.- Deuce i Clawd byli zaskoczeni,że przez drzwi wszedł akurat Tut. W końcu,jego też szukali.
-Gdzieś ty był? Co chcesz? - Zapytał zaczepnie Clawd.
-Mam,a właściwie mamy,pewien problem.- Powiedział dyplomatycznie.
Postarał się wytłumaczyć pozostałym,o co mniej, więcej chodzi. Clawd nie mógł w to uwierzyć i cały czas miał oczy,jak dwa talerze obiadowe.
-Łżesz.- Powiedział w końcu,broniąc kuzyna.
-Niestety, to prawda.- Wyszłam zza drzwi,potwierdzając to,co mówi upiór. Deuce już wyjmował komórkę,aby zadzwonić,do swojej dziewczyny,jednak prosiłam go,aby tego nie robił. Coś jest w tym domu,albo raczej ktoś.
-Hmm...Gdzie jest twój kuzyn?- Zapytał podejrzliwie Tut. Chodziło mu oczywiście o tego zazdrośnika o moją pozycję i miejsce w kolejce do tronu. W sumie nie bardzo się do mnie zwykle odzywał,więc nie spodziewałam się,że będzie się mną przejmował.
-Nie wiem i zwampirza mi to. Nie widziałam go długo. On chyba nigdy z pokoju nie wychodzi. O co ci chodzi? - Odparłam zdziwiona.
-No właśnie. Nie wychodzi. Z nim jest coś nie tak. - Tut miał kolejny plan,jednak było już bardzo ciemno.
-Pomyślimy o tym jutro. Dochodzi północ. Deuce,Clawd, zadzwońcie po dziewczyny,ale nie wpuszczajcie ich do mojego pokoju. Nie chcę o niczym rozmawiać. Nie tłumaczcie im nic,zachowajcie pozory. Od tego może zależeć ich nieżycie.- Nakazałam pozostałym chłopakom. Poszłam do mojego pokoju i położyłam się na łóżku. Czekałam,aż Tut przyjdzie z Bastixem. Nagle rozległo się wielkie walenie w drzwi.
Rozdział 16 Trzy razy nie,dziękuję!:
Momentalnie zerwałam się z łóżka. Nie możliwe,aby Bastix swoimi wątłymi,czarnymi łapkami walił tak donośnie. Tut również zachowuje mimochodem kulturę i puka dość lekko. Kto to?
-Wejść? - Odezwałam się w końcu. W ręku miałam jaśka w piaskowym kolorze. Jakby do obrony. Tak, poduszka w razie czego mi pomoże... Do pokoju wtargnął Clawdmil i moje straszyciółki. Cleo,Clawdeen i Draculaura rzuciły mi się na szyję,tylko chłopak stał jakoś skołowany.
-Panu już dziękujemy. Trzy razy nie. Upiorowypad! Wróć,jak nauczysz się pukać. Nie,lepiej w ogóle nie wracaj. - Odezwałam się humorystycznie. Chciałam sprawić,by było mu głupio. Zadziałało. Wilkołak oblał się rumieńcem i pośpiesznie wyszedł.
-Czaję już,że zerwaliście. O co poszło? - Zapytała Draculaura z jej nieodłączną słodkością.
-Nie chcę o tym rozmawiać. Dajcie mi straszyspokój, jest pierwsza w nocy. Rozmówimy się później. - prychnęłam w odpowiedzi. Parę minut po pośpiesznym wyjściu straszyciółek,do pokoju wszedł Tut.
-A ty co? Wybierasz się na nocowanie w pokoju obok czy na tygodniową wycieczkę?- Zapytałam zabawnie,widząc jak chłopak taszczył ze sobą wiele pudeł z grami, karty do gry, komórkę, strachobooka i dużą, czerwoną torbę.
