-Musimy zawrócić do sali!- Powiedziałam zdenerwowana do biegnącej koło mnie Robeccy.
-On nam odciął drogę. Jesteśmy na bocznych schodach.
Byśmy musiały go chyba magicznie przeskoczyć!
Błagam,powiedz,że masz jakiś pomysł! - Odezwała się przestraszona.
-Jest wysoki,ale masz chyba dobry napęd? Musimy zaryzykować, przelecimy nad nim!- Złapałam za rękę upiorkę, zatrzymałyśmy się i wzięliśmy mały rozpęd.
-Teraz,albo nigdy!- Robotka włączyła swoje odrzutowe buty i pędziliśmy wprost na wrogiego wilkołaka.
Z przerażenia zamknęłam oczy. Czułam,że odrywam się od podłoża.
Parę milimetrów niżej,a by się pewnie nie udało.
Potwór zaczął gonić większą grupkę. Ja mogłam w miarę spokojnie pobiec po notatnik.
-Gazu,gazu,gazu!- Ponaglała mnie Robecca.
Szybko złapała mój nadgarstek i włączyła przyspieszenie.
Skręciłyśmy do sali,ledwo wyrabiając zakręt.
Gdy miałam już notatnik w rękach,do pomieszczenia wbiegła cała klasa. Zaczęłam nieźle panikować.
Wypowiedziałam odpowiednie zaklęcie i... odepchnęło mnie i wroga z taką siłą,że wyleciałam przez rozbite okno,a wilkołak zniknął rozpływając się.
Wielka dziura w ścianie została, wyleciał chyba z dwa korytarze dalej.
-Dzięki ci Ra,że mieliśmy lekcje na parterze.- Powiedziałam,otrzepując się z pozostałości szyby. Ledwo podniosłam się z zeschniętej trawy,mimo wielkiego odrzutu,nic poważnego mi się nie stało,może.. poza małymi siniakami. Tut z Clawdem podali mi ręce. Weszłam do klasy tak jak ,,wyszłam''.
Trzymając się za pokiereszowaną rękę,spojrzałam na całą klasę z niezrozumiałą wściekłością.
-Co tak stoicie!? Gnać do pokoju dyrektorki!- Krzyknęłam na tłum gapiów,pokazując,że mają się stąd zabierać. Clawd posłuchał,ale Tut ani myślał się ruszyć.
-Idź. Chociaż ty mnie nie wkurzaj.- Na te słowa,chłopak tylko dotknął mojego policzka i pokazał,że się mocno zacięłam. Wtedy powiedziałam,że chciałabym,żeby to zranienie było moim jedynym problemem.
Kiedy wszyscy byli już pod gabinetem,ja z upiorem byłam jeszcze w innym skrzydle szkoły.
W pewnym momencie Tut złapał mnie za rękę. Po paru sekundach odskoczył jak oparzony.
-Kopnęłaś mnie prądem!-Speszony odsunął się.
-No i prawidłowo. Zamierzone to niestety nie było,ale chyba wiesz,że hmmm... no nie wiem... MAM CHŁOPAKA?!-Przyspieszyłam kroku. On była cały czas za mną.
-Naprawdę nie możesz sobie odpuścić? Nie teraz chociaż. Jestem upiornie zmęczona. Muszę jeszcze coś załatwić.- Zadziornie poprawiłam grzywkę.
Pod pokojem Krewnickiej był wielki ścisk. Jakoś jednak otworzyłam drzwi. Pokazałam,by inne upiory zachowały dystans. Wszyscy patrzyli na mnie,nie wchodząc do gabinetu.
Walnęłam z impetem w biurko,zarzucając dyrektorce szkoły nie dbanie o nasze bezpieczeństwo.
-Droga uczennico,dokładamy wszelkich starań...
-STARANIA?! STA-RANIA?! To jest śmieszne! Napadł nas jakiś stwór,gonił, mógł zabić. Na co było szkołę stać? Na komunikat o zostaniu w klasach! Dosyć tego!- Nachyliłam się by być bliżej dyrektorki.
-Nie chciałam tego robić,ale nie chcę już kryć Straszyceum. Nie wzbudzałam paniki, choć było trzeba już dawno. Przestanę. Wprowadzamy stan wyjątkowy.- Wycedziłam przez zęby ostatnie zdanie.
Krewnicka tylko westchnęła. Po minucie,zrezygnowana wzięła mikrofon ze stołu.
,,-Uwaga uczniowie,jestem zmuszona wprowadzić... STAN WYJĄTKOWY. Znaczy to,że wrócicie do domów. Teraz. O godzinie 18.00 chcę widzieć was wszystkich w dormitorium. Rodzicom i opiekunom przekażcie,że mają udać się do ratusza. Pozwalam używać komórek. Bądźcie spakowani na długo.
Postaramy się rozwiązać problem jak najszybciej,jednak może się to przeciągnąć. Uważajcie na siebie.''.
Stan wojen... znaczy stan wyjątkowy w Straszyceum? Ciekawie ^^
OdpowiedzUsuń