piątek, 27 grudnia 2013

9/2 i 10/2

Dawno nie było rozdziałów. W ramach wynagrodzenia,daję dwa.

Rozdział 9 Pod trybunami i nad:

Gdy tylko wróciłam,akurat mieliśmy z klasą wycieczkę na basen. Największy w kraju.
Nauczyciele dali nam trochę wolnego. Odprężałam się ze straszyciółkami w wannie z bąbelkami,podczas gdy chłopacy zjeżdżali wielkimi rurami.
-Rybki,żyć i umierać! Kocham takie wypady!- Zaczęła Lagoona przeciągając się.
-Teraz to dla ciebie nieżycie? Zobaczysz co uzgodniłam z panią Sportghoul! Niedługo moja niespodzianka się ukarze.- Tajemniczo dodała Operetta poprawiając kostium kąpielowy.
Po paru minutach na całym basenie ryknął najnowszy kawałek ,,Bite and the bit'' Justina Gryzera i Nicki Minot. Na pływalni był niesamowity szał. Od razu wszyscy zaczęli podrygiwać. Zerwałam się z jacuzzi i wskoczyłam prosto koło Clawdeen do wielkiego basenu.
Wilkołaczka zasłoniła się,bym ją nie ochlapała,potem zaciągnęła mnie razem z Howleen na jedną ze zjeżdżalni. Z wielkim hukiem uderzyłam o powierzchnię wody kończąc zjazd,gdy w tle rozpoczynało się ,,Where have you Boo'' Strahanny. Była dzika impreza.
Cleo siedziała na brzegu,jednak po paru chwilach wciągnął ją do basenu jej chłopak. Udawała,że się gniewa. Gdy wszyscy podskakiwali i rzucali się do wody,ja złapałam się ręki Clawdmila,
czekając na następną piosenkę.

W trakcie ,,Popular'' The Vampires nie wiadomo kiedy oraz jak znalazłam się pod wodą,wciągnęło mnie jak potwór z bagien,a ja puściłam się chłopaka.
Z otwartymi oczami szłam na dno. Kiedy już zupełnie straciłam świadomość co się wokół mnie rozgrywa, byłam na brzegu basenu. Ktoś krzyczał,jeszcze kto inny ronił łzy. Nade mną pochyliło się parę osób,jednak podniosłam się o własnych siłach. Kręciło mi się jeszcze w głowie. Nie widząc sensu tłumaczenia się,skierowałam się do szatni. Wszyscy byli zszokowani,że tak szybko wszystko olałam.

Przekroczyłam próg błękitnej przebieralni dla dziewcząt. Usiadłam na pierwszej ławce z brzegu i zaczęłam wycierać ręcznikiem włosy.
W mig byłam gotowa. Chciałam przemknąć cichcem przez trybuny do wyjścia,jednak zauważyłam,że zostało na basenie tylko paru chłopaków. Cała reszta poszła.
O czymś rozmawiali. Ponieważ zagrodzili mi drogę,postanowiłam usiąść i poczekać. Schowałam się pod trybunami. Gdy tylko usłyszałam swoje imię,zaczęłam bardziej interesować się tym,
o czym konkretnie mówią.
-Clawdmil, ty naprawdę sobie nie poradzisz.-Zaczął Troy. Wampir przerzucił sobie ręcznik przez ramię i usiadł na trybunie. Przycisnęłam się bardziej koło ściany,by mnie nie zobaczyli. 
-Oj,cicho siedź.- Odburknął wilkołak.
-Haha, ale Zębisty ma racje. Nie ogarniasz całej sytuacji. Jesteś do niczego!- Tut parę razy jeszcze dogryzł Clawdmilowi.
Ten to olewał. Usiadł koło Troy'a. Przez to już mało widziałam. Coś kątem oka dostrzegałam. Widziałam,że Tut chodzi przed nimi. Mój przyjaciel miał dwie twarze. Ehhh... do mnie taki miły... zazdrośnik...

Gdy tylko zarzucił wilkołakowi,że nie potrafi mnie upilnować i,że on zrobiłby to lepiej - po prostu nie wytrzymałam.
Wyszłam spod trybun,ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich chłopaków. Wkroczyłam dumnie widząc ich zmieszane miny.
-No witam,panowie. Któż mnie tu obgaduje?- Rzuciłam zarozumiałe spojrzenie ,,byłemu przyjacielowi''. 
-Jeśli chodzi o mnie, cóż... umówmy się,że to ja jestem niezdarą. Mój upiór zajmuje się mną zastraszniście i jak tylko najlepiej umie.- Podeszłam do Clawdmila i pocałowałam go w polik. Widać było,że poprawiłam mu humor.
-Tak więc ten wypadek... Moja wina. Jakiś problem?- Kiedy patrzyłam na Troy'a i Tuta,myślałam,że zaraz wybuchnę śmiechem. Zrobiłam im niezłe zaskoczenie.
Na odchodne dodałam tylko,że nie ładnie się wobec mnie zachowali i poradziłam,by trochę się nad sobą zastanowili.