-By się nie nudziło. Bastixa jeszcze nie ma. Będzie za chwilkę. Ten kocur to ,,stary wyjadacz''. Kiedyś graliśmy w karty całą noc!- Powiedział, odkładając wszystko na podłogę. Zaśmiałam się. Po krótkiej opowieści nabrałam wielkiej chęci do gry. Gdy zjawił się Bastix, natychmiast kazał mi się położyć spać. Cytując kotołaka ,,Pani musi się wyspać,ja nie muszę''. Na szczęście Tut zajął służącego grą. Ja oparta o rękę przyglądałam się im. Po godzinie zmorzył mnie sen. Chyba zaraz po mnie położył się Tut. Czułam,że czarny kot skrada się cicho,by usiąść na fotelu, który był koło drzwi. Przypadkowo jego ogon połaskotał mnie w nos. Obudziłam się, przetarłam oczy i ujrzałam głęboką zieleń oczu Bastixa.
-Ale masz oczy! Jak dwie,zielone latarki!-Wyszeptałam spod koca.
-Pani śpi. Koty mają naprawdę świetny wzrok. Nic wam przy mnie nie grozi. Mam zbyt ostre pazury.- Powiedział kocur,myjąc się. W sumie, nie widziałam tego,ale było słychać,że mruczy i dojrzałam jak zamyka oczy. Szczerze mówiąc wyglądał naprawdę strasznie po ciemku.
-No już dobrze. Tut już śpi?
-Śpi. Padł jak trup po pięciu partyjkach pokera. Mrr... muszę oświadczyć,że wszystkie je wygrałem.- Zamruczał zadowolony. Nagle spadło coś w salonie. Był to donośny dźwięk tłuczonego szkła. Zerwałam się z łóżka jak oparzona. Bastix również zapalił szybko światło. Tut niemrawo przeciągnął się i spytał co się stało.
-Spałeś jak dziecko,to nie usłyszałeś. Ktoś łazi po domu.-Powiedziałam, szarpiąc chłopaka by jak najszybciej wstał.
-Zgaś to światło! Zobaczą,że nie śpimy!- Rozkazała mumia. Od razu kot wykonał jego polecenie.
-Nie mogę was zabrać ze sobą,ale nie mogę też zostawić.-Podsumował kotołak.
-Idziemy z tobą.- Zaczęłam po omacku szukać moich notatników.
-Po co Pani to bierze? I tak nie będzie mogła przeczytać.- Powiedział Bastix,podając mi wprost do ręki zeszyt.
-Prawda. I pamiętaj, jestem Ally,Aleksa,All, nie Pani.
-Idziemy już,czy nie?! - Tut zaczął się niecierpliwić. Powoli nacisnął klamkę.
Rozdział 17 Idę tam,gdzie najbliższe drzwi:
Cicho przemknęliśmy przez cały korytarz. Bastix nie był zbyt dyskretny.
Wielki kocur miał oczy jak latarki. Można było go dostrzec nawet w najlepszej skrytce.
Mimo wszystko, stawaliśmy co chwila pod drzwiami. To nie normalne,by nikt tego nie słyszał.
Jednak podsłuchiwanie każdego z pokoi nic nie dało. Wszyscy spali jak zabici. Kiedy tylko udało nam się trafić do salonu,zobaczyliśmy tylko stłuczoną wazę i przewrócone krzesło.
-Może i koty to nie najlepsi tropiciele,ale przyznam,że nie czuję tu żadnego obcego zapachu.- Powiedział Bastix, rozglądając się.
-Hę? A co to?- Tut podszedł do krzesła i zabrał z niego mały kawałek gazy.
-Czyżby bandaż?- Odparłam podejrzliwie, biorąc znalezisko do ręki.
-Albo ktoś zgubił opatrunek,albo jakaś z mumii została trochę oberwana.- Podsumował czarny kocur.
Ja i Tut wymieniliśmy się zdziwionymi spojrzeniami,aż w końcu razem powiedzieliśmy,że to nie my.
