sobota, 18 stycznia 2014

11/2

Rozdział 11 Strach,miód i ich dwóch:

-Już jestem!- Wyskoczyłam zza drzwi do pokoju i usiadłam na kanapie.
-Spoko. Ja dostałem przed chwilą upioromesa od rodziców. Ehh... jeszcze mi brata przywożą...- Odpowiedział zażenowany,nadal z chrypą.
Zdziwiłam się. Nie wiedziałam,że Clawdmil ma brata.
-Jakiś młodszy? A gdzie on był? Nie widziałam go.- Myślałam,że mój chłopak jest jedynakiem. Tu taka niespodzianka.
-Gorzej. Starszy. Moje jedyne,ale i tak wkurzające rodzeństwo.- Odburknął.
Powiedział,że zdawał na prawo jazdy i mieszkał u jakiejś dalszej rodziny,bo miał daleko,by ciągle dojeżdżać.
Dowiedziałam się,że jest ''dokładnie'' w wieku Nefery,skończył już Straszyceum.
Zapytałam jak ma na imię. Clawdrian. Dość podobnie.
Ehh... już przywykłam w sumie do tego,że każde wilkołacze imię zaczyna się od -Claw lub -Howl.
W sumie, nie pasowało mi to,że Clawdmil,jako wilkołak nie miał ani siostry,ani brata. Teraz się wyjaśniło.
Uświadomiło mnie to, jak mało wiem o jego rodzinie.
Upiór cały czas siedział sam. Mówił kiedyś,że jego mama ma cały czas jakieś wyjazdy,pracuje jako stewardesa.  No,może coś obiło mi się o uszy,że tata wilkołaka jest lekarzem i zwykle ma nocne zmiany. Szkoda mi go było.
Wtuliłam się w upiora,choć on bronił się,mówiąc,że jeszcze czymś się od niego zarażę.
-Spokojnie. Jeśli chodzi o moje zdrowie. Jestem całkiem wytrzymała. Nawet jeśli, co twoje to i moje oraz na odwrót,nie?- Zaśmiałam się i zapytałam,czy nie zrobić mu herbaty. Coraz bardziej bolało go gardło. Wróciłam po jakiś pięciu minutach.
-Proszę.- Położyłam kubek na stół.
W tym momencie usłyszałam,jak w zamku,w drzwiach przekręca się klucz. Weszły do środka 3 osoby. Mama chłopaka była bardzo niska. Byłam od niej wyższa. Tlenione,lokowane włosy spięte miała w kok.
Ubranie wilkołaczki to zwykła,szara kurtka i czarne botki.Na nosie miała okulary.
Jeśli chodzi o brata i ojca - z trudnością ich rozróżniłam.
Obaj byli bardzo wysocy,tego samego wzrostu. Gdy tylko zdjęli kurtki,jeden miał na sobie garnitur.
Tak! To raczej tata.
Drugi natomiast ubrany był w pasiastą bluzę. Poprawił grzywkę oraz tanecznym krokiem ruszył do salonu.
-Hej braciak!- Podniósł rękę,ale natychmiast ją opuścił,gdy ujrzał,że ja również jestem w pokoju.
-My również wróciliśmy.- ,,Przywitali'' się sucho rodzice chłopaka.
-Em... Straszy-wieczór.- Rzuciłam szybko.
-Aleksa De Nile.- Dodałam,już trochę śmielej.
Wilkołak chyba widział,że jestem trochę zakłopotana. Podszedł do mnie i złapał za rękę.
-Moja upioryna.- Chłopak popatrzył się wrogo na brata.
Nie wiedziałam jak mam to rozumieć. Clawdrian wydawał się fajny.
-Interesujące.- Matka Clawdmila poprawiła okulary i zaczęła przyglądać się mi,jakbym była istotą z innej planety.
Po paru sekundach zabrzmiał wielki zegar. Oznajmiał już ósmą.
-Em... wiesz,ja... ja już muszę iść. Do zobaczenia jutro,w szkole.- Założyłam szybko kurtkę. Przy wyjściu powiedziałam tylko ciche ,,dobranoc''.

Zamknęłam za sobą drzwi. Gdy tylko oddaliłam się o dobry metr od domu,czułam się jakby spuszczono ze mnie powietrze. Ufff!
Kompletnie nie wiedziałam,jak zareagować.
Szłam przyspieszonym krokiem mijając kałuże. Listki pływały po tafli wody jak małe statki.
Poszłam na skróty. W połowie drogi usłyszałam wycie.
-Clawdmil?- Odwróciłam się szybko za siebie. Powtórzyłam imię głośniej.
-Deen?- Zero odzewu.
-Clawd,jeśli to ty,wiedz,że to nie jest śmieszne!- Było bardzo ciemno. Zaczęłam się bać.
-Howleen?- Szłam powoli do tyłu,nadal rozbiegany wzrok szukał znajomej twarzy. Nikogo jednak nie było.
Rozglądałam się.


2 komentarze:

  1. fajne kiedy kolejne części/rozdziały? bardzo interesujące i ciekawe ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze ;) Mam nadzieję,że post ci się podobał. Zapraszam również do innych! ^.^