poniedziałek, 4 sierpnia 2014

5/3

Rozdział 5 Serce,nie sługa,masz ich zbyt dużo!:

-Gdzie na wszystkie piramidy,ta sala komputerowa!?- Wrzasnęłam na cały korytarz, orientując się,że mijam po raz piąty tą samą salę. Niespodziewanie zza najbliższego rogu wyskoczył Tut,mówiąc,bym się ,,tak nie darła'' i,że sala jest w korytarzu obok.
-Ah! To tu było! Musiałyśmy przeoczyć to,bo byłam przekonana,że ten korytarz był przez nas mijany.- Powiedziała zaciekawiona Clawdeen. W sali były 3 laptopy. Cała sala była pomalowana na błękitny kolor. Zapytałam,z którego komputera mogę skorzystać.
-Z tego na przykład.- Odrzekł upiór,włączając mi biały laptop.
Nim się obejrzałam, miałam już na pulpicie mojego upiora.
<-Hej,wilczku! Jak się masz?-Zaczęłam, machając do komputera.
-No,a jak miałoby być. Bez ciebie to nudno.- Powiedział wilkołak za ekranem.
Uśmiechnęłam się do niego, mówiąc,że to słodkie. Do tego pokazałam mój strój,który uszyła mi Clawdeen.
-Świetny, dobra robota Deen.- Skomentował ubranie chłopak.
Deen,która siedziała z tyłu, usiadła tak,że widać było po niej,że jest dumna.
-Przypominam ci,Ally,że nie możesz siedzieć przy tym komputerze cały dzień- Przypomniał mi niegrzecznie Tut, który usiadł wtedy koło mnie,przystawiając sobie krzesło.
-All? Czy ja mam jakieś zwidy,czy jesteś tam z ... To jakiś żart?!- Powiedział wściekły upiór, patrząc na nas z niezadowoleniem.>

-Koniec tego dobrego.- Tut wyłączył mi w połowie rozmowy komputer.
-Poupiorzało cię chłopie!?- Krzyknęłam na niego i zła poszłam do swojego pokoju. Zaraz za mną poszła spać Clawdeen. Zła do granic możliwości zamknęłam z trzaskiem drzwi. Co to niby miało być? Clawdmil pewnie był straszliwie zły! Przebrałam się szybko w piżamę,poprawiłam pomarańczową kokardę i rzuciłam się na łóżko. Po paru minutach bezczynnego leżenia, rozległo się pukanie do drzwi.
-Wejść!- Krzyknęłam ze złością,nawet nie odrywając wzroku od sufitu.
-All...-,,Gość'' lekko uchylił drzwi. Pożałowałam,że zgodziłam się,by wszedł. Natychmiast okryłam się kołdrą i popatrzyłam wrogo na chłopaka.
-Idź sobie,jestem w piżamie. Nie życzę sobie,byś mnie oglądał.- Mruknęłam,naciągając maskę,by tylko nie widzieć oblicza Tut'a.
-Sama przed chwilą mi na to pozwoliłaś. Dobra, może głupio,że wyłączyłem ci ten komputer,ale jakoś tak wyszło.- Upiór kręcił się po pokoju. Jego kroki dosłownie ,,wierciły mi dziury'' w głowie.
Burknęłam coś pod nosem na znak niezadowolenia i przekręciłam się tak,że leżałam na plecach.
-Dobra, nie chcesz przeprosin,to nie. Idę.- Powiedział równie wściekły. Kiedy przekraczał próg pokoju, odrzekłam,że takimi przeprosinami mnie nie przekonał. Kiedy usłyszałam trzask drzwi,zdjęłam znienawidzoną,błękitną maskę.
-Poszedł? Poszedł.- Rozejrzałam się po pokoju. Odetchnęłam z ulgą i poprawiłam poduszkę. Nie chciało mi się spać. Widok miałam na rozgwieżdżone niebo. Czarny obraz z malutkimi,białymi punkcikami.
Zerwałam się na równe nogi,natychmiastowo opierając się na parapecie.
-Świat jest tak wielki, a patrzymy się teraz na jedno i to samo niebo...-Powiedziałam do siebie.
Miałam przed oczami obraz mojego chłopaka, jak zły patrzy się również przez okno w swoim pokoju.
Śmieszne uczucie. Wiem,że przy następnej rozmowie mam przechlapane,ale to wyobrażenie jakoś mnie uspokoiło.


3 komentarze:

  1. A to szynka po angielsku! Tut jest raz miły, raz wredny :-[. Ty weź się chłopie zdecyduj XD

    VAMPY

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze ;) Mam nadzieję,że post ci się podobał. Zapraszam również do innych! ^.^