-Ciszej. Przecież wiem. Tut woli starsze modele , Pani ma farbowane, Księżniczka ma lekko brokatowe, ten kawałek jest nowy.- Bastix znów nie nazwał mnie po imieniu,jednak miał racje. Nikt,kogo znam,nie nosił takich. Kotołak schował znalezisko do kieszeni.
-Poza ładną wazą i niewinnym krzesłem,nikt nie ucierpiał. Proponuję przestać panikować. Najlepiej iść spać.- Tut ziewnął donośnie i już skierował się do drzwi,jednak kocur złapał go za nadgarstek,mówiąc,by lepiej uważał,bo czuje coś nie dobrego. Zaczynałam się go trochę obawiać. Za dużo wiedział. Jednak posłusznie wróciliśmy do pokoju. Nad ranem upiór zerwał się jak oparzony krzycząc ,,To on!''. Na początku ja i Bastix drwiliśmy z niego,że miał jakiś koszmar. Jednak potem, powiedział nam,że mój kuzyn ma nowe bandaże. Szukałam w pamięci,czy ma racje,jednak nie mogłam sobie tego przypomnieć. Muszę przyznać,że następnego do tronu, po mnie nie widywałam za często. Nawet nie wiem,jak ma na imię. Czemu nigdy mnie to nie interesowało?
-Jest okazja. Na śniadaniu przyjrzymy się mu. Tylko... jak on ma na imię? Wiem,głupio pytać,ale zawsze zwracałam się do niego na ,,ty''.- Powiedziałam zakłopotana, pokazując kocurowi,że ma wyjąć nocne znalezisko.
-Cendall. Przyjemniaczek pojawił się tu właściwie znikąd. Nie ufam mu.- Powiedział Tut.
-Proponuję tyle nie gadać,a ruszać na posiłek.- Bastix zaczepnie połaskotał mnie ogonem po nosie.
Kiedy zasiedliśmy wszyscy do stołu, jadalnia na reszcie była zapełniona. Nie siedziały w niej tylko 4 osoby, jak wcześniej. Niestety na moje nieszczęście, przede mną usiadł Clawdmil. Perfidnie patrzył się na mnie i obserwował każdy mój ruch, ale wtedy byłam zajęta, cały czas mój wzrok był skierowany na Cendall'a. Tut miał rano rację,mówiąc,że ma takie bandaże,jak znaleźliśmy wieczorem. Nie wiedziałam jak się odezwać. W końcu to trochę ryzykowne.
-Fajne bandaże. Nowe?- Zapytał zaczepnie Tut. Spanikowałam, wypowiedział to, co chciałam powiedzieć,ale trochę za wcześnie i kompletnie odbiegając od tematu. Kuzyn może coś zacząć podejrzewać. Wszyscy natychmiast odwrócili się w kierunku Tut'a.
-Em, tak?- Odrzekł ,,zbity z tropu'' Cendall.
-Hm,muszę już iść.- Dodał po chwili kuzyn.
Rozdział 18 Co ci po trupie?:
-W takim razie ja też.- Odrzekł uszczypliwie Tut. Momentalnie go ,,posadziłam'' mówiąc,aby jeszcze coś sobie wziął. Nie chciałam dopuścić do bezpośredniej konfrontacji.
Kiedy sytuacja zrobiła się bardziej bezpieczna odeszłam od stołu. Za mną wstał Clawdmil.
Gdy zorientowałam się,że idzie cały czas za mną i raczej nie chciał wracać do swojego pokoju,rzucił mi strasznie zazdrosny tekst.
-A więc to tak? Wymieniłaś mnie już?!- Powiedział,łapiąc mnie za ramię.
-Nie dotykaj mnie. Nie chcę cię znać,już ci to powiedziałam. Zdradziłeś mnie i zawiodłeś w każdym możliwym stopniu.- Odrzekłam zwyczajnie, zasłaniając się rękoma.
