środa, 6 listopada 2013

Taka sytuacja...

Ughhh.... jestem zmęczona.
Dziś musiałam siedzieć do 17.35,od rana w szkole.
Dlaczego? Otrzęsiny kotów.
Byłoby cudownie,gdyby w mojej szkole zainwestowali w jakieś dobre mikrofony.
Mieliśmy najpierw jeden,ale... popsuty. Ok. Lecimy z dziewczynami po drugi. Jest.
Podczas otrzęsin,zaczął się psuć. Dawał po uszach tak mocno,że szok. Gdy ja mówiłam,jak na złość się wyłączał. W końcu się zdenerwowałam i zaczęłam nim trząść. Na krótką metę działał.
,,No żynada'',jak to by powiedziała moja pani od historii.
Najlepsze było to,że koty były bardzo głośne,przez co jeszcze bardziej nie było nas słychać.
Nauczyciele? Totalna olewka.
Jakoś się to rozkręciło, poradziłyśmy sobie ze sprzętem,ale było koszmarnie ciężko.
Podczas wyzwań fizycznych,kociakom rozjeżdżały się łapki na umytej podłodze.
Chyba z 5 pierwszoklasistów zaliczyło popisowe ,,gleby''.
Jednak gdy był czas na zupę gimnazjalną,wtedy były śmiechy.
Co powiecie na jej skład?
-Kisiel porzeczkowy
-Zupka z paczki (barszcz)
-Cała zawartość pieprzniczki
-Cukier
-Zmielona papryczka chilli
-Keczup
-Musztarda

Brzmi smakowicie,czyż nie?
Najlepsze były miny pierwszaków. 
Jedni robili natychmiastową ewakuację po picie,a drudzy przyszli nawet po dokładkę i pytali o przepis! 
Świetne było,że jeden chłopak (rozdawałam łyżeczki) zapytał,czy jak nam zupa zostanie,to czy może wziąć ją sobie do domu. Haha. 
Na dyskotece zostałam tylko parę minut. W końcu dziś środa. 
Jednak życzę kociakom.. upsss...(teraz) rodowitym gimnazjalistom,świetnej zabawy ^^


6 komentarzy:

  1. My nie mamy takiej akcji w szkole :c Chociaż z tym okropnym piciem to nie mamy nic straconego: na obozach są chrzesty na gimnastyków (każdy przechodzi tylko jeden chrzest, na kolejnych zwykle jest się już diabełekim ^^), za hotelem zawsze czekają, pani wypuszcza jedną/dwie osoby (zawsze tam jest jakaś pani, żeby ich pomalować *.*) i mają różne zadania. My miałyśmy tor przeszkód, dwie dziewczyny (nie były na poprzednim obozie, tylko te dwie, a byłyśmy akurat na tym tylko my) też, ale w tym roku było trochę inaczej. Najpierw był skrawek toru przeszkód, chodnik był wyłożony szyszkami, pokrzywami itp., obok były krzesła, o które zaczepiliśmy płachty z łóżek. Musieli się tak przeciskać ^^ (mieli krótkie spodenki :D) No i było dwóch królów, jedna królowa (trenerzy), byli ubrani jak greccy bogowie, ale zamiast naszyjników mieli skórki (na poręczach się ćwiczy w skórkach, na olimpiadach itp. dziewczyny takie mają na rękach) i kazali im próbować jakiś "zatrutych" słodyczy (np. do ciastka wpakowali papryczkę chili), lub kazali zrobić przewrót w przód (fikołek) z jajkiem pod brodą- ach, jacy byli brudni :D Ja byłam diabełkiem, bo chrzest miałam dwa lub trzy lata temu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Em , czy mi się wydaję czy byłyśmy na tym samym obozie xd?

      Usuń
  2. A ten wywar- tow tym rokuzamiast niego byłī te słodycze. Za to tym dwóm koleżankom MY przygotowywałyśmy chrzest, i wywarem też się zajęłyśmy. Akurat ja nie, bo to przypadło dziewczynom z drugiego pokoju. Wiem, że wpakowały tam: przeterminowany powerade, sok z jabłka, łzy (Baśka łaziła po pokojach, i chciała żebyśmy sprawili, żeby się popłakała do tej butelki :D), kilka starych żelków, i reszty nie znam :D Jako że jedyna wzięłam kapelusz czarownicy (reszcie pani dorobiła rogi), to byłam główną czarownicą, nadawałam przezwiska i dawałam ten wywar :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wy też macie w szkole otrzęsiny kotów? WoW...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech, ciekawe czy ja tego dożyję, jak już przejdę do gimbazy... Po pierwsze słyszę:(
    Kizia Mizia

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze ;) Mam nadzieję,że post ci się podobał. Zapraszam również do innych! ^.^