sobota, 23 listopada 2013

5/2

Rozdział 5 Zaznaczona księżycem:

-Uhh.. co się tu stało!- Mówiłam do siebie w niedowierzaniu. Nagle gałęzie zaczęły zamieniać się w ręce. Zeskoczyłam z wierzby,ale płot,który ni stąd i zowąd przesunął się z końca parku tutaj za torował mi drogę.
Skuliłam się i zaczęłam krzyczeć ze wszystkich sił. Potem coś się stało. Jakby czerwona błyskawica rozdarła niebo i wszystko wróciło do normy.
Na mojej nodze była zawiązany pęd jakiejś rośliny, uwolniłam się. Szybko wstałam,a z tyłu ktoś mnie mocno przytulił.
-Ally,co się stało? Strasznie krzyczałaś.
-Ja,ja...-Byłam sparaliżowana strachem, był to Clawdmil. Cleo stała za nim.
-Co jest?- Wykrzyknęła kuzynka.
-To, tu, Gigi, ja, szkoła i...- Nie mogłam wykrztusić z siebie ani jednego sensownego zdania.
-Co Gigi?- Dopytywał upiór.
-Ja nie wiem!- Złapałam się za głowę.
-Czekaj. Co ty masz na ręce?- Cleo podeszła do mnie i schwyciła mnie za tą samą rękę,którą wcześniej oglądała Gigi.
Był na nim krwawy rysunek księżyca. Wydrapany.
-Skąd ty to masz?!- Za rękę złapał mnie też chłopak. Zaczął ją nerwowo oglądać.
-Kto ci to zrobił?!- Wrzasnęła ze złością Cleo.
-Nie wiem!- Patrzyłam na ranę w tym dziwnym kształcie. Nie wiedziałam co to znaczy,ale nie bolało mnie,nawet nie zauważyłam kiedy się pojawiło.
-Cleo,wyciągnij z torebki bandaż. Jakikolwiek.-Poprosiłam stanowczo.
-Masz.- Mumia podała mi niebieski komplet z torebki. Szybko owinęłam nadgarstek i poszłam przed siebie.
-A ty gdzie?!- Upiór złapał mnie za rękę. Bałam się,by nikt inny tego nie zobaczył. Kolejna panika w mieście nie była mi potrzebna.
Uwolniłam się z uścisku chłopaka, poprawiłam opatrunek i nakazałam,byśmy poszli do domu.
Ja wrócę odrobinę później. Cleo została,a chłopak spełnił ,,prośbę''. Jednak co parę kroków odwracał się i patrzył się dziwacznym wzrokiem. Chyba sprawdzał,czy znów nie wywinę niczego głupiego.
Całą drogę powrotną oglądałam się za siebie. Gdy tylko w kieszeni za wibrowała mi iTrumna,podskoczyłam jak oparzona.
Nie chciałam wiedzieć,co ktoś napisał mi w upioromesie,ale już byłam na tego kogoś potwornie zła.
Mumia nalegała,bym sprawdziła,jednak chciałam jak najszybciej wrócić do ''domowej piramidy''.
Spławiłam,mówiąc,że sprawdzę jak wrócimy.
Jednak gdy tylko przekroczyliśmy próg domu,złośliwie przywitała nas Neferka.
-Uh. Gdzieście się wałęsały?! I co ty masz na ręce, nie wiesz,że niebieski nie pasuje do tych butów?-Jej wypowiedź jeszcze bardziej wyprowadziła mnie z równowagi.
-Cicho! Nie widzisz,że nastroju nie mam!?- Krzyknęłam na nią i szybkim krokiem,z zaciśniętymi pięściami weszłam do pokoju Cleo, usłyszałam tylko ''niebanalny'' komentarz ,,co mnie ugryzło''.
Zaraz za mną weszła młodsza kuzynka.
-Co tak ostro?- Zapytała z udawanym zdziwieniem,zamykając drzwi.
-Kłopoty w Hauntlywood.-Zażartowałam.
Muszę przyznać,że zawsze mój nastrój zmieniał się. Ze smutku w śmiech,ze złości w nienaruszalny spokój. Ciężko za mną nadążyć.
-Oj,przestań. Czemu taka nerwowa i czemu szybko zakryłaś... no wiesz...- Gdy tylko usłyszała stukot obcasów siostry,nie dokończyła tego co mówiła.
-Całe miasto czuje się bezpiecznie. Nie chcę wzbudzać jakiejś wielkiej paniki. Jeszcze tego brakuje.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarze ;) Mam nadzieję,że post ci się podobał. Zapraszam również do innych! ^.^