-Myślisz,że mi z tym lekko?! Sytuacja już dawno wymknęła mi się z pod kontroli,w każdej sekundzie mogę już nie żyć,bo przyjdą po mnie. Nie,nie po ciebie,a po mnie!- Zawył żałośnie chłopak. Podejrzliwie zapytałam,skąd to wie oraz po co by im był akurat on.
-Ba,oni już tu są! Sama powiedziałaś mi pierwszego dnia,że mam uciekać. Co mam zrobić,żebyś mi wybaczyła? Proszę cię..
-O to zapytaj sam siebie. Ciszej.- Ucięłam rozmowę. Nagle usłyszeliśmy cichy brzdęk tłuczonego szkła za nami. Spadająca szklanka rozniosła echo po całym korytarzu.
Piaskowe ściany aż skruszały na pisk Draculaury,która słyszała całą naszą rozmowę. Natychmiast rzuciła się do ucieczki,robiąc sporo hałasu. Nawoływała wszystkich naszych straszyciół. Ja i Clawdmil zaczęliśmy ją ścigać. Dopadliśmy ją dopiero w salonie,wtedy popchnęłam ją na kanapę,krzycząc,że ma być cicho. Niestety było już za późno,wampirzyca narobiła tyle szumu,że Cleo,Clawdeen,Tut,Clawd i Deuce szybko zjawili się w salonie. Wampirka wyszarpała się z mojego uścisku i szybko schowała się za Clawdem. Wilkołak spytał skołowany,co się stało. Na to Clawdmil nakazał Draculaurze trzymać język za zębami.
-Hej,hej,spokojnie. Bez zamieszek. Czego chcecie od Lali?- Deuce zachował zimną krew i podszedł do nas spokojnie. Jednak ani ja,ani wilkołak nie byliśmy skorzy do powiedzenia mu. Usiadłam na boku sofy,mówiąc,że ja nic nie powiem. Clawdmil zadeklarował to samo.
-A co to za zmowa milczenia? Ally,co się dzieje?- Spytał mnie Tut,który w tym momencie powinien być po naszej stronie.
-Ty,to już lepiej nic nie mów.- Powiedziałam uszczypliwie,sugerując,że sprawa dotyczy też jego. Mumia momentalnie się wycofała,jednak Deuce nie chciał odpuścić nam tego przesłuchania.
-To sprawa między nami,a Draculaurą.- Podsumował Clawdmil.
-Wcale nie! To nas wszystkich dotyczy! Nie ukrywajcie tego!- Powiedziała słodkim głosem,Lala. Wampirka wysunęła się zza chłopaków i stanęła naprzeciw nam.
-Siedź cicho!- Krzyknął Clawdmil. Widać nosiły go nerwy. Od razu weszłam pomiędzy nimi,mówiąc,że i tak nic od nas nie wyciągną. Później dodałam,że mają się przestać drzeć.
-O,mój Ra! Kłócimy się,a ja nie mam pojęcia o co chodzi! Mogłabym się dowiedzieć?- Powiedziała Cleo,unosząc ręce w królewskim geście.
-Zwampirzę... Sprawa jest zamknięta,nie powinno was to nic obchodzić. Aby się odstresować, posprzątam bałagan,który narobiła Draculaura. To nie wasza sprawa, tematu nie było.-Widziałam,że wampirka chciała jeszcze coś powiedzieć,zaprzeczyć mi. Jednak dodałam,że dla jej własnego dobra ma być cicho,inaczej może się zrobić gorąco. Przedsięwzięłam kroki w kierunku zbitej szklanki. Słudzy nie zdążyli jeszcze jej zabrać. Trzymając szkło w dłoniach,zobaczyłam wielkie,czerwone oczy. Odwróciłam się za siebie. Nic nie zauważyłam. Zaraz potem przyszedł Bastix.
Rozdział 19 Strach ma zielone oczy:
-Witam królową uniżenie.- Odrzekł kotołak. Zapytał potem,czemu fatyguję się sprzątaniem szklanki.
