czwartek, 18 września 2014

12/3

Ohh... ostatnio strasznie zaniedbuję tego bloga. Nie piszę rozdziałów, nie robię sesji. Co się ze mną stało?!
Szkoła mnie wykańcza. Przychodzę do domu, zjem coś, robię lekcje przy komputerze, w międzyczasie piszę nowinki. Później już tylko nauczyć się na następne ,,x'' sprawdzianów, bo nawalili ich od metra. 
Dochodzi tu jeszcze bierzmowanie. Dwie godziny gapienia się na ściany... Jestem osobą, która jak sobie coś postanowi, to będzie się męczyć tak długo, aż tego nie osiągnę, ale jeśli chodzi o kościół to jestem na granicy załamania nerwowego. Cały czas myślę, że mówią to samo. Zawsze mówią, że musimy chodzić na 18.00, wypuszczą nas po 20.00. Weekendy mam zapchane tak bardzo, że nawet się nie mogę spotkać z kuzynem, wyskoczyć na grzyby, nie mówiąc już o sesji. Z utęsknieniem czekam z maślanymi oczami, jeśli ktoś wypowie słowo ,,weekend''. Aby nie było sucho, bo to kolejny rozdział, dodam jakieś zdjęcie, które znalazłam w folderze. Wybaczcie, na więcej mnie nie stać >.< 
Plamka po kawie, jakieś szare, nawet nie wiem, kiedy robione...


Rozdział 12 Pustynia wolnych myśli:

Zatrzymałam się gdzieś na środku pustyni. I upadłam na kolana,szlochając jak małe dziecko,któremu ktoś podarował wampistyczną zabawkę,a potem zabrał ze złośliwym uśmiechem i zadowoleniem.
Byłam tylko ja. Rozmyślająca wszystko, zastępcza królowa. Nikt się nie zainteresował,co się ze mną dzieje.
Wiedziałam już wszystko. Mój chłopak okazał się zwykłym sługą mojego ,,kata''. Gdyby nie jego kumpel... nawet nie chcę o tym myśleć. Położyłam się na złocistym piasku i zaczęłam krzyczeć. Nie widziałam innego rozwiązania,by sobie ulżyć. Mijały kolejne godziny,a ja bezmyślnie patrzyłam się w niebo. Co dalej?
Po paru dobrych godzinach samotności,usłyszałam czyjeś kroki.  Pomyślałam,że jeśli będzie to ten zdrajca,nie ręczę za siebie i swoje moce. Na szczęście nie był to on,a Tut. Chłopak stąpał powoli,jakby wpuszczono go do klatki pełnej głodnych lwów.
-Jak mnie znalazłeś? Sama nie wiem gdzie jestem. - Odparłam sucho,nie odwracając się.
-Tak szczerze,to przez całą tą rozmowę siedziałem pod drzwiami, jak nimi trzasłaś szybko pobiegłem za tobą. Niby tak nie lubisz biegać,ale jak jesteś wściekła,to chyba nikt cię nie prześcignie.- Powiedział,lekko się uśmiechając. Widać było po nim,że był trochę zmęczony.
-Współczuję ci. Też bym nie chciał być teraz na twoim miejscu.- Chłopak cicho usiadł koło mnie. Piasek był dziś cieplejszy niż zwykle. Choć... może to ja ochłonęłam.
-Pocieszasz. -Odparłam smutno.
-Szkoda mi cię, szczerze. Nie chciałbym mówić ,,a nie straszyłem'',ale... co teraz? - Tut strasznie irytował mnie pytaniami. Jednak zrozumiałam coś. To jednak na nim mogłam polegać najbardziej. Kiedy były te wszystkie ataki, wilkołaki, to on zawsze mi pomagał. Jak dobry przyjaciel,troszczył się o mnie i zawsze miał rację co do Clawdmila. Nie wytrzymałam i rzuciłam się na chłopaka z płaczem. Przepraszałam go za wszystko co mogłam. Wtuliłam się w niego jak w najwygodniejszą poduszkę.
-Przepraszam, za wszystko! Byłam taka wampigłupia! - Krzyczałam pełna łez.
-All,przestań. Cała się rozmazałaś. Wybaczam ci,ale teraz masz tu chusteczkę. Nie martw się.
Na mnie możesz liczyć. - Na mojej twarzy zagościł uśmiech przez łzy. Ocierałam oczy,które dziś były wyjątkowo zapłakane. Świadomość,że jednak mogłabym na kogoś liczyć pocieszyła mnie bardziej,niż ktokolwiek i cokolwiek wcześniej.




2 komentarze:

  1. Biedactwo ;_; Niech tylko Clawdmil spróbuje się do niej zbliżyć... Zostaną z niego prochy...

    VAMPY

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda,czasem za dużo dają tych klasówek i kartkówek :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze ;) Mam nadzieję,że post ci się podobał. Zapraszam również do innych! ^.^