wtorek, 11 marca 2014

16/2

Rozdział 16 Wprowadzamy stan wyjątkowy:

-Musimy zawrócić do sali!- Powiedziałam zdenerwowana do biegnącej koło mnie Robeccy.
-On nam odciął drogę. Jesteśmy na bocznych schodach.
Byśmy musiały go chyba magicznie przeskoczyć!
Błagam,powiedz,że masz jakiś pomysł! - Odezwała się przestraszona.
-Jest wysoki,ale masz chyba dobry napęd? Musimy zaryzykować, przelecimy nad nim!- Złapałam za rękę upiorkę, zatrzymałyśmy się i wzięliśmy mały rozpęd.
-Teraz,albo nigdy!- Robotka włączyła swoje odrzutowe buty i pędziliśmy wprost na wrogiego wilkołaka.
Z przerażenia zamknęłam oczy. Czułam,że odrywam się od podłoża.
Parę milimetrów niżej,a by się pewnie nie udało.
Potwór zaczął gonić większą grupkę. Ja mogłam w miarę spokojnie pobiec po notatnik.
-Gazu,gazu,gazu!- Ponaglała mnie Robecca.
Szybko złapała mój nadgarstek i włączyła przyspieszenie.
Skręciłyśmy do sali,ledwo wyrabiając zakręt.
Gdy miałam już notatnik w rękach,do pomieszczenia wbiegła cała klasa. Zaczęłam nieźle panikować.
Wypowiedziałam odpowiednie zaklęcie i... odepchnęło mnie i wroga z taką siłą,że wyleciałam przez rozbite okno,a wilkołak zniknął rozpływając się.
Wielka dziura w ścianie została, wyleciał chyba z dwa korytarze dalej.
-Dzięki ci Ra,że mieliśmy lekcje na parterze.- Powiedziałam,otrzepując się z pozostałości szyby. Ledwo podniosłam się z zeschniętej trawy,mimo wielkiego odrzutu,nic poważnego mi się nie stało,może.. poza małymi siniakami. Tut z Clawdem podali mi ręce. Weszłam do klasy tak jak ,,wyszłam''.
Trzymając się za pokiereszowaną rękę,spojrzałam na całą klasę z niezrozumiałą wściekłością.
-Co tak stoicie!? Gnać do pokoju dyrektorki!- Krzyknęłam na tłum gapiów,pokazując,że mają się stąd zabierać. Clawd posłuchał,ale Tut ani myślał się ruszyć.
-Idź. Chociaż ty mnie nie wkurzaj.- Na te słowa,chłopak tylko dotknął mojego policzka i pokazał,że się mocno zacięłam. Wtedy powiedziałam,że chciałabym,żeby to zranienie było moim jedynym problemem.
Kiedy wszyscy byli już pod gabinetem,ja z upiorem byłam jeszcze w innym skrzydle szkoły.
W pewnym momencie Tut złapał mnie za rękę. Po paru sekundach odskoczył jak oparzony.
-Kopnęłaś mnie prądem!-Speszony odsunął się.
-No i prawidłowo. Zamierzone to niestety nie było,ale chyba wiesz,że hmmm... no nie wiem... MAM CHŁOPAKA?!-Przyspieszyłam kroku. On była cały czas za mną.
-Naprawdę nie możesz sobie odpuścić? Nie teraz chociaż. Jestem upiornie zmęczona. Muszę jeszcze coś załatwić.- Zadziornie poprawiłam grzywkę.
Pod pokojem Krewnickiej był wielki ścisk. Jakoś jednak otworzyłam drzwi. Pokazałam,by inne upiory zachowały dystans. Wszyscy patrzyli na mnie,nie wchodząc do gabinetu.
Walnęłam z impetem w biurko,zarzucając dyrektorce szkoły nie dbanie o nasze bezpieczeństwo.
-Droga uczennico,dokładamy wszelkich starań...
-STARANIA?! STA-RANIA?! To jest śmieszne! Napadł nas jakiś stwór,gonił, mógł zabić. Na co było szkołę stać? Na komunikat o zostaniu w klasach! Dosyć tego!- Nachyliłam się by być bliżej dyrektorki.
-Nie chciałam tego robić,ale nie chcę już kryć Straszyceum. Nie wzbudzałam paniki, choć było trzeba już dawno. Przestanę. Wprowadzamy stan wyjątkowy.- Wycedziłam przez zęby ostatnie zdanie.
Krewnicka tylko westchnęła. Po minucie,zrezygnowana wzięła mikrofon ze stołu.
,,-Uwaga uczniowie,jestem zmuszona wprowadzić... STAN WYJĄTKOWY. Znaczy to,że wrócicie do domów. Teraz. O godzinie 18.00 chcę widzieć was wszystkich w dormitorium. Rodzicom i opiekunom przekażcie,że mają udać się do ratusza. Pozwalam używać komórek. Bądźcie spakowani na długo.
Postaramy się rozwiązać problem jak najszybciej,jednak może się to przeciągnąć. Uważajcie na siebie.''.



1 komentarz:

  1. Stan wojen... znaczy stan wyjątkowy w Straszyceum? Ciekawie ^^

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarze ;) Mam nadzieję,że post ci się podobał. Zapraszam również do innych! ^.^