Przestraszyłam się,bo zaraz po mojej ,,wizji'' napatoczył się akurat on. Odrzekłam,że zaczynam się go bać. Rozśmieszony kotołak zaczął prychać ze śmiechu.
-Przepraszam,ale jest Pani naprawdę zabawną następczynią. Będzie mi niesłychanie nudno,kiedy już wróci prawdziwy król.- Powiedział czarny kocur,czyszcząc się. Odparłam,że nie mam humoru,ale cieszę się,że mnie polubił. Prawdę mówiąc,nie do końca mu ufałam,ale również przywiązałam się do niego. Kiedy wróciłam do zbierania szkła,zobaczyłam odbijający się czarny cień. Taką czarną mgłę. Przestraszyłam się i upuściłam wszystko co zebrałam. Kotołak zdziwiony,spytał co mi jest i zabrał odłamki. Natychmiast pobiegłam do Tut'a,który wracał wtedy do swojego pokoju. Dopadłam go na początku korytarza.
-Słuchaj,ja... coś widziałam. Coś dziwnego!- Powiedziałam nerwowo. Ten odparł,że mam się uspokoić i wytłumaczyć mu wszystko. Kiedy opowiedziałam mu całą sytuację,jak na nieszczęście z pokoju wyszedł Clawdmil i zobaczył mnie z mumią.
-No,ładnie,ładnie. Ja tu się o ciebie martwię,a ty mnie wymieniasz na niego.-Zaczął rozmowę wilkołak.
-Zamknij się. Przecież ja wszytko wiem i to gorzej dla ciebie.- Tut odsunął się kawałek.
-Powiedziałaś mu?! Niby z jakiej racji!?- Wilkołak strasznie się zdenerwował,złapał mnie za ramię i przyparł do ściany.
-Zostaw ją, bardziej jej pomogę niż ty.- Powiedział Tut,łapiąc mnie za drugie ramię.
Widząc,że ta wymiana zdań nie skończy się dobrze,zaproponowałam spotkanie. Musieliśmy sobie coś raz,na zawsze wyjaśnić.
-Dobrze, skoro tak,wszystko ci powiem jak na spowiedzi. Przyjdźcie na basen z tyłu domu o północy. Radzę najpierw wam obu się uspokoić i wyżyć,bo spotkanie ma być tajne. Nie chcę takiego scenariusza,że krzykami,obudzicie wszystkich i sprowadzicie na miejsce. Wyjaśnimy sobie wszystko.- Mówiąc to,miałam na myśli głównie wilkołaka. Odsunęłam się od chłopaków i poszłam do mojego pokoju. Słyszałam przez drzwi,że mijając się,jeszcze się kłócili.
Poddenerwowana,wysłałam im na szybko upioromesy,że mają się zachowywać. Później żałowałam,że sama zaproponowałam takie coś. Na brudno zapisywałam priorytety,jakie chciałabym powiedzieć. W końcu kończyło się to wywaleniem kartki do kosza. Po jakimś czasie długopis wylał się,brudząc mi dłonie. W tym momencie rozległo się pukanie do moich drzwi.
-Jak na upiozłość!- Powiedziałam pod nosem.
-Nie przeszkadzam?- Przez drzwi wychyliła się Cleo,wchodząc niepewnie do mojego pokoju.
-Nie powiem,że nie,bo sama widzisz.- Odrzekłam,pokazując ręce.
-Wytłumacz mi,wszystko. Proszę. Ja chcę wiedzieć.- Powiedziała kuzynka,bawiąc się jednym ze swoich bandaży. Nie chciałam jej nic przekazać. Bałam się,co może się stać. Mogą być nieostrożni i wydać nas,że coś wiemy. Zaproponowałam pójście do łazienki. Kiedy zmywałam tusz z dłoni,Cleo stała oparta o framugę.
Rozdział 20 Godzina grozy:
Kiedy skończyłam,zakręciłam kran i spojrzałam się w lustro. Przejrzałam się,zaciskając jednocześnie moje bandaże na rękach. Cały czas miałam spuszczony wzrok. Bałam się wieczora.