Rozdział 10 Jak to tak,z kłami?:

-Ally pokazała kiełki?- Podsumował chłopak z uśmiechem na twarzy.
-Nie mam co pokazywać.- Zaśmiałam się serdecznie.
Dołączyliśmy do reszty w szatni. Na wejściu już córka Frankensteina zadała mi pytanie.
-Aleksa, co z tą książką? Umiesz coś?- Frankie zaczęła się dopytywać o księgę od Gigi.
-Ehh... niby tak,ale... to chyba książka dla czarownic. Nie dla mnie.- Odpowiedziałam zakłopotana.
Na moim ramieniu wylądowała ręka Twyli.
-Księga czarów? Hmm.. mogłabym pomóc. W cieniach i pod łóżkami normalskich dzieci są często schowane jakieś książki.- Powiedziała kręcąc na palcu kosmyk swoich długich włosów o miętowym kolorze. Westchnęłam ciężko i wzięłam kurtkę z lady.

Kiedy już dotarłam do domu,błyskawicznie pojawiła się u nas Twyla. Cleo wiedziała o tym.
Z zaciekawieniem wzięła poduszkę. Usiadła na niej w ogrodzie.
-Hmm... zobaczmy co my tu mamy. Książki tej nie widziałam nigdy na oczy. No dobrze. Teraz widzę.- Potworka przekartkowała parę stron i również wzięła sobie poduszkę.
-Postaram się coś ciebie nauczyć. Gigi mówiła mi,że coś jest nie tak.-Zaciekawiona,kazała mi wypróbować.
Zrobiliśmy parę ruchów. Nic się nie działo.
-Wiesz,Twyla. Nie jestem przekonana.- Odparłam zniechęcona.
-Spróbuj chociaż ten. To jest chyba czar na promień światła.-Cleo pokazała palcem na zaklęcie.
Posłusznie robiłam to,co czytali. Gdy jednak wybuchło mi coś przed twarzą,byłam zszokowana.
-A jednak!To nie to ale... dawaj kolejne!- Zaangażowałam się trochę bardziej.
Dziewczyny szybko wybierały następne gesty. Gdy udała mi się lewitacja na jednym z wazonów,nie mogłam w to uwierzyć.
-O mój Ra! To się dzieje na prawdę?!- Oglądałam swoje ręce. Jednak dżinka miała rację.
Cleo sama była zdziwiona. Magię miała tylko w swoich talizmanach. Ja miałam ją w sobie.
Poćwiczyłyśmy jeszcze sobie z dobre dwie godziny. Po entej próbie zaklęcia obronnego,dostałam nagle telefon. Za wibrował,a ja przerwałam w pół jednego zaklęcia.
Przypadkowo obcięłam gałąź jednego drzewa... heh.

Clawdmil: Hej,All. Wiem,że już trochę późno,ale rodziców jak zwykle nie ma do 20.00,a ja chyba coś złapałem. Kupiłabyś mi leki? 
Ty się znasz... coś na gardło. Oddam ci kasę jak przyjdziesz,ok? :)

-Ej upiorki, muszę się zbierać.-Wskazałam na komórkę. Usiadłam na poduszce obok Cleo. Ta oznajmiła,że Twyla jeszcze zostanie. One się sobą zajmą.
Zgodziłam się. Szybko odpisałam,że zaraz będę, zabrałam portfel i wyszłam.

Śliczny zachód słońca odprowadził mnie aż do apteki. Gdy tylko kupiłam to co powinnam zaczął kropić deszcz.
-Uh... no...nie jestem z cukru...- Zawinęłam ciaśniej bandaż na nodze oraz naciągnęłam kaptur.
Trochę przemoczona weszłam do domu mojego upiora.
Ten na przywitanie trochę zakaszlał i zaprowadził mnie do salonu.
-Dzięki wielkie. Na wycieczce było jeszcze dobrze. U mnie w apteczce nic nie ma. Rodzice jak zwykle nic mi nie zostawili.-Powiedział lekko zachrypnięty dając mi do ręki należność. Powiedziałam,że nie trzeba.
-Chcesz na trochę zostać? Leje.- Odsłonił okno. Rzeczywiście, rozpadało się.
-Nie mam nic przeciwko. Tylko zadzwonię do Nefery. Ta pewnie znowu zrobi mi rachunek sumienia gdzie byłam... Na piramidy! Jak było świetnie,kiedy była na tym wyjeździe!- Wybrałam jej kontakt. Poszłam gdzieś za róg pokoju.

*-Nefera? Wrócę gdzieś po 20.00. Rozpadało się.
-Phi! Ty mnie zawsze kłamiesz.
-Dziewczyno, odsłoń sobie to zaupiorzałe okno!
-No... masz fart... Dobra,ale i tak mnie to nie obchodzi.
-Kazałaś mi się meldować. Uhhh...*

Na tym się skończyło,odłożyłam słuchawkę mówiąc sobie pod nosem ,,a idź do sarkofagu''.

2 komentarze:

  1. Ally nauczyła się czarować XDD Czekam na kolejne rozdziały

    Lady of the Dark

    OdpowiedzUsuń
  2. Extra, cały czas czekam na 11 rozdział:)
    #Kizia Mizia#

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze ;) Mam nadzieję,że post ci się podobał. Zapraszam również do innych! ^.^