-Teraz mi powiesz?- Zaczęła mumia.
-Nie.
-Powiedz.
-Nie.- I tak dialog ciągnął się cały czas,aż nie przyszedł Deuce.
-Hej kochanie,jak tam? Co tu tak stoisz?- Zapytał Cleo,całując ją w policzek.
-All nie chce mi powiedzieć o co chodzi.- Podsumowała smutno. Ja nic nie odpowiedziałam. Wzięłam szczotkę, ignorując wymianę zdań pomiędzy parą na mój temat. Czerwona sukienka jaką nosiłam,na szczęście nie uległa zniszczeniu tuszem,więc fryzurą się aż tak nie przejmowałam. Kiedy skończyłam upinać włosy,zobaczyłam w lustrze przerażającą,czarną mgłę z tymi samymi,czerwonymi oczami.
Momentalnie odskoczyłam od umywalki,budząc zdziwienie pary za mną.
-Widzieliście to?!- Zapytałam wystraszona. Cleo i Deuce popatrzyli na siebie.
-Dobra, o co tu chodzi? Znów na coś się zanosi?- Powiedział chłopak,opierając się o drugą część framugi. Jeszcze raz spojrzałam się w lustro z wyraźnym strachem. Gdy zorientowałam się,że już nic tam nie ma,odparłam,że nic im nie powiem. Dzień zleciał mi głównie na przemyśleniu ewentualnych scenariuszy dzisiejszego wieczoru. Kiedy już nastała godzina grozy,poszłam na umówione miejsce. Byłam już prawie u celu,kiedy usłyszałam kłótnie.
-Mieliście się nie kłócić!- Powiedziałam głośno do dwóch upiorów,którzy już tam na mnie czekali.
-A ty nie krzyczeć!- Mumia i wilkołak powiedzieli to jakby razem. Dobrze,że przynajmniej w tym się zgadzają.
-Dość,słyszałam was już od bramy. Idziemy na pustynię. Tak być nie może, zaraz ktoś tu przyjdzie.- Oboje posłusznie poszli za mną. Nie straciłam pałacu z oczu,ale byliśmy dość spory kawałek od niego.
-,,To'' się zbliża i nie czas na nasze niezgody.- Zaczęłam chłodno,jednak wiedziałam,że upiory woleli by,abym przedstawiła sprawę jasno.
-Chciałem...dobra, już mniejsza z tym. Jaki mamy plan?- Powiedział poddenerwowany Clawdmil.
-To zostawcie mnie. Pan i władca planów,do usług.- Mówiąc to,Tut pokłonił się lekko i wziął jakiś mocno zeschnięty patyk. Udawał,że nami dowodzi. Przewróciłam oczami.
-Myślę,aby załatwić to wszystko jutro,wieczorem. Nie wiem jak wy,ale mam dość życia w strachu.- Tut,robiąc kolejne kółko wokół nas sprawiał wrażenie mocno zdenerwowanego.
-Tut,nie pamiętasz,że Clawdeen,kiedy wychodziła ze mną i tobą do galerii mówiła,że coś słyszała w jednym z pokoi na bocznym korytarzu? Tam jest taka wielka sala. Coś musi się tam dziać. Clawdmil,masz mrożące krew w żyłach zadanie. Mianowicie wybadanie,kto mógłby nam pomóc i nas nie wyda. Prościej? Postawić cały pałac na nogi.- Powiedziałam stanowczo. Moje koturny kroczyły dumnie po piasku,ale nogi miałam jak z waty. Nie myślałam,że moje ostateczne starcie będzie już jutro.
Super! :D
OdpowiedzUsuńbardzo ciekawe choć z moją upartością raz dytałam drugą część do drugiej w nocy
OdpowiedzUsuńZażartość w boju się ceni, drogi aninimku :D
Usuń